Tajemnica Mint Hill XIV

I Co Teraz?

32.
Zawsze pragnęła być w związku na który zawsze będzie mogla liczyć, gdy poprosi nigdy nie będzie sama, taki był Jason co było dla niej zaskoczeniem. Gdy potrzebowała jego obecności, był przy niej, gdy wyczuwała senność i tak czuwał nad nią, czasem czuła się jak mała dziewczynka, ale uwielbiała to w nim. Zazwyczaj budząc się pierwsza przyglądała mu się jak w obrazek z uśmiechem. Sprawdzając czy mocno śpi, obdarowywała jego policzek, czoło, szyję pocałunkami mając nadzieje, że nie czuje. Gdy raz ją przyłapał wybroniła się, że ją nos swędział, a że jego szyja była bliżej...zresztą to nie istotne oboje uzupełniali się idealnie choć temu każdemu zaprzeczali. On każdej nocy, chwili delektował się jej zapachem. Wsłuchiwał się w jej głos jak w melodię, śmiech dosłownie rozmiażdżał mu serce, aż czasem nie poznawał sam siebie samego. Miał różne zauroczenia w swoim życiu, jednak nigdy nie czuł tego, co właśnie teraz czuje, a teraz wiedząc, że Elena może być na prawdę niebezpieczeństwie, postanowił ją chronić tyle ile będzie mógł nawet jeśli to będzie trwało tylko dwa tygodnie.

*
- są wyniki - zawołała w szoku Joe wparowując do kuchni
- i co ? - spytał Jason, który wraz z Elena zerwali się z krzeseł.
- krew Ethana? - niemal, że była pewna
- nie - pokręciła przecząco głową.
- więc? sok wiśniowy? - mruknął chłopak.
- niee...dajcie mi dojść do słowa - burknęła Angielka trzepocząc rzęsami - to krew Sary - powiedziała grubszym głosem.
- co?! - pisnęła Elena.
- cczyli, ktoś zamordował tam Sarę Young?
- dokładnie
- w domu Melissy ?! to niemożliwe przecież, jak?!
- sama chciałabym wiedzieć
- Melissa powinna coś wiedzieć gdyby coś tam się stało przecież - powiedziała Sawyer.
- kto się włamuje do kogoś domu i morduje niewinną osobę ?! - burknął w szoku Jason.
- ktoś kto dowiedział się, że Sara wiedziała o wiele więcej - pomyślała na głos Joe.
- czasem już tego mam dość - zamarudziła Elena - więc Sara odwiedzała Melissę, ale ktoś ją niespodziewanie zaskoczył? - popatrzyła na przyjaciółkę pragnąc by zaprzeczyła.
- tak myślę - skinęła głową.
- i teraz ten ktoś wie, że my go szukamy i za wszelką cenę chce od tego odsunąć ? - wtrącił się Adams
- aha... - przytaknęła krótkowłosa brunetka.
- dlatego chciał zabić mnie? dwukrotnie ?! - Elena wyglądała jakby rozwiązywała trudne równanie, a towarzysze na nią popatrzyli.
- za trzecim razem chciał sprzątnąć nas wszystkich, jeśli to cie pocieszy - zwróciła się do niej druga dziewczyna
- dzięki - parsknęła.

Podając zamówienie klientowi na przeciw siebie zauważyła już znajomą twarz.
- jak się masz Eleno ? - spytał jej ojciec.
- dobrze, a ty ? - uśmiechnęła się.
- również dobrze, pomyślałem, że może wyrwiesz się na lunch? - zaproponował.
- no nie wiem, jesteśmy tylko we trojkę na razie- odpowiedziała.
- a gdybyśmy zjedli tu ?
- dalej bym musiała wykonywać swoją pracę
- rozumiem, więc mogę zamówić kawę? - spytał.
- oczywiście, czarna? z mlekiem?
- czarna
Gdy wykonywała swoją czynność, w duchu cieszyła się, że nauczyła się w końcu obsługiwać maszynę do robienia przeróżnych kaw, wciąż wspominała swoje początki już z uśmiechem i wciąż wspominała pierwsze spotkanie z Joe.
