Tajemnica Mint Hill IV

Choc Podobne, To Dziela Pary Dwie.

11
O dziewiątej była umówiona z Jasonem pod urzędem. Była dziewiąta dwadzieścia nim zaparkowała na parkingu auto. Stał zdenerwowany, przy wejściu. Jak zwykle przystojny, biała koszulka i brązowe spodenki idealnie się komponowały. Podziwiała jej widoki, a następnie głęboko i głośno westchnęła.
- ale się zacznie... - powiedziała sama do siebie.
- miało być o dziewiątej ! - warknął.
- mam w końcu wolne, daj mi choć raz pospać - powiedziała wylewnie i weszła od razu do środka, a on przetarł sobie oczy i ruszył za nią.
Nie wiedział jakich perfum używa, ale były idealne. Siedział obok niej niby nie blisko, a czuł jakby był tuż przy niej. Nie był to i mocny i intensywny zapach, wręcz przeciwnie delikatny, lekko słodki, ale też można było wyczuć nutę świeżości. Miała na sobie jeansowe spodenki dzięki którym mógł dostrzec opalone już i zgrabne nogi. Szacował, że rozmiar buta na trzydzieści siedem-osiem, bluzka na ramiączkach koloru beżowego odsłaniała jej nagie i smukłe ramiona. Czekając aż ich numerek się wyświetli, pisała na laptopie nie zwracając na niego uwagi. Choć czuła jego obecność, to tak na prawdę miała wrażenie, że nigdy wcześniej bezpieczniej się nie czuła. Ten człowiek dawał jej uczucie, że nic jej nie stanie się. Nie wiedziała czy to przez jego ciało, ale jednak to zadziwiało.
Przez chwilę porównywała go do Liama. Wzrostem zaledwie kilka centymetrów się różnili, budową trochę bardziej, przynajmniej w barkach, no ale z charakteru... Jason wybuchowy, uparty, trudny i denerwujący, a kolega miły, dobry, pomocny no i szczęśliwie zakochany, czasem aż do przesady.
W końcu zadzwonił dźwięk, a na ekranie pojawił się ich numerek.
- Siedzieli tu godzinę - pomyślała.
- witam w czym mogę pomóc? - spytała kulturalnie i uprzejmie kobieta grubo po trzydziestce. Była dość okrąglutka, cerę miała oliwkową, a włosy bordowe i króciutkie.
- zastanawialiśmy się czy dowiemy się do kogo ten dom należy? - powiedziała Elena Sawyer. Zaskoczyło go to, on już miał się odezwać. Wyjęła karteczkę z adresem i podała urzędniczce. Przez parę sekund, poklikała po klawiaturze, następnie myszką zerkając uważnie w monitor.
- ah... przykro mi, ale niestety nie mogę udzielić tej informacji. Niestety właściciel zakazał udostępniać takich informacji - odpowiedziała wciąż serdecznie, na co młodzi popatrzyli się na siebie tym samym wzrokiem mówiącym: ,, też o tym myślisz?.
Myślała, że to robi się co raz bardziej podejrzane i na pewno ktoś chcę te miejsce ukryć to raz, a dwa, żeby nikt nie miał do niego dostępu.
- jaka szkoda - szepnęła, wciąż wpatrując się go. Chciała jakoś go pocieszyć tyle się starał, no i znów jest w punkcie wejścia, a nie wyjścia.
- na prawdę nie może pani nic zrobić dla mnie i dla mojej narzeczonej? - spytał pewnie siebie Adams.
- co? - pisnęła wcale nie głośno jak jej się wydawało.
- narzeczonej? - zmarszczyła kobietka brwi.
- zawsze marzyła o domku, z daleka od wszystkiego i wszystkich. Z takim właśnie ogródkiem, ostatnio przejeżdżaliśmy tamtędy i od razu się zakochała prawda kochanie? - jeszcze bardziej wbił w nią wzrok, który ją palił od środka.. Nawet nie dostrzegła jak ułożył swoją dłoń na jej talii po prawej stronie, a następnie przyciągnął ją jeszcze bliżej do siebie.
- tak.. - wykrztusiła cicho, kiwając delikatnie głową. Zbliżał się twarzą, a ona była przerażona. Nikt jej nie całował odkąd...cóż nie on, a dla niego zdoła zrobić wyjątek. Policzek ją zapiekł gdy on musnął dłonią. Serce mu łomotało nie wiedział skąd to wymyślił, ale musiał się tego dowiedzieć. Otrzymać odpowiedz o właścicielu, ale także dowiedzieć się także jak smakują jej usta. Czuła... delikatne muśnięcie, w kąciku ust na które przymknęła oczy.
- jejku jakie to romantyczne - chlipnęła pani z okienka - wiecie co zobaczę co da się zrobić - puściła oczko, a oni odsunęli się ciężko oddychając. Wciąż czuła wibrujące ciepło w brzuchu, a kącik ust nadal ją jakby piekł. Nie odrywając z siebie wzroku, próbowali odczytać swoje myśli. On myślał, że chciałby jeszcze raz, a ona wolałaby, żeby to nigdy się wydarzyło.
- o to imię i nazwisko i adres - podała karteczkę, dla Jasona.
- bardzo, bardzo pani dziękuję - uśmiechnął się uroczo.
- ale flirciarz - pomyślała, na widok jak kobieta czerwieni się o imieniu Eva, ponieważ tak miała na plakietce, która widniała na marynarce.
- przystojny! - pisnęła do Eleny.
- tak tak... - uśmiechnęła się i wstała - dziękujemy bardzo - dodała. Szybko ją dogonił i chwycił ją w pasie, na co odepchnęła jego rękę, a on miał już coś powiedzieć:
- Jason, Elena ! - rozległ się kobiecy głos.
- Melissa - uśmiechnął się.
- co tu robicie?! nie wiedziałam, że jesteście razem - popatrzyła się na nich, a ją i jego zszokowało.
- bo nie jesteśmy, - zapewniła Elena - a ty co tu robisz ? - spytała z lekką irytacją w głosie.
- taa... a opłacić muszę podatek za nieruchomość... - popatrzyła na nich jakby chciała rozszyfrować myśli, jednak w tej chwili o niczym nie myśleli jak tylko o tym, żeby już poszła - a wiec co tu robicie? - dokończyła.
- sprawdzamy coś, - odpowiedzialna szybko
- ahh..a?
- Melisso... nie chce ci przywoływać złych wspomnień, wiem ze ci ciężko było, ale dobrze wiesz ze obiecałem ci, ze dopadnę tego kogoś kto to zrobił Ethanowi i chyba jestem co raz bliżej, jesteśmy - zaczął mówić spokojnie i naturalnie
- jesteście ?! - pisnęła zaskoczona blondynka.
- znaleźliśmy dom, tam na wzgórzu wiedziałaś o nim ? - zapytał.
- dom? nie mam pojęcia o żadnym... Jak to my?! - dopytała się ponownie.
- pomagam Jasonowi i tak jak reszta, nie rozumiem czemu ty nie pomagasz - wtrąciła się brunetka.
- nie wtrącaj się w nie swoje sprawy Eleno - odrzekła jej surowo - a ty Jason po co rozdrapujesz stare rany ?! i tak już wycierpieliśmy. Zostaw to wszystko i daj sobie spokój - rozkazała, a następnie odeszła na dźwięk z ekranu. Pozostała dwójka znów spojrzeli sobie w oczy z pytającym wzrokiem.

