spełnienie marzeń

Rozdział 1.
Zbliżał się koniec roku, skończę gimnazjum… nie wyobrażałam sobie nawet że tak może mnie to zasmucić, bo niby dlaczego? i tak ciągle się uczyłam, nic więcej nie robiłam, starałam się jak tylko mogłam aby na podaniu do liceum widać było dobre stopnie. Bardzo mi zależało żeby dostać się do jak najlepszego, nie tylko dlatego że, rodzicom na tym zależało ale również dlatego że, ja sama bardzo bym się przy tym dowartościowała. Udało mi się. Miałam jedną, jedyną 4 z chemii. Głupia baba uparła się że nie zasługuję na piątkę, mogłam nawijać bez przerwy, przedstawiać swoje argumenty, ale ona i tak wiedziała lepiej. Przeżyje się. Z daleka zauważyłam nadbiegającą Kinge, moją przyjaciółkę.
- Anka, Anka, stój do cholery!
Darła się tak że, speszona miałam ochotę udawać że jej nie znam. Nie było osoby która by na nią, lub na mnie nie spojrzała. Kiedy już w końcu do mnie dobiegła, dysząc głośno starała się coś mi przekazać, jednak za nic nie mogłam zrozumieć co takiego.
- Cholera.. no przecież.. i rozumiesz?
- Czekaj, czekaj.. Kinga, spałzuj!
Wtrąciłam się wreszcie i położyłam jej ręce na ramiona. O dziwo dotarło to do niej i opierając się o płot odczekała aż wreszcie przestanie dyszeć, choć było widać że, nie za bardzo jej to pasuję. Kiedy już odpoczęła ponownie przede mną stanęła.
- Widziałam dwóch chłopaków, takie ciacha o jakich tylko można marzyć, szli za mną, rozumiesz? miałam wrażenie że mnie śledzą! zaczęłam biec kiedy zauważyłam Ciebie, oni zaraz tu będą przechodzić, jestem pewna że, tu przejdą. Musimy się ogarnąć, udawać wyluzowane… to nasza szansa! uprzedzam tylko że blondyn jest mój, ideał… ten czarnuszek też niezły, nie masz co się martwić! jezu, patrz.. idą!
Nie za bardzo tego wszystkiego ogarniałam ale kiedy się obejrzałam żeby zobaczyć te „ciacha” musiałam przyznać że, rzeczywiście o takich chłopakach można śmiało marzyć. Zagryzając wargę spojrzałam ponownie na Kinge rumieniąc się leciutko.
- Dobra, trzy, cztery, i.. śmiech!
Obie jak na komendę zaczęłyśmy się śmiać, całe szczęście że, wyszło nam to całkiem naturalnie, nie był to jakiś piskliwy śmiech. W sumie mnie bawiła ta sytuacja, każdego kto przyglądałby się temu od samego początku też by się spodobała. Słyszałam ich kroki, trzeba jakoś zacząć… o!
- Kinia.. ja nie wiem co mam robić.. cham po prostu przyszedł do mnie i powiedział że ma inną. Nie mogłam gorzej trafić, dupek i tyle.
Kinga wczuła się w rolę.
- Anka.. nie martw się, nie jest tego wart!
Kładąc mi rękę na ramieniu lekko je gładziła jakby na pocieszenie. Albo mam coś ze słuchem albo nie słyszałam już kroków. Nagle na policzkach Kingi pojawiły się rumieńce a ona leciutko się uśmiechnęła. Udając zdezorientowaną odwróciłam się. Po policzkach spływały mi łzy, miałam tą zaletę że, umiałam wywołać płacz na zawołanie, lubiłam to w sobie. Często się przydawało. Widząc że przystanęli patrząc na nas spuściłam wzrok nie mogąc wytrzymać ich wzroku.
- Cześć dziewczyny.. coś nie tak?
Zagadnął blondyn. To nie należało do mnie, Kinia powinna odpowiedzieć. Ale ona? stała jak wryta i nic nie mówiła. Cholera, jak zwykle wszystko muszę załatwić ja.
- Nic takiego.. nie widziałam was tu wcześniej. Nowi?
- Nieee… my z kolei nie widzieliśmy was.
Czarnuszek się odezwał,o. Uśmiechnęłam się delikatnie, jednak z uroczym podtekstem.
- No patrz.. Anka jestem. To.. Kinga.
Szturchnęłam ją lekko w ramię a ta pokręciła głową i uśmiechając się nieśmiało podała dłoń blondynkowi i czarnuszkowi.
- My musimy już iść.. ale dziewczyny, fajnie by było jakbyście się odezwały, macie numerki.
Czarnuszek wyjął z kieszeni dwie karteczki i podał nam je. Dziwne, tak na zawołanie? coś mi tu nie pasowało, jednak Kinga wydawała się wniebowzięta. Niepewnie wsunęłam karteczki do kieszeni. Chłopaki przechodząc obok nas patrzyli na nas z uśmiechem. My również nie spuszczałyśmy z nich wzroku dopóki nie zniknęli nam z pola widzenia.
- O jezu.. mam zawał.
Ciszy szept Kingi przywołał mnie do rzeczywistości. Westchnęłam.
- Idealnie. Mamy ich numery, dobra, chodź do domu.. tylko puść coś bo mam totalny zamul.
Kinga nadal troszkę zarumieniona wyciągnęła z kieszeni komórkę po czym dało się słyszeć głos Liama zaczynającego piosenkę ‘Moments’.
- A to co?
- Nie znasz ich? mało kto ich nie zna! One Direction, tam są mega ciacha.
Nie odpowiedziałam, po prostu słuchałam piosenki. Coraz bardziej mi się podobała. Zaczynałam się wczuwać. Usłyszałam delikatny, czuły głosik… niektórzy mogliby uznać go za babski ale dla mnie był idealny, wstrząsnęło mną.
- A to?…
- W sensie, kto śpiewa? Louis, fajny, fajny. Można powiedzieć że zespołowy klaun.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Louis, to imię pasuję do jego głosu… zżerała mnie ciekawość jak on wygląda, będę musiała zobaczyć w domu. Czemu tak krótko śpiewał? westchnęłam. Doszłyśmy do mojego domu gdzie pożegnałam się z Kingą. W domu nie było nikogo, można powiedzieć że miałam wolną chatę. Wchodząc do pokoju plecak rzuciłam w kąt a sama usiadłam przy komputerze. W ekspresowym tempie włączyłam internet po czym wpisałam w google „One direction- louis”. Natychmiast wyświetliły mi się wyniki. Mnie interesowała tylko grafika. A więc to on… moje serce zaczęło szybciej bić. Niemożliwe zakochać się przez internet a jednak ja sama miałam ochotę krzyczeć. Miałam wrażenie że po coś go poznałam.. przez następny czas słuchałam ich piosenek, oglądałam teledyski, zakochałam się w One Direction. No tak.. i zasnęłam przy komputerze.


2 rozdział.
• Napisane 11 Wrzesień 2012 o 12:46

W następny dzień kiedy byłam już gotowa na ostatni dzień szkoły, praktycznie i tak nie było lekcji tylko na wszystkich albo szliśmy na boisko, albo po prostu nauczyciel zrobił luźną lekcję, polegającą na tym, że, mogliśmy sobie gadać. Byle nie robić zbytniego hałasu. Idąc z torbą przerzuconą przez ramię przez słuchawki słuchałam mojej ulubionej piosenki One Direction ‘Moments’. Tak się wczułam że prawie zamknęłabym oczy, a wtedy mogłoby stać się jakieś nieszczęście. Przystanęłam obok domu Kingi, jak codziennie czekając aż ta wyjdzie i razem pójdziemy do szkoły. Przymknęłam oczy doczekując się wreszcie momentu kiedy to Louis śpiewa. Uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy a ja westchnęłam głęboko. Nagle poczułam jak ktoś mnie szturcha, no cóż, odpłynęłam. Otworzyłam oczy, a przed sobą ujrzałam Kinge która wyglądała na nieco zniecierpliwioną.
- Cholera, co Ty? zakochałaś się?
Wzięła jedną z moich słuchawek nie pytając o zdanie i rozpoznała głos Zayna która praktycznie kończy piosenkę. Uśmiechnęła się szeroko po czym oddała mi słuchawkę.
- Ty słuchałaś One Direction? co to się stało? czyżbym Cię wczoraj zainteresowała?
- Może i tak.. a tak w ogóle.. to którego lubisz najbardziej?
- Ja? Harrego, ma takie urocze loczki.. cały jest słodziutki. A Ty?
- Louisa! jest.. jest po prostu ideałem, nie mam nic więcej do powiedzenia.
Kinga roześmiała się a następnie pokręciła głową wzdychając.
- Wiesz Louis i Harry…
- … Są najlepszymi przyjaciółmi i czasem na ulicy jak jakieś dziewczyny chcą ich zaczepić udają gejów żeby się odczepiły. Chodzą nago po domu… czasem razem śpią…
Moja przyjaciółka przystanęła i spojrzała na mnie z szeroko otwartymi ustami.
- Moment.. skąd ty to wszystko już wiesz?
- Wczoraj cały dzień siedziałam przy kompie i szperałam…
- O jezu, dziewczyno… to nawet ja w pierwszy dzień mojego maniakowania tyle nie wiedziałam! szacun!
Z wesołym uśmiechem na twarzy nawet nie zauważyłyśmy kiedy doszłyśmy do szkoły. Trochę rozczarowana wyłączyłam muzykę a słuchawki schowałam do plecaka. Komórka jak zwykle pozostała w kieszeni, ściszona. Naszą pierwszą lekcją, była lekcja wychowawcza. Totalny luzik. Troszkę przymulone stanęłyśmy pod klasą korzystając z tego, że jest jeszcze przerwa. Obok nas przeszły dziewczyny, które wyglądały na podekscytowane. Udało mi się usłyszeć urywek ich rozmowy.
- Przecież jak ta baba to powiedziała to mi normalnie gęba opadła! spodziewałam się normalnej wychowawczej a tu takie info! mam ochotę piszczeć!
Zmarszczyłam brwi. Było to trochę dziwne. Ciekawe… może nasza wychowawczyni też ma nam coś do powiedzenia. Resztę przerwy przegadałam z Kingą dzieląc się informacjami o 1D. Co chwilę śmiałyśmy się i mówiłyśmy jak to ich kochamy… totalne uzależnienie. Obie usłyszałyśmy dzwonek kiedy akurat mówiłyśmy o tym, że Louis najczęściej nosi ciuchy w paski oraz szelki. Wygląda w nich przeuroczo. Uśmiech nie schodził nam z twarzy nawet kiedy weszliśmy już do klasy i usiedliśmy w ławkach. Miałyśmy zamiar przez całą lekcję pisać liściki i nie słuchać tych bzdur, które pani będzie gadała. Już miałam wyciągnąć karteczkę, kiedy usłyszałam słowa naszej wychowawczyni.
- Mam informację… uwaga! Bartek, uspokój się! w wakacje, 3 lipca odbędzie się u nas mały konkurs. Wygraną będzie wyjazd do Londynu, i można powiedzieć „wakacje z One Direction”. Panowie sami tam pojadą nie organizując żadnych koncertów. Będzie to standart, płacić będziecie tylko za posiłki i takie tam… szkoła zapłaci za pobyt w hotelu oraz ogólny wyjazd.
Słowa naszej pani docierały do mnie tak wyraźnie że miałam ochotę krzyczeć. Nawet nie wiedziałam jak zareagowała Kinga ponieważ moje usta same się otworzyły a ja znieruchomiałam. Pani chyba zwróciła na tą uwagę ponieważ spojrzała na mnie dosyć zdezorientowana.
- Aniu? dobrze się czujesz?
W miarę obudzona lekko skinęłam głową.
- Tak, tak, wszystko okej proszę Pani.
Spojrzałam na Kinga, a ta na mnie. Obie miałyśmy szeroko otwarte oczy. Szybko wyciągnęłam karteczkę po czym napisałam do niej, jedno krótkie pytanko „Słyszałaś?!?!?!” cóż… odpowiedź była jasna. Obie byłyśmy w szoku ale i też podekscytowanie było coraz silniejsze. Minusik był jeden… pojedzie tam jedna, jedyna dziewczyna. Nawet jak wygra to któraś z nas i tak jedna zostanie. To nam się nie podobało. Cóż, jednak słuchając dokładniejszych informacji od naszej pani postanowiłyśmy spróbować.




rozdział 3.
• Napisane 14 Wrzesień 2012 o 14:07

Wychodząc ze szkoły nadal byłyśmy w szoku… dopiero w połowie drogi usłyszałam niepewny głos Kingi który i tak z czasem nabierał pewności aby po chwili darła się w niebogłosy.
- Jezus! mamy szanse! rozumiesz?! co z tego, że jedna z nas? i tak druga dojedzie! Anka!
Stanęła na przeciwko mnie i potrząsnęła mnie porządnie. Aż się zakrztusiłam.
- Noooo, tak… ale…
Zagryzłam wargę tak mocno że, aż poczułam smak krwi. Po chwili wybuchnęłam śmiechem a zaraz po mnie Kinga. Śmiałyśmy się tak opierając o płot przy domu jednej z naszych koleżanek z klasy.
- Która pierwsza dobiegnie do mojego domu, ta pierwsza zgłasza się do konkursu!
Nadal się śmiejąc, zaczęłyśmy biec jak świruski. Oczywiście nie obyło się bez zdziwionych spojrzeń przechodniów, lub, staruszków którym my zawadzałyśmy w spokojnym spacerku. Nie zwracałyśmy na to uwagi, obie czułyśmy się jakby los dał nam szansę… obie czułyśy ten dreszczyk emocji na myśl o tym że możemy poznać 1D, to było takie nierzeczywiste ale… możliwe! cholerka, to było możliwe! Dobiegłam domu całkowicie zdyszana ale ani trochę nie żałując zwariowanego biegu. Zaraz po mnie dobiegła Kinga dotykając swoimi zimnymi dłońmi, swoich czerwonych polików. Poczochrałam jej rozpuszczone włosy które i tak były już całkowicie pogrążone w nieładzie. Wbiegłyśmy do mojego pokoju rzucając plecaki w kąt. Ja sama szybko włączyłam internet i rozsiadłam się wygodnie w fotelu. Moja przyjaciółka wzięła taboret po czym usiadła obok mnie wpatrując się niecierpliwie w monitor.
- Twój komputer to istny grat!
- Powiedz to moim rodzicom, gadałam im już z milion razy że chcę laptopa, jakbym gadała do ściany.
Westchnęłam po czym wywróciłam oczami. Kiedy komputer w końcu się załadował weszłam na stronę naszego gimnazjum i kliknęłam ikonkę na głównej stronie ‘Konkurs- One Direction”, myszka jakby specjalnie chciała się wyślizgnąć spod mojej dłoni. Byłam zdenerwowana. Nie było czym. Było… do cholery, było. Powitał nas miły tekst „Uzupełnij formularz i zgłoś się do konkursu, którego nagrodą są wczasy z One Direction!” Obie łapczywie wpatrywałyśmy się w tekst a ja sama odruchowo nacisnęłam ten link. Zaczęłam niecierpliwie uzupełniać formularz słysząc jak Kinga równie niecierpliwie wierci się na taborecie jakby miała zamiar wyszarpnąć mi tą klawiaturę siłą i szybko zmienić dane. W końcu wpisałam wszystko co było potrzebne. Teraz tylko nacisnąć „Ok” i gotowe! już!
- Masz, dalej, wpisuj się.
Zeszłam z krzesła Kindze która wręcz na nie wpadła od razu wszystko zmieniając. Podeszłam do okna obok którego stało moje duże lustro, mogłam się spokojnie w nim przejrzeć, calutka, od stóp do głów. Policzki miałam zarumienione a moje warkocze były w totalnym nieładzie. Jednak uśmiechnęłam się szeroko sama do siebie. Kto wie? może anuż wygram? na myśl o tym serce zaczęło bić mi szybciej. Opadłam na łóżko wzdychając głęboko. Wiedziałam że te wakacje będą bardzo niespokojne, a przynajmniej ich początek.
- Już! co teraz?!
Roześmiałam się słysząc pytanie Kingi. Moja przyjaciółka miała chyba niebywałe poczucie humoru skoro myślała że coś będzie „teraz”. Usiadłam na łóżko.
- Co, co teraz? nic… musimy czekać na wyniki…
- Jak to czekać? tak po prostu? pogięło cię?
Wzruszyłam bezradnie ramionami.
- Nic innego nam nie pozostaje. Przecież nie wpadniemy do gabinetu dyrektorki i nie wyczarujemy nagle czeku z napisem ‘Anna Rejmont wygrała konkurs!”.
- A dlaczego nie Kinga Kowalik?
Już miałam się odszczeknąć ale dotarło do mnie że to nie ma najmniejszego sensu.
- Nie wiem Kinia… naprawdę, nie możemy nic zrobić. Mnie ta bezradność też rozdziera od środka. Chodź! idziemy na skejta!
- Teraz? nie chcę mi się…
- No dalej chodź!
Wstałam i pociągnęłam Kinge siłą za rękę. Ta chwilę się opierała lecz po chwili posłusznie podreptała za mną. Wychodząc z mojego domu zapomniałyśmy o plecakach, cóż, będzie pretekst żeby po spacerku Kinia jeszcze na chwilę do mnie wpadła. Skejt był niedaleko od mojego domu, 10 minutek drogi i było się na miejscu.
- Co włączyć?
Zapytałam wyciągając z kieszeni komórkę a następnie wchodząc w liste odtwarzania „One Direction”.
- I want. Potrzebuje czegoś energicznego.
Tak jak chciała włączyłam tą piosenkę. Do naszych uszu dobiegł energiczny rytm tej piosenki a obie uśmiechnęłyśmy się mimowolnie kiedy Harry zaczął śpiewać. Kolebałyśmy się w rytm piosenki co jakiś czas śpiewając razem z nim. Kinga westchnęła kiedy była przerwa w piosence.
- Czyż on nie śpiewa jak anioł? Harry…
- Ehe.
Odpowiedziałam zdając sobie po chwili sprawy że ta odpowiedzieć nie zawierała żadnych uczuć. Kinga szturchnęła mnie lekko a ja roześmiałam się oddając jej.
- Piosenka bez solówki Louisa jest taka… pusta.
Powiedziałam wzdychając.
- Harry za to śpiewa w każdej.
- To jest nie fair… Liam i Harry śpiewają praktycznie w każdej piosence a Louis i Niall bardzo rzadko. Ja nie widzę w tym sensu bo oboje mają tak samo genialnie głosy jak pozostali. A Louis jak dla mnie ma najlepszy. Nie ma to sensu no, nie ma.
Kinga roześmiała się, widocznie nie znajdując odpowiedzi na moje rozżalenie. Dołączyłam do niej nie widząc innego wyjścia. Na skejcie nie było za dużo ludzi, cóż, jeszcze wcześnie…
- Idziemy na górkę?
- Spoko.
Obie weszłyśmy na pagórek który był dość wysoki, a jedyny w parku. Z niego widziało się cały skejt.
- Ej, kto tam idzie?
Dyskretnie wskazałam palcem dwóch chłopaków którzy wkroczyli na teren skejta. Chyba nie dość dyskretnie ponieważ jej z nich, blondyn podniósł głowę i zauważył nas.
- Kurde, to ci, tamci z przedwczoraj…
Dobiegł do mnie głos Kingi, tak jakbym tego nie zauważyła. Zmierzali w naszą stronę a my ani trochę nie miałyśmy ochotę z nimi gadać. Nie wiedziałyśmy co robić.
rozdział 4.
• Napisane 18 Wrzesień 2012 o 15:20

