Tajemnica Mint Hill XI

Co By Bylo Gdyby ?

27.
Pracowali tak jak zwykle co rusz wymieniając się spojrzeniami i delikatnymi uśmiechami. Pokręcił głową dziwiąc się samemu sobie, co z nim się działo?. Przerażona była niewątpliwie, kochała i nienawidziła gdy był obok niej, ale jeszcze bardziej nienawidziła gdy go nie było, zaś on wiedział, że jej wyjazd jest nieunikniony, nie chciał jej odbierać marzeń, ani planów. Nawet jeśli ciężko przeżyje jej brak w Mint Hill.
Melissa Blake siedziała przy stoliku sącząc kawę. Wpatrywała się w nie oficjalną parę brunetów, na co przewróciła oczyma mając tego dość. Gołym okiem widać było między nimi chemie, nawet całe miasteczko ich podejrzewało o coś, a oni bawili się w kotka i myszkę. Przy drugim stoliku dostrzegła znajomą dla niej osobę, postanowiła się dosiąść.
- Panie Parish - skinęła głową na przywitanie.
- witaj Melisso - uśmiechnął się uprzejmie, a jego wzrok znów powędrował na Elenę.
- wyglądają... wygląda na poważnie co ? - spytała widząc kogo obserwuje.
- co? - wrócił do rzeczywistości.
- Elena i Jason, wygląda na poważnie - uśmiechnęła się przenikliwie.
- aa chyba tak - mruknął.
- lecisz na nią ?
- jaa...coś ty
- lecisz na nią - stwierdziła chichocząc, popatrzyła na Jasona. Przegryzła delikatnie dolną wargę. Przypatrywała się z uwagą, głównie Elenie.
- chcesz to ci pomogę, ale ty pomożesz mi - zaproponowała.
- nie potrzebuje pomocy
- hmm...a jeśli ja potrzebuję?
- to nie będę umiał pomóc
- ojj...Ericu - musnęła dłonią po policzku - Elena może być twoja jeśli tylko chcesz - powiedziała.
- wątpię
- ja zajmę się Jasonem, ty zajmiesz się Eleną i będziemy wszyscy szczęśliwi
- szczęśliwi? co ? to znaczy... podoba ci się Jason ? - zmarszczył brwi.
- jest bardzo przystojny - wzruszyła ramionami, a następnie wyjęła z torebki mały flakonik perfum.
- myślałem, ze traktujecie się, bardziej jak rodzeństwo - założył ręce na klacie.
- bo tak jest - puściła do niego oczko, przy tym psikając szyję i miejsca za uszami - więc wchodzisz? - zapytała - Elena będzie twoja
- nie sądzę
- zastanów się jeszcze raz - mruknęła oschle wstając, a Eric sięgnął po swój napój by się napić - Ericu... nie radzę ze mną zadzierać - podpowiedziała mu gdy była już za nim.

*
- podać coś jeszcze ? - podeszła do niego brunetka uśmiechnięta.
- nie dziękuję, będę już leciał - odpowiedział uprzejmie przyglądając się jej z ekscytacja, a ona nie wiedząc co to znaczy speszona odgarnęła swoje długie włosy do tylu - wiec jesteście razem? - odważył się i spytał zerkając na Jasona.
- oo niee - zaśmiała się - jesteśmy przyjaciółmi - odpowiedziała.
- o tak?
- tak - odrzekła.
- cieszę się - uśmiechnął się cwaniacko - miłego dnia Eleno - pożegnał się i ruszył do wyjścia. To, że Ericowi podobała się dało się jej wyczuć, ale robiła wszystko by go nie zachęcać do siebie. Był przystojnym mężczyzną. Przypuszczała, że na pewno miły, dobry, zabawny i sympatyczny, ale dla niej był po prostu kolegą.
- leci na ciebie - stwierdziła Jo podpalając papierosa.
- wolałabym nie
- jest w sumie przystojny - powiedziała w zamyśleniu.
- dzięki... myślałam, że wolisz dziewczyny - burknęła, a koleżanka roześmiała się.
- bo tak jest, ale umiem odróżnić przystojniaka od... nieudanego - powiedziała.
- ahh no tak pani mądralo - parsknęła biorąc od koleżanki papierosa.
- owszem, pani mądrala wie, że nie chcesz pana Erica, bo chcesz pana Jasona - niemal zanuciła te wszystkie słowa.
- nie prawda
- prawda
- nie
- tak
- nie Jo
- zatęsknisz za nim Eleno, a wtedy może być za późno
- nie zatęsknię - zaprzeczyła
- zatęsknisz, może nie od razu, ale zatęsknisz. Któregoś wieczoru, bądź dnia będziesz chciała wiedzieć co u niego słychać, co robi, gdzie jest, z kim jest. Jak się czuje, czy myśli również o tobie jak ty o nim, po prostu zatęsknisz, a wtedy może być za późno. Nie chcę żebyś się raniła, ani jego
- dlaczego to mi mówisz?
- bo chce żebyś była szczęśliwa - odrzekła z uśmiechem.
- będę tęsknić... za tobą - westchnęła.
- ja za tobą też - zaśmiała się, a po chwili przyjaciółki objęły się obserwując zachód słońce, nie wiedząc, że za ścianą sprytnie podsłuchiwał Jason Adams przełykając ślinę.

