Tajemnica domowego piekła Cz. VI

CYTAJCIE NOTKĘ NA DOLE



Może to jest to...? Może się .... Nie, nie nie. Zakochałem się?
To nie możliwe. Przecież Em niczego do mnie nie czuje, co ja sobie myślę, że co wyznam jej moje uczucia a ona jak gdyby nigdy nic mnie zakakceptuje? Muszę ją sobie wybić z głowy.
-Justin! Czekaj chłopie! Gdzie ty pędzisz?!
-Maks?
-No stary sam nie wierzę że ciebie tutaj widzę! - znamy się od dziecka. Niestety on musiał się wyprowadzić gdy mieliśmy po pięć lat. Teraz mamy po siedemnaście, ale kontakt nam się nie urwał nigdy. Zawsze było to spotykanie się w wakacje i ferie.
-Tak dlugo się nie widzieliśmy - przybiliśmy sobie tak zwaną grabę.
-No ale kiedy ty przyjechałeś że ja nic nie wiem?
-Jakieś cztery dni temu. Heh
-Cztery dni? I nie śmiałeś się ze mną skontaktować? Dopiero teraz do mnie dzwoniłeś?
-Tak jakoś się złożyło. Chodzisz do tej szkoły?
-Tak. Mamy taką małą grupkę w klasie. Przedstawię ci ich, a raczej je. Pam i Emily.
-Co?
-No dziewczyny. Całkiem spoko są.
-Ehh jesteś ze mną w klasie? Czemu ciebie tu wcześniej nie było?
-Serio?! Byłem chory i musiałem się kurować. Powiedasz że jesteś ze mną w klasie to poznałeś je?
-Eppp... Pam nie za bardzo .. - No tak bardziej pozałem się z Emily, z jej uśmiechem i gracją. Poznałem jej skrmność i chęć zmieniania się na lepsze.
-A Emi?
-Hmm?- Za bardzo się rozmażyłem
-No Emily?
-Ah tak.... Pozałem ją. Śliczną Em...
-Śliczną?
-Tak... Maks ja - prbowałem mu powiedzieć ale mnie wyprzedził
-Ty się zakochałeś! - no co on nie powie
-Maks...
-Justin się zakochał, Justin się zakochał - zaczął śpiewać
-Mam pytanie.. -właśnie sobie przypomniałem. Bo skoro chodzimy do tej samej klasy powinein być szybciej w szkole.
-Hmm?
-Bo skoro jesteś ze mną w klasie gdzie byłeś od rana?
-Bo... Ehhh ja i Pam mamy mały problem, bo Emi.. - Co on chce mi powiedzieć?
-Co? Co Emi?
-Nie mogę stary. Jak będzie chciała to sama ci powie. Ja sam nie wiem wszystkiego, nie mogę tobie nic powiedzieć. - Ale co?!
-To coś poważnego?
-Tak. Nie. Nie wiem stary, ale nie martw się... Nic jej nie będzie, mam nadzieje.
-Co?! Jak to nic jej nie będzie?! Gdzie ona jest?! - Zaczynam się poważnie martwić
-Justin wyluzuj
-Jak to wyluzuj?! Gdzie ona jest?!
-Jak byłem z nimi to u Pam ale, nie wiem czy dalej tam są. - co się dzieje z moją małą Em?
-Gdzie mieszka Pam? - muszę się znaleźć tam jak najszybciej
-Stary lekcje są! Pojedziemy do Pam po lekcjach! Nic jej nie będzie przestań się zamartwiać! - jak to przestań się zamartwiać? On nie wie jak to jest być na moim miejscu. To naprawdę... naprawdę trudne nie martwić się o kogoś kogo darzy się uczuciem. Koniec końcu posłuchałem Maksa i poszłem z nim na lekcje . Nie mogłem się skupić na rozwiącywaniu zadań z algebry. Poźniej matma, przedsiębiorczość, chemia, i dodatkowe zajęcia rachunkowe. Każda z tych lekcji dla mnie trwała wiecznie. Cały czas myślałem o tym co chce mi powiedzieć Maks. Po zajęciach razem ruszyliśmy do Pam, każdy swoim samochodem. Jadąc za nim nie mogłęm się skupić na drodze. Cały czas wspominałem słowa "nie martw się... Nic jej nie będzie, mam nadzieje." W końcu dojechaliśmy pod dom Pam, akurat w tym momencie jak wysiadała z samochodu. Zatrzymałem swój pojazd i podbiegłem do niej.
-Justin co wy tu robicie?
-Nie ma was w szkole a Maks mi wyjeżdża z zagadkowymi tekstami. Gdzie jest Em? - Zauważyłem te porozumiewawcze spojrzenia między tą dwójką.
-Teraz pewnie jest u siebie. Ja.... No ten właśnie ją odwiozłam.
-Stary mówiłem ci, że nic jej nie będzie.
-Czemu nie było was w szkole?
-Bo .. ohhh Justin no .
-No czemu?? - czemu po prostu nie odpowie?
-Bo ja... ja po nią podjechałam ranem i on jak wsiadła do samochodu to była strasznie blada i zemdlała no to ja pojechałam z nią tutaj do mnie a potem zadzwoniłam do Maksa i ona była taka bezwładna, i wtedy przenieśliśmy ją do salonu to znaczy Maks ją przeniósł bo ja bym nie dała rady i wtedy on musiał jechać, zostałyśmy same i Em... Jej ręka ją bardzo bolała, pojechałyśmy na szpital i ja przyjechali jej wujkowie to powiedzieli że mam już iść iiii to wszystko. - Jej wypowiedź na jednym tchu Maks skwitował pokiwaniem głowy w geście zrezygnowania, jakby uważał że nie powinna mi tego mówić.
-Pam? Gdzie teraz jest Em?
-Pewnie u siebie w domu, ale nie jedź tam, daj jej odpocząć.
-Jaaassne. Gdzie ona mieszka?
-Stary! Nie rozumiesz? Daj jej odpocząć jutro przyjdzie do szkoły racja Pam? - pokiwała głową na tak.Wsiadłem do samochodu i z piskiem opon ruszyłem do siebie. Dotarło do mnie jak się zachowuje. Jak ja wyglądałem w ich oczach? Ale to nie miało wększego znaczenia, najważniejsza była Emily.



