What now, przecież go dalej kocham

Historia jest dość długa i skomplikowana, ale oparta na faktach, piszę to, bo po prostu gdzieś to muszę napisać.
Zacznijmy od tego, że jestem dość uczuciową dziewczyną i jestem z deka romantyczką, chociaż nie powinnam tutaj używać określenia z deka. Juz pod koniec podstawówki potrafiłam kogoś pokochać tak szczerze i na dłużej, to był Sebastian, tańczyłam z nim w klubie tanecznym, a potem już razem salsę, najśmieszniejsze jest to, że to trwało całe 6 lat i skończyło się na tym, że przestałam tańczyć w 1 gimnazjum. Już będąc w gimnazjum poznałam na obozie Janka, w którym bylam zakochana przez 2 lata, no nie powiem była to bardzo platoniczna miłość i chociaż powiedziałam mu co czuję (przez fb... Żalosne), to nic z tego nie wyszło i szczerze nie żałuję, bo teraz patrząc na na niego i na to jak bardzo się stoczył rzygać mi sie chce.
Dobra to czas przejść do sedna całej historii i w tym momencie sensie mojego życia. Przez całe gimnazjum byłam z nim w klasie, ale dopiero w połowie 3 klasy zaczęłam go zauważać. Było to pewnie spowodowane tym, że zmienił fryzurę no i nie zaprzeczę, zyskał na tym bardzo. Kiedy w końcu przeszła mi ta jednostronna miłość do Janka nie mogłam się ustabilizować i podobało mi sie paru chłopców naraz i jakoś mi to nie przeszkadzało, w tym gronie był też Artur, na początku zastanawiałam się czy nie podać fałszywego imienia, ale raz kozie śmierć :)
Kiedy temperatura robiła się coraz wyższa okazało się, że on jeździ na rowerze, co prawda na szosie, a ja wole MTB, ale wyszło na to, że mamy jakąś wspólną pasję i zaczęliśmy sporo gadać, często ze sobą siedzieliśmy na lekcjach, a po nich chodziliśmy na rower.
Wszystko pięknie i cudownie, ale na tym rowerze poznałam też moją przyjaciółkę Gabi, która zaczęła chodzić z nami na te przejażdżki i jak się potem okazało strasznie spodobała sie Arturowi. No co za ironia losu, zaczęłam się w nim zakochiwać, a on mnie się pytał co ma robić, żeby się zbliżyć do niej. Fakt ja i on... Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, a on nie zdawał sobie sprawy z tego, ze coś do niego czułam. Byłam już tak rozdarta i nie wiedziałam co robić, świetnie bawiłam się z nim na komersie, potem na zakończeniu roku szkolnego i coraz bardziej czułam, że mam coraz mniej czasu, tak więc pierwszego dnia po zakończeniu szkoły powiedziałam mu to. Uprzedzając - nie było to tak żałosne jak w przypadku Janka, powiedziałam mu to w 4 oczy na ognisku klasowym, poprosiłam go na stronę i jakoś po 2 minutach dukania się, oznajmiłam mu, że mi się podoba. Raczej nie spodziewałam się żadnych fajerwerków, więc nie zaskoczył mnie fakt, że był tak zdziwiony, że nie wiedział nawet jak składać zdania. Nie wiedział co powiedzieć i nie wiedział co czuł. W tamtym momencie zniszczyłam naszą przyjaźń i będę tego żałowała do końca życia. Ja wyjechałam z Rzeszowa, a on zastanawiał się nad tym co mi powiedzieć. Wróciłam po paru dniach i dowiedziałam się, że uwaga nie kocham cię i słabo troche, bo nie chcę psuć przyjaźni. Świat mi się wtedy załamał i chciałam mu dać w mordę, ale po prostu powiedziałam, że ok nie ma problemu. Dopiero jak wróciłam do domu zaczęłam płakać i mu napisałam, że nie ma uczuć na snapie (znowu żałosne, internet to zło). Przez moje zachowanie pokłóciliśmy sie na 3 tygodnie i dopiero pod koniec lipca pogodziliśmy się. Tutaj właśnie zaczyna się dziwny okres, w którym myślałam, że powracamy do naszej przyjaźni, a tak naprawdę, to on zaczynał coś do mnie czuć. Często wychodziliśmy z całą paczką na bulwary, czy też inne miejsca w mojej jakże urodzej stolicy innowacji. Często też chodziliśmy na rower, ale już sami. Wszystko było taką sielanką, ale coś między nami wisiało. Na ostatnie 2,5 tygodnia wakacji wyjechałam na obóz