ŚWIATY DWA sezon 4 ROZDZIAŁ TRZYNASTY

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

- Tęsknię za mamą.
- To ja ci nie powiedziałem?
- A o czym?
Spojrzałem na córkę z lekkim uśmiechem.
- Wraca już jutro.
- Naprawdę? - ucieszyła się. - Ale super.
- Myślałem że wiesz - wróciłem wzrokiem na naleśnika który się smaży. - No dobra. Dawaj swój talerz.
Podeszła, dostając swoją ciepłą porcję.
- A o której przyjedzie?
- Jak wrócisz z przedszkola, mama już będzie.
- A muszę jechać do przedszkola?
- A nie za dużo tych dni wolnych w ostatnim czasie?
- Pani nic nie mówi.
- Bo codziennie cię usprawiedliwiam.
- To jutro też możesz.
- Maja, słońce. Następnym razem nic ci nie powiem.
- No dobra... - westchnęła odkręcając słoik z czekoladą do smarowania.
- Właśnie. Wrócisz z przedszkola, zobaczysz się z mamą i dzień nie będzie straconym. Potem masz sobotę, niedzielę, więc będziesz miała czas by z mamą być. Tylko daj też odpoczywać.
- A nie odpoczęła w szpitalu? Miesiąc jej nie było.
- Prawie miesiąc. Jedz, bo ci wystygnie.
- A tobie?
- Ja też już mam. O. Widzisz jaki piękny?
- Nie obraź się tato, ale naleśniki nie są twoją mocną stroną.
- No niestety. Ale patelni nie spaliłem.
Uniosła kciuka w górę i przy tym posłała szczery uśmiech. Mała papuga. Ja tak robiłem kiedy jej coś nie wyszło.
Naleśniki w moim wydaniu to taki nasz obiad na dzisiaj. Kiedy Eliza przez cztery tygodnie leżała w szpitalu po wypadku, jakoś musieliśmy sobie radzić. W sumie wcześniej nie było jej pół roku i daliśmy radę, więc teraz też przetrwaliśmy. Maja przynajmniej mogła porozmawiać z Elizą przez telefon; chociaż tyle.
Wieczorem jak zawsze Maja układała się do snu i ostatnio jak w przedszkolu u niej powstała akcja "Mamo, tato, przeczytaj mi bajkę", tak Majka nie odpuszcza i karze sobie czytać. Oczywiście nie miała żadnych takich bajek, więc musiałem jej kupić.
- ...książę pocałował księżniczkę i żyli długo, i szczęśliwie. Koniec.
Zamknąłem czytankę patrząc jak stan Mai. No chyba zasnęła. A jutro znowu będę musiał czytać od pewnego momentu, bo ona nigdy nie może dorwać do końca.
Wstając, odłożyłem bajkę na półkę, jeszcze tylko bardziej nakryłem Mai plecy kołdrą i gasząc lampkę wyszedłem z jej pokoiku.
Przez te ostatnie cztery tygodnie wiele się zmieniło. Jak już każdy z rodziny wie o ciąży Elizy, powstała radość, ale też nie do końca, bo ta jest zagrożona. Lekarze zaczęli dawać większe szanse, bo oliwka jest silna i ma szansę przeżyć. Eliza tak samo walczy, bo przy tym ma nie miłe badania, ale jak na razie jest dobrze i to ją pociesza, jak i każdego. Nie darowałem w sprawie sprawcy wypadku - naćpanego policjanta, którego reszta broniła, murem stanąłem za Elizą i ten będzie miał jakiś proces, i dostanie za swoje. Od mojej żony odczepili się, więc już tylko został jeden problem, ale chyba nie taki groźny skoro dziecko rozwija się prawidłowo.

