Tajemnica Mint Hill XXIX

Dwadzieścia minut wcześniej

64.
Jason Adams nie przypominał już Jasona, który był wcześniej. A to wszystko za sprawą jednej dziewczyny. Nie mógł uwierzyć, że powoli stawał się taki jaki był ... Ethan Blake. To on z nich był poprawnym romantykiem.
Czuł się trochę jakby przyjaciel jego wrócił.
Niee... nie traktował Eleny jak na zastępstwo. Nie zasługiwała na to.
Nie wiedział czy powinien coś jej kupić...róże, stokrotki? czekoladki? zapewne kolega mu by pomógł... może Liam... Nie... Postanowił na róże, którą zerwał z ogródka... cóż miał nadzieje, że Luis Sawyer nie będzie zły.
Gdy podnosił się poczuł silne uderzenie w głowę, które go sparaliżowało, a po chwili nic nie widział.
*
Podczas gdy Elena Sawyer spędzała krotka chwile na cmentarzu. Liam Harris wraz z zona pracowali w Alouette. Rozległ się telefon Alex.
- nieznany numer - mruknela.
- halo?
- Alex ? proszę pomóż Melissa... jestem na wzgórzu - usłyszała głos Eleny.
- Melissa?!
- proszę! maja Jasona - dopowiedziała, a po chwili połączenie zostało przerwane.
- Liam ! - zawołała i wparowała na zaplecze, a gdy znalazła męża. Nim zdążył zareagować - maja Elenę i Jasona, na wzgórzu
- co?!
Oboje nie ukrywali strachu
- ty zostań. Jadę - powiedział.
- jadę z tobą Liam
- niee...powinnaś zostać.
- Elena to moja przyjaciółka !
- ale to niebezpieczne!
- i co mam zostać sama?! stracić was wszystkich ? - huknęła, a młody mężczyzna przełknął ogromna gule w gardle.
- ale...
- jadę z tobą - powiedziała stanowczo.

Uprzedzając Martina wybiegli z baru na parking. Autem w ciągu dziesięciu minut znaleźli się na wzgórzu. Wszystko jak petarda powróciło. Ciało Sary Young, ich przyjaciółki. Nie wiedzieli gdzie maja iść. Po prostu szli przed siebie. Rozglądali się dookoła. Wiedzieli, że tu nie daleko stała chatka. Niespodziewanie rozległ się huk, a ciało Liama upadło na nawilgocona trawę od deszczu.
- Liam! - pisnęła z przerażenia padając do niego - Liam ! - rozpłakała się jak male dziecko, gdy miała się odwrócić silne uderzenie i ją odurzyło. Ciało blondynki osunęło się bezwładnie obok bruneta.
*
- Melissa... - wykrztusiła.
- pora na ciebie Eleno. Przyjedz na wzgórze.
- a jak nie?
- to wtedy stracisz wszystkich co kochasz - mruknęła... - a i chyba nie muszę mówić, że masz być sama - burknęła na koniec.
- dlaczego to robisz? - nim zdążyła to powiedzieć usłyszała pikanie w słuchawce. Bez wahania wcisnęła gazu i z piskiem opon odjechała.
Gesty deszcz oblał ją po paru krokach od auta. Wyciągnęła telefon i wykręciła numer.
- Panie Michaelu ?
- coś się stało Eleno?!
- proszę szybko przyjechać na wzgórze. Melissa... ma wszystkich. Jeśli jest pan w tym dobry, niech pan się pospieszy.
- Eleno już wyruszam. Zostań tam gdzie jesteś - polecił, jednak ona po rozłączeniu się zignorowała to. Nie wiedziała gdzie iść. Gdzie Jason? Alex? Liam?
- było południe, wschód, zachód - pomyślała i zrobiła obrót wokół własnej osi łapiąc się za głowę roztrzęsiona. Pobiegła w stronę północy. Dostrzegła czarna i podpalona ziemie gdzie stal drewniany domek, a w krotce.
- Alex ! - pisnęła podbiegając do nich. Oboje nie przytomni, mokrzy.
-Liam!- potrząsnęła ciałem, na którym zobaczyła na plecach czerwona plamę na co rozszerzyła bardziej oczy i odgarnęła swoje włosy z twarzy drżącymi rękoma.
- Alex ! - powtórzyła. odsłoniła włosy z koleżanki twarzy i dostrzegła nie wielkie rozcięcie na głowie, łzy automatycznie poleciały po policzkach. Gdy usłyszała za sobą kroki, odwróciła się.
- Melissa - zdarzyła wyszeptać.
- witaj Eleno...


