Tajemnica Mint Hill III

Ona Może Kochać Ponownie

7.
- nic tu nie ma... - za grymasiła Alex.
- Elena napisała mi smsa, idziemy do nich - powiedziała Jo - podobno znaleźli jakąś chatę może uciekniemy od deszczu - dodała widząc błyskawice w oddali. A Po tych słowach obfity deszcz oblał ich całych.
- albo i nie - burknęła.
Cała trójka zaczęła biec.
- gdzie ten dom?! - zawołał Liam, trzymając cały czas za rękę swoja narzeczona.
- powinna gdzieś tu być
Rozglądali się dookoła. Widział jak blondynka dygocze z zimna, chciał z troską jakoś zając by nie myślała o tym
- jesteś piękna wiesz?
- teraz serio Liam? - burknęła.
- teraz - cmoknął ją w usta
- Liam nie teraz - zaśmiała się słodko.
- uwielbiam cię - rzekł do niej głaszcząc po twarzy
- ja ciebie również - odpowiedziała, a następnie złączyli się gorącym, słodkim i długim pocałunkiem nie zwracając uwagi na ulewę. Gdy dziewczyna otworzyła oczy.
- Liam to ten dom ! - zawołała pokazując palcem, odrywając się od niego i zaczęła biec prosto do niego, a on za nią, aż do czasu nie powstrzymało ich głośne i podwójne hukniecie. Dziewczyna pisnęła ze strachu kuląc się w miejscu, a z automatycznego odruchu chłopak ją osłonił.
****
- powiedz, że to była burza - pisnęła Elena, a następnie spojrzała nieco wyżej. Gdy miał już odpowiedzieć, następnie usłyszeli odgłos drzwi, a następnie odskoczyli od siebie gwałtownie.
- słyszeliście ?! - chlipnęła Alex
- ktoś strzelił z broni - stwierdził Jason, widział lęk i panikę w oczach swojej partnerki tego ,,śledztwa.
- gdzie Jo ?! - krzyknęła brunetka. Gdy para zakochanych chciała pokazać, ze tu obok
- była tu za nami - wyjaśnił Liam. Sawyer Nic nie powiedziała tylko ruszyła przed siebie, a reszta za nią. Wszyscy byli przemoczeni do suchej nitki, ale nikt ze strachu nie czuł zimna. Biegli przed siebie dysząc równocześnie.
- Jo !!!! - krzyknął głośno narzeczony blondynki.
- Jo gdzie jesteś ?! - za nim Elena. Kobiecy i przeraźliwi krzyk z oddali zagłuszył muzykę świerszczy i tutejszych żab.
- to Jo ! - zwołała Alex.
Zaczęli znów biec. W końcu znaleźli koleżankę klęczącą nad leząca jakąś dziewczyną.
- to Sara ! - zawyła blondynka. Na przemokniętej i śliskiej trawie leżała nieznajoma zupełnie dla Eleny, młoda dziewczyna. Włosy miała złocistego miodu, figurę modelki. Ubrana letnio, a na białej bluzce rozlewały się co raz większe czerwone plamy. Jason podbiegł i kucną przykładając palcami do jej szyi.
- nie żyje - szepnął.
- o mój Boże ! - krzyknęła Elena przestraszona łapiąc się za głowę.
- musimy zadzwonić po policję - powiedziała Alex cała blada.
- żadnej policji, jeszcze nas wsadzą za kratki ! - przeciwstawił się Adams.
- wsadzą jak zostawimy ją tak tu, a dowiedzą się, że tu byliśmy ! - rzuciła Elena, popierając blondynkę.
- nie znasz policji, nie wiesz jacy są ! - warknął.
- to zadzwońmy to Erica - zaproponowała.
- do Parisha? - spytała się Jo.
- już wole normalna policje niż do niego - burknął chłopak przymykając dla martwej powieki.


Niestety Jason Adams został przegłosowany i przegrany, a po półgodzinach szeryf Parish, wraz ze starszym kolegą zjawili się na miejscu. Słońce zaczęło wschodzić, a po deszczu nie było śladu widać, tylko mgła unosząca się nad ziemią. Z ustaloną wersją każdy mówił to co widział, a mundurowi zapisywali w swoich małych notesikach, a policjantów przybywało co raz więcej
- przemokłaś, przeziębisz się - powiedział Eric podchodząc do niej do wnuczki pana Luisa okrywając ją swoja kurtką.
