Ukraińska miłość
nie wiem tak naprawdę od czego zacząć. Wydawało mi się że ot tak po prostu napiszę o tym co mnie spotkało. Chciałam napisać o swoich chwilach uniesienia,o motylach w brzuchu,o obawach a przede wszystkim o wspaniałym uczuciu które z mojej winy skazane było na porażkę. Może ta historia uświadomi co niektórym że nie można uczucia tłumić,nie można się wzbraniać-trzeba iść za ciosem,kuć żelazo póki gorące.....
Może zacznę od krótkiej wzmianki o sobie.
Mam 35 lat i wydawałoby się że mam wszystko doskonale poukładane,życie wygodne bez przykrych niespodzianek. Życie które toczy się poukładanym torem. Powiedzmy że mam dobrą pracę,wspaniałego faceta który spełnia moje większe czy mniejsze zachcianki,własne wygodne mieszkanie i chyba jeszcze parę rzeczy niezbędnych do wygodnego życia. Facet który od zawsze jest moim facetem a nie zdecydowałam się aby był moim mężem-ot tak po prostu nam jest wygodnie. Zawsze wydawało mi się że facet z którym jestem jest moim ukochanym mężczyznom,facetem z którym jest mi „wygodnie”.Wszystko toczyło się jak zwykle:praca,dom, od czasu do czasu jakiś zagraniczny wypad td.
Na ostatni wypad namówiła mnie znajoma. Miał to być taki zwyczajny babski weekend w Czechach,na który jeździłyśmy raz w miesiącu .Wszystko było jak zwykle:wsiadłyśmy do samochodu,4 godziny drogi i byłyśmy na miejscu. Pensjonat ten co zwykle,pogoda przepiękna i czegóż chcieć więcej...?Wydawałoby się że nie będzie większych niespodzianek aż do pewnego momentu. Dojechałyśmy na miejsce,zaczęłyśmy wypakowywać bagaże delektując się przepiękną pogodą i leniwie przeciągając się od czasu do czasu. Przepięknie....jak mi tego brakowało Potrzebowałam pięknej pogody, wymarzonego pensjonatu i tych cudnych widoków. Praga jest tak piękna latem że śmiem mówić że to moje najukochańsze miejsce na ziemi. Oczywiście nie centrum zatłoczonej Pragi tylko obrzeża-cichutkie i tętniące własnym życiem.
Może dosyć tych sentymentów. Przejdę do sedna aby nie zanudzać co niektórych. Może powiem tylko tyle że jakby ktoś wcześniej mi powiedział co mnie tam spotka chyba nie uwierzyłabym ale życie bywa pełne niespodzianek. W tenże słoneczny dzień po przyjeździe delektując się tymi wszystkimi widokami marzyłam tylko o zapachu dobrej kawy i tych naszych babskich spacerach na które zawsze tyle czekam.
Po przyjeździe zameldowałyśmy sie i już wykąpane,przebrane byłyśmy gotowe na nasz comiesięczny podbój miasta . Tutaj jakież zaskoczenie gdy wychodząc ktoś przykuł moją uwagę.
Nigdy dotąd nie zwracałam uwagi na gości w pensjonacie, wydawało mi się że to zwyczajni ludzie chcący albo pozwiedzać albo odpocząć. Ten ktoś patrzył na mnie tak niezwyczajnie. Może coś było w jego spojrzeniu,może w uśmiechu -nie wiem. Facet który patrzył na mnie był jakiś inny od wszystkich,dla mnie taki niezwyczajny. Dziwne uczucie-przeszywało mnie coś że nie umiałam się ruszyć,coś czego nie czułam nigdy wcześniej. Działo się ze mną coś czego nie byłam w stanie nazwać-dziwne. Nie można przecież zakochać się w kimś widząc go pierwszy raz. Rozumiem zauroczenie ale to było coś więcej niż zwykłe zauroczenie. Spadło coś na mnie jak grom. Nie umiem tego zdefiniować:przysłowiowe motylki w brzuchu. Nie wiem ile tak stałam i patrzyliśmy na siebie, wydawało mi się że stałam tak i stałam. Znajoma mnie wyrwała z tego stanu. Boże...nie wiem co się ze mną działo:to było coś niezwykłego. Ten wzrok,ten uśmiech....ale dość o tym.
