Urodziłam się jako menopauza

Urodziłam się jako menopauza. Tak. Mama pomyliła objawy ciąży z moją pierwszą misją: "Wydostań się na świat!". Nie przywitano mnie brawami. Nie płakano ze wzruszenia. Raczej z powodu obaw i lęku. Mój brat ma wadę genetyczną. Bano się, że i ja będę chora. Ale jestem cała i zdrowa. Gdybym tu postawiła kropkę ta historia nie byłaby niczym niezwykłym, czy nawet zbytnio smutnym. Bo życie zaczęło się później. Z racji tego, że z trójki rodzeństwa byłam największą niespodzianką i do tego bardzo żywiołową dziewczynką, widywałam się z rodziną niemal w każdy weekend. W przedszkolu byłam raczej uznana za dziwaka. Do tej pory nie wiem co ich odrażało. Przecież tylko ja wiem, że brat nazywał mnie zaubionym plemnikiem. Prawie każdego dnia podczas godzin przeznacoznych na zabawę siedziałam sama i układałam te same puzzle z Bambi. Kiedy reszcie klasy brakowało kogoś do zabawy zaciągali mnie do swojego kącika, ale wiedziałam, że jestem tylko towarem zastępczym. Jednak to nie było najgorsze. Najgorsze stało się w dzień moich urodzin. Na wakacjach. Błagałam tatę, żeby zabrał mnie do wujka tak jak obiecał. Mówił, że boli go głowa. Krzyczałam, skakałam wokół niego. Nie dawałam spokoju. Aż on uzyskał spokój na zawsze. Na drugi dzień dostaliśmy telefon, że zasłabł. Trafił do szpitala. Niecały tydzien później po moich urodzinach dostaliśmy telegram, że już nigdy nie wróci.
Wtedy zamknęłam się jeszcze bardziej. Nie przestałam mówić czy biegać, skakać albo głośno wygłaszać swoje zdanie. Robiłam to wszystko wyłącznie przed mamą, siostrą, szwagrem i bratem. Tylko w domu. Siostra skończyła studia pedagogiczne. Zaczęła pracę w szkolę. Byłam w pierwszej klasie, jaką uczyła. Przynajmniej w tym wypadku wiedziałam, czemu ludzie mnie odrzucali. Przecież byłam siostrą nauczycielki. Na pewno robiła za mnie zadania, malowała rysunki i odpowiadała przy tablicy. Bolało. Błahe sprawy przy utracie ojca i chorym bracie, prawda? Może i błahe, ale w małym świecie, małego dziecka najmniejsze sprawy potrafią ranić najbardziej.
Oprócz obaw, że będę chora jak jeden z braci, rosły i obawy, że będę jak ten drugi. Gówniarz, który pił, ćpał, kradł, wdawał się w bójki. Związał się z kobietą, którą znał od przedszkola i zrobił sobie dziecko. Mojego bratanka, którego przez większość życia traktowałam jak brata. Różnica wieku wynosiła między nami tylko dwa lata. Żona brata nie była damą serca, która miała stanąć na jego drodze zatrzepotać rzęsami i zmienić jego świat na lepsze. Była równie zgniła od środka jak on. Po kilku latach zdradziła go z wyraźnym dowodem w postaci dziecka o ciemnej karnacji. (Swoją drogą z mężczyzną, który był mężem mojej nauczycielki). Mój brat jej wybaczył. I tak kłócili się i wracali do siebie. Kłócili i wracali. Aż do pewnego momentu. Znalazła sobie następnego fagasa. Miał kasę, nowy dom i uwielbiał to, co ona. Procenty. do tej pory nie rozumiem jak po tylu latach chlania spirytusu, ciągle jest zakażona. Mój brat za kolejną bójkę trafił do paki. Wyszedł. Nie przeszedł wielkiej duchowej odmiany, ale odpuścił sobie stare sprawy.