Rankiem kiedy chciałem obudzić Maję dziwnym trafem nie było jej w pokoju. Zszedłem wolno na dół, a ta była już w kuchni i robiła sobie... Śniadanie?
- No proszę - zacząłem. - Dopiero siódma.
- Wiem. Chcesz soku?
Uniosłem brwi z zaskoczenia, a Maja zdążyła już napełnić dwie szklanki. Dla ciebie i dla mnie.
- A przepraszam, to ja idę do szkoły?
Zrobiła zuchwałą minę i z uśmiechem przytaknęła.
- Tato, musisz się pośpieszyć, bo pani Ala nie będzie na ciebie czekała.
- Osz ty pchło mała. Rozumiem że ty pojedziesz za mnie do pracy, tak?
- Pan Mirek się nie pogniewa i myślę że nawet nie zauważy.
- Też tak myślę - wziąłem łyka, a ona zaraz postawiła przed nami talerz kanapek.
Co prawda masło grubo wychodzi poza kromki, wędlina choć w plastrach, jest nie równo ułożona, pomidor to chyba nożyczkami kroiła, ale jakby przyszło mnie wyżywić, z głodu bym przy niej nie umarł.
- Smacznego. Coś nie tak?
- Jestem pod wrażeniem. Ty to sama robiłaś, czy Misia ci pomagała, co? Jak to było?
- A skąd wiedziałeś?
- Bo płytki pod szafkami aż świecą się od masła.
Sama spojrzała i zaraz westchnęła.
- Czyli jesteś zły?
- Nie... Wcale... - uznałem poważnie, a zaraz posłałem uśmiech. - Żartowałem. Świetnie śniadanie. Naprawdę. Ale do przedszkola i tak idziesz.
- No trudno - wzięła jedną z kanapek. - Tato, a co mi kupisz na urodziny?
- Jakie urodziny? - udałem zdziwienie. - Już dawno były.
- Nie prawda. Są za tydzień.
- To jak ty mi powiesz co ty mi kupisz, też ci powiem.
- Co? Jakie urodziny? - odparła tym samym. - Ja nic nie wiem o twoich urodzinach, tato.
- Tak? No to sprawa załatwiona.
Znowu się uśmiechnęła, a ja biorąc gryza, spojrzałem na blat szafek kuchennych. Będę miał co robić po śniadaniu, no ale czego tu wymagać od pięciolatki?
Kiedy ona poszła na górę przebrać się, ja ogarnąłem kuchnię, a łatwo nie było. Zeszła niosąc ze sobą fioletowy plecak ten co zawsze.
- Mogę sobie zrobić kanapki do przedszkola?
- Ja już ci zrobiłem. Proszę. Dawaj pudełko.
Otworzyła je. Po czym zaraz z kanapkami zamknęła i wsunęła do plecaka.
- Jakiś owoc, słodycz?
- Wczoraj był owoc.
- No to... - otworzyłem szafkę w której Maja ma przeważnie zapasy słodkości. Z resztą, nie tylko Maja. - Baton?
- Nie. Cukierek.
- Jeden?
- No kilka przecież - wzięła woreczek śniadaniowy i trzymała za dwa końce.

