Tajemnica Mint Hill

Historia jest o Mint Hill. Bezpiecznym, a także spokojnym miasteczku, które jest Położone w Karolinie północnej. Skromne, urocze budynki, a także rozstrzygająca się piękna przyroda wraz z krajobrazami. Wszyscy żyli w zgodzie, każdy każdego znal i każdy skrywał jakaś tajemnice.

1.
Panował zmrok, ślady gałązek drzew falowały po oświetlonej przez księżyc ścianie.
- pomożesz mi ? - rozległ się kobiecy głos.
- nie będzie ci przeszkadzać ? - spytała starsza kobieta.
- po prostu brak mi sposobu już na nią, nie wiem co robię źle - załkała.
Na koniec rozległo się ciche westchnienie młodej dziewczyny.
****
Z takim wspomnieniem jechała samochodem Elena Sawyer, Podziwiając uroki tego miasteczka czuła jak letnie słońce ogrzewało jej twarz przez szybę, a zielone liście drzew tańczyły w rytm piosenki Colbie Caillat - I wont. Wsłuchiwała się w melodię wjeżdżając na znane dla niej podwórko. Doskonale je znała zza dziecka. Biały domek, biały płotek, zadbana krótko skoszona trwa. Nie czuła radości, że tu jest, wiedziała jedynie, że ma tu zostać na jakiś czas.
- Dziadek ! - zawołał wesoło ośmioletni chłopiec.
- Matt ! - rozległ się grubszy, męski głos, a zaraz za nim wyłonił się z domku, sympatyczny starszy mężczyzna liczący pięćdziesiąt siedem wiosen. Mimo wieku nie wyglądał na tyle, zmarszczki jedynie od śmiechu, sprawny fizycznie, chwytając ciepło wnuka w swoje ramiona. Niebieskie radosne oczy, również wypatrzyły swoją córkę, którą objął.
- dawno was tu nie było Elizabeth - stwierdził, prowadząc powoli ich do domu.
- to prawda tato - potwierdziła - Elena ! - krzyknęła - chodź z nami - poprosiła i po chwili przewracając swoimi orzechowymi oczami dziewiętnastolatka wysiadła.
- czy to moja Elena?! - zaskoczony upewnił się Luis Sawyer - ale wyrosłaś - klasnął w dłonie, a po chwili przytulił wnuczkę, która tylko westchnęła - zmieniłaś kolor włosów ? - zmarszczył oczy, a przy tym ukazując swoje lekkie zmarszczki na czole.
- tak mi lepiej - odparła obojętnie, a po chwili zerknęła w lusterko, które wisiało niedaleko drzwi. Przy okazji przypatrzyła się swoim za łopatki włosy. Doskonale pamiętała jak jeszcze rok temu zmieniała swój wygląd, z jasnych złotych włosów, przyciemniła na jasny brąz. Niektóre złote pasma dotąd jej zostały.
- mówiłam, że będzie ciężko - wtrąciła się jej matka.
- damy raczej rade, prawda Eleno ? - popatrzył na wnuczkę, nalewając herbatę do dzbanka, na co dziewczyna wzruszyła ramionami.
- to będę jechać - oznajmiła blond włosa kobieta - cześć synku, będę tęsknić - rzekła do chłopca, który od razu do niej podbiegł.
- pozbyłaś się dzieci, więc możesz wracać i robić co chcesz, świetnie ! - krzyknęła wbiegając schodami na górę.
- damy radę - zapewnił uśmiechem jej ojciec.
- mam nadzieję, postaram się na weekend przyjechać
Po tym pożegnali się czule i mężczyzna wszedł do swojego domu drapiąc się po swoich włosach.
- dziadku mogę ?! - zawołał radosny Matty, pokazując na blaszkę z plackiem jabłkowym, od którego cały aromat unosił się po całym pomieszczeniu.
- pewnie, że tak, ukrój od razu dla siostry - polecił.
- dobra !