- dzięki - chlipnęła.
- chodź zawiozę cię do domu - zaproponował, na co kiwnęła głowa.
- jesteśmy samochodem moim - wtrącił się Jason lekko zdenerwowany, choć nie wiedział czemu.
- więc jak już złożyłeś zeznania możesz nim wrócić - odparł blondyn, a Adams naprawdę miał ochotę mu przywalić.
- pojedziemy z tobą - zawołał Liam, widząc co się dzieje, kończąc rozmawiać z drugim policjantem.
- to ja wrócę z Elena - oznajmiła najbardziej przerażona Jo, wsiadając do radiowozu na tylne siedzenie, a zaraz za nią jej koleżanka.
- a czemu nie było reszty ekipy? na tej waszej integracji ? - spytał Eric odwracając się do nich, gdzie zajmował siedzenie pasażera, natomiast prowadził jego kolega.
- cóż pani Lisa jest nieco za stara na takie imprezy nie sądzisz? Martin również ma swoje towarzystwo - odpowiedziała pewna siebie Jo.
- jeszcze raz, a jak znaleźliście te ciało skoro samochód stał o wiele dalej.
- Jo chciała siku, w końcu się zgubiła wiec wszyscy poszliśmy jej szukać, aż w końcu usłyszeliśmy strzały, a na koniec jej krzyk - wyjaśniła Elena.
- dzięki Eric - powiedziała dziewczyna pierwsza wysiadająca z wozu
- trzymaj się Jo - machnął ręką i uprzejmie się uśmiechnął. Jechali dalej.
- musiało to być dla ciebie szokiem - stwierdził, na co kiwnęła głową - uważaj na siebie Eleno - poprosił.
- dzięki za podwiezienie - powiedziała, zdejmując jego kurtkę i wysiadając z samochodu.
- zawsze do usług - uśmiechnął się ponownie, a następnie odjechał.

8.
Do południa Elena Sawyer czuła nadal chłód zeszłej nocy. Miała jeszcze więcej pytań, a zero odpowiedzi. Była wyczerpana psychicznie, dzwoniła nawet do Jo z troską, lecz ta zapewniała jak normalnie w świecie, że wszystko w porządku co ją dziwiło w końcu nie codziennie znajduję się trupy.
- jeszcze w łózko? - po zapukaniu w drzwiach stanął pan Luis.
- a noo, chcę skorzystać z dnia wolnego - uśmiechnęła się.
- wstawaj - polecił - jedziemy na lody
- muszę? jedźcie sami - poprosiła.
- wstawaj ! - zawołał ze śmiechem wychodząc.
Jechali samochodem do pobliskiego parku, słońce grzało i a na niebie nie było widać ani jednej chmurki.
- nie widziałem twojego samochodu pod domem, zostawiłaś pod barem ? - spytał.
- aa... Jason mnie podwiózł we wczorajszą burzę - odpowiedziała przegryzając wargę.
- Jason? sądziłem, że się nie lubicie - popatrzył na nią.
- bo tak jest - zapewniła - w końcu jakaś prawda - pomyślała - dziadku jak zginął Ethan Blake? - spytała.
- znów Blake? - zmarszczył brwi.
- po prostu jestem ciekawa - wzruszyła ramionami.
- przed ukończeniem liceum zaginął, dwa tygodnie później odnaleziono na wzgórzu, o którym już pewnie słyszałaś - wyjaśnił, a dziewczyna kiwnęła głową - państwo Blake przeżyło to bardzo, długo nosili żałobę, w dodatku Jason...
- Jason? - dopytała się.
- uznali go za winnego, choć nie był. Od początku wiedziałem, że nic nie zrobił - przez chwilę dumał, a Elena poczuła żal - jednak brak dowodów doprowadziło do wypuszczenia Jasona na wolność dopiero po dwóch miesiącach
- dwa miesiące ?! - pomyślała - toż to niby krótko, ale dla takiego miejsca znacznie dłużej - dokończyła w myślach.
