yoonseok, yoongi, hoseok, bts, boyxboy, angst, romans, szczęśliwa miłość, suga, jhope

Gdy byłem jeszcze mały, niechcący podsłuchałem rozmowę moich rodziców.

"Nie będę wychowywał takiego dziecka." warknął mój ojciec. Rzadko kiedy tak naprawdę z nami przebywał. Pracował za granicą, daleko, za oceanem, jedynie od czasu do czasu wracając do domu. Przeważnie byliśmy tu tylko ja i mama, wtem wszystko wydawało się być takie.. komfortowe. Lecz gdy przyjeżdżał tata, coś w klimacie otaczającym naszą rodzinę zmieniało się. Nie było tak jak zawsze, czułem to. Emocje unosiły się, mama stawała się bardziej nerwowa i rzadziej zwracała na mnie uwagę. Nie chciałem nigdy o to pytać, byłem jeszcze za młody by zrozumieć, a także wiedziałem, że jeśli by chciała, powiedziałaby co się dzieje, prawda?

Ale w tamtej chwili, gdy usłyszałem ów słowa, zrozumiałem, dlaczego tak było. Byłem niechciany. Moi rodzice mnie nie potrzebowali.

"Co pomyślą o nas ludzie? Nie mogliśmy mieć normalnego syna? Który grałby w piłkę z innymi, był jak każdy chłopiec!" kontynuował wypowiedź. Oparłem się o ścianę, za chwilę zjeżdżając po niej w dół. Usiadłem na zimnej podłodze, chowając twarz w swoich małych dłoniach.

Urodziłem się ślepy. To nie tak, żebym mógł coś na to poradzić, prawda? Lecz mimo tego, mama zawsze o mnie dbała. Zajmowała się mną jak gdybym był najważniejszy na świecie, opowiadała dużo historii, bardzo często do mnie mówiła i wszędzie prowadziła za rękę, żebym nie ucierpiał przewracając się o coś na swojej drodze. Opisywała świat, który nas otaczał, używała takich słów, bym mógł jakoś ją zrozumieć - jednakże mimo starań, nie byłem w stanie niczego sobie wyobrazić. Marzyłem by zobaczyć jej twarz, uśmiech, rozejrzeć się dookoła siebie - chciałem wiedzieć jak wygląda nasz dom, ogród, niebo i sąsiedni park. Mama zawsze była przy mnie, na dobre i złe, lecz z tatą było inaczej. Rzadko kiedy się mną zajmował, i nie było to wcale spowodowane tym, że go tutaj nie było. Po prostu nie chciał się ze mną widywać - gdy przyjeżdżał, nawet mnie nie przytulał, nie witał się. Byłem ciekaw wyrazu jego twarzy, gdy na mnie patrzył. Czy malował się na niej wstręt? Obrzydzenie? Nienawiść, a może wściekłość?

Jak ludzie wyrażali takie uczucia?

Od czasu do czasu słyszałem jedynie, jak rozmawiał z mamą, która wieczorem odwiedzała mnie w pokoju, obdarzała czoło pocałunkami i mówiła, że będzie dobrze. Że kiedyś wszystko się ułoży.

Sam jednak nigdy do mnie nie zaglądał. Czy interesowało go to, jak się mam?

Z rozmyślań wyrwał mnie szloch matki. Nie wiedziałem, czemu płacze. Czyżby słowa ojca ją raniły? Dlaczego?

Podskoczyłem, przerażony, gdy usłyszałem trzask. Bardzo głośny, więc domyśliłem się, że był to dźwięk zamykanych niedaleko drzwi. Ktoś zbliżał się w moją stronę, za chwilę brutalnie szarpiąc za nadgarstki. Byłem zmuszony wstać. Zbierało mi się na płacz, ale sam nie wiedziałem, dlaczego. Dotyk silnych, szorstkich rąk ojca. Wiedziałem, że zrobi mi krzywdę, czułem jego rozwścieczone spojrzenie na skórze. Co ja tak naprawdę zrobiłem? Czy to kara, którą miałem ponieść za swoje narodziny, których nie byłem winowajcą? Odwróciłem głowę, czekając na cios. Długo nie nadchodził, myślałem, że sobie odpuścił, lecz dopiero w tej chwili przepełnił mnie mocny ból. Zaniosłem się jeszcze głośniejszym płaczem. Policzek bolał, piekł i swędział jednocześnie. To było moje pierwsze spotkanie z własnym tatą, które na pewno zapamiętam na resztę życia.

"Nie myśl, że coś sobą kiedykolwiek osiągniesz. Tacy ludzie jak ty nie mają nawet prawa oczekiwać świetlanej przyszłości! Nie jesteś moim synem." wysyczał, wreszcie mnie puszczając. Gdy usłyszałem że odchodzi, po raz kolejny oparłem się o ścianę. Dotknąłem najpierw swoich nadgarstków, a potem twarzy, która zaczynała piec coraz to intensywniej. Do moich ust napłynęła słodka, metaliczna ciecz, której nazwy nie znałem, jednak byłem pewien, że nie wróży ona nic dobrego. Gdy po raz kolejny usłyszałem trzask drzwi, skuliłem się i zasłoniłem rękoma. Bałem się kolejnych ciosów, chciałem uniknąć tego bólu, nienawiści przekazanej mi przez dotyk.

"Yoongi!" szloch mamy odbił się echem w moich uszach. Niechętnie rozsunąłem dłonie, za chwilę wyciągając je ku górze. Ostrożnie mnie podniosła, po czym zaczęła gdzieś iść. Czułem, jak moje serce szybko bije, napędzane strachem. Ból zaczynał zanikać, lecz tylko ten fizyczny - moja psychika została o wiele mocniej uszkodzona.

"Mamo" spytałem, gdy postawiła mnie na zimnej podłodze. "Czy to prawda, że tata mnie nie chce?"

Nie odpowiedziała, przyłożyła jedynie coś mokrego i zimnego do mojej twarzy. Syknąłem - nie podobało mi się to uczucie, ale za chwilę przeczesała palcami moje włosy, w celu ukojenia. Wiedziałem, że nie chce zrobić mi krzywdy, przy niej byłem bezpieczny. Mój policzek powoli stawał się chłodniejszy pod wpływem tego, czymkolwiek to było. Pogładziła mnie po drugiej stronie twarzy - tej, której nie dotknął ojciec - po czym wyszeptała, że mnie kocha i będzie mnie chronić, nieważne co się stanie. A ja jej wierzyłem, wiedziałem, że na zawsze pozostanie moją tarczą, aniołem, który będzie nade mną czuwał.

Tamtą noc przespałem w jej objęciach, ukojony cichą melodią wydobywającą się z jej ust.

Od ów incydentu minęły dwa lata. Ojciec pojawiał się w domu jeszcze rzadziej, niż przedtem - można było powiedzieć, że słyszałem, iż od tamtej pory był tu jedynie cztery razy. Nie czułem się z tego powodu źle, wręcz przeciwnie - przepełniała mnie pewnego rodzaju ulga. Gdy tu przyjeżdżał, czułem stres i ogromne napięcie, którego nie mogłem się pozbyć.

