Styczniowe słońce

Zimowe słońce nieśmiało sadowiło się na sklepieniu nieba, kiedy na jednym z warszawskich osiedli, w mieszkaniu na 9 piętrze wybrzmiał cichy, lecz trudny do zignorowania dźwięk budzika. Męska ręka wyciągnięta spod kołdry wyłączyła dzwoniący zegarek i przeciągnęła się. Mężczyzna w średnim wieku odkrył kołdrę, wstał i narzucił na siebie leżącą obok koszulkę. Spojrzał z rozczuleniem na śpiącą obok dziewczynę. Miał nadzieję, że budzik nie wyrwał jej z błogiego snu.
-Dzień dobry, Profesorze- wymruczała, lekko otwierając oczy.
– Cześć. – Uśmiechnął się. – Zrobię Ci kawę i będę musiał lecieć. Mam na 9 zajęcia i jeszcze kilka rzeczy do sprawdzenia.
- Szkoda, że nie możesz zostać. Mogłabym się nie ruszać z łóżka. – spojrzała na niego zalotnie, przygryzając wargę.
- Ty chyba też masz dzisiaj uczelnie? – zapytał, siadając obok niej na łóżku.
-Mogę zrobić sobie wolne, mój ulubiony profesor siedzi tu obok i może mnie odpytać. - Podniosła się i pocałowała go. On odwzajemnił pocałunek i mocniej objął jej sylwetkę.

Po chwili wyszedł z pokoju i poszedł pod prysznic. Szybko zmył emocje towarzyszące mu ostatniej nocy i założył świeże ubranie. Wyszedł z łazienki i już chciał nastawić ekspres na kawę, kiedy dziewczyna ubrana w jego koszulę podała mu kubek świeżego, jeszcze parującego napoju bogów.
- Wiem, że bez tego nie funkcjonujesz – uśmiechnęła się i sama sięgnęła po swoją szklankę.
-Ale Ty o mnie dbasz, kochana jesteś. – również się uśmiechnął.
Stali dłuższą chwilę wpatrzeni w widok za oknem nic nie mówiąc. Czuła się przyjemnie, chillowo, po prostu dobrze. Mężczyzna zerknął na zegarek. – muszę już lecieć. Zaraz się spóźnię. – poszedł do korytarza i zaczął się ubierać. Ona, ponieważ zaczynała zajęcia trochę później, stała z kubkiem w dłoni wpatrując się w ukochanego mężczyznę, mając na sobie wciąż jego koszulę, spod której wystawała zmysłowa bielizna.
- Do zobaczenia – rzucił i podszedł do niej, składając na jej ustach czuły pocałunek. - Będę tęsknić- odparła, kiedy zamykał drzwi, a on tylko uśmiechnął się pod nosem.

Kiedy schodził po schodach, głowę miał pełną myśli. Znał Kamilę kilka lat, ale nie przypuszczał, że w styczniowy poranek będzie wychodził od niej i, że będzie mu z tym tak dobrze i lekko. Młodsza od niego o niemal dwie dekady studentka Psychologii zdawała się odpowiadać na jego potrzeby bardziej niż jego rówieśniczka, z którą przed laty połączył go węzeł małżeński. Jego małżeństwo było tylko na papierze. Od dawna się nie dogadywali. Narastające frustracje i wzajemne oskarżenia o każdą najdrobniejszą błahostkę skutecznie doprowadziły do wspólnej decyzji o separacji.