- no jesteśmy - uśmiechnął się pan Luis. Wszyscy wysiedli i udali się do kawiarnio-lodziarni. Matty zamówił jak to dziecko dwie gałki lodów, czekoladowe i truskawkowe. Elena sorbet gruszkowy, a ich dziadek same śmietankowe.
- mama wpadnie ? - spytała.
- prawdopodobnie w piątek - odpowiedział.
- miło, że o nią pytasz - kiwnął głową, gryząc wafelka.
- szkoda, że ona o mnie nie - przewróciła oczami.
- pyta co wieczór - zapewnił.
- ooo Jason ! - zawołał radośnie sympatyczny staruszek
- Panie Luisie - kiwnął głową na przywitanie podchodząc do ich stolika.
- znowu on - pomyślała dziewczyna. Na sobie miał zwykłe krótkie jeansowe spodenki, bluzkę z bawełnianego materiału koloru bordowego, musiała to przyznać w głowie, ze na prawdę wyglądał...apetycznie.
- dołączysz do nas? właśnie wpadliśmy na lody, dziś upał - zaproponował.
- oo nie dziękuję. Wpadłem tylko po kawę i muszę jechać do pracy - odpowiedział uprzejmie.
- a, no tak zapomniałem, że dziś ty jesteś z Martinem i Lisą. Więc chciałbym ci podziękować
- podziękować? - zmarszczył brwi, a następnie popatrzył na Elenę, której mina jej mówiła sama za siebie i oparła czoło o ręce.
- podwiozłeś moją wnuczę w tą wczorajszą burzę, to bardzo miłe z twojej strony - wyjaśnił. Wtedy para oczu młodych ludzi znów się spotkała, miała zrezygnowany wzrok, następnie popatrzył na swojego rozmówce.
- a, no tak. Nie ma sprawy - rzekł - a tymczasem - znów kiwnął głową na pożegnanie i odszedł po swoje zamówienie. Następnie nie odwracając się wyszedł na zewnątrz. Pan Sawyer popatrzył na swoją wnuczkę i uśmiechnął się a ona tym samym odwdzięczyła się zanurzając się w myślach.
- Elena, Elena pograsz ze mną ?! - poprosił błagalnym głosem jej brat.
- jasne - uśmiechnęła się - idź przygotuj wszystko - poleciła i wstała od stołu. Grali w piłkarzyki i z czystym sumieniem dawała fory młodszemu od siebie chłopaku. Na początek musiała przyznać, że była w szoku gdy dowiedziała się, że jej mama jest znów w ciąży. Nie nadawała się na role siostry, była dość egoistyczna, ale z biegiem czasu coś w niej pękło gdy Matt, wymówił po raz pierwszy jej imię. Miała wtedy zaledwie trzynaście lat.
Grali pełen zapału, a przy tym się śmiali. W końcu dostrzegła ponownie kogoś znajomego przy stoliku ich. Blondyn w mundurze wyciągający rękę do jej dziadka.
- Panie Parish - usłyszała.
- witam panie Luis, co słychać? jak zdrowie? - spytał się uprzejmie, siadając na przeciwko.
- a w jak najlepszym stanie - zarechotał - lepiej pan niech opowiada co w świecie policji ?
- cóż właśnie dlatego się dosiadłem...
- cześć Eric - niemal, że podbiegła do nich wtrącając się w ich rozmowę, ciągnąc brata ze sobą
- witaj Eleno - uśmiechnął się czarująco, a następnie odsunął krzesło obok siebie by usiadła, na co zareagowała i przysiadła lekko odsuwając się w drugi bok.
- to mój brat Matty - przedstawiła z zakłopotaniem.
- więc witaj Matt, jestem Eric - wyciągnął rękę.
- jest pan na prawdę policjantem ? - spytał podniecony.
- mhm - kiwnął głową, z lekkim śmiechem, na co wszyscy uśmiechnęli się.
- i ma pan odznakę? - zmarszczył swoje mało widoczne brwi.
- a noo - odpowiedział naturalnie.
- pokaż
- Matty... nie ładnie tak - zasugerowała mu siostra.