***

- Co tak cicho siedzisz? - zacząłem wioząc Elizę w końcu do domu.
- A co mam mówić?
- Nie wiem. Cokolwiek.
- Cieszę się że już wracam.
- Ja też. Maja jest w niebo wzięta że wracasz.
- A ty?
- Ja to już jestem w siódmym niebie - spojrzałem na dziewczynę. - W porządku?
- Tak, tylko... Wciąż się boję.
- Czego? Poradzimy sobie.
- Mam nadzieję. Ciężko mi kiedy myślę o tym wszystkim. Po co mi to było?
- To nie myśl. Jak to po co?
- Mogłam nie nalegać na dziecko. Byłby mniejszy kłopot.
- Eliza, ty znowu swoje. Teraz wiem, że dobrze się stało że nalegałaś. To tamten typ pokrzyżował nam plany. W żadnym wypadku, tu nie ma twojej winy.
- Tylko tak mówisz.
- Nie prawda, i ty dobrze o tym wiesz.
Dojechaliśmy w końcu do mieszkania, kiedy weszła do środka, pomogłem zdjąć jej płaszcz i przeszła do salonu. Wygodna kanapa jak nigdzie, więc tu zamierzała siedzieć najbliższy czas.
- Chcesz coś do jedzenia?
- Nie... Soku - uznała. - Jak radziliście sobie beze mnie?
- Z trudem - podszedłem do niej z zamówieniem. - Proszę.
- Dzięki.
Usiadłem obok, wtedy oparła się o mnie, więc ją objąłem. Cała pachnie szpitalem, i dopiero teraz to czuję mając głowę dziewczyny przy swojej twarzy.
- Wszystko mnie boli - westchnęła. - A to dopiero drugi miesiąc. Ja sobie poradzę?
- Przecież nie sama. Masz moje wsparcie.
- Wiem, ale cały czas, 24 godziny na dobę nie będziesz tu siedział. Masz pracę.
- Ale mimo to, nie zostawię cię tu samej.
- To znaczy? Chyba się nie rozdwoisz.
- Nie, ale ktoś tu z tobą zawsze zostanie.
- Kto?
- No nie wiem. Ten kto będzie mógł.
- Kordian, to dużo zamieszania. Jakoś sobie poradzę.
- Ale ja będę spokojniejszy.
- A dzisiaj masz wolne?
- Jak na razie będę miał wolne jeszcze przez drugi tydzień.
- Od dzisiaj?
- No tak. Załatwiłem to z szefem. Bez problemu zgodził się żebym był przy tobie.
- To on też wie?
- Musiałem być z nim szczery.
- Ty ze wszystkimi jesteś szczery - dała całusa w policzek. - Dziękuję.

Po południu Maję przywiozła moja mama, a weszła dosłownie na chwilę. Już w wejściu żeby nie robić zamieszania, gestem kazałem im być cicho.
- Dlaczego? - szepnęła Maja, oddając mi swoją kurtkę.
- Mama śpi w salonie - odparłem tym samym i zaraz przeniosłem wzrok na swoją mamę. - Nie wejdziesz?
- Muszę do cukierni. Pozdrów Elizę.
- Okej. Dzięki za wszystko.
- Nie ma sprawy. Pa kochana.
- Pa Babciu.
Kobieta wyszła, a Maja na paluszkach przeszła do łazienki. Drzwi za sobą też cicho zamknęła. Wróciła do kuchni i zerkając dyskretnie do salonu, usiadła przy stole.
- Kiedy się obudzi?
- Pewnie niedługo. Zjesz coś?
- Jogurt.
- Pitny, czy będziesz łyżkować?
- Do picia - uznała, więc postawiłem przed nią lekki posiłek.
Eliza wstała szybciej niż myślałem. Kiedy tylko Maja wypiła, weszła w rozłożone ramiona swojej mamy. Eliza czule objęła córkę do siebie i z tym przeczesywała palcami jej włosy.

Późnym wieczorem kiedy Maja już spała, oglądałem telewizor w salonie. Myślałem że Eliza tak samo śpi, bo tak było kiedy zajrzałem wcześniej, ale ona wolno podeszła i czułem że jest z nią coś nie tak. Była jakby cała w złych emocjach i tłumionych w sobie nerwów.
- Kordian - szepnęła szlochając. - Nie wytrzymam.
Przejąłem się jej stanem, bo widzę że jest z nią źle. Weszła wolno w moje objęcia i puściła łzy.
- Spokojnie - objąłem ją czule. - Co się stało?
- Cały czas myślę o tym co się stało. Nie mogę przestać - płakała.
- Jesteś silna. Masz mnie.
- Boję się...
- Będzie dobrze. Wiesz że musi.
- Tak, ale to wszystko wraca. Nie mam leków. Nie dam rady.
- Eliza, dasz - wspierałem. - Dasz, rozumiesz?
Zamilkła szlochając, a ja zacząłem bać się o nią i to na poważnie. Co będzie jeśli nie wytrzyma? Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten przeklęty wypadek.
Wyłączyłem już telewizor i przeszliśmy na górę do naszego pokoju. Eliza położyła się i usypiała. Nerwy połączone z obawą cały czas jej towarzyszyły. Czułem to, kiedy trzymałem ją za ręce; drżały niespokojnie jak i cała ona. Przy mnie w końcu zasnęła, ale ja jeszcze chciałem pomyśleć. Przydałaby się jakaś pomoc. Psychologa? Terapeuty? Eliza musi jakoś w sobie pokonać to wszystko, bo ja chyba nie dam rady dotrzeć do niej w ten właściwy sposób.