Kilkuletni chłopiec w mgnieniu oka, zjawił się z dwoma talerzykami, jeden podał dziadkowi.
- zjedz przy telewizorze, tylko normalne bajki włącz - polecił, po czym skierował się na schody.

Elena nie musiała długo czekać, rozległo się pukanie do drzwi. To nie było tak, że nie kochała swojego dziadka, nie chciała być też nie miła, po prostu bolało ją to, że jej rodzona matka zawsze stawia swoją prace na pierwszym miejscu. Tyle rzeczy o niej nie wiedziała i pewnie nigdy się nie dowie.
- proszę - rzekła.
- pomyślałem, że zjesz - powiedział spokojnie, widząc jak dziewczyna siedzi na parapecie spoglądając w okno. Brunetka odwróciła się do niego, marszcząc swoje brwi.
- upiekłeś placek ? - upewniła się.
- jeszcze z przepisu twojej babci, kiedyś go lubiłaś - jakby chciał jej przypomnieć.
- nie jestem głodna - odparła.
- odchudzasz się? no faktycznie trochę musisz - rzekł.
- słucham ?! - uniosła głos.
- żartuję - zaśmiał się niedźwiedzim głosem, a zaraz za nim uśmiechnęła się i ona.
- długo tu cię nie było - pokiwał lekko głową jakby liczył lata.
- nie miałam czasu za bardzo...
- tak mama mówiła - wyręczył ją - podobno nie dogadujecie się - dopowiedział, na co wzruszyła ramionami - wiesz, ze ona cie kocha? bardzo jesteś podobna do niej -uśmiechnął się.
- nie sądzę... - pokręciła głowa lekko przecząc.
- uwierz jesteś, to co przechodzisz, a przechodzisz, również i ona kiedyś przechodziła - wyjaśnił.
- zawsze nas się pozbywa gdy kogoś pozna, więc pewnie powtórka z rozrywki - warknęła po cichu - nadziewając widelcem w słodki wypiek.
- skąd takie myśli? - zapytał się.
- heh...Matt? - jakby chciała zaakcentować ,,hello
- zapewniam cię, że tym razem tak nie jest, dużo pracy ma...
- tak zawsze ma dużo pracy
- bo chcę dla ciebie, dla was jak najlepiej
- to gdzie ona była gdy kończyłam szkolę? czemu nie wybierała ze mną sukienki na bal maturalny? czy ona w ogóle wie czy pozdawałam egzaminy?
- wie doskonale... może nie miała wiele czasu dla ciebie, ale...
- dla Mattiego miała... jestem adoptowana ?
Starszy mężczyzna zaśmiał się.
- oczywiście, że nie - odpowiedział - nie była w wielu etapach w Twoim życiu, ale opiekowała się tobą jak mogła gdy zaszła w ciąże będąc niemal, że w twoim wieku. Sadzę, że wychowała cię na mądrą, silną i dobrą dziewczynę, tylko trochę w ostatnich latach się pogubiłaś, dlatego tu jesteś i jeśli dasz mi szansę pomogę ci.
Miłe słowa te były dla niej, brakowało ich jej, a tym bardziej żałowała, że nie słyszy od swojego rodzica.
- nie potrzebuję pomocy - zaprzeczyła.
- mówiłaś, że nie jesteś głodna - poklepał ją po ramieniu wstając uśmiechając się patrząc na pusty biały talerzyk - zbieraj się pokażę ci gdzie będziesz pracować - ruszył w stronę drzwi.
- pracować ?! - krzyknęła.
- czuję, że to będą dobre wakacje - zaśmiał się ponownie.

2.
Cała trójka jechali wielkim czerwonym samochodem. Park i budynki goniły w tył dla Eleny.
- gdzie będę pracować ? - spytała ponownie.
- tu - pokazał, parkując na parkingu.
Dostrzegła dobrze jej znany bar. Nie należał do dużych, dość skromny budynek o ścianach brązowych z połączeniem farby białej. Okna były duże, przez które widziała dość sporo ludzi. Nazywał się Alouette.
