Tajemnica Mint Hill XXVI

Poswiecenie.

57.
Od rana padał chłodny deszcz, a dzisiejszego dnia było o wiele chłodniej od poprzednich. Chłopacy wypuścili swoje dziewczyny z auta tak jak umówili się, a one mały kawałeczek musiały podejść.
- będzie dobrze chyba co nie?- powiedziała zestresowana blondyneczka.
- aa co mogłoby być teraz źle? idziemy tylko pogadać - zapewnia koleżanka.
- a jeśli Eric będzie w środku ?
- ehh cóż... musimy liczyć, że nie będzie... i nie podkręcaj mnie ! - uniosła lekko głos. Obie wpadły w krótki śmiech.
Znalazły dom. Po chwili zapukały drzwi, a w nich ukazał się starszy mężczyzna, lekko zsiwiały. Starsza podobizna do obecnego młodego szeryfa.
- pan Parish?
- tak, a wy tooo...?
- jestem Elena...Elena Sawyer - oznajmiła.
- ochh... Elena?! ta Elena ? - objął serdecznie dziewczynę - wiele o tobie słyszałem, ale nie moglem się doczekać aż poznam osobiście. Znam jedynie twojego dziadka.
- miło mi - uśmiechnęła się lekko - to moja przyjaciółka Alex - poinformowała. Do niej wyciągnął rękę uprzejmie i skinął głową.
- w czym mogę pomoc wam ? - trochę jakby przejrzał je, spojrzał znowu na brunetkę - Eric mówił, że jesteś piękna, ale aż tak to nie...
- dziękuję - przerwała mu - myślałyśmy, że możemy chwile porozmawiać, bardzo to ważne - poprosiła.
- nie widzę żadnego problemu - zaśmiał się i zaprosił obie do środka - herbaty? kawy? - zaproponował będąc już w salonie?
- o herbaty! - zawołała Alex.
- dziękujemy, nie długo i tak będziemy iść - powstrzymała z lekkim naciskiem przyjaciółkę.
- no tak...dziękujemy - spuściła wzrok Alex Harris.
- wiec w czym mogę pomoc? - powtórzył pytanie.
- chodzi.... o pana syna - zaczęła mówić brunetka.
- coś mu się stało?!
- nie... nie nic - zapewniła, a następnie kontynuowała cala historie - wiem, że pan może mi nie wierzyć i rozumiem to pański syn - mówiła na sam koniec - ale szukamy pomocy, nasza przyjaciółka Jo Hansard zginęła, swojego przybranego brata nigdy nie poznałam lepiej. Boimy się, że i nas to czeka. Nie wiemy do kogo się zwrócić, skoro wszyscy z policji pracują dla pana syna...
- to szalone Eleno. Mój syn jest szeryfem, nie mógłby tak !
- wiem wiem... ale... był u mnie wczoraj. Czy nadal mówił, że jesteśmy razem?
- tak, wczoraj mówił, że byliście na kolacji...
- bzdura... - chlipnęła Alex, a oboje popatrzyli na nią - Eric przyszedł do niej i chciał ją zabrać nie wiadomo gdzie silą - tłumaczyła - gdyby nie Jason mogło być źle - czuła co raz bardziej stres gdy tak patrzyli się na nią.
- nie wierze... po prostu nie Eric...
- przykro mi...
- nawet jeśli co ja mogę?! już nie pracuje, ani...
- ludzie pana na pewno szanują, inni policjanci maja do pana respekt
- i chcecie żebym zamknął swojego syna? ! - uniósł głos.
- najbardziej chodzi o Melissę...żadne z nas nie czuje się bezpieczne... nie mamy u nikogo wsparcia, a moja siostra...
- Melissa Blake? to twoja siostra ?
Potwierdziła przytakując głową. Rozmawiali jeszcze chwile. Dopowiadali szczegóły.
- niech Pan jeszcze się zastanowi - poprosiła będąc już przy drzwiach.

