Tajemnica Mint Hill XXXVII

Do Końca Życia...

76.
Elena Sawyer musiała jeszcze trochę pobyć w szpitalu, na obserwacji, ćwiczeniach i różnego rodzaju badaniach. Tyle czasu minęło dla jednych...a dla innych mogło się wydawać, że w mgnieniu oka. W końcu mogła zobaczyć swoją chrześniaczkę. A Jason rozczulił się na widok gdy trzymała niemowlę na rękach. Został przyłapany przez nią nawet jak obserwował ją, na co nic nie powiedziała tylko uśmiechnęła się ciepło.
W dniu opuszczenia tego budynku odetchnęła z ulgą czując świeże powietrze i słońce. Czuła się dobrze choć po tym jak jej przyjaciółka zdradziła, że jej ojciec i matka planują skromną kolację na jej powrót, już bała się co to znaczy u nich skromne, skoro wzięła udział w przygotowaniu nawet Alex. Przez Jasona została przekazana jej sukienka. Koloru czerwonego na ramiączkach. Upierała się, że jej nie założy, jednak udało mu się ją namówić. A to jak wyglądała był w szoku i na początku zaniemówił. Cieniutkie ramiączka zdobiły jej ramiona, rozkloszowana podwiewała w lekkim podmuchu wiatru. Kilogramy, które zgubiła podczas pobytu w szpitalu część nadrobiła dzięki i diecie szpitalnej, ale także i z podarunków, mamy,taty, dziadka, a nawet Alex. Na to ostatnie się krzywiła.
- ciesz się, że ciast nie próbowałaś - wyznał Ethan ze śmiechem. Uśmiechnęła się na samo wspomnienie.
Poprosiła Jasona by nie przyjeżdżał samochodem, chciała w końcu się przejść
- piękna jesteś - szepnął jej na ucho idąc z nią trzymając za rękę.
- według Alex dalej jestem kościotrupem - zamarudziła.
- dla mnie idealna po ostatni włos
- dla mnie ty też - odrzekła, obejmując go w pasie, a on zrobił to samo.
- wiec skromnie będzie? czy ?
- ale co?
- oj Jason nie udawaj - zaśmiała się -Alex mi mówiła, że jakieś przyjęcie szykujecie
- oo... myślę, że sama zobaczysz - odpowiedział z uśmiechem
- ale mi brakowało - spojrzała mu w oczy.
- hm?
- widoku twoich oczu. Każdego dnia śniłam o tym jak cię widzę, a w końcu widzę i na patrzeć się nie mogę - uśmiechnęła się. Zabrakło mu słów na jej wyznanie, chwycił delikatnie za naga szyje przy tym odgarniając jej długie włosy do tyłu. Schylił się ku jej, a ona poczuła znów jakby to miał być ich pierwszy pocałunek. Serce zabiło, a on stresował się jakby miał ją całować po raz pierwszy. Przymknęła oczy i rozchyliła delikatnie swoje wargi zapraszając go.
- przepraszam? Elena? Elena Sawyer? - drgnęli, tą piękną chwilę przerwała im młoda dziewczyna nie więcej niż w wieku siedemnastu lat, obok niej stała druga blond włosa dziewczyna.
- taak.. -wykrztusiła marszcząc swoje brwi.
- chciałyśmy... mogłybyśmy prosić cię o autograf?
- autograf? - pisnęła. Dobrze usłyszała?
- twoja książka jest tak wspaniała!- zachwalała ją tym razem blondynka.
- oo ksiaążka... - przypomniała. Mogła przysiąc, że kompletnie o tym zapomniała - jasne - w końcu zgodziła się. Dziewczyny podały jej prawdopodobnie po zeszycie. Sięgając po długopis przystąpiła do podpisywania.
- dzięki ! wielkie dzięki!
- nie ma problemu, ale nie bierzcie mnie za jakąś celebrytkę ok ? - poprosiła z uśmiechem.
- jasne! jeszcze raz dzięki - powiedziały chórem i odeszły.
- czy ty widziałeś co się stało ? - zawołała nie dowierzając.
-mhm, najwidoczniej jestem ze sławną dziewczyną - uśmiechnął się szeroko.
- i na to lecisz prawda?- burknęła uderzając w ramię jego.
- dobrze wiesz, że nie - przyciągnął ją ponownie do siebie.
- mam nadzieję, że ta sławna dziewczyna będzie chciała spędzić ze mną resztę życia? - zapytał.
- hmm?co? -zaśmiała się lekko - następny, dzień, miesiąc, rok, lata i życie - odrzekła spokojnie.
- to dobrze- wzruszył ramionami z kieszeni wyciągając czarne z zamszu zrobione pudełeczko.
- Jason? - wykrztusiła.
- już sie zgodziłaś raczej - zmarszczył brwi, otwierając opakowanie.
- Jason?!- powtórzyła z piśnięciem.
- nie masz odwrotu - popatrzył się na nią groźnie.
- zapytaj jeszcze raz - jakby nie mogła w to uwierzyć
- Jezu...trudno z tobą
- za to z tobą łatwo - odburknęła rozbawiona pamiętając te słowa.
- jesteś osobą, która cholernie boję się stracić, z która chcę spędzić resztę życia lata i takie tam.... nie każ mi wygłaszać przemowy? - poprosił zrezygnowany.
- Jason po prostu zapytaj - poleciła łagodnie.
- wyjdziesz za mnie? - zapytał, patrząc się w jej oczy.
- myślałam, że już nigdy o to nie zapytasz - zaśmiała się - oczywiście, że tak Jasonku - odpowiedziała w końcu, a on nie czekając wpił się w jej usta. Odwzajemniając jego pocałunek objęła go wokół szyi, przyciągnął ją jeszcze bliżej do siebie obejmując jej talie.
- zawsze utrudniasz - mruknął między pocałunkami.
- a ty nie ułatwiasz -pogładziła go po policzku.