- w porządku - zaśmiał się policjant, a następnie wyciągnął i pokazał młodemu człowieczkowi.
- wooow.... - westchnął - też chcę być policjantem gdy dorosnę - pochwalił się, a wszyscy zaśmiali się w koło.
- zauważyłem was na ulicy, chciałem się zapytać jak się czujesz po wczorajszym - zwrócił się do dziewczyny.
- po wczorajszym ? - dopytał się siwy staruszek, na to Elena pokręciła tajemniczo głową do kolegi, a ten od razu zrozumiał, że jeszcze nic nie powiedziała, na co pokręcił głową lekko.
- wczoraj straszny był tłok w barze i jeden z klientów dość nieładnie zagadywał do Eleny - skłamał. Nieźle wybrnął musiał przyznać.
- ahaa... nic nie mówiłaś - popatrzył na wnuczkę.
- a bo to nic poważnego - uśmiechnęła się lekko.
- a co do policji, znaleźliśmy ciało - wrócił do wcześniejszego pytania Eric.
- ciało ? kogo ? - spytał.
- Sary Young, została zamordowana, kojarzy pan ? -
- oo takk... ochh taka młoda, była w twoim wieku - popatrzył na swoją podopieczną.
- rzeczywiście szkoda dziewczyny... - mruknęła.
- dlatego chciałbym prosić abyście uważali na siebie - poprosił mundurowy.
- to rzecz jasna - przytaknął głową właściciel baru Alouette - dziękujemy, że o tym mówisz
- to mój obowiązek - popatrzył znów na Elenę, która na niego popatrzyła odgarniając włosy za uszy i podziękowała wzrokiem.
- coś znaleźliście? jakieś poszlaki ? - spytała.
- niestety nie Eleno...
- nie było tu morderstwa od...
- od dwóch lat - przytaknął Eric.
Po chwili jeszcze rozmowy udali się do samochodu, wracali do domu.
- fajny ten Eric - odezwał się młodszy Sawyer.
- pan Eric, Matty - upomniała go siostra.
- tak, fajny Matt - poparł go dziadek.
- dziadku...
- znów pytania? - popatrzył na nią skręcając w prawo.
- nie... tym razem nie
- więc...?
- bo to my znaleźliśmy te ciało - wyznała, a na koniec wypuściła z siebie ogromną ilość powietrza.
- słucham?! -popatrzył na nią z szokiem.
- właściwie to Jo - wytłumaczyła.
- jak to ?
- byliśmy wczoraj na wzgórzu...
- po co tam byliście? - niemal nie krzyknął.
- integrowaliśmy się... - przypomniała sobie z lekkim uśmiechem do szyby - potem usłyszeliśmy strzał i Jo znalazła tą Sarę - wytłumaczyła.
- Eleno... wiem, że Jason nie pogodził się ze stratą Ethana i nie wierzę, że to była integracja. Masz sobie tę sprawę odpuścić. Jeśli policja nic nie znalazła to wy tym bardziej nie znajdziecie.
- nic nie szukamy !
- nie mieszaj się w to - poprosił parkując na podjeździe.
- nie mieszam, mieliśmy sobie ufać ! - krzyknęła wysiadając, a następnie pobiegła przed siebie.

9.
- Sawyer? dziś nie pracujesz, dni pomyliłaś? - zobaczyła przed sobą Jasona - Cholernie dobrze mu w czarnym - pomyślała przegryzając dolną wargę.
- przyszłam po samochód i po laptopa - odpowiedziała, na co kiwnął głową.
- ostatni raz jak kryję cię przed dziadkiem - ostrzegł ją odkładając brudne naczynia.
- to czemu teraz to zrobiłeś ? - spytała gdy miał już wyjść z kuchni, na co stanął w przejściu i schylił głowę do ramienia.
- bo też musiałbym tłumaczyć się przed twoim dziadkiem - odpowiedział, a następnie wyszedł.