- w barze babci ?!
- ciężka praca pozwoli ci zrozumieć twoją mamę - mówiąc to puścił oczko do wnuczki.
- żartujesz? - parsknęła, na co się zaśmiał.
- wchodzisz ? - spytał, przetrzymując drzwi, wpuszczając Mattiego do środka. Tupnęła nogą i ruszyła naprzód. Chaos, zapach piwa, głośna muzyka rozbudzała jej zmysły.
- będę zarabiać? - spytała, rozglądając dookoła.
- oczywiście - odpowiedział, spoglądając na wnuka, który podbiega do piłkarzyków - twoja babcia lubiła te miejsce - westchnął, na co brunetka spuściła wzrok na biało-czarną podłogę.
- zaczynasz od jutra. Otwieramy dopiero od dwunastej, ale najpierw trzeba posprzątać, przygotować wszystko, więc masz na ósmą - poinformował.
- i mam jeździć autobusem ? - zszokowała się.
- jeśli będziesz sumiennie pracować, dasz mi dowód, że będę mógł ci zaufać, dam ci babci hondę, jest sprawna powinnaś być zadowolona, a teraz chodź oprowadzę cię i przedstawie zespołowi - na te słowa dziadka Elena warknęła ze złości sama do siebie.
- Alex ! Liam ! -zawołał wesoło do długowłosej blond dziewczyny, z pięknymi błękitnymi oczami i ciemnego bruneta, w których brązowa radość błyszczała- pan Luis - przywitali radośnie
- to jest moja wnuczka Elena, od jutra będzie z wami pracować - poinformował.
- oo nowa, dobrze szefie - rzekł Liam Harris, który okazał się o rok starszy od niej samej.
- miło nam cię poznać - rzekła nawet szczerze błękitnooka..
- taaa...
- zapoznaj się ładnie - szepnął na ucho właściciel baru.
- mi również - zareagowała obojętnie wyciągając rękę, na gest zapoznania się.
- Matt ! - zawołał, machając przy tym ręką, na co podbiegł od razu, a para kontynuowała dalej słodkie szepty.
- jest z nami jeszcze Jo i Martin, ale akurat ich dziś nie ma, jutro będą na popołudniowej zmianie więc pewnie poznasz - wytłumaczył.
- a to jest Lisa - pokazał okrąglutka, starszą kobieta, w wieku około czterdziestu lat.
- czy to ? o jejku Elena jak wyrosłaś ! - zawołała, od razu przygarniając ją w ramiona, na co nie zdążyła nawet zareagować - nawet biuścik ci urósł - założyła ręce na biodra radosna.
- znamy się ? - spytała zaskoczona.
- ochh... na pewno nie pamiętasz mnie, byłaś co najmniej w tym wieku - wskazała na Mattiego, z którym od razu się zapoznała.
- możesz iść poczekać na parkingu zaraz przyjdę, weź brata- powiedział do wnuczki. Na co wykonała polecenie, otwierając drzwi od razu zderzyła się z kimś, wytracając komuś szklane naczynia.
Ten kimś okazał się on, trochę inny. Wysoki, nawet sporo, ona mając dokładnie metr sześćdziesiąt trzy musiała spojrzeć w górę, by zobaczyć jego twarz, której rysy były musiała to przyznać idealne. Ciemny blondyn od razu stwierdziła, wchodzący w karmel. Loczki, które mogły się wydawać zabawne, podobne na wzór Trevora Dahla z zespolu muzycznego Cheat Codes. Dopiero oprzytomniała gdy usłyszała głośną piosenkę ,,Perfect
- kto cię tu wpuścił? - usłyszała głos, który miała pewność, ze zapamięta do końca życia - klienci są po drugiej stronie lady - dopowiedział wpatrując się w niską istotkę i w jej orzechowe, ciepłe oczy. Nie wiedziała dlaczego, ale nie potrafiła odezwać się.
