Tajemnica Mint Hill XIII

Wbrew Rozumu.

31.
- wiem - mruknęła zadowolona z siebie. Poczuła się jakby osiągnęła swój cel.
- skąd?
Wzruszyła ramionami.
- bo ja również boje się... stąd wyjechać - odrzekła niepewnie, gdy usłyszała znów wołanie dziewczyn. Po nie długim czasie byli już na brzegu.
-co tam się stało ?! - zapytały w szoku.
- pokłóciliśmy się - odpowiedziała.
- co?!
- no
- i ?- zapytała Alex.
- i? - zapytała Elena.
- za dużo wyobrażacie - mruknął Jason.

*
Dochodziła północ Elena wyczuwając zmęczenie ruszyła do samochodu. Widząc że Alex i Liam najwidoczniej też ponieważ żegnali się z Jasonem. Jo uciekła z Rachel nie wiadomo kiedy.
- odwieźć cię ? - spytała Jasona.
- jakbyś mogła - kiwnął głową.
- samochód jeszcze w naprawie? - zaciekawiła się.
- tak
- przepraszam, ze musiałeś rozwalić szybę
- przecież wiesz, że to nie twoja wina - sprostował zdziwiony, a ona tylko wzruszyła ramionami.
Pod jego domem byli w nie cale dziesięć minut. Popatrzyła się na okna, wszystkie były zgaszone.
- Melissa mi mówiła o obiedzie
- a no...
- i co zrobisz?
- nie wiem, na razie nie mam czasu
- rozumiem
- ty wtedy byś był ?
- myślę, że tak - kiwnął głową - traktują mnie jak rodzinę - wyjaśnił.
- chociaż ty - uśmiechnęła się, a on odwzajemnił uśmiech. Wystąpiła niezręczna cisza, z jednej strony chciał ja zaprosić do siebie, jednak wiedział, że nie będzie chciała. Mogli rowniez spać w samochodzie - pomyślał. Mu to by nie przeszkadzało, byle z nią. Nie chciał do niej tez się wpraszać, mimo to i tak dość często przychodził do niej.
- jesteś zmęczony? - spytała.
- nie - skłamał - a ty?
- tez nie - była wyczerpana.
- wiec chcesz jeszcze pogadać? - spytał.
- u mnie ? - spytała niewinnie.
- myślałem, że o to już nie zapytasz - odrzekł i roześmiali się wspólnie. Po następnych dziesięciu minutach byli już w domu u Eleny. Tak jak zawsze przygotowali posłanie na dywanie, nie przeszkadzało ani jemu, ani jej ból pleców z rana, jednak cieszyli się swoją obecnością. Przebrała się w piżamę tą samą co miała za pierwszym razem gdy tu się zjawił. Włosy splotła w długi warkocz na co westchnął na ten widok.
- będę musiała kupić ci chyba jakąś piżamę nie sadzisz? albo powinieneś wziąć kiedyś z domu
- dobry pomysł - wyszczerzył zęby radośnie. Po chwili leżeli wygodnie. Ona wtulona w jego ciało walczyła żeby powieki jej się nie zamykały. Wiedziała, że z nimi zaraz przegra, jednak chciała jeszcze przez chwile czuć jego obecność.
- opowiedz mi coś - poprosiła.
- zaśniesz wtedy - spojrzał na nią, wodząc palcem po jej delikatnej skórze na ramieniu.
- ty też - uśmiechnęła się. Czul jak jej uśmiech rozgrzewał jego serce. Ciepłe motylki również czuł w brzuchu. Zastanawiał się gdyby Ethan żył, Elena tu by mieszkała od zawsze... to czy wszystko by było tak jak powinno być ? czy by to działo się między nimi co dzieje się teraz? Czy ona wtedy by zwróciła na niego uwagę? on na nią?. Co na to jego przyjaciel by powiedział ? czy by chronił swoja siostrę nawet przed nim?.
- no dobrze - odrzekł, chwilę zastanawiał się co opowiedzieć w końcu już tyle jej opowiedział. W końcu przemówił pierwsze słowa.
- jak byłem mały......