Udali się do domu Blaków. Gdy weszła była w totalnym szoku, tak jak sądziła to wyglądało jak festyn miejski. Już miała uciekać z tego miejsca, jednak silna ręka Jasona ją powstrzymała. Westchnęła zrezygnowana, a on był nią rozbawiony.
Każdy ją serdecznie i ciepło przywitał. Wśród nich znaleźli się przyjaciele, ku zdziwieniu dziadek, ale także i Martin i Maria z Alouette. Grillem zajął się jej ojciec, który sprawnie go obsługiwał, mimo to nie brakowało cennych uwag Luisa Sawyera. Matka jej pilnowała, żeby nic nie brakowało, wraz z Alex Harris.
- mówiłaś, że to będzie skromne - mruknęła do przyjaciółki na ucho.
- bo jest, a nie?
- o Matko - przetarła oczy.
- super wyglądasz. Wiedziałam, że ta sukienka będzie ci pasować.
- mhm.... będę miała do ciebie sprawę chyba...
- hm?
- bo widzisz Jason mi...
-oświadczył się !?-pisnęła.
- skąd wiesz?! - rozszerzyła oczy ze zdziwienia.
- po pierwsze nie da się nie zauważyć tego pierścionka, którego masz na palcu, a po drugie spóźnialiście się jakąś godzinę - burknęła.
- aha.. więc zostaniesz moją druhną?
- haa wiedziałam ! pewnie że tak! - podskoczyła radośnie i przytuliła ją do siebie - zrobimy ci najlepsze wesele na świecie!
- oo nie nie nie! Alex zrobię to sama - zaprzeczyła, ale gdy zobaczyła smutną minę koleżanki. Hormony na prawdę nieźle u niej działały - pomyślała brunetka. Tak Alex Harris jak się okazało byłą w ciąży.
- no dobra pomożesz mi, ale będzie po mojemu !-zastrzegła.
- jest! - w końcu uśmiechnęła się szeroko.