- oo Jason ! myślałem też, że jesteś jutro - doganiając wnuków, pan Luis - widzę, że już poznałeś moją wnuczkę i wnuka - spytał się. Wielkie zmieszanie bębniło dziewczynie w głowie
- wnuczkę? - upewnił się czy dobrze usłyszał ,,nowo poznany chłopak - gdy pan wspominał o wnuczce... wyobrażałem o kilku letniej dziewczynce - wyznał drapiąc się po włosach, na co się roześmiała Elena.
- a jednak takie a kuku - w końcu się wtrąciła, na co potem uznała za żenujące.
- to jest Elena, przyjechała z Nowego Yorku, będzie z nami pracować przez wakacje - oświadczył.
- jak sobie życzy pan - wzruszył ramionami - byle nie spóźniała się do pracy - dopowiedział, odchodząc do klienta.
- gbur- burknęła.
- Jason to dobry dzieciak, może zachowuje się czasem jak cham, ale i tacy są potrzebni mi przy pijanych klientach - powiedział zapalając samochód.

3.
Wieczorem Jason Adams rozmyślał leżąc przykryty kołdra co chwilę coś zapisując na laptopie. Miał przeczucie, że będzie ciężko z nowa pracownica, jednak niepokoiła go jeszcze jedna, wielka rzecz czemu Elena kogoś mu przypomina??.
Następnego dnia Okropnie ciężko było wstać dla Eleny, tym bardziej, że należała do lubiących spać. O siódmej trzydzieści miała autobus, więc musiała wstać po szóstej by przygotować się. Wbiegła po schodach od tylnej strony budynku.
- spóźniłaś się - usłyszała za sobą.
- nie mogłeś być Martinem tym, czy Lisą - przewróciła oczami.
- może i jesteś wnuczką pana Luisa, ale nie zamierzam cie traktować ulgowo
- super, bo ja ciebie też - uśmiechnęła się.
- zacznij zmywać podłogę, ja po ustawiam krzesła - polecił
- tak jest szefuńciu - parsknęła.
- a i masz - rzucił czarną szmata w nią tak, że zakryła jej całą twarz i odszedł, złość zaczęła w niej wrzeć, gdy ściągnęła okazało się, że to jest zwykły czarny t-shirt z białym napisem Alouette. Sprzątali w milczeniu, nawet na niego nie spoglądała. Gdy skończyła z podłogą, a następnie po wycierała stoły i blat, siedziała na wysokim krześle przy stoliku na którym stały szklanki.
- miałaś pracować, a nie siedzieć na laptopie - rozproszył ją nowo poznany głos. Powróciła jakby z transu i wstała.
- zrobiłam to co miałam - odparła idąc na zaplecze.
- trzeba po przynosić towar - zawołał za nią
- zaraz ! - krzyknęła zza drzwi.
- teraz !
Dziewczyna opadła bezsilnie na krzesło załamana. Po chwili wyszła za nim do białej furgonetki. Od jednego po drugi, trzeci i następny karton nosili na zaplecze. Idąc chodnikiem schowana prawie cała jednym wielkim kartonem wypuściła go niechcący z rąk.
- cholera ! - wrzasnęła kopiąc w pudło.
- może pomóc? - zapytał się serdecznie blond włosy chłopak, w mundurze policjanta.
- nienawidzę tego miasta, wywieziesz mnie ? - spytała drwiąco, na co roześmiał się młody policjant.
- jestem Eric, Eric Parish
- Elena Sawyer - podała rękę
- jak pan Luis Sawyer?
- jestem jego wnuczką - odpowiedziała.
- przyjechałaś na wakacje?
- coś w tym stylu - brunetka przyjrzała się mu był przystojny. Zapewne tłumy dziewczyn za nim ustawiały, jednak nie tak jak... od razu odgoniła ta myśl i zapytała - z takim zawodem w takim miasteczku?