*
Jo Henderson miała rację. Pokochała to miasteczko i ludzi. Gdy tu przyjechała im bardziej chciała stąd uciec, tak bardzo teraz chce tu zostać, może wtedy sprawy z Jasonem by potoczyły się inaczej - pomyślała. Westchnęła, na prawdę pokochała to miejsce nie zauważając nawet kiedy. Jadąc z wszystkimi przyjaciółmi na wzgórze zastanawiała się nad tym wszystkim, jej przyjaciółka miała też rację z tym, że będzie tęsknić za tym brunetem wtedy spojrzała na Jasona, który siedział na przednim siedzeniu. Przymknęła oczy próbując odtworzyć wszystkie chwile spędzone jakie do tej pory były. Próbowała ponieważ było ich na prawdę sporo z czym się dziwiła. Spojrzała na Liama, który prowadził, potem na Alex, która siedziała od prawej strony drzwi. Za nimi tez będzie tęsknic, a szczególnie za nią spojrzała na przyjaciółkę siedzącą obok niej. Nie odliczała dni do wyjazdu tak jak jakiś czas temu, teraz im bliżej było do dnia wyjazdu tym bardziej ją to przerażało, nawet jeśli jedzie na wymarzony kierunek studiów, nawet jeśli będzie robić to co zawsze chciała. Szli w znajome dla nich miejsce. Weszli na werandę drewnianej chaty. Po znalezieniu sposobu aby wejść do środka, a konkretnie ponownie przez okno, ponownie rozglądali się po pomieszczeniu, jeszcze raz obejrzeli piwnice i jeszcze raz wszystkie szafki.
- może powinniśmy powiedzieć policji - mruknęła Alex.
- nie chce ich mieszać w to - odrzekł Jason.
- ale by sprawdzili wszystko szybciej, a tak to nie wiemy czy my w ogóle jesteśmy bezpieczni, skoro Elena nie - zabrzmiało to trochę jak panika.
- dopóki będziemy się trzymać razem nic nam się nie stanie - odezwała się Jo. Przyglądając się ścianom.
- wyniki próbki będą dopiero za dwa dni - oznajmiła Alex Stevens, a wszyscy skinęli głowami.
- czy też czujecie ten zapach ? - spytał Liam. Wszyscy pociągnęli nosem.
- nie...
- nie...
- nic nie czuję - odpowiedziała próbując coś wyczuć Jo.
- benzyna - stwierdziła Elena, wszyscy spojrzeli na nią - nienawidzę tego zapachu, zawsze i wszędzie ją wyczuje - zamarudziła.
- mam to samo - pokiwał głową Liam jakby ją rozumiał - ktoś bawił się nią w piwnicy - spojrzał na schodki w dół.
- wcześniej nie czułam jej tu - pomyślała na głos, rozglądając się dookoła.
- już raczej nic tu nie znajdziemy - powiedziała zrezygnowana blond włosa.
- dlatego wracajmy - poparła ja angielka, podpalając papierosa.
- niech wam będzie - wzruszył ramionami Adams. Elena westchnęła, dziwne trochę dla niej to było, rozstawała się właśnie teraz z tym domkiem. Czuła radość, a zarazem jakby nie chciała jego jeszcze opuszczać. Liam wyszedł pierwszy, a następnie pomógł swojej narzeczonej. Następna w kolejce była Jo, wzięła pomocną dłoń przyjaciela i podczas przechodzenia przez parapet strzepała popiół, a nagle całe okno stanęło w płomieniach. Z refleksem Liama brunetka została pociągnięta na trawę.
- Jo ! - krzyknęła Elena, biegnąc ku niej. Jednak poczuła blokadę w pasie.
- poparzysz się - ostrzegł ją nie pozwalając iść w ogień Jason,
- tam jest Jo ! - krzyknęła mu przypominając, słyszała krzyki i piski na zewnątrz, a następnie popatrzyła na niego surowym wzrokiem.
- Liam jej pomógł ! - wrzasnął by się uspokoiła, ogień szybko się rozprzestrzeniał, a oni krokami szli w tył prawie kończąc swoją trasę ratunku. Ogień pochłaniał wszystko, szczególnym tempem zasłony i wszystko co było z materiału, również z dużą prędkością zjadał drewniane deski.
- Jason! - krzyknęła widząc jak jedna belka z sufitu spada prosto na nich. Odskoczył z nią padając na ziemię. Zakaszlała, raz, drugi i nawet trzeci. Ciężko w płucach było, a dymu robiło się co raz więcej. Nagle przypomniała się jej wizja z samochodu.
- okryj się, i nie próbuj wdychać dymu - rozkazał, a następnie, okrył ją swoją szarą bluza, a nos schowała w środek bluzy. Gdy wstawali pół domu był w płomieniach, gdy myśleli by pobiec do drzwi, rowniez i je już zajął żar i ogień.. Odwrócił się, dostrzegł okno, ale bez klamek.
- wszystko ukartowane - pomyślał brunet i skinął głową. Pomógł wstać dziewczynie.
- zostań tu - polecił. Sięgnął po krzesło które powoli się paliło
- Jason ! - znów krzyknęła widząc kolejną lecącą belkę na dwudziestolatka, która uderzyła w lewy bark.
- nic ci nie jest ?! - podskoczyła do niego bez wahania kucając przy nim ujmując jego twarz w dłonie, siła uderzenia belki spowodowała ze padł na kolana.
- nic się nie stało - zapewnił, choć wyraźnie czul ból - miałaś nie wdychać dymu - przypomniał jej widząc ze twarz ma odsłoniętą.
- mam to gdzieś - burknęła pomagając mu wstać, widzieli jak ogień tańczy dookoła ich - Adams w końcu z zamachem rzucił krzesłem w wybrane okno. Zasłony z tego okna również były zżerane przez płomienie. Jason powybijał pozostałe odłamki szła jakie zostały w ramach okna. W pospiechu przeszedł przez nie, a ogień sięgał już do parapetu gdy sięgnął po rękę Eleny.
- chodź szybko!
- nie dam rady Jason - pisnęła dusząc się dymem
- chodź ! - krzyknął widząc co widzi brunetka - Elena zaufaj mi - zabłagał. Była przerażona. Chwyciła jego dłoń i z rozpędem znalazła się na parapecie. Czuła ciepło pod stopami, a nawet gorąco. Zeskoczyła szybkim tempem i bez wahania znalazła się w ramionach Jasona. Oddychała głęboko delektując się powietrzem. Przyciskał ją do siebie chcąc mieć pewność, że faktycznie ma ją tuz przy sobie.
- jesteś cała ? - spytał wciąż przestraszony. Wpatrywał się w te niezwykłe oczy, łapiąc delikatnie za jej policzki głaszcząc.
- myślę, że tak - wydusiła. Czuła jak wplątuje swoje palce w jej włosy, ona na to co miała ochotę już dawniej zarzuciła ręce na jego szyję przyciągając go jeszcze bliżej siebie. Oderwali lekko od siebie, ponownie wgłębiając w siebie wzrok. Ocierała kciukami jego policzki by sprawdzić czy on jest cały i zdrowy. Gdy mieli znów przywrzeć do siebie...
- Jason twoja ręka! - pisnęła widząc zaczerwieniona plamę na jego śródręczu.
- nic mi nie będzie - zapewnił.
- poparzyłeś się - skrzywiła się chowając jego dłoń w swoich dłoniach, chciała sprawdzić jego brak lecz w zamian usłyszała.
- nie czuję... przy tobie nie czuję - wyznał, a jej źrenice jeszcze bardziej rozszerzyły się.
- Elena ! - usłyszała dodatkowe glosy.
- Jo ! - wykrztusiła - nic ci nie jest ?! - zapytała rzucając się na przyjaciółkę.
- mi ?! to tobie czy nic nie jest ! - skarciła ja przyglądając się jej.
- pomoc już jedzie oznajmił Liam.