*
Chcąc odetchnąć od ciągłych rozmów, przywitań. Wyszła przed dom siadając na schodkach. Nie wiedziała, że spotka ją jeszcze kolejna niespodzianka, musiała zmrużyć oczy lekko by sprawdzić czy dobrze widzi.
- Lindsey? co tu robisz? - zdziwiła się.
- słyszałam o twoim wypadku i słyszałam, że w końcu się obudziłaś. No i przyjechałam na imprezkę - odpowiedziała siadając obok niej podpalając papierosa.
- dzięki - skinęła głową.
- a tak przy okazji nie na darmo jechałam. Twoja książka stoi na półce bestlerelów, obdarzył ją niemal, cały świat sympatią i teraz ludzie chcą drugą część - wytłumaczyła.
- drugą część?- pisnęła - ale jej nie ma - odrzekła .
- to stwórz. Znów obie dobrze na tym zarobimy
- ale Lindsey, ta historia się skończyła już i to z happy endem co mam wymyśli?
- coś nowego, coś powiązanego. Jesteś kreatywna i cholernie dobra w tym
- no nie wiem...
- a o Ethanie?! - podpowiedziała jej rudowłosa kobieta - słyszałam, że wrócił. Stwórz o nim historię
- o Ethanie ? ale to jego...
- napisz jego historie, jego oczami od A do Z
- ehhh - westchnęła.
- wierzę w ciebie. Jesteś ambitna i mądra. Przemyśl to - poklepała brunetkę po ramieniu przy tym wstając. A zaraz udała się tam gdzie trwało przyjęcie. Po raz kolejny dziewczyna westchnęła za dużo jak na jeden dzień - pomyślała. Również wróciła do bliskich gdzie zatańczyła ze swoim aktualnie narzeczonym, porozmawiała z matka, a następnie dziadkiem i odnalazła na werandzie na ogrodowej kanapie Ethana.
- dobrze wyglądasz - stwierdził podziwiając ją.
- za to ty okropnie - mruknęła, po czym roześmiali się.
- taa, nie zdążyłem się ogolić - wyznał, jeżdżąc dłonią po swoim policzku.
- chciałam z tobą porozmawiać. Jak się nie zgodzisz, nie mam żadnego problemu - powiedziała.
- mów - kiwnął głową, a brunetka pokazała rudowłosą kobietę, która rozmawiała akurat z ich wspólnym ojcem.
- To Lindsey Davis, dzięki niej wydałam swoją książkę - zaczęła mówić.
- tak wiem. świetna muszę przyznać. To dziwne, ale dzięki niej mogłem być z wami choć ciałem, nie byłem.
- cieszę się, że tak odczułeś - uśmiechnęła się.
- Nick no... kompletny kretyn. Ale szczerze mówiąc nie sądziłem, że tak przeżył to wszystko
- dzięki - zaśmiała się - masz rację, widziałam to w nim jak opowiadał nie raz o tobie...
- dobra mów w co miałaś - przerwał jej z uśmiechem.
- Lindsey chce żebym napisała drugą część, tym razem o tobie jeśli nie chcesz to mów...
- o mnie?! ale przecież..
- całą twoją historię o młodości, początki z Melissą, miłość z panią Robertson, te uprowadzenie i powrót
- dziwne - mruknął.
- mam również inną propozycję
- to znaczy?
- słyszałam, ze również coś pisałeś kiedyś ?
- hmm w sumie, ale to nie tak zawodowo, a po za tym ty kończysz niedługo studia - odrzekł.
-studia nie są w tym potrzebne, choć zawsze na nie możesz pójść. Chciałam poprosić ciebie żebyś napisał to wraz ze mną?
- wspólnie ?
- tak. Będę mogła to wszystko zobaczyć dzięki tobie, to co przeżyłeś, zobaczę twoimi oczami. Ty najlepiej wiesz jak było. Oczywiście jak chcesz i nie naciskam
- naturalnie nic nie miałbym przeciwko, to po prostu zaskoczenie dla mnie
- tak wiem - kiwnęła głową rozumiejąc.
- myślę, że to by się udało - stwierdził
- więc się zgadzasz? - uśmiechnęła się szeroko.
- w sumie czemu by nie -wzruszył ramionami.
- dzięki ! - pisnęła klaskając rękoma i objęła swojego brata, na co w lekkim szoku, odwzajemnił ten gest.