Kamilę poznał chwilę po swoich 40 urodzinach. Był dość lubianym nauczycielem szczególnie przez płeć piękną. Wysoki, przystojny brunet miał tę szczególną umiejętność dostrzeżenia w każdym tego, co najlepsze. I może to właśnie stało się główną przyczyną sympatii, którą co roku szkolnego zjednywał sobie zafascynowane nim licealistki. Kamila początkowo wydawała się uczennicą, jakich wiele. Im dłużej ją uczył, tym bardziej zauważał w niej pasje do przedmiotu, którego nauczał, dociekliwość, a przy tym ciepło, którego wyjątkowo mu brakowało. Robiła wiele, mniej lub bardziej świadomie, aby nie dało się o niej ot tak zapomnieć. Następstwem niemal trzyletniej szkolnej współpracy była relacja już po zakończeniu przez nią szkoły. Miał do niej słabość, nawet jeśli czasem zrobiła coś nieszablonowego jak pijacki sms z dopiskiem „tęsknie”, czy to, że wprost potrafiła wygarnąć mu, gdy wygadywał głupoty. Była w jego oczach urocza. Sprawiała wrażenie niepewnej siebie, ale potrafiła być też kokieteryjna, w sposób, który bardzo mu odpowiadał. Jej szczupła figura, duże zielone oczy, ładny uśmiech i długie nogi, które podkreślała obcisłymi spodniami lub krótkimi sukienkami, nie raz zwracały jego uwagę.
Ku jego zaskoczeniu, wszak chciał uchodzić w ich wspólnym środowisku za pozbawionego uczuć gburka, im dłużej się znali, tym bardziej się do niej przywiązywał. Z uwagi jednak na dzielącą ich różnice wieku, a także jego sytuację rodzinną nie chciał tego pokazywać. Mimo trudnych do ukrycia sygnałów zainteresowania także z jej strony nie odpowiadał na nie, mimo że chciał. Niestety z każdym spotkaniem coraz trudniej było mu utrzymywać dystans. Zdarzało mu się złapać ją, choć na chwilę za rękę, pod byle pretekstem przytulić, zadeklarować gotowość walki o nią czy skomplementować, co przyjmowała z jego ust jak spragniona ziemia deszcz. To wszystko było pokłosiem nierównej walki z emocjami, które w nim wywoływała. Ostatnio, coraz bardziej intensywnie i widocznie także dla niej. Mimo to nie spodziewał się, że ich znajomość znajdzie swój finał w łóżku. Ciężko było mu się przyznać, ale Kamila okazała się warta zachodu. Tym samym trudno mu było żałować tego, co wydarzyło się ostatniej nocy. Powoli doszedł na przystanek, odpalając papierosa. Zaciągnął się nim i na nowo pogrążył się w myślach, a właściwie wspomnieniach wczorajszego wieczoru.

Trochę stęskniony, zaproponował Kamili dawno już obiecane piwo. Przystała na jego propozycje z wielką chęcią i umówili się o 20:00 w jednej ze stołecznych klubokawiarni. Po pracy, aby nie pić na pusty żołądek, zjadł lekki obiad i chwilę przed godziną spotkania pojawił się w umówionym miejscu. Przestronna sala wydała mu się idealnym miejscem na niezobowiązujące piwo już w momencie, kiedy przekroczył jej próg. Duża rotacja przy stolikach, przyjemna muzyka i poczucie anonimowości działało na mężczyznę rozluźniająco. Podszedł do jednego ze stolików w rogu pomieszczenia, przy którym siedziała Kamila, jego ulubiona absolwentka, ubrana w kusą, beżową sukienkę w czarne kropki, buty na obcasie i cienkie pończochy. Przejechał wzrokiem po jej długich nogach i zagadał, szelmowsko się uśmiechając:
- Dobry wieczór, czy mogę się przysiąść i zająć Pani swoją skromną osobą ten miły, zimowy wieczór? – słysząc te słowa, podniosła wzrok znad telefonu i przywitała go jednym z jego ulubionych, bo szczerych uśmiechów.
-Chętnie dotrzymam towarzystwa tak uroczemu mężczyźnie. - odparła i wstała, aby się przywitać.

Spotkanie upływało w przyjemnej i spokojnej atmosferze, choć dało się między nimi wyczuć to szczególne napięcie towarzyszące relacjom damsko- męskim. Po wypiciu trzech piw Kamili trochę szumiało w głowie, co nie uszło uwadze profesora, który wyraźnie przysunął się do niej, złapał ją za dłoń i zaczął obracać ją w swojej. Dziewczyna czuła, że rzeczywistość miesza się z wyobrażeniami tego momentu, które popełniała wielokrotnie przed snem. Chciała być z nim blisko, ale wiedziała, że nie wyjdzie to poza sferę fantazji, ponieważ był żonaty. Czuła, że musi postawić granice, mimo że wcale nie chciała, aby się odsuwał. Spojrzała w jego brązowe oczy, które ukrywał za okularami w popularnym przed laty kształcie. Chwilkę później przeniosła swój wzrok na usta i znów w oczy. Tego napięcia nie dało się powstrzymać.

