Tajemnica Mint Hill XXX

Rok Pozniej.

65.
Czasami nie którym wydawało się, że niebiesko- czerwone światła radiowozów oślepiały ich jeszcze wczoraj na wzgórzu tamtego pamiętnego dnia.
Widok był makabryczny dla każdego kto widział.
Część Mint Hill płakało, część się cieszyło, a inna część po prostu oddychała.
Wszyscy przyjaciele odetchnęli z ulga i płakali ze szczęścia. Rana Jasona została idealnie opatrzona, jednak rękę musiał mieć umieszczona na temblaku. Na co tylko denerwował się. W szpitalu nie brakowało rodzin i innych przyjaciół młodzieży, którzy ściskali ich z taka sama silą ile był w nich strach.
Liam Harris został przetransportowany helikopterem do pobliskiego szpitala. Gdzie udało się uratować, po przebudzeniu dostał kolejny pocisk od życia. Miesiąc później opuścił szpital na wózku inwalidzkim.
- przykro mi - usłyszał ostatnie słowa od swojego lekarza.
- a to wszystko przez jedna osobę - wydusił w szoku przytulany przez swoja żonę.
Dni miał raz gorsze, raz nieco lepsze. Rodzina i przyjaciele Bardzo go wspierali, choć wcale nie podnosiło to go na duchu i nie dawało wystarczającej motywacji. Przerażało go to, że nie będzie mógł zajmować się ze swoim dzieckiem tak jak marzył.
Melissa Blake po tym jak wydobrzała trafiła do zakładu psychiatrycznego. Lekarze i specjaliści uznali ja za chora psychicznie, a tego Elena Sawyer nie mogla pojąc. Była przekonana do dziś , że ona sama powinna dostać o wiele większa kare...