- proszę - podała aromatyczny napój.
- dziękuję, więc za dwa tygodnie wyjeżdżasz?
- dokładnie - odpowiedziała wycierając blat.
- będę mógł cię odwiedzać? oczywiście jeżeli chcesz, albo ty może przyjedziesz na jakiejś przerwie
Widziała w nim zakłopotanie, na co lekko roześmiała się.
- myślę, że nie będzie z tym problemu - odrzekła.
- dziękuję - skinął do niej głowa i popił czarną ciecz.
- tato..to znaczy James - zwróciła się do niego.
- spokojnie możesz tak mówić, niezmiernie mi miło - powiedział, a ona popatrzyła na niego skrzywiona.
- jak z takiego dupka, stałeś się takim mięczakiem ? - zmrużyła swoje oczy, jakby chciała go rozpracować, a mężczyzna uśmiał się.
- lata, ból, i strata robią swoje
- kochałeś moją mamę ? - spytała.
- nad życie - odpowiedział pewnie.
- a teraz?
Chwilę milczał, a Elena przyglądała się mu nalewając lemoniadę do szklanek i stawiała na tacy.
- sądzę, że nigdy z tego nie wyleczę się
- i nigdy nie walczyłeś o nią?
- to nie takie proste Eleno
- bo Miranda? - przejrzała go, podając tace swojej przyjaciółce, która spiorunowała ją groźnym wzrokiem, a w zamian tego dziewczyna z Nowego Yorku puściła do niej oczko, na co roześmiała się.
- też
- i Melissa?
- też
- i co jeszcze?
- próbowałem
- może za mało?
- do twoich trzynastych urodzin - odpowiedział jej.
- temu od tamtej pory Ethana już nie widziałam... - mruknęła.
- aha...
- czemu nigdy nie podeszłaś lub coś...
- sadziłam, że jesteś tylko ojcem mojego kolegi, którego moja mama nie pozwała z nim się bawić - wyjaśniła mu.
- bo wiedziała kim jest Ethan
- dokładnie
- czasem zastanawiam się jakby było gdybym wybrał twoją mamę i ciebie
- co do tego akurat nie jesteś sam
- myślałaś o mnie?
- to akurat normalne, jedynie nie wiedziałam kim jesteś, a teraz mam cie przed sobą, poznałam swoją bliźniaczkę, a na dodatek miałam przyrodniego brata, którego znałam...
- masz racje, tak mi przykro - otarł swoimi dłońmi swoją twarz.
- co teraz zamierzasz? - spytała.
- to znaczy?
- chcesz być moim ojcem, Melissy, a co z moją mamą?
- cały czas próbuje z nią się skontaktować
- i po co ?
- sam nie wiem...potrzebuje z nią porozmawiać, zawsze była taka dobra w poradach
- a w czym masz problem?
- to akurat ojcowski problem
- przecież masz Mirandę
- ale to co innego
- rozumiem...albo i nie - założyła włosy za uszy.
- mam nadzieję, że czegoś takiego nie doświadczysz, ale może kiedyś zrozumiesz- uśmiechnął się.
- jaki był Ethan? - spytała - przepraszam jeśli sprawiam przykrość. Mam na myśli później, w liceum.
- masz prawo wiedzieć - uniósł ręce aby uspokoić - a jakiego go pamiętasz?
- łobuza... - roześmiała się, na co i on również.
- i taki był, potem nieco uspokoił się. Nie wspominałem, ale pisał coś również
- pisał ? - niemal nie pisnęła.
- może nie książki, chociaż nie wiem, ale przyłapywałem jak pisał jakieś dzienniki i pamiętniki z czego nabijałem się z niego
- no wiesz... - przerwała mu, na co roześmiał się.
- myślę, że dogadalibyście się - dokończył.
- miał dziewczynę?
- i to nie jedną, jednak przed...
- przed tragedią? - pomogła mu.