No i co robimy? Kinia, weź coś wymyśl.. nie mam ochotę na ich kolejne zarywy, może to głupie, ale mi w zupełności wystarczy Louis.
Kinga westchnęła. Zapewne sama nie wiedziała co robić, chłopcy coraz bliżej a one dwie siedziały jak słupy i gapiły się na nich. Trzeba by było się ogarnąć. Wstałam dosyć niepewnie i uśmiechnęłam się delikatnie w ich stronę.
- Cześć… co tu robicie?
Palnęłam jakąś głupote? nie wiem, ale w każdym razie chłopcy odpowiedzieli mi śmiechem. Zmarszczyłam brwi. To było takie śmiesznie? Spostrzegłam, że Kinia również wstała po czym podała dłoń obu chłopakom. No tak, jakże ja jestem kulturalna.. Z uśmiechem zrobiłam to samo. Chyba jestem niezła w te klocki, ponieważ nie widać było po chłopakach aby skapnęli się, że ja mój „uśmiech” jest jak przyklejony. Sztuczny. Miałam ochotę posłuchać 1D a nie gadać z natrętmi. Oboje usiedli obok nas na górce marszcząc oczy. Pierwszy odezwał się blondasek.
- Zauważyliśmy was, a że żadna z was się nie odezwała to trzeba to jakoś naprawić… jesteście wybredne ślicznotki? naprawdę wpadłyście nam w oko a tymczasem spotykamy się z takim odtrąceniem… chcecie abyśmy z Kubą w depresje popadli?
Oboje zrobili minki typu „słodki psiak”. Musiałyśmy się roześmiać. Może nie są tacy źli? a więc „mój” czarnuszek ma na imię Kuba. Ładnie, pasowało do niego to imię. Blondasek nadal pozostał tajemniczym. Nie długo.
- Właściwie to… nie znacie naszych imion prawda? ja jestem Kinga, a to moja przyjaciółka Anka.
- O, fajnie wiedzieć. No to ja jestem Kuba jak już wspomniał o tym mój kolega… a to z kolei jest Olek. Takie tam se imiona.
Uśmiechnęłyśmy się. To już nie jesteśmy nawzajem dla siebie tajemnicą. Ojeeeju, nawet nie zauważyłam że Olek puścił jakiegoś grubosona, jezus,mario… nie mam nic do tego gościa ale no sory, nie trafił w mój gust. Kinga też nie wydawała się zachwycona. Nastała trochę krępująca cisza, którą po jakimś czasie przerwał Kuba.
- To może dacie się zaprosić na jakieś lody?
- To zależy, gdzie, i czy zgadniecie jakie lubimy najbardziej.
Postanowiłam troszkę się z nimi podroczyć. Zgadną, pójdziemy, nie zgadną, cóż… sayo nara słodziaczki. Widać było że w niesmak im ta zgadywanka. Kinga uśmiechnęła się szeroko przystając na moją propozycję. Obie patrzyłyśmy na nich wyczekująco. Trochę się zniecierpliwiłam, minęło całe 10 minut.
- No dalej, ile można myśleć? zgadywanka, raz, dwa chłopaki.
- Dobra… to Ty, Ania lubisz… wszystkie? a Kinga, truskawkowe?
- Ja osobiście bingo, co do Kingi nie trafiłeś. Ale w sumie możemy Ci to zaliczyć, bo ona również lubi wszystkie, więc truskawkowe też można do nich zaliczyć. Haha, fartem wam się udało. Idziemy.
Wszyscy wstaliśmy jak na komendę. Odruchowo chwyciłam za komórkę chcąc puścić jedną z piosenek One Direction ale musiałam sobie odpuścić. Po pierwsze zapewne chłopakom nie za bardzo by się to spodobało, a po drugie u Olka nadal grał Grubson. Westchnąwszy podeszłam bliżej Kingi i zaczęłam iść w ślad za nimi. Idąc posyłałam Kindze porozumiewawcze spojrzenie. W sumie, było to nawet zabawne, obie tylko albo wywracałyśmy oczami, albo wzdychałyśmy, albo krzywiłyśmy się… było dość jasne co myślałyśmy o spędzaniu czasu z Kubą i Olkiem. Doszliśmy w końcu do pobliskiej kawiarenki gdzie usiedliśmy zaraz przy oknie. My z Kingą po jednej stronie, Olek z Kubą po drugiej. Zakryłam twarz menu szukając coś interesującego. Coś sobie przypomniałam…
- Zaraz, zaraz. Stawiacie nam, tak? możemy sobie wybrać jakie tylko chcemy?
- Owszem słoneczko.
Uśmiechem odpowiedziałam Olkowi. Były jakieś plusy. Wybrałam najdroższy deser który uwielbiałam, ale pozwalałam sobie na niego rzadko. Kinga wybrała truskawkowy z polewą czekoladową. Też pychotka. Jeżeli nie podobał im się nasz wybór, to w każdym razie nie pokazali tego po sobie. Przynajmniej są kulturalni przy kobietach. Zaraz przypomnieli mi się Louis i reszta przy których i tak nie mieli co startować. Uśmiechnęłam się po czym troszeczkę zarumieniłam na wspomnienie Louisa. Nie uszło to uwadze Kuby który chyba co nieco się pomylił ponieważ uśmiechnął się do mnie „zalotnie” a następnie puścił oczko. Czy on aby nie pomyślał że zarumieniłam się z jego powodu? miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ledwie co się powstrzymałam. Chłopcy zamówili, to co mieli zamówić a my z Kingą rozsiadłyśmy się wygodnie spoglądając co chwilę za okno. Nie było o czym gadać. Totalnie masakryczna, podwójna „randka”. Bo nie wiem czy można to spotkanie tak nazwać. Do kawiarni wpadła grupka plasticzków. Ajć, urocze. Zaraz, zaraz… dotarły do mnie urywki ich rozmowy.
- I oni tu przyjadą, jezus, ale to będzie farciara która wygra ten konkurs. Oni po nią przyjadą, ogarniasz?! jejciu, aż mi się mokro robi…
W tym momencie roześmiałam się na głos, nie mogąc się powstrzymać. Po prostu niektóre dziewczyny mnie przerażały, zapewne nie chodziło o to z czym ja sobie skojarzyłam ale cóż, i tak teraz wszyscy łącznie z Kinią gapili się na mnie dziwnie. Wzięłam głęboki wdech chociaż wciąż chciało mi się śmiać.
- Przepraszam… po prostu przypomniałam sobie coś śmiesznego, tyle.
Napięcie ustąpiło. Ludzie wrócili do rozmawiania a chłopacy oraz Kinia tylko się uśmiechnęli.
- A więc? na czym skończyliśmy? o cholera…! zapomniałam, dzisiaj mam pomóc mojej mamie w robieniu generalnych porządków… wiecie, masakryczna sprawa ale nie mam wyjścia. Spotkamy się jeszcze kiedyś, cze..
Nie było dane mi dokończyć. Kinia musiała się udzielić.
- Emm.. właściwie to ja muszę jeszcze odrobić lekcje i pouczyć się.
- Przecież za dwa dni wakacje.
Kinia… kiepski argument, wtopa. Chłopacy patrzyli na Kinge z pytającym wyrazem twarzy. Dziewczyna widocznie się zmieszała.
- No taaaak, ale w wakacje jeszcze będzie taki jedne konkurs geograficzny a ja chciałabym dobrze się przygotować. Rozumiecie… taaak, no to pa.
- Kinga czekaj! Cześć chłopcy.
Wypadłyśmy z kawiarni w maksymalnym sprincie. Wzdychając z ulgą oparłam się o budynek i przetarłam „niewidzialny pot” z czoła. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
- Mało brakowało. Ciebie czy skapną się że to była jedynie wymówka. A propo konkursu… przypomniałaś mi o czymś mała. nie zapominaj, za tydzień wyniki… ale jeden problem. Słyszałam rozmowę plasticzków, wiesz… te laski które weszły do kawiarni. Nie wiem o kim one mówiły ale od tego czasu serce cały czas mocno mi biję. Gadały coś, że oni tu przyjadą. Po tą dziewczynę. Wiesz co ja teraz przypuszczam…
Kinga rozdziawiła usta a ja szybko zatkałam jej paszczę.
- Cholerka.
Wydusiła w końcu. No właśnie… w ciszy rozeszłyśmy się do domu. Tak cholernie chciałam już poznać wyniki, wątpiłam w to że wygram, ale jednak jakaś nadzieja była. Słuchając piosenek 1D zagłębiłam się w myślach. Nie miałam ochoty wracać do domu, a przecież to końcówka roku, więc też nic nam nie zadają ani na nic nie trzeba się uczyć. Chodziłam po mieście, właściwie bez konkretnego celu. O boże! Przystanęłam przy jednym ze sklepów. Na wystawie było coś co wprawiło mnie w osłupienie a co od razu chciałam mieć w swoim pokoju. Moje ręce same powędrowały do torebki, po portfel aby sprawdzić ile mam kasy.





rozdział 5.
• Napisane 19 Wrzesień 2012 o 15:55

manekiny chłopaków… cholera, a moim portfelu marne 200 zł. Wszystkie 5 kosztują razem 400. Skąd ja wezmę te dwie stówki?! załamana oparłam łokcie o parapet sklepu i gapiłam się na wspaniałe manekiny chłopców. Westchnąwszy podniosłam się w końcu i „powlokłam” do domu. i tak nie miałabym co robić a marzenia lepiej pozostawić w spokojnym miejscu, czyli w głowie. Tsa.
- Mamo! zrób mi kakao, proszę…
- Córa, co jest?
No jasne, kochana mamusia jak zwykle odkryła moje „wewnętrzne” (tak myślałam) załamanie.
- Nic, mamcia, nic… nie ważne, po prostu potrzebuję napić się ciepłego kakałka, da się załatwić? idę do pokoju.
Wchodząc do niego zauważyłam niezły burdel. Kiedy ja ostatnio tu sprzątałam? no tak, nawet przypomnieć sobie nie mogę. Zaśmiałam się. W sumie to wszystko było komiczne. Psychiczna nastolatka która szaleję za chłopcami z 1D a w Louisie widzi swojego przyszłego męża ma burdel w pokoju i łudzi się że wygra konkurs, dzięki któremu spotka się z One Direction. Nadawało by się do trudnych spraw… mniejsza o to. Położyłam się na łóżku, zgarnąwszy przed tym cały ten burdel który się na nim znajdował. W komórce włączyłam folder „Louis” gdzie było mnóstwo jego zdjęć. Oglądając niespodziewanie zasnęłam… kiedy się obudziłam obok mnie stał kubek z kakaem a na zegarku widniała 6:05. Wyciągnęłam poduszkę zza z karku i walnęłam się nią w twarz. Tak, taki praktyczny gest który pomógł. Na głowie miałam z pewnością niezły nieogar, ale co tam, mnie nie ściga paparazzi. O matko, dopiero się obudziłam, już zaczęłam o nich myśleć, o moich kochanych chłopcach. Wypiłam łyk zimnego kakao po czym wstałam i usiadłam przed komputerem. Dzisiaj zakończenie. Dokładnie o 9 msza potem do szkoły i dwa miesiące luksusu… ajaj, to jest to co lubię. Kurde, no ale sory, jest 6 a ja już na nogach? nie pasuję mi to. Ale jestem wyspana. Nie ogarniam.
- Ciekawe co teraz robisz Louis…
Szepnęłam przymykając oczy. Głupie pytanie. Pewnie spał, a przy tym wyglądał jak aniołek. Ile bym dała by go teraz zobaczyć… ajć. Dopiłam kakao do końca, ma ono w sobie ten urok że mimo, iż jest zimne i tak smakuje wyśmienicie. Postawiło mnie trochę na nogi. Włączając na komórce „One Thing” Zaczęłam tańczyć z… poduszką (tak, dobrze przeczytałyście) trzymając w jednej dłoni komórkę. Doszłam do tego punktu wariactwa że poduszkę traktowałam jak Louisa. Przynajmniej ona mnie nie odtrąci jak ją przytule… pogładzę.
- One Thing..
Nuciłam cicho piosenkę. Rodzice pewnie jeszcze spali więc nie mogłam się drzeć jak opętana. Godzinka mi zleciała strasznie szybko. Była już 7 a ja nadal balowałam obejmując poduszkę i sunąc po moim pokoju jak po najlepszej sali balowej. Udało mi się wyobrazić, że jestem z Louisem na balu… obok nas tańczy Harry z Kinią, pozostali chłopcy tańczą z równie pięknymi paniami jak my a ja rozpływam się w jego ramionach. BUM! to musiało się skończyć. Mój budzik przerwał mi bal.
- Zamknij się.
Zdenerwowana wyłączyłam go. Na dalszą część balu nie było szans. Wpół do 8… dobra, przydałoby się powoli szykować. Z szafy wyciągnęłam obcisłe, ale eleganckie czarne spodnie oraz biała, klasyczną koszulę. Obie te części garderoby wyprasowałam a następnie ubrałam. Tak jak się spodziewałam włosy miałam w totalnym nieładzie więc paroma ruchami szczotki przywołałam je do porządku. Teraz tylko prostownica… no, jest okej. Przynajmniej z włosami. Nie byłam plastikiem ale z odrobinką tuszu oraz błyszczykiem wyglądałam o niebo lepiej. Tak też więc zrobiłam. Makijaż dodał mi trochę uroku. Wyglądałam nieźle. Postanowiłam troszkę zaszaleć i rozpięłam przy koszuli pierwsze 3 guziczki co spowodowało większy, odważniejszy dekolt. Pasowało mi to. Uśmiechnięta naszykowałam torebkę no i cóż… byłam gotowa. Schludne, nie za wysokie szpilki czekały na mnie wypastowane w przed-pokoju. Do mojego pokoju wpadła mama z widocznym zamiarem obudzenia mnie. Kiedy mnie zobaczyła, całą wyszykowaną jej mine można było nazwać bezcenną. Uśmiechnęłam się promiennie.
- Dzień dobry mamusiu, jak ci się spało?
- Dzień dobry… dobrze.
Roześmiałam się wesoło. Zmierzchając mamie lekko włosy, usiadłam na łóżku. Było wpół do 9, ja byłam gotowa. Mniejsza, pójdę już, przynajmniej się nie spóźnię.
- Mamcia ja się już będę zbierać, wrócę dosyć późno.. wiesz chcę troszkę połazić z Kingą po zakończeniu.
- Okej, idź córcia. Miłego.
- Taaa, no pa.
Musnęłam przelotnie policzek mamy a następnie zbiegłam ze schodów na dół. Kiedy już włożyłam szpilki wyszłam na świeże powietrze. Było tak cieplutko… idealnie. Elegancka Ania idzie na zakończenie. Ajć. Koniec gimki, ta adrenalina… Roześmiałam się sama do siebie, jestem dziwna, o tak. Postanowiłam nie wpadać bo Kinge bo ta zapewne się jeszcze szykuję. Poczekam na nią pod szkołą. Tak jak się spodziewałam byłam pierwsza, ci ludzie nie za bardzo spieszą się na zakończenie, ciekawe ile w ogóle przyjdzie osób. Haha, no dobra.. to czekamy. Po jakimś czasie zaczęli zbierać się ludzie, chłopcy garniaki, eleganckie macho nadchodziło. O boże, śmiać mi się chciało, znowu. Wszyscy już wchodzili na sale a Kingi dalej nie było. Zaczynałam się niepokoić. Gdzie Ty jesteś mała? radzę Ci się pospieszyć.. jak na zawołanie wbiegła na teren szkoły cała zdyszana.
- Zdążyłam? cholera, zaspałam trochę..
- No łaaał, dalej chodź, bo już się chyba zaczęło!
Wbiegłyśmy na sale gimnastyczną. Na szczęście nie było tak źle, dopiero się ustawiali. Dołączyłyśmy do naszej klasy witając się z nią. Ojejku, szkoda że już nie będziemy z nimi… każdy pójdzie w swoją stronę, sayo nara. Zakończenie minęło w sumie szybko, gadanie dyrektorki, nauczycieli… wręczenie świadectw i do domu. Koniec męczarni. Żegnaj szkoło, witajcie wakacje!
- Kinia, chodź, idziemy na jakieś lody. Muszę podzielić się z tobą najnowszymi niusami…
Zaczęłam szeptać jej coś na ucho.
- Że co? Niall?! no co ty?!
Patrzyła na mnie zszokowana. Ja za to z szerokim uśmiechem przytaknęłam.




