Tajemnica domowego piekła Cz. X

*** Poniedziałek, dzień przed meczem***
***Okiem Emily***

Trener powiedział że treningu dzisiaj nie będzie, bo nie chce nas katować przed meczem. Wracając do domu przystanęłam na poboczu i zdjęłam ten cholerny strzępek gipsu i bandażu a następnie wyrzuciłam do pobliskiego śmietnika. Moja ręka była jasno, ciemno, zielono, fioletowa. Jednym słowem : STRASZNA. Niby jak mam pokazać się na meczu z taką ręką? Albo po prostu owinę ją bandażem elastycznym wciskając mu kolejny kit, albo powiem mu prawdę.... Nie, nie, nie. Nie ma szans abym powiedziała kouś co mi jest ani ogólnie nic o mnie. Zaciągnęłam rękaw aż do nadgarstka aby nie było nic widać. Justin nie zadzwonił ani nie napisał, tak jakbym nie istniała... Tęsknię za nim, pewie jego ojciec miał rację, Justin już o mnie zapmniał, a to boli bardziej niż moja ręka. Zaczęłam nucić piosenkę, ( Ola- jej ostatni rok). Mijałam kolejne ulice i drzewa, zrezygnowałam z autobusu by nie musieć z kimkolwiek rozmawiać. Niedługo są święta, jestem ciekawa czy te spędzę tak samo jak zeszłe, na dworzu, pod zamkniętymi tylnymi drzwiami, bez żadnego ciepłego ubrania bez nikogo kto mnie kocha. Później w szkole będę znowu opowiadać jak cudownie jest przy wigilijnym stole, przy rodzinie która cię przygarnęła bo cię kocha, jak to siedziałam z nimi w rodzinnym gronie i śpiewałam kolędy. Zaczęłam płakać po raz jakiś stutysięczny raz w moim życiu. Usiadłam na chodniku bez sił, tęsknię za ramionami taty, za uśmiechem mamy, za naszymi świętami. Wszystko zniszczyłam ,a teraz odbieram swoją karę, wiem że na nią zasłużyłam, ale nie wiem czy jej podołam.

Wchodząc do domu nie zastanawiałam się co robić, weszłam do kuchni gdzie o dziwo było ....czysto. Mój wzrok spoczął na wujku który czytał gazetę.
-Shanon wyjechała z Amandą do swojej mamy bo zachorowała. Nie martw się nie dostaniesz taryf ulgowych.
-.... dobrze? - uśmiechnęłam się słabo - mam jutro mecz... a Pam prosiła bym u niej zanocowała. Mogę? - zaczęłam dygotać. Stresowałam się niemiłosiernie.
-Masz zdążyć wszystko wysprzątać, wypolerować a nawet wylizać podłogę zaraz po swoim powrocie. Zrozumiano?!
-Tak... - zabrałam swoje rzeczy i weszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku zastanawiając się co zrobić. Wysłałam Pam SmSa.
*Nocuję jutro u ciebie*
*Super! Udało ci się wytargować nocleg?*
*Tak. Wytargowałam.*
*Będziemy się świetnie bawić. Emil przyjedzie do mnie! Nasza trójka rozniesie mój dom! Buhahaha!* No i super, moje plany poszły się jebać. Mam przeszkadzać tej dwójce świrów? Dobra jego nie znam ale znam Pam, a Pam ma wpływ na wszystkich.
*Ok widzimy się na meczu, do szkoły nie idę, o 16 wychodzę prosto na mecz. Buziaki*
*Oki! Tylko mi dożyj do jutra! Em martwię się o ciebie. Buziaki* Wyszłam z pokoju szukając bandażu. Muszę to solidnie owinąć. Wyciągnęłam apteczkę i zaczęłam szukać pierwszego, lepszego, tego głupiego gówna elastycznego.

Moja ręka nie wygląda już tak strasznie. Nie mogę ruszać nadgarstkiem, bo cholernie boli ale to jedyny minus. Spojrzałam na telefon którego zwrotu nie chciał Justin, sygnalizował przyjście nowej wiadomości. JUSTIN.
*Em, nie unikaj mnie*
*Przepraszam skasowałam numery nie wiem kto pisze. Nie pisz więcej.*
Dłonie mi drżały a kolejnego smsu nie było. Padłam na łóżko a ciemność zabrała mnie do krainy snu.

