Trzy Lata później - R4

-Wera tak naprawdę to cholernie tęsknie za domem czuje się tu strasznie samotna. Wylałam po pijacku smutki do słuchawki telefonu
-Wiem kochana wiem. Pocieszyła mnie kiedy już zasypiałam wpatrzona w gwieździste niebo na tle górskiej panoramy która to rozciągała się z mojej sypialni.
Następnego dnia obudziło mnie jaskrawe światło przebijające się przez otwarte balkonowe okno a chwile potem telefon zaczął wibrować i podskakiwać
-Alek? No co tam?
-Dobrze się czujesz? Zapytał pomyśleć by można było troskliwie
-No pewno a co?
-Dziwnie brzmi twój głos, wyjaśnił
-Do rzeczy Alek bo nie mam teraz czasu właśnie ubieram się i idę biegać. Skłamałam
-Dzwonie żeby zaprosić cię na ognisko, robimy z mamą ognisko
-A co ta wiedźma tu robi? Myślałam że okupuje Glasgow
-Weź już wyluzuj Inka mogłabyś już jednak trochę się postarać ja zrozumieć miała ciężkie życie
-A kto ma lekko?!
-Przyjdziesz czy nie? W tem z oddali usłyszałam cichutkie jękniecie Julka
-Mamusia przyjdzie tatusiu?
-Przyjdę ale robię to tylko dla Juleczka nie dla ciebie ani dla twojej matki
-Nie proszę o to chce żebyś przyszła przede wszystkim dla Julka
-Przyjdę wyślij mi adres na WhatsAppa
-Ok dzięki

Wyłączyłam się bo wcale nie uśmiechało mi się aby to niedzielne popołudnie spędzać u tej wiedzmy na jej zapewne iście królewskiej posiadłości no i poza tym nie widziałyśmy się kupę lat i nasze ostatnie spotkanie nie było najmilszym z najmilszych
Zaparzywszy kubek czarnej sypanej kawy wyszłam na balkon w cieniutkim kwiecistym szlafroku i czarnych japonkach aby ukoić trochę rozszalałe zmysły.
Dzień zapowiadał się beznadziejnie a ja rzuciłam palenie jakieś pół roku temu wiec jedyne co mogłam w tym momencie począć to zakupić paczkę fajek i zjarać ja za garażem mojego x i kiedy cztery godziny potem zaparkowałam na podjeździe domostwa Alka a z mojego auta tzn z jego auta unosiła się już tylko nikotynowa chmura lecz dzięki piaskowi na podjeździe który w styczności z kolami auta stworzył lekka mgiełkę nikt nie przyuważył niczego.
Dom Alexa pysznił się na Windermerowym wzgórzu a blask bogactwa ich rodziny raził w oczy jak skrzący brokat! Z niesmakiem wiec przymknęłam powieki żeby nie oślepnąć i wrzuciwszy pastylkę gumy miętowej do jamy ustnej pomknęłam w prostych czarnych sandałkach rzymiankach jak na skazanie cezara do ogrodu za domem poprawiając prosty czarny top na brzuchu szkoda ze nie ćwiczyłam tych brzuszków jak po świętach przybrałam te trzy kilo w biodrach.

-O fajnie ze już jesteś. Alek zauważył mnie pierwszy kilka głów obróciło się w moja stronę w tym jedna z tych których wolałabym już nie oglądać, Alicja matka Alka babka Julka i mój wróg numer jeden teraz spoglądał na mnie z za dużych okularów kujonek nigdy nie rozumiałam czemu ta kobieta na wszystkich zdjęciach ma zawsze czerwone oprawki i tak chyba zostanie do grobowej deski bo teraz ramki jej okularów też były w czerwonym odcieniu jak przed laty amen.

-Witam, Hello przywitałam się jak przygłupia blondyna która jak gdyby nigdy nic wparowuje na impreze do byłego.

-Siadaj Kochanie. Pokazał mi pieniek przy ognisku wyścielany brązowym kraciastym kocem.
-Gdzie Julek?
-Usnął po całym dniu zabaw wodnych. Pierwszy raz od lat usłyszałam nieprzyjemny głos Alicji
-Aha, Juluś dobrze się bawił? Zapytałam doskonale wiedząc że na pewno tak było
-Był w niebo wzięty
-To super. Uśmiechnęłam się sztucznie
-Co ci dać? Zapytał kucając przy kilku butelkach
-Nic, prowadzę
-Możesz dziś spać u mnie, przecież
-Wole jednak wrócić do mieszkania
-W takim razie zamówię ci taksówkę albo ktoś ze znajomych cię odwiezie. Zaproponował choć wcale nie było mi na rękę aby któryś z owych zupełnie nieznanych mi ludzi mnie odwoził grupka która właśnie niby to wcale nie obserwująca nasza wymianę zdań wpatrywała się w planacje drewienko i sączyła to wino to piwo. Kilka kobiet w towarzystwie swoich znudzonych partnerów kilkoro samotnych którzy z kolei szukali partnera na razie lub na zawsze i ja trochę zagubiona polka pośród tej dystyngowanej grupki.

