Tajemnica Mint Hill XI

Nieprawdziwa Randka.

25.
- zna ja pan?
- wnętrze ma zatrute...Biedna dziewczyna
- dlaczego pan tak mówi?
- ona mnie tu usadziła
- słucham?! - prawie krzyknęła dziewczyna.
- po śmierci mojej Allie, nie wiem skąd się wzięła, skąd wiedziała ale wiedziała ze fatalnie się czuje, nie moglem jeść, spać. Wychudłem. Przyszła po mnie, najpierw się troszczyła, nie rozumiałem choć to było mile. Opiekowała się jakbym był jej dziadkiem. Nie dość, ze to było mile, to sami rozumiecie młoda osoba, w dodatku dziewczyna podobało mi się to, nie ze względu na jej atrakcyjność, ale sadziłem ze na prawdę jest mila i chce mi pomoc. Po jakimś czasie stwierdziła, że ze mną jest co raz gorzej, choć zapierałem. Wtedy wezwała lekarza, nakłamała o moim braku apetytu, słabości, depresji, ze niby zapominam jej imię już, nie pamiętam dnia tygodnia i wiele innych bzdur, wtedy za pomocą lekarza umieściła mnie tu, raz przyniosła dużo papierów do podpisania twierdziła ze to chodzi o leczenie tu, choć po jakimś czasie przypomniała mi się w rogu pieczątka urzędu. Teraz już wiem po co jej była.
- czyli tak na prawdę ten dom należy do Melissy ? - upewnił się Jason.
- tak sądzę
Jason nie wytrzymał i ruszył przed siebie. Zdenerwował się, a dziewczyna westchnęła.
- nie wiemy jak panu się odwdzięczymy - uśmiechnęła się.
- uważaj na siebie Eleno - powiedział.
- będę i wypuszczę stad pana
- heh, drogie dziecko nie wiem w sumie czy chce stad wychodzić
- dlaczego?
- tu czy w domu i tak nie ma mojej Allie
- bardzo ja pan kochał - uśmiechnęła się ponownie
- jak szalony. Miłość jest piękna Eleno
- nie wątpię - skinęła głowa i wstała - będę już szla
- widzę jak on na ciebie patrzy Eleno
- słucham?
- Jason
- jesteśmy przyjaciółmi - zapewniła - a gdy się kłócimy to nienawidzimy się - dodała.
- miłość i nienawiść to bliźniaczki Eleno - wyznał, a młoda kobieta zmarszczyła brwi nie rozumiejąc - to tak jak z pieniądzem. moneta ma dwie strony. Po jednej stronie jest miłość po drugiej nienawiść, ale jednak to wciąż ten sam cent - uśmiechnął się.
- do widzenia - uśmiechnęła się kiwając głowa ponownie.
- do widzenia Eleno
Dziewczyna ruszyła w pospiechu. Mial cholerna racje. Wróciła do przyjaciół. Jej przyjaciółka wciąż zagadywała recepcjonistkę.
- już możemy iść - powiedziała z uśmiechem - kolejki w tej toalecie - wyznała.
- to do widzenia - uśmiechnęła się Jo do kobiety i razem odeszły.
- gdzie Jason?
- poszedł do samochodu
Wszystko ze szczegółami opowiedzieli.
- po co ten dom dla Melissy?
- ukrywa coś - mruknęła Elena.
- nie sadzisz, że zabiła swojego brata - popatrzyła na nią koleżanka kierująca auto.
- nie byłaby zdolna do tego, jest jaka jest, ale kochała go - wtrącił się Jason z tylnych siedzeń. Dziewczyny westchnęły i pojechali dalej.


