W cELI, zwanej życiem - Rozdział 3

- Jestem pewna, że ten cały Pita...coś tam, wymyślając to wszystko był na niezłym dragach, które popił spirytusem. I na dodatek pewnie zwiał z psychiatryka! - krzyknęłam następnego dnia, wychodząc z pierwszej w tym roku, lekcji matematyki. Nigdy nie pałałam sympatią do tego przedmiotu i sądząc po dzisiejszej lekcji, to się nie zmieni.

Profesor Scott, była nauczycielką starej daty. Podpadłam jej już na pierwszej lekcji. A dlaczego? Bo zapytałam czy mogłaby jeszcze raz wytłumaczyć jak zrobić te zadanie, tylko tym razem tak, żebyśmy zrozumieli...No dobra, teraz jak o tym myślę, to faktycznie mogłabym to ująć nieco inaczej.

- To nie możliwe żeby ktoś trzeźwy, o zdrowych myślach wymyślił coś tak popierdolonego. - kontynuowałam swój wywód, do czasu aż zobaczyłam rudą głowę. - Dzięki za wysłuchanie. - puściłam oczko do chłopaka, który patrzył na mnie zaskoczony.

Pobiegłam w stronę siostry, ciekawa gdzie idzie. Dzisiaj po lekcjach miała iść na przesłuchanie, a tym czasem zmierzała w zupełnie innym kierunku. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie pewien idiota.

- Ej cukiereczku! - Alan zaczął przepychać się w moją stronę, a nie było to łatwe biorąc pod uwagę tłum uczniów.

- Czego? - warknęłam i szybko na niego spojrzałam, nie chcąc zgubić Laury. Tak jak wczoraj, miał na sobie bluzę drużyny, a blond włosy postawione na żel.

- Jaka milusia. - zakpił - Masz szczęście, że należę do tej niewielkiej grupy osób, które podnieca takie zachowanie. - wyszczerzył się do mnie, jakby właśnie obrzucił mnie najlepszym komplementem. Przewróciłam oczami. Równie dobrze mógł walnąć tandetnym tekstem, w stylu: "Hej mała, masz papier toaletowy, bo zesrałem się na twój widok." i wyszłoby na to samo.

- Szczęście to masz ty, że jeszcze oddychasz. Co graniczy z cudem, skoro masz takie teksty na podryw.

Wyszczerzył zęby w uśmiechu i zaczął mi coś tłumaczyć. Jego słowa jednak do mnie nie docierały. Cała moja uwaga była skupiona na siostrze, która właśnie zorientowała się, że ją śledzę. Przyśpieszyła kroku, chcąc mi uciec. Nie tak szybko. Zrobiłam krok w jej stronę, ale zatrzymała mnie czyjaś ręka.

- A ty dokąd malu... - no tak zapomniałam, że tu jeszcze jest.

- Dam ci dobrą radę: nie kończ tego zdania. I przepuść mnie. -szarpnęłam się. Na marne.

- - Nie puszczę, dopóki mi nie odpowiesz.

- Na co? - zapytałam zrezygnowana.

- Na pytanie, które ci zadałem. - Spojrzałam na niego jak na idiotę. Naprawdę myślał, że go słucham? - W tę sobotę jest mecz z...

- Do rzeczy. - warknęłam ponownie. Jeszcze nikt mnie nie wkurzał bardziej niż ten człowiek. Na dodatek zobaczyłam jak Laura znika za rogiem, przez co straciłam ją z oczu.

- Przyjdziesz popatrzeć? - blondyn błysnął swoimi idealnie białymi zębami.

- Nie. - ponownie spróbowałam się wyrwać, ale Alan nadal nie ustępował. Spojrzałam na niego - O co ci do cholery chodzi?! Chciałeś odpowiedzi, której ci udzieliłam. Było mnie uprzedzić, że muszę odpowiedzieć poprawnie.

Kolejna próba i o dziwo tym razem udało mi się wyswobodzić. Najszybciej jak potrafiłam pobiegłam w stronę siostry. Zatrzymałam się na następnym korytarzu, nie wiedząc którędy dalej iść. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer siostry: "Na przyszłość: wyciszaj telefon." - napisałam wiadomość i czekałam na magiczny dźwięk przychodzącej wiadomości. Uśmiechnęłam się dumna ze swojego geniuszu i podeszłam do wielkiego kartonu, do którego uczniowie wrzucają nakrętki. Za nim, w kuckach, siedziała Laura.

- A ku ku - powiedziałam sarkastycznie i usiadłam obok. Przez chwilę żadna z nas nic nie mówiła. - Co tu robisz? - w końcu przerwałam ciszę.

- Siedzę? - spróbowała.

- Zła odpowiedź. Nie tu powinnaś teraz być.

Jęknęła i w końcu na mnie spojrzała.

- Przemyślałam to i myślę, że to chyba nie najlepsze miejsce.

- Za pudłem na nakrętki? No co ty nie powiesz? - zobaczyłam jej blady uśmiech, przez co i ja się uśmiechnęłam.

- Nie potrafię. Nie dam redy. - szepnęła, ponownie spuszczając oczy.