Przez chwilę słuchała jego historii o tym jak kiedyś skaleczył się tak mocno, że musiał jechać na pogotowie po czym pokazał jej bliznę wciąż widoczną na kciuku, oraz jak kiedyś grał w szkolnym przedstawieniu małego księcia za karę. Dostrzegł jak jej powieki wygrały wojnę i zaraz słyszał jej spokojny oddech. Przykrył ich całych i przytulił ją bardziej do siebie. Przyzwyczaił się już do tego i pokochał to. Chciał mieć ja przy sobie już na zawsze.


31.
Idąc do pracy z uśmiechem zastanawiała się nad studiami, co przyniesie jej nowy los. Chcąc otworzyć tylne drzwi Aloulette wyczuła za sobą kogoś obecność gdy odwróciła się uśmiech jej znikł.
- pan Blake - odezwała się.
- witaj Eleno
Brunetka tylko kiwnęła głową
- wiem, że tym razem też jestem nie proszony, widzę to po twojej minie
- nie myli się pan - potwierdziła.
- zastanawiałem się jak się czujesz? po tym wszystkim
- cóż... jeszcze nie dawno swojego ojca uważałam za totalnego idiotę, a teraz tylko to potwierdziło się - odpowiedziała całkiem szczerze, a mężczyzna lekko uśmiechnął się kręcąc głową.
- chciałbym naprawić jakoś nasze relacje, ale na początku jakoś je stworzyć
- myśli pan, że się uda ?
- jeśli na początku zaczniesz mówić do mnie chociaż James...
Długo się zastanawiała nad tym co powiedział próbowała wtopić się w jego oczy i odgadnąć jego myśli i zamiary. Po chwili skinęła głowa.
- eehh.. ok panie... ok James - zgodziła się na odczepne.
- Eleno czy udałoby ci się wpaść dzisiaj do nas na obiad? moja żona chciałaby cię poznać, ja tym bardziej - zaproponował.
- pracuję do siedemnastej - odpowiedziała.
- więc na kolacje ?
- nie odpuści...sz? - zmarszczyła swoje brwi.
- nie...chcę to naprawić - zapewnił.
- nie sądzę by to Melissie odpowiadało - wciąż szukała wymówek, założyła ręce na klatce piersiowej.
- w sumie to ona nalegała na ten obiad, a mi ten pomysł spodobał się
- aha...dlaczego?
- bo mam okazję poznać swoją drugą córkę
- no dobrze... będę - zgodziła się w końcu wzdychając.
- dziękuję, co lubisz? przygotuję co tylko chcesz
- serio gotujesz? - upewniła się.
- i to jeszcze jak - usłyszała obok znajomy głos.
- dzięki Jasonie - uśmiechnął się do niego starszy mężczyzna.
- więc? masz jakieś specjalne życzenia ?
- cokolwiek zrobisz będzie okey - pokręciła głową.
- no dobrze, dziękuję jeszcze raz i widzimy się potem - skinął głową na pożegnanie, a po chwili odszedł klepiąc dłonią po ramieniu Adamsa.

- zapraszał na obiad? - spytał wchodząc do środka.
- aha - odpowiedziała.
- i widzę, że się zgodziłaś ?
- a noo... to dobrze ? - spytała odwracając się do niego opierając się o zlew.
- ty mi to powiedz
- nie wiem sama, z jednej strony nie chcę zdradzać mamy, jakby chce być solidarna, bo na prawdę postąpił kiedyś źle, ale z drugiej chce go poznać. Jest dobrym człowiekiem? mam na myśli teraz? - pragnęła go się poradzić, w końcu rozmawiali tak dość dojrzale i poważnie. Brunet podszedł do niej bliżej oparł się dłoniami o zlew tak, że wyglądało to tak jakby ją obejmował, a ją jego bliskość paraliżowała.
- sądzę, że nie będzie to zdradą. Nie miałaś ojca teraz masz okazje go poznać. Twoja mama na pewno to zrozumie, a na twoją odpowiedź. Tak pan James jest tu jedną z najżyczliwszych osób dla mnie
- a jego żona?
- jest miła, ale również trochę wyniosła - odrzekł.
- jak Melissa?