"Mamo, dlaczego jesteś z tatą, skoro mnie bije? Kochasz go bardziej ode mnie?"

Z wiekiem zadawałem coraz więcej pytań, na które uzyskiwałem coraz mniej odpowiedzi. Mama bardzo się wyciszyła od czasu tamtej kłótni. Nie mówiła o świecie z takim zapałem, nie opowiadała tak samo pięknych bajek na dobranoc. Wiedziałem jednak, że powodem nie było to, iż przestała mnie kochać. Byłem bardzo pojętnym dzieckiem, i mimo swojego młodego wieku, byłem w stanie zrozumieć naprawdę wiele - a zwłaszcza w kwestii ludzkich uczuć. Nigdy nie widziałem ich twarzy, jedynie mogłem czuć i wsłuchiwać się w słowa, albo też i w ciszę. Jednak istniało wiele rzeczy, których nie mogłem pojąć - należały one do świata dorosłych, czegoś, do czego dostępu jeszcze nie posiadałem. Miałem nadzieję, że kiedyś jednak zrozumiem - chciałem pomóc mamie, wynagrodzić jej te wszystkie lata opieki nade mną. Zawsze tu była, zawsze czuwała jako mój cichy anioł stróż. Byłem bardzo wdzięczny za jej egzystencję.

Właśnie przygotowywała mnie do szkoły, którą miałem dopiero rozpocząć. Ciekawiło mnie, czy dzieci będą miłe, czy znajdę przyjaciela. Nigdy nie bawiłem się z innymi, nie wychodziłem na dwór, bo niczego nie widziałem. Nie mogłem przecież obchodzić się z zabawkami tak, jak inni - ale chciałem mieć znajomych. Chciałem mieć kogoś, kto mógłby opowiadać jak mama. Wiedziałem, że kiedyś ona umrze i mnie zostawi, nieważne jak bardzo nie chciałem przyjąć tego do wiadomości i o tym myśleć. Wciąż będzie czuwała nade mną z nieba, ale zabraknie mi tej fizycznej ochrony. Wsparcia osoby, która jest obok, wsparcia osoby, którą mogę poznać i dotknąć, do której mogę się odezwać i uśmiechnąć.

Prowadziła mnie za rękę. Miała zostać ze mną przez cały dzień, nie posiadałem bowiem białej laski która pomagałaby mi w samodzielnym poruszaniu się. Ojciec nie pozwolił nam się w nią wyposażyć, a mama wolała go słuchać, nawet mimo tego, że nie było go niemalże cały czas i mogła ją przecież schować na wypadek wizyty. Czasem zastanawiałem się, czy nie jest zastraszana i bita, czy tata dobrze ją traktuje? Przecież nie mogłem zobaczyć, jak wygląda jej twarz, nie mogłem usłyszeć, o czym między sobą rozmawiają.

Weszliśmy do pomieszczenia wypełnionego niczym innym, jak dziećmi w moim wieku i hałasem. Słyszałem, jak biegają i krzyczą, wiedziałem też, że były bardzo szczęśliwe i zadowolone z tego, co robią. Ja nigdy nie będę mógł tak szaleć, bawić się z nimi bez cudzej pomocy.

Musieliśmy gdzieś usiąść. Mama wytłumaczyła, że znajdujemy się w klasie, i mam w obowiązku słuchać tego, co mówi nauczyciel i się nie odzywać. Kiwnąłem głową na znak, że rozumiem. Chciałem się uczyć i poznawać świat. Mimo iż nie mogłem go zobaczyć, nic nie zabraniało mi go usłyszeć i dotknąć. Zapisano mnie do szkoły dla normalnych dzieci. To również był wymysł ojca. Ale nie mieliśmy na to żadnego wpływu, zarówno ja, jak i moja matka. Byliśmy złapani w jego sieć, która za każdym jego kaprysem i rozkazem zaciskała się coraz mocniej, powoli niszcząc nas oboje.

Lekcja zaczęła się. Nauczycielka nie opowiadała tak samo, jak mama. Robiła to o wiele inaczej, mało co mogłem sobie przyswoić, nie wspominając o tym, że nie próbowałem nawet uruchamiać wyobraźni. Jej głos był nieprzyjemny, piskliwy i ciężko się go słuchało. Ta godzina bardzo mnie męczyła, już nie chciałem chodzić do szkoły - wolałem zostać pod skrzydłami mamy, która nauczyłaby mnie zupełnie tego samego, ale w o ile lepszy sposób! Byłem przekonany, że jest najlepszym wychowawcą.

Czas niezmiernie się dłużył, jednak w końcu przyszła pora na przerwę. Mama wyprowadziła mnie z klasy, udając się prawdopodobnie w kierunku następnej. Cały czas wiernie stałem u jej boku, nie próbowałem odejść, bałem się, że się przewrócę. Dopiero teraz moja ekscytacja zaczęła przeradzać się w stres. Co jeśli dzieci jednak mnie nie polubią? Co jeśli im również będzie przeszkadzało, że jestem niewidomy? Nie mogłem przecież biegać tak jak oni, bawić się tak jak oni. Byłem zupełnie inny.

"Dlaczego przyszedłeś do szkoły z mamą i ciągle chodzisz z nią za rękę?" spytał mnie czyjś wysoki głos. Wywnioskowałem, że to dziewczynka, jedna z moich koleżanek. Postarałem się uśmiechnąć i odwrócić głowę w jej stronę, choć nie wiedziałem, gdzie tak naprawdę była.

"Jestem niewidomy i nie mogę się z nią rozstać. Poza tym bardzo ją kocham" odpowiedziałem, czując, jak dłoń mamy zaciska się na mojej. Czy powiedziałem coś nie tak?

"Niewidomy? A co to znaczy?"

"Jest ślepy, nic nie widzi." odparł głos nadchodzący z innej strony. Znów spróbowałem się odwrócić. Uznali to za coś złego?

Ktoś zaczął się śmiać. Wysoka barwa głosu pozwoliła mi wywnioskować, że należał on do dziewczynki, która podeszła do mnie wcześniej. Denerwowałem się coraz bardziej.

"Mogę pokazać mu język, a i tak tego nie zobaczy! I nie może się nawet z nami bawić! Głupek, głupek, nie będzie miał przyjaciół!"

Poczułem, jak w moich oczach zbierają się łzy.

