Tajemnica Mint Hill XXXVI

Łzy Szczęścia...

75.
Do oczu napływały piekące łzy. Na jasnej pościeli, pozycji siedząco - leżącej z otwartymi oczami zobaczył ją.
- Elena... - wydusił ze łzami w oczach.
- Jason - usłyszał, a z jej oczu wyleciały łzy szczęścia.
- Elena - powtórzył jakby długo nie wypowiadał tego imienia. Nie mogąc uwierzyć, że ją słyszy. Podskoczył do łóżka. Natychmiast objął jej twarz dłońmi i otarł łzy. Przyjrzał się dłuższą chwilę nabierając pewności, że żyje, jest cała i przytomna, a następnie czule i długo pocałował.
- nie mogę uwierzyć - wyznał nie powstrzymując swoich łez.
- już dobrze... wróciłam... - powiedziała cicho.
Serce mu biło mocno, wtulał ją w siebie, kołysał co chwilę całując. Szczęścia nie umiał opisać, cały czas co chwilę mówił do niej jakby chciał upewnić się, że naprawdę ją słyszy.
Po chwili Elizabeth Sawyer, wraz z ojcem brunetki wparowali na sale nie ukrywając szoku i łez wzruszenia.
- Elena ! - zawołała rzucając się w jej stronę.
- mamo... zdusisz mnie - pisnęła. Podobnie została ściśnięta przez pana Blakea
- nie możemy uwierzyć - w końcu odlepił się od córki gładząc ją po twarzy.
- to uwierzcie i nie ściskajcie mnie tak - poprosiła z lekką chrypką.
- to ja powiadomię resztę - oznajmił Jason, na co dziewczyna skinęła głowa.
- nie patrzcie się na mnie tak jakbym umarła!- burknęła na swoich rodziców.
- przepraszam, ale to było straszne - wyznała matka trzymając wciąż za rękę, a dziewczyna westchnęła.
- jak się czujesz? pamiętasz wszystko? - spytał ojciec - lekarz ostrzegał nas o możliwej amnezji -wyjaśnił na koniec.
- coż... - zamyśliła się na chwilę - wracałam do domu... rozmawiałam z Jasonem...ktoś uderzył we mnie?
- tak... - odpowiedziała jej rodzicielka - najważniejsze, że w końcu się wybudziłaś - odezwała się Elizabeth.
- nie długo będą - wszedł z powrotem na salę Adams.

Elena po jakimś czasie kazała rodzicom iść do domu. Widać, że byli zmęczeni tym wszystkim i obiecała, że jak coś będzie potrzebować to zadzwoni. Leżała wraz z Jasonem nie mogąc się nacieszyć jego widokiem.
- tak bardzo się bałem -wyznał z drżącym głosem gładząc jej policzek - tak tęskniłem.
- wiem Jason. Również się bałam - odrzekła ze łzami w oczach - przepraszam, tak bardzo przepraszam za tamtą kłótnie
- cssiii - uciszył ją delikatnie - to ja przepraszam. Mogłem od razu ci powiedzieć...zresztą nie ważne ile razy będziemy się kłócić i tak będziemy wracać do siebie - uśmiechnął się na koniec na co i ona odwzajemniła ten gest poznając te słowa ze swojej książki.
- to Melissa prawda? uderzyła we mnie? - spytała unosząc wzrok delikatnie do góry.
- tak - odrzekł ze smutkiem.
- przeżyła?
- niestety...- popatrzył czule na nią.
- ooch... więc to koniec już? -upewniła się.
- definitywnie - potwierdził, a ona westchnęła lekko zamyślając się. Zastanawiała się nad swoją bliźniaczka jeśli ma w to wierzyć to gdzie jej dusza trafiła. Była toksyczna dla wielu ludzi, a zrobiła ją taką miłość. Miała nadzieję, że Melissa Blake odnalazła spokój, być może zajął się nią Eric Parish. Z jednej strony wciąż była jej siostrą dlatego współczuła, że wgłębi siebie cierpiała , a z drugiej strony przecież tak na prawdę jej nie znała i to tej strony jej nienawidziła
- musisz się wyspać, wyglądasz okropnie - stwierdziła wracając do rzeczywistości, a mężczyzna zaśmiał się.
- nie potrafiłem. Bez ciebie to nie to samo, żyć, funkcjonować to nie to samo - przemówił łapiąc jej bladszą od niego dłoń.
- musisz kogoś zobaczyć - powiedział podnosząc się.
-hm? - zaciekawiła się naśladując go wzrokiem. Na chwilę wyszedł i wrócił, a w drzwiach zobaczyła niespodziankę.
- E..Ethan? - upewniła się czy dobrze widzi - jednak umarłam?
Mężczyźni zaśmiali się krótko, a następnie pokręcili przecząco głową
- żyjesz?- ponownie odezwała się.
- dzięki tobie zdaje się - odrzekł z uśmiechem - gdybyś nie znalazła tego zdjęcia, reszta by mnie nie znalazła zapewne do dziś - wyjaśnił.
- ale jak to... to kto leży w... do kogo ja gadałam na cmentarzu ?!- pisnęła w szoku.
- gadasz z pomnikami ? - zdziwił się rozbawiony.
- ha ha...powinieneś być martwy
- cóż, nie ja przespałem tyle czasu - zadrwił.
- dobrze ciebie widzieć Ethan - w końcu wyznała łagodnie.
- ciebie również Eleno
- moja mała! - na sale wpadła blondynka ze swoim mężem.
- Alex, Liam - uśmiechnęła się radośnie.
- nareszcie - pisnęła Alex zachwycona, jesteś chudsza ode mnie ! - burknęła.
- to jak zawsze - mruknęła, a wszyscy zaśmiali się z zabawnej miny drugiej dziewczyny
- chyba wolałam ciebie jak spałaś - burknęła.
- jak dobrze was widzieć - stwierdziła Sawyer, w końcu mogła przywitać się także z Liamem - chodzisz - spojrzała na niego - bez żadnej pomocy - dodała.
- chyba wiesz kto mnie ogarnął - uśmiechnął się, a ta skinęła głową.
- chyba dużo się wydarzyło prawda? - spytała w końcu Elena, a Jason złapał ją za rękę przytakując głową. Po kolei opowiadali co się wydarzyło.
- pani Robertson wróciła? - pisnęła.
- pozdrawia cię - powiadomił ją Blake.
- już pierwszego dnia chcieli uprawiać sex na zapleczu - burknął Jason.
- co?! - zaśmiała się ze swojego chłopaka.
- bo Ethan pracuje z nami - wyjaśniła Alex.
- na prawdę?! to chyba świetnie.
- dobrze mi tam-przyznał Ethan.
- nie dziwię się - powiedziała rozumiejąc.