ROZDZIAŁ V



-I co powiedziałaś temu lekarzowi?! Że co?! Hmm?! Samo się złamało?! Jak ty to sobie wyobrażasz! Wiesz jak to wygląda?! Sąsiedzi patrzą!
-Ale... Ja powiedziałam że spadłam ze schodów...-odpowiadałam kolejno na pytania wuja.
-I mamy ci uwierzyć?! Ty nic nie warta zdziro! Moją siostrę do grobu wpędziłaś !! Razem z twoim pieprzonym ojcem! - Poczułam straszny ból, tak silny ból który towarzyszy mi od tego pamiętnego dnia.
-Jak śmiecie tak o nim mówić?! On nic wam nie zrobił. Kochał moją matkę. Był świętym człowiekiem i nie zasłużył na takie traktowanie po śmierci!!
-Co?! Masz czelność podnosić głos?! Jesteś tak samo nie wartym śmieciem jak on! Potrafił jej zrobić bachora a potem co?! Wychował jak wychował! Marsz do pokoju! - Wstałam z krzesła i pobiegłam z płaczem na górę. Schowałam twarz w poduszce i wyrzuciłam wszystkie emocje jakie tłumiłam w sobie od dawna. Potrzebuję mamy , aby mnie przytuliła, mocno, czule i pocałowała w czoło jak zawsze miała w zwyczaju to czynić gdy byłam smutna, potrzebuję mojego taty, aby wprowadził w moje życie trochę radości. Nikt nie potrafi dać mi tych rzeczy. Jestem nic nie wartym śmieciem!
Obudziłam się zmęczona. Bolały mnie oczy, miałam katar i to czego nie miałam to chęci do życia. Spojrzałam na swój gips , chciałam się go pozbyć. Szurałam nim w góre i w dół ,aż w końcu był wystarczająco luźny. Z apteczki w toalecie wyciągnęłam bandaż i nożyczki. Wycięłam część mojego gipsu tak że została część zakrywająca dłoń i dwa pasy jeden na górze drógi na dole. Owinęłam to bandażem i spojrzałam na swoje dzieło. Wyglądało lepiej niż wcześniej. Nic nie bolało przy ruchach a wyglądało lepiej. Spojrzałam na zegar. Wskazywał 23:40. Nie zauważyłam tego wcześniej bo w pokoju nie mam okna. Przebrałam się w piżmę i położyłam spać. Wstałam o siódmej , przebrałam się, wzięłam przeciw bólowe a kilka naawet włożyłąm do plecaka i ruszyłam na autobus. Idąc chodnikiem omal nie umarłam z przerażenia gdy usłyszałam klakson samochodu. Nie znałam tego modelu. Poczekałam na rozwój akcji. Drzwi ze strony kierowcy otworzyły się i ujrzałam Justina.
-Justin?
-Em wsia.... Co ci się stało?! - w jego oczach widziałam zmartwienie i szok.
-To tylko lekkie uszkodzenie. Nawet nie boli. To co ciebie tu sprowadza?
-Wsiadaj podwiozę cię. - Otworzyłam drzwi i rozsiadłam się w fotelu.
-Tooo... Jak to się stało? - nie chciałam drążyć tematu. Odwróciłam głowę w stronę okna i patrzyłam na mijające nas drzewa.
-Em?
-Słyszałam. - powiedzia
-Nie chcesz o tym mówić?-zapytał
-Nie że nie chcę - mam złe wspomnienia - po prostu... No ehhh.
-Hmmm?
-Spaaaaaaaaaaadałam ze schodów. - powiedziałam cicho
-Ojć bolało. - na słowo ból przypomniały mi się wczorajsze słowa wujka. W oczach zebrały mi się łzy, a jedna nawet uciekła. - Emi co się dzieje? Boli ciebie ręka? - zjechał na pobocze. - Pokaż.
-Nie. - nie chciałam aby to oglądał ktokolwiek. -Proszę jedźmy - spojrzałam na niego a on ze skinieniem głowy znów wjechał na ulicę. Złapałam się na tym że dalej się w niego wpatruję ale nie chciałam tego przerywać. Patrzyłam jak ze skupieniem patrzy na jezdnię. Jego delikatne dołki w policzkach. Zielone, skrywające głębię oczy.
-Długo będziesz na mnie patrzeć? - jego głos wyrwał mnie z rozmyślań
-Aż mi się znudzi. - odparłam zalotnie
-Czyli mniej więcej jak długo co? - skwitował mnie z tym szatańskim uśmiechem
-Chyba nigdy. - Dopiero po chwili zrozumiałam co powiedziałam.
-Co ty ze mną robisz? W co grasz? - nie rozumiałam
-O co chodzi? - pokręcił głową w geście poddania
-Jesteśmy. I taka prośba... Fffffff nie słuchaj Maksa i Pam.
-Skąd go znasz? - chwila skąd?