Mieli od razu na trzynastą do roboty. Jo, Alex i Liam już tam byli. Gdy pokazali karteczkę angielka zabiła brawo.
- wiedziałam, że z was zgrana para - zaśmiała się.
- taaa... - mruknął Jason.
- więc, jutro mogę zobaczyć ten adres - powiedziała spokojniej.
- my dziś załatwimy, to co mieliśmy - oznajmiła Alex, na co wszyscy skinęli głową nie rozumiejąc jak oni chcą to załatwić.
- aaa no, byłam u pani Robertson. Niestety zastałam tylko jej rodziców, podobno nagle wyjechała tuż po zakończeniu roku
- roku?! - zawołała Elena.
- roku...
- tuż po zabójstwie...- dokończyła blondyneczka.
Każdy przełknął ślinę, jakby zaświeciła się im żaróweczka myśli nad głowami.
- co do cholery się wydarzyło na tamtym wzgórzu?! - warknęła z lekkim przerażeniem w głosie Sawyer.
- masz ten adres? - zapytał brunet.
- tak mam, z jakąś godzinę drogi stąd - podała mu papierek.
- rzeczywiście - mruknął.
- ja mogę pojechać - zadeklarowała się Elena.
- na pewno? nie znasz jej - upewniła się Jo.
- może dlatego ja powinnam jechać ? - wzruszyła ramionami.
- ja z nią pojadę - dołączył do ich rozmowy Jason, na co przewróciła oczami przegrana.


