Wybrana. cz 36.
-James spójrz. Obudziła się.-Szepnęła kobieta. Od razu rozpoznałam głos mojej mamy.Więc jednak żyłam. Dzięki Bogu. Co ważniejsze mama również była cała. Spojrzałam na nią, ale zaraz jej obraz przysłonił mi jakiś mężczyzna. Zamrugałam gwałtownie powiekami. James, mój ojciec. On naprawdę tu był, to nie były halucynacje. Wyciągnęłam do niego rękę,ale cofnęłam ją natychmiast. Jak miałam się zachować? Ten człowiek był dla mnie praktycznie obcy.
-Annabelle. Tak się cieszę, że wróciłaś do żywych. –Uśmiechnął się niezręcznie.
-Córeczko jak dobrze że się ocknęłaś. –Wtrąciła mama i dodała: -Martwiliśmy się o ciebie.
-Dziękuję już mi lepiej. Co się stało? Co z moimi przyjaciółmi? A Demeter? Żyje? –Tyle pytań błąkało mi się po głowie. Chciałam wiedzieć wszystko jak najszybciej.
-Spokojnie. Wszystko w porządku. Twoi przyjaciele żyją. Demeter nie. Umarła od ugodzenia nożem. Ten jej pomocnik…
-Daniel.-Podpowiedziałam.
-Tak, Daniel. On też żyje. Te Demony go gdzieś zabrały. Ponoć ma czekać na jakiś proces. Miejmy nadzieję, że poniesie surową kare. Och, Annabelle tak się o Ciebie bałam. Dlaczego kazałaś mnie stamtąd zabrać?-Spytała mama.
-Ponieważ wiedziałam, że nic tam nie wskórasz. Demeter mogłaby cię… zabić, a ja nawet nie zdążyłabym ci pomóc. Przepraszam, że to powiem mamo, ale bardziej byś mi tam przeszkadzała niż pomagała. Tylko byś mnie rozpraszała.
-No wiesz co.- Mama lekko się obruszyła, ale zaraz potem uśmiechnęła się i pocałowała mnie delikatnie w czoło. Spojrzałam na mojego ojca. Patrzyliśmy na siebie w milczeniu, aż w końcu odchrząknęłam i odezwałam się jako pierwsza.
-Skąd wiedzieliście, że tam jesteśmy?-Spytałam.
-Jakaś dziewczyna nam o tym powiedziała. Chwileczkę, jak ona się nazywała… Natasha? Tak chyba Natasha. Powiadomiła Eris i mnie, że tam jesteście. Podobno jakiś chłopak kazał jej to powiedzieć jeśli się do niej długo nie będzie odzywał.-Wyjaśnił James.
-Kyle.-Domyśliłam się.
-Być może.–Odparł mój ojciec strapiony. Chyba nie bardzo wiedział o kim mówię.
-Dlaczego nagle wróciłeś?-Spytałam po chwili.
-Twoja mama do mnie zadzwoniła w dniu w którym została porwana. Miała tego nie robić chyba, że w razie konieczności.Domyśliłem się, że dzieje się coś niedobrego i przyleciałem jak najszybciej. Annabelle wiem, ze trudno ci zrozumieć dlaczego to zrobiłem. Pewnie masz do mnie straszny żal, może nawet mnie nienawidzisz… Ale wiec, że gdybym nie musiał nigdy bym was nie zostawił.-Powiedział James patrząc to na mnie to na mamę. Wiedziałam, że mu ciężko, ale nam tez było. Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić co mama musiała czuć przez te lata. Wiedziała o wszystkim i musiała to zaakceptować nie mając innego wyboru.
-Rozumiem.-Szepnęłam tylko bo nie wiedziałam co jeszcze mogę powiedzieć. Tak, miałam żal do taty. Nie mogłam się go wyzbyć tak po prostu. Na to potrzeba było czasu. Tata uśmiechnął się do mnie tak jakby wiedział o czym myślę. Rozumiał to i bardzo mnie to podniosło na duchu.