Mężczyzna wiedział, że nie ma nic do stracenia, bo był z nią bliżej niż dotąd, a nie odsunęła się. Miał coraz mniej wątpliwości co do uczuć widocznych w jej oczach. Nigdy nie potrafiła się maskować, na co czasem narzekała. On jednak z jednej strony jej tego zazdrościł, bo sam należał do osób, które dobrze ukrywały swoje emocje. Z drugiej strony martwił się o nią, o czym z resztą nie raz jej mówił. Nie chciał, by ktoś ją zranił i wykorzystał jej prostolinijność. Z tego powodu nie mógłby jej tego zrobić. Była zbyt ważna, zbyt wrażliwa, ze zbyt dużym zaufaniem do niego.
- Chyba będziemy się zbierać. - odsunął się od niej i puścił jej dłoń.
- Jasne- dopiła piwo i wstała, a on poszedł za nią, chcąc podać jej płaszcz.
Gdy schodzili po schodach, zatrzymał się na chwilę, obserwując, jak młoda studentka ostrożnie stawia kroki, nie chcąc chyba, żeby wyczuł, że za dużo wypiła. Podobała mu się. Nie miała w sobie nic z wulgarności, którą wręcz epatowały jego obecne uczennice. Była inna niż wszystkie. Delikatna, kobieca, subtelna. Wiedział jednak, że ma też swoistą drugą stronę- osobowość, której zdecydowanie zbyt często ulegał. Przestał wzbraniać się przed tym, że była dla niego ważna, że zależało mu na tej znajomości, na niej. Być może z powodu wypitego alkoholu, którym zdarzało mu się leczyć samotność, zapragnął bliskości z nią, bardziej niż wcześniej. Gdy znaleźli się na zewnątrz, stanęli naprzeciwko siebie, a on zapalił papierosa, próbując ochłonąć i otrzeźwieć.

- Proszę Pana- zaczęła. – jakiś czas temu zaproponował mi Pan przejście na Ty. To aktualne jest?
- Jasne, miałem to proponować- wyciągnął rękę.
- Dziękuję za bardzo miły wieczór. – uśmiechnęła się.
- Przyjemność po mojej stronie- wypuścił dym z ust.- odprowadzę Cię do metra.
- Będę dziś spać w mieszkaniu po babci, jadę tramwajem. – odparła.
- Nie jest jeszcze tak późno, odprowadzę cię. Nie mógłbym pozwolić, żeby młoda, atrakcyjna, dziewczyna wracała sama wieczorem. Chodź! - wyrzucił niedopałek i skierował się w stronę przystanku.
Niebawem podjechał tramwaj. Wsiedli ostatnimi drzwiami i zajęli dwa miejsca na samym końcu nowoczesnego wagonu. Chwilę po rozpoczęciu niedługiej podróży, poczuł opierającą się o jego ramię, zmęczoną Kamilę. Objął ją, a ona nie protestowała. Do jego nozdrzy dotarł unoszący się wokół niej bardzo przyjemny, waniliowy zapach, który zwykle jej towarzyszył. Kojarzył się mu z nią bardziej niż cokolwiek innego. Przejeżdżając nieopodal miejsca, gdzie zwykle chodzili na spacery, uśmiechnął się i mocniej przytulił dziewczynę.
Dwa przystanki dalej wysiedli.