58.
Każde z nich czul, że nic z tego nie wyjdzie, czuli, że każdy ich ruch był obserwowany. Było ich co raz mniej i tego się bali, ze nikt o niczym się nie dowie.
Wszyscy żyli beztrosko, nikt nie przypuszczał, że po Mint Hill łazi morderczyni i jej wspólnik udający dobrego glinę. Pokręciła głową na wspomnienie, że uwierzyła w każde jego słowo. Mijała już kawiarenkę, która była po przekątnej od baru Alouette. Silne szarpniecie za ramie i przyciśniecie do muru zupełnie ją zdezorientowało.
- bardzo mnie zdenerwowałaś Eleno - usłyszała gdy już otwierała oczy.
- puść mnie Eric! - krzyknęła wyrywając się.
- poszłaś do mojego ojca?! nie znając wszystkich faktów?! myślisz, że on zamknie swojego jedynego syna?!!
-Eric to boli! - próbowała się nie rozpłakać, ale same łzy do oczu napływały. Bala się go okropnie, był silniejszy, większy i wściekły.
-zapłacisz mi za to Eleno, za to ze wkradłaś się do mojego umysłu, dałaś nadzieje, a potem zniszczyłaś mnie i poleciałaś do Jasona!!!
- wiedziałeś, że zawsze mi na nim zależało ! i nie wkręcaj mi kitu o nadziei. Bo ty rowniez dałeś mi nadzieje, że mogę ci zaufać!
- przecież możesz - pogłaskał ją po twarzy - zawsze.... czemu mnie zostawiłaś, czuje się taki zagubiony - wtulił swoja twarz w jej szyje, a ona czuła do niego jedynie wstręt.
- Eric zostaw mnie ! - rozkazała próbując się wyrwać, lecz był silniejszy - Eric!! - powtórzyła. Poczuła żal do niego, może faktycznie się poglubil. Poczuła wyswobodzenie się, gdy dostrzegła co się dzieje. Liam Harris odciągnął jej napastnika.
- nie sadzisz, że to napaść szeryfie?!
- następny obrońca?! jemu tez dajesz?! - zaśmiał się szyderczo. Liam już chciał go uderzyć, jednak rozsadek Eleny podpowiedział jej i ruszyła do przodu.
- Liam nie! - zatrzymała go - on chce tylko sprowokować
- masz się do niej nie zbliżać! - brunet ostrzegł policjanta, który ponownie się roześmiał dostrzegając co raz więcej przechodniów.
- pamiętaj Eleno zapłacisz - pomachał ręką i ruszył do odejścia.

- nic ci nie jest? - zapytał z troska.
-nie...dzięki. nie mów dla Jasona ok?- poprosiła.
- no nie wiem Eleno, to ważne...a on umie wyciskać ze mnie informacje...w końcu ma być prawnikiem - burknął na koniec.
- mi to mówisz? - westchnęła lekko rozbawiona. - proszę na razie nic nie mów. Jak będzie trzeba sama powiem ok?- zatrzymała go przed wejściem.
- no ok...
- dla Alex tez?
- ok... - podrapał się po czuprynie i oboje weszli na zaplecze.
Po przywitaniu ze wszystkimi przystąpili do pracy. Przez pierwsze godziny unikała go, nie chciała żeby cokolwiek zauważył jej chłopak, ale gdy czuła się już lepiej, w końcu odwzajemniała jego gesty.
- wszystko w porządku? - zapytał gdy znalazł ją na zapleczu.
- mhmm - kiwnęła głowa i podeszła do niego. Od razu zawieszając rękę wokół szyi.
- myślałem o jednej rzeczy... bo ty za nie cały miesiąc wyjeżdżasz... chciałbym pojechać z tobą. Przeniosę się po prostu - tłumaczył patrząc się w jej oczy, które zabłysły i rozszerzyły się.
- Jason - pogłaskała go po policzku - rozmawialiśmy już o tym, nie pojedziesz za mną...
- ostatnio gdy nie pojechałem mało co...
- ale nie tym razem - wtuliła się jeszcze bardziej - ja myślałam o przeniesieniu tutaj - uśmiechnęła się widząc jego zaskoczenie.
- co?!
- chce tu zostać - wzruszyła ramionami.
- serio? - zmrużył oczy aby upewnić się, na co zaśmiała się krotko.
- tak, tylko.... - nie zdążyła nic powiedzieć, ponieważ zamknął jej usta czułym pocałunkiem. Wszelkie obawy z dzisiejszego dnia z niej wypłynęły, poczuła się swobodniej i bezpiecznie. Gdy oderwał się delikatnie.
- tylko będę musiała tu poszukać kierunku, ewentualnie w Charlotte - dokończyła z lekka zadyszka i oboje się rozśmiali.