Alex i Liam w końcu musieli wracać do swojej córki. Jason musiał się porządnie wyspać więc późniejszym wieczorem przegrał wojnę z Elena o to żeby wracał, więc zabrał się z Ethanem.
Wszystko wracało do normy. Do tego jak powinno być. Mint Hill na nowo odżyło.
Z rana w końcu zobaczyła dziadka i swojego brata. Nagadali się po uszy i pośmiali. Nie umiała odczepić swoje rodzeństwo od siebie co ją z minuty na minutę denerwowało, ale też cieszyło.
Następnym gościem był Ethan, co ją troszkę zaskoczyło, ale było miło.
- jak się czujesz? - spytał
- co raz lepiej - odpowiedziała mu - a ty?
- chyba też...więc...ja i ty...
- wychodzi na to, że chyba tak
- i ty na to? - zaciekawił się.
- cóż to jak dogadywaliśmy się kiedyś to musiała być na to jakaś odpowiedź czyż nie? Pewnie, że na początku byłam zła, w szoku, ale potem...a ty? - dopytała się.
- całe życie byłem z Melissą... - posmutniał lekko - a teraz jesteś ty...druga siostra. Ciężko było mi się przyzwyczaić. Z dnia na dzień czułem, że od zawsze tu jesteś...Nie mogę uwierzyć w to że bawiliśmy się jak dobre rodzeństwo będąc nim
- ja też - wyznała.
- wyrosłaś...- mruknął.
- cóż ty też Ethan - odparła, po czym zaśmiali się.
- przykro mi z powodu Melissy - powiedziała.
- taaa...to dość skomplikowane co?...to też była twoja siostra...
- jednak nigdy nie odczułam, żeby nią była prawdę powiedziawszy
-rozumiem...słyszałem ile ci zła wyrządziła
- racja - westchnęła - ale w sumie i tak mi jej żal - dodała, a on skinął głową rozumiejąc.
- słyszałaś o swojej mamie i moim tacie?
-ooo jeszcze przed tobą - zaśmiała się.
- twoja mama jest raczej dobra. Polubiłem ją
- wyluzuj nie musisz...
- tak wiem usiłuje powiedzieć, że chyba stworzymy fajną rodzinę nie?
- ale mięczak się zrobiłeś - parsknęła na co i on zarechotał.
- daję ci fory na razie - puścił oczko, po czym ponownie roześmieli się.

***CDN***
I ZBLIŻAMY SIĘ DO WIELKIEGO FINAŁU. Tak WIĘC JUŻ WKRÓTCE OSTATNIA CZĘŚĆ ,,Tajemnicy MINT HILL , A TYMCZASEM MIŁEGO CZYTANIA. POZDRAWIAM :)
Dodał/a: An Caroline w dniu 11-03-2018 - czytano 205 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill XXXVI"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)