- trochę - kiwnął głową zniesmaczony.
- odechciało mi się tego wieczoru - zamarudziła spuszczając wzrok.
- ja tam będę - zapewnił podnosząc jej podbródek do góry.
- wiem - uśmiechnęła się lekko.
- rozmawiałaś w ogóle z mamą o tym?
- taaak... Juz jakiś czas temu. Nawrzeszczałam na nią, ona nawrzeszczała na mnie i oczywiście wyszło na moje, a ona potem przeprosiła i rozkleiła się. Na koniec po raz pierwszy od dłuższego czasu przytuliłyśmy - opowiedziała.
- będzie dobrze - zapewnił ją przygarniając ją w swoje objęcia, a ona bez wahania wtuliła się - przyjść po ciebie ?
- dam radę sama - uśmiechnęła się, w końcu delektując się jego zapachem.

Po powrocie z pracy, odświeżeniu się i przebraniu miała zamiar wyjść z domu gdy usłyszała chrząknięcie za sobą.
- Eleno pozwól na chwilę do kuchni - poprosił uprzejmie jej dziadek.
- to coś ważnego ?
- idziesz do Blaków ? - bardziej chciał się upewnić niż zapytać.
- tak... to źle ? - usiadła na krześle.
- niee, nie mam do ciebie żadnych pretensji. Tylko czy jesteś tego pewna?
- myślę, że tak chociaż się boję - odrzekła.
- hmm..czego?
- nie wiem...chyba całej tej atmosfery, będę się czuła jak jakaś trędowata
Staruszek lekko zaśmiał się.
- nie będziesz taka
- no dzięki Melissie i pewniej jej mamie tak będę się czuła, jedynie Jason będzie chyba po mojej stronie
- zależy ci na nim ? - mruknął zadowolony.
- ehhh...
- zależy- potwierdził swoje przypuszczenia.
- boje się
- każdy się boi, to dobrze
- i tak ja wyjeżdżam, on tu zostaje, to niemożliwe
- wszystko jest możliwe - zapewnił.
- na początku byliśmy tak wrogo nastawieni, że nawet nie zauważyłam kiedy...
- skradł ci serce?
- ehh..tak, chyba tak - spuściła wzrok w podłogę.
- będzie dobrze
- skąd to wiesz?
- bo widzę, że jemu również zależy - uśmiechnął się - znam go bardzo dobrze - dodał.
- tak wiem - skinęła głową - dlaczego go nie oskarżyłeś? za wypadek ten cały? - zaciekawiła się.
- pewnie z tego samego powodu, dla którego ty go nie zabiłaś ze wściekłości, bo dostrzegłaś w nim dobro, a na końcu miłość - wytłumaczył z uśmiechem.
Brunetka uśmiechnęła się i powstała.
- więc dziękuję ci za to - powiedziała.
- jak poczujesz się kiedykolwiek źle tam czy skrepowana to wracaj - przypomniał jej.
- wiem - uśmiechnęła się i położyła rękę na jego ramieniu na gest pożegnania.


Ubrana w białą, klasyczną, prostą i koronkową sukienkę zapukała do wielkich białych drzwi. Modliła się w duchu by otworzył jej Jason, jednak jej nie zaskoczył.
- witaj Eleno
- dzień dobry pa.. James - skinęła głową.
- wchodź, rozgość się - zaprosił ją do środka starszy mężczyzna. Od razu mogła wyczuć przeróżne zapachy z kuchni.
- zjemy w salonie - oznajmił i poprowadził ją do salonu. Zza stołem siedziała już Melissa ubrana w koralową elegancką sukienkę jeździła palcami po klawiaturze telefonu. Stół rozstawiony, przyszykowany bardzo ładnie prezentował się z białą porcelaną.
- przygotowałem kurczaka pieczonego, bataty, jarzyny, także sałatkę, łososia no i pieczeń - nie wiedziałem co lubisz podrapał się po głowie James Blake, a dziewczyna po raz pierwszy roześmiała się.
- to tyle ludzi będzie? - zdziwiła się.
- niee - zaśmiał się - po prostu nie wiedziałem co lubisz... - wyjaśnił.