Mógł przecież zawsze ją wydać - pomyślała gdy wracała do domu. Miała na rano więc postanowiła, że pójdzie wcześnie spać, jednak pech chciał tak, że nie dała rady zmrużyć oka. Przekręcała się z boku na bok, dokładnie tak samo jak Jason. Robiło się co raz dziwniej, wiele wychodziło teraz na światło dzienne. Od dawna obiecał, że znajdzie tego kogoś kto zabił mu przyjaciela, był tak już zdesperowany, że nawet poszedł na prawo by mieć jakiekolwiek dojścia by posadzić morderce na jak dłuższej, los także do niego się uśmiechnął bo polubił ten kierunek i chciał nieść sprawiedliwość.
Gdy zamykał oczy widział Elenę, nie raz bił się w głowę by to odpędzić jednak na próżno. Jej uśmiech i oczy były czymś tak pięknym, czego dotąd nigdy nie widział.
Przyjechała na czas gdy Jo również parkowała. Jak zwykle spaliły po pół papierosa i weszły do środka.
- trzeba się dowiedzieć o pani Robertson - powiedziała, wycierając stoły.
- też tak uważam, jednak ja jej nie znam - mruknęła ustawiając krzesła.
- później porozmawiamy z resztą
Gdy uporały się ze wszystkim została jeszcze im godzina do otwarcia więc mogły popijać zimną lemoniadę i leżały na ławkach stykając się głowami.
- więc jak idzie z Channel? - spytała Sawyer.
- aaa jesteśmy na dobrej drodze - odpowiedziała zadowolona.
- co to znaczy ? - zaśmiała się.
- znaczy, że jesteśmy na dobrej drodze do szczęścia
- cieszę się - spojrzała w bok, patrząc na nią.
- dzięki - odwzajemniła tym samym.
- więc...jak idzie z Jasonem ? - spytała.
- coo? - wybuchła śmiechem gardłowym.
- nie jestem ślepa Eleno, nie oszukasz mnie. Wasze relacje się zmieniły
- muszę stwierdzić, że trochę tak, ale nadal jest chamem takim jakim był - odrzekła dumnie.
- ty też czasem jesteś chamką - stwierdziła.
- wcale nie
- wcale tak
- wcale nie
- suka - mruknęła Elena.
- dziwka - chrząknęła krótkowłosa brunetka, po czym zaśmiały się.
- Jason nie jest dla mnie, ani ja dla niego - powiedziała gdy się uspokoiła Sawyer.
- więc jaki jest twój ideał?
Dziewczyna musiała się zastanowić, w sumie sama już nie wiedziała. Zegar wystukiwał rytm do piosenki, która leciała w radiu, a gdy dziewczyna westchnęła zaczęła mówić.
- sądziłam, że już dawno znalazłam. Jednak pomyliłam się co do niego i przestałam szukać ideału.
- mądre posunięcie - mruknęła - nieźle cię skrzywdził ten skurwiel co ? - spytała, a dziewczyna zaśmiała się lekko z ostatniego słowa.
- wystarczająco by zniszczyć we mnie to co dobre - przyznała.
- gdybym go znała rozwaliłabym mu twarz tą szklanką - chrząknęła popijając napój, a druga dziewczyna znów się zaśmiała.
- i kto tu jest chamem - szturchnęła ją.
- dasz mi pierwszej przeczytać twoja książkę? - spytała.
- masz to jak w banku - uśmiechnęła się.
- ale pracujecie ! - zawołała uradowana Alex, która właśnie wparowała do kuchni już przebrana, a za nią Liam.
- jeszcze dziesięć minut - zamarudziła Elena.
- była u was policja ? - spytał Liam.
- niee... - odparły razem.
- dziś Eric mnie zaczepił i pytał się o to samo - wyznał, a wszyscy patrzyli się na siebie, a dziewczyny w końcu usiadły prosto. Gdy Jason się zjawił zachowywał się naturalnie, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Słyszał jak jego ,,partnerzy rozmawiają o tym co się wydarzyło i co planują, jednak trochę miał tego dość.
- więc ja przejdę się jutro do pani Robertson - zadeklarowała się Jo.
- trzeba się dowiedzieć do kogo ten dom należy - zasugerował tym razem Liam.
- i przeszukać rzeczy Ethana - wszyscy popatrzyli się na biednego Jasona.
- oo nie, nie patrzcie nawet na mnie
- tylko ty masz najlepszy dostęp do jego pokoju - powiedziała Jo.