- Twoja żona będzie się niepokoić, że szlajasz się po nocy z małolatą, upijasz ją piwem i czarujesz swoją osobowością. – powiedziała, kokieteryjnie się do niego uśmiechając, ale zaraz jakby dotarł do niej sens słów, które wypowiedziała.
-Oj, przepraszam… - uroczo złapała się za usta, nie chcąc powiedzieć czegoś więcej, co mogłoby być uznane przez niego za niewłaściwe.
- Ciebie nawet wolę taką bezczelną- przysunął się do niej bliżej i złapał ją za rękę. Dziewczyna nie wiedziała, czy to, czego była właśnie uczestnikiem to efekt alkoholu, czy jej marzenie senne. Przecież gdyby to nie był sen, on by się nie zachowywał w taki sposób, jest żonaty, ma dziecko, to jakiś absurd- myślała.
Profesor nie powiedział jej o separacji, tym bardziej że nie trwała ona długo. Nie chciał, aby obwiniała się, a wiedział, że byłaby do tego zdolna. Nie był pewien w jakim stopniu emocje, które w nim wywoływała, przyczyniły się do rozpadu jego małżeństwa. Na pewno pokazała mu, że może być atrakcyjny, że nie jest niewiele znaczącym, pożal się boże nauczycielem, jak zwykł o sobie myśleć.
-Dziękuję Ci jeszcze raz za miły wieczór- uśmiechnęła się. I pocałowała go w policzek, a on chcąc to odwzajemnić, odsunął swoje usta od jej policzka i zbliżył się nimi do jej ust. Nim Kamila zdążyła się spostrzec, odwzajemniła pocałunek profesora. Pragnęła tego, w zasadzie od chwili, w której go poznała, nie uprawniało jej to jednak do całowania w gruncie rzeczy żonatego mężczyzny. Odsunęła się kawałek od niego i popatrzyła, mocno mrugając oczami. Towarzysz jej wieczoru również zdawał się być zaskoczony.
- Lepiej już pójdę- powiedziała i odeszła w kierunku bloku, w którym dziś nocowała. Jej rodzice odziedziczyli niewielkie, lecz przytulne mieszkanie, gdzie Kamila i jej rodzeństwo mogli zatrzymać się w razie potrzeby. Lubiła je nie tylko z uwagi na, choć pozorne poczucie samodzielności, ale też cudowny widok z okna, który rozpościerał się na osiedle, gdzie w przyszłości chciała mieszkać.
Przeszła przez ulicę, a na jej policzku pojawiły się łzy. Zauważył to, ale emocje, które mu towarzyszyły były tak silne, że nie mógł ruszyć się z miejsca. W środku czuł, jakby ktoś walnął go tępym przedmiotem w tył głowy. Skądś już znał ten stan. Przed 20 laty, kiedy zobaczył na korytarzu szczupłą brunetkę. Dziewczyna miała na imię Anna i właśnie zaczynała magisterium. Kilka lat później była już jego żoną. Mężczyzna nie wiedział co zrobić. Zapalił papierosa i próbował ochłonąć.

Kamila dotarła do mieszkania i wykręciła numer profesora. Odebrał po 3 sygnałach.
- Przepraszam, nie wiem, co mnie opętało, nie powinnam... - mówiła ostatkiem sił, powstrzymując łzy.
- Spokojnie, podaj mi adres, zaraz przyjdę. - I gdy usłyszał, że to niedaleko zakończył rozmowę — Jestem za chwilę.

I rzeczywiście pojawił się kilkanaście minut później. Kiedy otworzyła drzwi, spojrzał na nią, ale nie było w nim cienia pożądania, które tliło się w nim szczególnie przez ten wieczór. Zobaczył ją taką, jaka była naprawdę. Bezbronną, niewinną, trochę zalęknioną, ale jednak ogromnie mu oddaną. Spojrzała mu w oczy. Kiedy przed paroma laty spotkała go pierwszy raz, nie sądziła, że doczeka tego momentu, w którym będzie stał przed nią zimowego wieczoru w pustym mieszkaniu i patrzył na z tym rozczuleniem i spokojem, który tak bardzo w nim lubiła. Nie zdążył zamknąć drzwi, kiedy wtuliła się w niego, chcąc uciec od tego strachu, od siebie samej. Znał ją nie od dziś, aby wiedzieć, że miewała takie stany. Obejmując ją, poprawił się, chcąc, by jeszcze ściślej przylgnęła do niego. Po dłuższej chwili i zamknięciu drzwi usiedli na kanapie.

- Nie planowałam przeprowadzać tej rozmowy, ale wiem, że będę bardzo cierpieć, jeśli nie usłyszę od Ciebie wprost, że nic z tego nie będzie, bo nie może być, jesteś żonaty. Twoje zachowanie nie od dziś miesza mi w głowie, ale dotąd umiałam to sobie wytłumaczyć no, ale tutaj to już nie wiem, pogubiłam się. – powiedziała, pociągając nosem.

Nie wiedział, jak zacząć. Przetarł twarz dłońmi, oparł się o ręce spoczywające na kolanach i powiedział: - Nie miej wyrzutów sumienia, bo jestem z moją żoną w separacji już od jakiegoś czasu, - spojrzał na nią — jak pamiętasz, nie spotkaliśmy się wtedy jesienią też z tego powodu, próbowaliśmy to naprawić, ale nie było już czego zbierać.
- Przykro mi- powiedziała.
- W porządku. - zapadło milczenie, po chwili usłyszała jego spokojny głos- zależy mi na Tobie Kamila.
Dziewczyna wstała z kanapy i podeszła do okna. Nie była pewna słów, które usłyszała. Spojrzała na niego. Siedział, czekając na jej odpowiedź. Być może jej reakcja była podyktowana potrzebą bycia kochaną lub jakiegoś rodzaju niedojrzałością, ale szybciej niż zdążyła pomyśleć i odnieść się do jego wyznania, podeszła do niego, usiadła mu na kolanach i pocałowała go.