- ahh... dziękuje. Coz wszystko lubię, ale to zdecydowanie za dużo - mówiła, a w tle przerwała ich rozmowę druga dziewczyna.
- Elena ! - zawołała radośnie jej bliźniaczka i podeszła do niej witając się buziakiem w policzek.
- Melisso - skinęła głową nie ukrywając zaskoczenia na jej nastawienie.
- ciesze się bardzo, że w końcu przyszłaś - powiedziała - jaka ładna sukienka z Zary ?! - spytała przyglądając się jej
- Melissa zawsze chciała mieć jakoś siostrę, jednak nie doczekała się, aż w końcu ty... - wytłumaczył się ich ojciec.
Szokowało brunetkę to wszystko, blondynki zachowanie. Szukała wzrokiem Jasona jednak nigdzie go nie zastała. Słyszała jedynie odgłosy z głębi domu garnków.
- niee, z Reserved - odpowiedziała w końcu na pytanie Melissy.
- też takie miałam myśli. Musimy się kiedyś zgadać to pójdziemy na zakupy, albo może na manicure ! - zaproponowała zadowolona, zajmując ponownie swoje miejsce.
- dzięki, ale uznaje jedynie bezbarwny lakie - powiedziała najbardziej jak potrafiła grzecznie.
- oo no to gdzie indziej ! fryzjer, spa !
- zobaczymy
- ty pewnie jesteś Elena - usłyszała za sobą kobiecy głos, gdy odwróciła się zobaczyła młodo wyglądającą kobietę, ładną zadbaną, dość elegancka. W również białej sukience z rękawkami zakończonymi falbankami, jej szyję zdobiły delikatne perełki - jestem Miranda - wyciągnęła rękę ku brunetce i uśmiechnęła się. Włosy miała krótkie zaokrąglone do szyi oczy zielone. Niższego wzrostu, karnacje znacznie opaloną.
- tak, miło mi - odwzajemniła jej uścisk dłoni.
- siadajcie, idę sprawdzę pieczeń i zaraz jemy - polecił ojciec dziewczyn i znikł, natomiast po chwili pojawił się... No właśnie jak miała go nazwać przyjaciel? chłopak... chyba bezpiecznie będzie obiekt westchnień, silnych westchnień, jej wzrok się rozczulił, poczuła się jakby apetyt jej podsycił. Ubrany Jeansy i w granatową koszulę. Przegryzła dolną wargę na jego widok. Uśmiechnął się do niej, tylko to zdołał wywołać. Wyglądała tak niewinnie, delikatnie i subtelnie. Gdyby nie wiedział mógłby pomyśleć, że na prawdę jest w tej rodzinie, ponieważ wpasowywała się. Długi kłos spływał jej po ramieniu, dzięki czemu mógł się przyjrzeć jej szyi, na której spoczywał złoty, delikatny łańcuszek z krzyżykiem bocznie wiszącym, nosiła go zazwyczaj, ale teraz mógł zobaczyć go w całej okazałości. Bronił się by z nią się nie przywitać dość intensywniej, jednak powstrzymał się.
- cześć Jason - odezwała się, odwzajemniając uśmiech. Po chwili zasiedli do stołu. Pan James i pani Miranda usiedli na przeciwko siebie. Melissa na przeciwko Jasona, Elena zaś choć się zdziwiła to obok Jasona. Jakby od razu wiadomo było jak będą ustawieni. Gadatliwa Melissa jako pierwsza rozpoczęła tematy, opowiadała wszystko z ogromna ekscytacja, a Elena jej nie poznawała pomimo tego, że krotko ją znała. Jason tylko odpowiadał, lub coś dopowiadał. Matka blondynki tak samo. Jednak Elena nie wiedziała co może poruszyć, a jej ojciec najwidoczniej miał również ten sam problem. Popiła wodą i przełknęła jedzenie.
- a ty Eleno czym się zajmujesz? zamierzasz studiować? - spytała matka Melissy.
- na razie pracuje u dziadka w barze i tak, za dwa tygodnie wyjeżdżam do Nowego Yorku - odpowiedziała, a dla Jasona zabrzmiało to jak przypomnienie.
