Statkiem do portu cz.2

Rok później, 10 marca 2017
Minął równo rok od momentu jak wróciłam do mojej malowniczej rodzinnej miejscowości i odbudowałam po pożarze swój dom( Zupełnie nowym położeniem pomieszczeń. Pamiętałam dokładnie poprzedni rozkład pokoi, ale nie mogłam tego zrobić. Czułabym się źle. W końcu moi rodzice jak zginęli po prostu jak zwyczajni ludzie spali… Nieświadomi, że dla nich jutra nie będzie.). Wydałam na to całe swoje oszczędności, jakie udało mi się uzbierać przez pracę w gazecie. Całe szczęście mój szef pozwolił mi pracować w domu. Oznajmił, że jestem za zdolna aby mógł mi pozwolić odejść. Przez kilka pierwszych miesięcy mieszkałam u rodziców Tomasza i Mirka. Nie widziałam się jeszcze z Tomaszem. Może to i dobrze? Trzy lata temu wyjechał za granicę. Na początku byłam nieświadoma tego po co wyjechał (myślałam, że jak wielu młodych ludzi za pracą). Jednak po upływie trzech miesięcy spotkałam rodziców Marleny (Wcześniej żyłam budową i pracą nad artykułami. Po prostu nie miałam ochoty i czasu chodzić na spacery.) i dowiedziałam się pracuje w tej samej miejscowości co Tomek. Oczywiście nic nie powiedzieli, że są parą ale ja się domyśliłam. Marlena sobie go nie odpuściła. Wiedziałam, że tak będzie. Jednakże to nie zmieniło ukłucia zazdrości , które pojawiło się nagle i niespodziewanie. Usłyszałam pukanie do drzwi. Okazało się, że to Irek przyjechał na urlop. W sumie do jego rodzice wyjechali do Tomka… Mam nadzieje, że mu nie powiedzą o moim powrocie. Choć i tak wszyscy wiemy, że to nic nie zmieni. Jest z moją przyjaciółką z dzieciństwa i muszę raz na zawsze się z tym pogodzić.
- Hej.
- Hej. Co tam u Ciebie i pani psycholog?
- Widzę, że dobre wieści szybko się rozchodzą.
- Jak błyskawica. Mam nadzieję, że mój powrót tutaj aż tak szybko się nie ujawni.
- Kochana, jesteś tu od roku. Naprawdę myślisz, że Tomasz nie wie?
- Czemu nie powiedziałeś, że jest z Marleną?
- Mi nic o tym nie wiadomo.
- Spotkałam Ciocię Basię i mi powiedziała, że Marla jest tam gdzie Twój brat.
- Bo jest ale ich relacja jest czysto przyjacielska.
- Przecież dobrze ją znasz. Żadnemu nie odpuści.
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.
- Słucham?! Nie bądź tak tajemniczy. Zaczynam się bać.
- Pamiętasz, Czarka?
- Trudno zapomnieć o chłopaku, który ciągle łaził jak głupi w nadziei, że go zauważy.
- Taka Ty.
- Słucham!
- Oboje wiemy co czułaś i czujesz nadal do Tomka.
- Co z tym ma wspólnego Czarek! Nie jestem taka jak on.
W tym momencie przypomniałam sobie siebie dziesięć lat wcześniej. Zaczerwieniłam się. Cholera.
- Hahaha a jednak. Nawet nie zaprzeczyłaś, że nadal go kochasz. Na pewno poprawi Ci humor wiadomość, iż Marla i Czarek są zaręczeni od ośmiu lat.
- Jak to? Basia nic nie mówiła?
- Myślała, że wiesz. Plus tak przyswoiła tą wiadomość, że uważa to za oczywistość. Rodzice jutro wracają dla tego przyjechałem.
- Coś się stało jeszcze nie dawno mieli być prawie cały miesiąc. Minęło chyba z dwa tygodnie?
Dwa tygodnie wcześniej, jakieś wielkie miasto daleko od Polski ( 25 luty 2017)
- Jak to Iza przyjechała rok temu? A ja nic o tym nie wiem?
- Twój brat powiedział nam, abyśmy Ci powiedzieli dopiero jak przyjedziemy do Ciebie.
- No tak. Chciał mieć wolną rękę aby mi…
- Właśnie nie wspominaliśmy Ci, że Irek spotyka się z Renatą?
- Czyli między nimi nic nie ma…
- I nigdy nie było.
- Przecież tej nieszczęsnej nocy widziałem jak…
- To miałeś być Ty. Było ciemno, przecież to stodoła plus jesteście bardzo do siebie podobni.
Miejscowość pod Krakowem, następny dzień.(11 marca 2017)
Wstałam z dziwnym przeczuciem. Irek powiedział mi abym o 17.00 przyszła do nieszczęsnej stodoły. Tylko miałam się ładnie ubrać. On i jego głupie pomysły ale niech mu będzie. Było tak samo ciemno jak tamtej nocy tylko, że nie musiałam uciekać z domu bo po pierwsze jestem pełnoletnia a po drugie moi rodzice nie żyją… Co on wyrabia?
- Irek. To nie jest śmieszne!
- Tym razem jest tu chyba odpowiednia osoba. Powiedział to… Mój Boże, to nie możliwe. Nie to nie może być Tomasz…
Odwróciłam się. Na moje nieszczęście stał bardzo blisko. Wręcz bardzo blisko.
- Yyyyy. Cześć.
Uśmiechnął się. Co ze mną dzieje jestem kobietą a nie głupią dziewczyną, która liczy, że jej kolega ją pokocha.
- To naprawdę miałem być ja?
- Ja.. nie mogę…
Łzy??? Cholera jasna. Nie mogę teraz… Zanim się zorientowałam byłam w objęciach Tomasza. Nie czułam się tak bezpiecznie od…
- Ciii już jestem spokojnie. Kochanie, proszę nie płacz.
Chyba się przesłyszałam…
- Już okej?
Skoczyłam na niego. Uszczęśliwiona faktem iż ukochana osoba jest tak blisko. Nic nie było dla mnie przeszkodą. Nawet jego praca. Problemy przestały być ważne.
- Teraz, już tak. Bo jesteś blisko.
- Kocham Cię. Zawsze tak było. Powiedz tylko czy a prawdę wtedy to miałem być…
Czy on…
- Tak. Zawsze Cię kochałam i będę kochać.
W tym momencie zamknął mi usta pocałunkami. Powiem tylko tyle, że na tym się nie skończyło.
Dodał/a: Wiktoria21 w dniu 23-03-2016 - czytano 455 razy.
Słowa kluczowe: rodzina szczęśliwa miłość przyjaźń Wiktoria21

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Statkiem do portu cz.2"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)