12.
- późno wracasz - usłyszała za sobą, a w świetle księżyca dostrzegła znajome rysy.

W tym samym czasie Alex Mills i Liam Foster wchodzili na ganek domu państwa Blaków. Oboje ubrani byli na czarno, co rozbawiało dziewczynę, jednak nie do końca blondyna.
- czy nie bardzo się wczułaś ? - spytał, pokazując swój ubiór.
- nie Liam. Cicho bo ktoś nas usłyszy! - poleciła. Z wcześniejszą rozmową z Jasonem na górze mieli ułatwienie, specjalnie chłopak tu mieszkający miał zostawić otwarte okno. Znaleźli drzewo przez niego opisane. Przy pomocy chłopaka, blondynka znalazła się na pierwszej, twardej i grubej gałęzi. Po momencie sama już była na drugiej. Bez problemu jej narzeczony znalazł się tuż obok niej.
- ale ty jesteś seksowna...- chlipnął podziwiając swoją dziewczynę.
- Liam ! - zaśmiała się cicho, a ten bez słowa przechwycił mocny i namiętny pocałunek. Uległa mu bez problemu, kochała tego człowieka od tak dawna, że życia już sobie bez niego nie wyobrażała objęła go wokół szyi. Głos sowy jeszcze sprawił, że ta chwila stała się jeszcze bardziej magiczna, ale też sprawił, że najwyższy czas zebrać się do roboty. Wskoczyli jeszcze na jedną średnio grubszą gałąź, po krótkiej chwili Liam znalazł się na dachu, wielkiego białego domu, przy pomocy jego i zaraz znalazła się też jego narzeczona. Sprytnie i po cichu byli już w pokoju Jasona. Pokój był nowoczesny, ale też nie przesadne. Wciąż młodzieńcze biurko obok okna, a przy ścianie stało nie wielkie łóżko starannie posłane. Panował mrok, a kilka świateł bananowego księżyca wpadało prosto na resztę mebli. Rozejrzeli się wkoło, a następnie dziewczyna uchyliła białe drzwi. Na korytarzu również przeważała ciemność, ale tak jak zapamiętali, następne białe drzwi były tuż po przeciwnej stronie. Korzystając z chwili szybkim tempem znaleźli się w następnym pomieszczeniu. Oboje w końcu mogli wypuścić powietrze z ust, a następnie popatrzyli na siebie czując ulgę, jednocześnie jeszcze z lękiem. Włączyli swoje latarki w telefonach i po swoim znaku porozumiewawczym przystąpili do poszukiwań.
Jednak umieli powstrzymać się od uścisków, Elena Sawyer by nie uwierzyła - tak pomyślała Alex otwierając szufladę w biurku. Były stosy papierów, każdy inny, piszący o czymś innym. Brunet w tym samym czasie przeszukiwał różne torby i plecaki, tak samo w milczeniu.
- nie wiemy nawet gdzie i co szukać - mruknęła szeptem blondynka.
- hmm...gdybyś chciała coś schować, gdzie byś schowała - zapytał chłopak, na co dziewczyna westchnęła i pokręciła przecząco głowę, schylając głowę w dół, a po chwili poczuła jak jasne światełko zawirowało nad jej głowa, popatrzyła się na niego z błyszczącymi oczyma.
- podłoga... - niemal, że nie pisnęła.
Odkryli gruby, misiowaty i szary dywan. Drewniane kafelki były ułożone perfekcyjnie, sunęli się na kolanach obok siebie. Tracili nadzieję i już mieli wycofywać się, gdy Liam nie dając za wygraną odsunął jeden z rogów łóżka od ściany.
- ten się rusza... - wyszeptał. Alex szybko podskoczyła na nogi, sięgnęła do plastikowego kubka, gdzie w stosie długopisów, ołówków i innych przyborów szkolnych wzięła w dłoń linijkę, podała od razu swojemu narzeczonemu. Dłuższą chwilę próbował podważyć kawałek kafelka, który był dość mocno przymocowany tylko po jednej stronie. Gdy użył większej siły element podłogi sam podskoczył oddając lekkie stuknięcie.
- csssii! - warknęła dziewiętnastolatka po cichu. Pod podłogą znajdywały się leciutko zżółkniały notes na który przełknęli ślinę. Nawet nie zaglądając młody mężczyzna schował do kieszeni, a następnie zakrył to miejsce. Oboje zasunęli łóżko, a następnie dywan i wyprostowali się.
*
- co tu robisz Jason? - mruknęła Elena.
- chciałbym jedną rzecz tylko wyjaśnić...
- więc?
- chodzi o tą sytuację w urzędzie, mam nadzieję, że nie odebrałaś tego...
- ależ skąd?! - poczuła się urażona - nie wyobrażaj sobie za wiele szefuńciu - dodała złośliwie.
- super, że rozumiesz - kiwnął głową.
- jasne ! - chlipnęła radośnie - śpij dobrze Jasonku - roześmiała się odwracając, lecz uśmiech chłopaka znikł. Po chwili pokręcił głową przecząco gdy dojrzał jak brunetka zniknęła zza drzwiami, gdzie czekała na nią następna niespodzianka.
- trochę późno - usłyszała kobiecy głos.
- mama ! - pisnęła z uśmiechem, który po chwili uśmierzyła rzucając wrogie spojrzenie swojej matce.
- to twój nowy chłopak? - spytała siadając na sofie przy kominku - przynajmniej ten młodszy - dodała mrucząc.
- tylko o tym chciałaś porozmawiać? - zaśmiała się niedowierzająco - nie zapytasz jak się mam? jak idzie mi w nowej pracy ? jak mi tu jest?
- od dziadka wiele wiem - odpowiedziała na jej pytania.
- taaa... ale nie ode mnie, nigdy mnie nie pytałaś o nic, co się dzieje w szkole... jak było na balu i o inne gówna! - burknęła.
- nie tym tonem młoda damo - pogroziła palcem jak do małej dziewczynki.
- daruj sobie - parsknęła opierając się o komodę - na ile przyjechałaś? - spytała.
- na cały weekend - odrzekła.
- o super, Matty będzie przynajmniej szczęśliwy
- przestań Eleno, dobrze wiesz, że wszystko robię dla was
- taaa... pracę stawiając ponad wszystko - przewróciła oczami, - nawet ponad nas!
- masz rację...
- co ?! - tego to niespodziewana się.
- masz rację, że nie poświęcałam dla was uwagi wystarczająco, dlatego chciałam wynagrodzić...
- serio ?! - ponownie parsknęła - myślisz, że jeden weekend wystarczy ? Dla mnie to i tak bez różnicy, ale Dla Mattiego. On potrzebuje matki !
- wiem, dlatego nie pracuję już w żaden weekend. Gdy wrócicie do domu, każdy weekend będzie nasz, a w tygodniu będę pracować tylko do siedemnastej
- żartujesz?
- a czy wyglądam jakbym żartowała - tym razem parsknęła jej rodzicielka.
- najpierw czyny, potem słowa - zakończyła rozmowę jej własna córka, a następnie udała się do swojego, tymczasowego pokoju. Po umyciu, od razu wpadła w swoją kwiecista pościel gdzie odetchnęła z ulga.
Nie było chyba rzeczy o której nie myślała, najpierw o matce czy powinna jej zaufać, następnie czy w ogóle nadal chce wracać do Nowego Yorku, nigdy nie przypuszczała, że tu będzie się czuła...lepiej, potem myślała o tym pocałunku, na którego wspomnienie wciąż miała ciarki po całym ciele, a gdy dotknęła szczupłym palcem kącika swoich ust miała wrażenie, że wciąż jest gorące.