- tak, przed nią raczej nikogo nie miał. Czemu pytasz?
- z ciekawości
- ktoś go nie lubił? - spytała.
- nic nie wiem, jednak nie każdy nas nie będzie lubił, tak jest już w życiu
- rozumiem
- sądzę, że gdyby tu był, głowę suszył by Jasonowi co do ciebie - wyznał dopijając swoją kawę.
- o tak ? - zaśmiała się, razem spojrzeli na wymienionego chłopaka.
- jestem przekonany - skinął głową, a ona pokręciła głową niedowierzająca.


33.
- to jest zwykłe przyjęcie, aż tak musisz się stroić? - zamarudziła Elena siedząc na kanapach w butiku trzymając na kolanach laptopa, czekając aż Alex wyjdzie ubrana.
- to jest przyjęcie zaręczynowe, w końcu moi rodzice będą mogli bliżej się poznać z Liama i na odwrót - krzyknęła na cały sklep.
- noo, teraz każdy już o tym wie - dołączyła do nich Jo, niosąc sobie granatową sukienkę.
- a sądziłam, że tu każdy się zna - powiedziała Elena wciąż pochłonięta pisaniem - a i na prawdę nie musisz tak krzyczeć Alex - upomniała ją Sawyer. W końcu wyszła w białej, długiej, eleganckiej, ale nie przesadnie, klasycznej sukni.
- aż tak elegancko będzie? - popatrzyła skrzywiona brunetka.
- to ty nie znasz rodziców Liama - parsknęła blondynka - a ja chyba nie muszę wam przypominać, ze jesteście druhnami i też musicie wyglądać
- jeansy i top nie wystarczą? - zażartowała Elena, a Joe roześmiała się przybijając jej piątkę.
- zabiję cię jak tak przyjdziesz ubrana - pogroziła jej palcem - może być ta? - w końcu spytała okręcając się.
- masz figurę jak Pamela Anderson, oczywiście, żem tak - powiedziała angielka.
- najlepsza jak do tej pory - poparła ją koleżanka.
- pokaż co masz - poleciła przyszła panna młoda koleżance, która pokazała na wieszaku dłuższą granatową szyfonową sukienkę - ekstra - zaklaskała dłońmi - do oczu tobie jak ulał - a ty?! - popatrzyła Elenę - nic do tej pory nie szukałaś ?! - krzyknęła, a ona podniosła głowę zza ekranu, a następnie go zamknęła.
- nie lubię być w centrum uwagi - założyła ręce na klatce piersiowej.
- i tak będę ja ! - przypomniała jej.
- i wszystko co się dzieje wokół panny młodej, czemu nie może być tylko Joe i Jason ?! - zapytała.
- bo ty do nas też należysz? - odpowiedziała Josephie.
- należę, a ja własność czy co? - oburzyła się.
- nasza - poparła Alex obejmując ją. Nie wiedząc czemu akurat miło się jej zrobiło. Z Alex nie była tak zżyta, choć bardzo ją lubiła. Gdy tak myślała, przecież nikt z nich nie był przyjaciółmi jakich teraz się uważają dopóki nie zjawiła się ona, to ona to wszystko sprawiła? czy po prostu ta cała tajemnica Mint Hill ich złączyła.
- czas na ciebie - rozproszyły ją głosy koleżanek i pociągnęły wśród stojaków.

Gdy była gotowa wyszła zza zasłony
- noo i ? - spytała wyczerpana, a to dopiero trzecie ubranie.
- wygrałaś życie ! - pisnęła Alex
- dzieki...
- bierzemy tą
- na pewno ?! - spojrzała na siebie w lustrze. Nie miała sukienki jak jej koleżanki, chociaż tak na niej wyglądała, to był komplet składający się z szyfonowej długiej spódnicy i biało srebrnej góry. Z cienkiego materiału bluzka z przodu z białego materiału z krótkim rękawkiem, a na plecach przeplatający się srebrny łańcuszek. Westchnęła, nie było tak źle jak sądziła, musiała przyznać, że nawet dobry wybór.