- Melissa mnie zabije gdy zobaczy mnie w tym pokoju ! - warknął.
- nas do niego nie wpuści - wtrąciła się Elena.
- zapomnijcie - pokręcił głową.
- więc ja to zrobię... - niepewnie odezwała się Alex.
- na pewno? - upewniła Sawyer, wszyscy spojrzeli na koleżankę.
- ja jej pomogę - poparł swoją narzeczoną, blondyn.
- okey ! to ustalone - za wiwatowała angielka - wy idziecie do urzędu - niczym zażądała.
- z nim?!
- znów ?!
Obojgu znów to się nie podobało, patrząc jak ich koleżanka wychodzi na bar.

Robiła drink za drinkiem, albo podawała kawę. Słuchała głośnej muzyki, która odbijała się od ściany do ściany. Nie mogła uwierzyć, że znów przyznała racje swojej przyjaciółce, tak już ją tak nazywała. Dzięki niej poznała co to przyjaźń i dzięki niej polubiła te miejsce. Faktycznie czuła się jak w domu, a atmosferę uwielbiała co ją przerażało, a raczej wyjazd na studia. Gdy wycierała blat usłyszała przed sobą dotąd nieznany głos, albo i znany.
- ty zapewne jesteś Elena?
- taaa...- odgarnęła włos za ucho.
- Jestem Melissa Blake wiele o tobie słyszałam Eleno - uśmiechnęła się promieniście.
- hmm...skąd?
- możemy to nazwać, że ptaszki mi wyćwierkiwały? - zaśmiała się uroczo.
- szkoda, że mi moje o tobie nic nie mówią - powiedziała nieco złośliwie, na co stała się poważną. Nie wiedziała czemu, ale po prostu jej już nie lubiła. Była raczej w jej wzroście teraz to mogła dostrzec, faktycznie oczy bardzo podobne, albo i takie same. Nos dość mały i lekko zadarty. Włosy jasne, prawie złociste, tak jak wtedy pokręcone. Ubrana dość elegancko, ołówkowa biała spódnica i czarny top. Białe sandałki no i torba z Gucciego. Wiele par oczu zerkało na nich z licznymi pytaniami, ale nikt nie chciał się wtrącać i wracało do swoich obowiązków.
- bogata - pomyślała brunetka.
- to zadziwiające prawda? - spytała jej rozmówczyni.
- to znaczy co ? - spytała odkładając szklankę.
- nasze podobieństwo - odparła jakby to była normalna rzecz.
- ja nie widzę podobieństwa - powiedziała z uśmiechem uroczym - szlak...ten sam uśmiech - powiedziała w swoich myślach.
- heh... wypierasz się, też tak miałam. Gdyby nie włosy, byłybyśmy takie same Eleno . Tez mam wiele pytań jak to możliwe, ale cóż takie życie czyż nie ?
- cały czas tak oficjalnie - burknęła w umyśle długowłosa.
- robię w ten weekend imprezę, czuj się zaproszona
- raczej nie będę miała jak - pokręciła lekko głową.
- będą wszyscy - wzruszyła ramionami Melissa Blake.
- twoja przyjaciółka dwa dni została odnaleziona martwa, a ty robisz imprezę ? - spytała marszcząc brwi, groźny wzrok spiorunował Elenę, a jeszcze więcej wzroku na sobie czuła Melissa.
- przyjaciółka?...
- Sara Young? chyba, że nie była twoją przyjaciółką.
- tak była wspaniała - powiedziała nieco ciszej - robię właśnie na jej cześć, wiem, że by tego chciała
- nieźle się troszczysz o przyjaciół - kiwnęła głową z przymrużonymi oczami - dziękuję za zaproszenie Melisso - w końcu mogla się odegrać imieniem ! - ale nie skorzystam, pracuję do późna - dokończyła wymijając ją, by podać zamówienie. Barkiem zetknęła się z Adamsem.
- nie jestem podobna do niej ! - warknęła po cichu.
- jesteś - mruknął.
- milcz - poleciła surowo i odeszła do trzeciego stolika.

10.
Tego dnia na prośbę swojego dziadka miała zabrać swojego braciszka do pracy, bez wahania się zgodziła, ale Matt pierw musiał jej przysiądź, ze będzie grzeczny.
