Tajemnica Mint Hil II

6.
Zszokowana i zmieszana, szybko wybiegła z pomieszczenia. Skupiła się na tym co miała robić. Wsiadła do hondy i ruszyła zza dobrze jej już znanym czerwonym Jeepem.
- to nie możliwe - mówiła sama do siebie, powtarzając cały czas do siebie. Jechała nieco dalej, tak by Jason Adams jej nie zauważył. Nie wiedziała gdzie jedzie, jak daleko, jedynie czuła, że musi to zrobić. Musiała skręcić w stronę dla niej nieznanego wzgórza, które otaczały łąki, las i pola. Zatrzymała się wśród drzew i obserwowała jak chłopak odchodzi gdzieś w głąb lasu. Nie zamierzała już iść, jednak żałowała po chwili, gdy okazało się, że to trwa za długo. Z minuty na minutę, robiła się godzina. W końcu dostrzegła znaną sylwetkę wsiadającą do samochodu, a zaraz coś nie wytłumaczalnego szybkim tempem nieznana ciemna sylwetka celująca czymś prosto w samochód Jasona.
- cholera - pisnęła. Szybko ruszyła biegiem w jego stronę. Bez wahania wsiadła do samochodu.
- o mój Boże nic Ci się nie stało ?! - pisnęła.
- co tu robisz?! - warknął podnosząc się chłopak, druga ręką wyciągając gruby, ostry, większy kamień, na którym widniał czarnym markerem napis: ,, przestań szukać, bo następnym razem będzie twoja głowa, a nie szyba.
- mogę zadać to samo pytanie tobie - odpowiedziała przerażona.
- widziałaś kto to był? kto rzucił ?! - gwałtownie zabrał rękę, na której dopiero zauważył jej jasną dłoń.
- zbyt ciemno, kaptur miał i szybko uciekł - próbowała sobie przypomnieć.
- sylwetka? chłop? - dopytywał się.
- nie wiem Jason, był ze sto, dwieście metrów ode mnie ! - krzyknęła.
- po co jechałaś za mną ?!
-gdyby nie ja nikt by nie dowiedział się, że dostałeś w łeb po drugie miałam zaproponować ci podwózkę, ale widzę, że dasz sobie radę z tą szybą - doskonale wiedziała, że nie powinien jechać z takim stanem samochodu - po za tym nie ma za co ! - wrzasnęła na koniec i odeszła.
Jechała do miejsca pracy. To było za dużo, czuła jakby jakieś fatum na nią spadło, ta sytuacja? ta tajemnicza dziewczyna?. Miała wiele pytań, wątpliwości, a zero odpowiedzi. Wparowała do środka, odnajdując od razu koleżankę, ciągnąc za rękę na kuchnie.
- kto to był i czemu do jasnej Anielki, Jason szwenda się w nocy po jakims wzgórzu i mało co nie dostał w łeb przez to ?!
- co ?! - pisnęła zdezorientowana dziewczyna.
- dziewczyna !
- to Melissa Blake - odpowiedziała już rozumiejąc - wszyscy są w szoku ! - dopowiedziała.
- bo?
- bo jesteście podobne - wyglądała na zachwyconą.
- nie jesteśmy
- gdyby nie włosy, byłybyście bliźniaczkami.
- wymyślasz Jo... o co chodzi z Jasonem ?! - zmieniła temat.
- jeśli chodzi o te wzgórze tam zginął Etan. Biedny Jason nadal nie pogodził się z jego odejściem...
- kto, kogo ?! - zawołał pytająco wesoło Liam, obejmujący Alex.
- Jason - odpowiedziała angielka.. Po całej opowieści Eleny, co widziała i słyszała, Alex chlipnęła.
- to on prowadzi jakieś prywatne śledztwo ?!
- dureń, to niebezpieczne - parsknęła Elena.
- nie umiesz trzymać gęby na kłódkę co Sawyer?! - rzucił się ostro do niej wchodzący Jason, gdy ta stała oparta o zlew.
- musiało mi się wymsknąć - wzruszyła ramionami i tak jak potrafiła uśmiechnęła się uroczo, a złość w nim szarpała, chciał ją udusić, albo co gorsza...
- i miała racje Jason - obroniła ją Jo - nie możesz siedzieć w tym sam - powiedziała spokojnie.
- niepotrzebnie się wtrącacie ! - burknął.
- potrzebnie, bo pomożemy ci - palnęła po namyśle koleżanka obracając się na obrotowym krześle.
- pomożemy ?! - padł chór głosu Alex, Liama i Eleny
- tak pomożemy - powtórzyła koleżanka - to niebezpieczne
- nie trzeba - zaprzeczył chłopak.
- trzeba, trzeba. Jo ma racje nie możesz sam tego robić - w końcu przemówił Liam wstając z krzesła, a następnie poklepał go po ramieniu.
- ja odpadam ! - uniosła Elena ręce do góry.
- za późno. Już w to wpadłaś - ostrzegła ją zabawnie krótkowłosa brunetka.

