Tajemnica Mint Hill XXVIII

Cisza Przed Burza.

Jednak oboje zasnęli, ale nie trwało to długo. Słońce było już wysoko, a Elena nie mogła uwierzyć co widzi.
- dziadku ! - zawołała rzucając się w jego stronę, na co resztę jej towarzyszy wybudziło ze snu.
- Eleno nic ci nie jest?... - powiedział czule wcale nie tak słabym głosem.
- mi nic?! to tobie na szczęście nic - przytuliła się do dziadka, a on ja otoczył ramieniem, ponieważ z drugiej strony wtulał się w niego drugi wnuk.
- dziękuję Jasonie, że nimi się zająłeś - wyciągnął rękę ku młodemu mężczyźnie.
- nie miałem żadnych wahań co do tego. Ciesze się, że panu nic nie jest - uśmiechnął się Adams - pójdę zawołam lekarza, pewnie musi pana zbadać - oznajmił i po chwili wyszedł, a po chwili wbiegła dwójka rozweselonych przyjaciół krzycząc:
- pan Luis!

Gdy pana Sawyera zabrano na przeróżne badania, oni postanowili pójść na śniadanie do bufetu. Nie ważne jak ono wyglądało, ale w końcu mogli coś przełknąć.
- jest! - zawołała brunetka, a wszystkich wzrok poleciał za nią do jednego z kiosku. Wróciła z jednym egzemplarzem jakiejś gazety. Chłopacy totalnie jej nie znali. Alex kojarzyła, w sumie to nie istotne.
- czemu jesteś na gazecie Elena? - zapytał zaskoczony Matty, a ona uśmiechnęła się cwaniacko.
- skąd wiesze, że to ja? - wszyscy nie ukrywali zaskoczenia. Artykuł Eleny znalazł się na pierwszej stronie. Dała dla przyjaciół by mogli na spokojnie przeczytać. Tytuł nosił ,,Historia Mint Hill a pierwsze słowa wyłączały od rzeczywistości ,,gdy tu przyjechałam nie sadziłam co mnie tu spotka...
- no na pewno masz talent - mruknęła Alex.
- teraz będziesz na jeszcze gorszym celowniku - dopowiedział Liam.
- od samego początku byłam - wzruszyła ramionami brunetka - ale... mamy czekać aż i nas zabije? skoro nie mamy tu pomocy może ktoś to przeczyta i pomoże...
- pan James nie będzie zadowolony - wtrącił się Jason.
- w końcu musi poznać prawdę - ponownie wzruszyła ramionami.
- wiec...akcja dopiero zaczyna się - stwierdził Liam drapiąc się po głowie.