-Stara przyjaźń heh chodź idziemy. - Wysiedliśmy i ruszyliśmy do szkoły. Po wejściu do budynku znów usłyszałam te szepty typu "Ta suka chce mi go odbić" " Jak on może zadawać się z tym pasztetem?" "Co on w niej widzi? Co ona ma czego ja nie mam?" Justin jakby czytając mi w myślach powiedział abym:
-Nie przejmuj się nimi, wcale nie jesteś pasztetem.
-Dzięki za pocieszenie - odrzekłam sarkastycznie.
-I jak ręka? - zapytał zmieniając temat
-A wiesz .... - co tu wymyślić - cieszę się że zagram na meczu - OOoooo tak. Nie odpuszczę go sobie.
-Zagrasz? Ale tak szybko?
-Ona jest tylko usztywniona. Eeee no i ten to nie jest poważne. - zauwżyłam jego przenikliwy wzrok. - Co się patrzysz?
-Nie nic.. Ten no ... Przyjdę na ten mecz.
-Miło - słyszałam jakby ktoś mnie wołał. Nie myliłam się, Pam biegła w naszą stronę przepychając się między wsszystkimi ludźmi. Wyglądało to jakby pokonywała prawdziwy tor przeszkód.
-Em! Boże martwiłam się o ciebie! I jak?
-Tylko tydzień z tym mam chodzić.. No . nic poważnego
-Jesssu a już się bałam że złamana! Na meczu byś nie mogła grać!
-Wiem haha dlatego jej nie złamałam - wybuchłyśmy śmiechem
-Ej a Justin był wczoraj u ciebie? - zaczął patrzeń na nią błagająco.
-Czemu miałby eee no być u mnie?
-Nie wiesz?! Jaki szał gdy się dowiedział że się źle czułaś!
-Pam ale... - Justin próbował ją uciszyć nietety mu przerwała
-A jak z piskiem opon odjechał jak z Maksem powiedzieliśmy aby dał ci na ten wieczór spokój.
-Czego ja się dowiaduje? Dlatego miałam ich nie słuchać ? - spojrzałam na zaczerwienionego Justina. Omijał mój wzrok patrząc na kafelki ,tzn podłogę. Kolejne lekcje mijały szybko. Nie mogłam wyrzucić Justina z głowy, ale nie mogłam pozwolić na nic więcej niż przyjaźń, nie mogłam go wprowadzić w mój przeklęty świat. Na przerwie przed ostatnią lekcją zaprowadził mnie na tyły szkoły gdzie nikogo nie było.
-Em musisz mi doradzić.
-Ale tutaj? Po co mnie tu zaciągnąłeś?
-Bo podoba mi się taka jedna dziewczyna ale nie wiem jak do niej zagadać.- ok ,od dzisiaj robię za doradcę w sprawach miłosnych.
-I jaki w tym problem? - dalej go nie rozumiem
-Bo ona chyba jest zajęta ale nie jestem pewien. - to źle celujesz facet!
-Aaha ok. I co ja mam z tym wspólnego? - dobre zadałam pytanie cnie?
-Nic? - po chwili uśmiechnął się - A ty? Ty masz chłopaka?
-Nie żartuj proszę. Moja miłość zapewne minie, bo obstawiam nieodwzajemnienie. - do niego....
-Doradź mi co mam zrobić. - Mam doradzać chłopakowi? LOL
-Jaka ona jest ?- poczułam zazdrość. Owszem zaczynam coś do niego czuć.
-Niedostępna, uparta, zamknięta i chyba mną nie zainteresowana.
-Złą dziewczynę masz na oku - Boże ja zwariuję. On jest tak blisko a kocha inną.
-Ale ją kocham!- zaczynam czuć się jak.. no wiecie zapewne jak.
-To powiedz to jej. Nie masz pewności co ona czuje do ciebie ale powiedz to jej. - ...
-Jesteś pewna?
-Tak idź i jej to powiedz - chciałam już iść ale mnie przytrzymał. Przysunął mnie do ściany i oparł się o nią mając dłonie po obu stronach mojej głowy.
-Kocham cię... Kocham cię Emily!
-Justin... Ja nie jestem odpowiednia- poczułam łzy w oczach. Patrzyłam w jego piękne zielone paczydełka w których widziałam chęć do walki i .... miłość?
-Będę walczył.
-Justin... Mnie się nie kocha, o mnie się nie walczy, dla mnie się nie poświęca - po moim policzu spłynęła łza a za nią następne - mnie się nie pragnie, mnie się nie chce. Bo mnie się właśnie odpycha i to mnie się rani - już nie panowałam nad łzami - mnie się niszczy, mnie się zostawia i ode mnie ucieka... Prze ze mnie nawet umiera. Nigdy nie zapomnę. - Uciekłam z tamtąd wyszłam ze szkoły i pobiegłam w stronę cmentarza.