- i jaki kierunek ? - zaciekawił się starszy mężczyzna.
- Melissa chce zostać projektantką - wtrąciła się zadowolona, ale nie chwaląc się Miranda, a jej córka uśmiechnęła się dumnie.
- ja chcę zostać pisarką - uśmiechnęła się.
- już nawet zaczęła coś pisać - pochwalił się Jason.
- o na prawdę? i w jakich dziedzinach ? romanse? thrillery? - zaciekawił się James.
- to się okaże - odrzekła brunetka - sam to gotowałeś? - spytała z niedowierzaniem.
- tak, nie smakuje ? - spytał zmartwiony.
- nie, skąd. Pyszne, tylko pytam - odpowiedziała.
- więc cieszę się, że ci smakuje - uśmiechnął się wyciągając do niej rękę. Czuła na sobie wszystkich wzrok. Nie wiedziała co zrobić, jednak jeśli chciała do niego zbliżyć się, a on do niej to na tym polega chyba ta relacja. Położyła swoja mniejszą dłoń na jego dłoni a on uścisnął. W tej chwili poczuła coś, czego nigdy nie poczuła. Miłość, ale inną miłość ciepłą, dobrą, ojcowską choć możliwe, że za wcześnie o tym mówić. Gdy usłyszała kaszlnięcie Melissy, zabrała rękę i kontynuowała jedzenie.
- więc jesteście razem ? ty i Jason ? - spytał gospodarz domu.
Para spojrzała na siebie i zaniemówili. Czemu każdy się o to pyta? - pomyślała.
- jesteśmy przyjaciółmi - wyręczył ją chłopak.
- serio ? - zmarszczył brwi.
- wszystkim tak odpowiadają, a widać, że coś kręcą - zaśmiała się Melissa - całe miasteczko o nich plotkuje - dodała.
- ja nic nie słyszałam - zaśmiała się Miranda.
- chociaż pani - uśmiechnęła się Elena.
- mów Miranda - skinęła głową.
- dobrze
- Ethan by cię skarcił, że odpuszczasz taką ładną dziewczynę - pokręcił głową niedowierzająco pan James, co wywołało przez chwilę niezręczną ciszę, ale też smutek w wielu oczach, po czym po chwili wesoła atmosfera znów się powróciła.
- i nie mówię tylko dlatego, że też to moja córka - pomachał palcem, a wszyscy zaśmiali się.
- to ja już będę lecieć - oznajmiła wstając Melissa.
- na pewno ? mało zjadłaś, przyszła Elena - zwróciła się do niej matka.
- najadłam się i jestem umówiona - odpowiedziała.
- pa mamo, pa tato - po kolei pożegnała się i dała po całusie. Podeszła również do Jasona od tyłu obejmując go wokół szyi i pochyliła się również obdarowując jego policzek pocałunkiem - pa Jason i do zobaczenia Eleno - ten sam gest powtórzył się również na policzku u niej.
- do zobaczenia - odpowiedziała.
Przez chwilę zapanowała znów cisza.
- czy zrobiłam coś złego ? - spytała w końcu.
- o niee, absolutnie - zapewnił ją ojciec.
- aha... to może już pójdę - powiedziała
- zostań jeszcze trochę, chce nadrobić czas. Wiem, że nie wynagrodzę ci wszystkiego, ale chce chociaż część - powiedział ze skrucha, a dziewczynie nie wiedząc czemu smutno się zrobiło.
- to kto chce deser ? - zaproponowała Miranda wstając.
- deser też robiłeś? - zmarszczyła brwi brunetka.
- akurat Miranda - zaśmiał się lekko - w ciastach jestem kiepski - odrzekł, a dziewczyna skinęła głową. Pod stołem poczuła na swojej dłoni ciepłą dłoń na co uśmiechnęła się i westchnęła. Z jednej strony chciała by ten wieczór trwał jak najdłużej bo zawsze marzyła o obiadach wspólnych nie tylko ze swoja rodzina, ale także ze swoim ukochanym. Zastanawiała się również jak jej ojciec i matka zareagowali by na siebie spotykając się. Czy ona czuje coś do niego jeszcze i na odwrót. Jason raczej miał racje, James Blake okazuje się życzliwa osobą bynajmniej na tą chwilę.