Facet dla mnie w tym momencie był jakimś ideałem. Wysoki brunet,opalony ale przede wszystkim coś było w jego oczach....
Nie mogłam tam stać w nieskończoność. Po jakimś momencie chyba oboje się skapnęliśmy co tak naprawdę robimy. Uśmiechnęliśmy się do siebie po czym poszliśmy każdy w swoją stronę.
Chodząc po naszych babskich ścieżkach nie mogłam przestać myśleć o tym facecie. Wszystkie moje myśli krążyły wokół niego. Tak bardzo pragnęłam go jeszcze spotkać...
Popołudnie upłynęło nam na odwiedzeniu starych miejsc i knajpek. Zjadłyśmy dobry obiad,wypiłyśmy dobrą kawę a wieczorkiem w naszej ulubionej knajpce wypiłyśmy piwka. Pełne humoru późnym wieczorem wracałyśmy do pensjonatu. Przed pensjonatem naszym coś się działo:był jakiś grill,ludzie śpiewali...nigdy dotąd tego nie było. Podeszłyśmy bliżej a tam siedziała grupka facetów powiedzmy w wieku 28 do 35 lat. Był tam też ON-mój facet z niesamowitymi oczami. Siedział i znów patrzył na mnie. Jakiś inny facet podszedł i w jakimś obcym dla nas języku zaprosił nas na grilla. Początkowo nie za bardzo wiedziałyśmy o co chodzi ale później jakiś inny gość podszedł i powiedział to po rosyjsku. Rosyjskiego nie używałam kilka ładnych lat ale widocznie nie było z moim rosyjskim tak źle bo potrafiłam mu podziękować i powiedzieć że jesteśmy zmęczone. Wtedy gość o cudnych oczach podszedł do mnie i przedstawił się nam. Miał na imię Wasyl i był z Ukrainy. Powiedział że przyjechali na delegację i zapraszają na późną kolację. Oczywiście nie potrafiłam odmówić Wasylowi. Siadłyśmy w altanie przed pensjonatem i jadłyśmy jakieś ich specjały. Cały czas czułam wzrok Wasyla,nie potrafiłam mu spojrzeć w oczy,peszył mnie.
Znajoma stwierdziła że gość najwidoczniej jest mną oczarowany. Siedziałyśmy tam do późnej nocy. Wasyl pokazywał nam zdjęcia swego 4 letniego syna i widać było że bardzo go kocha. Mówił o nim tak czule. Opowiadał o swoim życiu,co robi, co lubi-taki otwarty człowiek. Mówił też że jest wyznania prawosławnego i nie żyje ze swoją żoną. Pomyślałam że pewnie niezły bajerant ale wciąż ten bajerant mi się podobał. Nie wiem do której tak siedzieliśmy ale było późno. Położyłyśmy się nad ranem i po jakiś 4 godzinach wstałyśmy na wcześniej zaplanowane zwiedzanie. Wychodząc z pokoju spotkałam Wasyla który zapraszał nas aby się z nim wybrać na wycieczkę. W sumie to dlaczego nie,przecież możemy razem jechać pozwiedzać. Tak też się stało. Było cudownie-dawno się tak nie czułam. Wasyl znów cały czas patrzył na mnie,uśmiechał się i znów ten jego wzrok któremu nie potrafiłabym się oprzeć. Po wspólnym wypadzie był wspólny obiad,potem kolacja,potem jakaś knajpka i oczywiście piwka. Nie wiem jak to się stało ale wylądowałam z Wasylem w łóżku. Boże, nigdy nic podobnego nie zrobiłam. Obudziłam się nad ranem a on patrzył na mnie. Mówił że nie potrafił spać i że wie że jestem kobietą jego życia,że na mnie czekał i czekał i poczuł takie silne uczucie pierwszy