- w wiezieniu powinna zgnić! - warknęła gdy wraz z Jasonem i rodzina siedzieli w domu u niej.
- taka opinia lekarzy - wyjaśnił jej ojciec.
- wiem, że to twoja córka, ale dobrze wiesz, że jej miejsce jest gdzie indziej! -burknęła do Jamsa Blakea
- Eleno! -upomniała ją matka.
- co?! Przepraszam tato, ale ona zabiła twojego syna! Liam przez nią nie chodzi! chciała mnie zabić! -krzyknęła.
- masz racje, zasługuje na gorszy los mimo jest moja córką, ale to nie jest moja decyzja - odrzekł do niej ojciec przecierając oczy, na co dziewczyna wyszła trzaskając drzwiami na werandę oddychając.
- to ja pójdę do niej - oznajmił cicho Adams, na co kiwnął głową pan Luis.
- nie mogę uwierzyć - wydusiła Elena stojąc z założonymi rękoma na piersiach czując obecnosc chłopaka.
- tak wiem
- jak ona musiała dobrze na ściemniać by ją w szpitalu zamknąć? - spojrzała na niego.
- nie wiem, ale wiem, że to wszystko skończone - otarł kciukami jej policzki od lez, a następnie przytulił do siebie całując w głowę.
To co Jason doświadczył na wzgórzu było istnym koszmarem, które jeszcze nie raz pojawiał się gdy spal. Nie umiał odstąpić na krok swojej dziewczyny przez cały miesiąc, a ona bala się sama być. żeby wszystko wróciło do normy musiało upłynąć dziewięć miesięcy. Podczas gdy musieli skupić się rowniez na nauce. Tak jak postanowiła. Udało się zostać Elenie w Mint Hill, na zajęcia musiała dojeżdżać do Charlotte gdzie podroż trwała jej właściwie tylko godzinę, ale i tak nie przeszkadzało jej to. Ponieważ była z dziadkiem, z którym bardzo się zżyła. Słuchała na dobranoc jak Luis Sawyer opowiada dowcip i upewniała się czy wziął przepisane mu leki. Zaoszczędzili szczegółów dla młodego Mattiego, uznali ze nie powinien wszystkiego wiedzieć, choć kto wie może sam domyślił się wszystkiego, ponieważ rowniez często ich odwiedzał wraz z matka.
Miranda Blake nie umiała się pogodzić z losem córki. Po całej sprawie na długi czas wyjechała bez słowa. Wróciła z dokumentem twierdząc, że ona i pan James powinni się rozwieść. Dostrzegła że ich małżeństwo było tylko dla potrzeb dzieci. Dość zaskakującym elementem było potajemne i mile wspieranie starszego mężczyzny przez Elizabeth Sawyer, dzięki czemu ich uczucia na nowo odżyły, niestety rowniez pod tajemnica.
Jego córka współczuła mu. Był rozdarty. Miał dwie córki, z czego na jedna brakowało slow. Odwiedzał ją raz w tygodniu, a Elena wcale nie miała mu za złe. Jednak do dziś nie chciała o niej słyszeć. Przypomniała się jej scena z panem Harry. Gdy opowiadał o monecie mógł mieć na myśli tez ją i Melissę. Miłość i nienawiść, ale wciąż córka. Uśmiechnęła się smutno.
Wiosna w Mint Hill była piękna. Zdarzenie na wzgórzu poszło w nie pamięć dla wielu gdy na świat przyszła nowa istotka.
- jest podobna do ciebie Liam - stwierdziła Elena trzymając maleństwo Harrisów.
- każdy to mówi - mruknęła obrażona Alex.
Liam z wielkim oporem poszedł na rehabilitacje. Dochodziło do sporych awantur pomiędzy nim a Alex. Tracił panowanie nad emocjami, oraz czasami zatapiał smutki w alkoholu, a potem dzwonił do Jasona. Przyjaciele małżeństwa zgodzili się ze czasami i oni pójdą z nim na ćwiczenia. Elena nie ukrywała, że czasami ja wkurzał ze swoim nastawieniem. Powinien robić wszystko by znów mógł chodzić. Pewnego dnia gdy Alex była u lekarza po okresie połogu, wzięła mala Claire i poszła na zajęcia z przyjacielem.
- te ćwiczenia są bez sensu- mruknal Liam siedząc na specjalnej ławce do ćwiczeń.
- bo ich nie robisz - odburknęła mu.
- ty tez byś nie robiła!
- Liam...pora wziąć się za siebie - powiedziała stanowczo kołysząc jego córkę.
- łatwo ci mówić, ty chodzisz! - krzyknął na na nią, a ona zaniemówiła.
- wiem ze to moja wina - podeszła bliżej - Melissa zraniła was wszystkich przeze mnie. żałuję, że to ja nie jestem na wózku - Jedna rękę położyła mu na ramieniu.
- taa... - wiedział, że sprawił jej przykrość, jednak to wszystko go tak dręczyło.
- będziesz chodził Liam -zapewniła.
- kiedy?! Kiedy?!
- ponieważ gdy się złościsz latają ci rowniez nogi - uśmiechnęła się
- co?!
- pora wstać Liam - powiedziała.
- nie dam rady Elena !
- wiec wraz z Claire zmotywujemy
- ciekawe jak? - przetarł swoja twarz przemęczony. Elena odeszła od niego na pewien dystans. Wiedziała, że po za nimi nikogo tu nie ma. Małego dzidziusia położyła na podłodze owiniętego dokładnie w kocyku.
- co ty robisz?!
- motywuje - wzruszyła ramionami.
- Elena podnieś ją ! - rozkazał, gdy usłyszał cichutki płacz.
- Liam masz wybór wózek, albo Claire -powiedziała spoglądając na wózek który stal pod oknem - taka sama odległość - dopowiedziała, a sama wyszła z sali.
- Elena!- krzyknął nierozumiejący - co ty wyrabiasz?!
Płacz dziecka się nasilał, a twarzyczka robiła się co raz bardziej czerwona od łkania. Nie lubił gdy jego córka płakała, a nie znosił, że sam po prostu nie mógł do niej wstać i pocieszyć. Claire miała już prawie trzy miesiące, a on nie mógł z nią po prostu pochodzić trzymając ją.
- Elena!! - krzyknął, jednak ona nie wracała. Płacz dziecka bywa nieznośny i taki był, jednak serce mu się krajało, że jego dziecko po prostu potrzebuje bezpieczeństwa. Widząc, że długo nie wraca. Próbował poruszyć nogami jednak nie dal rady. Zamknął oczy wziął oddech i silnie rękoma poparł się o siedzenie. Czul się jak dziecko ucząc się na nowo chodzić. Podnosił swoje ciało za pomocą wszystkiego co miał pod ręką. Wstał. Nie mógł uwierzyć, że stal. Trzymał się silnie metalowego stojaka. Po chwili sunął prawa noga, albo mu się wydawało. Szloch dziecka wcale nie ustawał, a on był w szoku i jeszcze nigdy tak nie zdeterminowany. Patrzył na swoja mala córeczkę i pokonywał następny ogromny wysiłek. Elena cały czas stojąc tuz za drzwiami postanowiła już wrócić. Uśmiechnęła się szeroko na sam widok i nie mogła uwierzyć, że miała racje. Robiąc jeszcze jeden krok,a raczej posuniecie, noga mu się powinęła i wywracając slup, jednocześnie tracąc równowagę sam się wywrócił z niewielkim hukiem.
- Liam chodziłeś! - zawołała brunetka od razu podbiegając najpierw chwytając dziecko, a następnie do niego klękając.
- Elena... jaa...
- tak - skinęła głową dumna, a następnie przytuliła. Rozpłakał się jak smarkacz, ale potrzebował tego. Cud się stal był przekonany i on i każdy nawet lekarz. Z dnia na dzień co raz więcej pokonywał kroków, a jego zona wprost nie wierzyła, a jednocześnie była dumna.