Nie wspominam miło czasów szkoły podstawowej. Cały ten okres przechodziłem z mamą, która zawsze starała się mnie bronić, ale i tak słyszałem docinki ze strony dzieci, wiedziałem, że się ze mnie śmieją. Uczęszczałem na osobne lekcje, podczas których nauczycielka próbowała wytłumaczyć temat tak, abym go zrozumiał. Mało to jednak skutkowało, ale starałem się zapamiętywać wszystko, co do mnie mówiła. W ten sposób uczyłem się liczyć, a nawet i czytać alfabet Braille'a. Poznawałem świat krok po kroku, chłonąłem go każdego dnia coraz bardziej. Mama cieszyła się z moich osiągnięć, cały czas mnie wspierała. Gdy wkroczyłem w jedenasty rok swojego życia, ojciec pozwolił na kupno laski dla mnie. Mimo iż w głębi ducha go nienawidziłem, podziękowałem mu z uśmiechem na twarzy. Byłem wdzięczny za to, że wreszcie mogłem się trochę usamodzielnić i zdjąć ciężar z pleców mojej matki. Wiedziałem, że jej też nie było lekko mnie wychowywać. Robiła to sama, jej nie miał kto wesprzeć.

Wychodziłem coraz częściej na dwór, spacerowałem sam po parku - mama co prawda obserwowała mnie z oddali, ale dawała mi swobodę. Czułem się wolny, czułem że w końcu mogę kontrolować, w jakim kierunku biegnie ścieżka mojego losu.

I tak mijały kolejne lata, aż w końcu przyszedł czas na wysłanie mnie do szkoły wyższej. Wkraczałem właśnie w szesnasty rok swojego życia, musiałem więc udać się do liceum. Nie miałem o tym dobrego przeczucia - na nowo będę musiał wysłuchiwać obelg, od których będzie się roiło, po raz kolejny będą obrzucali mnie nienawiścią, ale wiedziałem, że dam sobie z tym radę. Mimo iż mamy nie będzie już u mojego boku, byłem teraz samodzielny i umiałem słuchać krytyki z pewną obojętnością, a czasem nawet i się obronić. Nauczyła mnie, jak mam się odgryźć, czasem też sam znajdowałem odpowiednie słowa. Znałem ich mnóstwo. Często składałem w myślach teksty, podczas gdy słuchałem muzyki. Mama była zachwycona gdy je jej przedstawiałem. Mówiła, że mam ogromny talent i w przyszłości mogę zostać kimś. Lecz już w to nie wierzyłem. Słowa ojca zostawiły we mnie spory ślad i byłem przekonany, że nigdy nie ruszę z miejsca. Zresztą, za czym mogli gonić niewidomi ludzie? Byliśmy inni, nie mogliśmy robić tego, co wszyscy. Nie mogliśmy malować, pisać książek, tańczyć. Często czułem w sercu pustkę związaną z moimi marzeniami bez przyszłości. Bardzo chciałem zostać muzykiem. Uważałem, że muzyka jest moją ucieczką od świata, problemów, które mnie otaczały. Zabawne - chciałem poznawać świat, jednocześnie się przed nim chowając. Goniło mnie cierpienie, od którego nie mogłem się odpędzić. Gdy już tylko wydawało mi się, że jestem wolny i bezpieczny, wracało w najmniej odpowiednim momencie. Ale nuty były moją tarczą. Gdy były ze mną, nic nie mogło mnie dosięgnąć. Byłem nietykalny, ponad to wszystko. Czułem się jakbym latał, i nigdy nie chciałem wracać na ziemię. Ten stan był najpiękniejszy.

Za pomocą naprowadzań nauczyciela, trafiłem do prawidłowego gabinetu i usiadłem w ławce na końcu klasy. Nikt nie będzie mi tutaj przeszkadzał. Miejsce obok mnie było wolne, co stuprocentowo mi odpowiadało. Nie miałem ochoty na wysłuchiwanie ciągłych przezwisk i docinków w moim kierunku.

Rozsiadłem się wygodnie, wyciągając specjalną książkę, którą wspólnie kupili mi rodzice. Ojciec wydawał się pogodzić z faktem, że jestem, jaki jestem, ale tak czy siak ze mną nie rozmawiał i nie zwracał na mnie uwagi. Pogodziłem się już z tym i niczego od niego nie wymagałem. Równie dobrze mógł na zawsze zniknąć z mojego życia. W dalszym ciągu rozpamiętywałem incydent sprzed tylu przecież lat - wciąż na to wspomnienie bolał mnie policzek, a usta wypełniał metaliczny posmak. To była moja trauma. Nie mogłem się od niej uwolnić, często przypominałem sobie jego okrutne dłonie i głos ociekający wręcz nienawiścią. Przeszedł mnie dreszcz.

W głębi ducha miałem cichą nadzieję na to, że jednak mój los się zmieni. Że znajdę przyjaciela, starsi znajomi będą bardziej wyrozumiali niż ci w poprzedniej szkole, bardziej tolerancyjni i dojrzali. Chciałem poczuć się lubiany przez kogoś, mieć u boku osobę która pomogłaby mi się obronić, mimo mojej samodzielności. Doskonale dawałem sobie radę sam, ale każdy z nas potrzebuje w życiu wsparcia. Nikt nie chce być kompletnie samotny, a ja właśnie taki byłem. Jedyną moją odwieczną przyjaciółką była mama, z którą kiedyś się przecież pożegnam. Poza tym, chciałem poznać kogoś w swoim wieku. Kogoś, kto stuprocentowo zrozumie mój tok myślenia, będzie śmiał się z tego samego, co ja.

Uśmiechnąłem się gorzko do własnych myśli. Przecież wiem, że to się nigdy nie wydarzy. Na co ja w ogóle liczę? Nie mam szans na przyjaciół.

- Nie gadaj, on jest ślepy? - usłyszałem czyjś szept. Zaczyna się, pomyślałem.

- To co on robi w tej szkole? Dla takich jak on nie ma specjalnych ośrodków? Myśli że sobie poradzi? Co za kretyn.

- Przecież wie że przez uczęszczanie tutaj nie stanie się normalny. Może oszalał?

- Tak, to dobre rozwiązanie.

Wyłączyłem się, nie chciałem wiedzieć, w jakim kierunku potoczy się ta rozmowa. Westchnąłem ciężko, otwierając moją książkę. Przeciągnąłem dłonią po rzędzie wybrzuszeń. Byłem ciekaw, jak wyglądają normalne litery. Co sądziłbym o otaczającym mnie świecie, gdybym go widział? Jak postrzega się kolory?

Coś delikatnie uderzyło mnie w twarz. Nie wiedziałem co, jednakże wyrwało mnie to z nadchodzącej rzeki rozmyślań. Usłyszałem śmiech. Ach, tak. Rzucili czymś we mnie.

- Ej, czemu mu dokuczacie? - odezwał się nowy głos. Był bardzo przyjemny, nigdy wcześniej nie słyszałem podobnego. Męski, niski i sprawiał, że przechodziły mnie dreszcze. Mógłbym określić go mianem pięknego. Tak, była to barwa idealna. Wiedziałem jednak, że zaraz ją znienawidzę.

- Jest ślepy - odparł jeden z dręczycieli, tak, jakby ten powód był wyjątkowo oczywisty i miał wyjaśniać całe zło na świecie. Mogłem sobie jedynie wyobrazić, jak głupią miał teraz minę.