Kiedy nastał dzień, obudziłem się pierwszy. Dziewczyna jeszcze spała, ale jak też otworzyła oczy, miała kwaśną minę. Leżałem na boku, twarzą do niej, bez wyrażania żadnych emocji. Przez chwilę tak samo na mnie patrzyła, a zaraz jednak nie miała pojęcia skąd to moje zachowanie, albo jego brak.
- Co? - spytała w końcu. - Co tak patrzysz?
- Ślicznie wyglądasz.
Teraz dopiero lekko uniosły się jej kąciki ust.
- Próbujesz pocieszać?
- Zawsze będę. W porządku?
Wolno przytaknęła, wtulając we mnie głowę.
- Miałam okropny sen.
- Trzeba było mnie obudzić.
- Dopiero się skończył. Cały czas mam w głowie dzień wypadku. Ja kiedyś zapomnę?
- Jasne że tak. Nie myśl o tym, a zapomnisz.
- To nie jest proste. Minął już prawie miesiąc.
- Rany są świeże, ale znikną. Eliza, możesz mi obiecać że za każdym razem jak będziesz miała chwilę słabości, przyjdziesz z tym do mnie, jak wczoraj?
- Wytrzymam?
- Musisz. Pamiętasz jak ci powtarzałem, że Cię rozumiem?
- Bo rozumiesz.
- Właśnie. Zawsze tak będzie, tylko mówi i co się dzieje. Teraz też powiedz prawdę.
- Jest mi źle - mówiła skubiąc skrawek mojej koszulki nocnej. - Myśli wracają.
- Ale jakie?
- Tamte.
- Które?
- Z... - wahała się. - Wczoraj trzymałam żyletkę. Przepraszam.
Westchnąłem, ale jeszcze się nie zawiodłem, bo jednak walczyła zanim to zrobiła.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Bo byś krzyczał.
- Co? Wcale nie, Eli. Nie będę krzyczał, tylko tobie pomagał. Nie bądź sama z takimi myślami. Pamiętaj że masz dla kogo walczyć.
- Pamiętam. Ale przyszłam do ciebie. Odłożyłam wszystkie ostrza.
- Wiem - pocałowałem ją w czubek głowy którą mam pod swoją brodą. - Zawsze przyjdź.
- Przepraszam.
- Za co znowu?
- Że w ogóle chciałam to zrobić.
- Ale nie zrobiłaś. To się liczy.
Znowu przytaknęła, przy tym wtulając się coraz bardziej. Objąłem ją i zapanowała cisza na pewien czas, ale zaraz rozległo się ciche pukanie.
- Tato - zaczęła Majka słabym szeptem. - Tato, otworzysz mi drzwi?
Eliza spojrzała na mnie marszcząc brwi, a ja w końcu się podniosłem. Tak samo byłem zdziwiony, a otworając drzwi... Co zastałem?
- No proszę - byłem pod wrażeniem. - Co my tu mamy?
- Przeszkadzam?
- Ty nigdy nie przeszkadzasz. Pomóc ci?
- Mama śpi?
Spojrzałem na Elizę. Nie ruszyła się, więc pewnie postanowiła udawać.
- Śpi - skłamałem i zaraz córka lekko posmutniała chcąc cofnąć się z tą tacą śniadania. - Czekaj, czekaj. Zawsze możesz zrobić jej niespodziankę.
Uśmiechnęła się i jednak weszła do środka.
Tak jak mi wczoraj, tak dzisiaj swojej mamie zrobiła śniadanie, tylko moje nie było do łóżka.
Postawiła tacę na mojej połowie łóżka i wtedy Eliza otworzyła jedno oko, potem drugie i się uśmiechnęła na widok świetnej niespodzianki.
- O jejku - zaczęła. - Ty to sama przygotowałaś?
