Tajemnica Mint Hill X

Schemat.

23.
Obudziły ja muskniecia powiewu ciepłego, porannego powietrza. Myślała, że śni. Jason Adams na prawdę tu był. Spojrzała na niego. Spał tak pięknie. Westchnęła rozkoszując się jeszcze chwila w jego ramionach. Potrzebowała już pójść do toalety, a od razu by poszła po kawę - pomyślała. Delikatnie wyswobodziła się z jego objęć, ale to nic nie dało, bo od razu się obudził.
- coś się stało ?
- nie, pójdę po kawę.
- nie trzeba, pójdę już - oznajmił wstając
- nie wyjdziesz bez kawy - zaprotestowała - mój dziadek o tej porze jest w ogrodzie
- no ok...
Gdy wyszła, on rozpoczął sprzątanie. Choć go plecy bolały od twardej powierzchni, był nadzwyczajnie zadowolony, wydawało się mu, że nic nie popsuje mu dzisiejszego humoru.
Elena Sawyer zeszła na dół, skręciła do kuchni gdzie nie ukryła zaskoczenia. Zza gazeta wyłaniał się czubek siwej głowy.
- wyspałaś się ? - spytał serdecznie jej dziadek.
- tak - odrzekła z uśmiechem na samo wspomnienie nastawiając czajnik.
- jak się czujesz? - spytał
- chyba dobrze - wzruszyła ramionami.
- to dobrze - kiwnął głowa - co teraz zamierzasz?
- a co mam robić? chodzi ci o... mojego ojca? - domyśliła się.
- mhm
- nie wiem, a co powinnam? chyba nie chce go znać
- zakładam, że część ciebie chce go poznać co jest normalna i naturalna rzeczą, bo chcesz?
- nie wiem sama - zalewając kawę
- Eleno nie martw się mną, ani mama to twój ojciec i rozumiem jeśli będziesz chciała go poznać, nawet jeśli jest idiota. Mam nadzieje, ze cie nie skrzywdzi.
- ani ja... - westchnęła. Wzięła kawę i ruszyła w drogę powrotna.
- Eleno?
- tak ? - stanęła w miejscu
- niech Jason normalnie zejdzie na śniadanie i na kawę, niech nie zachowuje się jak jakiś złodziej - powiedział uprzejmie, a zarazem z lekkim rozbawieniem.
- Jason ? - zmarszczyła brwi udając.
- nie jestem ślepy, ani głuchy nie dostrzec jak wspinał się po domu, wiem, że rozmawialiście do chyba trzeciej nad ranem, a teraz niech nie myśli ze wyjdzie ode mnie bez śniadania
Uśmiechnęła się serdecznie, kiwnęła głową z wdzięcznością.
Postawiła kawę na miejsce i wbiegła po schodach. Siedział na łóżku.
- dziadek każe ci zejść na dol - mruknęła
- co? - odparł zaskoczony.
- Jackie Chanem nie jesteś szefuńciu - pokręciła głową z rozbawieniem - zobaczył cie wczoraj - wzruszyła ramionami. Zeszli nie pewnie do kuchni
- witaj Jason siadaj, przygotowałem naleśniki z dżemem truskawkowym, wyszły mi idealne - przywitał uprzejmie pan Sawyer
- dzień dobry panie Luis, dziękuję - usiadł na przeciwko niego. Elena podała mu kawę, a następnie talerzyki, sztućce i talerz z naleśnikami.
- no wiec rozumiem, że jesteście razem ? - spytał.
- o nie nie. Nie jesteśmy dziadku - zaprzeczyła jego wnuczka.
- na pewno? nie muszę wam tłumaczyć o zabezpieczeniach, dzieciach i tak dalej? - zmarszczył brwi poważnie, Jason zakrztusił się, Elena paliła się ze wstydu.
- dziadku ! - zawołała niedowierzająca.
- jesteśmy przyjaciółmi - zainterweniował Adams.
- no ok, jeśli tak uważacie. Ja też skradałem się do swojej przyjaciółki przez okno, potem stała się moją żoną i babcia Eleny - popatrzył na swoją wnuczkę.
- okej...już wystarczy - poprosiła brunetka i wszyscy roześmiali się. Atmosfera przebiegała radośnie, żartowali, śmiali się i opowiadali różne wydarzenia. Jason poczuł się w końcu jak w domu, a Elena nigdy szczęśliwsza nie była. Po chwili podbiegł Matty
- Jason pograsz ze mną w piłkę ?! - poprosił z maślanymi oczami.
- jasne - zgodził się bez wahania.
- nie musisz - zaalarmowała dziewczyna.
- ale chce - uśmiechnął się i ruszył za ośmiolatkiem. Gdy kopali sobie wzajemnie piłkę, Elena siedziała na werandzie obserwując ich. Śmiała się wraz z nimi, gdy oni mieli ubaw. Była pewna, że brakuje Jasonowi jego rodzeństwa, na pewno nie grał z siostrami w piłkę, ale na pewno jakoś świetnie spędzali czas. Na ten widok miłość jej rosła w sercu. Ganiali się dobre dwie godziny, gdy wyraźnie Jason był wykończony po zabawie, a Matty jeszcze w gorszym stanie bo od razu schował się do domu na kanapie gdzie zasnął jak suseł.
- więc teraz ty mi coś opowiedz - dosiadł się do niej chłopak.
- hmm... co powiesz o moich włosach ? - spytała.
- jesteś piękna - wymsknęło się, za wolno pomyślał, za szybko powiedział, przeklinał się siebie w duchu, przełykając ogromną gule w gardle. Przeszło mu gdy widział, że uśmiechnęła się i zarumieniła, a wzrok skupiła w schodki.
- gdy dziewczyny cierpią mają tendencje do zmian w sobie, na sobie. Gdy czułam się zraniona przez... przefarbowałam się. Gdybym tego nie zrobiła identycznie wyglądałabym jak Melissa, tyle, że dłuższe włosy mam. Kiwnął głową, zrozumiał więc jej naturalny kolor to ten sam blond co ma Melissa Blake.
- jest w porządku - powiedział, na co uśmiechnęła się. Rozmawiali nadal dobre dwie godziny, poznawajac się bardziej, poznawajac się na nowo i tak następne dni mijały dla nich.