rozdział 6.
• Napisane 21 Wrzesień 2012 o 15:19

Całą resztę dnia oraz następny dzień spędziłam u Kini, nocując u nią. Tymczasem następny dzień miał przynieś duuuużo wrażeń… obie byłyśmy tak podekscytowane że nie mogłyśmy zasnąć. W końcu sen przyszedł sam, niezapowiedziany. Kiedy się obudziłam 12 a Kinga siedziała przed komputerem. Jej poza był dość nieruchoma, wystraszyłam się troszkę.
- Kinia, wszystko okej?
Zaspana wstałam i podeszłam do komputera. Spoglądając na nią zwróciłam uwagę że ma otwarte usta a jej oddech przyspieszył. Moje oczy mimowolnie zwróciły się na monitor. No tak… teraz już rozumiałam dlaczego jest taka zszokowana. Ja sama gapiłam się jak jakaś idiotka nie będąc w stanie wydusić słowa. W końcu moja przyjaciółka wstała i pisnęła. Piszczała na cały dom, w ogóle się nie krępując. Rzuciła się na mnie mocno mnie obejmując. Musiałam otrzeźwieć. Z oczu leciały jej łzy a usta drżały.
- Wygrałam to… wygrałam ten konkurs, rozumiesz?! jadę do Londynu, do 1D!
Uśmiechnęłam się szeroko po czym mocno ją przytuliłam.
- Jezus Kinia.. ty cholerna farciaro! powinnam Ci teraz wpieprzyć w ten twój ryjek!
Zamiast tego roześmiałam się głośno a następnie zaczęłam tańczyć z nią po całym pokoju. W między czasie kiedy śpiewałyśmy i tańczyłyśmy czytałyśmy informacje dotyczące tego wyjazdu.
- Przyjadą po mnie.. o boże!
Śmiałam się. Naprawdę cieszyłam się ze szczęścia przyjaciółki, ja mogę dojechać a ona jest taka radosna… sama byłam wniebowzięta. Zaraz, zaraz…
- Kinia! Oni przyjadą po ciebie DZISIAJ! tutaj piszą że dostaną informacje i że… że przyjadą pod twój dom. O mój boże, o 16. Umrę… pozwól mi chociaż ich zobaczyć! Ty spędzisz z nimi całe wakacje!
Ta spojrzała na mnie z otwartą gębą. Uśmiechała się szeroko, można by przypuszczać że szerzej uśmiechać się nie można. Dołeczki były u niej tak mocno widoczne… ajć, ta moja Kinia. Obie równocześnie spojrzałyśmy na zegarek. 12.00. 4 godziny do ich przyjazdu. Ale zaraz… patrząc logicznie to było dziwne. Przecież oni muszą przyjechać do Polski… to nie jest tak króciutko. Chyba że… no tak, pewnie przyjechali już jutro i teraz byli w mieście, u nas… u nas! o boże, nadal fakt iż One Direction jest tak blisko był dla mnie niemożliwy! niesamowity… miałam ochotę ogłosić to całemu światu. Byłam wniebowzięta. Stan Kingi nie był lepszy. Cały czas się uśmiechała, śpiewała, tańczyła… genialnie.
- Przecież ja nawet nic nie przełknę.
- A ja? no w sumie to nie ja z nimi pojadę ale jestem tak samo podekscytowana. Nie mogę sobie uzmysłowić tego, że ich zobaczę. Louisa… pozostałych. Jezus.
- Nawet mi nie mów bo zaraz znowu zacznę piszczeć! Anka, ja spędzę z nimi CAŁE wakacje! rozumiesz? moja radość dosięgnie zenitu…
- Ty farciaro.
Usiadłam na łóżku a na nadgarstkach oparłam brodę. To było nie fair… niby cieszyłam się ze szczęścia mojej przyjaciółki ale przecież… Kinga usiadła obok, przytulając mnie.
- Przestań głupku, przecież dojedziesz do mnie. Jak ja tam będę z nimi sama to nie będę wiedziała co robić. Anka! a może da się jakoś ich namówić żebyś się z nami zabrała?
- Żartujesz? to jest niemożliwe. Na stówę się nie zgodza.
- Obie umiemy angielski. Dogadamy się z nimi. Spróbujemy ich namówić!
- O ile na ich widok będziemy w ogóle mogły coś powiedzieć.
Kinga znowu zaczęła piszczeć a ja zaraz po niej. W domu nie było nikogo więc mogłyśmy sobie pozwolić na takie przedstawienia.
- What makes you beautiful!
Śmiałyśmy się dając ujście naszej radości. Kinga zaczęła się pakować a ja oczywiście jej pomagałam. Doradzałam jakie ciuchy ma wziać… jakie nie, w końcu musi prezentować się genialnie przed chłopcami. Zazdrościłam jej strasznie.. chociaż była szansa że ja również załapie się na wyjazd. Nie, nie możesz w to wierzyć Anka, bo wiadomo że jest to niemożliwe. Westchnęłam składając jedną z codziennych bluzek Kini i słuchając jak nuci „What makes you beautiful”. Mi z kolei do głowy wpadło ‘ I Want’ i już zostało. Spakowanie poszło nam dosyć mozolnie… godzinka minęła w mgnieniu oka. A tu jeszcze trzeba się przebrać, ogarnąć. Musiałam iść do siebie aby wyglądać jak człowiek.
- Kinia to ja teraz idę do mnie, ubiorę się jakoś ładnie, ogarne… ale wrócę tu! przed 16. jezus.. po drodze chyba każdemu kogo minę będę to ogłaszać.
- Taa.. a oni Ci uwierza? błagam.
Skinęłam głową a następnie roześmiałam się. Racja to racja. Wzięłam swoje wczorajsze ciuchy po czym podreptałam do łazienki. Kinia miała bardzo elegancką łazienkę, luksus maksymalny… Zdjęłam piżamę, wzięłam króciutki prysznic (w końcu po takich szaleństwach nie byłam okazem świeżości..), ubrałam się, uczesałam i byłam gotowa. Makijaż zostawiłam już sobie do domu, tam mam kosmetyki. Ja również spakowałam swoje rzeczy które wzięłam do Kingi. Niosąc torbe na ramieniu szłam w kierunku swojego domu. Nagle na przeciwko mnie szedł tłum dziewczyn które jak mnie zauważyły zaraz do mnie podbiegły. Zaskoczona nie wiedziałam o co chodzi… jednak długo to nie trwało. Docierały do mnie krzyki ‘Twoja przyjaciółka jedzie z 1D do Londynu! pewnie ma jakieś fory! ja muszę mieć autograf!” Absolutnie, ABSOLUTNIE nie chciało mi się z nimi gadać.
- Słuchajcie, ja nic o tym nie wiem… zresztą nie interesuję mnie to. Z takimi sprawami do niej, nie do mnie. A teraz mnie przepuście bo się spieszę.
Musiałam skłamać. Inaczej nie dałyby mi spokoju. Przeciskając się między nimi i idąc naprzód nadal słyszałam krzyki moich „koleżanek”. Jednak one zupełnie mnie nie interesowały. Do domu doszłam szybko, tam wyprasowałam sobie ciuchy, ogarnęłam się… (robią przy tym makijaż.)no i tak doszło wpół do 15. Byłam zdenerwowana, nie wyobrażałam sobie jak to będzie. Nie spakowałam nawet ciuchów bo nie byłam w stanie uwierzyć w to, że zabiorą mnie ze sobą. I tak na myśl że ich zobaczę chciało mi się krzyczeć. Już wyszykowana oraz z kanapką z nutellą w ustach dreptałam z powrotem do Kingi. Po drodze jadłam tą kanapkę bo przecież byłam głodna. To że przyjeżdżają chłopcy nie zwalniało mnie z obowiązku zjedzenia śniadania. Nie mam ochoty przed nimi zemdleć. Przy ostatnim kawałku drogi wręcz wbiegłam widząc jak ten czas szybko leci. Już za chwilkę była 3. Godzinka. Ta godzinka trwała tym razem wiecznie. Siedząc z moją przyjaciółką na jej huśtawce ogrodowej obie miałyśmy drgawki co chwilę. Nic innego nie zajmowało naszych myśli jak One Direction. Co chwilę zerkałyśmy na godzinę chociaż wiedziałyśmy że jeszcze dużo czasu… to był koszmar. Nawet nie gadałyśmy. Obie byłyśmy jak sparaliżowane. Mama Kingi co chwilę wychodziła sprawdzić czy już są. Oczywiście Kinia jej o wszystkim powiedziała, o całej tej sprawie… ajć. Nie uśmiechało się to tej Pani. Wpół do 16 a nasze serca biły jak oszalałe. Pół godzinki… cholerne pół godzinki to spotkania chłopców. Kiedy Pani Ala przyszła z talerzem z naszymi ulubionymi ciastkami obie pokręciłyśmy głową na znak protestu. Teraz to nie było możliwe żeby któraś z nas coś zjadła. W końcu, po długiej męczarni było już 5 po 16. Ich nadal nie było. Obie spoglądałyśmy na siebie z przestrachem, może jednak nie przyjadą? Przy każdym usłyszanym dźwięku silnika samochodu dostawałyśmy zawału a jednocześnie byłyśmy strasznie podekscytowane. Nagle zauważyłyśmy limuzyne podjeżdżającą pod dom Kingi. Wstałyśmy jak na komende i sparaliżowane podeszłyśmy bliżej. Drzwi otworzyły się… oni wyszli. To co działo się potem miało kompletnie zmienić moje życie… najbliższy czas zapowiadał się ciekawie. Mój szok był ogromny….




rozdział 7.
• Napisane 5 Październik 2012 o 15:44

Widząc chłopców wychodzących z limuzyny miałam ochotę krzyczeć, nigdy, naprawdę nigdy nie wyobrażałam sobie że stanę z nimi twarzą w twarz. To właśnie ONI spoglądali teraz na mnie, na Kinge… i to właśnie ONI witali się z nami. One Direction, tu i teraz, tylko dla nas. Wiadomo było, że najbardziej lubię Louisa, co ja gadam, przecież ja go kocham! ale teraz gdy widzę ich wszystkich, wszyscy byli dla mnie tak samo ważni, każdego chciałam przytulić, powiedzieć jak się cieszę że ich widzę. Że Zayn był najbliżej podbiegłam do niego szczerząc się jak idiotka… cóż, nie mogłam inaczej.
- Zayn! jejku!
Obiecałam sobie, że nie będę piszczeć, nie piszczałam. Darłam się wewnętrznie. Rzuciłam mu się na szyję a on najnormalniej w świecie przytulił mnie po czym musnął moje poliko. Miałam wrażenie, że to się nie dzieję naprawdę. Przecież Zayn Malik całujący Cię w poliko to coś niepowtarzalnego. Zresztą.. tak było z wszystkimi chłopcami, każdego przytuliłam, cmoknęłam w poliko, stojąc przy Harrym nie mogłam się powstrzymać żeby nie poczochrać mu tych jego słodkich loczków. Zareagował śmiechem a następnie on sam zrobił z moich włosów totalny nieład. Żartobliwie szturchnęłam go jednak już po chwili „wisiałam” na Louisie. Boże, co chwilę powtarzałam sobie ‘nie chcę żeby to się skończyło!”, łzy pojawiły mi się w oczach, serce waliło jak oszalałe… nie mogą mnie teraz opuścić jadąc sobie z Kinią.
- Louis, tak się cieszę że Cię widzę! Miśku!
Chyba nie każdy go tak nazywa, spojrzał na mnie i roześmiał się. Miałam wrażenie jakbym cała zrobiła się czerwona. Może nawet i taka byłam ale nie przejmowałam się tym. Przytuliłam już każdego z nich, każdego z nich cmoknęłam w poliko. Cholera, niewiarygodne. Kinia gadała sobie na legalu z Harrym a ja stałam jak ten posąg nie wiedząc co robić.
- Naszykowana do wyjazdu?
Odwróciłam się i zobaczyłam Nialla. Cóż, blondasek jeszcze nie wie że Kinga to ta druga. Uśmiechnęłam się.
- Ja? powinieneś raczej zapytać o to tą dziewczynę która w najlepsze flirtuje sobie z Harrym, to Kinga, ja jestem jej przyjaciółką, Ania.
Puściłam mu oczko. Nie spodziewałam się że moje serce będzie tak mocno bić ale z drugiej strony byłam przy nich wyluzowana… to było świetne. Czy ja powiedziałam coś nie tak? chłopak patrzył na mnie uśmiechając się szeroko. Boże, Niall, Ty nawet nie wiesz jak uroczo wyglądasz kiedy się uśmiechasz. Zmarszczyłam brwi. Coś mi tu nie grało.
- Wiem że Kinga to ta która podrywa mojego kolegę ale również wiem że ona nie jedzie sama. Jedziesz z nią.
- Coś Ci się pomyliło blondasku. Ja tu zostaje, nieodwołalnie.
- Naprawdę nas tak nie lubisz?
Niall zrobił smutną minkę uśmiechając się jednak przy tym zadziornie. Nie mogłam się temu oprzeć. Roześmiałam się serdecznie czochrając mu tą jego blond czuprynkę.
- Nie żartuj, nic nie wiem o tym że mam z wami jechać.
- A mimo to jesteś spakowana.
Teraz to się zaczerwieniłam… cholerna papla. Dostanie się jej.
- To tak… odruchowo.
- Jedziesz z nami, wszystko załatwione. Staniemy jeszcze po drodze u Ciebie abyś mogła pożegnać się z rodzicami, ale uwierz mi, jedziesz, to prawda.
Patrzyłam na niego oniemiała. Nie zauważyłam nawet kiedy podszedł Liam.
- Już jej powiedziałeś?
- Nie mogłem się powstrzymać żeby się z nią trochę nie podroczyć… warto było, zobacz jej minę.
Kurde, faktycznie, sama gdybym teraz zobaczyła swoją minę roześmiałabym się. Paszcza mi się maksymalnie otworzyła a oczy wybałuszyłam. Szok był totalny. Ale musiałam się ogarnąć. Musiałam uwierzyć. Zapiszczałam czym przykułam uwagę pozostałych chłopców oraz Kingi.
- Jadę do Londynu!
Wykrzyknęłam rzucając się Niallowi na szyję. Ze śmiechem zawirowałam w powietrzu czując jak Niall kręci się w kółko. Byłam taka szczęśliwa. Kinga przechodząc obok nas cicho szepnęła.
- A Louis tak samotnie stoi… nie ładnie.
Zgromiłam ją wzrokiem jednak mimo wszystko odruchowo spojrzałam na Louisa. Gadał z Harrym a oboje się śmiali. Ciekawe o czym gadali. Niall w końcu mnie puścił.
- Kinga! idź po walizkę, musimy jeszcze podjechać do Ani.
Nienawidziłam jak ktoś mówił na mnie „Ania” to nawet nie było moje pełne imię! Żeby nie było, „Anna” jak dla mnie jest jeszcze gorsze. Wolałam zdecydowanie „Anka”. Cóż. Czekając na Kinge usiadłam na ławce czując jak wiatr ochładza mi twarz. Musiałam być naprawdę czerwona. Liam usiadł obok mnie. Jejku… on był naprawdę jak istny misiek. Uśmiechnęłam się do niego.
- Zadowolona? chyba się nie spodziewałaś co?
- Żartujesz? nie wyobrażałam sobie tego… Kinga mówiła mi coś, że być może z wami pojadę ale ja w to nie wierzyłam, myślałam że sobie żartuję. Masakra…
- To uwierz. Jedziesz do Londynu słodka.
- Słodka?
Zmarszczyłam brwi mając ochotę się roześmiać. Po chwili usiadł po mojej drogiej stronie Niall uśmiechając się radośnie.
- Ty nie wiesz że Ani jak na razie pomagam wyłącznie ja? i tylko ja mogę z nią rozmawiać?
Nie wierzyłam w co tu się dzieję, Niall i Liam droczą się kto ma ze mną przebywać. Roześmiałam się zakrywając dłońmi twarz. To wszystko było takie komiczne. W końcu przyszła Kinga targając swoje walizki. W drzwiach stała jej mama machając do nas. Harry pomagając Kindze nieść te walizki wsiadł razem z nią do limuzyny. My za nimi. Byłam po raz pierwszy w limuzynie, rozglądając się dookoła nie czułam się jakbym była w samochodzie. Wszystko było takie… luksusowe. Bardziej czułam się jakbym siedziała w normalnym pokoju gościnnym. Rozsiadłam się wygodnie czując że to już nie będzie to samo, te wakacje przyniosą mi dużo zaskoczeń, przyjemności… będzie znakomicie, musi być. Louis usiadł naprzeciwko mnie i uśmiechał się do mnie. Był taki słodki… ideał. Co do tego nie zmieniłam zdania, i nie zmienię. Miałam ochotę znowu rzucić mu się na szyję. Nie mogłam oderwać od niego wzroku co chyba go dość krępowało. Racja, przecież ma dziewczynę… zawstydzona odwróciłam wzrok. Kinga tymczasem usiadła obok mnie nie spuszczając wzroku z Harrego. Czułam się dosyć nieswojo a jednocześnie szczęśliwe. Nie wiem dlaczego ale odruchowo zerknęłam na Nialla, on również spojrzał na mnie po czym mrugnął. Uśmiechnęłam się. Nie ma co, podniósł mnie trochę na duchu. Już po chwili podjechaliśmy pod mój dom a ja w eskpresowym tempie wyskoczyłam z limuzyny a następnie pognałam do domu. Mama z tatą widząc pod domem limuzyne spojrzeli na mnie zaskoczeni.
- Córcia, o co chodzi? co limuzyna robi pod naszym domem?
- Mamo, tato… pamiętacie jaki mówiłam wam o tym konkursie co nagrodą jest wyjazd do Londynu, na całe wakacje, z One Direction? tym zespołem?
- No tak, ale mówiłaś również, że wygrała go Kinga.
- No taaaaak, ale niespodziewanie wzięli również mnie. Słuchajcie, jadę do Londynu… na całe wakacje. Będę tęsknić!
Przytuliłam ich oboje a oni będąc w szoku patrzyli w ślad za mną kiedy to pognałam do mojego pokoju po walizkę. Miałam wszystko naszykowane. Zeszłam na dół i jeszcze raz przytuliłam ich mocno całując w oba policzki.
- No dobrze ale… odzywaj się do nas.
- Jasne mamuś. Pa!
Zawołałam wybiegając z domu. Wsiadłam do limuzyny dysząc. To był naprawdę sprint.
- Gotowe?! ruszamy do Londynu dziewczęta!
Wykrzyknął Louis a my obie roześmiałyśmy się. W czasie podróży bawiliśmy się genialnie, to nie był nawet cały dzień spędzony z chłopcami a my już czułyśmy się tak… swobodnie będąc w ich towarzystwie. Nawet Louis się wyluzował i dość często zagadywał. Rumieniłam się, mimowolnie. Wiedziałam że Louis jest cały Eleanor a mimo to bawiłam się przy nim tak genialnie. Niall który ciągle do mnie zagadywał od razu zdobył moje serce, polubiłam go strasznie. Śmiałam się z nim a kiedy już przestałam i słyszałam jego śmiech znowu się zaczynało. Śmiech Nialla był genialny. Liam siedział dość smutny… postanowiłam zagadać.