- No i co z tego? To nie jest powód, by mu dokuczać, tylko by pomagać! - wzburzył się nowy. Usłyszałem kroki, ktoś zbliżał się do mnie niczym burza. Opadł na krzesło obok, poczułem ciepło bijące z jego ciała. Byłem pewien, że to chłopak który wparował tu przed chwilą. Pachniał truskawkami i czymś bliżej nieokreślonym, ale był to bardzo ładny zapach. Nie czułem starości, jak w przypadku nauczycieli, albo smrodu potu, niczym u niektórych. Wyjątkowo miła odmiana. Pachniał.. bezpieczeństwem, domem. Czymś przyjemnym. Dlaczego tu przyszedł? Nie zamierzał przyłączyć się do swoich kolegów? A może tylko tak dobrze grał, może za chwilę mnie uderzy, zacznie wyzywać? Nie wiedząc, czego mogę się spodziewać, odsunąłem się, trochę wystraszony. Za chwilę jednak zaczął mówić, o dziwo bardzo spokojnym tonem.

- Przepraszam za nich. Nie powinni się tak zachowywać. Nie bierz tego do siebie, dobrze? Masz piękne oczy - poczułem, jak moje serce przyspiesza swój rytm. To był pierwszy komplement, który usłyszałem od kogoś innego, niż moja matka. Spróbowałem spojrzeć w jego kierunku i się uśmiechnąć. Byłem ciekaw, jak wyglądają jego tęczówki.

- Dziękuję - odparłem - i nie szkodzi. Przywykłem do takiego traktowania - dawno nie uśmiechałem się tak szczerze i szeroko. Tak bardzo chciałem wiedzieć, jaka jest jego twarz, czy również czuł radość? Czy nie uznał mnie za kogoś dziwnego, nadal miałem szansę na zostanie jego przyjacielem? Jak na mnie patrzył? Było tyle pytań, na które chciałem uzyskać odpowiedź, ale wiedziałem, że nigdy się to nie stanie.

Wyszeptał coś niezrozumiałego. Udałem, że go nie słyszę. Nie chciałem, by czuł się niekomfortowo, gdybym spytał, co powiedział. Równie dobrze mógł nie chcieć, bym wiedział. Jak zdobywa się przyjaciół? Pragnąłem wykonać pierwszy krok, ale nie miałem pojęcia, od czego zacząć. Byłem bezradny i w duchu modliłem się, by jakoś mnie wspomógł. Jego zapach po raz kolejny dotarł do moich nozdrzy. Przyznam, iż byłbym w stanie się od niego uzależnić. Tak samo jak od brzmienia jego głosu. Przypomniałem sobie komplement, którym mnie obdarował.

"Masz piękne oczy."

Powtarzałem to w myślach, ciesząc się brzmieniem ów trzech słów. Niby takie proste, ale jak bardzo mogły pocieszyć człowieka. Jak bardzo mogły rozświetlić jego myśli, sprawić, że się uśmiechnie. Ileż mogły za sobą kryć? Lecz nie chciałem się w to teraz zagłębiać. Skupiłem się na kontynuowaniu rozmowy z moim znajomym. Czułem się już bardziej komfortowo. Przysunąłem się bliżej do niego, tam, gdzie byłem wcześniej. Nie skomentował mojego działania, nie wiedziałem nawet, czy w ogóle zwrócił uwagę.

- Mogę z tobą siedzieć? Nazywam się Jung Hoseok - zaczął nagle. Jung Hoseok. Powtarzane w moich myślach, brzmiało bardzo dobrze. Chciałem wypowiedzieć to na głos, ale pewnie uznałby mnie za dziwaka. Zdałem sobie sprawę z faktu, że chciałem poznać go bardziej, nie tylko jego imię. Ale mieliśmy na to czas, prawda? Nie mogłem się niecierpliwić, ani tym bardziej poganiać.

- Jasne. Ja jestem Min Yoongi - odpowiedziałem, po raz kolejny przeciągając palcami po słowach zapisanych w mojej książce. Nie zwracałem nawet uwagi na ich znaczenie. Chciałem po prostu czymś się zająć, żeby nie dotknąć chłopaka siedzącego obok. Czułem, że jest ciepły nie dosięgając go, z oddali, więc jak gorąca musiała być jego skóra? Chciałem sprawdzić, lecz wiem iż nie mogłem.

Od tamtego czasu rozmawialiśmy ze sobą, a we mnie zapłonęła nadzieja na to, iż jednak nie będę wiecznie sam - nadzieja na to, że ktoś może zastąpić mojego dotychczasowego prywatnego anioła.

-

Ja i Hoseok zaczęliśmy się przyjaźnić. Wiedziałem, że chce w przyszłości zostać tancerzem, mógł robić tyle rzeczy, których ja nie mogłem. Ale przy nim o tym zapominałem. Przy nim wszystko wydawało się możliwe. Mówił, że lubi kolor zielony, choć nie byłem w stanie określić, jak ów się prezentuje. Opisywał go jako źródło spokoju, coś świeżego i bardzo naturalnego, lecz ja wyobrażałem sobie jedynie błysk w jego oczach, gdy o tym wszystkim opowiadał. A robił to bardzo dobrze, powiedziałbym nawet, że lepiej, niż moja mama. Mogłem sobie wszystko zobrazować, nad wszystkim się zastanowić i wszystkiego dotknąć - gdy coś przedstawiał, zawsze dawał mi mnóstwo czasu na zapoznanie się z tym. Dowiedziałem się tak już o wielu rzeczach, zaczynając od jedzenia i ubrań, a kończąc na kwiatach. Właśnie zabrał mnie na spacer do parku. Powiedział, że jest piękna pogoda, i grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji. Mimo iż miałem przy sobie laskę, wciąż prowadził mnie za rękę. Jego skóra była identyczna, jak ją sobie wyobrażałem - potrafiłaby rozgrzać w chłodny dzień. Cały czas opowiadał o otaczającym nas krajobrazie, opisywał niebo, ścieżki oraz drzewa, które mijaliśmy. Ja zaś go słuchałem, co chwila skupiając się na jego dłoni, którą wciąż obejmował moją. Była silna, duża i męska, ale jednocześnie delikatna, zapewniająca bezpieczeństwo. Zupełne przeciwieństwo tej, która uderzyła mnie po raz pierwszy, tej, która należała do mojego ojca. Chciałem, by dotknęła moich włosów, twarzy, spoczęła na szyi. Wiedziałem, jakim uczuciem zacząłem darzyć Hoseoka, było ono przyjemne, ale nigdy nie mógł go odwzajemnić. Kto chciałby kochać kogoś takiego jak ja, podczas gdy dokoła jest mnóstwo innych, pięknych ludzi z dobrym charakterem, którzy na dodatek widzieli? Nie miałem żadnych szans. Byłem jednak dozgonnie wdzięczny za przyjaźń, którą mi podarował. Do tej pory mogłem o niej jedynie pomarzyć, a teraz? Czułem się szczęśliwy.