62.
Kilka dni później śmiech i radość do całej czwórki powróciła. Gdy pan Luis mógł w końcu opuścić szpital Elena kazała dla dziadka zamykać się na dwa zamki i bardzo często sprawdzała jak się czuje.
- muszę ci coś powiedzieć - podeszła do niej Alex gdy ta kończyła polerować szkło.
-hm ? - popatrzyła na koleżankę Elena.
- jestem brzemienna - pisnęła.
- co ?!- pisnęła.
- jestem w ciąży ! nie wiesz co to znaczy?! czy to takie dziwne, ze jestem w ciąży?!
- nie..to znaczy nie spodziewałam się takiego słownictwa od ciebie... Rany..serio?
- a co tu nie serio - burknęła.
- gratuluje! - zawołała przytulając koleżankę w końcu i obie roześmiały się.
Ślad po Melissie zanikł, jednak każdy wyczuwał, że to cisza przed burza. Czwórka w komplecie mogla powrócić do pracy i wykonywała swoje czynności. Nie raz uważano, że Elena to ta dziewczyna z gazety kto ją przeczytał, jednak zapewniała, że to jej siostra. Nie bała się plotek, ani nie denerwowały ją. Chciała jedynie by każdy poznał tajemnice.
Któregoś dnia bez żadnego zastanowienia podczas wolnego popołudnia wymsknęła się z domu i ponownie wylądowała prosto pod domem Jasona, a jednocześnie jej ojca. Wiedziała, że jeszcze nie wrócił z ważnej delegacji. Wcale nie zdziwiła się na widok otwartego okna. Sprytnie wskoczyła do środka.
- cholera! - usłyszała z ust chłopaka, który przestraszył się na co roześmiała się.
- no chyba nie - odrzekła.
- wiesz dobrze, że nie powinnaś sama chodzić - mruknal podchodząc do niej.
- tak pewnie, do toalety tez ze mną będziesz chodzić? - burknęła odwracając się tyłem.
- jeśli będę musiał - zarechotał głośno.
- robicie ze mnie male dziecko. Umiem o siebie zadbać
- nikt nie robi z ciebie dziecka. Każdy chce żebyś była bezpieczna - objął jej talie dłońmi. Suwając w gore i dol. Tymczasem ona odczuwała przyjemne motylki w brzuchu.
- umiałbyś teraz nas odróżnić? - spytała się przegryzając dolna wargę - skąd teraz wiesz, że ja to ja, a nie Melissa ? - dodała.
- sadze, że tak - topił swój nos w jej geste włosy.
- jak?
- po prostu umiem już was od różnic. Może jesteście podobne, ona umie zachowywać się tak jak ty, ale ona nie pachnie jak ty - obsypywał w tym czasie jej naga szyje pocałunkami, na co jej ciało zadrżało od emocji i przyjemności, a oddech przyspieszył - ona nie śmieje się jak ty, a nawet nie ma takiej skóry jak ty. Od ciebie odbija się radosny blask w twoich oczach u niej nie - powiedział to jeżdżąc dłońmi po jej ramionach, na co ona się odwróciła marszcząc brwi.
- zdałem egzamin? - zapytał się,
- zdecydowanie - skinęła głową. Wskakując na niego od razu pochłaniając jego usta. Ich usta scalały się jak puzzle. Podtrzymując ją wolnym krokiem zaniósł na łóżko gdzie bezwładnie opadli zatapiając się w rozkoszy.
*
Spoceni i rozleniwieni leżeli w swoich objęciach. W końcu ona przewróciła ich tak, że wylądowała na nim podziwiając go.
- zabiłbym gdyby ktoś ci coś zrobił. Nawet jeśli to Melissa - rzekł.
- do tego nie dojdzie - zapewniła z uśmiechem, a on czule odgarnął kosmyki włosów za ucho.

Następnego dnia miała na po południe. Korzystając z chwili piła kawę u siebie w kuchni.
- o Melissie cicho ? - z zamyśleń wyrwał ją jej dziadek, a ona na odpowiedz kiwnęła głową.
- może cie odwiozę ?
- nie trzeba dziadku
- to co zrobiłaś....
- wiem dziadku ale...ogólnie chciałam z tobą porozmawiać... - przerwał jej dźwięk telefonu - przepraszam... - wstała i odeszła na chwile.
- halo ?
- a skąd pan ma mój numer?
- aha...z wszystkimi ? - zdziwiła się.
- gdzie? o której?
- no dobrze - zgodziła się, a dziadek patrzył na nią podejrzanie.
- dzwonił jakiś pan Chambers. Jest detektywem czy kimś... Chce z nami wszystkimi się widzieć - wyjaśniła.
- ale wszystkimi?
- kto miał styczność z Melissa
*
Po zadzwonieniu do wszystkich byli pod znajoma kafejka dla wszystkich stad.
- pan Chambers? - spytał Liam Harris.
- witam wszystkich - uśmiechnął się łagodnie - ty jesteś pewnie Elena ? - zauważył od razu dziewczynę, na co skinęła głową. Nastąpiła niezręczna cisza, jednak nie na długo.
- jestem tu dzięki tobie i powiem krotko przyjechałem tu by wam pomoc - wyjaśnił - jestem mniej więcej od Lindsey - spojrzał na brunetkę - przeczytała twój artykuł i od razu zadzwoniła do mnie, że mogę mieć bardzo dobra sprawę, a jednocześnie mam cie chronić.
- jak pan chce to zrobić? - przerwał mu Jason.
- ty pewnie jesteś Jason ?
- otóż złapię ją. Jednak najpierw potrzebuje parę szczegółów
- to tylko strata czasu - mruknęła Elena. Wszyscy spojrzeli na nią, a ona westchnęła na prawdę tego nie lubiła - nie zdziwiłabym się jakby Melissa właśnie teraz nas obserwowała. Jednego dnia zapewne jest blisko, a drugiego daleko. Umie się ukrywać, podszywać pode mnie. W gazecie bardzo dużo podałam najpierw zabiła Ethana, potem Sarę, nasza przyjaciółkę Jo. Teraz próbowała mojego dziadka,a dlatego... bo nie wiem - zaśmiała się lekko - aaa! zapomniałabym ile to razy mnie mogłaby już się pozbyć! wiec jeśli pan chce pomoc bo my nie możemy na nasza policje liczyć bo mój eks nawiązał widocznie pakt z moja siostra, to niech pan daruje szczegóły, pytania i jął znajdzie i zamknie - wypuściła powietrze z ust na koniec.
- dziękuję Eleno - kiwnął głową starszy mężczyzna - zapewniam cie, że tak się stanie, a teraz prosiłbym abyście uważali na siebie i jesteśmy cały czas w kontakcie