Usłyszałam trzask drzwi na co natychmiast zerwałam się z łóżka. Zeszłam cicho po schodach a tam zobaczyłam pijanego a wręcz zlanego w trupa wujka. Mówił coś pod nosem „zdradziła mnie, ta suka mnie zdradziła’’ obstawiam że chodziło mu o ciotkę Shanon. Zdradziła go a on poszedł się upić, bardzo pomysłowe, ja na jedno szczęście nie mam tego problemu, moje zalety bycia singielką. Ale … no cóż Justin, czemu zawsze musimy coś zniszczyć? Nie rozumiem …. Podeszłam do wuja aby pomóc mu się położyć ale on rzucił się na mnie mówiąc :
-Dawno sobie poruchałem… Może pomożesz mi to zmienić? – wyrwałam się z jego objęć a wuj padł na ziemie kląc pod nosem. Zerwałam kurtkę z wieszaka i wybiegłam z domu. Byłam w dużym szoku po słowach tego człowieka. Korzystając z tego że mam ubrania na sobie bo nie zdążyłam ich zmienić przed snem skierowałam się do baru. Wchodzą tam słyszałam gwar rozmów i tekstów typu polej jeszcze raz to samo. Nie dowierzałam własnym oczom gdy zobaczyłam Justina równie pijanego jak mój wuj.
-Ile czasu już u siedzi? – zapytałam barmana.
-Jakieś kilka godzin, sporo wypił niestety nie zapłacił, będziemy musieli go wyrzucić.
-Ile jest winien?
-Trzysta. Pił drogi alkohol. - sięgnęłam do kieszeni kutrtki gdzie trzmałam pieniądze które dostałam od Charliego. Równo trzysta złoty mi zostało. Oddałam barmanowi a ten podziękował. Podeszłam do Justina.
-Idziemy Justin. Nie będziesz się tu szlajał.
-Emily? Kochaanie, tęskniłeeeem - czułam od niego wyraźną woń alkocholu - Anabell mówiła że mnie nie kooochasz, a ona mnie bardzo! Aż ją pocałowałem! - Miał strasznie rozbełkotany głos. Bolało mnie to że udało jej się, ja sama życzyłam jej powodzenia. Robiłam się strasznie śpiąca. Poprosiłam barmana o wezwanie taksówki a gdy ten powiedział że taxi już czeka wzięłam pod ramie Justina i poszłam z nim do samochodu. Wykłócałam się z kierowcą że jak Justin zwymiotuje będę płacić za tapicerkę. Zgodziłam się, ale modliłam się żeby nie było konieczności zapłaty bo jestem totalnie spłukana. Podałam adres tego chlejusa i tam się skierowaliśmy.

Otworzyła nam drzwi gosposia ,która zawołała natychmiast jego matkę. Porozmawiałam z nią na temat Justina, powiedziała że jest nieswój odkąd uciekłam z tej rezydencji, rozmawiałam z nią dosyć długo, Justin spał już pewnie jak zabity.
-On cię kocha Em... Pierwszy raz pił.
-Jak się jest pijanym jest się najbardziej szczerym... Cóż przeszło mu już pewnie.
-Nie Em nie przeszło, budzi się w nocy, mówi przez sen i chodzi spięty. Em on cie na serio kocha.
-A całuje inną, Eli ja go kocham ale on mnie nie, przepraszam ale nie mogę tak, przykro mi. Jest środek nocy będę się zbierać.
-Nie pozwolę ci teraz wyjść, zostaniesz do rana, jesteś zmęczona, gosposia przygotuje ci sypialnię.
-Naprawdę nie trz..
-Ciii! Chodź wypijemy herbatę, a potem pójdziemy spać.

Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę po czym Eli zaprowadziła mnie do sypialni. Była nowoczesna, podobnie jak pokój Justina tylko że dominowała biel, fiolet i kwiaty. Było po prostu ślicznie. Zdjęłam buty i bluzę, zostając w bluzce płożyłam się spać.