- Dlaczego? Czego się boisz? - nie usłyszawszy odpowiedzi kontynuowałam - Jeśli masz te same opory co ja do gry na gitarze - rozumiem. Jeśli jednak chodzi o coś tak głupiego i absurdalnego jak strach przed ośmieszeniem, to wybacz, ale zaciągnę cię tam siłą.

Zobaczyłam jak zaciska usta. Wiedziałam jak bardzo denerwował ją fakt, że tak dobrze ją znam (z własnego doświadczenia).

- Nie wiesz jak to jest. Nigdy niczego się nie bałaś - przynajmniej nie próbowała mnie okłamać.

- Nie prawda. Boje się wielu rzeczy. Jutro, na przykład, mam sprawdzian z matmy i na samą myśl sikam w majtki. - Laura zachichotała krótko.

- Ale nawet jeśli nie zaliczysz, nie przejmujesz się tym co powiedzą ludzie. Ja tak nie potrafię.

- Jak to mnie nie obchodzi? A rodzice? Myślisz, że mam w dupie ich zdanie?

- Nie, ale...

- Nie ma żadnego "ale" - wstałam i podałam jej rękę. - Ruszaj tą seksowną dupę i idziemy na przesłuchanie.

- Wiesz, że w ten sposób właśnie powiedziałaś komplement sama sobie? - niechętnie podała mi dłoń.

- No i? Jesteśmy zajebiste i nie rozumiem dlaczego mamy się do tego nie przyznawać.

- A jeśli nie wyjdzie mi jakiś dźwięk, albo co gorsze... - zrobiła wielkie oczy i zakryła usta dłonią - zafałszuję? - szepnęła. To słowo w jej ustach zabrzmiała niczym najgorsza obelga.

Położyłam jej rękę na plecach i i popchnęłam do przodu. Jednocześnie prychnęłam na jej słowa.

- Proszę cię dziewczyno. Odkąd skończyłaś 13 lat z tego gardła nie wyszedł żaden nieczysty dźwięk.

- Ale kiedy się zdenerwuję to, to ściska mi się gardło i... - im bliżej celu byliśmy, tym bardziej Laura panikowała.

- Już nie raz śpiewałaś przed większą publicznością i dawałaś sobie radę. - odpowiedziałam znudzona.

- Tak, ale w tedy zawsze miałam was obok siebie. - powiedziała cicho, a ja od razu się zatrzymałam. Stanęłam przed siostrą i poczekałam aż spojrzy mi w oczy.

- Teraz też tak będzie. Jestem pewna, że Nicholas obserwuje nas z góry i śmieje się, że nasz Gołąbek trzęsie kuperkiem. - wyszczerzyłam się, powtarzając zdanie, które chłopak często jej powtarzał. Widząc, że to ją trochę uspokoiło ruszyłam dalej. - A ja będę siedziała na widowni i po raz kolejny przeklinała boga, że to ciebie obdarzył takim darem - usłyszałam prychnięcie siostry, ale wiedziałam, że w ten sposób, lekko podbudowałam jej samoocenę. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie dodała: - Za to mi w spadku dostała się nieziemska uroda.

Nie musiałam długo czekać na reakcję.

- Przecież jesteśmy takie same! - krzyknęła oburzona.

Roześmiana pchnęłam drzwi sali. Zrobiłam to jednak za mocno, przez co prawie wtoczyłam się do środka, a drzwi z głośnym hukiem walnęły o ścianę. Otrząsnęłam się i stanęłam jak wryta widząc obok Scarlet, Zaca i Matta, oraz jeszcze jednego chłopaka wygolonego na zero. Poza nami w sali nie było już nikogo. Byli pogrążeni w dyskusji, którą przerwali zauważając nasze wielkie wejście. Spojrzeli na nas zaskoczeni, a na twarzy Scarlet wykwitł szeroki uśmiech.

- Niestety Eli, chyba się spóźniłyśmy, tak więc... - Laura zaczęła ciągnąć mnie w stronę wyjścia.

- Nie tak szybko Gołąbku. Nie trzęś tak tym kuperkiem. - szepnęłam do niej, przez co dziewczyna zacisnęła usta w wąską linię. Następnie zwróciłam się do zespołu. - Można jeszcze spróbować?

- Jasne! - pisnęła brunetka.

- Czyli oprócz pakowania się w niezłe gówno, umiesz jeszcze śpiewać? - zapytał mnie z szerokim uśmiechem Zac.

- Niestety moje zdolności ograniczają się do tego pierwszego. - puściłam mu oczko. - Jestem tu tylko w roli obserwatora. - Podeszłam do ławek znajdujących się na tyle sali, usilnie odwracając wzrok od pianina.

- Dobra... - zaczął chłopak, którego jeszcze nie poznałam - Najpierw zaśpiewasz acapella, a potem jeśli nam się spodoba, zagramy i zobaczymy czy umiesz się z nami zgrać.