Przebolałam te sześć lat podstawówki. W gimnazjum zachowywałam się podobnie, ale czułam, że ludzie mnie akceptują. Powoli, powoli ściągałam cegły muru, jaki zbudowałam. Zaczęłam pisać opowiadania do gazetki. W jednym z nich opisałam wspomnienia z ojcem. Sądziłam, że tylko ludzie, którzy go znali moga ronić łzy. Myliłam się. Płakały i moje koleżanki z klasy. Wtedy poczułam, że dla takich momentów warto pisać. By poruszać czyjeś serca. By włączać umysł. Może nie wychodzi mi to najlepiej, ale najważniejszy jest pierwszy krok. Grasz czy nie?
Po jakimś czasie brat założył rodzinę z dziewczyną swojego kumpla. Nie była to wielka przyjaźń, ale gdyby przypadkowo spotkali się na ulicy, lepiej byłoby zamknąć drogę na czas nieokreślony. Nowa dziewczyna miała dwójkę dzieci z poprzedniego małżeństwa. Z moim bratem kolejną dwójkę. Bratanek wraz z przyrodnim bratem byli maltretowani przez nowego ojczyma. Przed samym Sądem ich matka wybrała flaszkę i życie z "świeżym" mężulkiem zamiast dzieci. Zabrali ich do rodziny zastępczej. Brat zaczął walczyć o prawa do opieki nad synem, gdy okazało się, że kochany synek próbował popełnić samobójstwo. Poszedł nad rzekę i popił tabletki alkoholem. Rodzina zastępcza nie stała się dla niego ciepłym domem, lecz kolejnym polem bitwy. Rodzone dzieci jego zastępczych opiekunów nie akceptują go, ciągle dają mu do zrozumienia, że nigdy nie będzie częścią ich rodziny. Po próbie samobójczej trafił do psychiatryka. I poznałam nowe uczucie. Do tej pory znałam tylko miłość i tylko nienawiść. Do niego czuję mieszankę tych dwóch opcji i nie mam pojęcia co wygra.
W liceum odnalazłam się w całkiem zgranej paczce. Nie wiem jak potoczą się nasze losy, ale nie żałuję chwil spędzonych w ich towarzystwie. Przy nich zapominam, że wielbię samotność. Nie muszę wstrzymywać oddechu, chodzić na palcach z bagażem swoich sekretów. Po prostu żyję.
Niektórych rzeczy nie jestem w stanie zmienić. Chociażby publicznie umiem płakać tylko w poczekalni u okulisty. Ale przecież chcę być twarda jak ojciec. Dwa lata temu dowiedziałam się, że pił. Dużo pił. Wiedziałam, że wygrał uzależnienie z fajkami, ale nie słyszałam o jego zmarnowanym ciele leżącym w kuchni domu, do którego się przeprowadzaliśmy. Domu, w którym mieszkam. Zatarli mi jego prawdziwy obraz. Nie był super-bohaterem za jakiego go uważałam. Ale dla mnie był dobrym ojcem. Dostał drugą szansę. Dostał mnie. Jeśli to ja miałabym go osądzić, wręczonoby mu order najlepszego taty świata.
Może jestem młoda. Dużo przede mną. Może niewiele wiem o życiu, ale wiem, że mogę mieć kłopoty, gdy ktoś stwierdzi, że jest bohaterem tej opowieści. Wiem, że uwielbiam zachody słońca. Uwielbiam wierzyć, że spadające gwiazdy naprawdę spełniają nasze marzenia. Kocham uśmiechy dzieci, przytulających się do swoich rodziców. Kocham zdjęcia, które są jedynymi chwilami, jakie mogę trzymać w własnych dłoniach. Lubię tańczyć, gdy nikt nie patrzy. Grać na pianinie, mimo świadomości, że nidy nie zostanę sławnym muzykiem. I pisać, bez względu na to czy ktoś posłucha moich słów. Wiem kim jestem. A to wystarczająca wiedza, by móc żyć. Wiem kim jestem. Teraz tylko trzeba odegrać swoją rolę.
Dodał/a: Vena w dniu 2-09-2017 - czytano 771 razy.
Słowa kluczowe: miłość alkohol rozpacz życie smutek radość rodzina matka ojciec śmierć rozwód rozstanie nowe życie pianino Vena

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Urodziłam się jako menopauza"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)