60.
Mint Hill tętniło ponownie życiem. Ponownie był dobrym, dawnym Mint Hill. Ślub Jasona i Eleny odbył się w tutejszym kościele. Pięknie wyglądający wygłosili przepiękne przemowy. Nie zabrakło śmiechu, wzruszeń i łez szczęścia. Wesele przebiegło zgodnie z planem z czego Alex Harris była najbardziej dumna stojąc wraz z nowo narodzoną córeczką kołysząc w rytm pięknej piosenki. Przy, której para młoda miała pierwszy taniec. Na początku wystąpily kłótnie między panem Luisem, a ojcem dziewczyny. Brunetka nie potrafiła wybrać, który zaprowadzi do ołtarza ponieważ obu kochała i ceniła. Więc nie robiąc żadnemu przykrości poprosiła właśnie, żeby to Ethan ją wręczył w ręce mężczyzny, którego kochała. Zatańczyła z każdym po dwie piosenki.
Niedługo po tym wydarzeniu również odbył się piękny i elegancki ślub Elizabeth Sawyer oraz pana Blakea. Szczęście i spełnione marzenie powróciło również kobiecie, a ich córka nie mogła się nacieszyć tym widokiem.
Ethan i pani Julia Robertson mogli w końcu zamieszkać ze sobą, jednak ze ślubem chcieli jeszcze przeczekać by móc sobą się nacieszyć. Kobieta ponownie wróciła do miejskiego liceum, a Ethan rozpoczął studia w Charlotte.
Wydana przez niego i Elenę książka pod tytułem, , Powrót do domu cieszyło się również ogromną popularnością i zachwytem wśród czytelników. Nikt nikogo nie oceniał, tym bardziej, że również postanowili na anonimowość w książce. Dzięki ciężkiej i radosnej współpracy byli zadowoleni i dumni z siebie. Jason mógł otworzyć swoją działalność, i tak jak sobie obiecał niósł sprawiedliwość. Nie raz jego zona uważała, że był czasem zbyt surowy, ale i tak go kochała z całego serca i nie wtrącała się w jego zawód.
Jednak na każdego przychodzi pora, tak jak i na Luisa Sawyera gdy pierwsze dziecko Adamsow skończyło cztery latka. Dziadek Eleny dołączył w końcu do swojej zmarłej żony. Jego wnuczkę pocieszał fakt, że nie cierpiał podczas śmierci i mógł spokojnie odejść w spokoju. Wyobrażała sobie nie raz jak jej babcia i dziadek widzą się w końcu wśród w chmurach. Do dnia dzisiejszego odwiedzała go na cmentarzu.
- dziękuję ci za wszystko - wypowiedziała spokojnie wpatrując się w pomnik.
- na pewno jest dumny z ciebie - usłyszała za sobą ciepło mówiącego swojego męża, który objął ją czule od tyłu, kładąc przy tym swoje dłonie na jej zaokrąglonym brzuszku.
Jej matka została właścicielką Alouette, ale druga praca uniemożliwiała jej ciągły pobyt w Mint Hill, dlatego ze swojej córki zrobiła współwlaścicielke co zaskoczyło dziewczynę, jednak pomimo wszystko zgodziła się. Nadal z przyjaciółmi pracowała w barze, a gdy miała chwile czasu wykorzystując wenę pisała następne dzieła. Ethan również nie zrezygnował z tej pracy, Jason nie raz z chęcią im pomagał, a każdy czuł, że wszystko jest jak w najlepszym miejscu.
Elena nigdy nie zapomniała o jednej szczególnej osobie. Wierzyła, że słucha ją i obserwuje z góry.
*
- no więc miałaś rację - przyznała patrząc się w napis Josephie Hansard.
- już osiem lat po naszym ślubie - zaczęła - mam córke i syna - usmiechnęła się - myślę, że wiesz jak mają na imię. Zawsze mi będzie ciebie brakowało - westchnęła cały czas skubiąc kosmki trawy - ale wiem, że ciągle jesteś z nami - usmiechnęła się ponownie.