-O! Właśnie pizza przyjechała. Zawiadomił wszystkich Alek, na co jego matka od ręki przejęła role gospodarki i zaczęła rozdawać papierowe talerzyki i widelczyki
-Myślałam że na ognisku piecze się kiełbasy a nie pizzę?
-Inka nie marudź
-OK niech ci będzie. Podniosłam puszke bezcukrowej coli z ziemi i wychyliłam spory łyk.
Robiło się ciemno z laptopa ustawionego na małym polowym stoliku leciała jakaś przyjemna melodia a kilka osób wdało się w rozmowy na przeróżne tematy.
-Inka! Usłyszałam po chwili krzykniecie Alka
-Inka cho mi pomóż bo pizza przyjechała
Odstawiłam puszeczkę i pobiegłam w stronę parkingu przed domem
-Witam ponownie, dostawca zabrzmiał znajomo
-To ty? Pizze rozwozisz? Przywitałam się z blondynem z mola które to ponoć sam wybudował, wszystko jednak wskazywało na to ze chłopak miał smykałkę do mitomaństwa mnie w jajko zrobił i że wcale nie jest to jego teren prywatny bo skoro było by tak to chyba nie rozwoził by pizzy w niedzielne popołudnie. Taki przystojny i taki kłamliwy! no nie ładnie nie ładnie pomyślałam uśmiechając się do niego a kiedy zdałam sobie sprawę ze przy tym uśmiechu moje policzki oblał lekki żar ognia skarciłam samom siebie żeby w tym wieku rumienić się do delivery boy?! Inka ty głupa babo w średnim wieku!
-Dzięki stary, Alek ułożywszy mi na rękach kilka kartoników od bladyna o boskim uśmiechu rzucił do niego na odchodne
-Dzięki stary i pozdrów bratanka
-Nie ma sprawy pozdrowię
-A może byś dołączył do nas?
-W sumie to już rozwiozłem cale zamówienie
-No to zapraszam! Alek poklepał przyjacielsko blondyna po czym mu się przypomniało nagle aby nas sobie przedstawić
-To jest Inka ale możesz mówić do nie Iness będzie ci łatwiej polski to twardy język, dodał
-Cześć Iness nazywam się Gabriel
Podałam mu rękę z rozmarzeniem a kiedy jego dłoń dotknęła mojej nieoczekiwana fala emocji przepłynęła wzdłuż mojego ciała aż do stup.
Anielskie imię i wygląd i rozwozi pizzę chłopak oj ciężkie czasy mamy pomyślałam
-Choć Gab rozgość się. Alek zaproponował mu jak najlepszemu przyjacielowi
po czym oba panowie ruszyli do przodu.

-Oh Gabriel jakże miło że wpadłeś! Wyćwierkotała matka Alexandra
-Nie mogłem przepuścić tak przyjemnego wieczoru i tak wyśmienitego towarzystwa, przytaknął Alicji kiedy ta nakładała już pizzę na talerzyki wtedy podniosłam wzrok z nad puszki coli i zobaczyłam że chłoptaś o anielskim imieniu uśmiecha się domenie przyjemnie.
Zapadał zmrok ludzie coraz bardziej ochoczo gawędzili pewnie pod wpływem promili we krwi wtedy kiedy ja już miałam dość tego towarzystwa i chciałam czmychnąć skrzętnie rozbawiony Gabriel wstał i podszedł przysiadając się bez pytania na trawie obok mojego pieńka

-Widzę że się znacie z Alexandrem?
-Oh pozwól że się przedstawię jeszcze raz nazywam się Inka pochodzę z Polski i jestem matką syna Alexandra
-Jesteś matką Julka?
-A ty kim?
-Jestem kuzynem Alexandra nasze matki są siostrami
-Teraz rozumiem…to cieple przywitanie Alicji. Wyszeptałam sama do siebie.
Gabriel utkwił wzrok trochę zahipnotyzowany wzrok w płonące drewienko
-I co my teraz z tym zrobimy? Zapytał nagle zwróciwszy swoje niebieskie jak woda oczy z powrotem na mnie.

Opowiadanie z mojego bloga trzylatapozniej.blogspot.com
Dodał/a: Biala Konwalia w dniu 22-03-2020 - czytano 386 razy.
Słowa kluczowe: Biala Konwalia

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Trzy Lata później - R4"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)