CDN PISZĘ CZĘŚCI Z DEDYKACJĄ!!!


Hejka wam! Jak się trzymacie? Po pierwsze wrzucałam tutaj już tą część ale nie wiadomo czemu nie pojawiła się. W razie czego będą dwie te same części. Chcę wam przekazać że wasze komy mnie natchnęły np. JustinsNweGirl OMG mam na to taki super pomusł że szok xD I wykorzystam nick Anabell :D Kocham was! A i ten no piszę części z dedykacją, wystarczy wpisać w komentarzu "dedykacja" i koniecznie musi być pomysł na ciąg dalszy. Dzięki i kocham was wasza Emily :*
Dodał/a: Emily :* w dniu 3-11-2016 - czytano 639 razy.
Słowa kluczowe: Emily :* ból

Komentarze (4)

nieznanadnia 2016-11-03 20:18:03.

Pisz dalej super *-*

Anbelladnia 2016-11-06 17:54:46.

Dedykacja! XD Em musi komuś powiedzieć co sie u niej dzieje!

Małgośkadnia 2016-11-06 21:44:09.

Dedykacja? hmm poproszę. a co do pomysłu to może jakieś osoby trzecie?

Mandarynkadnia 2016-11-07 20:16:48.

Ja też chce dedyka! Ludzie piszcie komy! A co do tekstu to niech oni w koncu skończą z tą przyjaźnią!

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Tajemnica domowego piekła Cz. VI"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)