- niestety ojciec mi załatwił tu tą posadę
- aahhh... plecy u tatusia - zaśmiała się, a zaraz za nią i on.
- miałaś nosić pudła - wtrącił się nie kto inny jak Jason Adams.
- jasne szefuńciu ! - zawołała.
- mi ciebie też miło widzieć Jason - zawołał Eric.
- taa - parsknął.
- to co pomogę - zwrócił się do dziewczyny, na co kiwnęła głową i tak Elena Sawyer zawarła następną znajomość w Mint Hill.

4.
Spała do jedenastej, a wciąż była wyczerpana. Obudził ją wrzask małego dziecka.
- Elena, Elena ! wstawaj śniadanie - mały Matty skakał na jej łóżku.
- nie jestem głodna - parsknęła zakrywając się poduszką by stłumić hałas.
- wstawaj ! - powtórzył.
- wrrrr ! - warknęła i rzuciła się na swojego brata, a następnie rzuciła mu atak łaskotek na co się rozrechotał. Matt miał co prawda innego ojca, ale dziewczynie to nie przeszkadzało. Kochała go choć nie umiała zbytnio okazywać uczuć, dbała o niego jak mogla, a relacje ich były na dobrym poziomie. Zaraz we dwoje zeszli na dół, gdzie ich dziadek już nakładał złociste naleśniki.
- wyspana ? - uśmiechnął się starzec do wnuczki.
- taa.... - oparła czoło o swoje ręce.
- słyszałem, że dobrze się sprawowałaś wczoraj
- to ciekawe - zmarszczyła swoje brązowe brwi.
- dużo pochwał dostałaś
- czyżby pan szefuńcio ją pochwalił - pomyślała poprzez uśmiech.
- już zjadłem, mogę iść na dwór ? - wtrącił się młodszy chłopak.
- jasne, tylko nie odchodź za daleko - powiedział.
- czy mam jakieś policyjne godziny? mogę widywać się z kim chcę ? czy też mam zakazy na wszystko ? - spytała, na co zauważyła, że jej dziadek popada w zadumę.
- jesteś na tyle dorosła, że myślę, że wiesz co jest rozsądne, a co nie. Myślisz, że mogę ci zaufać?
- sam mówiłeś, że jestem dobra - wypomniała.
- nie wątpię w to, a jeżeli mówisz, że mogę ci zaufać to okej
- serio zero kontroli? - upewniła się.
- serio. Mimo, że w Nowym Yorku popełniałaś wiele błędów - zrobił lekko srogą minę.
- aaahhh... więc mama ci naskarżyła
- nie pochwalam twojego zachowania Eleno, ale sądzę, że czegoś się nauczyłaś - zamyślił się chwilę - było poważne? -spytał.
- heh... - westchnęła - bardzo poważnie
- szanuję miłość, rozumiem ją. Wiem, że nie ma granic, ale jak mogłaś złamać takie rzeczywiste zasady?
- zasady?! - oburzyła się.
- to był żonaty mężczyzna, starszy, nauczyciel twój, w dodatku wychowawca - wymieniał, na co wtrąciła się.
- okej, okej stop - zawołała - nie obchodziło mnie to. Dziadku czy chciałeś mieć ciasteczko i zjeść je ? - spytała.
- oczywiście - zachwycił się mądrością swojej podopiecznej.
- właśnie tak było z Ianem - podsumowała.
- ehh Eleno, jesteś młoda, życie jeszcze cię zaskoczy
- nie dasz mi żadnej kary za to? mama mnie z pokoju nie wypuszczała
- nie jestem mamą - pokręcił głową, a po chwili popił herbaty - po za tym teraz wiem, że będziesz robiła co słuszne - dopowiedział. Najedzona oparła się o oparcie.
- dzięki - szepnęła. Nie miała w zwyczaju dziękować, przepraszać, wybaczać, albo okazywać uczuć. Ian Mcallister zniszczył w niej pozytywne emocje, uczucia. Zranił ją niewyobrażalnie, można było ją nazywać naiwną, łatwowierną, jednak wierzyła mu i w to co widzi.