-Nie chciałabym przeszkadzać, ale obawiam się, ze muszę porozmawiać z Annabelle na osobności.–Wszyscy odwróciliśmy głowy w stronę drzwi skąd dobiegał donośny głos Eris. Wstrzymałam na chwilę oddech. Rozmowa sam na sam z nią? W sekundę z nerwów rozbolał mnie brzuch.
-Oczywiście.-Powiedział mój ojciec i ukłonił się jej lekko. Nie nabił sobie u mnie plusów swoim postępowaniem. Tak łatwo zostawił mnie z tą kobietą? On chyba nie wiedział czym to grozi. Zszokowana patrzyłam jak moja mama idąc jego śladami robi to samo. No ładnie. Teraz jeszcze przekabacili mi matkę.-Pomyślałam i zirytowana patrzyłam jak zamykają się za nim drzwi. Kiedy jednak Eris podeszła do mojego łóżka irytacja zamieniła się w strach. Nie miałam pojęcia czego mogę się po niej spodziewać. A ona jak gdyby nigdy nic usiadła sobie na krześle obok łóżka i spojrzała na mnie uważnie. – Jak się czujesz Annabelle?-Spytała.
-D…Dobrze.- Odparłam niepewnie.
-Twoje urazy były naprawdę poważne.Nawet szybka regeneracja nie dawała gwarancji, że z tego wyjdziesz. Ale jednak się udało.–Powiedziała i zamilkła. Po krótkiej pauzie odezwała się znowu.
-Przepraszam cię Annabelle. Naprawdę cie przepraszam.
-Pani mnie? Za co?- Spytałam zaskoczona.
-Gdybym powiedziała ci wcześniej o przepowiedni, może uniknęlibyśmy tego wszystkiego. Nie zrobiłam tego jednak, bo nie chciałam rozjuszać Demeter. Gdyby uderzyła zanim byśmy cię na to przygotowali, nie dałabyś rady. Jako niemowlę, nie pokonałabyś jej.–Mruknęła z delikatnym uśmiechem. Odpowiedziałam jej tym samym.
-To nie Pani wina. Wszyscy mogli mi o tym powiedzieć. Daniel, rodzice… A swoją drogą to mam jedno pytanie. Dlaczego skoro wiedziałaś, ze Demeter jest zła nie pozbawiłaś jej tronu?
-Była za inteligentna. Miała swoich zwolenników. Całe Podziemie ubóstwiało ją i ślepo jej ufało. Gdybym skazała ją na śmierć, musiałabym to jakoś uzasadnić, a nie miałam dowodów. Demeter oskarżyłaby mnie o zdradę i skazała na śmierć pozbywając się najważniejszego świadka. Dlatego musieliśmy czekać aż zaatakuje żeby ją oskarżyć. Nie wiedziałam, że sprawy zajdą tak daleko. Nie przypuszczałam, że przyjdzie ci z nią walczyć sam na sam. W ogóle nie podejrzewałam że ktoś ucierpi. Chciałam ją nakryć na spiskowaniu, to wszystko. –Powiedziała cicho.
-I co teraz będzie? Demeter naprawdę nie żyje?
-Owszem. Ostrze było zatrute. Samo przebicie serca nie pozbawiło by jej życia. Była zadziwiająco odporna, tak jak ja. Ale silna trucizna którą ostrze zostało pokryte, rozeszła się po jej ciele i zabiła ją prawie od razu.-Wyjaśniła Eris.
-Więc ją unicestwiłam.-Szepnęłam przerażona. Zabiłam człowieka.
-Nie Annabelle. Ona sama to zrobiła. Zginęła przez własną zazdrość i nienawiść. Czytając księgę sama skazała się na śmierć. Gdyby tego nie zrobiła, tej sytuacji pewnie by nie było.
-Ale przecież ta przepowiednia sprawdza się co do cna.-Odparłam.
-Och Annabelle… Prawda jest taka że historię swego życia piszemy sami. Gdyby nie chciała cię zabić, nie robiłaby tego. A tak sprowadziła na siebie nieszczęście.-Powiedziała Eris.
-A co z Danielem?-Spytałam po chwili.
-Cóż, myślę że jego los leży w rękach nowej Królowej Podziemia.
-Naprawdę? Jest ktoś kto zastąpi Demeter? –Byłam zaskoczona. Myślałam że Eris będzie teraz rządzić sama. Królowa uśmiechnęła się do mnie przelotnie.