Włączyła radio, w którym informowali o dzisiejszym upale, a następnie leciała dość nowa piosenka nosząca tytuł ,,let me love you na co westchnęła. Zaraz obok niej znalazł się jej brat uradowany.
- zapinaj pasy kolego - poleciła dziewczyna, a zaraz ruszyła.
- długo będę musiał być z tobą? zanudzę się.
- z jakieś dwie, trzy godzinki - odpowiedziała - dziadek, z mamą muszą coś załatwić, a potem do hurtowni dziadek musi zajechać
- jaaacie...
- będziesz mógł zagrać w piłkarzyki - powiedziała jakby chciała mu zaimponować
- serio ? - rozszerzył oczy z radości.
- mhm - zaśmiała się lekko.
- mam najlepszą siostrę pod słońcem, albo pod chmurami - krzyknął,a brunetka ponownie roześmiała się czochrając go po czuprynie.
- nie inaczej młody - odrzekła.

Weszła od tyłu jak zawsze.
- okej młody, ja muszę posprzątać tu możesz pograć i nigdzie się nie oddalasz okej? a na pewno nie wychodzisz stad? - ostrzegła ośmiolatka.
- jasne !
- przyprowadziłaś pomoc bo nie dajesz rady Sawyer - usłyszała głos tuz pod zlewem. Twarzy nie widziała, ale to był nikt inny jak Adams, przy jego brudnej robocie mogła podziwiać odsłonięty spory kawałek umięśnionego brzucha, na który przegryzła dolną wargę.
- absolutnie - fuknęła - dziadek pojechał do hurtowni musiałam go wziąć na maksymalnie trzy godzinki. Nie będzie przeszkadzał - wyjaśniła, na koniec unosząc ręce do góry.
- mam nadzieje - mruknął, na co przewróciła swoimi orzechowymi oczami.
- jedziemy tuż po pracy - oznajmił.
- hurra!... - za wiwatowała sarkastycznie z przyszłej wycieczki, na co uśmiechnął się i pokręcił przecząco głową, jednak ona tego nie mogła zobaczyć. Poszła na kuchnię, a w tym samym czasie młody Matty podszedł do zlewu.
- co robisz - spytał.
- naprawiam uszczelkę - odpowiedział grzecznie wysuwając się do niego - chcesz mi pomóc?
- mogę?
- pewnie, znasz się na śrubokrętach? - zmarszczył brwi.
- jasne, dziadek ostatnio mnie trochę pouczył
- no to super. w takim razie podaj mi trzynastkę
Gdy brunetka usłyszała i zobaczyła cale zajście uśmiechnęła się, dodatkowo ciepło otuliło jej serce. Przystąpiła do swoich obowiązków. Pozmywała podłogę, następnie poustawiała krzesła. Gdy katem oka widziała jak jej brat gra już w swoja ulubiona grę, polerowała szklane naczynia. Podczas swojej wędrówki z workiem śmieci na kuchnie dostrzegła dziwne zachowanie kolegi z pracy.
- dobrze się czujesz? - spytała zdziwiona.
- taa...ten gnojek siedzi mi w szyi nie dam rady wyjąć
- gnojek? - zmarszczyła brwi, stawiając śmieci przy drzwiach i podeszła bliżej
- kleszcz mi wlazł ostatniej nocy - odrzekł. Dość spokojny w stosunku do niej jak na niego - pomyślała.
- czekaj! - poleciła - zostawisz jeszcze głowę. Siadaj - rozkazała. Jednak zauważyła w nim wahanie wiec, sama posadziła go na obrotowym krześle. Nie zaprotestował, a tak na prawdę nie miał okazji ponieważ sama usiadła mu na kolanach a wzrokiem wędrowała po blacie.
- eee.. to nie jest konieczne, sam se poradzę... - Nie słuchała go, wiec westchnął czując niezręczna chwile, lecz tez przyjemna chwile - wiec czego szukasz?
- pęsety - mruknęła przewalając kilka rzeczy
- pęsety? co do jasnej... tu miałaby robić pęseta
- ostatnio depilowałam brwi - odparła, na co zauważyła, że czerwieni się ze złości, na co omal nie pękła ze śmiechu.