Zatrzymaliśmy się. Czułem, jak jego dłoń zaciska się na mojej, jednak nie na tyle mocno, by bolało. Byłem pod jego ochroną.

- Yoongi, właśnie stoimy przy kwiatach. To bardzo delikatne rośliny, są różnokolorowe i niezmiernie piękne. Niektóre z nich nawet pachną, zwabiając innych do siebie. Ich płatki opadają w dół lub unoszą się do góry, kielich każdego z nich jest inny. Liście obejmujące łodygę również się różnią, ale łączy je jedna cecha - wszystkie są zielone. Pamiętasz? Mówiłem ci o tym kolorze.

- Źródło spokoju, coś naturalnego - odparłem, próbując wyobrazić sobie to, o czym opowiadał. Kolorowe, delikatne kwiaty.

Puścił moją dłoń, to znak, że mogłem ich dotknąć.

- Rosną nisko, więc musisz się schylić. I uważaj, są naprawdę delikatne - nakierował mnie, a ja posłusznie się pochyliłem, wyciągając ręce przed siebie. Poczułem, jak coś dotyka moich palców. Zbadałem to - było miękkie, delikatne niczym jedwab i opadało w dół - to musiały być płatki. Przeniosłem się palcami nieco wyżej. Pod opuszkami znajdował się pył, o którym nie wspominał Hoseok.

- Co to takiego, Hobi? - spytałem. Zastanawiał się przez chwilę.

- To środek. Stąd motyle i pszczoły pobierają nektar, którym się żywią. Jest on bardzo słodki.

- Kwiaty muszą być wspaniałe. Opisujesz je w samych superlatywach - uśmiechnąłem się lekko, zjeżdżając dłonią w dół. Miałem czas na obcowanie z roślinami. Wiedziałem, że nie powie, bym się pospieszył.

- Lubię je - odpowiedział. Czułem, że wyraz jego twarzy jest radosny. Po prostu, takie wrażenie. Gdy Hoseok był szczęśliwy, ja również byłem. Badałem budowę kwiatu coraz dokładniej, w końcu docierając do łodygi i liści. Przedstawił wszystkie części rośliny, za co podziękowałem mu ruchem głowy. Gdy uznałem, że wystarczy mi wiedzy, chwyciłem za łodygę i pociągnąłem ją do góry, chcąc wyrwać nowo poznany obiekt. Hoseok nie komentował tego, co robię, mogłem jedynie poczuć na sobie jego spojrzenie. Nie było wyczekujące ani nienawistne - było ciepłe i przepełnione czymś miłym. Gdy korzenie, które - jak mi powiedziano - znajdowały się pod ziemią nie ustępowały, postanowiłem złamać łodygę, co okazało się o wiele lepszym wyjściem. Wstałem, ciasno trzymając nową zdobycz w dłoni, po czym odwróciłem się w stronę Hoseoka, próbując podarować mu ów kwiat. Nie mogłem znaleźć jego ręki, jednak szybko zrozumiał mój gest i mi pomógł, samemu ją wyciągając.

- Dziękuję, to bardzo miłe - szepnął, wyjmując roślinę spomiędzy moich palców. Za chwilę jednak poczułem, jak dotyka moich włosów. Coś w nie wplątywał.

- Jednakże do ciebie bardziej pasuje. Jest delikatny i piękny, zupełnie jak ty.

I po tych słowach wiedziałem, że zakochuję się coraz bardziej.

-

Znów znajdowaliśmy się na zewnątrz, lecz tym razem nie określił dokładnie miejsca. Zakomunikował jedynie, że nastał wieczór.

- Jak wygląda noc? - zapytałem, z potrzebą usłyszenia jego głosu. Przez ten czas zdążyłem uzależnić się od towarzystwa Hoseoka. Gdzie się nie ruszyłem, ciągle o nim myślałem, nawet gdy nie było go przy mnie. Coraz głębiej wkopywałem się we własny dół uczuć, z którego nawet nie myślałem by wychodzić. Po raz pierwszy w życiu ktoś sprawił że czułem się w ten sposób, i za nic nie chciałem tego przerywać. To jedyna osoba spoza rodzinnego grona, która traktowała mnie normalnie, jedyna osoba, która mnie komplementowała i sprawiła, że szczerze się uśmiechnąłem. Był pierwszy do wszystkiego, co miałem, chciałem podarować mu wszystko, co pierwsze - pocałunki, przytulenia i uśmiechy. Moja dusza była pod jego opieką, i doskonale wiedziałem, że wybrałem dobrego anioła. Bo za takiego go uważałem - chronił mnie i czuwał nade mną, nikt w szkole już mi nie dokuczał. Chodził ze mną wszędzie. Zastanawiałem się, jak musieli się czuć jego przyjaciele, gdy nagle wszystkich dla mnie porzucił? A może jeszcze się z nimi spotykał? Spędzał ze mną tak wiele czasu, że szczerze w to wątpiłem.

Rozumiał mnie i wspierał, słuchał, gdy miałem coś do powiedzenia. Nie mogłem prosić o więcej, był idealny - czułem to w sercu. Nie potrzebowałem widzieć, by wiedzieć, ile dla mnie znaczy i jakim wspaniałym jest człowiekiem.

Czułem się przy nim lekko, swobodnie, byłem wolny. Mogłem pokazać mu, jaki naprawdę jestem, nie musiałem niczego zmieniać ani udawać, akceptował mnie. Wyobrażałem sobie, że jego uśmiech jest najpiękniejszy na świecie, rozświetlał cały mój dzień, mimo iż go nigdy nie ujrzałem. Jego śmiech to dźwięk, którego mógłbym słuchać całe życie i nigdy by mi się nie znudził. Wiedziałem, gdy był smutny, radosny lub zły. Emocje wręcz biły od niego, zresztą nie krył się z ich ukazywaniem - zawsze dbał o to by powiedzieć mi, jak się czuje, wiedział, że sam tego nie zobaczę. Nigdy nie pozwolił mi wrócić do domu samemu, ciągle się o mnie martwił. "A jeśli coś ci się stanie?" - często słyszałem te słowa. Rozgrzewały mnie od środka, już nie czułem chłodu, który niegdyś mnie otaczał. Hoseok był inny - tak, jak ja. No, może niezupełnie - po prostu miał odmienny styl bycia, wyjątkowy, jedyny taki na świecie. Dbał o mnie, kochał mnie jako swojego przyjaciela. Ach, jak ja marzyłem by przerodziło się to w coś innego. Chciałem, by został przy mnie na zawsze, strzegł mnie już do końca, był moim prywatnym stróżem. Jednak czy mogłem o to prosić?