24.
- chodzicie ze sobą ?! - pisnęła niedowierzająca Jo gdy robiła drinki.
- zapomnij
- jak to ? przychodzi do ciebie, spicie razem, jecie
- no właśnie Jo tylko śpimy, rozmawiamy to wszystko
- przyznaj kochasz go
- nie Jo... on nie jest...
- nikt nie jest idealny Elena, dopóki w nim się nie zakochasz - puściła oczko.
- od kiedy jesteś taka mądra - burknęła.
- odkąd sama przekonałam się co to miłości
- z Rachel?
- mhm, jest wspaniała
- wierze - uśmiechnęła się dziewczyna Nowego Yorku nalewając piwa.
- a ja wierze, ze ty będziesz tez szczęśliwa
- za miesiąc wyjeżdżam Jo, to by nie przetrwało, a poza tym za pewne byśmy się kłócili
- teraz nie kłócicie się czyż nie?
- no niezbyt...
- myślę, ze zawsze będzie ludzi coś łączyć, jeśli byli ze sobą szczęśliwi nawet przez chwile - popatrzyła na nią.
- masz cholerna racje - mruknęła podając piwa klientowi, a Jo Handerson uśmiechnęła się dumnie.

*
- co robisz? - spytała Elena wchodząc na kuchnie, wraz z Jasonem niosąc brudne naczynia. Po chwili Jo Handerson siedziała przy blacie. Nogi opierała o szafkę, a na kolanach trzymała gruby notes w, którym coś skrobała, a po chwili i za nimi weszła Alex i Liam robiąc porządki.
- hmm... nazwijmy to schematem ? - sama zapytała samą siebie. Sawyer, wraz z chłopakiem zajrzeli zza jej pleców.
- eee...talentu to ty nie masz - parsknęła wesoło Elena - co to jest ? - zaciekawiła się wraz z resztą towarzyszy.
- kiedyś jak w szkole czegoś nie rozumiałam, próbowałam przetłumaczyć sobie wszystko rysunkiem, schematem - wytłumaczyła.
- okej, więc co chcesz sobie wyjaśnić
- to jest Ethan - pokazała na narysowanego ludzika, prawie na środku kartki, a po chwili przekreśliła z drżącą ręką - pokazała wyżej - pan Blake - przejechała palcem, a wszyscy wsłuchiwali się. Na samej górze był narysowany mężczyzna, od niego odchodziły dwie strzały na dwa ludziki na jeden przekreślony i na drugi o włosach długich - to Melissa - pokazała na następną postać, która była po prawej stronie, od wymienionej osoby przed chwilą - zważając, że należysz do tej rodziny, to jesteś ty - popatrzyła na brunetkę - na co Elena przełknęła ślinę
- i co mnie też przekreślić?
- ty jeszcze żyjesz - zaśmiała się Angielka.
- jeszcze - mruknęła.
- Zaczęło się od Ethana, teraz Sara Young - przekreśliła narysowanego ludzika o charakterystyce dziewczynki, która była trochę niżej od Melissy - zaś to jest pani Robertson - pokazała na inną postać po lewej stronie od narysowanego nieżyjącego chłopaka - to my - pokazała w dolnym lewym rogu dwóch chłopaków i dwie dziewczyny odbiegające od samej Eleny - a teraz do sedna, zaczęło się od Ethana i Sarry, dla mnie od razu co przychodzi do głowy to bliskie osoby Melissy więc albo ktoś nienawidzi Melissy, choć pewnie nie jedna osoba, albo sama już nie wiem - westchnęła na koniec
- sądzisz, że ktoś w miasteczku poluje na Melisse? ale na początku na jej bliskie osoby? - zmarszczył brwi Liam.
- coś w tym stylu - spojrzała na przyjaciółkę.
- chcesz powiedzieć, że i na mnie ?! - pisnęła Elena Sawyer, a Jo kiwnęła głową.