28.
- Elena ! - usłyszała znany głos.
- Eric - westchnęła, a on bez słowa ja przytulił do siebie. Nie ukrywała zaskoczenia.
- nic ci nie jest? gdy usłyszałem ze jesteś z nim, wpadłem w panikę dosłownie - powiedział, przyglądając się jej twarzy.
- nie... - zapewniła - Jason mnie uratował - dodała, zerkając na swojego wybawce.
- rozumiem, jestem mu wdzięczny.
- co?
- wiem, ze znamy się krotko, znamy się słabo, ale od pierwszej chwili nie mogę wybić ze swojej głowy twojego głosu, twarzy, oczu, uśmiechu. Nie wiem co bym zrobił gdyby coś ci się stało - wyznał.
- Eric, przepraszam, ale to jest jednostronne
- tak wiem wiem... najważniejsze, ze ci nic nie jest - ponownie ja przytulił wymierzając wrogi wzrok Adamsowi.
Gdy wszyscy zostali przesłuchani i opowiedzieli wszystko pomijając parę szczegółów, a swój pobyt tu wytłumaczyli ciekawością. Policjanci nie dowierzali i dawali mnóstwo kazań.
Po chwili nie wiadomo skąd pojawiła się Melissa Blake.
- Jason?! Elena ?! - krzyknęła - co tu się dzieje ?! Eric co się stało ?! - Miała wiele pytań, wyglądała na roztrzęsiona.
- co tu robisz Melisso ? - spytał Jason.
- przejeżdżałam, wracam z domu z nad jeziora - odpowiedziała, na co chłopak skinął głową kojarząc wymienione przez nią miejsce.
- dobrze ze ci nic nie jest - westchnęła i przytuliła go, na co nieco się zdziwił.
- ci rowniez Eleno - powtórzyła ten sam gest.
- do kogo ten dom w ogóle należy? - spytał jeden z funkcjonariuszy. Brunetka wahała się, ale chciała sprawdzić coś, a to było silniejsze.
- Melissy - odezwała się Sawyer, a wtedy mnóstwo par oczu spojrzało na nią - chyba mój błąd - pomyślała, spojrzała na swoją bliźniaczkę - tak Melisso? - dopytała się. Złość, przenikliwość, a następnie spokój przeminęło blondynce w oczach
- tak, to prawda - uśmiechnęła się do Erica.
- wiec, wielka strata dla ciebie
- to prawda - wzruszyła ramionami - ale najważniejsze, że im nic nie jest - dodała z uśmiechem serdecznym zmieniając temat, a po chwili odeszła na bok z Parishem.