raz. Pomyślałam że gość zwariował. Było mi tak wstyd że chciałam stamtąd uciec. Ubrałam się i zażenowana wyszłam. Znajoma jeszcze spała więc położyłam się ale już niemiałam spać. Cały czas myślałam o tym co się wydarzyło. W końcu późnym rankiem znajoma się obudziła. Chyba nawet nie wiedziała że mnie nie było a mi było tak wstyd że nie potrafiłam jej powiedzieć. Po śniadaniu Wasyl chciał ze mną porozmawiać ale nie potrafiłam. Powiedziałam mu tylko że to było złe, że mam swoje poukładane życie i nie chcę niczego zmieniać,że nigdy więcej to się nie powtórzy. Widziałam jego wzrok. Mówił że dla niego to nie jest jednorazowa przygoda, że nie ląduje w łóżku z przygodnymi kobietami. Nie mogłam tego słuchać a może nie chciałam. Dla mnie mój świat był taki poukładany że chyba nie miałam odwag niczego zmieniać. Uciekłam jak tchórz nie wysłuchując go do końca.
Kolejny dzień zwiedzania. Dzień przepiękny,słoneczny i moje myśli krążące wokół Wasyla. Nie umiałam przestać o nim myśleć. Myślałam o nim chyba cały czas,nie umiałam pozbyć się tych myśli. Wieczorem miałam ochotę napić się aby nie myśleć bo wariowałam. Ni miałam ochoty też wracać do pensjonatu aby go tam spotkać. Poszłyśmy do knajpki i późną nocą wracałyśmy do pensjonatu i jakież było moje zdziwienie że Wasyl siedział w altanie i patrzył na nas jak wracamy. Zawołał mnie i znów chciał na spokojnie pogadać ale pomimo alkoholu nie miałam odwagi na taką rozmowę. Uciekłam a on cały czas tam siedział. Rankiem znów spotkałam go w tym samym miejscu i ten sam wzrok wbity we mnie. Oznajmiłyśmy że dziś popołudniu wyjeżdżamy. Wasyl zaproponował abyśmy go spędzili razem ale nie mogłam. Chciał też numer telefonu ale nie miałam odwagi mu go dać.
Popołudniu wsiadając do samochodu zauważyłam małą karteczkę za wycieraczką. Przeczytałam i było tam parę słów od Wasyla i jego numer telefonu. Prośba abym dała jakiś znak że u mnie wszystko dobrze bo będzie się martwił. Schowałam karteczkę do torebki i ruszyłyśmy w drogę.
Dni po powrocie były dla mnie katorgą. Ne umiałam przestać myśleć o Wasylu. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje,nie umiałam spać,nie umiałam skupić się na pracy. Po jakimś tygodniu wysłałam mu ska z pytaniem co u niego i td. Po jakiejś chwili zadzwonił i jak zwykle po rosyjsku mówił że tęskni i chce się ze mną zobaczyć. Nie miałam odwagi mu powiedzieć co się ze mną dzieje. Słyszałam w jego głosie niesamowitą radość że mnie słyszy.
Telefony od Wasyla stały się codziennością. Czekałam jak głupia codziennie wieczorem a on dzwonił i codziennie powtarzał że się chce ze mną spotkać. Wytrzymałam 2 miesiące odmawiając mu codziennie że nie mogę ,że nie mam czasu. Naturalnie bardzo pragnęłam spotkania z nim ale przez dwa miesiące rozsądek brał górę nad emocjami. Wasyl natomiast przez te 2 miesiące dzwonił codziennie. Chciał mnie zabrać na Ukrainę do niego do domu abym poznała rodziców . Pomyślałam że gość zwariował.
