Umrzeć z miłości
Boże! Dlaczego ja mu zaufałam..? Dlaczego? Przecież mogłam się domyślić, że właśnie tak to się skończy. Ale nie. Wiktor taki przecież nie jest, on jest inny. Nie macie racji, wszyscy nie macie racji. On jest idealny…. Była ciemna noc. Środek nocy. Tak naprawdę nie miałam pojęcia która jest godzina. Nic nie wiedziałam. Nic nie pamiętałam. Nie chciałam. Cały czas tylko huczały w mojej głowie jego słowa. ‘Magda, przepraszam… ja się zakochałem, po prostu. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale tak się stało. Nie ożenię się z Tobą.’. Nigdy chyba nie zapomnę tego bólu rozdzierającego mnie od środka. Przecież ja tak go kochałam! Był dla mnie wszystkim. Jak pn mógł. Pamiętam. Rzuciłam w niego z całej siły pierścionkiem zaręczynowym. Nie mogłam mieć go dłużej na palcu. Parzył mnie. Czułam się okropnie. Z moich policzków zaczęły płynąć łzy… zaczęłam biec przed siebie, uciekać. Nie miałam żadnego celu. Po prostu chciałam uciec, zapomnieć. Wymazać ten dzień, Wiktora… i wszystko co z nim związane, wymazać z pamięci. Taki był mój cel. Niemożliwy do zrealizowania. Teraz jestem tu… nad Wisłą. Stoję na moście i ryczę jak głupia. Mój perfekcyjny makijaż jest całkowicie rozmazany, wyglądam jak potwór. On nie jest wart żadnej mojej łzy, a ja jednak płaczę. Moja dusza płacze. Czuję jakby ktoś wyrwał mi serce i wyrzucił do śmieci. A… a może on mnie zostawił, bo… może to ja zawiniłam..? Przecież nic nie dzieje się bez przyczyny. Musiał mi dawać jakieś znaki, tylko, że ja ich nie zauważałam. Studia były dla mnie najważniejsze. Potem znajdę dobrą pracę, będziemy mogli godnie żyć – tak się tłumaczyłam z tego, że poświęcałam mu za mało czasu. Ale przecież.. ja to wszystko dla niego… dla nas… byłam taka szczęśliwa… i teraz wszystko się zawaliło. Co ja mam teraz zrobić..? przecież ja sobie nie poradzę. A może…. Niebo spochmurniało, błysnęło się, a po chwili do moich uszu dotarł potężny grzmot.. Spojrzałam w niebo. Lał deszcz…. Byłam już cała mokra. Ale nie zwracałam na to uwagi Niebo płacze razem ze mną – pomyślałam. Słyszałam głosy ludzi, którzy mijali mnie, trącali, chcąc jak najszybciej wrócić do domu, schronić się przed burzą… deszczem… Kazali mi wracać do domu. Mówili, że się przeziębię, że dostanę zapalenia płuc, że tak nie można. Że to niepoważnie… ale ja ich nie słuchałam. Rozłożyłam ręce, wpatrywałam się w niebo i czekałam… na co..? Sama nie wiem… może liczyłam, że trafi we mnie piorun i mnie zabije… dzięki temu skończy się moja męka, tu, na ziemi. Może.. może Wiktor przyjdzie na mój pogrzeb… dowie się co się stało… dowie się, że umarłam z miłości. Boże, ja zwariowałam. To wszystko przez niego. Dlaczego tak się stało..? Dlaczego ja tak po prostu, po ludzku… nie mogę być szczęśliwa? Odwróciłam się na pięcie i znów ruszyłam przed siebie. Miasto całkowicie opustoszało. Nie ma co się dziwić. W taką pogodę każdy normalny człowiek siedzi w domu. Po jakimś czasie doszłam do parku. To właśnie tam się poznaliśmy. Nogi same mnie poniosły. Dlaczego ja nie mogę przestać o nim myśleć chociaż na chwilę..? Tak bym chciała zapomnieć, ale nie umiem. Podeszłam do ‘naszego’ drzewa. Objęłam je ramionami, tak jakbym obejmowała jego, Przymknęłam oczy. W jednej chwili przeniosłam się o dwa lata wstecz. Staliśmy oboje przy tym drzewie.. tak jak ja stoję teraz… tylko, że wtedy on stał po drugiej stronie, trzymaliśmy się za ręce. Był środek lata, wakacje. Było tak samo jak dziś, a jednak zupełnie inaczej. Nie było jego.
Dodał/a: Magda w dniu 21-10-2011 - czytano 946 razy.
Słowa kluczowe: nieszczęśliwa miłość cierpienie ból Magda
Kategoria: Miłosne
Słowa kluczowe: nieszczęśliwa miłość cierpienie ból Magda
Kategoria: Miłosne