Gdy była gotowa zbiegła ze schodów po bluzę i buty.
- Eleno - usłyszała z salonu. W beżowym fotelu wystawał tył głowy Luisa, który oglądał powtórkę meczu tutejszej drużyny, zaraz po tym uniosła się ręka lekko pomarszczona w niej srebrne kluczyki do samochodu. Zaskoczona z rozszerzonymi oczami podbiegła do niego.
- nie wracaj późno autobusem - polecił, a ona od tyłu podbiegła i objęła go, dając cmoka w policzek dziękując -to już coś - zaśmiał się . Luis Sawyer kochał swoją wnuczkę i wszystko oddałby byle była szczęśliwa i zdrowa. Chciał jej pomóc, w pewnym sensie wydorośleć, ale zauważył, że w tym akurat nie była potrzebna pomoc, tylko w okazywaniu uczuć jej, poświęceniu uwagi, troski i bycia z nią.
Gdy była na miejscu, zaparkowała srebrną hondę na parkingu i ruszyła do środka.
- Sawyer zaczynasz dopiero za godzinę - zauważył ją Jason.
- ale jestem wcześniej - odparła - po za tym mam imię ! - warknęła siadając w kąt, a zaraz otwierając swojego laptopa.

- masz dar Eleno, nie zmarnuj tego - usłyszała za sobą.
- dziękuję - uśmiechnęła się odwracając do atrakcyjnego starszego mężczyzny. Usiadła na biurku, a on podszedł do niej.
- twoje teksty są lepsze od moich jak byłem w twoim wieku
- uczeń przerósł mistrza - powiedziała chwytając zębami jego dolną wargę.
- zdecydowanie - mruknął, przyszywając się do jej usteczek.

- mam nadzieję, że nie będziesz siedzieć cały czas na tym gównie tylko weźmiesz się do pracy dziś - rozproszył ją Adams, otarła szybko łzę i uniosła wzrok na niego.
- oczywiście szefie - uśmiechnęła się sarkastycznie - mam jeszcze półgodziny więc skupię się na tym
- czemu mnie pochwaliłeś dziadkowi ? - spytała gdy zauważyła, że miał wychodzić.
- nie wiem o czym mówisz - odrzekł obojętnie.
- powiedziałeś, że dobrze się sprawowałam?
- w życiu bym tego nie powiedział, bo to nie prawda - odparł.
- robiłam wszystko co kazałeś, choć nie jesteś moim szefem ! - burknęła.
- siedziałaś na laptopie, potem na komórce, ucinałaś pogawędki z klientami i szeryfem Parishem
- przepraszam, nie sądziłam, że nie mogę nawet rozmawiać z ludźmi - zamknęła swój laptop a następnie odłożyła do swojej szafki i gwałtownie wyszła zza zaplecza.
Pierwsze godziny mijały szybko, od godziny osiemnastej dłużył się jej czas niesamowicie, a tle leciała głośna muzyka. Zdążyła zapoznać wytatuowanego Martina, okazało się, że ma trzydzieści lat i pracuje tu już pięć lat.
- zrób dwa espresso - polecił jej Jason chowając pieniądze w kasę.
Złościł ją niemożliwie, nie raz miała ochotę go udusić. Wywyższał się jakby tu był panem, właścicielem tego baru, a tak na prawdę był, powinien być dla niej nikim. Podeszła do maszyny, której nie cierpiała, może dlatego bo nie potrafiła nadal jej obsługiwać. Chłopak wczoraj pokazał jej instrukcję obsługi raz i to na szybkiego, że nawet nie zdążyła załapać. Podeszła nastawiła filiżankę i kliknęła pierwszy lepszy guzik, który spowodował nagły i szybki wodospad czarnej cieczy, który rozprysł się na wszystkie strony.