6.
Mimo spała do dwunastej wciąż była zmęczona, oczy nadal podkrążone. Wciąż miała wiele pytań i wątpliwości. Gdy była gotowa zeszła na dół. Dziadka zastała w ogrodzie, gdzie podlewał piękne, soczyste róże.
- Dziadku mogę cię o coś spytać?
- pewnie - odrzekł z uśmiechem.
- znasz nijaką Melisse Blake?
- tu wszyscy się znają Eleno, jasne, że znam. Czemu pytasz?
- czy możliwe jest to, że niektórzy ludzie są bardzo podobni do siebie ? choć nie są spokrewnieni?
- wszystko jest możliwe. Rożne przypadki chodzą po ludziach. - uśmiechnął się i kontynuował dalej - i pewnie każdy z nas ma jakiegoś sobowtóra.
- ale chyba nie aż takiego...
- twierdzisz, że jesteś podobna do niej? - zmarszczył brwi.
- mhm... znałeś mojego ojca? jest stąd? jaki był?
- tak jest stąd. Dupkiem, który zostawił twoją mamę, gdy zaszła z tobą w ciąże i odszedł do innej, z którą również był w ciąży.
- ehh... i znów niechciana Elena - westchnęła dziewczyna.
- Eleno nigdy tak nie mów o sobie. Ja cię kocham, mama, Matty, a teraz tu zdobywasz przyjaciół i tu jesteś chciana - powiedział starszy mężczyzna.
- taaa... wiesz gdzie jest? mój tato? - zapytała znów.
- nie wiem Eleno - odrzekł oglądając się gdzie jest jego drugi wnuk.
- ok... lecę do pracy- oznajmiła i tuż przed autem jeszcze raz do niego się odwróciła - dziadku?
- hmm?
- dzięki... - wydusiła
- robimy postępy - puścił oczko.

Była przed czasem więc usiadła w kącie, wyjęła swój sprzęt i zaczęła klikać po klawiaturze.
- jesteś uzależniona od tego pudła czy co? - usłyszała głos Jasona Adamsa jednak nawet nie popatrzyła.
- pisze - odpowiedziała.
- piszesz? to znaczy ty piszesz? - upewnił się czy dobrze usłyszał.
- bo co? - w końcu na niego popatrzyła.
- nie wyglądasz na taką... kto chce zostać pisarką
- a ty nie wyglądasz na takiego, kto chce zostać prawnikiem - odcięła się. Zauważyła jak uśmiecha się lekko rozbawiony, uciekający wzrokiem.
- widzisz szefuńciu, gdy nie wściekasz się na wszystkich i na wszystko całkiem nieźle nam się rozmawia - powiedziała wstając i odkładając laptopa - robota czeka ! - zawołała wychodząc z kuchni.

Pierwsze godziny zleciały dość szybko, za to od dwudziestej pierwszej czas leciał niemożliwie długo. Obserwowała ludzi dookoła i zastanawiała się nad słowami swojego dziadka, czy rzeczywiście mogła nazwać swoich nowych kolegów przyjaciółmi. Najlepszy język znalazła z Jo, choć miała nadzieję, że nie dlatego bo ona lubi dziewczyny, dowiedziała się od niej o Alex i Liamia, że są parą od początku liceum, a w tym roku jeszcze planują ślub. Ciężko było z Adamsem, choć nie mogła zaprzeczyć intrygował ją.