- przecież ja nawet z nią się nie lubię - zaprotestowała.
- ale już ktoś próbował cię zabić - stwierdził mrucząc tym razem Jason, a wszyscy na niego spojrzeli
- dwa razy - wypomniała słodka Alex, a oczy zwróciły się ku jej
- jak dla mnie zapominacie jeszcze o jednej osobie - wyznała długowłosa brunetka
- to znaczy? - zainteresowała się Jo.
- zapomnieliście o listach Ethana, a raczej o pamiętniku. Podeszła do Jo sięgając po notes i marker, narysowała następną strzałkę od Ethana i narysowała wielki znak zapytania, kładąc na stole.
- dziewczyna, której się obawiał - poparł Adams.
- chyba, że pani Robertson, albo Melissa kłamią - wtrącił się Liam oznaczając w kółko wymienione osoby.
- wątpię co do waszej byłej nauczycielki - pokręciła głową Elena.
- dlaczego? - spytała Alex.
- ponieważ widziałam ją raz, ale widziałam jej oczy gdy mówiła o Ethanie, były szczere i nie sądzę by była zdolna, do takiego czegoś. Po za tym miała z nim uciec czemu miała by go zabić ? - odgarnęła włosy do tyłu.
- ma racje - skinął głową Liam.
- więc Melissa? - pisnęła blondynka.
- aż tak obawiała się skandalu? inaczej by to oznaczało, że kochała Ethana nie tylko jako brata - skrzywiła się lekko wtrącił się Jason - więc zostaje ta trzecia osoba - doszedł do wniosku Jason, a wszyscy kiwnęli głowa.
- kim jesteś ? - zapytała tym razem Jo, wpatrując się w znak zapytania.
- trzeba będzie wrócić jakoś do domku, sprawdzić jeszcze raz piwnicę - zasugerował Jason.
- mam coś - oznajmiła nieśmiałym głosem narzeczona Liama, z torebki wyciągnęła szklanką fiolkę, a w niej dosłownie szczyptę jakby popiołu, wyschniętego kurzu, koloru burgundy - Możecie teraz ze mnie się śmiać jak się myliłam, ale zeskrobałam, nie było łatwo - wyjaśniła przypominając jak ostatnia wychodziła z chatki. Wszyscy nie patrzyli na nią zaskoczeni, ale też zdumieni - miałam kupić nowe perfumy pokazała na puste opakowanie po damskich perfumach, ale nigdy nie mogłam zapamiętać ich nazwy więc miałam buteleczkę tą zawsze w torebce, a teraz mam nadzieję, że na coś się przydała i może coś jeszcze się wykaże - uśmiechnęła się niepewnie. Wtedy Jason Adams zerwał się w jej stronę i ucałował ją w policzek.
- jesteś genialna - zawołał, Elena uśmiechnęła się, Jo zaśmiała, a Liam odepchnął swojego kolegę od swojej narzeczonej i sam pocałował ją w czoło dumny.
- trzeba wybrać się ponownie do pana Harrego no i tez zanieść to do laboratorium, albo gdzieś... - popatrzyła na fiolkę która trzymał Liam wpatrując się w nią - o ile czegoś się dowiemy o tym - dokończyła.
- ja bym wróciła do pana Harrego - zaproponowała Elena.
- no nie wiem, ostatnio mało co nie dostał astmy albo czegokolwiek - burknęła Jo.
- nie prawda - oburzyła się.
- wiec wybiorę się z nią - zaproponował Jason, a Elena odwracając wzrok uśmiechnęła się delikatnie.
- pewnie, mieszanka wybuchowa wasza. Wtedy ten biedny staruszek zejdzie na zawał. Więc jadę z wami - pogroziła im palcem, a oni zaśmiali się.
- więc my zajmiemy się tym - odezwała się Alex.