- brwi? depilowałaś brwi ? podczas pracy! - krzyknął - jesteś niemożliwa.
- zamknij się ! - rozkazała ponownie, a po chwili dostrzegła swoja zgubę - mam ją ! patrz się teraz w lewo.
- sam se wyjmę - zaprotestował.
- patrz się w lewo i nie ruszaj się !- powtórzyła, a on posłuszny wykonał polecenie. Kleszcz dość sporą ilość krwi wypił, jego tułów był nabrzmiały. Dziewczyna starannie złapała za końcówkę drapieżnika swoim narzędziem i przekręciła. Był na prawdę przystojny, a ją to cholernie przerażało. Ta pozycja, dość seksowna pozycja jeszcze bardziej podwyższała atmosferę.
- to tylko kleszcz... czemu...
- gdy miałam piętnaście lat poszłam do parku dosłownie na godzinę, dwie,,, na piwo z kolegami i koleżankami - przerwała mu zaczynając swoją opowieść - zabrałam oczywiście Mattiego, miał wtedy trzy lata. Nic złego się nie stało po za tym, na drugi dzień znalazłam u niego siedem kleszczy...
- nie przyjemne...
Na co kiwnęła głowa za zgodą.
- nigdy nie przejęłam się tak czyimś losem, lekarz stwierdził po tygodniu bolerioze, ale kuracją antybiotykowa i całym leczeniem Matty jest cały i zdrowy.
- dobry dzieciak - podsumował kiwając głowa.
- oo taak, dopóki nie przywiąże się do kogoś - zarechotała lekko, a za nią i on.
- zauważyłem
- mam gnojka - oznajmiła, pokazując kleszcza, na co rozgrymasiła się - wrzuciła do zlewu, a następnie spłukała wodą. okropny owad spłyną rurami gdzieś daleko, a oni spoglądali sobie w zmieszane uczuciami oczy - dlatego będziesz musiał przebadać się - dodała, na co ponownie skinął głowa.
- martwisz się? o mnie? / - zmarszczył brwi, na początku słodko zaśmiała się, bynajmniej dla niego.
- nikomu tego nie życzę - sprostowała.
- o cholerka, nie ociągaliście się ! - padł głośny głos Jo Hansard, na co drgnęli gwałtownie. W pospiechu dziewczyna wstała na równe nogi.
- Boże Matty ! - chlipnęła jakby nigdy nic i ruszyła na bar, na co roześmiała się jej przyjaciółka.
- brawo Pani Sawyer! - klepnęła ja w pośladki przy wyjściu.
- milcz- krzyknęła długowłosa uśmiechając się sama do siebie.
- podoba ci się - pisnęła, a raczej stwierdziła druga dziewczyna wskakując na stół pośladkami.
- nie wymyślaj Jo
- o mój Boże, ona Ci podoba się !
- Jo, błagam. Ani ona mnie, ani ja jej - wyjaśnił, w końcu patrząc się na nią.
- dlaczego ? jesteście tacy sami
- jesteśmy inni Jo. Ona złośliwa, uparta, wyniosła, dumna...
- czy to nie tak jak ty? - zachichotała - oj Jasonku możesz siebie oszukiwać, ale nie mnie - zeskoczyła ze stolo.
- nawet już gadasz jak ona - burknął, na co lekko zaśmiała się.
- za dużo analizujesz - zaczęła mówić - Może nie jesteś jej pierwszym, ostatnim. Kochała wcześniej...
- co o tym wiesz? - zmarszczył brwi.
- ona może kochać ponownie. Nie schrzań tego - dokończyła, a następnie wyszła bez słowa na bar, a młody mężczyzna został sam zmieszany swoimi uczuciami.

***CDN***
Mam nadzieje, ze dla kilku z was podobało się. Z góry przepraszam za wszelkie dopatrzone przez was moje błędy. Pozdrawiam :)
Dodał/a: An Caroline w dniu 30-11-2017 - czytano 138 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (1)

Fajna Julkadnia 2017-12-02 07:16:43.

Super, pisz częściej!❤❤

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill III"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)