*
- czego wy tu w ogóle chcecie szukać? - szepnęła Alex świecąc swoją latarką po ciemności. Duchota unosiła się całym polu, świerszcze dawały koncert na skrzypcach, a gwiazdy uroczo puszczały oczka, na czarno-granatowym niebie.
- nie musisz tu szeptać Alex - zaśmiała się Elena, a zaraz za nią i reszta, a Liam dodatkowo ucałował ją w czoło.
- czegokolwiek, musimy się rozdzielić - odpowiedziała Jo - ja, Liam, Alex zachód - wy wschód.
- z nią ?!
- z nim ?!
Rozległ się głos dziewczyny i Jasona, Angielka tylko pokręciła głową i ruszyła w swoją stronę z towarzyszami.
Szli w milczeniu, nawet na siebie nie patrzyli się.
- po co tu przyjechałaś? - w końcu spytał.
- chcę pomóc, a po za tym szybciej mi czas tu zleci - odpowiedziała, wlepiając swoje oczyska w niego, na co przełknął ślinę.
- pomóc mi ? - zmarszczył brwi.
- i reszcie, nie bądź samolubem -powiedziała złośliwie, na co odwrócił się chowając uśmiech
- świetnie - chrząknął czując jak kilka kropel pokryło jego nos.
- tu jest jakiś dom - wskazała palcem i oświetlając latarka.- jestem tu od dwóch lat, wiedziałbym, że tu jest jakiś dom - parsknął.
- nie jestem ślepa ! - krzyknęła, na co odwrócił się do niej zdenerwowany, a w końcu i rzeczywiście dostrzegł drewnianą, jedno piętrową chatkę w ciemnościach.
- dam znać dla reszty - oznajmiła dziewczyna, po wybraniu zadzwoniła do każdego z nich - nie ma zasięgu - powiedziała zauważając, że gada sama do siebie. Wpatrywał się w tą budowlę - napiszę smsa - dodała chowając komórkę.
- jesteś tu od dwóch lat i nigdy nie znalazłeś tej chaty ?! - rzuciła.
- zazwyczaj bylem na zachodzie - burkną - bo tam znaleźli Ethana - dodał. Ruszyła przed siebie z lekkim truchtem.
- gdzie biegniesz?! - zawołał.
- nie zamierzam zmoknąć bardziej niż już jestem ! - odkrzyknęła, a on zaraz za nią zaczął biec. Pod dachem zdążyli już bardzo zmoknąć. Z jej ciemno-szarych jeansów zrobiły się czarne, a z bordowej bluzki z długim rękawem stała się jeszcze ciemniejsza i bardziej oblegała jej ciało, a włosy, które zazwyczaj miała proste automatycznie się pokręciły, również i jemu odzież przylegała do ciała, a ona mogła dostrzec większość jego mięśni.
- ciekawe kiedy ma czas ćwiczyć - pomyślała. Zaczął pukać, jeden raz, drugi, trzeci, lecz nikt nie odpowiadał.
- dobra panie detektywie przestań pukać, tylko postaraj się jakoś wejść do środka co ? robi się zimno - założyła skrzyżowane ręce na piersi. Na co pokręcił głową niedowierzając. Wyjął większy scyzoryk i zaczął odciągać lekko klamkę.
- nosisz noż?! - pisnęła.
- chcesz wejść czy nie ? - spytał marszcząc groźnie brwi, na co zamilkła, a on kontynuował swoją robotę. Pokręcił gdzieś w zamku dokładnie to nawet nie patrzyła. Po paru minutach, drzwi otworzyły się niczym grobowiec sezama. Z przyzwyczajenia odnalazł włącznik od światła przy drzwiach, które się zapaliło popatrzyli na siebie przełykając ślinę.
- jest światło...
- widzę - parsknęła przewracając oczami.
- to znaczy, że ktoś tu często przybywa i w każdej chwili może wrócić - wyjaśnił, a ona jeszcze w końcu poczuła strach. Wszystko schludnie i ładnie było urządzone. Na środku drewniany stoliczek, w rogu ciemna kanapa. Za wyspą oddzielająca ,,salon była mała kuchnia. Przeszukiwali każdy regał, półkę i szafkę.
- są talerze, sztućce, szklanki, patelnia, nawet kieliszki to może urządzimy imprezkę? - zażartowała brunetka, na co roześmiał się ciemny blondyn. Po raz pierwszy mogla to usłyszeć, a najgorsze było to, ze jej podobało się.
- co ? - popatrzyła się na niego.
- nic... - pokręcił głową - nie ma jedzenia żadnego, może ktoś tu weekendowo jest, albo nie wiem sam... - powiedział
- kto to ? - spytała pokazując zdjęcie jakiejś kobiety, której twarz była przekreślona czarnym ,,X. Błękitne oczy rozszerzyły się z zaskoczenia.
- to pani Robertson, uczyła nas historii w liceum
- to ona tu mieszka?!
- nie...ona z tego co pamiętam niedaleko szkoły - odpowiedział przyglądając się zdjęciu.
- czemu ma X?
- gdybym wiedział to bym powiedział - przewrócił oczami kolejny raz, a następnie schował zdjęcie w kieszeń.
- masz niebieskie oczy - stwierdziła przypatrując się w niego.
- to żadna nowina - powiedział patrząc na nią nie rozumiejąc.
- teraz wyraźnie widać... gdy nie kłócisz się - wyjaśniła z lekkim uśmiechem.
- gdy ty nie kłócisz się również dobrze widać odcień orzecha - odrzekł spokojnie.
- przynajmniej wiesz jakie mam oczy, to już coś
- nie sposób nie zauważyć
Ich twarze były pogodne, wpatrywali się w siebie jakby poznawali się na nowo. Czy chciała go pocałować? tak, ale nie chciała pierwsza. Nie mogła również zaprzeczyć, że nie jest dla niej atrakcyjny. Szkoda, że nie z charakteru..Chociaż. Podobała mu się ta wersja jej. Musiał przyznać pomylił się. Miał ją za rozkapryszona, egoistkę z Nowego Yorku. Gdy twarze ich zbliżały się. Głośny huk zadzwonił w ich uszach, brunetka ze strachu podskoczyła jeszcze bliżej a następnie schowała się w niego. Pierw nie wiedział co zrobić. Po sekundzie jego ręce zdecydowały same, obejmując ja w pasie.
Zdecydowanie to był błąd, że ją wpuścił w swoje ramiona.

***CDN***
Wybaczcie za wszelkie błędy jakie zauważycie. Nie dość, ze mam popsuta klawiaturę, to tez każdemu zdarzy się błąd, ale cały czas staram się. Pozdrawiam ! :)
Dodał/a: An Caroline w dniu 24-11-2017 - czytano 167 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica Mint Hil II"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)