26.
W tym dniu pracowała z Jo, Martinem i Marlen. Jak zwykle wesoła atmosfera, dziewczyny nosiły zamówienia do wybranych stolików. Mężczyzna nalewał następne kufle, a następnie podawał dziewczynom. Tak robota szla szybciej i sprawniej. Co chwile pojawiająca się kobietka uśmiechnięta. Stawiająca na ladę przeróżne przystawki. Pracowała tylko do dwudziestej drugiej zazwyczaj, po tej godzinie zazwyczaj jedzenie już nie było serwowane.
- Eleno - usłyszała za sobą, od razu rozpoznała ten głos.
- Melisso - uśmiechnęła się udając uprzejmość.
- wiec tez już wiesz - poprawiła swoja jeansowa bluzę blondynka.
- wiem?
- że jesteśmy rodzina
- podobno - skinęła głową.
- wiem, ze nie znamy się, ale może jakoś poznamy się w końcu
- czyżby?
- czemu nie?... w końcu jesteśmy siostrami
- Melisso, ale czy na prawdę tego chcesz?. Przyznaj się, że mnie nie lubisz od samego początku.
- przyznaje - uśmiechnęła się, choć to nie był szczery uśmiech - ale liczę, że możemy zacząć od nowa, nie mam już prawie nikogo - przełknęła gule, która stanęła w gardle, a brunetkę ogarnął zal.
- masz jeszcze mamę i ojca
- który rowniez jest twoim - mruknęła - możne kiedyś przyjdziesz do nas na obiad, tato mówił ze może być to za wczesne dla ciebie ale...
- i miał racje - przerwała jej.
- cóż, wiec może kiedyś - uśmiechnęła się.
- może...
- do zobaczenia Eleno, to jednak male miasteczko - odwróciła się i poszła
- czego chciała ? - spytała Jo, zaraz stojąc obok niej
- dobre pytanie - mruknęła, obserwując dziewczynę, która właśnie wychodziła z baru.

*
Dni mijały następne, Jason często po pracy zakradał się przez okno by nie budzić pana Luisa wtulali się i zasypiali głównie rozmawiając, lub gdy mieli wolne przychodził do nich z wizytą, bawił się dłuższą chwilę z bratem dziewczyny, jedząc wspólnie obiady, kolacje, również śniadania. Nie ukrywała, że cieszyła się z jego wizyt jak na gwiazdkę, ale też przysięgła sobie, że nie da się nikomu uwieść, nikomu nie odda już swojego serca, nawet jemu. Choć teraz siedząc na ogrodowej kanapie, na werandzie zastanawiała się czy już to się nie wydarzyło. Dosiadł się do niej popijając wodę z cytryną, gdy klikała po klawiaturze od laptopa. Uśmiechnęli się do siebie, od razu zamknęła. Lubił sprawdzać czy z nią wszystko w porządku, czy jest bezpieczna, ale czym to było spowodowane?. Lubił ją podziwiać, rozmawiać, a kłótnie były niedoniesienia prawda, jednak uwielbiał jej głos. Nawet jeżeli jej głos wtedy brzmiał intensywniej i z wrogością.
- więc o czym piszesz? - spytał.
- gdybym ci powiedziała musiałabym cie zabić - spojrzała na niego poważnie, a następnie roześmieli się.
- okey... może kiedyś coś wydasz - skinął głowa.
- mam taka nadzieje - uśmiechnęła się - opowiedz mi coś - poprosiła, odwracając się tak, że po chwili oparła się o niego i znalazła się w jego objęciach. Sekretnie zanurzył swój nos w jej włosy, lśniące jak zwykle i pięknie pachnące. Przez chwile delektował się ich zapachem myśląc co jej opowiedzieć.
- gdy zmarł Ethan przejąłem się tak, ze popadłem na dno, może nie tak niskie, ale przestało mi na czymkolwiek zależeć, twój dziadek wyciągnął mnie z tego bagna - uśmiechnął się, a ona spojrzała nie co w gore na niego.
- musiało być ci ciężko - mruknęła.
- był dla mnie jak brat. Jak byliśmy w liceum postanowiliśmy ćwiczyć.
- czyżby słaba ocena o sobie ? - uśmiechnęła się.
- niee - przeciągnął śmiejąc się, ze czuła pod sobą delikatne turbulencje - ale chcieliśmy dobrze wyglądać. Wiesz dziewczyny... do tej pory bardzo często ćwiczę, nawet codziennie
- wiec temu wyglądasz tak... - zamyśliła się, ale czuła się przyłapana, wiec zamilkła.
- jak ? - zaciekawił się, pokazując pewny błysk w oczach, dziewczyna zachichotała lekko.
- w porządku - odrzekła poważnie.
- po za tym miałem rękę złamaną w dwóch miejscach, czujesz? - spytał, sięgając jej rękę i kładąc na swojej w okolicach nadgarstka i jej palcami sunął szukając jednego z dwóch znanego dla niego miejsca. Poczuła dość wyraźne chrupnięcie.
- obrzydliwe- skrzywiła się i roześmieli się wspólnie - co zrobiłeś?
- miałem wypadek, a raczej ja go spowodowałem, potrąciłem pieszego
- serio ? - zmarszczyła brwi.
- żałuję tego do dziś... bylem pijany, to było cztery miesiące po śmierci Ethana - wyjaśnił.
- a co z ta osobą? - zapytała, a po chwili lekko uśmiechnął się.
- żyje, jest twoim dziadkiem - odpowiedział, westchnęła.
- nigdy nie słyszałam, żeby miał wypadek
Brunet wzruszył ramionami.
- na szczęście nic poważnego nie stało mu się, lekkie zadrapania, a ja straciłem panowanie nad kierownica i walnąłem w latarnie
- bolało? - przymrużyła oczy lekko.
- nie wiem, byłem nieprzytomny - zaśmiał się - ale jak wybudziłem się to tak, a ku mojemu zdziwieniu twój dziadek cala noc był przy mnie. Zaproponował mi prace w swoim barze, w ramach tego nie wniósł oskarżenia
- cieszę się, że cie spotkałam - uśmiechnęła się.
- ja ciebie tez - skinął głowa. Wpatrując się w jego błękitne oczy, gdy miał ochotę i szanse w końcu ja pocałować. Przeszkodziła mu.
- po za francuskim, znam jeszcze włoski, hiszpański, angielski i uczę się szwedzkiego - wyznała.
- co ? - zaśmiał się.
- następna rzecz jaka wiesz o mnie - wzruszyła ramionami.
- serio?
- co serio?
- tyle języków znasz? ja ledwo nauczyłem się angielskiego, a polski powoli zapominam
- zawsze lubiłam się uczyć obcych języków - powiedziała przegryzając dolna wargę, pragnąc wtopić się w jego usta.