*
Nie wiedziała czemu to zdenerwował ja ten cały Michael Chambers. Przyjechał od tak i wbił się w ta cala sprawę. Potrzebowali takiej osoby, ale nie ufała mu do końca nawet jeśli był znajomym od Lindsey. Siedziała na zapleczu w pracy. Na sali było może troje ludzi którzy przyszli na popołudniową kawę. Wiec bardzo potrzebna tam nie była.
- wszystko ok ? - usłyszała głos i wyłoniła swój wzrok zza laptopa.
- tak - zapewniła.
- kiedy to skończysz? - spytał Jason.
- już nie długo finał - uśmiechnęła się - Jo chciała być pierwsza, która przeczyta to - posmutniała.
- o tym myślałaś?
- nie... o tym policjancie
- Chambersie? wydaje się na konkretnego
- jakoś mu nie ufam - wzruszyła ramionami.
- a komuś ufasz?- szturchnął ramieniem, na co się zaśmiała.
- owszem - wystawiła języka, a on czule ją objął ramieniem.
- mam propozycje
- hmmm jaka? - zdziwiła się.
- zabieram cie na randkę. Jutro - oznajmił, na co roześmiała się ponownie.
- dawno nie byliśmy - kiwnęła głową.
- a w ogóle byliśmy? - zmarszczył brwi.
- a byliśmy?- powtórzyła jego pytanie zbliżając swoja twarz do niego.
- hmm...zdecydowanie tak - odrzekł uśmiechając się na samo wspomnienie tamtego pamiętnego wieczoru z Liamem i Alex.
- dobra odpowiedz - skinęła głową radosna w końcu czując jego usta na swoich wargach.


63.
Dzień był słoneczny i ciepły. Mając wolne miała czas by się ogarnąć przed prawdziwa randka. Prawdę mówiąc była tak samo podekscytowana jak za pierwszym razem gdy byli towarzyszami dla Alex i Liama.
- wiec o czym wczoraj chciałaś rozmawiać? - usłyszała gdy będąc już gotowa przyglądała się w lustrze.
- aaaa.... usiądziemy? - zaproponować, na to jej dziadek zaprosił ją na kanapę, a sam usiadł w fotelu - no bo widzisz te wszystkie wydarzenia i pobyt tu...
- pewnie chcesz wrócić do Nowego Yorku? i szybciej? może to dobry pomysł. Twoja matka non stop wydzwania z pytaniami...
- nie dziadku. Poczekaj - poprosiła - właśnie miałam zapytać co o tym sadzisz żebym została tu z tobą na dłużej ? - odważyła się spytać. Luis Sawyer nie mógł uwierzyć w to co słyszy.
- jesteś pewna? a studia?
- prawdę mówiąc to bym chciała zostać nie wiem na stale? - wyjaśniła czując ulgę - studia postaram się tu przenieść - wyjaśniła - w sumie już jestem w trakcie - zrzuciła wzrok w dywan.
- jeslii chcesz tu zostać. Będę bardzo szczęśliwy, ale krew mnie zalewa, że ktoś na ciebie poluje - burknął na koniec.
- będzie dobrze - zapewniła przytulając swojego dziadka.

