The Bloody Fang cz.5

Cała noc zleciała jak z bicza strzelił.Niestety zostało jeszcze 12 godzin.NIe czółam nóg, a nie wspominając od bólu dłoni od rzucania shuriken-a sądziłam, że Katana była nie do
wytrzymania-pomyślałam.
-No wstawaj.-Popędzał mnie Fang.-Mamy jeszcze Kunai.
-Nie możemy sobie teo darowac?Kunai i shuriken to to samo.
-Więc świetnie sobie poradzisz, co nie Kyuu?-Powiedział, jak na złość.
W pewnym sęsie mniał rasie, Kunai i Shuriken rożniły się tylko tym, że Kunai rzucało sie w bardziej nieruchomy cel, niż Shurikenem.
Ale i tak wiedziałam, że nie ma porównania pomiędzy mną a Fang'em
-Dobra, koniec.-Powiedział kiedy już mniałam życić kolejnym Kunaiem-Teraz jako, że mamy jeszcze 7 godzin uda nam się wykuć broń dla Ciebie.Musimy tylko podsumowac wyniki i wybrać rodzaj broni.
-Mam nadzieję, że nie będe musiała nic robić.-Powiedziałam.
-Może.-Powiedział odchodząc ścierzką w głąb gór
-He?!-Pobiegłam za nim.-Gdzie idziemy?
-Nie wiem, gdzieś gdzie nie podsłuchują nas strarznicy SWODH-Powiedzial zatrzymując się, z drzewa zeskoczyli do tej pory nie widoczni dla mojego oka wojownicy, było ich 6.
dwuch z nich mniało ogony- jeden lisi a drugi lwi- jeden z nich nmiał uszy psa, inny był pokryty łuskami, piąty mniał oczy dzikiego zwierzęcia a szósty skrzydła przypominające skrzydła Fang'a tylko, że trochę mniejsze.
-Ciesze się, że te romansowanie nie zepsuło ci zmyslów.-powiedzial ten ze skrzydłami
-Yakichiki, ja nie należe do tych, którzy się zmieniają dla innych.-Powiedzial Fang patrząc się na mnie ukratkiem oka.
-Mam nadzieję Fang, bo będziesz musiał się streszczać.
-Co masz przez to na myśli?
-Makuma daje Ci jeszcze jeden tydzień.
-Świetnie.To znaczy, że ja i Kyuu musimy się nieco pośpieszyć.
-Twoja zimna krew czyni Cię godnego swojego Tytułu, Kapitanie.
-Zdaję sobię z tego sprawę, Yakichiki. Przekarz Makumie, że niech nie zmienia tak zdania.To jest denerwujące.
-Tak Jest Kapitanie.-Powiedział i odleciał a pozostali pobiegli tą samą drogą, po pazu sekundach snikneli w świetle jasnego promienia.
-Ruchy, Kyuu. Musimy się pośpieszyć.-powiedział ciągnąc mnie gwałtownie za rękę.
Biegł tak szybko, że moje stopy ledwo dotykały ziemi w pewnym momęcie kiedy drzewa stawały się coraz gęstrze i musieliśmy zwalniać, aby je omijać podrzucił mnie w powietrze i zaczoł lecieć, tak szybko, że poczułam zawroty głowy.
Jedyne co widziałam to czerń, biel, zieleń i błękit.
Lecieliśmy przez zaledwie pięć minut, kiedy Fang jęknoł i poczółam, że mnie puścił.
-FANG!!-Jednak on sam zaczoł spadać.Ruszył dłonią w moją stronę, metr podemną pojawiła się chmurka, upadłam na nią i byłam już bespieczna, zupełnie jak w bajkach-siedzienie na chmurkach.
-FANG!!NIE!-Krzyknełam, widząc spadającego Fang'a. straciłam go z oczu kiedy wpadł w drzewa i jedyne co usłłyszałam był jego krzyk.
-NIE!-Powiedziałam zaczynając płakać, a ponadto chmurka zaczeła pomału znikać, aż w końcu poczułam, że spadam.Nie krzyczala, zapewne dlatego, że byłam na tyle przerażona, że odebrało mi głos, ale poczułam, że ktoś łapie mnie za ręke, spojżałam się w górę i zobaczyłam mężczyznę około 30, mnial długie do ramion, lekko falowane, brązowe włosy.Ubrany był w czerwoną kórtkę i nosil okulary przeciwsłoneczne, a sam unosił się na dziwnych fioletowych dymkach.
Delikatnie posadził mnie na ziemię.
-Kuchiki.-Powiedział.
-Ermm....Kyuuna.
-Fang znowu nawalił, he?
-Jak możesz tak mówić, on spadł z takiej wysokości, może leżeć martwy!!
-Nie ma mowy, nie mój uczeń.
-He?
-Dokładnie jestem dla ciebie Grand Sensei, Czyli mistrz twojego mistrza.Znam Fang'a na wylot ma zdolności medyczne i nie pozwoli, aby upadek go zabił, zapewne już siebie ulecza.Więc chodźmy już po niego, zapewniam Cię, żę nic mu nie jest.-Powiedział idąc w stronę lasu.

-Hej! Fang odezwij, żę się!-Wołał go Kuchiki przedzierając się przez krzaki.
-Jesteś pewien, że nic mu nie jest?-Powiedziałam zmartwiona.
-Oi.Spokojnie twojemu chłopakowi nic nie jest.
-Mam nadzieję.-Powiedziałam co sprawiło, że Kuchiki spojrzał się na mnie z uśmieszkiem.Wtedy usłyszeliśmy krzyk.
-To on.-Powiedział Kuchiki.Pobiegł w kierunku krzyku.
Kiedy krzyki były coraz wyraźniejsze przyśpieszył, wyglądał na zmartwionego.Przedarł się przez krzaki i krzyknoł imię swego ucznia.
Przeszłam przez krzaki i zobaczyłm Fang'a otoczonego przez jakieś dziwadła, przypominały skorpiony z pięcioma ogonami w tym dwa były lwie, chodziły na dwuch nogach,mniałymacki i dziwne rogi.Fang nie walczył z nimi, dwa z nich były tuż obok niego, owinoł Fang'a swojimi mackami i powoli, bardoz powoli ryzł jego skrzydło, Fang był sparaliżowany, łzy leciały mu populiczku,nawet nie mniał zamiaru odpierać ataków.
Kuchiki natychmiast zabił stworzenia strzelając do nich dzinymi plonącymi strzałami.
stwory zaatakowały Kuchiki ten podskoczył tak wysoko, że możnaby było powiedziec, że lata. wylądował przy tych najbliżej Fang'a. Podrzucił swój miecz
w powietrze, a sam przecioł ramię temu czemuś, szybkim ruchem przedostał się na druą stroną stworzenia i złapał miecz wbijając go potworowi w kark.
-Skrzydlaty kieł-pomyślałam.-Więc to naprawdę jest jego sensei.
Dodał/a: The Bloody Fang w dniu 19-02-2012 - czytano 91 razy.
Słowa kluczowe: fantastyka anioły demony miłość The Bloody Fang
Kategoria: Fantasy

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "The Bloody Fang cz.5"

(pole wymagane)