Rozległ się telefon Jasona. Elena podniosła się, a brunet odebrał.
- halo ?
Przez chwilę rozmawiał, a Elena udawała, że nie słucha.
- to Liam pyta się czy mamy ochotę iść z nimi do chińskiej restauracji. Tez maja wolne
- mamy iść z nimi na randkę? - zaśmiała się lekko.
- nie randkę, nie randkę - usłyszeli głos prawie przed sobą. Alex ubrana w ładna błękitną sukienkę, złapała za rękę swojego narzeczonego, który również bardzo ładnie prezentował się - nazwijmy to wypadem koleżeńskim dobrze? - zarechotał, po czym przywitali się wszyscy razem serdecznie.
- to co idziecie ? - zapytała się blondynka. Elena i Jason popatrzyli na siebie i wzruszyli ramionami, a po chwili przytaknęli głowami.
- to pójdę się przebrać - oznajmiła brunetka.
- dobry pomysł ! - pochwalił Liam - wy idźcie poplotkujcie i przygotujcie , a my z Jasonem również się zajmiemy sobą i wrócimy szybciej niż wy wyjdziecie z domu - uśmiechnął się, a Elenie tylko udało się wypuścić powietrze z ust.

*
Było zabawne dla nich, że ich przyjaciele tak się starają. Tym bardziej, że każde z nich uważało, że na marne. Małe pasma podpinała do tyłu odsłaniając swoje policzki, gdy do niej podeszła koleżanka.
- koniecznie ta. jest boska ! - stwierdziła, podając sukienka na wieszaku.
- myślałam o tamtej - pokazała na zwykłej bawełnianej, kremowej sukience.
- zdecydowanie ta - pokręciła uparcie i zawzięcie Alex głowa.
- no okey - westchnęła. Po chwili ubrana przyglądała się samej sobie.
- no widzisz ja pięknie ?! - zaklaskała w dłonie dziewczyna.
- taaa...
- to teraz makijaż gotowe - sięgnęła po kosmetyczkę.
- okey okey, ale już sama zrobię ok? doceniam co robisz, ale na prawdę wolałabym sama - uśmiechnęła się widząc perfekcyjny, ale intensywny i wyrazisty makijaż blondynki.
- niech ci będzie - opadła zadowolona na łózko.
Po paru minutach była gotowa i zeszły na dol. chłopcy Byli punktualni, bo gdy zeszły oni już byli w ogrodzie gawędząc. Śmiał się - usłyszała Elena, westchnęła. To był śmiech...nie wiedziała jak go opisać, ale zaczęła go uwielbiać i to ja przerażało. Gdy zeszła ze schodków, nie mógł oderwać od niej wzroku. Przeciągnął swoimi oczami od jej stóp, a zatrzymał się na oczach. Burgundowa, zwiewna sukienka na ramiączkach, idealnie do niej i jej figury pasowała. Przełknął ślinę, miała delikatny makijaż, ale jeszcze bardziej podkreślił jej piękne oczy. Włosy, wzięła do góry stwierdził, ze to dla niej idealna fryzura. Serce mu łomotało, przez chwilę czuł, że rumieni się on sam, ale zauważył, że ona również. Nie sądziła, że tak świetnie może wyglądać w jeansach, chyba tylko on. Klasyczna biała koszula, przegryzła dolną wargę. Co z nią się działo ?! krzyknęła na siebie w duchu.
- chyba zbyt oficjalnie prawda? to ich randka... - mruknęła.