- na bank - pewne siebie odparły chórem wpychając do przebieralni.


Leżała na łóżku wraz z bratem. Nogi mieli uniesione do góry oparte o ścianę. Przez otwarte okno podziwiali niebo pełne gwiazd i połówkę księżyca. Jej myśli krążyły wokół Alex, czy przypadkiem czasem nie przesadza, to przyjęcie zaręczynowe, a nie wesele, a tak zachowuje się. Czy na prawdę będzie miała aż tak złych teściów?. Wiedziała jedno, że nie planuje się bawić do białego rana.
Następnie myślami powędrowała do nikogo innego jak Jasona, z którym nie widziała się jednak tydzień co ją dziwiło, ale z drugiej strony nie, ponieważ pewnie również był zajęty z Liamem, tak samo jak ona z dziewczynami. Mimo to tęskniła, była w jednym mieście, tak blisko, a zarazem daleko to tęskniła. Bolała ją myśl i bała się co do Nowego Yorku, bo skoro teraz tak się czuła, to jak wróci do domu?. Czy on teraz myśli w ogóle o niej ? Co on robi teraz? czy jest zajęty? czy w domu? może z Melissą? na co skrzywiła się, jednak postarała się odrzucić tą myśl. Melissa jest pewnie u siebie, w apartamencie - pocieszyła się. Zastanawiała się nad dziadkiem, mogła przyznać, że osiągnął cel. Chciał pokazać co to prawdziwa ciężka praca, chciał pokazać, że jego córka, a jej matka robi wszystko co najlepsze dla niej. Teraz jako siostra miała mało czasu dla swojego brata, co w końcu widziała to i rozumiała matkę. Wychodziła z samego rana wracała nocami, albo wychodziła przed południem i wracała nad ranem. W końcu dziś po zakupach postanowiła, że nigdzie nie wychodzi i zostanie ze swoim rodzeństwem. Ku jej zaskoczeniu, ale też zadowoleniu jej młodszy braciszek po wspólnej zabawie w ganianego zgodził się z nią zrobić maseczkę, a jednocześnie odpocząć.
- Elena czy znałaś mojego ojca ? - spytał, a ona spojrzała na niego.
- tak, czemu pytasz?
- a gdzie teraz jest?
- tego nie wiem Matty - wzruszyła ramionami.
- na prawdę? nie kłamiesz?
- chciałabym kłamać teraz, nie przejmuj się tym - poczochrała go po włosach.
Myślała teraz nad tym, że te miasteczko zawiera w sobie na prawdę tajemnice, mieszkający tu ludzie każdy z nich zachowuje się tajemniczo, zwykłe drzewo ma sobie tajemnice, nie żyjący Ethan zabrał swoją tajemnicę do grobu, Sara Young podobnie. Praca, jej powieść, ale i wszystkie te wydarzenia w tym miasteczku, które się wydarzyły przez ostatni miesiąc całkowicie ją pochłonęły. Popatrzyła na swojego brata ponownie, szkoda jej się go zrobiła.
- słyszałem, że ty poznałaś swojego - rozproszył swoim dziecięcym głosem - to znaczy, że już nie będziesz moją siostrą ? - zapytał.
- zawsze będę twoją siostrą głuptasie - objęła go przyciągając do siebie.
- ale będziesz miała nową rodzinę
- ale to nie znaczy, że ciebie zostawię - pstryknęła go w nos.
- okej - uśmiechnął się, na co znów posmutniała.
- przepraszam Matty - zwróciła się do niego.
- za co ? - popatrzył na nią krzywo.
- za wszystko, za to kiedy źle cię traktowałam, za zapominanie o tobie, za to, że zazdrosna byłam o ciebie, za to, że wtedy do tego parku cię zabrałam i za to, że ostatnio nie miałam czasu dla ciebie - wyjaśniła.
- siostra...wyluzuj - zawołał radośnie, na co roześmiała się
- jesteś niemożliwy wiesz?