Byłem do niego tak bardzo przywiązany, nie wiem, co bym zrobił, gdyby nagle zniknął. Nawet nie przyjmowałem do siebie takiej myśli, choć wiedziałem, że to głupie. W każdej chwili mógł się mną znudzić i znaleźć sobie innego, lepszego przyjaciela, prawda? A wtedy ja wróciłbym do swojej rutyny, tego, do czego przywykłem już tyle lat temu.

Uwielbiałem momenty, w których nasze dłonie się splatały, a mój puls wtem przyspieszał. Chciałem, by to wszystko trwało wiecznie. Gdybym powiedział Yoongiemu z przeszłości, że właśnie tak będzie wyglądało teraz jego życie, wyśmiałbym siebie samego. To było niczym sen, marzenie, którego nawet nie śmiałem mieć, a jednak ktoś wysłuchał moich niemych próśb, które składałem, szlochając w nocy, dłonią zakrywając oczy.

Był moją siłą. Gdy ja upadałem, wnosił mnie z powrotem na szczyt, sprawiał, że lśniłem, oświetlany jego aurą. Nie przeszkadzało mi, że nie mogłem świecić sam, nie czułem smutku - wiedziałem, że razem tworzymy jedność. Albo we dwoje, albo wcale.

- Jest ciemna i melancholijna, ale także piękna - odezwał się nagle, przerywając trwającą od dłuższego czasu ciszę. Tak bardzo tęskniłem za jego głosem, mógłbym przyrzec, że nie słyszałem go przez wieki, a wprawdzie minęło jedynie piętnaście minut, od czasu gdy odezwał się po raz ostatni.

- Czy wszystko ma w sobie coś pięknego? - szukałem jego dłoni. Gdy w końcu ją znalazłem, splotłem nasze palce, po raz kolejny czując to tak dobrze mi już znane ciepło. Byłem go głodny, z każdą chwilą pragnąłem go coraz to bardziej, nie mogąc się powstrzymać. Cieszyłem się, że mogłem go dotykać.

- Nie - mruknął, - ludzie, którzy wyrządzili ci krzywdę, nie są piękni. To obrzydliwe kreatury bez serca, potwory, które nie powinny mieć prawa do życia. - niemalże wysyczał to zdanie. Jeszcze nie słyszałem, by był aż tak zły. Czy to możliwe, że opowieść o moim ojcu rozwścieczyła go do tego stopnia?

Spytał o rodzinę, a ja nie miałem potrzeby by coś przed nim kryć. Gdy był przy mnie, ból jaki odczuwałem nie miał znaczenia, bo wiedziałem, że zaraz go uśmierzy. Podczas mojego monologu zauważyłem, jak jego nastrój ulegał zmianie, denerwował się i zaciskał dłonie w pięści. Wtem zabolało, gdyż wciąż trzymał moją rękę, ale nie tak, bym narzekał. Nigdy nie mógłbym na niego narzekać. Opowiadałem o mamie, ojcu który mnie uderzył, o tym, jak wyglądało moje dzieciństwo, o nienawiści, którą mnie obdarzano, o wszystkim, od początku do końca. Gdy skończyłem, poczułem się dużo lżej. Może potrzebowałem to z siebie wyrzucić? Może ucieczka do muzyki nie była jednak najlepszym istniejącym wyjściem?

Wiem jedno, potrzebowałem Hoseoka, bardziej niż czegokolwiek na ziemi. Bardziej niż tlenu, bardziej niż muzyki, bardziej niż nawet własnego wzroku.

-

- Yoongi, jak myślisz, jakim uczuciem jest... miłość?

To pytanie nieco zbiło mnie z tropu. Nigdy wcześniej nie poruszaliśmy tematu tak głębokich i wartościowych uczuć. Dlaczego więc teraz chciał o tym rozmawiać? Nie zamierzałem jednak zostawić go bez odpowiedzi, więc musiałem się zastanowić. Czym jest miłość?

Przecież wiedziałem. Wystarczyło, że się przy mnie znalazł, powiedział moje imię, dotknął mojej dłoni. Wtedy doskonale znałem odpowiedź, ale nie mogłem takiej udzielić. Dla mnie miłość była nim, jego troską, siłą i pięknem. Całą jego osobą. Tym lekkim uczuciem, które mnie wypełniało, gdy rozmawialiśmy. Łaskotaniem, które zjawiało się w sercu za każdym razem, gdy czułem ciepło jego dłoni błądzących po moich włosach, czasem zatrzymujących się na moich policzkach. Przywiązaniem, światłem, które lśniło jedynie przy jego osobie. Jego łagodnym spojrzeniem, którym mnie obdarzał, błądził na mojej skórze przez cały czas, i mimo iż nie wiedziałem, jakie uczucia kryją się w jego oczach, byłem przekonany, że na pewno nie są złe. To coś.. przyjemnego, coś, w czym chcesz zatonąć, zatracić się, poznawać to bez końca, bez opamiętania. Coś, od czego nie możesz się uwolnić, zbyt słodkie, zbyt uzależniające. Miłość to taniec na pozór spokojny, lecz jednak pełen szaleństwa - mogłem tak to określić, przecież Hoseok kochał taniec. Powiedziałem jedynie:

- Nie wiem, ale to na pewno coś, co można nie tylko zobaczyć.

-

Tego wieczoru zaprosił mnie do swojego domu. Byłem podekscytowany - nigdy wcześniej nikogo nie odwiedzałem. Czy pomieszczenia przepełnione były jego zapachem? Jak wyglądał, jak mi go opisze?

Zapukałem do drzwi, po czym trochę się od nich odsunąłem. Nie musiałem długo czekać, nim otworzył i chwycił mnie za rękę, niemalże wciągając do środka. Uśmiechnąłem się do siebie, po raz kolejny czując jego ciepło. Nieważne, czy zostawiał mnie samego na jeden dzień, czy jedną sekundę - zawsze tęskniłem tak samo mocno, zawsze pragnąłem go w ten sam sposób.

Pomógł mi zdjąć kurtkę, delikatnie ocierając się dłońmi o skórę na moich ramionach. Zostawił za sobą ślad w postaci przyjemnych dreszczy, które uwielbiałem. Przebiegały przez kręgosłup za każdym razem, gdy mnie dotykał. Dlatego tak go łaknąłem.

- Dawno się nie widzieliśmy, prawda? - przerwał ciszę między nami. Zaśmiałem się. Chciałem potwierdzić jego słowa, lecz w rezultacie powiedziałem coś zupełnie innego.

- Hoseok, to tylko dwa dni - rzuciłem, jak gdybym mało się tym wszystkim przejmował. Prawda była inna, ale nie musiał tego wiedzieć.

- Naprawdę? A czułem się, jakby minęła cała wieczność - wiedziałem, że się uśmiecha, słyszałem to w jego głosie. Uniosłem lekko kąciki ust. Również za mną tęsknił.