- co u mamy? - zapytał niepewnie.
- Kocha ja - pomyślała z uśmiechem - raczej wszystko dobrze, jest najlepszą projektantką jaką znam - uśmiechnęła się - projektuje suknie ślubne - dodała.
- brzmi świetnie
- i tak jest, choć mało czasu przez to miała na nas
- na was?
- na mnie i Mattiego
- kto to Matty?
- mój brat - odpowiedziała.
- to twoja mama była jeszcze z kimś?
- tak, nie trwało to długo, a powtórzyło się to samo co z tobą - parsknęła, zakładając ręce na klatce piersiowej, na co oboje mężczyźni roześmieli się lekko, a ona oburzyła się nie rozumiejąc.
- byłem i jestem palantem - skinął głową - i nie mowie tego bo ty tak uważasz i widzisz tak mnie. Wiem co schrzaniłem jednak za późno to zrozumiałem
- dlaczego za późno?
- ponieważ twoja matka wyjechała z dnia na dzień, nie sądziłem, że kiedykolwiek jakby odejdzie, a Miranda zaszła w ciążę
- moja mama też
- o czym na początku nie wiedziałem - odpowiedział jej od razu - Miranda zaszła w ciążę i wziąłem odpowiedzialność
- za mnie nie...
- chciałem wiele razy i próbowałem, ale Elizabeth...
- już to mówiłeś - przerwała mu.
- przepraszam to za słabe, ale na prawdę tak bardzo cię przepraszam - spuścił wzrok w talerz, a ona poczuła mocniejsze ściśniecie dłonią, na co odwzajemniła uścisk.
- no placek gotowy - oderwał ich wszystkich głos kobiecy. Wraz z przyjściem Mirandy Blake temat błyskawicznie się zmienił.

*
- dziękuje, że mnie odprowadziłeś - powiedziała będąc dwa domki od swojego.
- szkoda, że nie zostałaś u mnie - uśmiechnął się cwaniacko.
- pod dachem mojego ojca ?
- mhm, w moim pokoju
- cwaniak jesteś wiesz? - spojrzała na niego, zatrzymując się przy swoim plocie.
- czemu tak uważasz? - będąc blisko niej.
- bo wykorzystujesz swój... swój uśmiech by mnie rozbroić - wyznała przełykając wielką gule w gardle.
- tak ? - powtórzył swój uśmiech, na co roześmiała się stukając go w ramie.
- tak - mimo to odrzekła.
- więc ja ci powiem, że twój śmiech na mnie działa tak samo - wyszeptał jej schylony tuż przed jej wargami. Oddech miała co raz cięższy, pragnęła tego, wrzeszczała w środku by w końcu to zrobił, a z drugiej strony rozum podpowiadał jej - ,, nie pozwalaj, będzie tylko gorzej.
- chrzanić rozum - pomyślała. Jego dłoń musnęła jej policzek, a na końcu zagościła się na jej szyi, delikatnie rozchylając swoje usta dając mu zgodę uśmiechnęła się łagodnie. Bez wahania wtulił swoje wargi w jej. Czuła ponownie to samo, miała wrażenie, że są znów na kołyszącej się łodzi, lekki powiew wiatru choć o trochę chłodził jej skórę i orzeźwiał jej umysł. Wspięła się lekko na palce, by być jeszcze bliżej jego. Jej ciało idealnie wpasowało się w jego męskie ciało. Była taka drobna w jego objęciach. Zagłębiając pocałunek objął ją w pasie. Ona poznając jego tors i ramiona rozkoszowała się jego smakiem.
Ulotność, spokój i miłość unosiła się w powietrzu, cichy szelest liści dla nich był cicha melodia. Odbijające się cienie na cemencie w świetle latarni oderwały się zaczerpując tchu.
- zostajesz? - wyszeptała.
- z przyjemnością - skinął głową, na co uśmiechnęła się.

***CDN***
Miłego dnia kochani ! :)
P.s oraz czytania.
Dodał/a: An Caroline w dniu 8-01-2018 - czytano 227 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill XIII"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)