- Misia mi pomogła. Tata powiedział że sok ma dużo witamin i wzmocni - podała Elizie szklankę pełną soku pomarańczowego. - To dla ciebie.
- Dziękuję - wzięła łyka. - Pycha. Ale zjemy potem, co?
- Mhm.
Maja wzięła tacę z powrotem, postawiła na ławie i sama weszła do łóżka obejmując brunetkę.
- A ja? - jęknąłem zabawnie stając i patrząc na nich.
Obie wystawiły do mnie rękę, więc kiedy dołączyłem. Maja była szczęśliwa mając po obu stronach swoich rodziców.
- Tato - zaczęła w pokorze, - nie obraź się, ale znowu trochę w kuchni bałagan.
- No trudno. Będziemy sprzątać. Ty coś jadłaś?
Pokręciła przecząco głową.
- A co chcesz na śniadanie?
- Lody.
- A coś innego?
- Lody.
- Kiedy to od lodów żeby się psują.
- To idź do dentysty.
- Ja się boję dentysty.
Eliza się zaśmiała.
- Tata taki duży i boi się dentysty. Widzisz Maja?
- Zawsze się bałem. Kiedyś pamiętam jak pierwszy raz mama wzięła mnie na wizytę, i kiedy słyszałem ten przerażający dźwięk cienkiego wiertła, zwiałem przez okno.
- Przez okno? - dziwiła się Maja. - To nie mogłeś przez drzwi?
- Nie mogłem, bo na parkingu czekał tata w samochodzie.
- Hm - zastanowiła się Eliza. - Nigdy mi tego nie mówiłeś.
- Bo nie było okazji.
- Jasne, jasne.
- Poważnie. Możemy zaraz zadzwonić do mamy i wszystko ci powie.
- Mamo, przecież tata nie kłamie.
- Jak nie musi, to nie kłamie - posłała mi słodki uśmiech. Nie wiem co miała na myśli, ale nie wnikam.
- No dobra, to co chcesz na to śniadanie, czy sama sobie zrobisz?
- Może być... Niespodzianka - uznała. - Ty wymyśl, tato.
- To... Zostały naleśniki z wczoraj.
- M... Nie. Dalej.
- Czekaj - wtrąciła Eliza. - Robiliście naleśniki?
- Tata smażył.
- Umiałeś? - patrzyła z podziwem. - Nie wiedziałam że potrafisz smażyć naleśniki.
- Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz.
- Ciasto naleśnikowe też wiedziałeś jak wykonać?
- A co w tym takiego?
- I specjalnie do tego jechałeś po jajka?
- Jakie jajka?
- Do naleśników - wyznała, a kiedy patrzyła na moją lekko zdziwioną minę, zaśmiała się. - Tylko mi nie mów że wykonałeś naleśniki bez dodatku jajek.
- No bez. To trzeba?
- Tak Kordian, trzeba - odparła poważnie. - No ale jak widać, nic wam nie jest. Chyba.
- Nic nam nie jest i nie było. Naleśniki wyszły jak trzeba. Widocznie jajka, to produkt nie najważniejszy.
- A że tak jeszcze spytam, dodałeś mleko, czy wlałeś wody prosto z kranu?
- Wody prosto z kranu.
- Kordian...
- Żartuję, no taki ciemny nie jestem. Chyba.
- Były pyszne - podsumowała Maja. - Najlepsze na świecie.
Przytuliła się do mnie i dała buziaka w policzek.
- Słyszałaś? Moja córeczka.
Dodał/a: Żan w dniu 8-04-2016 - czytano 719 razy.
Słowa kluczowe: Eliza Kordian małżeństwo mąż żona miłość zakochani Żan

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "ŚWIATY DWA sezon 4 ROZDZIAŁ TRZYNASTY"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)