*
Korzystając z tego, że miała jeszcze sporo czasu postanowiła przejechać się na cmentarz. Od ostatnich dni nie miała czasu by tam zajść. Daleko nie miała tym bardziej autem. Stanęła na przeciwko tabliczki. Wciąż czuła żal gdy czytała napis Josephie Hansard. Położyła czerwona róże, którą zerwała z ogródka dziadka.
- cholernie mi cie brakuje... - westchnęła, a potem pokręciła głową. Przeszła na drugi grób trzy alejki dalej gdzie położyła kolejna róże.
- coś czuje, że z tobą lepiej by mi się dogadywało - burknęła.
- on sądzi pewnie to samo - usłyszała za sobą. Po chwili odwróciła się i uśmiechnęła.
- cześć tato - przywitała się choć nie wiedziała czy prawidłowo. Błysk w oku mężczyzny rozjaśnił się i pod wpływem emocji od razu przygarnął ją do siebie.
- wszystko ok? zdusisz mnie - mruknęła.
- po prostu wiem wszystko. Twój dziadek i mama mi wszystko opowiedzieli. Nie rozumiem czemu ty to ukrywałaś ?!
- a byś mi uwierzył? - zapytała spoglądając się na niego.
- nie mogę w to uwierzyć nadal - mruknal, znów ją przytulając. W końcu mogłam poczuć jak ojciec ją przytula przepełniony miłością i tez zapach wody kolońskiej. Szli wolnym spacerem do samochodów w niezręcznej ciszy.
- miałem dwójkę dzieci... jedno nie żyje, a drugie... atakuje swoja siostrę - przetarł swoje oczy rozżalony.
- wciąż masz jeszcze jedno - jakby chciała pocieszyć.
- które powinienem chronić od samego początku. Po prostu nie wiem gdzie popełniłem błąd co do Melissy. Wydawała się szczęśliwa, miała wszystko...
- nie bądź zbyt surowy dla siebie - położyła rękę mu na ramieniu gdy byli przy jej samochodzie.
- to nie takie proste.
- mi to mówisz - westchnęła.
- mówiłaś, że umówiona jesteś? powinnaś raczej w domu siedzieć...
- tak zamknięta na cztery spusty... nie wydaje mi się - odrzekła.

Po paru minutach odjechała. Czuła smutek wobec ojca. W końcu to była druga córka... czasem miała wrażenie, że jest w jakimś koszmarze, ale w nim raczej nie byłoby Jasona - uśmiechnęła się na samo imię.
Była podekscytowana, że zaraz się spotkają. Nie była jakoś elegancko wystrojona. Białe rurki i błękitna bluzka w tylu hiszpanki jej zupełnie jej wystarczyła. Pozostawiła włosy jakie miała w zwyczaju czyli proste. Jednak skrzywiła się na widok czarnych chmur. Gdy dostrzegła, że na wyświetlaczu w jej telefonu dzwoni Jason. Odebrała pozostawiając na głośno mówiącym.
- no co tam? - odezwała się uśmiechnięta.
- witaj Eleno - rozległ się damski głos. Zabrzmiało dla niej jak echo. Tętno pulsowało, potrzebowała się zatrzymać wiec zjechała na pobocze. Próbując oddychać.
- Melissa.. -wykrztusiła.

***CDN***
Dodał/a: An Caroline w dniu 6-02-2018 - czytano 140 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill XXVIII"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)