rozdział 8.
• Napisane 12 Październik 2012 o 16:12

Kiedy usiadłam obok Liama, on spojrzał jakby nieobecnym wzrokiem.
- Coś się stało?
Zapytał. Właściwie to ja miałam go spytać o to samo… czy teraz wypada? właściwie do tego czasu najbardziej poznał Niall’a i Louisa, co do pozostałych to troszkę się przy nich jeszcze krępowałam… to samo było z Liamem. Chciałam mu pomóc, chciałam się dowiedzieć co się stało ale… jakby wewnętrznie mnie zatrzymywało kiedy tylko chciałam powiedzieć pierwsze słowo. Chrząknęłam.
- Ania, masz jakąś sprawę?
Chyba zaczynał się trochę niecierpliwić.
- Coś się stało?
Uf… wreszcie zapytałam, to co chciałam. Mimo, że nie byłam pewna jak zareaguję.
- Dlaczego uważasz, że miało się coś stać?
- Jesteś taki… nieobecny. Siedzisz tutaj sam, podczas gdy…
- Wszyscy śmieją się, gadają? to chciałaś powiedzieć?
Teraz to się troszkę skrępowałam.
- Tak, ale…
- Ania, posłuchaj, nie bierz tego do siebie. Jesteś na wakacjach z nami, takim sławnym zespołem… powinnaś się cieszyć tak? w końcu będziesz miała się czym chwalić.
Poczerwieniałam, jak mógł powiedzieć coś takiego? czy on uważa mnie za jakąś pustą laleczkę która jedzie z nimi tylko po to aby potem szczycić się, że było się z kimś sławnym? przecież…
- Co tak tutaj siedzicie? chodźcie, gramy w monopol! jeszcze trochę pojedziemy więc… nie ma co siedzieć i się smucić tylko bawić!
To Harry przerwał moje rozmyślenia. Prawdę mówiąc, byłam zła na Liam’a. Ale co racja to Harry, wstałam i odruchowo przejechałam dłonią po włosach Harry’ego. Wciąż nie mogłam się nimi „nabawić”. To była taka śliczna szopka którą chciało się ciągle czochrać! tyle że ja robiłam to co jakieś 30 minut a Kinga co minutę. Albo mi się wydawało, albo Harry był już tym troszkę zirytowany.
- Lepiej idź bo jak ja zaraz poczochram twoje włosy to będziesz musiała czesać je z godzinę!
Ze śmiechem podeszłam do grupki która grała aktualnie w monopol. Zajrzałam przez ramię Niall’a.
- Ty, co tak mało masz tych miast? słabiutko, słaaaaabiutko…
Z uśmiechem usiadłam obok Niall’a po turecku. Ten spojrzał na mnie i zgromił mnie wzrokiem jednak widząc mój uśmiech roześmiał się mimowolnie. Cóż, mój uśmiech na wszystkich tak działa. Ogarnęłam wzrokiem pozycję innych graczy, stwierdzając po chwili, że wygrywa Zayn. Wstałam po czym, również po turecku usiadłam obok Zayn’a. Niall spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem.
- Widzieliście?! co to ma być?! mam wygrywać żebyś siedziała koło mnie?
W zamian Zayn wyszczerzył się do niego słodko. O boże… co jak co ale uśmiech to miał powalający. Odruchowo oparłam głowę o jego ramię patrząc jak grają. Nawet tego nie zauważyłam dopóki Harry do nas nie podszedł i nie spojrzał na nas dziwnie. Wtedy dopiero uświadomiłam sobie, że moja głowa wygodnie spoczywa na ramieniu Zayn’a. Moje tempo było naprawdę ekstremalnie kiedy ją podnosiłam. Zayn tylko uśmiechnął się do mnie delikatnie a ja mimowolnie się zarumieniłam. Cholera, ten to ma podejście do dziewczyn. Louis tymczasem przegrał wszystko więc przestał też grać. Wstałam podchodząc do kanapy a następnie siadając na niej. Louis zaraz do mnie podszedł.
- Już znudzona? aż tacy jesteśmy nudni?
Przy nim czułam się taka… skrępowana. Tak, tak to można ująć. Był tak nieziemsko przystojny, działał na mnie jak czekolada, od razu chciałoby się go zjeść w całości. A ja sobie tymczasem siedziałam tuż obok niego, tak, że stykaliśmy się ramionami. Świat zawirował mi przed oczami. Odchrząknęłam.
- Nieee, po prostu chciałabym, żebyśmy byli już na miejscu.
On tylko westchnął. Po chwili wyciągnął komórkę a następnie poleciała muzyczka, dokładnie – „While live we’re young”. Zaczął śpiewać, pierwszy raz usłyszałam jego głos na żywo. Po prostu nie mogłam oderwać od niego wzroku. Serce biło mi jak oszalałe. Czułam że zaraz zacznie się refren, kiedy tylko nastąpiła ta chwila zaczęłam śpiewać razem z nim. Słysząc to spojrzał na mnie z uśmiechem, nie przerywając. Oboje kiwaliśmy się w rytm muzyki. Przyszedł czas na solówkę Zayn’a, zaraz po refrenie. Jak na zawołanie podszedł on do nas i zaczął śpiewać. Przypatrywaliśmy się tylko z szerokim uśmiechem. Mimo że limuzyną trzęsło, on podszedł do mnie wyciągając rękę w geście ‘czy można prosić do tańca?’, mimo, że totalnie mnie zamurowało, wstałam i pozwoliłam żeby ze mną tańczył. Tekst był jednoznaczny, więc trochę mnie to wszystko zawstydzało. Przez chwilę przemknęło mi przez głowę, iż mogli wybrać taką limuzynę w której nie można by było stać jednak… zaraz ta myśl przestała zaprzątać mi głowę. W końcu wtedy nie byłoby takiej świetnej zabawy. Włączaliśmy różne piosenki, tańczyliśmy, śmialiśmy się… nawet nie zauważyłam kiedy dojechaliśmy na miejsce. Harry wyskoczył z limuzyny. Kinga za nim, normalnie jak piesek. Nieraz było mi za nią wstyd.
- Kinia! poczekaj!
Zawołałam za nią podbiegając do niej i łapiąc ją za rękę.
- Weź się trochę ogarnij bo ich zniechęcisz…
- Przestań, Harry już za mną szaleję.
Nie byłabym tego taka pewna… oj Kinia, jeszcze się doigrasz. Z tymi myślami doszliśmy do hotelu. O jezus, 5 gwiazdek… w takim to ja jeszcze nie byłam. Zaraz, zaraz, a moje walizki? odwróciłam się, i dostrzegłam, że Niall je taszczy. Zaraz do niego podbiegłam.
- Niall, głupku, po co Ty je dźwigasz? daj mi je…
Kiedy chciałam je chwycić, on stanowczo je odsunął.
- Nie wygłupiaj się, od tego są faceci.
Wzruszyłam ramionami. Niech robi co chcę… nawet nie wie jak bardzo mnie to krępuję. Zerknęłam z ukosa na Liam’a który szedł razem z Harrym. Cholerka… na wspomnienie naszej rozmowy zrobiło mi się trochę przykro… naprawdę ma o mnie taką opinię? Niall podźwigał walizki aż do mojego pokoju.
- Dzięki wielkie… to co? spotykamy się na kolacji tak?
Zagryzłam lekko dolną wargę. Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia co teraz zrobić. Zaprosić go do środka?
- Jasne, do zobaczenia.
Z uśmiechem odszedł. Patrzyłam w ślad za nim. To był Niall Horan. Prawdziwy. Nieźle dziewczyno, nieźle… weszłam do pokoju. Z wrażenie opuściłam walizki.
- Shit…
Prawdziwy apartament. Weszłam do łazienki… zamurowało totalnie. Czułam się jak w jakieś willi. Zdecydowanie na to nie zasługiwałam. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Nie otrząsając się jeszcze z szoku otworzyłam je. W drzwiach stał Harry.
- Cześć… mogę wejść?
- Jasne, jasne wchodź.
Wpuściłam go do środka.
- I co? podoba Ci się?
- Czy mi się podoba? Harry! przecież to jest willa… nie zasługuję na to.
- Daj spokój… słuchaj… musimy pogadać.
- Mam się bać?
- Nie, ale… usiądź.
Usiedliśmy razem na łóżku. Byłam troszkę zdenerwowana… o co mogło mu chodzić?




Rozdział 9.
• Napisane 19 Październik 2012 o 15:00

Rozdział dedykowany Victorii, za to że zawsze komentuję zawsze czyta.. dla Ciebie, mała!
Patrzyłam na Harrego nie wiedząc zbytnio o co może chodzić. Dopiero co przyjechaliśmy, miałam zamiar teraz wykąpać się w wannie i piszczeć do woli. Przy chłopakach wolałam nie próbować, uznaliby mnie za psycho-fankę i nie miałabym już szans, na to aby zostać ich koleżanką. Właściwe… czy ja właśnie myślę, że wolałabym kąpać się teraz w wannie, niż siedzieć w pokoju sam na sam z Harrym? ugh, podróż chyba na mnie źle działa… chłopak patrzył się na mnie i było widać, że wyraźnie się miota.
- Harry, co jest?
- Chodzi o to… widzisz, rozmawiałam z Liamem. Nie przyjmij tego źle, ale nie jest zachwycony twoim pobytem. Kingę polubił od razu ale…
Zabolało. Nigdy nie spodziewałam się że jeden z chłopców może mnie nie lubić. Spuściłam głowę po czym delikatnie odsunęłam się od Harrego. Dopiero zaczął a ja już nie miałam ochoty gadać. Poczułam jego rękę na moim ramieniu.
- Ania, nie bierz tego do siebie. On po prostu, z niewiadomego powodu uważa, iż jesteś tu z nami tylko po to, aby potem chwalić się innym. Uważa, że specjalnie teraz „podlizujesz” się nam, abyśmy tego nie odkryli.
- Ale przecież… Harry, Ty też tak myślisz?
Spojrzałam na niego. Moje oczy odruchowo zaszkliły się. Nie chciałam mieć wroga w Liamie. Marzyłam o tym, abyśmy wszyscy razem świetnie się bawili, tymczasem…
- Nie, ja tak nie myślę. Myślę że powinnaś dać mu czas, on musi dostrzec to, że jesteś normalną dziewczyną, nie żadną cwaniarą. Tak samo jak Kinga…
Mimo panującej niezbyt przyjemnej atmosfery zauważyłam, że Harry lekko się uśmiechnął kiedy wspomniał o Kindze. Nie chciałam teraz przy nim płakać… roześmiałam się.
- Harry, co sądzisz o Kindze?
Wstał i zaczął przechadzać się po pokoju.
- No co? fajna dziewczyna… tak jak Ty.
Roześmiałam się jeszcze głośniej. Był taki zakłopotany. Słodki jest, naprawdę… westchnęłam. Myślałam że to już koniec naszej rozmowy, jednak myliłam się.
- Mam jeszcze drugą sprawę. Wiesz… ja nie jestem ślepy, widzę jak ekhem, Louis na Ciebie działa. On ma dziewczynę Ania. Eleanor jest jego największym szczęściem.
To również zabolało. Cholera, cholernie zabolało. Zagryzłam delikatnie wargę.
- Co Ty gadasz… traktuję Louisa jak was wszystkich. Nie rozumiem.
- Dobra… nie będę Ci przeszkadzał, pewnie chcesz się odświeżyć i takie tam sprawy. Zmykam, Louis założył się z kelnerem w tutejszej kawiarni, że wejdzie do niej w samych bokserkach. Nie mogę tego przegapić, jak chcesz to wpadnij.
Zaprzeczał sam sobie ale… śmiejąc się, pożegnałam go. Nie wierzyłam, że Louis mógłby to zrobić. Weszłam do łazienki, jejku… nadal nie mogłam przyzwyczaić się do takich luksusów. Powoli zdejmowałam ubranie rozglądając się dookoła. Nie zamykałam drzwi, nie widziałam sensu. Byłam sama w pokoju. Poza tym drzwi do samego pokoju były zamknięte. Weszłam do wanny rozkoszując się ciepłem rozchodzącym się po całym ciele. Przymknęłam oczy pozwalając cieszyć się tym wyjazdem. Tak naprawdę nie docierało do mnie jeszcze to, że tu jestem. Razem z One Direction, to było takie… nierealne. Westchnęłam. Gąbką delikatnie jeździłam po moim ciele, nie byłam brudna, po prostu chciałam się tym sposobem zrelaksować.
- BU!
Do łazienki wpadł Niall. Nie wiedząc co robić od razu zasłoniłam mój biust gwałtownie się rumieniąc.
- Co? co….
Niall chyba trochę się zakłopotał. Raczej nie spodziewał się, że zobaczy mnie w wannie. Jezus… woda, woda jest przeźroczysta. Gwałtownie spojrzałam przed siebie, na szczęście było dużo piany.
- Piana! robimy bitwę?!
Słowo daję, albo się czegoś nałykał albo po prostu nie ma wstydu.
- Słuchaj… mógłbyś wyjść? chcę mieć trochę intymności.
- Co? przestań, przecież nic Ci nie zrobię. Ale dobra… skoro chcesz…
Kiedy już wyszedł dało usłyszeć się jego głos.
- Mogę Ci umyć plecy!
Uśmiechnęłam się. Mimo wszystko słodki był ten Niall… słodki Harry, słodki Niall, wszyscy byli słodcy. Liam… cholera, on też był słodki. Nie chcę mieć w nim wroga. Cholera, cholera,cholera… wyszłam z wanny przedtem upewniając się że Niall się gdzieś nie czai. Dało słyszeć się jego śpiewanie w kuchni. Głupek… ubrałam się w świeże ciuchy a następnie poszłam do niego.
- Słuchaj… jeszcze raz tak po prostu wtargniesz sobie do mojej łazienki a obiecuję że Ci kłaki powyrywam. Tymczasem… zdajesz sobie sprawę z tego, że musi spotkać Cię jakaś kara słodziaku?
- Co Ty mi chcesz zrobić?
Już się śmiał. Słodziak. Dobrze wiedział co chciałam zrobić, ręce już wystawił przed siebie. Łaskotki to najskuteczniejsza broń w 21 wieku. Podbiegłam do niego i od razu wskoczyłam na jego plecy. Tego się nie spodziewał. Jednak po chwili, kiedy już oswoił się z sytuacją zaczął biegać po pokoju udając samolot.
- Brzuuuuuuuum….
Śmialiśmy się oboje. Nawet nie zauważyliśmy że drzwi do pokoju były otwarte, każdy mógł się na nas gapić, odwiedzić… a pro po odwiedzin… Liam z Louisem stali w drzwiach patrząc się na nas.
- Louis! masz popcorn, daj trochę!
Niall od razu podbiegł ze mną do Louisa. Słodki żarłok…
- Ania, chcesz?
Louis podstawił mi miskę pod nos. Wzięłam garść jedząc powoli, kulturalnie.
- Spróbuj teraz biec a Cię uduszę.
Szepnęłam do Nialla. Liam chyba nie czuł się dobrze. Muszę zainterweniować.
- Chcecie coś pić? Niall pójść mnie.
- Dlaczego?
- Puść tą biedaczkę Niall, ona jeszcze nie wie do czego jesteś zdolny. O! skąd masz te królicze uszy?! szukałem je po całym mieście!
Louis od razu je chwycił. Cholera, czemu mi tak te serce biło… nalałam do szklanki soku, a następnie podeszłam do Liama.
- Proszę.
- Nie dzięki, nie mam ochoty.
- Liam, musimy pogadać.
- Wszystko już sobie powiedzieliśmy.
- Nieprawda.
- Po kolacji przyjdź na taras.
Skinęłam głową. Podeszłam do Louisa którzy był w trakcie przymierzanie moich różowych, króliczych uszu. Wyglądał przecudownie. Roześmiałam się. Chwycił uszy i przyciągnęłam je do siebie. Miały to w sobie, że jak już ktoś je założył to trudno było je zdjąć, dlatego też, ciągnąc uszy, przyciągnęłam do siebie Louisa. Słowo daję, nieświadomie. Były one nowe. Klata w klate staliśmy jak słupy. Odsunęłam się przy okazji gwałtownie czerwieniąc.
- Emmm, tak. To jakie plany na dziś? gdzie Kinga?
Poprawiłam grzywkę, cholera, jak na dziś, dużo się wydarzyło. A ja teraz stoję czerwona, z kolei Louis w najlepsze robi śmieszne miny przy lustrze. Jak na zawołanie do pokoju wpadła z Kinga z roześmianym Harrym. Uniosłam brwi, gdzie oni byli?
- Anka! wszędzie Cię szukałam!
- Ach tak, i tak trudno było wpaść na to, że mogę być w swoim pokoju?
- Ojej… wpadliśmy na taki pomysł z Harrym…
- Ona wpadła.
Harry oczywiście jej przerwał. Uśmiechnęłam się szeroko, wyglądali ze sobą tak ładnie.
- Ciiii. Wpadliśmy na pomysł, aby zrobić jutro wieczorem pokaz mody, chłopcy będą w jury a my będziemy się prezentować.
- Popieprzyło Cię.
- Dlaczego? to świetny pomysł! najlepiej będzie jak wystąpisz w ręczniku.
Niall puścił do mnie oczko. Roześmiałam się, przypominając sobie sytuację w łazience.
- Czy my o czymś nie wiemy?
Pytanie zadała Kinga jednak Harry, Louis i Liam patrzyli na nas w taki sam, pytający sposób. Chrząknęłam.
- Nie. Wy o wszystkim wiecie.
- Miałem okazję zobaczyć Anie w wannie.
Niall bez żadnych skrupułów odpowiedział na pytanie. Zarumieniona spuściłam głowę. Louis wybuchnął śmiechem, Harry uśmiechnął się a Liam po prostu patrzył na nas. Kinga również się śmiał.
- Ty farciarzu!
Tych słów nie spodziewałam się usłyszeć od Louisa. Zgromiłam go wzrokiem, jednak po chwili również się śmiałam. Jejku, czułam się tak jakbyśmy znali się od zawsze. Byliśmy wszyscy, na totalnym luzie. Wszyscy… a właśnie…
- Gdzie jest Zayn?
- Gada z Perrie przed hotelem. Jak zwykle się kłócą.
Na pytanie odpowiedział mi Liam. Tego też się nie spodziewałam. Westchnęłam.
- Co powiecie na basen? muszę się odświeżyć.
Spojrzałam na Harrego który to zaproponował. Niall podbiegł do mnie i objął mnie w talii. O jezus, zgon (?).
- Świetnie, prawda Aniu?
- Niall, wyjdź.
Powiedziałam to oczywiście w żartach, on w odpowiedzi cmoknął mnie w poliko.
- O której?
- Możecie z Kingą już się szykować, my tylko weźmiemy kąpielówki, ręczniki i będziemy gotowi.
- Zapomniałem Harry od odżywce oraz żelu do włosów.
Louis przechodząc obok niego puścił do niego oczko. Harry odchrząknął.
- Fakt. Żel i odżywkę do włosów.
Chłopcy wyszli, zostałyśmy z Kingą same. Ona podbiegła do mnie i przytuliła mnie.
- Jezus maria, Anka!!!!!!! wyobrażałaś to sobie?!
- Nie! Oni są świetni! boże Kinia…
Obie wręcz tańczyłyśmy po pokoju trzymając się za ręce.
- Dobra, uspokój się. Trzeba przygotować rzeczy na basen. Wzięłam swój najlepszy strój.
Z szerokim uśmiechem spoglądałam na Kinie pokazując go jej.
- Świetny! dobra, ja idę do pokoju przygotować się. Spotkamy się pod hotelem, baju.
- Baju,baju…
Kiedy Kinia wyszła zamknęłam za nią drzwi. Zapakowałam do torby wszystko potrzebne rzeczy i byłam gotowa. Sukienka wiała na wietrze kiedy wyszłam z hotelu. Harry z Louisem już czekali.
- Uu, kochana.
Byłabym ślepa gdybym nie zauważyła że oboje spojrzeli na moje nogi. Nawet Louis… cholera, sprawiało mi to radość. Eleanor, Anka, Eleanor… Podeszłam do nich.
- Gdzie reszta? jeszcze się szykują?
- Taaa, myślałem że wyjdziecie z Kingą równocześnie.
Harry ciągle spoglądał w stronę drzwi.
- Spokojnie, pewnie się szykuję żeby opadła Ci szczęka.
Szturchnęłam go lekko szczerząc się. Louis spoglądał na nas rozbawiony.
- Wzięłaś królicze uszy?
- Zwariowałeś? nie chcę żeby ludzie myśleli że Louis Tomlinson zwariował przez dwie dziewczyny które wygrały wakacje z nimi.
- Przesadzasz, szczerzyłbym się do wszystkich i tyle.
- Aż tyle, Skarbie.
Właściwie nie wiem dlaczego powiedziałam do niego tak czułym zdrobnieniem. Harry spojrzał na mnie ostrzegawczo, widać było że Louis mnie lubi. „No co?! mam się w ogóle do niego nie odzywać?!” mówił mnie wzrok kiedy patrzyłam na Harrego. Po chwili dołączyli wszyscy, łącznie z Zaynem który chyba nie był w zbyt dobrym humorze. Był takich śliczny… masakra. Na basen doszliśmy by szybko gdyby nie co chwilę postoje po autografy lub zdjęcia. Katastrofa. Kiedy już byliśmy na miejscu wszyscy rozeszli się do swojej szatni. Basen, rozmowa z Liamem, pokaz mody… ugh.