Po 2 miesiącach napisałam mu ska że będę w Czechach w piątek. Oddzwonił i cieszył się jak małe dziecko. Pojechałam w sumie aby z nim porozmawiać że tak dłużej nie może być,że nie potrafię nic zrobić o niczym innym myśleć. Pojechałam i zobaczyłam go....ten sam wzrok wpatrzony we mnie...Boże jeszcze nikt nigdy na mnie tak nie patrzył. Nie umiem tego opisać...myślałam że to tylko w filmach. Pocałował mnie i mówił że tak bardzo za mną tęsknił. Powiedziałam mu że przyjechałam tylko z nim porozmawiać i może wtedy ja zaznam jakiegoś wewnętrznego spokoju.
Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Oczywiście mój rosyjski jak zwykle pozostawiał wiele do życzenia ale myślę że Wasyl mnie rozumiał. Mówiłam że to koniec bo za dużo barier, że każdy ma swoje życie a on na to że nie widzi problemu,że on może mieszkać wszędzie. Możemy mieszkać w Pradze,możemy na Ukrainie a możemy u mnie. Dla Wasyla wszytko było takie proste ale nie dla mnie. Ja kobieta twardo stąpająca po ziemi nie może sobie pozwolić na taką spontaniczność. Może kiedyś byłoby inaczej ale teraz nie potrafię aż tak zaryzykować. Tak trudno było mi mówić jemu o tym że to nie ma przyszłości. Mówiłam że już się nigdy nie zobaczymy,że ostatni raz ze sobą rozmawiamy,że ma nie pisać ani nie dzwonić bo ja chcę zapomnieć. Nie chcę aby w moje uporządkowane życie wtargnęło się coś czego bardzo się boję i coś co może się nie udać. Za duże ryzyko a ja już chyba jestem za wygodna na takie coś. Zresztą mam gdzieś tam w Polsce swojego faceta którego chyba nie mam odwagi zranić bo za dużo mu zawdzięczam. Wasyl miał łzy w oczach i prosił aby tego tak nie kończyć, że tak nie można bo taka miłość może nam się przytrafić raz życiu, że trzeba umieć ryzykować,że trzeba iść za ciosem ,że trzeba próbować,że mnie kocha i mówi to z pełną świadomością.
Wasyl powiedział to wszystko co czułam także ja ale nie miałam odwagi się do tego przyznać. Wolałam znów uciec. Tak też się stało wyjechałam a raczej uciekłam. Wasyl wydzwaniał,pisał a ja nie odbierałam telefonów a odpisałam że mam swoje życie i nie chcę go zmieniać i że ma odpuścić. Prosił o jeszcze jedno spotkania ale postawiłam sprawę jasno że nie. Tak też się stało-nie było spotkania,nie było już rozmów a ja zostałam z moim poukładanym życiem i po jakimś czasie stwierdziłam że czegoś w nim brakuje,że nie ma w nim z mojej strony miłości,nie ma motylków w brzuchu,że jest tylko przyzwyczajenie i jakaś wygoda.
Minęło parę miesięcy a ja wciąż myślę i nie umiem zapomnieć. Łapię się na tym że codziennie wpatruję się w telefon który już nie dzwoni. Codziennie tęsknię i codziennie źle sypiam,budzę się co noc i widzę wzrok Wasyla. Ciekawe ile to jeszcze potrwa....A odwagi nie mam aby zadzwonić...
Może moją opowieść przeczyta ktoś kto ma też takie dylematy i postąpi inaczej niż ja. Teraz wiem że trzeba tak jak Wasyl mówił iść za ciosem,nie bać się przeciwności losu bo na miłość taką można już nie natrafić. Trzeba umieć ryzykować bo bez ryzyka nie ma nic.....
Słowa kluczowe: tęsknota miłość zakochana nieszczęśliwa miłość życie
Kategoria: Smutne historie