*
Podjechali pod dom pomocy społecznej o dziesiątej. Weszli do recepcji witając serdecznie kobietę, która stała zza ladą.
- przepraszam, ale po ostatnim razie pan Harry nie przyjmuję już gości po za swoją rodziną
- lekarz zabronił?- dopytała się Jo.
- nie, rodzina - odpowiedziała.
- na prawdę nie możemy? to bardzo ważne - wtrąciła się Elena.
- przykro mi - pokręciła głową.
- szkoda, mamy wiele pytań do pana Harrego - łagodnie powiedziała znów Jo. Elena w tym czasie rozejrzała się po korytarzu, na którym po za nimi nikogo nie było. Szła przed siebie, gdzie ujrzała wielkie okno, na podwórku dostrzegła pana Harrego, na co uśmiechnęła się. Siedział na tej samej ławce z uśmiechem wpatrywał się jak wokół niego tańczy w powietrzu motyl. Westchnęła i ruszyła przed siebie po cichu. Zauważył to Jason więc ruszył za nią. Spojrzał na swoją koleżankę dając jej znak, a ona kiwnęła głową.
- a mogłabym prosić o numer jakiś do rodziny? albo wiedzieć kiedy oni odwiedzają, na prawdę nam zależy - słyszał brunet odchodząc uśmiechając się. Wyszedł za dziewczyną na podwórko, obserwując cały ogród, w którym było jeszcze kilka pacjentów i kilka pielęgniarzy.
- Harry ? - odezwała się Elena Sawyer.
- o, Elena - uśmiechnął się serdecznie.
- pamięta mnie pan? - spytała.
- oczywiście, takiej ślicznotki - odrzekł, na co roześmiała się lekko.
- przepraszam, ze pana ostatnio zdenerwowałam
- nie szkodzi, starość nie radość - uśmiechnął się.
- wie pan po co przyszłam prawda? - zapytała, ale nic nie odpowiedział - powiedział nam ostatnio pan, ze dom na wzgórzu należy do pana prawda? - nadal cisza, a po chwili siwy staruszek zauważył następna osobę, za Eleną.
- to twój chłopak? - uśmiechnął się.
- oo niee... - zaprzeczyła z uśmiechem.
- myślałem, farciarzem byś był - zwrócił się do Jasona.
- jesteśmy przyjaciółmi - uśmiechnął się.
- rozumiem
- Harry to jest Jason, jego przyjacielem był Ethan - zaczęła mówić, na co pan posmutniał - na wzgórzu znaleziono następne ciało - wyznała
- ciało?
- Sary Young
- potworne
- dlatego poszukujemy sprawcy - powiedział Jason siadając po drugiej stronie Harrego.
- chyba nie powinniście - odezwał się dojrzalszym głosem.
- ale policja z tym nic nie robi - wzruszyła ramionami brunetka.
- co chcecie wiedzieć?
- czy faktycznie ten dom należy do pana ? - zapytał tym razem młody mężczyzna, dziadek przełkną ślinę - następna może być Elena - dopowiedział i popatrzył na dziewczynę z wielką czułością, a Harry spojrzał na chłopaka, a następnie na dziewczynę, w końcu odpowiedział
- nie
- jest pan pewny?
- tak, Eleno
Młodzi westchnęli nic nie rozumiejąc
- dlaczego jest nazwisko pana w urzędzie na tamten adres
- nie miałem wyboru
- wyboru? - zareagowali wspólnie.
- jesteś taka podobna do niej - mruknął przypatrując się brunetce.
- do niej? do Allie ?
- niee...
- więc do kogo?
- do Melissy
- Melissy Blake ? - Jason upewnił się czy dobrze usłyszał, a staruszek kiwnął głową.

***CDN***
Mam nadzieje, ze święta wam minęły w radosnej, cieplej i rodzinnej atmosferze. Mam nadzieje, ze ta część rowniez wam się spodoba.
Teraz troszkę przed czasem życzę wam Szczęśliwego Nowego Roku, spełnienia marzeń, zdrowia. Aby był lepszy od poprzedniego. Pozdrawiam. :)
Dodał/a: An Caroline w dniu 29-12-2017 - czytano 235 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (1)

Loliksdnia 2018-01-03 03:01:17.

Czekam na dalsze części, super piszesz 💓

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill X"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)