Tego dnia Elena i Jason wybrali się na spacer. Szli zakwitniętym parkiem, a z jednych kawiarenek słyszeli w tle piosenkę Gromee feat. Lukas Meijer - Without You. Piosenka idealnie pasowała im tego dnia. Jakby nadawała nowy początek. Uśmiechali się do siebie jakby to były znów początki. Objęci szli rozmawiając.
- twój tato rozmawiał z tobą?
- hm o czym?
- o przeprowadzce
-a tak... musiałam odmówić
- zrezygnowałaś z takiej okazji ? - spytał.
- tak Jason. Wiem, że mieszkasz tez tam - zaśmiała się - ale chce zostać z dziadkiem, a po za tym w końcu i tak zamieszkamy razem
- co?
- no gdy mi się oświadczysz - wzruszyła ramionami cwaniacko, a on roześmiał się i przygarnął ją do siebie.
Planował już to od dawna, jednak czekał na idealny moment. Mimo ich związek trwał nie tyle co ich przyjaciół. To już czuli, że chcą być ze sobą na zawsze i choć nie był typem romantyka to chciał to zrobić jak należy i jak kazała mama. Na sama myśl przewrócił oczyma.
W krotce rodzice mieli go odwiedzić wraz z jedna z sióstr, na co Elena stresowała się. Uważała go za farciarza bo on znal jej w sumie cala rodzinę.
Wpatrywała się w niego gdy byli już płotkiem przy jej domu.
- co tak patrzysz? - zapytał.
- bo mi się przypomniało - odrzekła.
- co ?
- wszystko -uśmiechnęła się, a on zrozumiał i sam zobaczył nie które wspólne sceny. Po czym złączyli się długim i namiętnym pocałunkiem.

66.
Bar Alouette tętnił życiem. Pracownicy byli radosnym i zgranym zespołem. Elena nie mogla uwierzyć, że tak szybko chciała stad wyjechać na początku. Teraz nie widzi świata po za tym miastem, oraz tym chłopakiem. Zerkała na Adamsa gdy nalewał piwo do kuflów. Liam jeszcze nie powrócił do pracy, ale każdy się cieszył, że zaczął już chodzić o kulach. Czasem brakowało tu jednej osoby dla każdego. Eric Parish miał zazwyczaj przychodzić na kawę popołudniowa ze względu na Elenę na co od razu się skrzywiła na same wspomnienie. Dziewczyna zastanawiała się czy by nie popełnił tyle błędów gdyby nie Melissa. Westchnęła i dostrzegła jak wchodzi James Blake na co uśmiechnęła się od razu.
- cześć coś podać? - spytała.
- tak odwiedzam. Wracam od Melissy - odrzekł zmarnowany.
- i jak? - odważyła się spytać.
- raczej bez zmian. Nie odzywa się do mnie. Do lekarzy tez. Podobno raz w tygodniu wykonuje telefon
- telefon ?-zdziwiła się.
- nie wiem, może kolega, może ojciec Parisha.
- Erica? - skrzywiła się.
- nie wiem Eleno - przetarł oczy - dasz kawę na wynos, będę jechał uporządkować apartament Melissy. Znalazłem kupca
- sprzedajesz?
- tak. Czas najwyższy - uśmiechnął się smutno.
- może ci pomogę? - spytała.
- jesteś w pracy. Nie rób kłopotu - pokręcił głową, gdy dostawał gorący napój.
- tato... mogę się wyrwać. Myślę, ze to nie będzie problem
- no ok, to czekam w samochodzie - oznajmił i po chwili wyszedł.
- Jason na chwile wyjdę - zwróciła się dziewczyna gdy znalazła chłopaka - pójdę dla taty pomoc
- no dobra. Na wieczór wróć pewnie będzie tłok
- ok - zaśmiała się po chwili.
- co ?
- kiedyś w życiu byś mnie nie puścił tako podczas pracy - rozbawiona powiedziała, na co uśmiechnął się rowniez radośnie.
- kiedyś nie lubiłem cie - powiedział pochylając się nad nią.
- ludzie patrzą - szepnęła gdy była blisko.
- mam to gdzieś - mruknal.
- ahh... - westchnęła i szybko wspięła się na palce i cmoknęła w policzek - pa szefuniu ! - zawołała odchodząc, a brunet pokręcił głową nie tracąc uśmiechu.