Gdy tylko skończyłem ściągać buty i resztę niepotrzebnej aktualnie garderoby, zaprowadził mnie do swojego pokoju. Bardzo uważał, bym nie przewrócił się na schodach - wąska konstrukcja, te, po których chodziłem ja, były o wiele szersze. Było mi nieco wstyd, gdy co jakiś czas się potykałem, ale uspokajał mnie, mówiąc, że nic się nie dzieje. Że tu jest, i że mnie złapie. Miałem ochotę przewrócić się specjalnie, tylko po to, by wpaść w jego ramiona - ale nie chciałem wyjść na ofiarę.

Jego pokój pachniał świeżym praniem i cytrynowym żelem pod prysznic - idealna mieszanka. Próbowałem delektować się ów wonią. Dlaczego wszystko w nim było takie perfekcyjne? Byłem tak szczęśliwy, że na niego trafiłem. Cóż bym zrobił, gdybym dalej był sam? Nie wiem, czy wciąż bym tu był. Uratował mnie, odciągnął od całego cierpienia, które spotykało mnie do tej pory.

Od początku naszej przyjaźni minął już rok - i mogłem śmiało przyznać, że był on moim najlepszym. Dopiero teraz dowiedziałem się, czym jest świat, dopiero teraz poznałem uczucia, dopiero teraz żyłem. Był to mój nowy początek, lecz nieważne jak bardzo chciałem zapomnieć o tym prawdziwym, nie mogłem. Ale ból nie miał już dla mnie wartości. Hoseok był dla mnie lekiem na całe zło. I nigdy nie chciałem zamieniać go na nic, nikogo innego.

Opowiadał mi o swoim pokoju. Wiedział, że nie mogę wyobrazić sobie tego, o czym mówił, mimo żmudnych starań, ale wciąż opisywał to tak, jakbym mógł wszystko dostrzec. Czasem miałem przy nim wrażenie, że odzyskuję wzrok, i byłem mu za to wdzięczny. Nikt na świecie nie sprawił, że czułem się tak dobrze. Nigdy bym nie pomyślał, że można się tak czuć.

Siedziałem na jego łóżku, podczas gdy on położył się obok. W mojej głowie rodziły się tysiące myśli. Przez tyle czasu, od początku naszej znajomości, miałem okazję poznać wszystko, tylko nie jego. Dotykałem wszystkiego, tylko nie jego, czułem wszystko, tylko nie jego. Pragnąłem to zmienić.

- Chcę czegoś spróbować - oznajmiłem. Skrzypiący materac pomógł mi wywnioskować, że się podnosi. Znów wbił we mnie oczy.

- Zamieniam się w słuch.

Niczego nie powiedziałem. Odwróciłem głowę w kierunku chłopaka, a moja dłoń powędrowała ku niemu, szukając tej jego. Gdy ją znalazłem, delikatnie ją ścisnąłem. Poczułem, że Hoseok chce spleść nasze palce, ale nie pozwoliłem na to. Odsunąłem rękę, po czym usłyszałem ciche mruknięcie pełne zaskoczenia.

Wstałem, za chwilę odwracając się w jego stronę. Chciałem usiąść mu na kolanach, aby mieć lepszy dostęp do jego twarzy. Zrozumiał moje zamiary, gdy zacząłem lewym kolanem naciskać na łóżko, miejsce obok niego. Lekko pociągnął mnie za nadgarstki, po czym przeniósł dłonie na moje biodra, pomagając mi się usadowić. Czułem, że jego ręce są teraz cieplejsze, nie wiedziałem jednak, czym było to spowodowane. Jego oddech również przyspieszył. Denerwował się? To nie to.

- Zamknij oczy - poprosiłem. Nie usłyszałem odpowiedzi, więc powoli uniosłem dłonie do góry, za chwilę ujmując nimi jego policzki. Były wręcz gorące, jego skóra płonęła pod opuszkami moich palców. Niespiesznie przeciągałem je w dół, rozkoszując się nowym uczuciem. Dotykałem jego męskiej, ostrej szczęki, przycisnąłem lekko palce, chcąc lepiej poczuć kości. Przesunąłem kciuki wzdłuż linii żuchwy, za chwilę docierając do brody. Stamtąd przesunąłem je nieco wyżej - na usta. Wreszcie mogłem je poznać, choć nie tą częścią ciała, którą chciałem najbardziej. Delikatne, miękkie, lekko wilgotne. Idealne do całowania. Chciałem poznać ich smak, ale nie mogłem. Tak bardzo mnie to kusiło. Wszystko w nim mnie pociągało, mimo iż nigdy nie widziałem go na oczy. Wystarczyło, że go czułem - to zapalało we mnie wszystkie światełka, wzbudzało całe pożądanie, odbierało tlen.

Wolno smakowałem jego warg opuszkami palców, dokładnie badając ich kształt. Długo po nim wędrowałem, studiowałem jego powieki, nos, czoło, a nawet i uszy, nie mogąc wystarczająco się nim nacieszyć. Chciałem zjechać niżej, dotknąć jego szyi, klatki piersiowej, usłyszeć bicie jego serca - jednak czy mogłem to zrobić?

- Jesteś piękny - wyszeptałem, zafascynowany wszystkimi liniami, jego wyglądem. Poczułem, jak mięśnie jego twarzy unoszą się w uśmiechu. - Zostań tak - rozkazałem.

Wróciłem rękoma do jego ust, ponownie się nimi napawając. Topiłem się. Jego skóra była tak delikatna, gładka, perfekcyjna. Mógłbym jej dotykać całą wieczność, nigdy się nie nudząc ani nie męcząc. Przepuściłbym wiele okazji na sen, gdybym tylko mógł wędrować palcami po jego ciele. Czuć jego temperaturę.

Miał dołki w policzkach, które bardzo mi się spodobały. Zaśmiał się, gdy zobaczył, jak dużo czasu przy nich spędzam. Również się zaśmiałem. Gdy to zrobiłem, przestał się uśmiechać. Wybity z tropu, cofnąłem dłonie. Zrobiłem coś źle?

- Nic się nie stało, kontynuuj - wyszeptał, dostrzegając moje zaskoczenie. Jego głos zniżył się o oktawę, nigdy nie spodziewałem się, że możliwe jest iż będzie brzmiał w ten sposób jeszcze przyjemniej.

W przypływie odwagi zjechałem rękoma w dół, obejmując nimi jego szyję. Czułem przyspieszony puls, który zacząłem lekko masować palcami. Westchnąłem głęboko, przechylając głowę w lewo. Chciałbym w tej chwili spojrzeć mu w oczy. Podczas gdy jedna ręka wciąż wędrowała po karku, drugą ponownie wróciłem do jego ust, nie mogąc się od nich oderwać. Wydobyłem z siebie drżący oddech.

- Hoseok - zacząłem, - czy mogę spróbować czegoś jeszcze?