Miałam ochotę walnąć go w tą jego łysą głowę i zacząć wrzeszczeć, że denerwuje ją jeszcze bardziej. Po chwili namysłu stwierdziłam jednak, że w ten sposób nie pomogę siostrze. Dobrze, że robię postępy bo pewnie gdyby ta sytuacja miała miejsce parę miesięcy temu, ten koleś już dawno leżałby na ziemi, a ktoś spanikowany wzywałby karetkę. Albo policję - różnie bywało.

Obserwowałam jak Laura bierze głęboki oddech i powoli otwiera usta. Spojrzałam na zespół, chcąc zobaczyć moment, w którym opadają im kopary z zachwytu. Czekałam, czekałam i nie mogłam się doczekać. W tedy zdałam sobie sprawę, że w pomieszczeniu panuje cisza, Spojrzałam na siostrę, która miała łzy w oczach. Wiedziałam, że w tej chwili w jej głowie tworzy się plan ucieczki (ja wyglądałam tak za każdym razem kiedy zobaczyłam przed sobą igłę). Wiedziałam również, że jeśli czegoś nie zrobię to Laura naprawdę ucieknie i zaprzepaści szansę. Wstałam szybko i podbiegłam do siostry. W myślach pogratulowałam sobie założenia trampek zamiast obcasów - zaskakująco dużo muszę dziś biegać. Po drodze chwyciłam gitarę, stojącą przy ścianie. Zaczęła grać idąc w jej kierunku. Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni. Sama byłam zdziwiona, że podświadomie wybrałam właśnie tą piosenkę - Rise Against -"Hero Of War". Kiedyś zawsze wykonywaliśmy ją we trójkę. Z tą melodią i słowami wiązało się wiele wspomnień. Złapałam spojrzenie piwnych oczu i skinęłam jej głową.

- Razem, jak kiedyś. - szepnęłam.

Laura spojrzała w górę, gdzie jak podejrzewam, znajduje się niebo i uśmiechnęła się. Zamknęła oczy, a z jej ust wydobyły się pierwsze dźwięki. Słysząc jej głos również je zamknęłam. Nie musiałam patrzeć na ręce, żeby wiedzieć jak grać. Moje palce poruszały się jakby były zaklęte, odcięte od mózgu. To na tej piosence nasza trójka uczyła się podstaw muzyki. Można powiedzieć, że towarzyszyła nam już w czasie pieluch.

Kiedy skończyłyśmy, nie usłyszałyśmy żadnych oklasków, gwizdów czy pochwał. Wytrzeszczone oczy i szeroko pootwierane usta jednak mówiły wszystko. Uśmiechnęłam się szeroko i z dumną spojrzałam na swoją bliźniaczkę, która mocno mnie ściskała.

- Mówiłam wam, że jest zajebista. - pierwsza ocknęła się Scarlet. Chłopaki jedynie pokiwali głowami.

- Ten jeden, jedyny raz miałaś rację. - odpowiedział łysol.

- To jak: wracamy do dyskutowania kto był najbardziej znośny, czy od razu ją bierzemy? - brunetka założyła dłonie na biodra i z wyzywającą miną spojrzała na kolegów.

- Jeszcze pytasz? Jasne, że bierzemy! - Matt krzyknął tak głośno, że przez chwilę musiałam się upewnić, czy nie straciłam słuchu. Scarlet, z piskiem podbiegła do mojej siostry.

- Nareszcie nie będę jedyną dziewczyną!

Odsunęłam się od nich, aby siostra mogła nacieszyć się tą chwilą. Założę się, że Laura jest w siódmym niebie. Podeszłam do chłopaków.

- No, no nasza obserwatorko - zaśmiał się Matt - Zajebistość, macie chyba w genach. - "nawet nie wiesz ile masz w tym racji"- pomyślałam. - Niestety mamy już gitarzystę. Chociaż szczerzę przyznaję, że rozważam opcje wymiany. - Roześmiałam się, a Zac walnął go w tył głowy.

- A więc to twoja własność? - zapytałam wysuwając do niego instrument. - W sumie gitara mi sią podoba. Może sobie ją zatrzymam. - wyszczerzyłam się widząc jak całe jego ciało się napina. Oddałam mu instrument, nie chcąc dłużej go dręczyć. Wiedziałam jaka więź łączy muzyka i jego instrumentem. Nawet kiedy przez pół roku nie dotykałam swojej i tak warczałam na wszystkich, którzy próbowali to zrobić.

- Niestety muszę was opuścić. Mam nadzieję, że poradzicie sobie beze mnie. - popatrzyłam na siostrę, dając jej do zrozumienia, że już po wszystkim i ma wreszcie wyjąc ten kij z dupy. Ta jedynie przewróciła oczami, nadal pogrążona w rozmowie z śliczną brunetką.

- Potem pogadamy. - szepnęłam patrząc znacząco na jej rozmówczynię. Reszcie posłałam buziaka i wyszłam.

Musiałam jeszcze dzisiaj załatwić jedną sprawę i wcale nie uśmiechało mi się na myśl o miejscu do którego mam się udać.
Dodał/a: Majerosia w dniu 3-02-2018 - czytano 178 razy.
Słowa kluczowe: Eli miłość Zac muzyka rodzina bliźniaczki Majerosia

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "W cELI, zwanej życiem - Rozdział 3"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)