13. Schodziła gotowa do wyjścia. Spojrzała w lustro przy komodzie i poprawiła jeszcze kilka razy włosy.
- dzień dobry - podszedł do niej dziadek całując w głowę.
- dzień dobry - odrzekła z uśmiechem
- zjesz z nami ? - zapytał prowadząc ją do kuchni, gdzie siedziała już jej mama i od razu przestała być głodna.
- nie jestem głodna zbytnio, w barze coś zjem - zapewniła.
Zal jej było z powodu, ze nie przyjeżdżała tutaj, bo w prawdzie pokochała te poranki z jej dziadkiem...
- pamiętasz o mojej prośbie ? - zwrócił się do niej staruszek kończąc swój gorący napój.
- tak, oczywiście - kiwnęła głową, a zaraz krzyknęła - Matty !!...a pamiętasz o naszej? tzn o mojej prośbie bardziej - dodała.
- naturalnie, możesz jechać z Jo - odpowiedział.
- super, dzięki ! - za wiwatowała, klaszcząc w ręce, a następnie dając całusa w policzek mężczyźnie - to czekam w samochodzie jak coś - oznajmiła brunetka i wyszła żegnając się.
- to moja córka? - kaszlnęła nie wierząc Elizabeth Sawyer.
- rzecz jasna Elizabeth - zaśmiał się jej ojciec.