Zamiast odpowiedzieć, złączył nasze usta w słodkim pocałunku. Zalała mnie fala tak dobrze znanego mi ciepła, jednakże teraz była ona dziesięć razy bardziej intensywna. Oddychałem szybko przez nos, czując, jak moje serce przeżywa palpitacje. Jego wargi były tak delikatne, tak miękkie i ciepłe, mógłbym smakować ich przez całe życie. Byłem go głodny i spragniony. Lekko rozchyliłem usta, próbując pogłębić pocałunek. Nie musiałem długo czekać, aż on również to zrobił. Z każdą sekundą smakowaliśmy siebie coraz mocniej i namiętniej, nie mogąc się od siebie oderwać. Jęknąłem prosto w jego wargi. Położył swoje silne, duże dłonie na moich biodrach, trzymając mnie w miejscu, a ja przeniosłem ręce na jego policzki. Próbowałem zbliżyć się do niego jeszcze bardziej, zachłannie, poczuć go jeszcze mocniej, ale nie było już wolnego miejsca - przylegaliśmy do siebie, nie było między nami nawet powietrza.

Odbierał mi tlen i zdrowy rozsądek, ale nie liczyło się teraz nic oprócz jego zdolnych ust, zębów co jakiś czas zaciskających się lekko na moich wargach. Nasze języki złączyły się w szaleńczym tańcu, jakby walcząc o coś, ale tak naprawdę żaden z nas nie chciał zwyciężyć. Czułem się wspaniale. Wiedziałem, że uzależnię się po raz kolejny, tym razem jednak od jego smaku.

Gdy w końcu oderwaliśmy się od siebie, zmęczeni, próbując złapać oddech, wyszeptałem:

- Hoseok..

- Powiedz tak, jak mówiłeś na mnie gdy tylko się poznaliśmy.

- Hobi, kocham cię, błagam, nigdy mnie nie zostawiaj..

Po raz kolejny poczułem jego usta na swoich, lecz tym razem był to pocałunek pełen miłości i słodyczy, pocałunek przez który się roztapiałem, a mój świat znikał. W moich myślach byliśmy tylko ja i on, nasze złączone wargi, nasz wspólny oddech.

- Obiecaj mi, że nigdy nie zapomnisz smaku moich ust oraz mojego dotyku, dobrze?

Jestem w stanie obiecać ci wszystko.

- Ja ciebie też kocham, Yoongi, boże, czekałem na ten moment od kiedy tylko cię zobaczyłem. Jesteś dla mnie wszystkim.

-

Od naszego pocałunku minął niecały miesiąc.

Przez ten czas zdążyłem posmakować go jeszcze wiele razy, i za każdym razem było to uczucie lepsze od poprzedniego. Jego dotyk był teraz częstszy, mogłem doznawać go praktycznie cały czas, byłem w siódmym niebie. Jeśli to był sen, błagam, niechaj nikt mnie nie budzi.

- Skąd wiesz, że mnie kochasz? - spytałem. Byłem ciekaw, jak postrzega to wszystko. Nie znałem jego punktu widzenia.

- Cóż, - zaczął - nie jestem do końca w stanie tego określić. Po prostu to czuję.

- Co to znaczy? - nie dawałem za wygraną.

- Wszystko we mnie chodzi na najwyższych obrotach, gdy tylko na ciebie patrzę, a zwłaszcza serce. Gdybyś tylko wiedział, jak szybko bije, - chwycił za moją dłoń, po czym przyłożył ją sobie do klatki piersiowej - nawet teraz to robi. Chcę się tobą opiekować, martwię się o ciebie, jestem szczęśliwy gdy się uśmiechasz, nie mogę znieść twojego smutku i chcę zaraz zastąpić go śmiechem, jedną z najpiękniejszych melodii jakie w życiu słyszałem. Zbyt wiele słów, by to określić, wiesz? To po prostu się czuje.

Wiedziałem, że mamy mnóstwo czasu, by wszystko mi przekazał. Wiedziałem też, że na pewno to zrobi.

Po krótkiej przerwie wróciliśmy do szkoły. Przez cały ten czas zdążyłem przywyknąć do dni spędzonych z Hoseokiem, ale niestety, musiałem z nich zrezygnować. A przynajmniej połowicznie. Weekendy i czas po szkole wciąż przecież mieliśmy dla siebie.

Moja mama wiedziała, że z kimś się spotykam, nigdy jednak jej tego kogoś nie przedstawiłem. Bardzo mi gratulowała i życzyła powodzenia, z kimkolwiek jestem. Czułem, że chce dla mnie jak najlepiej, że się cieszy i o mnie dba. Bardzo kochałem swoją matkę. Mimo iż byłem już prawie dorosły, wciąż tak wiele dla mnie robiła. Nie wiedziałem nawet, jak mam się jej odwdzięczyć.

Siedziałem w swojej ławce, słuchając muzyki. Hobi nauczył mnie obsługiwać MP3, za co byłem mu bardzo wdzięczny. Byłem mu wdzięczny za wszystko. Życie w świecie, którego nie widziałem, było o wiele łatwiejsze, a to wszystko jego zasługa.

Jeszcze nie było go w szkole. Niecierpliwiłem się, stukając palcami w biurko.

Zastanawiałem się nad tym, jak bardzo moje życie zmieniło się od chwili, gdy go poznałem. Zacząłem czuć, normalnie funkcjonować. Nauczyłem się tylu różnych, ciekawych rzeczy. Moje otoczenie było naprawdę niesamowite, ale jeden konkretny element czynił je jeszcze lepszym. Element, bez którego bym nie istniał.

Poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu, doskonale wiedziałem, do kogo należała. Uśmiechnąłem się, wyciągając słuchawki z uszu. Za chwilę podniosłem jego dłoń do swoich ust, obdarzając ją delikatnym pocałunkiem.

- Skąd wiedziałeś, że to ja cię dotykam? - spytał, głos pełen zaskoczenia.

- Ponieważ niczyje ręce nie są tak ciepłe, jak twoje.
Dodał/a: mademilie w dniu 25-08-2018 - czytano 154 razy.
Słowa kluczowe:

Komentarze (5)

Wiktoria11_Pomysłowadnia 2018-09-10 17:39:50.

To jest niesamowite!!! Będzie ciąg dalszy? Bardzo się wciągnęłam i czytałam z zapartym tchem :) PISZ DALEJ!

12211dnia 2018-09-16 17:07:18.

To jest o jakimś zespole? Podoba mi się i brawo za pomysłowość, tylko zabrakło ci pomysłu na tytuł :D

XxLifexD dnia 2018-09-16 17:10:02.

No, no, kpop górą a nie jakieś tam one direction, uwielbiam Sugę

HotMasterkadnia 2018-09-16 17:14:48.

Aaaa, ale to jest wow! +_+ :D no i się wzruszyłam mimo że to opowiadanie o gejach, nie spodziewałam się tego myślałam że to będzie jakieś porno a tu zaskoczenie. To jest poruszające serio

Swatdnia 2018-09-16 17:16:00.

No całkiem całkiem :p

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "yoonseok, yoongi, hoseok, bts, boyxboy, angst, romans, szczęśliwa miłość, suga, jhope"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)