Rozdział 10.
• Napisane 26 Październik 2012 o 17:30

Dobra… no więc, ten rozdział dedykowany jest Kornelii, za to, że była ze mną od początku tego bloga, od początku go czytała… i ona wie że w ogóle lubię słuchać jak go zachwala, oby tak dalej bejbe dziękuję. :*

Wychodząc z szatni zauważyłam, że równocześnie ze mną wyszła Kinga. Jako, że ja byłam bliżej przejścia do sali z basenem podeszła do mnie, i razem poszłyśmy na sale. Trzeba przyznać, obie wyglądałyście w tych strojach wystrzałowo, opłaca się zadbać o figurę… Kinga wręcz nie mogła się doczekać kiedy zobaczy ją Harry. Nie można było nie zauważyć, jak bardzo cieszy ją przebywanie z chłopcami…. była zupełnie inną dziewczyną. Ja sama byłam podekscytowana będąc z nimi tak często… kiedy chociaż jeden mnie dotknął, czy uśmiechnął się do mnie, byłam wniebowzięta. Weszłyśmy na sale. Rozejrzałyśmy się, ale nie zauważyłyśmy chłopców. Trochę zdezorientowana spojrzałam na przyjaciółkę, można ona wie coś, czego ja nie wiem?
- I gdzie oni się podziali? to chyba jasne, że powinni być szybciej od nas… mieli do ubrania tylko kąpielówki.
- A może mieli na sobie więcej ciuchów niż my i sporo czasu zajęło im, ich ściąganie?
Mimo wszystko roześmiałam się. Kinia naprawdę potrafiła mnie rozbawić. W sali nie było dużo osób, głównie pary, lub grupki przyjaciół które odwiedziły basen aby się zrelaksować. Bałyśmy się trochę, że jak wkroczą chłopcy, nie będziemy mieli ani chwili spokoju. W końcu, chcąc, nie chcąc usiadłyśmy na wolnych leżakach. Stresowałyśmy się. Nagle wkroczyli na sale niczym w teledysku. My patrząc na nich nie mogłyśmy mieć zamkniętych oczu. Nie mogłyśmy uwierzyć, jak można być takim seksownym? wstałyśmy dość niepewnie. Oni tylko uśmiechnęli się do nas szeroko. Podeszli do nas-dziewczyn z rozdziawionymi ustami i szeroko otwartymi oczami.
- Szybkie jesteście.
Spojrzałam na Zayna, który się wypowiedział. Trzeba się otrząsnąć. Dopiero wtedy mogłam zauważyć spojrzenia chłopaków przesuwające się po moim i Kingi ciele… zboczuchy. Nawet nie chciałam myśleć, co oni teraz myślą. Zresztą ja nie byłam lepsza, z ochotą przytuliłabym każdego. Mieli takie umięśnione klaty, kaloryferki, ajć. Gwałtownie się zarumieniłam, kiedy zauważyłam, że Louis również spogląda na moje ciało. Miałam ochotę się schować. Strasznie mnie to peszyło. Harry nagle podbiegł do Kingi, po czym wziął ją na ręce i wskoczył razem z nią do wody, robiąc wielkie PLUSK. Roześmiałam się, Kinia była szczęśliwa. Zrobiło mi się trochę zimno. Chłopcy po kolei wskakiwali do wody. Już miałam wskoczyć, kiedy nagle poczułam że ktoś chwyta mnie. Znalazłam się w ramionach Zayn’a.
- Co Ty robisz?!
Nawet mi nie odpowiedział po prostu zrobił to samo co Harry z Kingą. Oblała mnie fala zimna. Muszę się przyzwyczaić. Potrząsnęłam głową łapiąc powietrze. Już po chwili wszyscy zaczęliśmy się świetnie bawić. Pluskaliśmy się, „topiliśmy” wzajemnie… było genialnie. Nawet pozwoliłam sobie wskoczyć na plecy Louisa a on pełnił rolę mojego delfina. Pływał podczas gdy ja ciążyłam mu na plecach. Jak można mieć tak dużo siły?! Roześmiałam się, przypominając sobie jak często oglądałam w internecie filmiki czy zdjęcia chłopców, i mówiłam teksty typu „jejku, zgon na miejscu”, „zawał”. A teraz siedziałam na gołych plecach Louisa, śmiało mogłabym określić to jednym z tych tekstów. Zgon. Zamiast tego zeskoczyłam z Louisa nurkując pod wodę. Już po chwili obok mnie pojawił się Harry i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech. Podpłynęłam do niego a moje dłonie śmiało łaskotały jego kaloryferek. Kiedy tylko się uwolnił, wyłonił się z wody łapiąc powietrze, a ja razem z nim.
- Co to miało być?! ze mną się tak nie robi!
Harry wyszedł z wody, a mnie pociągnął za sobą. Nie rozumiałam o co mu chodzi. Chwycił tak mocno moją rękę, że nawet nie mogłam się wyrwać. Doszliśmy do zjeżdżalni. Już wiedziałam o co mu chodzi.
- O nieee, od dziecka bałam się tych ogromnych zjeżdżalni.
- Najwyżej pocałuję Cię, tam gdzie będzie bolało.
Mrugnął do mnie. Roześmiałam się nerwowo. Czy on w tym momencie ze mną flirtuję? nie zdziwi mnie nic.
- Mówię serio Harry… nie wejdę na tą zjeżdżalnie i nie zjadę z niej.
Nawet nie zauważyłam, że tą scenkę obserwuję Louis. Po chwili stanął tuż przede mną tak nieoczekiwanie, że aż podskoczyłam. Zaskoczył mnie.
- Chodź ze mną.
Tak po prostu to powiedział. Bez żadnych zahamować. To było takie… proste. Wyciągnął do mnie rękę, ja ją chwyciłam. Weszłam przed nim na zjeżdżalnie, on był tuż za mną. Kiedy mieliśmy zjechać mi łomotało serce. Było tak strasznie wysoko, mógł mnie wyśmiać. Rzadko kiedy ludzie boją się zjechać ze zjeżdżalni na basenie. Nie zrobił tego. Po prostu objął mnie w talii (co z kolei spowodowało u mnie gęsią skórkę) i lekko popchnął tak, że chcąc nie chcąc poleciałam na dół. Nawet nie piszczałam. Po minutce byliśmy w wodzie. Louis wciąż mnie obejmował, nie musiał. Spojrzałam na niego uśmiechając się delikatnie.
- Dzięki… nie było tak źle.
- No widzisz, nie było czego się bać.
Rozluźnił atmosferę. A jego dłonie w końcu mnie uwolniły. To nie było fajne… chciałabym aby tak mocno mnie przytulił, żebym zapomniała o całym świecie czując przy swoich wargach jego wargi… poczułam ogarniają mnie złość, złość na Eleanor. Tak naprawdę ona nie była niczemu winna, a mimo to nienawidziłam ją. Zachowywałam się jak smarkula. Wróciliśmy do chłopców i Kingi którzy świetnie się bawili. Dołączyliśmy do nich, na nowo zaczynając zabawę. Nie wiem co się stało, ale nawet Liam pluskał mnie wodą, śmiał się ze mną… nie rozumiałam go, ale nie odtrącałam. Cieszyłam się, że coś mu się odmieniło. Może zmienił o mnie zdanie? Nagle Louis oraz Zayn znieruchomieli patrząc przed siebie. Podążyłam za ich spojrzeniem. W drzwiach stały… Eleanor i Perrie. Zamarłam. Cała wręcz skurczyłam się w sobie. Patrzyłam jak podchodzą do nich… jak Louis ją obejmuję i całuję w usta… skurczałam się coraz bardziej. Nagle poczułam jak ktoś chwyta moją dłoń. To był Niall.
- Mała, co jest?
- Co? nie nic, co miałoby być? wszystko okej.
Roześmiałam się co wyszło mi dosyć sztucznie. Przestałam czuć się swobodnie… on za to splótł nasze palce a ja tylko się uśmiechałam. Napotkałam wzrok Louisa… musiałam odwrócić wzrok. Jestem directionerką, kiedy byłam w domu i mogłam widzieć ich tylko w internecie, wiedziałam, że to oczywiste że nie mogę tak naprawdę pokochać Louisa. Ale to było takie szybkie… ledwo zobaczyłam go w rzeczywistości, ledwo się do mnie uśmiechnął a bicie mojego serca stało się szybkie. Pokochałam go, naprawdę. Bolało mnie kiedy obejmował inną dziewczynę. Zanikłam. Spojrzałam na Nialla a on wciąż trzymając moją rękę wyszedł ze mną na płytki. Dopiero teraz zauważyłam, że wszyscy poszli się z nimi przywitać oprócz mnie i Niall’a. Musiałam to zrobić. Podeszłam do grupki ludzi. Stanęłam przed Eleanor. Uśmiechnęłam się.
- Cześć. Jestem Ania.
- Cześć. Eleanor.
Ta z kolei uśmiechała się do mnie tak przyjaźnie, że nawet mogłabym ją polubić… ale wiedziałam, że to się nigdy nie stanie. Była dziewczyną chłopaka, którego kochałam. I nawet jeżeli moje zachowanie było dziecinne, nie mogłam nic na to poradzić, że jej nie lubiłam. Z Perrie poszło mi o wiele łatwiej, nawet chwilkę pogadałyśmy. Polubiłam ją.
- Chodźcie do wody!
Krzyknął Zayn. Nie miałam ochoty. Usłyszałam Niall’a…
- My z Anką się przejdziemy. Za chwilę wrócimy.
Spojrzałam na niego zdziwiona, ale wyszłam. Poszliśmy do jacuzzi które było w osobnym pomieszczeniu.
- Kochasz go.
Zdezorientowana spojrzałam na niego. A więc zauważył.
- On ma Eleanor… ja jestem tylko jedną z directionerek która po prostu ma zaszczyt tu z wami być.
- Nie prawda. Wszyscy bardzo Cię lubimy, nawet nie wiesz jak bardzo. Wiesz co powiedział Harry? pozwolę sobie zacytować: „Ta Anka jest w porządku, polubiłem ją… jest taka… genialna”, wszyscy się roześmialiśmy z wiadomego powodu ale tak jest. Jesteś genialna, każdy z nas tak uważa. Louis też.
Uśmiechnęłam się. Harry… on też jest genialny. Pozwoliłam sobie przysunąć się bliżej do Nialla. Oparłam głowę na jego ramieniu a on mnie objął. Z moich oczu mimowolnie popłynęły łzy.
- Ty płaczesz?!
Niall spojrzał na moją twarz. Kto by pomyślał, taki śmieszek a potrafi być poważny… przytuliłam się do jego nagiej klaty i pozwoliłam aby moje łzy spływały po niej. Zauważyłam na Niall’a skórze gęsią skórkę. Pewnie było mu zimno…
- Chodź, musimy do nich wracać. Anka to nie będzie długo, i tak niedługo idziemy. Najwyżej zamkniemy się u Ciebie w pokoju a ty weźmiesz kąpiel, wciąż pamiętam ten wspaniały widok.
Roześmiałam się. Potrafił mnie rozśmieszyć.. Otarłam łzy i poczekałam aż moje oczy znowu staną się normalne. Nie chciałam, żeby było widać, że płakałam. To nie byłoby najlepszym rozwiązaniem. Wróciliśmy z Niall’em na salę. Louis zauważył nas pierwszych, odwróciłam wzrok, i spojrzałam na Liam’a. Ten zmarszczył brwi. Dziewczyny były zajęte sobą ale chłopacy patrzyli na mnie dziwnie. Spojrzałam na Nialla.
- Nie odczekałaś wystarczająco długo…
Zrozumiałam. Było widać, że płakałam. Ścisnęłam dłoń Niall’a ale po chwili ją puściłam. Wybiegłam z sali prosto do szatni, w której się zamknęłam. Wytarłam się dokładnie, a następnie ubrałam. Musiałam zostać sama. Upewniwszy się, że nikt nie czeka na mnie pod szatnią wyszłam z budynku. Zaczęłam włóczyć się po mieście. Usiadłam na ławce w parku, i ponownie się rozpłakałam. Bezsensu. Wiedziałam, że w końcu będę musiała ją zobaczyć, zobaczyć scenki miłosne Louis’a i Eleanor. Ale nie wiedziałam, że to będzie tak cholernie boleć. Do hotelu wróciłam bardzo późno, zegar wybijał 22. Przy pokoju stał Liam. Widząc mnie poderwał się.
- No wreszcie! gdzie Ty byłaś?! wszyscy się martwiliśmy!
- Ty też? miłe…
Powiedziałam cicho, jednak na mojej twarzy nie pojawił się uśmiech.
- Tak ja też. Ania, czemu płakałaś? musimy porozmawiać.
- Nie. Jutro… nie mam na nic ochoty.
- Słuchaj, wiem… miałem o tobie złe zdanie, na pewno Cię zraniłem, ale nie wybaczę sobie jak to przeze mnie płakałaś.
Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Co? nie, to nie przez Ciebie… to… nie ważne. Słuchaj, naprawdę jestem zmęczona więc jeśli mógłbyś…
Torował mi drzwi do pokoju opierając się o nie. Kiedy to zrozumiał odsunął się.
- Dobranoc.
- Dobranoc Liam.
Uśmiechnęłam się delikatnie zanim zamknęłam drzwi. Pozwoliłam sobie na długą kąpiel, jeździłam gąbką po ciele leniwie… nie spieszyło mi się. Wychodząc ręcznikiem wycierałam się już pospiesznie. Chciałam jak najszybciej wejść do łóżka. Kiedy już to nastąpiło zamknęłam oczy. Następny dzień miał być o wiele lepszy…
Kiedy się obudziłam zobaczyłam że na brzegu łóżka siedzi Niall. Kiedy spojrzałam w stronę drzwi stali przy nich wszyscy. Kinga, Louis, Harry, Liam i Zayn. Nie wiedziałam o co chodzi… ale miałam złe przeczucia.