*
- słuchajcie jest plan. skończymy sprzątać i idziemy, na plaże, drinka cokolwiek ? co wy na to? - zaproponowała wołając Alex.
- no nie wiem... - mruknal Jason.
- znów nas w połowie zostawicie?! - krzyknęła z drugiej strony baru Elena.
- nie no tym razem nie - zachichotała - każdy z nas odetchnie w końcu.
- w sumie dobry pomysł - poparł jął jej mąż.
- no ok. To drinki na plaży - podsumowała brunetka, a blondynka zaklaskała z radości.


*
- o Elena szybko skończyliście dziś? - spytał Luis Sawyer siedząc na kanapie czytając gazetę.
- mhmmm...
- wiec jak z Jasonem się układa? -zapytał uśmiechnięty.
- dobrzze...chyba dobrze
Dziadek wyczul jakieś wątpliwości wnuczce wiec wstał i podszedł do kuchni. Patrząc jak szuka po szafkach czegoś.
- na pewno?
- tak Jason jest dobrym chłopakiem - kiwnęła głową.
- coś mówisz bez przekonania
- bo pańska wnuczka mnie niemiłosiernie wkurza - chrząknęła znajdując pudełeczko z jakimiś pigułkami i zaczęła wysypywać do zlewu.
-coo...co ty robisz w ! ....- ostre zdenerwowanie pana Luisa spowodowało pulsowanie w klatce piersiowej, które utrudniało rozmowę, bądź oddech staruszkowi - w moim domu gówniaro ! - dokończył z wysiłkiem. Chciał ją złapać, jednak najpierw potrzebował podtrzymać się stołu.
- bądź mi lepiej posłuszny dziadku... bo w końcu jesteśmy chyba rodzina? - zaśmiała się - zostawię ci jedna pigułkę, a ty masz przekazać dla swojej wnuczki żeby nie wtrącała się w nie swoje sprawy i zostawiła Jasona w spokoju?!
- kim ty jesteś żeby rozkazywać?! - burknął czując duchotę.
- rozumiem twoja odpowiedz - wzruszyła ramionami i ostatnia mala tabletkę wrzuciła do zlewu, a następnie spłukała woda wszystko.
- co się z tobą stało Melisso...- wykrztusił.
- Elena się stała - odpowiedziała wychodząc z domu.
-Elena... - szepnął do siebie starszy mężczyzna czując co raz gorszy ból.

*
Gdy przyjaciele spędzali mile chwile na plaży, zadzwonił telefon Eleny.
- halo Matty? czemu nie spisz ? - zdziwiła się od razu, bo wiedziała, że już jest późno.
- cooo ?! jak to...?! Matty już jadę niczego nie ruszaj ! - poleciła - muszę jechać. - wydusiła... wstała gwałtownie z piasku.
- co się stało Elena?!- krzyknęła Alex.
- mój dziadek... nie wiem... - ciężko było jej wziąć jakiegokolwiek tchu.
- ejj...- podszedł do niej Jason, chwycił jej twarz - co się stało? zapytał z troska. Każdy nie ukrywał przerażenia i troski.

***CDN***

Z góry jak zwykle przepraszam za wszelkie błędy. Dziękuję, za poprzednie mile komentarze. Pozdrawiam :)
Dodał/a: An Caroline w dniu 4-02-2018 - czytano 138 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill XXVI"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)