- a noo
- nie mogę uwierzyć Matty, że dałeś się jej namówić na maseczkę i wieczór SPA - usłyszeli za sobą na co wychylili identycznie głowy do tyłu by zobaczyć kto to.
- Jason ! - zawołał radośnie Matty zrywając się na równe nogi. Podbiegł do niego witając się ich nie znanym dotąd dla Eleny gestem. Przybijali pierw se piątki, robili zwinne przejście do uderzeń piąstkami od góry, do dołu i środek, jakieś skrzyżowanie, a potem już się gubiła. Wstała speszona poprawiając koszulę nocną ściągając w dół. Czuła się skąpo ubrana mimo piżama wszystko zakrywała, sięgała do ponad połowy uda, biało czarna z napisem czarnym dwadzieścia trzy. Jason zauważył luźno spleciony warkocz spodobało mu się jej te wydanie, jak każde i inne, ale nawet teraz mając na sobie zieloną maseczkę westchnął czując coś ogromnego ciepłego na sercu. On ją kocha - pomyślał prawie pewny - jak to możliwe?.
- dawno cię nie było Jason - usłyszeli ponowny głos młodego chłopczyka.
- trochę miałem zajęć i pracy, a czemu ty jeszcze nie spisz ? - spytał patrząc na biały budzik na szafce u dziewczyny, którego wskazówki wskazywały na prawie północ.
Miał sobie dresy, to prawie jak piżama - pomyślała - będzie nocował - uśmiechnęła się.
- właśnie już zamierzaliśmy się kłaść - odezwała się Elena, a brunet znów popatrzył się na nią czule - no ale jak jesteś, możesz dołączyć do nas - popatrzyła na niego szatańsko, a ręce splotła na klatce piersiowej.
- żartujesz prawda? - zmarszczył brwi, Sawyer spojrzała na niego poważnie.
- jeśli tak robi, to nie żartuje - poklepał po ramieniu starszego chłopaka Matty.
- będę miał to na uwadze - mruknął jakby przerażony. Po pięciu minutach we trzech leżeli jeszcze dziesięć minut na łóżku śmiejąc się.
- Dobra młody czas spać - oznajmiła siostra, brata wycierając go ręcznikiem.
- muszę?
- a kto jutro będzie pomagał dziadkowi ? - spytała.
- no dobra - zgodził się od niechcenia - dobranoc - dodał na pożegnanie, Jason rozbawiony pomachał młodemu ręką.
- a ja mogę już to zmyć? - spytał.
- tak - uśmiechnęła się i podeszła sama z mokrym papierem ręcznikowym i wyręczyła go w tej czynności. Posadziła go na łóżku a sama usiadła na nim przodem do niego. Spoglądali sobie w te oczyska, co z nią się działo?, a z nim?. Przejechała dłonią po prawym policzku, który był już czysty, męski, ale delikatny i nawilżony. Pragnął czuć dotyk jej już na zawsze. Gdy był już czysty.
- już - odezwała się.
- to dobrze - wydyszał, a ona zmarszczyła delikatnie swoje brwi. Nim zdążyła zareagować, jego usta przylepiły się do jej warg. W szoku i czując jak jej serce rozdziera jej klatkę. Jęknęła cichutko z przyjemności. Objęła swoimi ramionami go wokół szyi. Mruknął z zadowolenia i jeszcze bardziej ją przycisnął do siebie. Poznawał jej ciało przez materiał koszuli, a następnie nagie i cieple uda. Nie chcąc jej wystraszyć i spieszyć się delikatnie muskając jej policzek.
- tęskniłem - szepnął tak cichutko jakby bal się do tego przyznać. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się. Jeszcze raz czule go pocałowała i zeszła z niego. W duchu dziękowała, ze przestał bo ona sama nie umiałaby tego przerwać. Przystąpili do swojej rutyny, gdy przygotowali sobie posłanie. Ich ciała przytulone do siebie oddychały tym samym tempem.
***CDN***
Dodał/a: An Caroline w dniu 10-01-2018 - czytano 113 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill XIV"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)