29.
Jason Adams nie przespał reszty nocy. Nie obchodziło go to, że za godzinę musi iść do pracy. Cały czas cofał się do swojego występku, raz żałował, raz cieszył się jak nastolatek. To było dobre uczucie i właściwe, ale zadawał sobie pytanie czy ona czuje to samo, nawet jeśli tak to czy mają jakąkolwiek szansę? są wulkanem emocji raz krzyczą, a jak zobaczy ją w niebezpieczeństwie rzuca się bez namysłu by jej pomóc.
- tak wrogowie nie robią - pomyślał - cóż raczej chyba nigdy nie byli - tym razem szepnął sam do siebie wychodząc z domu.
Majac dziś wolne Elena Sawyer przełożyła się na drugi bok w swoim łóżku, zakryła się po samą szyję kołdrą i uśmiechnęła się do siebie. Musiała przyznać, że ostatni moment z Jasonem podobał się jej, a nawet bardzo, może i za bardzo na co posmutniała lekko. Dzięki niemu zapominała wszystko co wcześniej się działo, gaz, pożar, wąż. Strach w niej znikał jak dzisiejsza mgła zza oknem. Czasem zastanawiała się co by było gdyby została, jednak na prawdę chciała skończyć swoje studia i zostać najlepszą pisarką. Podniosła się i od razu sięgnęła po laptopa z ponownym radosnym uśmiechem.

***CDN****
Milego czytania :)
Dodał/a: An Caroline w dniu 5-01-2018 - czytano 172 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (1)

*NiktWażny*dnia 2018-01-06 16:55:06.

Super jak zawsze

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill XI"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)