Dojechali na miejsce. Pamiętała ten apartament. Tu wszystko się zaczęło. Jakby wciąż słyszała głośna muzykę i śmiech Melissy. Rozejrzała się dookoła. Spora część kartonów już stała zapakowana w przedpokoju. Niektóre rzeczy były jeszcze porozrzucane.
- to może ty już trochę poznoś, a ja dopakuje? - zaproponowała Sawyer.
- dobry pomysł - kiwnął głową. Choć nie pokazywał tego po sobie pan James to Elena wiedziała, że wciąż czuje zal. Nie próbowała zastąpić mu córki czy syna, ale próbowała go wspierać. Przystąpiła do pakowania. Znalazła jakieś zeszyt i notatki. Nie ukrywała swojej ciekawości wiec zaglądała to co zainteresowało. Powrzucała szkatułki, kosmetyczki. Zwinęła koc który leżał na kanapie. A następnie dostrzegła album i stos zdjęć. Przeglądała niektóre, na jednych była Melissa, sama, Ethan. Młodsi nieco starsi, razem, z rodzicami. Nawet z Jasonem. Gdy wkładała do dużego kartonu jedno wyślizgnęło się. Dostrzegła zdjęcie gdzie Melissa była wraz z Ethanem. Zdjęcie jakby robione wczoraj. Ethan spal, a radosna blondynka uśmiechała się w obiektyw. Przyglądała się choć nie wiedziała czemu. Schowała do kieszeni, a po chwili wrócił jej ojciec.
- i jak ?
- w porządku. Jeszcze trochę - uśmiechnęła się.
Robota szla im sprawnie. Po jakimś czasie wszystko zostało zapakowane do auta.
- mam do ciebie pytanie - odezwał się mężczyzna
- hm?
- czy... gdyby była taka sytuacja jakbyś zareagowała gdybym...spotykał się z twoja mama?- spojrzał na nią przez chwile, a ją zaskoczyło to pytanie.
- cóż...raczej nie miałam nic przeciwko, zależy co ona na to
- jakby była na tak?
- nie pytasz się od tak prawda?- rozszerzyła oczy i uśmiechnęła się szeroko.
- z ciekawości - oburzył się.
- spotykacie się?! czemu nic nie mówiliście?!
- cóż nie wiedzieliśmy jak zareagujesz, a po za tym twój dziadek, Matty
- Matty?
- jak będzie trzeba uznam go za swojego syna. Nie widzę problemu
- jak ty tato dorosłeś - przyznała śmiejąc się
- dzięki !- mruknal, czochrając jedna ręką jal po włosach.


Dzisiaj spędzała noc u Jasona, a jednocześnie u swojego ojca. Czasami po prostu potrzebowali prywatności. Tym bardziej wiedzieli, że pana Blake nie ma, a u dziadka choć nie musiał zakradać się przez okno do niej rożnie mieli z tym.
- wiesz ze moja mama i mój tato znów? - spytała. gdy całowali się namiętnie na jego łóżku.
- wiem - odparł, całując ją zachłannie.
- wiesz?! - pisnęła odsuwając się i poprawiając sweter.
- wiem bo nie raz ich tu słyszałem. Serio będziemy teraz o tym rozmawiać? - spytał chcąc znów ją pocałować.
- czemu nic nie powiedziałeś? - zmarszczyła swoje brwi.
- bo obiecałem. Twój tato o to poprosił
- aha.... co słyszałeś?
- Elena... nie podsłuchiwałem - zaśmiał się.
- mhm... -patrzyła przenikliwie na niego.
- Elena to twoja mama i tato nie mógłbym - skrzywił się.
- dobra dobra - uśmiechnęła się wesoło i przywarła do jego ust. Opadli na łózko, a zaraz rozległ się trzask drzwi.
- słyszałeś? - podniosła głowę.
- co? nie.. - odgarnął włosy jej za ucho.
- a teraz? - zapytała gdy znów usłyszeli łomot, a następnie chichot. Cichy jęk Jasona i burkniecie Eleny zabrzmiał w pokoju. Przekręciła się na obok patrząc się w sufit.
- super...
- nom
- chyba jednak wolałabym żeby oni jednak nie...- a cichy śmiech chłopaka przerwał jej zdanie, na co popatrzyła się na niego - uwielbiam jak się śmiejesz - wyznała.
- to twoja zasługa - złapał ją za rękę.
- po cichu ? - zaproponowała, a po tym jak oczy mu zabłysły od razu rzucił się na nią.