- jesteś wspaniała - miał powiedzieć, ale w odpowiednim czasie ugryzł się w język.
- traktujmy to tak jak Liam nazwał - powiedział - to co idziemy? - zaproponował na koniec..
- jasne - uśmiechnęła się, a on nie wiedząc co powiedzieć ruszył na przód. Kierowali się do samochodu Liama. Czerwone audi wydało z siebie ryk oznaczające prace silnika. Brunetka przyłapała siebie sama, gdy zauważyła, że patrzy się na jego pośladki. Pokręciła głowa niedowierzanie, mimo to pośladki miał świetne.
Zatrzymali się pod restauracja pod nieznaną dla nich nazwą. Nazwę była rowniez po chińsku więc żadne z nich nie wiedziało jak wymawiać i jak przeczytać. Elena jej nie znała, Jason znał, choć nie zaglądał tu, a Alex i Liam podobno z ich opowiadań dość często tu przebywali. Najpierw poprosili o wino, a następnie Alex zamówiła rożne numery z menu. Jej narzeczony i brunetka zauważyli ze nikt nie nadąża za nią, na co roześmiali się. Wznieśli toast za spotkanie rozmawiając i o całych wydarzeniach jakie ich spotkali, ale także i o całym wzgórzu. Gdy skończyli swoje wina, narzeczeni ruszyli zamówić następne, a po chwili przynieśli im zamówienie. Tace, i deskę drewniana, a na nich przeróżne różności kolorowe.
- same sushi ? - upewnił się czy dobrze widzi.
- Alex jest wegetarianką, nie jadłeś sushi ? - uśmiechnęła się, ponownie tego wieczoru rozmarzył się i znów popatrzył na jedzenie.
- nie mogla pomyśleć tez o wołowinie? albo chociaż o kurczaku?
- nigdy nie jadłeś sushi - stwierdziła śmiejąc się - polubisz, jest pyszne - poklepała go po ramieniu.
- to jest unagi, husomaki moje ulubione zdaje mi się ze z łososiem, ale tez warzywami, futomaki, uromaki i gunkan
- ale to surowa ryba...- zamarudził, na co rozczuliła się.
- pokochasz - zapewniła, biorąc pałeczki. Zwinnie podniosła jedno z nich i przysunęła do ust Jasona. Nie chciał, ale przekonywała go. Więc pochłonął poczęstunek od niej. Przeżuwał i próbował rozpoznać smak.
- co to ? - spytał się - ostre trochę
- tuńczyk - skłamała widząc, że przeżuwa ze smakiem
- nie smakuje jak tuńczyk - zmarszczył brwi - ostre powtórzył - smakuje jak wasabi
- bo to jest z wasabi, a to jest węgorz - roześmiała się, a on właśnie połknął z lekkim przerażeniem i popił szybko wodą. Uśmiechnęła się - spróbuj teraz tego - poprosiła.
Zabawne zaprzeczali, że nie są na randce, ale czuli się jak na prawdziwej randce. Jason nie chcąc bądź już chcąc próbował następne smakołyki.
*
Alex i Liam odbierając zamówienie, spojrzeli na swój stolik. Uśmiechnęli się na ich widok. Pięknie wyglądali.
- pięknie wyglądają - mruknęła zadowolona Alex.
- masz racje - objął ją od tyłu chłopak.
- hmm... może się ulotnimy? - zaproponowała.
- myślimy podobnie - pocałował w policzek, a następnie zaśmiali się i skierowali się do drzwi.