-Cholera moja głowa... Co ja wczoraj... Kurna no ... Em! Do cholery! Musiałaś mnie zobaczyć akurat w tym stanie! -Jeszcze jej powiedziałem o tym że całowałem się z Anabell! -Mamo!! - Matka wbiegła zaspana do pokoju.
-Nie krzycz tak.
-Ojciec w delegacji więc? Mogę pfff masz coś na kaca? I jak ja tu trafiłem?
-EEeeee.. Idę po aspirynę. Poczekaj.
-Mamo odpowiedz.
-Em cię przyprowadziła, i mów ciszej do jasnej cholery. Obudzisz... To ja idę do kuchni.
-Jest tu? Em tu jest?!
-Zaraz cię trzasnę, mów ciszej! Sama przez ciebie krzyczę, nie waż się jej budzić. Jak mogłeś pocałować Bellę? Nie lubię jej więc nie przyprowadzaj jej więcej. Arogancka dziewucha. Justin…Em. Ona cię kocha
-Em? Wiem o tym… Ja ją też… Przynieś mi tą aspirynę bo się zabiję.
Mama wyszła z pokoju. Wooow , Em śpi u mnie w domu a ja nie mogę z nią rozmawiać? Okrutny Boże spraw aby mi matka wybaczyła, nie będę tu siedział. Wychodząc na korytarz rozglądałem się niczym uchodziec który popełnił jakieś przestępstwo i chowa się przed FBI. Przejrzałem sypialnie gościnne ale nie spodziewałem się że mama umieści ją w tej którą ja urządzałem. Em spała odkryta, pierzyna leżała skopana na podłodze. Nogi Em w niektórych miejscach miały barwę sino-fioletową. Zbliżyłem się do łóżka i musnąłem dłonią te miejsca. Czułem jak jej mięśnie się spinają, zastanawiałem się tylko co się jej stało. Kto jej to zrobił?? Usiadłem na brzegu, wyglądała tak krucho, tak bezbronnie, wiem że wszystkie upadki, wypadki Em są kłamstwem a ona kryje tego kto jej to robi, tylko nie rozumiem motywu tej osoby, czemu jest na to skazana, w czym Em zawiniła że teraz cierpi katusze? Nie mam żadnych dowodów co jest tylko przeszkodą. Emily boi się komuś to powiedzieć? Podniosłem pierzynę z podłogi i okryłem ją.
-W końcu będziecie razem, tylko udowodnij jej że ją kochasz, a całując się z innymi raczej tego nie osiągniesz. Dałam jej wczoraj, a raczej dzisiaj środki nasenne, chciałam aby się wyspała, inaczej zerwała by się tylko po to abyś jej tu nie widział. Justin co się stało? Czemu ona uciekła?
-Zastanawiam się nad tym. I jestem pewien że ojciec ma z tym coś wspólnego. Tylko nie wiem co jej powiedział, nie wiem jakim argumentom przeczyć, mamo… A co jeśli ona mu wierzy, co jeśli zostawi mnie?
-Oj nie przejmuj się tym, nie masz powodu, sama mi powiedziała że cię kocha, chodź zostawmy ją nich się wyśpi, od szeptu zjadę sobie tylko gardło. Dalej chcesz aspiryny?
-Tak, czuję jakby po głowie jeździł mi czołg.
Dodał/a: Emily :* w dniu 16-01-2017 - czytano 592 razy.
Słowa kluczowe: Emily rozstanie Justin kac

Komentarze (4)

Anabelldnia 2017-01-19 09:59:44.

Kocham cie !

Anaadnia 2017-01-19 14:21:46.

już bałam się że skończyłaś pisać. Opowiadanie jak zwykle cudowne!! Pisz dalej !

Rositadnia 2017-01-19 18:47:28.

Nie mogłam się doczekać tego rozdziału! Nareszcie !

Zagatkowadnia 2017-01-26 17:32:37.

Justin zachował się jak dupek! Niedość że się z nią całował, to jeszcze przyprowadził Anabell do domu.
Ogólnie opowiadanie bardzo ciekawe. Liczę na rozwój akcji.

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica domowego piekła Cz. X"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)