- cholera ! - wrzasnęła, próbując powstrzymać wyciekający napój.
- jakbym widziała swoje początki - usłyszała brytyjski akcent. Gdy spojrzała była to ładniutka brunetka, włosy sięgały jej za ramiona, a piwne błyszcząc oczy same uśmiechały się do niej, przycisnęła dwa przyciski i maszyna stanęła w miejscu.
- nienawidzę tego miejsca - odrzekła.
- uwierz mi, jeszcze je polubisz - puściła oczko - jestem Jo - przywitała się. Właściwie Josephie, jednak wolała jak ktoś do niego mówi zdrobniale.
- Elena - odrzekła już spokojnie
- super robota Sawyer - minął ją dwudziestolatek.
- gbur ! - krzyknęła za nim, na co jej towarzyszka roześmiała się.
- chodź, dam ci swój zapasowy t- shirt - zaproponowała.
Poszły na zaplecze, brunetka od razu podeszła do swojej szafki szukając odzieży.
- widzę, że poznałaś Jasona, nie zawsze jest taki
- serio? nie zauważyłam - parsknęła, na co znów uśmiała się lekko angielka.
- to dobry chłopak, czasem gbur, ale dobry. Pomocny w różnych sytuacjach
- sytuacjach ? - dopytała się, mając różne skojarzenia, na co nowo poznana koleżanka uśmiechnęła się wręczając czarną bluzkę.
- nie, nie spałam z nim jeśli ci chodzi o to. Zdecydowanie Jason nie jest w moim typie- wyjaśniła - jejku, serio nowojorczycy zboczeni są tacy ?
- nie słyszałam o takich plotkach - z grymasiła się lekko Sawyer, a zaraz przymierzyła do zmiany ubrania. Zastanawiało ją jaki ma teraz ona typ. Czy będzie porównywała go do swojej dawnej miłości?...
- Jason teraz ma trudny okres, dziś jest druga rocznica odkąd znaleźli martwego jego przyjaciela, a właściwie prawie brata - wytłumaczyła.
- jego żałoba nie usprawiedliwia traktowania tak ludzi, nie cierpię go
- heh, zobaczysz tez jego dobre cechy - zapewniła - a teraz chodź nauczę cię robić espresso.

5.
Dwa tygodnie mijały dla Eleny tak samo, rano wstawała i późno wracała, albo spała do południa wychodziła do pracy i późno wracała. Wspólny język odnalazła najbardziej z Jo Hansard, dowiedziała się, że sprowadziła się wraz z rodzicami tu z Anglii gdy była mała, oraz opowiedziała jej trochę o Jasonie:
****
- prawdopodobnie jest z Europy, chyba z Polski na wymianę czy coś. Zaczął z nami chodzić do szkoły gdy miał chyba dwanaście, może trzynaście lat. Zamieszkał właśnie u Etana Blakea, dlatego mówiłam, że byli dla siebie jak bracia - opowiadała siedząc koło niej na schodach za budynkiem paląc papierosa.
- został na stałe ? - spytała.
- chyba tak, jeździł nieraz odwiedzać rodzinę. Widocznie tu mu dobrze, no i studiuje prawo - odpowiedziała.
- a jak z tobą? - spytała.
- ze mną? zostałam zmuszona tu przyjechać i już - wzruszyła ramionami, biorąc parę dymów od koleżanki.
- rodzice?
- taa, z mamą nigdy nie mogłam się dogadać jakoś, za to z dziadkiem dawno mnie nie było i już poszło jak z płatka.
- zostawiłaś tam pewnie miłość swojego życia - stwierdziła Jo.
- heh nie... miłość to nie dla mnie, chłopy to porażka - powiedziała te słowa, które zdenerwowały jeszcze bardziej Jasona, który przechodził akurat obok drzwi - a ty? masz kogoś
- hm, chłopy z całą pewnością nie są dla mnie - roześmiała się zaciągając się dymem nikotynowym, a zaraz zagasiła końcówkę i wyrzuciła.