Aby być najedzona nie musiała wiele zjeść. Odetchnęła opierając się o oparcie.
- ich chyba gdzieś wcięło - stwierdził Jason.
- wyszli z jakieś dwadzieścia minut temu - wyznała przegryzając wargę.
- czemu nic nie mówili? - zmarszczył brwi.
- widocznie chcieli nas wyswatać - uśmiechnęła się.
- oni? nas?
Dziewczyna zaśmiała się i skinęła głową. Bał się, że tego śmiechu nigdy nie wyrzuci z głowy.
- idziemy ? - spytała - jutro mam na rano, ty raczej też - powiedziała.
- jasne - uśmiechnął się.
Gdy chciał uregulować rachunek, zdziwili się, że był już uregulowany.
- ukartował to - pomyślał, kręcąc głową niedowierzająco. Wyszli czując orzeźwiające, nocne powietrze. Lekki wiatr kołysał sukienkę Eleny, spojrzała w niebo. Ogromna pełnia oświetlała jej jasną twarz, Jason walczył sam ze sobą. Spacer zajął im nie całe dwadzieścia minut, głownie rozmawiali. W końcu dotarli i stali przy białym przy schodach, które prowadziły na werandę . Próbowali odczytać swoje myśli, wgłębiali się w swoje oczy, w których u niej uwidaczniał się lęk, radość, a zarazem ekscytacja.
- dziękuję, za wszystko - uśmiechnęła się.
- nie ma sprawy - odrzekł, denerwując się. Zarumieniła się patrząc w bok. Wyjął ręce z kieszeni.
- raz kozi śmierć - pomyślał, dłużnej nie wytrzyma. Zrobił krok w przód, ona lekko przesunęła się w tył czując za sobą na łydkach drewniane belki. Był tuż przed nią. Ujął jej twarz w dłonie, źrenice jej rozszerzyły się bardziej, a serce, nie umiała go spowolnić. Gładził delikatnie, jakby chciał poznać najpierw jej skórę. Pochylił się, i gdy czuł jej przyśpieszony oddech na swoich wargach:
- Eleno to ty? - zawołał Luis Sawyer. Nie udawał irytacji, a ona uśmiechnęła się w duchu, że dziadek ją uratował.
- przepraszam, muszę już iść - powiedziała ze skruchą, spuszczając wzrok w ziemie.
- jasne - skinął głową, a ona gdy była już odwrócona do odejścia, ponownie odwróciła się do niego. Wspięła się na palce i musnęła ustami jego drgający od emocji policzek.
- śpij dobrze Jason i uważaj na siebie - szepnęła i odeszła.
- ty również - odrzekł.
- już idę dziadku - zawołała wchodząc po schodkach. Ten jej pocałunek był... jakby dodano mu więcej paliwa, westchnął, a następnie poczuł nie do opisania radość. Chciał być pewny, że będzie zaraz w domu, wiec nie odchodził dopóki nie weszła. Odwróciła się jeszcze raz do niego uśmiechnęła się, a on odwzajemnił jej tym samym. Po chwili znikła za drzwiami.

***CDN***
Milo mi jeśli już tu dotarliście. Milego czytania życzę :).
Dodał/a: An Caroline w dniu 3-01-2018 - czytano 216 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (1)

Nikt Ważnydnia 2018-01-04 22:41:19.

Supeeerrrr, kocham to opowiadanie, codziennie sprawdzam czy są nowe części😍💕❤

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill XI"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)