Miała pracować dziś tylko do piętnastej, Liam i Alex obiecali, że zastąpią ją i Jasona w pracy by mogli pojechać do pani Robertson. Godziny mijały dość prędko w milczeniu. Relacja między dwudziestolatkiem, a Mattym była na prawdę miła i przyjemna, aż Elena nie mogła czasem odwrócić uwagi. Gdy dziadek, wraz z matką dziewczyny odebrali jej brata mogła troszkę odetchnąć, więc wyszła i spaliła pół papierosa, którego Jo miała w zwyczaju zostawiać. Po godzinie wszyscy młodzi spotkali się na zapleczu.
- znaleźliśmy to - powiedział Liam podając znaleziona rzecz
- co to ? - zmarszczyła brwi długowłosa brunetka.
- pamiętnik - odpowiedział. Gdy dziewczyna otworzyła wszyscy skupili wzrok na zeszycie, nawet te osoby co znaleźli.
- to pani Robertson ! - pisnęła Jo.
- i Ethan...
- byli razem ? - zapytała Sawyer, zakładając włos za ucho czując się dziwnie.
- najwidoczniejszej - mruknął Jason Adams.
Na pierwszej stronie ukazało się zdjęcie. Młody blondyn całujący czule starszą od siebie kobietę. Włosy miała czarne kręcone, trochę styl jak u hiszpanki, meksykanki. Karnacja znacznie ciemniejsza od niego. Mieli wrażenie czuja te uczucie, które iskrzy miedzy para z połyskliwego papieru.
- wiec to pamiętnik - przemówiła Jo.
- bardziej jak dziennik, ale prawdopodobnie dopiero co był zaczęty
- tylko cztery wpisy - podsumował Jason przewracając oderwane kartki.
- ciekawe czemu oderwane...- odezwała się Alex, jednak Adams wzruszył ramionami.
- jeden wpis przeczytaliśmy - powiedziała znów blondynka.
- uznaliśmy, ze każdy z nas powinien jeden przeczytać, a następnie z grubsza opowiedzieć reszcie
- nie możemy wszyscy razem ? - chrząknął Jason.
- dobry pomysł - pochwaliła szybko Elena, na co westchnął z nerwów.
- może każdy z nas będzie patrzył na te wpisy z innej perspektywy, znajdzie coś innego w nich. - poparła kolegów Jo Henderson.
- Ethan Blake miał z kimś wyjechać, z kobieta prawdopodobnie, raczej kochał ja. Pisał , ze nie mogą tu dłużej zostać. Byla pewna osoba zatruwała jego życie, chciał się od niej uwolnić. Dopisał również datę wpisu dwudziesty kwiecień.
- osoba ? - krzyknął Jason - czemu nic mi nie mówił... - pomyślał na głos, nie wiadomo skąd Elena poczuła współczucie ku niemu.
- dwie kobiety... - wzruszył ramionami Liam Foster - jak dla mnie to wszystko już zbyt podejrzane się robi
- tuż przed śmiercią - zerknął na date.
- wiec ta kobieta to pewnie wasza nauczycielka ?
- raczej tak - zgodziła się jej przyjaciółka.
- -może porozmawiamy z policja - zasugerowała Elena.
- jak na razie żadnej policji - zainterweniowała Jo, na która wszyscy spojrzeli.