- jesteś...?
- możesz to powiedzieć, tak lubię dziewczyny, nie bój się. Przeleciałabym cię, niesamowite masz ciało i w ogóle - na te słowa Elena zaczerwieniła się - ale z charakteru nie jesteś w moim typie - zaśmiała się.
- dzieki !... chyba - burknęła.
- jesteś taka sama jak Jason - powiedziała po chwili wstając
- że co ?!
- uparta, zadziorna, dumna, ale macie dobre serce - usłyszała będąc już w środku.

Gdy szła na chwilę przerwy wszyscy młodzi siedzieli przy stoliku popijając rożnego rodzaju napoje.
- nie wierzę, że to się dzieję - usłyszała prawdopodobnie głos Alex, nalewając sobie zimnej coli
- co się dzieje? - spytała podchodząc.
- musi być cię wszędzie pełno ? - burknął do niej Jason.
- takie moje uroki - wzruszyła ramionami, z pewnym siebie uśmiechem.
- zaginęła Sara Young, chodziła z nami do liceum. Była przyjaciółką Melissy Blake - wytłumaczyła Alex.
- Melissy ? - zmarszczyła brwi pytająco.
- Melissa, jest siostrą zmarłego Etana o którym ci mówiłam - wytłumaczyła tym razem Jo.
- po co jej to mówicie i tak to ją nie obchodzi - wtrącił się naburmuszony niebieskooki.
- obchodzi - odpowiedziała mu od razu brunetka, zauważyła w smartphonie Liama zdjęcie chłopaka, całkiem dobrze znanego dla niej.
- to Etan ?! -zawołała zaskoczona.
- tak, czemu pytasz? - zapytał się chłopak widząc jak zabiera mu telefon.
- znasz go? - spytała rowniez blondynka.
- jak byłam mała przyjeżdżał w każde wakacje ze swoim ojcem. Mieszkali w hotelu nie daleko naszego mieszkania. Mama nigdy mi nie pozwalała się z nim bawić, nie wiem czemu, ale robiłam to jej na przekór jej. Ostatni raz go widziałam jak miałam trzynaście może czternaście lat.
- serio ?! - upewniła się Jo.
- jestem pewna, że to on. Niezły ciacho - uśmiechnęła się Elena.
- Nigdy Etan nie mówił o tobie - zwrócił się do niej tym razem spokojnie Adams.
- a mi o tobie - burknęła.
- to jest trochę dziwne, już druga osoba, bliska osoba Melisy ginie... - pomyślała na głos Jo.
- a myślałam, że takie rzeczy to tylko w Nowym Yorku - chlipnęła Alex.
- ha ha ha ! - zawołała sarkastycznie Elena, popijając swój napój. Dostrzegła jak zwinnie i niezauważalnie dla reszty Jason wychodzi z pomieszczenia.
- Zaraz wracam - powiedziała.
Ruszyła za nim. Wyszedł z baru, kierując się na parking, ona przyśpieszyła krok. Gdy miała wychodzić natknęła się na nieznajomą jej dziewczynę. Kręcone włosy o złocistym blondzie miała zza obojczyki, orzechowe, duże oczy były również zszokowane jak i brunetki.
- jasna cholera... - usłyszała za sobą głos Liama, do którego odwróciła głowę pytającym wzrokiem. Naprzeciw siebie stały bardzo podobne do siebie dziewczyny. Te same oczy, niemalże identyczne rysy twarzy, a jedyną różnicą były ich włosy.

***CDN***
Witam wszystkich, jeśli ktoś jeszcze mnie pamięta to... Powróciłam! :) po bardzo długim czasie, ale tez owocnym. Przyjemnego czytania życzę, oraz pozdrawiam.
Dodał/a: An Caroline w dniu 20-11-2017 - czytano 224 razy.
Słowa kluczowe: Witajcie Tajemnice An Caroline

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hill"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)