Migotliwe światła z okien bloku naprzeciwko rzucały cienie na profesora i młodą studentkę spragnionych siebie, swojej obecności niczym nastolatki podczas pierwszych miłosnych uniesień. Płynąca z głośników muzyka brytyjskiego zespołu Green Day, który oboje lubili, nadawała płynność ich ruchom. Profesor, którego ręce spoczywały na biodrach dziewczyny, zatrzymał się na chwilę, wziął jej twarz w swoje dłonie i spojrzał w oczy: dziękuję Ci- powiedział i pocałował ją w nos, a następnie płynnie przeszedł do ust, mocniej ją do siebie przyciągając.
Kamila dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że profesor, który dotąd zdawał się jej ironicznym, pozbawionym głębszych uczuć starym cynikiem w rzeczywistości był zmęczonym nieudanym związkiem, czułym i szukającym akceptacji facetem, a całe te zgryźliwe zachowanie stanowiło jedynie próbę zamaskowania swoich prawdziwych emocji. Studentka, której alkohol wciąż szumiał w głowie, powoli rozpinała guziki profesorskiej koszuli. Spojrzała mu w oczy, które wyrażały zapytanie. Wiedziała, że jest przed nią sobą, bez udawania. Tym chętniej kiwnęła głową i uśmiechnęła się. Mężczyzna wziął ją na ręce i przeniósł do sypialni, gdzie położył ją na dużym łóżku i sam dołączył do niej.

Dochodzące z salonu dźwięki kolejnych ballad brytyjskiej kapeli powoli przenosiły ich w inny wymiar. Chwilę później była już w samej bieliźnie. Raz jeszcze zatrzymał się na chwilę i zapytał- jesteś pewna? Wiedział, że dla niej był to pierwszy raz i czuł się bardzo wyjątkowo, że to jego postanowiła sobą obdarować. Bał się jednak, że będzie tego żałować. W końcu był jej dawnym nauczycielem, osobą, która powinna być odpowiedzialna za kształt i kierunek tej relacji bardziej niż ona. – jestem, nigdy nie byłam bardziej – powiedziała mu do ucha i usiadła na nim, na nowo rozbudzając go swoim zapachem i pocałunkami. Spojrzał na nią, nie mogąc się nadziwić nad czułością i delikatnością, z jaką okazywała mu swoje uczucie. Była w jego oczach idealna w każdym calu. Kamila, jego Kamila.

Jakiś czas później leżeli w siebie wtuleni a spokojna, lekko rockowa melodia kołysała ich do snu.
–Chcę Cię z tym wszystkim Kamila, moja Kamila- powiedział tak cicho, że nie była pewna czy dobrze usłyszała. Mocniej zanurzyła się w jego ramionach, czując, jak ostatecznie pokonała swoje lęki i kompleksy. Wewnętrzny krytyk, z którym walczyła przez ostatnie lata, ostatecznie uległ ciepłu, jakie znalazła przy nim.
Nie wiedzieć, kiedy odpłynęli w objęcia Morfeusza.
Profesor obudził się rano w swoim, jak mu się wydawało przeraźliwie pustym mieszkaniu na Grochowie z zastanawiającym go uczuciem. Musiało mu się przyśnić coś dziwnego… Usiadł na skraju łóżka i przetarł twarz dłońmi, a potem powąchał swoją koszulkę. Waniliowa nuta, którą mógł na niej wyczuć, spowodowała, że przypomniał sobie cały sen, w którym był na piwie z Kamilą.
Z dołu usłyszał głos swojej żony- Anny i postanowił jak najszybciej zapomnieć o tym, co spotkało go tej nocy.
Dodał/a: Miktoria w dniu 9-05-2020 - czytano 820 razy.
Słowa kluczowe: krótkie opowiadanie nauczyciel studentka uczennica romans bliskość spotkanie profesor Miktoria

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Styczniowe słońce"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)