*
- dobra szefuńcio, jedziemy ! - poleciła Elena, a reszta zaśmiali się z pary.
- jedziemy moim - burknął, wychodząc z Alouette.
- niby czemu?
- bo moim - odrzekł surowo.
- ciekawe co w nim jest lepszego od mojego - przewróciła oczami, wsiadając na miejsce pasażera, a następnie zapięła pas.
- przynajmniej pas zapinasz, to już coś
- a zamknij się - powiedziała, otwierając laptop.
- serio znów?!
- będziemy jechać godzinę, możne trochę więcej. Lepiej będzie jak nie będziemy rozmawiać. Ty skup się na jeździe, a ja skupie się na swojej rzeczy okey?
- mi pasuje - zgodził się.
Mijali różne drogi, pola, laki i lasy. W tle leciał najnowszy przebój ,,Sign of the Times
Rozkoszowała się tą chwilą, westchnęła głęboko.
- dlaczego to robisz? - spytał.
- co robię? co?
- jedziesz? mieszasz się w to?
- sama nie wiem - odrzekła zamykając laptop.
- odkąd przyjechałaś dzieją się dziwne rzeczy, co raz więcej tajemnic wychodzi na jaw
- no i ?!
- czasem mam wrażenie...
- chyba nie chcesz powiedzieć, że myślisz, ze to ja?... - popatrzyła się na niego surowo - o mój Boże! ty myślisz to ja zabiłam Ethana ?!
- znałaś go... przyjeżdżasz tak nagle...
- wiesz co ?! udawajmy ze się nie znamy okej ? ze złapałam autostop i milczymy!
Choć nie wiedział dlaczego, ale nie umie z nią przebywać w ciszy, nawet jeśli to były kłótnie. Miała racje, wiedział doskonale, że nikogo by nie skrzywdziła.
Niby jej nie znal tak dobrze, ale akurat tego był pewien.
Dwadzieścia minut wytrzymał bez rozmów z nią.
- masz rację, przepraszam - mruknął. Jednak ona nie odwracając się od monitora, totalnie go olała.
- przepraszam ! - warknął głośniej, na co uśmiechnęła się i popatrzyła na niego.
- nie wierzę Jasonek mnie przeprasza - parsknęła.
- wiem, ze nic nie zrobiłaś - powiedział.
- skąd teraz ta pewność?
- nawet muchy byś nie zabiła czyż nie ? - spojrzał na nią.
- dlaczego mi nie powiedziałeś, ze jestem podobna do Melissy? - zapytała, zmieniając temat.
- wiec teraz uważasz, ze jesteś?
- na pewno nie z charakteru - sprostowała, zamykając laptop, na co lekko uśmiechnął się.
- z początku nie bylem pewny - odpowiedział.
- znasz ją najlepiej i nie byleś pewny ? - zdziwiła się.
- gdy zapoznaliśmy się czułem, ze już gdzieś cie widziałem. Gdy w urzędzie stanęłyście naprzeciwko siebie wtedy bylem bardziej pewny - wyjaśnił, na co westchnęła.
- masz racje...
- hm?
- nie jesteś do niej podobna z charakteru - odrzekł, na co odwracając się schowała swój uśmiech.

Jechali jeszcze kawałek w ciszy. Słońce zmieniało swoje barwę w ognista pomarańczę, Elena czuła lekki podmuch wiatru który łaskotał po policzku, przymrużyła oczy opierając się o szybę zanurzając się w swoich myślach.
Jo Handerson nie spodziewała się, że ten adres zaprowadzi ją do domu dla starszych osób. Podeszła do okienka zerkając na karteczkę, która otrzymała od przyjaciół
- dzień dobry czy zastałam pana Wiliamsa? - spytała angielka, kobiety za szybą.
- tak jest, ale teraz ma terapię, a po terapii niestety kończą wizyty
- ahh jaki pech...
- jest pani z rodziny? coś przekazać?
- ojj nie... miałam po prostu kilka pytań do pana - odpowiedziała grzecznie - a czy jutro bym mogla przyjść? w jakich godzinach?
- najlepiej by było po obiedzie około czternastej proszę przyjść - odpowiedziała starsza czarnowłosa pani.
- dziękuje serdecznie - kiwnęła głowa i pożegnała się.

Jechała do swojego domu, jednak przed wyjściem z auta została jeszcze chwilę. Wyjęła kartkę, której jeszcze raz się przyjrzała. Była zgnieciona na pół, w linie jak i reszta kompletu. Data widniała czwarty kwiecień.
,, Cały czas mnie dręczy. Gdy śpię, robię posiłek, biorę prysznic, albo idę do szkoły. Cały czas jej odmawiam, jednak ona potrafi być przekonywująca, pewna siebie. Ona nie zna słowa nie, myśli, że jestem jej własnością, ale ja już jej nie chcę. Wstyd mi to co robiłem, byłem głupi. 04.04.15
Tętno jej podskoczyło, a następnie przełknęła ogromną gulę w gardle.
- kim jesteś... - szepnęła sama do siebie patrząc na słowo ,,Ona.