-Owszem jest. Właśnie po to tu przyszłam Annabelle. Chciałam zaproponować ci rolę Królowej Podziemia. Sama nie dam sobie rady z tą bandą. Potrzebny mi jest ktoś o łagodniejszym przysposobieniu niż moje. Poza tym jesteś bardzo silna. Ktoś taki powinien zasilać silniejsze szeregi.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Ona mówiła poważnie? Ja miałam zostać drugą Królową Świata Mroku? Przecież to samo w sobie brzmiało niewiarygodnie. Nie mogłam się nawet umywać do Eris czy Demeter. Odebrało mi mowę i nie umiałam wydusić słowa. Eris jakby nigdy nic rozglądała się po pokoju. W końcu znów spojrzała na mnie z pogodnym jak na nią wyrazem twarzy.
-Nie musisz odpowiadać teraz. Zastanów się na spokojnie. Teraz kiedy najgorsze minęło masz dużo czasu na przemyślenia. Nie musisz się tego bać Annabelle. Jesteś do tego stworzona. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym komuś innemu złożyć tą propozycję. Jesteś naszą bohaterką. Sama pokonałaś Demeter. To szok dla nas wszystkich. Nie żebym w Ciebie nie wierzyła, ale Demeter zawsze wydawała mi się niepokonana. To kolejny powód dla którego sama jej nie atakowałam. Wbrew pozorom była silniejsza ode mnie. Jej dar pozwalał przywłaszczać sobie każdą moc. Kto wie co by było gdyby i twoją udało jej się przechwycić.–Powiedziała Eris z obawą w głosie.
-Ja… nie wiem co powiedzieć. Nie wiem czy dałabym radę szczerze powiedziawszy.-Odparłam.
-Och z pewnością sobie poradzisz. Poza tym mam zamiar przywrócić twojemu ojcu stanowisko doradcy. W razie potrzeby na pewno ci pomoże.-Zachęcała mnie.
-Zastanowię się jeszcze. Ale mimo wszystko dziękuję za pokładane we mnie zaufanie. –Powiedziałam drżącym od emocji głosem. Eris skinęła głową na znak zrozumienia i wstała.
-Nie będę cię już dłużej męczyć. Teraz kiedy się obudziłaś z pewnością szybko powrócisz do zdrowia.
-Mam nadzieję. Jeszcze jedno.-Zatrzymałam ją gdy wychodziła.
-Tak?
-Nie wie pani co z moimi przyjaciółmi? Rodzice mówili, ze doszli do siebie.
-Owszem. Najbardziej ucierpiała ta dziewczyna,ale już wszystko z nią w porządku. Natomiast Kyle… Cóż, mamy z nim same kłopoty. Koniecznie chce cię zobaczyć, ale niestety nie ma prawa tu wejść. Musi poczekać aż wyzdrowiejesz. Na razie nikt prócz najbliższych nie może tu wchodzić.
-Więc z Kyle’em też wszystko w porządku?-Upewniałam się.
-W najlepszym.–Odparła Eris z domyślnym uśmiechem.
Kiedy wyszła osunęłam się na poduszkę. Byłam jeszcze trochę zmęczona ,ale zarazem podniecona tym co powiedziała mi Eris. Ja miałam zostać Królową Podziemia? Ja? Nie mogłam w to uwierzyć. To jednak nie było najważniejsze. Dla mnie najważniejsze było to, że moi przyjaciele byli cali i zdrowi. Chciałam się o tym przekonać na własne oczy. Widok nieprzytomnego Kyle’a wciąż miałam w pamięci i chciałam zamienić go na obraz jego pięknej, lekko uśmiechniętej twarzy. Niewiele się namyślając wstałam z łóżka. Lekko zakręciło mi się w głowie, ale to mnie nie zniechęciło. Podeszłam do lusterka wiszącego w rogu pokoju. Przestraszyłam się na swój widok. Włosy rozkopane, twarz lekko podrapana i posiniaczona. Wiedziałam, że za niedługo to wszystko zniknie, ale nie mogłam tyle czekać. Przeczesałam włosy szczotką która stała na kredensie wraz z innymi przyborami toaletowymi. Umyłam zęby, twarz i zlustrowałam swoje odbicie jeszcze raz. No cóż, lepiej już nie będzie.-Pomyślałam. Miałam na sobie getry i długa koszulkę z myszką Miki.