Gdy nastal ranek Elena przeciągnęła się na łóżko, a po chwili została przeciągnięta do męskiego ciała. Uśmiechnęła się.
- lubię to - mruknęła.
- ja tez
- nawet gdy spisz tylko kilka godzin? - spojrzała na niego.
- kilka godzin snu z tobą, daje mi więcej, niż osiem godzin przewracania się w pościeli, gdy ciebie ze mną nie ma - powiedział. Rozczuliły jął te słowa i przytuliła się bardziej do niego.
- to co kawa? - spytał.
- poproszę- skinęła głową. Zakładając krótkie materiałowe spodenki i gdy był gotowy wyszedł z pokoju. Zawstydzona lekko wstała szukając jakiegokolwiek ubrania. Padło na jego koszulkę, która sięgała do polowy ud. Po ogarnięciu włosów rowniez zeszła na dol do kuchni.
- lepiej ci w niej niż mi - mruknal stojąc za lada.
- tobie bez - odrzekła podziwiając jego odkryty tulów, na co uśmiechnął się. Nie raz widziała już ten tatuaż a nigdy nie mogla się napatrzeć. Gdy mieli ponownie złączyć swoje usta, oderwali się migiem gdy usłyszeli schodzące glosy. Elena zerwała się i skryła za brunetem.
- o Jason - usłyszała zza pleców głos swojego ojca.
- przepraszam Jason nie wiedzieliśmy, że jesteś - rozległ się głos Elizabeth Sawyer, która próbowała schować swoje nagie nogi, ponieważ miała pasiasta koszule, która była dwa razy większa.
- cześć mamo - odezwała się Elena wyglądając zza Jasona. Jason po cichu chichotał, a następnie dostał w ramie na co spoważniał.
- Elena?! - pisnęła blond włosa kobieta - co tu robisz? - speszenie i zmieszanie było słychać w glosie.
- raczej to ja powinnam się pytać o to. Odziałabyś się! - burknęła.
- ty tez! - parsknęła. Mężczyźni śmiali się, choć pan James próbował być poważny jak mógł. W końcu przyłapał swoja córkę. Po tym żenującym i dość zabawnym momencie gdy się ubrali mogli zasiąść do śniadania. Mama dziewczyny wciąż miała rumieńce na twarzy, a córka jej nie poznawała. W końcu wysłuchała wyjaśnień i dowiedziała się wkrótce, że powiedzą rowniez dla jej brata.

Gdy weszła do pokoju Adamsa po rzeczy dostrzegła. Koperty na biurku, których wcześniej nie widziała. Adres był podejrzany, ale tez znany. Otworzyła jeden i rozpoczęła czytanie.
,, Jason, nie odwiedzasz mnie. Czemu?. Wiem, że skrzywdziłam wiele osób, ale to jak przychodziłeś pomagało mi. Tak mi wstyd, to mało powiedziane. Wszystko mi boli Jason. Nie proszę o wybaczenie, ale choć raz na jakiś czas o zobaczenie cie. Zastępowałeś mi brata. Proszę. Melissa.
- co ?! - pisnęła. Odłożyła szybko kopertę pod spod i wyszła z pokoju. Nie widząc w zasięgu bruneta wybiegła z domu.
Gdy wszyscy powracali do normalności, Mint Hill mogło odetchnąć Melissa Blake knuła kolejny swój plan. Nikt nic nie przeczuwając, znów powoli mieszała się w czyjś świat.

***CDN***
Dodał/a: An Caroline w dniu 11-02-2018 - czytano 203 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill XXX"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)