14.
- to na pewno tu ? - spytała brunetka.
- tak, adres się zgadza - odrzekł młody mężczyzna.
- okej... - zapukała głośno, a następnie zadzwoniła dwa razy dzwonkiem.
- umiesz być nachalna... - mruknął.
- zamknij się! - fuknęła po cichu, a po chwili brązowe drzwi otworzyły się. W nich stała kobieta lekko po trzydziestce. Włosy miała jasny brąz, pokręcone, idealna jak ze zdjęcia. Zielone kocie oczy i perfekcyjny makijaż jeszcze bardziej ja upiększał. W zwykłych szortach białych i szarej bluzce na ramiączkach spojrzała na młodych ludzi, a po chwili uśmiechnęła się w stronę Jasona.
- Jason ? Jason Adams ?! - nie dowierzała.
- dzień dobry pani Robertson - uśmiechnął się, a następnie spojrzała na dziewczynę i uważnie się przyjrzała.
- Melissa? - zmarszczyła brwi.
- oo nie... nie uczyła mnie pani. Elena Sawyer - podała rękę uśmiechnięta jakby nigdy nic.
- Sawyer?...
- Elena jest wnuczką pana Sawyera - wyjaśnił na szybko chłopak.
- tak pamiętam pana Luisa - kiwnęła głową cały czas patrząc się na dziewczynę, co ja zirytowało.
- wiem ze to dziwne - zaczęła mówić - przyjechaliśmy bo chcieliśmy z panią porozmawiać to nie zajmie dłużej niż dziesięć - dwadzieścia minut
- jesteś taka podobna do niej - pomyślała na głos kobieta.
- tylko z wyglądu serio - uniosła ręce do góry i zaśmiała się lekko - możemy wejść?
- dobrze - zaprosiła do środka. Domek był typowo kobiecy, dużo kobiecych elementów i zapach słodkich ciasteczek. nie był wielki, ale uroczy.
- urosłeś Jason, jak sobie radzisz? - zapytała była nauczycielka chłopaka.
- a dobrze, pracuje wraz z Elena, u jej dziadka
- oo na pewno macie trochę roboty
- tak mamy - westchnęła wnuczka pana Luisa.
- herbaty, wody?
- ja dziękuje - od razu podziękowała kulturalnie Sawyer.
- a ja po proszę wody jeśli można - zwrócił się były uczeń.
- naturalnie - kobieta od razu ruszyła do kuchni.
- mieliśmy my zadawać jej pytania - dziewczyna szturchnęła kolegę z łokcia.
- jest gorąco wiec chce mi się pic, a tez tak wyskakiwać z pytaniami to nie dobre
- a co ty wiesz co dobre... - przewróciła oczami i ściszyła ostatnie słowa widząc ze właścicielka tego domu wraca do nich.
- jesteście para? - spytała.
- nie, to tylko koleżanka z pracy - powiedział w tym samym czasie co Elena;
- oo niee, nigdy w życiu - zaśmiała się dziewczyna, biorąc szklankę i zaczęła pic.
- podobno nie chciałaś nic - zmarszczył groźnie brwi dwudziestolatek, a ona natychmiast odstawiła szklankę.
- pani Robertson chcieliśmy się zapytać o pewne rzeczy... - wyjęła zdjęcie i przysunęła po stole w jej stronę - o Ethanie - dokończyła.
- co..? - fala gorąca uderzyła ją w głowę, a policzki natychmiast różowiły się.
- gdy Ethan zginał non stop szukałem jakiejkolwiek odpowiedzi. W końcu w raz z Elena, Liamem, Alex i Jo zaczęliśmy na własną rękę
- przecież od tego jest policja - chlipnęła kobieta.
- która dawno to ma gdzieś - przewrócił oczyma.
- nie powinniście mieszać się w to
- kochała go pani ? - zapytała młoda dziewczyna, na co spoważniała, a następnie oczy jej zeszkliły się.
- nad życie - szepnęła wpatrując się jak w obrazek w nią i jej dawną miłość.
- opowie nam pani ? miał jakiś wrogów albo coś ? - dopytał się tym razem chłopak.
- nigdy nie chciałam by skończyło się tak jak się skończyło. Nigdy nie wyobrażałam sobie żeby związać się ze swoim uczniem, a tym bardziej licealistą...
- rozumiem... - szepnęła.