Rozdział 11.
• Napisane 27 Październik 2012 o 12:31

Zdezorientowana podciągnęłam kołdrę wyżej. Moja koszula nocna była dość… odważna a tymczasem wszyscy byli w moim pokoju, chociaż nie miałam pojęcia dlaczego. Owinąwszy się kołdrą spojrzałam na Niall’a.
- Co tu się do cholery dzieję?
Zdenerwowałam się. Z rana tak człowieka straszyć… Zamiast Niall’a odpowiedział mi Harry.
- Oczekujemy odpowiedzi. Dlaczego płakałaś? co przed nami ukrywasz? to nie jest fair Ania…
- Dokładnie.
Słowa Harr’ego potwierdził Zayn. Kinga z Niall’em którzy przecież wiedzieli co jest na rzeczy odwracali ciągle wzrok lub spoglądali na siebie. Byłam zła, przecież mogli powstrzymać to zgromadzenie. Nic takiego się nie stało.
- Słuchajcie, nie muszę zwierzać się wam z każdych moich problemów, doceniam, że się o mnie martwicie ale nachodzenie człowieka tak całkiem z rana jest niestosowne, wiecie? A nie zmusicie mnie do mówienia.
- Dobra idźcie, ja… pogadam z Anką.
Spojrzałam zaskoczona na Louis’a który przejął inicjatywę. On?! teraz do wściekłości doszedł stres. Czyżby się czegoś domyślał? Chwyciłam rękę Niall’a nie pozwalając mu odejść. On tylko na mnie spojrzał, pokręcił głową i puszczając bez żadnych trudności (chociaż ściskałam jego dłoń najmocniej jak się dało) moją dłoń wyszedł razem z innymi. Louis usiadł na jego miejscu, na brzegu łóżka. Owinęłam się kołdrą jeszcze bardziej, choć i tak byłam nią strasznie opatulona.
- Ania… ja wszystko wiem…
No to katastrofa. Zagryzłam wargę. Nie wiedziałam co miałam robić w tej chwili. Zaciskałam pięści. Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Tymczasem Louis chwycił moją dłoń powodując tym dreszcze na moim ciele. Jego dotyk działał na mnie z imponującą siłą. Spojrzał mi w oczy a ja znieruchomiałam. Czułam jak oblewam się rumieńcem, choć wcale tego nie chciałam.
- Kochasz Zayn’a. A wczorajsze przyjście dziewczyn… wytrąciło Cię z równowagi.
Wszystko we mnie krzyczało. „Co?!?!?!” Zayn’a?!”. Poczułam w pewnym stopniu ulgę, że jednak niczego się nie domyślił, ale on teraz myśli że kocham Zayn’a. Powie mu to?
- Em… nie, Louis, nie. Nie kocham Zayn’a. Cieszę się, że układa mu się z Perrie, zresztą to bardzo fajna dziewczyna, rozmawiałam z nią wczoraj.
- Tak, widziałem… co dziwne, z Elką nie mogłaś się dogadać.
Znowu się skurczyłam. Czy teraz coś zrozumie?
- Pewnie przez to, że mają zupełnie inne charaktery z Perrie. Widocznie bardziej dogadujesz się z nią… nie szkodzi, chociaż uwierz, Eleanor zyskuję przy bliższym poznaniu.
Wskoczył na łóżku i położył się obok mnie uśmiechając się tym swoim rozbrajającym uśmiechem. Cholera, nigdy nie myślałam, że będę leżeć w łóżku z jednym z chłopaków. A szczególnie z Louis’em. Byłam cała zestresowana jego bliskością. Nagle poczułam uderzenie, ale to nie było coś twardego, wręcz przeciwnie. Zrozumiałam. Louis walnął mnie poduszką w twarz. Roześmiałam się mimo wszystko. Zapominając o wszystkim poderwałam się chwytając przy okazji jedną z poduszek. Uderzyłam Louisa w głowę a jego fryzura całkowicie się popsuła. I tak wyglądał uroczo. Byliśmy się tak przez jakiś kwadrans a kiedy myślałam że dostanę kolejny cios od Louis’a on nagle znieruchomiał. Zmarszczyłam brwi.
- Coś nie tak?
Poczułam chłodny powiew wiatru. Spojrzałam na siebie powoli domyślając się o co chodzi… moja króciutka, lniana koszula była na wierzchu. Byłam prawie że goła, ponieważ jak już mówiłam była bardzo odważna. Jedno cieniutkie ramiączko zsunęło mi się z ramienia powodując że koszula prawie obsunęła mi się. Czerwieniąc się strasznie, podciągnęłam ją do góry ale mimo to ciągle było jak było. Zeszłam z łóżka czując przez cały czas wzrok Louis’a na sobie. Chwyciłam szlafrok niczym koło ratunkowe, zakładając go na siebie. Dopiero wtedy odważyłam się spojrzeć na Louis’a. Nie wierzyłam w to co widzę, on również się zarumienił. Sytuacja była dość krępująca dla nas obojga.
- Pójdę już… zaraz widzimy się na śniadaniu. A i nie przejmuj się Zayn’em… jesteś naprawdę fajną laską, na basenie mnóstwo facetów gapiło się na Ciebie.
Kiedy wyszedł opadłam na łóżko wzdychając. Wciąż czułam jego wzrok na sobie. To było strasznie krępująca… i chciałam aby odwrócił wzrok a jednocześnie podobało mi się to. Wiedziałam, że moje ciało mu się podoba. Nie byłam taką dziewczyną, która ciągle chwaliła siebie samą, ale… musiałam przyznać to, że miałam zgrabniejsze ciało od Eleanor, ale czy byłam ładniejsza? fajniejsza? tego nie wiedziałam. Założyłam dzisiaj to zostawiając torebkę i okulary przeciwsłoneczne na wypadek jakbyśmy mieli gdzieś pójść. Chociaż raczej się tego nie spodziewałam. Włosy zostawiłam rozpuszczone, i nawet nie prostowałam ich. Nie chciało mi się. Pozwoliłam aby pozostałe fale. Makijaż zrobiłam naprawdę skromny, jedynie pomalowałam rzęsy oraz zrobiłam kreskę na dole. Nie opłacało mi się malować ust błyszczykiem, bo i tak podczas śniadania zmyłby mi się. Dość usatysfakcjonowanie z mojego zwykłego, ale nie do pogardzenia wyglądu zeszłam na dół do stołówki. Ta stołówka była specjalnie dla chłopaków, a że jako my towarzyszyłyśmy im, była także dla mnie i Kingi. Kinga już siedziała przy stole, pomiędzy Harry’m a Liam’em. Kiedy mnie zobaczyła uśmiechnęła się do mnie. Puściłam do niej oczko widząc jak Harry robi jej kanapkę, jakby sama nie umiała… naprzeciwko nich siedział Louis z Niall’em, jednak pośrodku nich było wolne miejsce. Dla mnie? moje przypuszczenia się sprawdziły, Niall widząc jak Kinga uśmiecha się do niewiadomego kogo, obejrzał się i ujrzał mnie. Zaraz po nim obrócił się Louis i Zayn, który siedział obok niego.
- Ania, chodź już. Czekaliśmy na Ciebie.
Niall mówił to tonem z nutką pretensji a mimo to uśmiechał się do mnie tak uroczo… usiadłam między nim a Louis’em spoglądając na stół. Troszkę mnie krępowało bycie tak blisko Louis’a, a szczególnie po naszej rozmowie… W końcu zrobiłam sobie kanapki z masłem, sałatą i pomidorem po czym nalałam sobie herbaty. Jedliśmy w ciszy, każdy tylko spoglądał a to na jednego a to na drugiego. Zjadłam i wypiłam pierwsza. Nie za bardzo wiedziałam co teraz zrobić, odejść czy zostać? Okazało się że nie tylko ja zjadłam. Usłyszałam głos Zayn’a.
- Anka zjadłaś? to chodź, przejdziemy się trochę. A niech oni sobie spokojnie zjedzą…
Louis spojrzał na mnie niespokojnie. W sumie sytuacja była dość komiczna, bał się że Zayn mnie zrani? kiwnęłam głową co miało go uspokoić. Kiedy wyszłam z Zayn’em na taras on spojrzał na mnie mrużąc oczy. Był taki przystojny, mogłabym się w nim zakochać. Ale tak nie było, i raczej nie będzie.
- Wiesz… naprawdę martwiliśmy się o Ciebie wczoraj.
Westchnęłam. A więc znowu wracamy do punktu wyjścia.
- Nie mieliście czym. Każdy z nas ma swoje problemy, ja także… ale potrafię sobie z nimi poradzić.
Widząc zdezorientowane spojrzenie Zayn’a spojrzałam mu w oczy.
- Mówię serio, Zayn.
To co zrobił potem zupełnie mnie zaskoczyło. Mianowicie przytulił mnie do siebie mocno. Objęłam go, choć nie za bardzo rozumiałam.
- Widzisz Ania, znamy się naprawdę krótko, bo zaledwie parę dni ale stałaś się dla nas bliska. Szczerze mówiąc dla mnie i Niall’a bliższa od Kingi. Nie wiem jak z pozostałymi chłopakami… być może nie spędzałem z tobą tak dużo czasu jak z Niall ale również bardzo Cię lubię.
Wzruszył mnie… nie mogłam nic na to poradzić. Objęłam go jeszcze mocniej a następnie roześmiałam się. Poklepałam go lekko po plecach.
- Chłopie, masz gwarantowane, że tak łatwo się mnie nie pozbędziecie.
On również się roześmiał kiedy mnie puszczał. Stałam tyłem do wejścia na taras. A Zayn właśnie tam spoglądał uśmiechając się. Odwróciłam się. Ujrzałam Louis’a który na nas spoglądał. Zapewne nie słyszał naszych słów, ale widział to co widział… bałam się jak to odbierze. Przecież myśli, że zakochałam się w Zayn’ie. Pomachałam mu i zrobiłam gest ręką który oznaczał, że ma do nas przyjść. Zrobił to natychmiastowo.
- Zayn, dzwoniła Perrie. Kazała Ci przekazać, że masz do niej oddzwonić najszybciej jak się da.
Zayn nawet nie odpowiedział tylko od razu pobiegł do hotelu. Louis spojrzał na mnie, jakby chciał wybadać jakie uczucia to we mnie wywołało. O nie, kochanie, nie masz prawda myśleć, że go kocham. Uśmiechnęłam się szeroko a w moich oczach widniały iskierki wesołości. Nie mogłam bardziej mu pokazać, że nie zrobiło to na mnie wrażenia.
- Anka…
- O nie! Nie mam ochoty na kolejną poważną rozmowę. Tym razem jestem ubrana i nikt mi nie przeszkodzi w wepchnięciu Cię do tego basenu.
Kiwnęłam na otwarty basen który stał obok nas. Louis spojrzał na mnie ze strachem po czym wyciągnął przed siebie ręce.
- Nie pozwolę Ci na to, ślicznotko.
Uśmiechnęłam się łobuzersko unosząc brwi.
- Czyżby?
Po tym pytaniu podbiegłam do niej i z całych sił popchnęłam go tak, że wpadł do wody. Otrząsając się spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Tak łatwo się teraz nie wykręcisz, lepiej już uciekaj!
Wiedząc, że tak naprawdę będzie od razu zaczęłam uciekać. Ściągnęłam trampki które mi tylko przeszkadzały, a wiedziałam, że i tak wyląduje w wodzie. Byłyby tylko mokre. Louis który ociekał wodą szybko do mnie dobiegł przerzucając mnie przez ramię. Piszczałam machając nogami ale i śmiejąc się. Wskoczył do wody nie puszczając mnie. Śmiałam się jak wariatka. Nagle zauważyliśmy chłopców wychodzących z Kingą. Nie było tylko Zayn’a, który pewnie i tak pobiegł już do Perrie.
- Zabawa bez nas?! wiecie co?!
Wykrzyknął oburzony Harry. Od razu przerzucił Kingę przez ramię biegnąc do nas. Ta zachowywała się dokładnie tak samo jak ja, ale widać, że sprawiało jej to radość. Po chwili wszyscy byli już w basenie razem z nami. Każdy, pluskał każdego, tak jak wczoraj. Miałam tylko nadzieję, że tym razem nie zakłóci tej atmosfery Eleanor. Każdy miał przemoczone ubrania. Po południu wróciliśmy do hotelu cali mokrzy i dygający z zimna. Niall podszedł do mnie i objął mnie.
- Zimno Ci?
- Tak jak każdemu.
Odpowiedziałam opierając głowę na jego ramieniu. Każdy z nas poszedł do pokoju aby się przebrać i ogarnąć. Ja też miałam to zrobić, ale usłyszałam Louis’a.
- Ania, ładniej Ci w falowanych włosach… nie prostuj.
Powiedział to tak… przekonująco, że byłam pewna, że już nigdy nie wyprostuję włosów. Roześmiana ogarnęłam się w łazience podśpiewując „Everything About You”. Kiedy wieczorem wyszłam po jakąś przekąskę ujrzałam taki widok, że szybko o tym zapomniałam. Przy pokoju Kingi stał Harry i całował Kingę która opierała się o ścianą, a jej dłonie śmiało wślizgały się pod jego koszulę. On też śmiał osobie poczynał, jego dłonie mianowicie spoczywały na jej pośladkach. Usłyszałam szept Kingi.
- Chcę Cię mieć, teraz, w moim pokoju.
Mówiąc to wciągnęła Harry’ego do pokoju zdejmując mu po drodze koszulkę. Widząc to otworzyłam szeroko oczy. Nigdy nie zapomnę tego widoku. Kiedy wróciłam do pokoju czułam jednak mrowienie w miejscach, gdzie bym się tego nie spodziewała. Trochę mnie to przeraziło…




Rozdział 12.
• Napisane 31 Październik 2012 o 17:44

Kiedy obudziłam się rano słońce dało mi porządnie w kość. Mrużąc oczy i zasłaniając je dłonią podeszłam do okna po czym zasłoniłam żaluzję. Od razu lepiej. Przypominając sobie wczorajszą akcję z przestrachem obróciłam się w stronę drzwi, ale na szczęście nikogo nie było. Dzisiejszy poranek jest zwyczajny, na moją korzyść. Przydałoby się zejść do stołówki… już 10, pewnie znowu będę ostatnia. Postanowiłam jeszcze troszkę poleżeć, a co tam. Położyłam się na łóżku i pozwoliłam popłynąć moim myślą gdzie chcą. Popłynęły do mojego wczorajszego przyłapania Harry’ego i Kingi. Jak dzisiaj sobie to przypomniałam, nie mogłam powstrzymać śmiechu. Roześmiałam się głośno widząc jeszcze przed oczami tą scenkę. Jednak kiedy wróciłam do pokoju, usłyszałam jak ktoś puka do drzwi. Myśląc, że to Kinga (chociaż mogłam się skapnąć, że przecież tak szybko by się z Harrym nie wyrobiła…) podeszłam i otworzyłam drzwi. W drzwiach stał Louis a na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Zamurowało mnie, szczególnie, że jeszcze byłam nieogarnięta po tym co widziałam, teraz przed oczami stanął mi widok mnie i Louis’a w takiej scence. Potrząsnęłam głową. Nie rozmawialiśmy długo, przekazał mi tylko, że jutro (czyli praktycznie dzisiaj) będziemy mieć odwiedziny, przyjdzie Eleanor ze swoją koleżanką. Oczywiście, w środku mnie zżerało ale udało mi się wymusić uśmiech. Mam nadzieję, że ten „uśmiech” przypominał uśmiech… ta, słowami „To fajnie, do jutra.” zamknęłam za nim drzwi. Noc nie miałam przyjemną, przez co dzisiaj troszkę się nie wyspałam. Wracając do dzisiejszego dnia trzeba było się w końcu ubrać. Podeszłam do szafy otwierając ją szeroko. W końcu zdecydowałam się na to oczywiście zostawiając torbę na wyjście. Taaa, w końcu dzisiaj musiałam wyglądać ładnie skoro będziemy mieć takich gości. Nie mogłam powstrzymać się od sarkazmu… ogarnąwszy się z lekka zeszłam na dół do stołówki. Wchodząc byłam całkiem rozluźniona, jednak kiedy już weszłam i rozejrzałam się dookoła porządnie mną potrząsnęło. Na przeciwko mnie siedział Louis z Eleanor, on swobodnie ją obejmował a ona spokojnie jadła śniadanie. Biorąc głęboki wdech przeleciałem wzrokiem po innych. Przynajmniej Harry z Kingą się nie nudzili, Harry aktualnie jeździł palcem po twarzy Kingi a ona wpatrzona była niego jak w obrazek, oboje nawet mnie nie zauważyli. Zayn siedział i rozmawiał… a no tak, to musi być ta koleżanka Eleanor. Ładna, a czego się spodziewałam, w końcu przyjaciółki zawsze są podobne… mimo wszystko uśmiechnęłam się, zerknęłam na Kinie. My też byłyśmy podobne… bardzo. Mimo tego, że teraz siedziała tam ona, a obok niej siedział Harry to ja widziałam mnie i Louis’a. Mhm, Louis… on to aktualnie ma mnie w tyłku. Liam i Niall, kiedy na nich spojrzałam również spojrzeli na mnie. Jako, że siedzieli dość daleko ode mnie Niall mi pomachał i od razu szedł w moim kierunku, za nim powoli szedł Liam… nieźle. Uśmiechnęłam się.
- Dzień dobry!
- No dzień dobry śpiochu, mamy się już przyzwyczaić? buziak.
Niall wskazał na swoje poliko a ja ze śmiechem delikatnie je musnęłam. Zerknęłam na Liam’a, ten uśmiechnął się do mnie lekko.
- Cześć, jak się spało?
- Dobrze… a Tobie?
- Spokojnie.
Trochę zmieszana skinęłam głową. Relacje między mną a Liam’em były wciąż strasznie niekomfortowe… oboje czuliśmy się skrępowani przebywając w swoim towarzystwie, mimo, że Liam nie był już na mnie obrażony. Dzięki chłopcom zauważyli mnie inni.
- Ania! cześć!
Louis pomachał do mnie a ja uśmiechnęłam się delikatnie. Zayn podszedł do nas wraz z nową dziewczyną. Ta była dość nieśmiała. Podchodząc do nas prawie cały czas miała spuszczoną głowę.
- Cześć śpiochu. Pozwól, że was przedstawię. To jest Ania, nasza przeurocza przyjaciółka a to jest koleżanka Eleanor, Aśka.
Podałyśmy sobie dłonie uśmiechając się.
- Miło mi Cię poznać Aśka, mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.
- Mi również miło, i również mam taką nadzieję.
Roześmiałam się. Jak na razie nic do niej nie miałam. Co będzie potem, zobaczymy. Harry z Kingą dopiero się budząc podbiegli do nas. Nie dało się nie zauważyć, że Harry obejmuję Kingę w pasie.
-Cześć Ania.
- Cześć kociak!
Kinga przytuliła mnie i musnęła w poliko. No nieźle, nie poznaję jej.
- No cześć gołąbeczki.
Uśmiechnęłam się tajemniczo i mrugnęłam do nich na co oni trochę się zmieszali. No tak, wszyscy podeszli, przywitali się… wszyscy, widząc podchodzącego Louis’a z Eleanor wzięłam głęboki wdech. Moje usta się śmiały, oczy nie. Mam nadzieję, że nikt nie jest tu w stanie rozpoznać prawdziwą radość oraz sztuczną. Miałabym przechlapane.
- Eleanor! miło Cię widzieć.
Na powitanie cmoknęłyśmy się w poliko. Zrobiło mi się niedobrze. A on ma całować ją w usta? z mojej twarzy zniknął uśmiech, a serce biło jak oszalałe. Louis patrzył na mnie z tym swoim uroczym uśmiechem… chciało mi się ryczeć, głośno ryczeć. Nie wiem co by było, gdyby nie Kinga która z wesołym uśmieszkiem zagadała mnie i odciągnęła na bok chwytając moją dłoń.
- Anka, słyszałaś już, że chłopcy robią dzisaj twitcam? chcą abyśmy w nim uczestniczyli.
- Tak?! to super… ale… mówisz wszyscy? a, Eleanor też?
- Nie, Elka ma dzisiaj ważne sprawy do załatwienia, choćby chciała to nie może.
I ten uśmiech na taką wiadomość, bezcenny. Nie uszedł uwadze mojej przyjaciółki.
- Anka, w niezłe bagno się wpakowałaś. Myślisz, że tego wszystkiego nie widzę? tak bardzo go kochasz a ten głupek widzi tylko swoją Elusie. Chodź tu do mnie i…
Kiedy mnie przytuliła przyłożyła usta do mojego ucha.
- … przejrzyj na oczy.
Nic nie rozumiejąc spojrzałam na nią.
- O czym Ty mówisz?
- Miłość jest ślepa. Ty kochasz Louis’a chociaż na to nie zasługuję, a Niall poza Tobą świata nie widzi. Kiedy weszłaś do stołówki on od razu Cię zauważył.
Zamurowało mnie totalnie. Co? Niall? Nieeee, bzdury gada. Musiałam fajnie wyglądać stojąc tak przed Kingą i patrząc na nią z otwartymi ustami. W końcu Kinia pociągnęła mnie-zszokowaną, lecz z zamkniętymi już ustami Ankę z powrotem do towarzystwa. Nawet nie miałyśmy pojęcia, że ktoś słyszał całą naszą rozmowę…
- Dziewczyny, dobrze że przyszłyście.
Eleanor z tym swoim uroczym uśmieszkiem podeszła do nas. Nie stać mnie było nawet na uśmiech.
- Mam do was ogromną prośbę. Jako, że ja muszę już lecieć mogłybyście oprowadzić Aśkę? w ogóle, poznajcie ją bliżej, naprawdę jest z niej genialna przyjaciółka. Mogę na niej zawsze polegać.
Patrzyłyśmy tak z Kingą na Eleanor a w mojej myśli powstał obraz – Ja, moje dłonie splecione na jej szyi i przyciśnięte kciuki, wygrana… uduszona. Otrząsając się z moich „marzeń” skinęłam głową.
- Jasne, chętnie poznamy ją bliżej.
- Dziękuję wam!
Aż odskoczyłyśmy kiedy ona już robiła z ust rybkę aby nas obie cmoknąć. Poddałyśmy się ale przekazałyśmy sobie porozumiewawcze spojrzenie kiedy ona nie widziała. To spojrzenie wyrażało jednoznaczne „fuuuu”. Kiedy już się od niej uwolniłyśmy podeszła do nas Aśka.
- Ania, Niall kazał Ci przekazać abyś wyszła na taras. Czeka tam na Ciebie. Kinga… przejdziemy się?
Zaskoczona trochę tą informacją, (w końcu przed momentem usłyszałam newa, że niby Niall się we mnie zakochał) poszłam na taras. On stał tam i patrzył na mnie z uśmiechem. Był cholernie uroczy.
- Coś się stało? Asia przekazała mi wiadomość…
- Em… miałabyś może czas dzisiaj, wieczorem?
Przełknęłam ślinę.
- Niall, czy Ty mi właśnie proponujesz randkę?
Zmieszał się. Było widać.
- Nie, to znaczy… można tak to ująć.
Roześmiałam się i cmoknęłam go w usta a następnie potargałam mu włosy. Cały aż się zaczerwienił.
- Myślę, że nic nie mam dzisiaj zaplanowane.
- Tak? to super, zapukam do twych drzwi o 19, moja Pani.
Znowu się roześmiałam. Nagle sobie coś przypomniałam…
- A czy czasem o 18 nie jest twitcam?
Przez jego twarz przebiegł wyraz zdezorientowania. Po chwili dało się zauważyć jak się krzywi a potem lekko przytakuję głowa.
- No tak… trudno, zapomniałem. Pójdziemy kiedy indziej, prawda?…
- Pewnie, że tak!
Zauważyłam jak Kinga z Aśką spaceruję obok basenu. Zagryzłam lekko wargę.
- Niall, słuchaj, chciałabym bliżej poznać tą Aśkę. Nie obrazisz się, jak przyłączę się do dziewczyn?
- Nie no co Ty, idź.
Mrugnęłam do niego po czym podbiegłam do nich. Kiedy tylko byłam na miejscu odruchowo chwyciłam dłoń Kingi leciutko nią machając.
- O czym tak zawzięcie gadacie dziewczęta?
- Aśka właśnie mi mówiła, że to właśnie ona poznała Elke z Louis’em.
Powiedziała nieśmiało Kinga. Skurczyłam się, dosłownie. Nie miałam sił na udawanie… odwróciłam wzrok. Akurat na całującego się Louis’a z Eleanor. Tego było za dużo. Zdecydowanie. Z moich oczu popłynęły łzy a ja sama nie wiedziałam gdzie spojrzeć, aby nikt tego nie zauważył. Dziewczyny zauważyły.
- Anka! nie, nie waż mi się płakać!
Kinga objęła mnie ramieniem i lekko szturchnęła. Aśka nieco się zmieszała.
- Coś się stało?…
- Aśka mogłabyś na chwilę odejść? proszę, nie odbierz tego jako złe maniery, ale po prostu muszę pogadać z Anką.
- Jasne, nic się nie stało, rozumiem… skoro Ania płacze, to musi być to coś poważnego. Pogadam z chłopakami.
Odbiegła. Usiadłam na trawie podciągając kolana pod brodę a sama chowając w nich głowę. Płakałam jak dziecko. Dosłownie. Kinga przytulając mnie lekko mnie kołysała.
- Tak cholernie go kochasz…
- Tak cholernie go kocham.
Potwierdziłam. Taka była prawda… podniosłam głowę spoglądając na Kingę.
- Nie mam już sił rozumiesz? jak widzę ich razem całą mnie ściska od środka, a muszę się jeszcze do niej uśmiechać jak gdyby nigdy nic! to mnie przerasta Kinia, przerasta…
Zauważyłam, że w oczach Kini pojawiły się łzy. Była kochana, prawdziwa przyjaciółka, płakała kiedy ja płakałam…
- Anka, może… może on powinien to wiedzieć? Ciii, skarbie, nie płacz już.
Głaskała mnie po włosach niczym mama. Poderwałam się.
- On?! co?! nie!!! nie waż mu się tego mówić, rozumiesz? to by wszystko zepsuło… dosłownie. On… bardzo ją…
Wybuchnęłam kolejną salwą płaczu.
- …Kocha.
Dokończyła za mnie Kinga. Zaraz jednak pacnęła się w czoło. Wiedziała, że zrobiła błąd. Już chciałam coś powiedzieć na temat kiedy spojrzała w górę a jej oczy rozszerzyły się szeroko. Poszłam za jej przykładem. Obok nas stał Louis, to znaczy przez moment… bo za chwilę usiadł, tak jak my.
- Kto kogo bardzo kocha? Ania, proszę Cię powiedz mi. Rozmawialiśmy już o tym, jesteś dla nas wszystkich bardzo ważna, dla mnie też. Dlaczego wie o tym tylko Kinga?
- Nie tylko…
Powiedziałam cicho. Będąc strasznie zestresowaną próbowałam się ogarnąć. Pewnie wyglądałam teraz okropnie. Poczułam rękę Louis’a na moim ramieniu, obejmował mnie. Kinga widząc to zmroziła go wzrokiem po czym odeszła. Chłopak wyglądał na zdezorientowanego.
- Zrobiłem coś nie tak? jest lesbijką?
Mimo powagi sytuacji roześmiałam się.
- Ślepy jesteś człowieku? gdyby była lesbijką nie odpłynęłaby z Harr… cholera.
Zatkałam dłonią usta. Nieźle, wygadałam. Louis patrzył na mnie zszokowany po czym wybuchnął śmiechem i położył się na trawie.
- Harry i Kinga kochali się?
Teraz ja wybuchnęłam śmiechem. „Kochali się”, jak to w ogóle brzmiało.
- Ty ich przyłapałaś?! Ania, dziecko kochane, widoki +18.
- Jakbyś chciał wiedzieć mam skończone 18 lat. A poza tym nie widziałam scenki tylko byłam na początku. Jak.. wchodzili do pokoju Kingi.
Louis śmiał się tak, że aż pojawiły mu się łzy w oczach.
- Harrold, no nie… Hazza.
Śmiał się jak jakiś psychiczny. Ja zdążyłam w tym czasie otrzeć łzy. Dobrze, że się wygadałam… na niekorzyść Kingi udało mi się zmienić temat. Trzeba teraz to wykorzystać.
- Louis, obiecałam Kini że wybierzemy jakiś ładny makijaż na Twitcam, muszę lecieć.
Już wstałam kiedy Louis chwycił moją dłoń. Przeszedł mnie dreszcz.
- Weźcie ze sobą Aśkę… nie zostawiajcie ją tak samą.
- Jasne, przecież wiem o tym. Nie masz się czym martwić.
- Ii… Anka…
Louis ścisnął mocniej moją dłoń.
- Nie odpuściłem. Muszę się dowiedzieć przez kogo cierpisz, uwierz mi, ten koleś pożałuję tego.
Komiczne… raczej nie walnąłbyś sam sobie. Nie mogąc się powstrzymać uśmiechnęłam się ironicznie. Widząc zmieszaną mine Lou zaraz mój uśmiech zmienił się w uroczy uśmiech.
- Dziękuję, ale to naprawdę niepotrzebne Lou…
Odeszłam zostawiając go samego. Wpadłam do jadalni robiąc sobie szybko kanapkę i biorąc kubek z moim cappuccinem.
- Spadam do pokoju kochani!
Krzyknęłam dając znać wszystkim zgromadzonym. Skinęli głową jedynie Niall odprowadził mnie wzrokiem aż do windy. Pieprzyć… jest w tej samej sytuacji co ja. Tyle, że ja nie mam chłopaka, nie ma kogo chcieć zabić. W windzie jadłam i piłam. Tak na szybko. Kiedy dojechałam na swoje piętro trzymałam jedynie pusty kubek. Odłożyłam go natychmiast na komodę kiedy weszłam do swojego pokoju. Tam czekała Kinia z Aśką.
- Jesteś! jejku, jak ja kocham twoje kosmetyki… będziemy wyglądać idealnie, wszystkie 3.
Roześmiałam się. Była już 14. Pora obiadowa, a na obiad się nie zanosi. Trzeba będzie coś zamówić podczas naszego salonu kosmetycznego… chwyciłam po słuchawkę wciskając „2″, było to szybkie wybieranie do kucharki.
- Dzień dobry Pani Madziu, mogłaby pani zrobić dla mnie, Kingi i Asi coś pysznego?
Po drugiej stronie słuchawki usłyszałam głos Pani Madzi.
- Słucham?obojętnie, niech nas pani zaskoczy tą pysznością którą Pani przygotuję, czekamy i dziękujemy…
Usłyszałam Aśkę.
- Jak to było… dużo tapety, nie świeci się przed kamerą czy wręcz przeciwnie?
- Musimy nałożyć kilo tynku, abyśmy się nie świeciły laski.
Odpowiedziała jej Kinga zwracając się przy okazji do mnie. Nigdy nie przepadałam za tymi sztucznymi laskami… a dzisiaj same musimy nałożyć tynk. Aj.
- Anka Ty jesteś w makijażu najlepsza, zrób ze mnie bóstwo słonko.
Słysząc słowa Kini roześmiałam się. Od razu chwyciłam po kosmetyki robiąc krok po kroku, nie spiesząc się. Ciągle czułam jak Aśka przypatruję się co robię. Po 20 minutach skończyłam.
- Okej, jak dla mnie wyglądasz ślicznie.
- O ja! Anka! jak Ty to zrobiłaś? to zupełnie inna Kinga, też chcę!
Aśka prawie, że spychając Kingę usiadła na jej miejscu. Zaskoczyła mnie, to ta sama nieśmiała dziewczyna? Podczas gdy Kinga zachwycona wpatrywała się w lustro ja zaczynałam robić makijaż Aśce. Miała jaśniejszą cerę, musiałam zastosować inny makijaż… I ona była zachwycona. Ja niestety nie miałam co siedzieć spokojnie jak ona, teraz kolej na mnie. Też musiałam wyglądać ładnie, a makijaż musiałam zrobić sobie sama. Powolutku, powolutku, iiii…. pięknie! byłam zadowolonego z mojego dzieła. Mimo tynku wszystkie wyglądałyśmy ślicznie. Byłyśmy gotowa a godzina była następująca – 15:30. Tak wcześnie jeszcze… chciałam już Twitcam. miał być podobno w salonie który specjalnie urządzą. Nagle do pokoju wpadł Harry cały zdyszany. Wszystkie spojrzałyśmy na niego czując strach.
- Dziewczyny! twitcam przełożony, dalej! chodźcie! zaraz się zacznie!
- Co?!
Kinga widać, wystraszyła się. Tak jak ja i Aśka. Nie mogłyśmy się doczekać, a teraz strach nas zżera. Przecież będzie nas oglądać z około 50000 tys. directionerek. Pierdziele, idę. Poszłyśmy za Harrym, a a windzie przyjrzał się nam.
- W windzie sam na sam z takimi ślicznotkami, nie jeden by mi zazdrościł.
Roześmiałyśmy się. Harry… o jezu, kocham Cię. Kinga pacnęła go w klatę a ten tylko musnął jej czoło. Romantyk perfecto. Wchodząc do salonu gdzie miał odbyć się twticam chłopaki machali do nas, spojrzeli na wyliczanie, 10 sekund! w sprincie każdy z nas gdzieś usiadł. Wylądowałam na kolanach Niall’a. Jak directionerki to odbiorą? Kinga na kolanach Harry’ego, Aśka… u Liam’a?! What?! Nie było czasu się zastanawiać, 0 sekund. Start.