rowerowy nad morze, gdzie poznałam Filipa. Zabawne. Zaczęłam już akceptować to, że nic z Arturem mi nie wyjdzie i czas ruszyć dalej, tak więc zaczęłam mieć coraz bliższy kontakt z Filipem. Wszystko szło w dobrym kierunki, kiedy nagle on postanowił mi wszystko zniszczyć. Zaczął do mnie pisać dość jednoznacze wiadomości, a potem wyżalił sie mojemu przyjacielowi, że w 99% mnie kocha. Ten przyjaciel postanowił mi to powiedzieć, bo wiedział ile przeżyłam i jak dużo się nacierpiałam. Po takiej informacji nie mogłam już spojrzeć na Filipa i nie mogłam doczekać się momentu, w którym wróce do domu.
Tutaj zaczyna sie kolejny etap tego co się między nami działo, po obozie przyjechał po mnie i odprowadził mnie pod dom, czułam się dziwnie, bo wszystko wiedziałam, ale co miałam powiedzieć? No własnie. Potem zaraz przed rozpoczęciem roku spotykaliśmy się jeszcze pare razy i się zaczęliśmy kłócić. Było to spowodowane tym, że chciał sprawdzić czy nawet po jego zachowaniu będę go dalej kochać, a poza tym on nie wiedział czy jeszcze coś co niego czuję. Potrafiliśmy się kłócić tak często, że to bolało jeszcze bardziej niż jego nie kocham cie.
Raz zdarzyła się kłotnia, zaraz przed wyjazdem na zawody rowerowe, na które też miał jechać, ale nie chciał, bo ponoć zabijałam go wzrokiem, jednak jakoś udało mi się go przekonać. Skończyło się na tym, że spaliśmy razem w jednoosobowym łóżku, bo bylo 6 osób w pokoju, a miejsc 4.
Po wyjeździe już się nie kłóciliśmy, ale jakoś coraz mniej gadaliśmy, było to pewnie spowodowane tym, że co prawda chodziliśmy do tej samej szkoły, ale już do innych klas. Jednak 9 października postanowił, że odprowadzi mnie do domu, bo było już późno i ciemno, potem przyszedł do mnie do domu pod pretekstem tego, że był głodny, a że nikogo nie było w domu, to nie odmówiłam.
Tutaj zaczyna się najlepsza część tej całej historii. Siedziąc tak u mnie w domu zaczęliśmy mieć bitwe na wzrok (1 klasa liceum i takie żałosne zabawy), najśmieszniejsze jest to, że trwała ona około 45 minut i skończyła się na tym, że mnie pocałował gdzieś zaraz po północy. Potem pojechał do domu, bo no cóż, jego mama się martwiła, a ja byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Przez pare dni było dosłownie genialnie, a ja to wszystko pamiętam jak przez mgłę, spotykaliśmy się, chodziliśmy na rowery, byłam u niego w domu, gdzie leżeliśmy na jego łózku i przez 3 godziny tuliliśmy się i całowaliśmy się. No dosłownie żyć nie umierać, ale potem zaczęliśmy się kłócić. Najpierw kłótnie, potem ciche dni, a na końcu zerwanie. Wiadomo związki często się kończą, ale po 3 tygodniach?..
Byłam w sumie załamana, bo poczułam, że on jest moją bratnią duszą, ale życie toczy się dalej. Najlepsze jest to, że jest prawie maj i od naszego zerwania już sporo minęło, a ja nadal go kocham. Pociesza mnie jednak fakt, że powoli odzyskujemy kontakt, a ja nie chce być nachalna. Kocham go, ale to uczucie możliwe, że w końcu przeminie, a prawda jest taka, że najbardziej brakuje mi Artura przyjaciela, a nie Artura chłopaka.

Jak ktoś to serio całe przeczytał, to gratuluję. Proszę tylko nie wymagać, bo jest 3 w nocy i nie jestem zbyt świadoma tego, co piszę XDD
Tak swoją drogą co o tym myślicie, może coś z tego jeszcze będzie? COŻ ZA ANONIMOWE WYZNANIE. Nieważne dobranoc buźka
Dodał/a: Majecha w dniu 24-04-2016 - czytano 754 razy.
Słowa kluczowe: Miłość nieszczęśliwa miłość szczęśliwa miłość przyjaźń niepewność Majecha

Komentarze (1)

patriszjadnia 2016-05-14 22:36:44.

miałam praktycznie to samo takie samo zakończenie tylko my się nie kłócilismy nie stąd nie z owąt nawet praktycznie nie gadaliśmy

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "What now, przecież go dalej kocham"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)