- tak? - upewniła się trzydziestolatka czy dobrze usłyszała i jej wzrok, oraz Jasona skupił się na niej.
- tak - odrzekła - to było poważne? - spytała.
- tak, tak sadze. bynajmniej z mojej strony, mieliśmy wyjechać gdzie nikt nas nie zna. Przychodził do mnie na zajęcia dodatkowe, nie rozumiał pewnych rzeczy, to wybrnęło się spod naszej kontroli...
- pamiętam ze chodził do pani - pokiwał głowa chłopak, jakby wracał do wspomnień.
- wiem, ze Melissa dowiedziała się, ze Ethan ma dziewczynę, a gdy dowiedziała się, ze to ja choć nie wiem jak. Wściekła się, od razu znienawidziła mnie, groziła mi, że mnie wyda, że stracę posadę, ze wsadzi mnie do wiezienia. Dała mi tydzień i kazała mi wyjechać bo inaczej powie swoim rodzicom, a oni jeszcze gorzej by zareagowali - opowiedziała im to wszystko jakby za gęstą mgłą. Jakby to przeżyła jeszcze wczoraj.
- czemu tak ostro zareagowała? - nie rozumiał Jason.
- odkąd poznałam Melissę Blake wydawała mi się, że nie lubiła niczym dzielić, była rozpieszczona, egoistyczna, zawsze uśmiechnięta od ucha do ucha.
- mi to pani mówi, ten uśmiech od początku mnie denerwuje - zniesmaczyła się Elena, na co kobieta nieco rozchmurzyła się.
- po co mieszacie się w to? może to być niebezpieczne
- chce sprawiedliwości dla niego - wytłumaczył się Jason, na co kiwnęła głową.
- wiem, ze przyjaźniliście się. Dużo mi o tobie opowiadał - skierowała te słowa nauczycielka do bruneta.
- szkoda, ze on mi o pani nie - westchnął.
- chciał, ale uważał cały czas, ze jeszcze za wcześnie - jakby chciała stanąć w jego obronie.
- uważa pani, ze ktoś go zabił? - spytała tym razem Elena.
- samobójstwo to na pewno nie było, jestem przekonana - powiedziała twardo.
Chwile jeszcze porozmawiali, zbaczając powoli z tematu. Na koniec serdecznie się pożegnali.
- powinna to pani zatrzymać - podarowała znalezione zdjęcia dziewczyna z Nowego Yorku i wyszła z domku.
- a czy wie pani, o jakiejś dziewczynie, która podobno go dręczyła.... nie wiemy w jaki sposób - zapytał Adams.
- nigdy mi o tym nie wspominał... Jedynie Melissa była przeciwna - wzruszyła ramionami - jest warta ciebie Jasonie - na koniec dodała.
- słucham?
- nie strac jej Jasonie
- ale my nie ....
- tak wiem mówiliście- jednak widzę to jak na ciebie patrzy, a po za tym ile dziewczyn by ci pomagało ? - uśmiechnęła się, a na koniec zniknęła za drzwiami własnego domu.


15.
- nie mów, że złapałeś gumę...- burknęła czując piskliwy poślizg.
- złapałem gumę - powiedział, zbaczając na bok do jakiegoś zajazdu
- cholera... - fuknęła. Zaparkował, a następnie wysiadł. rozejrzał się po okolicy. Miejsce było dziwne bo stał motel, stacja benzynowa, a także malutki warsztat, do którego zmierzył.
- gdzie idziesz ?! - krzyknęła.
- do warsztatu - zawołał. Dziewczyna podbiegła tuz za nim. - nie mam opony - wyjaśnił.
- żartujesz?! ja jutro pracuje - warknęła
- nie tylko ty!!! - huknął na nią stając w miejscu, na co odsunęła się trochę.
Pociągnęła za klamkę, ale drzwi nie otworzyły się.
- super...

***CDN***
Dziękuję, za to ze czytacie, mam nadzieje, ze się podoba. Przepraszam za błędy i oczywiście pozdrawiam ze swojego zaśnieżonego miasta :))
Dodał/a: An Caroline w dniu 4-12-2017 - czytano 77 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (1)

Ktoś fajnydnia 2017-12-07 02:40:14.

Supeerrr wstawiaj częściej

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill IV"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)