W grobie Ethana Blakea jak okazało się leżał tutejszy licealista, prawdopodobnie przypadkowy chłopak, a Melissa po prostu skorzystała z okazji. Elena rzadko odwiedzała grób bliźniaczki, a jeżeli odwiedzała, to tylko dlatego by położyć jej świeże róże. Chwilkę spojrzała w te miejsce z żalem i odchodziła.
Z mężem zamieszkała w domku jej dziadka. Delikatnie wyremontowali i odświeżyli i zawsze czuli się jak w domu. W końcu również poznała rodzinę Jasona. Z mamą i siostrami bardzo się zżyły i bardzo często rozmawiały wieczorami przez kamerkę internetową.
Mały Matty już wcale nie był taki mały. Bardzo często odwiedzał siostrę, a również i bardzo polubił się z Ethanem. Uprzedził mamę, a także Elenę, że po liceum też tu się sprowadzi co cieszyło każdego.
Wspomnienia wciąż powracały dziewczynie, szczególnie gdy siedziała na werandzie lub patrzyła na słynne drzewo po którym jej mąż zakradał się do jej pokoju, aktualnie ich sypialni. Uwielbiała siedzieć na werandzie czy po prostu stać na schodkach obserwując jak Jason biega z ich córką i synem. Z uśmiechem podziwiała ten widok.
- wszystko okey ? - podbiegł zdyszany do niej Jason.
- tak, lubię ten widok- odrzekła wpatrując się w niego.
- ja lubię gdy nas obserwujesz - podszedł bliżej, a w końcu pocałowali się czule.
- Josephie ! uważaj na brata ! - zawołała gdy siedzieli objęci na schodkach.
- dobrze mamo - usłyszała dziewczynki głos. Uwielbiała ten dźwięk, ogólnie uwielbiała głosy swoich dzieci, które dawały jej mnóstwo radości.
- chodźcie też - podbiegł do nich chłopczyk o blond włosach
- zastanawia mnie czemu Luis jest blondynem - mruknął Jason.
- czyżbyś miał coś do blondynów?? - zmarszczyła brwi groźnie na co rozchmurzył - jest blondynem bo chyba zapomniałeś, że ja tak na prawdę jestem blondynką - szepnęła mu na ucho gdy prowadzeni byli przez swoich dzieci na niewielki plac zabaw, który był zbudowany
- kocham cię w każdym kolorze, - wyznał, a brunetka zachichotała.
- a ja ciebie szefuńciu - odpowiedziała i zauważyła zdenerwowanie u mężczyzny.
- denerwujesz - burknął.
- będę cię denerwować do końca życia - cmoknęła go w policzek i odbiegła wraz synem na huśtawkę. Przetarł dłonią swoją twarz, a następnie ukazał się szczęśliwy, pogodny i łagodny uśmiech. Sam pobiegł do dziewczynki.
Widok był piękny i słodki. Rodzina śmiała się, turlała i biegała goniąc się. Chwile trosk, strachu i smutku już nie znali. Choć to co się wydarzyło, dwójka dorosłych wciąż będzie pamiętać. Jednak mieli wrażenie, że ich miłość już przetrwała wszystko i przetrwa wszystko.

KONIEC.

A więc doszliśmy do wielkiego finału, cieszę się i miło mi, że znalazła się część kogo zainteresowało to opowiadanie, to co zrobiłam. Dziękuje za miłe komentarze. Moja, ,praca dobiegła do końca. Może znów się spotkamy w innym opowiadaniu nic nie obiecuję i nie mówię, że nie. Jeśli będziecie cierpliwi to może i znów miło was zaskoczę. Życzę wam wszystkiego dobrego, trzymajcie się! :))
Oczywiście pozdrawiam!!! :))
Dodał/a: An Caroline w dniu 12-03-2018 - czytano 334 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (1)

Ktośdnia 2018-03-14 06:41:24.

Szkoda że już koniec :c

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill XXXVII"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)