Rozdział 13.
• Napisane 5 Listopad 2012 o 19:24

Twitcam rozpoczęty… zerknęłam na wszystkich, bez wyjątku, każdy z chłopców szczerzył się do kamery i gadał od rzeczy. Jak to oni. Kinga korzystała z tego, że siedzi na kolanach Harry’ego głaszcząc go delikatnie po kolanie, Aśka zerkała a to na jednego z to na drugiego, to samo zresztą robiłam ja. Powinnam być w niebie siedząc na kolanach Niall’a ale… nie byłam. Czułam się cholernie niekomfortowo, ześlizgnęłam się z jego kolan lądując na dywanie. Było nawet okej, siedziałam między Liam’em a Niall’em opierając się o ich łydki. Wygodniej. Słuchając cały czas paplaniny chłopców, uważniej słuchałam kiedy zaczął mówić Harry…
- Teraz jest czas na to abyśmy przedstawili wam nasze piękne Panie.
No dobra, bez przesady… wybuchnęłam śmiechem w przeciwieństwie do Kingi i Aśki które się zarumieniły. Harry spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem kiwając palcem. Dobra, widocznie nie miałam tak się śmiać… trudno, będę teraz cały czas czerwona. Harry wskazał palcem na Kingę, która aktualnie siedziała mu na kolanach.
- To jest Kinia, moja… moja dziewczyna. Tak, domyślam się, że teraz powstanie wielkie zamieszanie. Chciałbym wam powiedzieć, że bardzo ją kocham i za nic w świecie nikomu bym jej nie oddał. U Liam’a widzicie brunetkę, Aśka, nie, nie jest jego dziewczyną. Jest naszą koleżanką, no i ta… dziewczyna która siedzi aktualnie na dywanie…
W tej chwili wstał Niall podchodząc do mnie, łapiąc pod pachy a następnie ciągnąć tak, że wylądowałam poza zasięgiem kamery. Tam zaczęłam się śmiać, nie mogąc już dłużej się opanować… Harry też się śmiał ale gadał nadal.
- … to Anka. Nasza przyjaciółka który jest dzisiaj niedysponowana.
- Harry! Ty uważaj bo jak ja wstanę to nawet Kinia Ci nie pomoże!
Pogroziłam mu palcem nadal się śmiejąc. Niall patrzył na mnie uśmiechając się a ja ciągle się śmiałam, jak ta psychiczna. Co directionerki sobie pomyślą? dobra… najwyżej wyjdę na psychiczną, ale przy okazji na tą która jest przyjaciółką 1D! Teraz zaczęli znowu gadać nie do rzeczy a ja chcąc rozluźnić atmosferę (tak, było za poważnie jak dla mnie…) wstałam. Zauważył mnie Lou który posłał mi pytające spojrzenie. Kiwnęłam palcem na znak aby podszedł. Ciekawa byłam reakcji dziewczyn które oglądają ten twitcam. Lou nie dość że stroi miny do kogoś niewidzialnego to jeszcze wstaję i znika z kamery. Podszedł do mnie a ja zbliżyłam się do niego.
- Zrobimy tak… schowamy się za sofę a potem pokażemy tylko palce, którymi będziemy robić rogi naszym kochanym przyjaciołom. Jesteś za?
Szepnęłam mu na ucha. Byliśmy tak strasznie blisko… SHIT,SHIT. Lou roześmiał się, ale był na tyle mądry, aby zrobić to cicho. Skinął głową po czym oboje padliśmy na podłogę czołgając się za sofe. Kiwnęłam głową w stronę Louis’a na znak, że zaczynamy. Nasze palce, które służyły nam jako rogi powędrowały w górę. Pierwszą ofiarą był Zayn który jak gdyby nigdy nic opowiadał o pobycie w hotelu. Moje palce pojawiły się za jego głową lekko pomachały. Lou tymczasem zajmował się Harry’m, który zapewne też niczego się nie spodziewał. Wymieniliśmy rozśmieszone spojrzenia. Akurat mówił Niall, gdy nagle przerwał.
- Gdzie jest Lou i Anka?
Wszyscy zamilkli. My wstrzymaliśmy oddechy jednocześnie śmiejąc się w duchu.
- Patrzcie na ten komentarz!
Wykrzyknął nagle Liam.
- Są bliżej niż myślicie.
Liam przeczytał komentarz marszcząc brwi. Nieumyślnie oparłam głowę na ramieniu Louis’a będąc czerwoną od powstrzymywanie śmiechu oraz oddechu. Dłużej nie mogłam, wybuchnęłam śmiechem na cały regulator, zresztą zaraz po mnie Louis. Już po chwili zobaczyliśmy głowy przyjaciół i usłyszeliśmy śmiech. Wystawiłam dłoń rozłożoną w piątkę w stronę Lou. Ten przybił swoją, było genialnie. O to chodziło. Wstaliśmy i oboje usiedliśmy na oparciu sofy tak, że nasze tyłki wylądowały na brzegu a nogi na tej części sofy, gdzie właśnie powinny znajdować się tyłki. Byliśmy usatysfakcjonowani. Ja tymczasem nabrałam odwagi i pomachałam w stronę kamerki.
- Siemacie! Jak widzicie jestem tu najbardziej rozgarniętą osobą…
Poczułam jak ktoś mnie szturcha. No tak…
- … No i może jeszcze Lou który bardzo dobrze wykonał swoje zadanie. Nie mogłam uwierzyć, że będę mogła spędzić całe wakacji z One Direction, a teraz? jestem tu z nimi, robimy Twitcama specjalnie dla was, directionerek! Jestem jedną z nich, jestem z wami dziewczyny i… chłopacy? Chłopaki, dajcie o sobie znać w komentarzach! jestem bardzo ciekawa! Tymczasem oddaję głos Aśce.
Aśka uśmiechnęła się do kamery po czym usiadła wygodniej na kolanach Liam’a który nie czuł się raczej komfortowo… Aśka… dobra, zobaczymy.
- Hej! ja znam chłopców od dawna, ale tylko ze słyszenia. Jestem koleżanką Eleanor, która jak wiecie jest dziewczyną Louis’a. Poznałam ich wczoraj, a dzisiaj już świetnie się dogadujemy. Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej, a wam- directionerki śle gorące buziaczki!
Przesłała buziak w stronę kamery. Zdecydowanie byłam innego pokroju niż ta laska… ale kto wie, muszę poznać ją bliżej, koniecznie. Zerknęłam na Kinie oczekując, że teraz ona się odezwie. Ta zagryzła lekko wargę, ale już po chwili można było usłyszeć jej pierwsze słowa.
- Cześć, jak już wiecie jestem Kinia, ta która chyba najbardziej zapadła wam w pamięć. Dziewczyna Harry’ego. Wiem co się teraz z wami dzieję, ja sama jestem przyjaciółką Anki, bo zresztą znamy się od zawsze, wspólnie poznałyśmy chłopaków, zaprzyjaźniłyśmy się z nimi… ja sama, kiedy widziałam zdjęcia Harry’ego z jakąś laską nie byłam zbytnio zadowolona. A teraz co? większość z was pewnie myśli : „Kurde, suczka.” przepraszam z góry za wyrażenie… ale uwierzcie mi, naprawdę go kocham.
Jakby na potwierdzenie swoich słów dała Harry’emu soczystego buziaczka w poliko. Jeeeju, byli tacy słodcy. Nigdy nie przypuszczałabym, że moja przyjaciółka będzie z Harry’m Styles’em. Westchnęłam. Ta to ma szczęście… ja raczej nie będę z żadnym. Odruchowo zerknęłam na Niall’a który aktualnie przedrzeźniał się z Liam’em. To nie ma sensu… nie widzę nas razem. To jest niemożliwe, szczególnie, że… teraz z kolei zerknęłam na Louis’a który gadał z Harry’m. Szczególnie, że tak bardzo kocham tego głupka, który nawet o tym nie wie. Nagle zauważyłam ciekawy komentarz.
- Ej! patrzcie! „Zaśpiewajcie LT, błaaaaagam!” zależy lasce, śpiewacie chłopcy?
Wszyscy z energią przytaknęli. Niall pobiegł po gitarę, która zresztą była naszykowana. Przewidzieli to. Usiadł na środku, a po chwili popłynęły pierwsze nutki… zaczęłam kołysać się a to w lewo, a to w prawo. Przy tej piosence rozpływałam się, nie miałoby znaczenie nawet gdyby ktoś teraz pocałował mnie w usta. Przy niej zapominałam o wszystkim. Zayn zaczął śpiewać a ja spoglądałam na niego uśmiechając się delikatnie. Kochany przystojniaczek… nawet nie wie jaki jest słodki kiedy śpiewa. Sama nie śpiewałam, nie chciałam zakłócać tej pięknej piosenki ale… ruszałam wargami, tak jakbym śpiewała. Znałam słowa doskonale. Przyszedł czas na Liam’a a ten spoglądał tylko na kamerę robiąc się słodki niczym misiaczek. Taaak… to był istny misiaczek, nasz misiaczek którego mogłabym teraz przytulić. Ale nie zrobię tego, to nie jest na to czas. Teraz jest czas na Ziama! Spoglądałam na to na jednego, a to na drugiego nie mogąc się nadziwić jak można być tak idealnym. Przypominając sobie, że zaraz będzie solówka Louis’a, a przecież on siedział tuż obok mnie zerknęłam na niego. Ten chrząknął przygotowując się.
- You can’t go to bed without a cup of tea…
Zaczął śpiewać, a ja wpatrywałam się w niego urzeczona. Istniał teraz tylko on… to on potrafił sprawić, że moje serce biło szybciej a ja sama nie byłam sobą. Nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Podczas swojej solówki zerknął na mnie a ja nie oderwałam od niego wzroku. Uśmiechnął się delikatnie kiedy śpiewał fragment piosenki opowiadający o tym, że skrywa wszystkie rozmowy… patrzył na mnie, a ja nie mogłam się nadziwić. Istny ideał… cholera. Przyszedł czas na koniec jego solówki, a zaczął śpiewać Harry, który aktualnie nie odrywał wzroku od Kingi. Harry, Ty słodziaku… twoja czuprynka aż się prosi o poczochranie. Patrzyłam na nich z uśmiechem ciesząc się z ich szczęścia. Są genialną parą. Słuchałam Narry’ego kolebiąc się na boki. Pora na Niall’a… tu zaczęły się schodki, patrzył na mnie. Cały czas na mnie patrzył a ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Cała się zarumieniłam zmieszana… człowieku, odwróć ten wzrok. Krępował mnie, i to bardzo. W czasie kiedy zerkałam na wszystko dookoła, byle nie na Niall’a zahaczyłam wzrokiem o Louis’a, ten wtedy zmrużył oczy i pokręcił głową. Nie rozumiałam. Kompletnie. Prawie bym odetchnęła z ulgą kiedy Niall skończył swoją solówkę. To nie było w porządku z mojej strony ale… nic nie mogłam poradzić. W końcu chłopcy skończyli śpiewać. Minęła dobra godzinka.
- Tymczasem żegnamy się! dzięki za oglądanie nas, baaaaaj!
Pożegnanie wygłosił Louis a my wszyscy machaliśmy do kamery uśmiechając się i przesyłając buziaczki. Aśka to aż za często… o boże. Kamerka została wyłączona a ja opadłam na sofę. Zauważyłam jak Niall wstaję i bez słowa odchodzi. Odprowadziłam go wzrokiem. Wszyscy poszli a ja zostałam sama z Lou.
- Możemy pogadać?
Usiadł obok mnie a ja skinęłam głową.
- O co chodzi Lou?
- Dobrze wiesz… zakochał się w tobie. On nie zakochuję się w byle kim Anka, wiesz jak dawno za nikim tak nie szalał? przecież on widzi tylko Ciebie, wyobraź sobie, nawet kolacje przestał jadać! Niall! nasz głodomor! Przysłoniłaś mu cały świat kobieto.
- Ja wiem, ale… ale…
Nie wiedziałam co mówić. Oczy mi się zaszkliły, to nie było wszystko takie kur’wa proste! Nie może tego pojąć?! Lou nie ustępował.
- Widziałaś jego solówkę, słyszałaś… nie odrywał od Ciebie wzroku.
- Ale ja już jestem zakochana Louis!
Wybuchnęłam. Nie mogłam dłużej tak milczeć… to było nie do zniesienia. Chłopak był zaskoczony, patrzył na mnie mrużąc oczy.
- Tak? a można wiedzieć kto jest tym szczęściarzem?
Chyba zdenerwowało go to, Niall był jego przyjacielem, chciał jego szczęścia… da się zrozumieć. A tymczasem okazuję się, że ktoś inny zdobył moje serce. Wzięłam głęboki oddech. Skrywałam to za długo… zdecydowanie.
- TY!
Krzyknęłam a następnie wybiegłam z pokoju wchodząc do windy i widząc jeszcze jak Lou siedzi na kanapie wręcz skamieniały… płakałam, ryczałam jak dziecko. Może zrobiłam źle, gówno mnie to obchodzi. Dłużej nie mogłam tego ukrywać. Wchodząc do pokoju rzuciłam się na łóżko, przygniatając moją twarz poduszkę. Mój krzyk był zagłuszony. Byłam wściekła a jednocześnie zrozpaczona.