*
Nie wiedziała ile była nie przytomna. Gdy ocknęła się zobaczyła od razu wysokie urwisko u, którego na dole były skały i burzowe jezioro. Ciężko było się podnieść. Z wysiłkiem uniosła się na kolana.
- jak się spało Eleno?!
- Melissa?! - krzyknęła.
- słabo wyglądasz - stwierdziła siedząc na głazie. Gdy się rozejrzała dostrzegła nieprzytomnego na ziemi Jasona po środku. Kilka metrów od niego swoich przyjaciół. Alex była już przytomna szlochała nad swoim mężem.
- Jason! - zawołała.
- stój tam gdzie stoisz!- huknęła, gdy brunetka miała już biec. Zatrzymała się i zauważyła jak drgnęło jego ciało.
- proszę wypość ich przecież... to mnie chciałaś. Liam potrzebuje pomocy... - przemówiła do siostry.
- To twoja wina Eleno. Było pomyśleć o wiele wcześniej - mruknęła wstając.
- dlaczego to robisz?!- krzyknęła czując jak jej twarz jest mokra, włosy pokręcone od wilgoci, a białe spodnie nie były już białymi, nie potrafiła zapanować nad swoim sercem.
- bo cie nie znoszę! - warknęła - nie cierpię faktu, że jesteś taka jak ja, nie znoszę głosu, który masz taki sam ! - krzyczała zbulwersowana wymachując rękoma w której z jednej trzymała bron - zabierasz mi wszystko i wszystkich
- niczego ci nie zabieram Melissa!- przerwała jej
- ojca, Ethana!
- nie zabrałam ci Ethana !
- chciałaś z nim wyjechać!
- cooo?! nigdzie nie wyjeżdżałam z nim...
- Ethan chciał mnie zostawić...ale przecież...ze mną miałby lepiej
- o czym ty do cholery mówisz?! - wrzasnęła - o mój Boże! to ty?! ta dziewczyna... kochałaś własnego brata...-
- taaak! a on chciał mnie zostawić!
- postradałaś rozum Melisso .... - obie usłyszały głos Jasona.
- Jason - wyszeptała Elena z ulga.
- witaj Jason i tak wiec powinniście raczej słuchać się mnie

- a Jo? dlaczego Jo.. - łzy poleciały po zmarzniętych i pobrudzonych policzkach dziewczyny, która stała na krawędzi urwiska.
- ahh zapomniałam... to nie ja. Faktycznie słyszeliście mnie na nagraniu, ale nie ja w nią celowałam.
- Eric - pomyślała na głos dziewczyna z Nowego Yorku
- otóż to... Sadziłam, że ty rozwiążesz ta tajemnice Eleno...Jednak ona była wasza królową mądrości - stwierdziła - cóż, na pewno szybsza. Nie mogłam pozwolić żeby się wydało...Sara? Lubiłam ją, ale wyprzedzając twoje pytanie ten sam powód. Nie chcący poznały moja tajemnice - wzruszyła ramionami.
- jesteś popieprzona - usłyszały obie siostry i zwróciły wzrok na Alex.
- a ty święta! - burknęła wymierzając w nią pistolet.
- niee! Melissa! - krzyknęła brunetka - ona jest w ciąży...proszę...
Melissa Blake odsunęła rękę.
- wiec będziesz odpowiedzialna za trzy życia Eleno
- co?! -pisnęła.
- co powiesz na to. Wszystkich zabiłaś, a potem zabiłaś się zeskakując tam - wskazała pistoletem w kierunek przepaści - rzecz jasna ty będziesz mną, a ja niestety będę musiała być tobą - dopowiedziała z grymasem.
- Elena... nie skacz- usłyszała słabego Jasona.
- o zapomniałabym - dostałabyś różę z ogródka twojego dziadka Eleno czyż nie urocze? romantyk z tego Jasonka, choć cwaniak -zaśmiała się.
- nie zabijaj ich proszę... myślałam, że chciałaś od początku - popatrzyła w ziemie
- uwierzyłaś w to proszę? a teraz skacz!
- nie! - krzyknął Jason - nie rób tego Eleno - popatrzył się w jej oczy widząc ten sam strach co czul sam.
- Kocham cie - szepnęła, robiąc jeden krok w tył.
- Elena nie!
- zamknij się Jason! - nacisnęła spust i wycelowała w chłopaka. Piski i krzyki dziewczyn rozległy się po całym wzgórzu. Ogromny, piekący i rozrywający ból promieniował po całej kończynie górnej dla Adamsa.
- następnym razem będzie w serce -przekrzywiła głowę jak male dziecko.
- co ci to da? - burknął, sycząc z bólu.
- wolność Jasonku. Elenę uznają za mnie a ja odzyskam swoje życie
-dobrze wiesz, że to się nie uda - dopowiedziała Alex, która cały czas uciskała plecy dla swojego męża.
- wy tego już nie zobaczycie - burknęła celując ponownie bronią w Liama.
- czas na ciebie Eleno - odezwała się do siostry.
Deszcz nie przestawał wylewać swoje łzy. Rozejrzała się wokoło. Zrobiła następny krok do tylu.
- Elena...- odezwał się ponownie Jason.
- tak bardzo mi przykro - otarła swoja twarz. Ostatni krok dzielił ją od przepaści gdy to już robiła. Rozległ się huk broni, a Melissa Blake opadła na zabłocona ziemie. Ze strachu brunetka mało nie straciła równowagi, co zauważył Adams, na co podskoczył do niej przyciągając do siebie.
-Jason - szepnęła. Trzymał ją jedna ręką.
- jesteś - wydusił ocierając kciukiem jej policzek.
- jestem - wiedziała, ze zaraz wybuchnie płaczem, ale oderwała się od tego kierując wzrok na Melissę. Popatrzyli oboje na leżąca Melissę, a nad nią.
- Eric - wydusiła brunetka.
- przepraszam Eleno...tak bardzo przepraszam za wszystko - powiedział ciepło wymierzając lufę do skroni.
-Eric nie!- krzyknęła, jednak po chwili rozległ się następny wystrzał - nie !- pisnęła,chowając twarz w ciało swojego chłopaka szlochając.

***CDN***

Dreszczyk emocji wskazany. Już nie długo następna część, a tym czasem miłego czytania tej. Pozdrawiam :)
Dodał/a: An Caroline w dniu 7-02-2018 - czytano 154 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill XXIX"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)