-Dzięki mamo.-Powiedziałam do siebie wiedząc, że to jej sprawka. Ok, wygląd nie jest najważniejszy. Wyszłam z pokoju po cichu, bojąc się, że ktoś mnie zatrzyma. Na korytarzu nikogo nie było. Nie rozpoznawałam tej części podziemia. Było dużo jaśniejsze niż tamte. Tu zamiast pochodni, były duże żyrandole. Zaczęłam iść korytarzem i nagle zamarłam. Zobaczyłam czyjś cień wyłaniający się zza zakrętu. Na chwilę wstrzymałam oddech. Dopiero kiedy zobaczyłam kto się zbliża uspokoiłam się na dobre. Kyle zatrzymał się widząc mnie. Zaskoczenie malujące się na jego twarzy było dla mnie widoczne nawet z tej odległości. Łzy napłynęły mi do oczu. Więc to prawda, Kyle był cały i zdrowy. Moje serce wyrywało się do niego. Nie czekając dłużej zaczęłam biec w jego stronę. Choć bolały mnie wszystkie mięśnie, nie zwalniałam. Kyle poszedł w moje ślady i już po chwili padliśmy sobie w ramiona.
-Boże, tak bardzo się bałem…
-Myślałam, że cię nie zobaczę…
-Wybacz, że nie dałem rady…
-Wyglądałeś tak okropnie… Bałam się… -Wchodziliśmy sobie w słowo, mówiliśmy jednocześnie. Każde z nas chciało wszystko z siebie wyrzucić. Wzięłam kilka głębszych oddechów. Kyle chwycił moją twarz w dłonie i musnął moje wargi swoimi.
-Bałem się, że nie zdążę.-Szepnął.
-Nie zdążysz?- Spytałam nie rozumiejąc.
-Nie zdążę ci powiedzieć jak bardzo cię kocham. To było najgorsze. Świadomość, że odejdę zanim ci to powiem. Chciałem żebyś wiedziała jak wiele dla mnie znaczysz. Pokochałem cię od pierwszego wejrzenia choć nie wiedziałem, że jestem zdolny do czegoś takiego.
Zamrugałam gwałtownie powiekami by powstrzymać zbliżający się potok łez.
-To najpiękniejsze co w życiu usłyszałam. –Wydusiłam wreszcie.
-To dobrze, starałem się.-Odparł z lekkim uśmiechem. Łzy spłynęły mi po policzkach gdy głośno się roześmiałam. Przytuliłam się do niego i z przyjemnością wsłuchiwałam się w bicie jego serca.
-Ono bije dla ciebie.-Usłyszałam jego cichy głos.
-Naprawdę?
-Naprawdę. Przywróciłaś je do życia.
-To dobrze, starałam się.-Mruknęłam przedrzeźniając go. Zaśmiał się i odsunął mnie od siebie trochę, tak by mógł spojrzeć mi w oczy. Patrzyliśmy na siebie długo,aż w końcu odezwałam się.
-Ja też cie kocham Kyle. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
-Nigdzie się nie wybieram.-Odparł i pocałował mnie. Z przyjemnością zatopiłam wargi w jego miękkich, słodkich ustach.Tak bardzo mi tego brakowało… Nagle pewna myśl zaświtała mi w głowie. Oderwałam się od Kyle’a z szelmowskim uśmiechem.
-Wiesz jakie było moje marzenie, gdy byłam dzieckiem?
-Nie, ale zaraz mogę to sprawdzić.
-Bardzo śmieszne. Jak każda dziewczynka marzyłam żeby być królewną i mieć swojego królewicza.
-I co?-Spytał głaskając mnie delikatnie.
-I to marzenie właśnie się spełniło. Ty jesteś moim królewiczem, a ja jestem Królową Świata Mroku.
KONIEC.
Słowa kluczowe: Madera. demony tajemnice zauroczenie fantastyka
Kategoria: Fantasy