No cóż, rozdział miał w piątek… i pewnie by był, gdyby nie to, że nuda była nie do zniesienia… zadowolone? mam nadzieję powiem tak, z tego rozdziału jestem średnio zadowolona… mogło być gorzej a jednocześnie wiem, że mogłam to bardziej rozwinąć! co wy sądzicie? ostatnio byłam trochę smutna, kiedy komentarze tak wolno się nasuwały… już myślałam, że będą tylko trzy. Kornelia może potwierdzić, że nie zachwycało mnie to. Potem było już więcej co bardzo mnie ucieszyło! kochane, kocham was BARDZO, nawet nie wiecie jak moja mordka się cieszy czytając wasze komentarze! jesteście kochane, najlepsze! muaaaa słoneczka. :* a tymczasem przygotowuję się psychicznie na jutrzejszy, jak dla mnie najgorszy dzień w tygodniu…



Rozdział 14.
• Napisane 9 Listopad 2012 o 16:41

Otworzyłam oczy. Następny dzień. Dopiero kiedy się podniosłam i spojrzałam na siebie przypomniałam sobie co zdarzyło się wczoraj. Ja sama byłam w ciuchach, wszystko mnie bolało a co najgorsze, moje ciało było strasznie spocone. Pierwsze co zrobiłam to weszłam pod prysznic. To była konieczność. Wychodząc spod prysznica przypomniałam sobie każde szczegóły wczorajszego dnia. Mimowolnie zarumieniłam się i pacnęłam się w czoło. Jak mogłam mu to powiedzieć? jak mogłam kurde wyznać mu miłość?! Przecież on teraz uzna mnie za jakaś idiotkę… pomyśli sobie „Laska ma jakieś nadzieję… przecież to Eleanor jest dla mnie najważniejsza, jaka z tej Anki idiotka…”. Jak mu spojrzę w oczy?! shit,shit,shit. Ubrałam to (weźcie tu pod uwagę tylko sweterek i spodnie) po czym ogarnęłam włosy. Były tak strasznie pozlepiane, że można by przypuszczać, iż nie czesałam ich od kilku tygodni. Co ja robiłam podczas snu? Westchnęłam. Kiedy ogarnięcie mojej czuprynki miałam już za sobą musiałam przywołać do porządku moją twarz. Rozmazany makijaż z wczoraj nie wchodził w grę. Zmyłam wczorajszy po czym zabrałam się za robienie nowego. Delikatny, prawie nie widoczny zupełnie odmienił moją twarz. Wyglądałam o niebo lepiej. Usiadłam na łóżku… nie, nie zejdę na dół. Bzzzzzzzzu… mój brzuch dawał mi we znaki. Cholera, i czemu muszę być głodna? nie ma to jak inteligentne pytanko na początek dnia. Chcąc nie chcąc zjechałam windą na parter. Słychać było rozmowy ze stołówki… z bijącym sercem weszłam do środka. Widząc kątem oka Louisa nawet na niego nie spojrzałam. Nie wyobrażałam sobie tego. Jednak nie mogłam pominąć Nialla, siedział na przeciwko mnie. Nasze spojrzenia były nieskomplikowane… kiedy tylko jedno z nas przykuło spojrzenie drugiego natychmiast odwracaliśmy wzrok. To był koszmar. Najgorszy ranek w moim życiu. Zjadłam śniadanie w ekspresowym tempie, po czym jeszcze trzymając kubek cappuccina w dłoniach wyszłam na taras. Nie mogłam tam dłużej wysiedzieć… atmosfera była nie do zniesienia. Podeszłam bliżej basenu, a następnie usiadłam po turecku na trawie. Mrużąc oczy i pijąc cappuccino myślałam o tym, czy dobrze zrobiłam, że przyjechałam tu… Kinia nie ma co narzekać, ma Harry’ego który nie widzi poza nią świata. Ale ja? co ja mam tu do roboty? Mój pobyt tu nie ma sensu…. taka jest prawda. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Podskoczyłam przestraszona.
- Nie chciałem Cię przestraszyć.
To był Harry.
- Nie przestraszyłeś…. dobra, może trochę. Coś się stało?
Mój przyjaciel usiadł obok mnie a jego czuprynkę już rozwiewał wiatr. Był cholernie uroczy.
- Anka, może Ciebie jeszcze nie znam tak dobrze jakbym chciał ale Niall i Louis to moi przyjaciele których znam tak dobrze jak moją rodzinę. Bo oni właściwie są moją rodziną. Widać, że zachowują się inaczej… wiem co się stało Niall’owi. Nie dziwię mu się, że się w tobie zakochał, a to nie jest też twoja wina, że nie odwzajemniasz tego uczucia. Ale o co chodzi z Louis’em? Wiesz coś może?
Spuściłam głowę. No i co mam mu teraz powiedzieć? przecież i tak prędzej czy później się dowie… nie ma sensu tego ukrywać.
- Z Louis’em to bardzo prosta sprawa. Widzisz… myślę, że nie miałabym najmniejszych problemów co do zakochania się w Niall’u. Jest słodki, kochany… to wymarzony chłopak dla dziewczyny. Ale to jest inaczej. Myślę, że prawda nawet nie przyszła Ci do głowy Hazza… widzisz, kocham Louis’a. To wszystko komplikuję, a powodem dziwnego zachowania Lou, jest to, że wczoraj mu to wyznałam.
Chłopak patrzył na mnie a jego duże oczka mrugały szybko.
- Że jak?! Zakochałaś się w Louis’ie?! Ale przecież…. to….
- Wiem, nie ma składu i ładu. On ma Eleanor, zakochałam się nie w tym kolesiu co trzeba. Tyle.
Hazza objął mnie ramieniem i przytulił do siebie. Ja sama pierwszy raz podczas naszego uścisku, a było ich mnóstwo odwzajemniłam go z dużą siłą. Splotłam palce na jego plecach i wtuliłam się w niego. Czułam ten zapach perfum… genialny. Przymknęłam oczy pozwalając aby Harry ciągle mnie przytulał. Było mi tak dobrze… nagle on się odsunął.
- Słuchaj… myślę, że to nie ze mną powinnaś pogadać. Spójrz kto idzie.
Podążyłam wzrokiem tam gdzie on patrzył, i ujrzałam Louis’a zmierzającego w naszym kierunku. Harry powoli odchodził a ja byłam sama… no nie, nie sama, teraz już z Lou. Bez słowa usiadł koło mnie.
- Co? Przyszedłeś po kubek?
Skinęłam na głową na pusty kubek po moim cappuccino. Ten spojrzał na mnie i uśmiechnął się delikatnie.
- Wiesz dlaczego tu przyszedłem Anka. Doskonale wiesz.
Westchnęłam. No tak… jakbym mogła nie wiedzieć.
- Dobra, miejmy to za sobą. Albo wiesz co? może lepiej żebym ja wygłosiła za Ciebie mowę? no to, to będzie tak: „Słuchaj Ania, bardzo mi przykro ale ja mam Eleanor, to jest ta którą kocham nad życie. Nie masz u mnie szans, możemy pozostać tylko przyjaciółmi.” Coś jeszcze zapomniałam dodać?
- Nie chciałem powiedzieć takiego czegoś. Nawet nie masz pojęcia jak mnie zdziwiłaś tym wczorajszym wyznaniem… to było takie… szybkie. A ja się tego nie spodziewałem. Myślałem, że czujesz coś do Zayn’a. To dlatego… wtedy na basenie… no wiesz, tak omijałaś Eleanor?
Skinęłam głową.
- A Ty się niczego nie domyśliłeś. W sumie to niezły pacan z Ciebie Lou…
Tym razem się roześmiał a ja zaraz po nim. Ten śmiech nie trwał długo… po chwili już słyszałam jego głos, ten spokojny, dający mi ukojenie głos.
- To fakt, kocham Eleanor ale to nie znaczy, że nie jesteś dla mnie ważna. Miałem dużo „przyjaciółek”, ale nigdy, podkreślam NIGDY nie miałem takiej jak Ty. Owszem, bardzo lubię Kingę, ale nie oszukujmy się, to Ty jesteś dla mnie najważniejsza zaraz po El.
Wzięłam głęboki wdech. Tego się spodziewałam, wiedziałam, że tak powie… więc dlaczego tak to teraz boli? dlaczego czuję taką pustkę? i dlatego jego usta tak bardzo mnie kuszą?! Na te wszystkie pytania nie znałam odpowiedzi. Może poza tym ostatnim… ale nad nim nie było co dyskutować.
- Lou… wiesz, przypomniałam sobie, że zostawiłam pralkę włączoną. Pewnie… to znaczy… pogadamy później.
Uśmiechnęłam się sztucznie a następnie wstałam zostawiając kubek i nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Idąc do hotelu już miałam łzy w oczach… cholera. Byłam już całkiem rozklejona kiedy wchodziłam do środka, tam natknęłam się na Niall’a. No nie, teraz jeszcze on? Stanęłam jak wryta. On nic nie powiedział, tylko mnie przytulił. Tak po prostu, jak gdyby nigdy nic.
- Co się stało?
Podniósł mój podbródek a w jego oczach naprawdę widziałam troskę. No i dlaczego nie mogłam się w nim zakochać?! Cholerne serce.
- Niall… tak strasznie Cię przepraszam.
- Daj spokój… wiedziałem czego się spodziewać. Nie płacz już, proszę.
Obok nas przeszedł Lou trzymając mój kubek. Widząc tą scenę spojrzał na mnie przelotnie po czym poszedł. Dało się usłyszeć jego „ciche”- Shit. A Niall przytulał mnie dalej.
- Słuchaj, ja wiem, że nic do mnie nie czujesz, ale może wybralibyśmy się dzisiaj jako przyjaciele na miasto? potem wrócimy, Ty ubierzesz coś ładnego i może pójdziemy do jakiegoś klubu trochę się zabawić?
Nie miałam najmniejszej ochoty na żadną rozrywkę ale wiedziałam, że to bardzo mi się przyda. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Dziękuję Niall. Bardzo chętnie, na miasto możemy iść już nawet teraz, to znaczy… jak się ogarnę.
Wiedziałam, że wyglądam teraz okropnie. Makijaż na pewno rozmazał mnie się strasznie. Już miałam iść ale Niall jeszcze cmoknął mnie delikatnie w czoło. Taki zwykły gest, ale dało się czuć w nim tyle czułości… jejciu. Kiedy weszłam do pokoju od razu pomknęłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Tak jak się spodziewałam, wyglądałam okropnie. Od razu zmyłam makijaż, po czym zrobiłam drugi, taki sam. Biorąc torebkę i zakładając balerinki zeszłam na dół, gdzie czekał już na mnie Niall.
- Jestem gotowa, gdzie najpierw?
- Najpierw zabieram Cię do wesołego miasteczka.
Myślałam, że żartuję, ale on mówił serio. Roześmiani wsiedliśmy do limuzyny, która zawiozła nas do centrum miasta. Tam wysiedliśmy, dziękując kierowcy za podwiezienie. Praktycznie szliśmy 10 minut. Byliśmy na miejscu, na terenie wesołego miasteczka było mnóstwo dzieciaków. Ale były też nastolatki. Gdzie nas zauważyły podbiegły do nas.
- Niall! możemy autograf?!
- Pocałuj mnie!
- Horan, przytul mnie, proszę!
Przekrzykiwały jedna drugą. Uśmiechnęłam się mimo wszystko. Oczywiście Horan dał im autografy oraz przytulił, jednak nic poza tym. Naprawdę myślały, że je pocałuję? ojejku, jejku, naiwność nie zna granic. Nagle jedna spojrzała na mnie i przystanęła.
- Ty to jesteś ta Anka z Twitcama?
- No tak… fajnie, że już mnie rozpoznają. Haha.
- Byłaś genialna, od razu Cię polubiłam! I ta akcja z Louis’em, boska!
Roześmiałam się.
- Faktycznie, to było udane. Po prostu było trochę nudno i wpadłam na taki pomysł. Taki suprajs, hahaha.
- Super, naprawdę… jestem Kamila.
- Anka. Miło mi…
Nagle usłyszałam głos Niall’a, a następnie leciutkie pociągnięcie za rękę.
- Chodź już Anka, wiem, że to fajne uczucie ale musimy się trochę rozerwać. Kamila, tak? mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy. Cześć.
- Ojeeeju… cześć Niall!
Kiedy odeszliśmy jeszcze słyszałam jej podekscytowany głos, kiedy mówiła koleżankom, że Niall zapamiętał jej imię. Też bym tak zareagowała.
- Chodź, zabieram Cię na karuzelę.
- Niall, wariacie, na pewno?
- Nie gadaj tylko chodź.
Kiedy karuzela się zatrzymała usiedliśmy w jednym wagoniku. Zapięliśmy dobrze pasy bezpieczeństwa i… karuzela ruszyła. Nasz wagonik podnosił się w górę, a następnie w szybkim tempie opadał na dół. Serio? to było straszne. Po karuzeli poszliśmy jeszcze na samochodziki, a potem to już tylko na pizze. Dzień minął tak szybko… nawet się nie obejrzeliśmy a już się ściemniało. Bawiliśmy się genialnie, a czekała nas jeszcze impreza. Śmiejąc się weszliśmy do limuzyny, która z kolei zawiozła nas z powrotem do hotelu. Tam pod bramą stali Liam z Zayn’em. Spojrzeli na nas zdziwieni. Pierwszy odezwał się Zayn.
- To was nie było? gdzie się szwendaliście?
- Zayn, jak Ty się wyrażasz? Uważaj sobie, byliśmy z Niall’em na mieście. Zresztą za chwilę też wychodzimy.
- Tak? to fajnie, ja wychodzę z Aśką do tego nowego klubu…
Stop. Z Aśką? Jak to z Aśką?! A Pierrie? nie rozumiem… O Wilku mowa, z hotelu wyszła wystrojona Aśka. Widząc Zayn’a mrugnęła do niego. Teraz to już kompletnie nie rozumiem. Niall sprawiał to samo wrażenie. Zayn objął Aśkę w talii, po czym oboje roześmiani weszli do limuzyny. Liam patrzył na nas z poważną miną.
- Nie pytajcie. Oboje są nieodpowiedzialni… a Zayn już szczególnie.
Liam westchnąwszy wszedł do hotelu a my zaraz za nim. Po długim namyśle ubrałam tą sukienkę. Dobrałam do niej odpowiedni stanik, tak że to wszystko zgrywało ładną całość. Założyłam rajstopy, szpileczki… poprawiłam makijaż. Musiałam przyznać, że wyglądałam cholernie seksownie. Zadowolona zeszłam do Niall’a. Ten spojrzał na mnie.
- O cholera… Anka…
Zarumieniona po prostu chwyciłam go za rękę i poszłam z nim w stronę limuzyny. Nie miałam pojęcia, że z góry, z okna spogląda na nas Lou i że on jest pod takim samym wrażeniem. Louis bardzo się pogubił, choć ja nie miałam o tym pojęcia.




Rozdział 15.
• Napisane 16 Listopad 2012 o 18:00

- Poczekaj chwileczkę, idę zamówić jakiegoś drinka.
Uśmiechnęłam się do Nialla zostawiając go na momencik samego na parkiecie. Podeszłam do baru i od razu zawołałam kelnera. Bawiłam się naprawdę świetnie, kto by pomyślał, że ten głupek tak może poprawić humor.
- Co pan poleca?
Uśmiechnęłam się uroczo do kelnera który zapytał mnie jaki chciałabym drink. Wysłuchawszy jego propozycji zdecydowałam się na ‘rajską przygodę’. Brzmiało interesująco, a jak będzie smakować? to się zobaczy. Usiadłam na wysokim krześle przy barze obserwując tańczących ludzi. Widząc jak Niall szaleję na parkiecie roześmiałam się. Kochałam go, nie mogę zaprzeczyć. Kochałam go jak najlepszego przyjaciela. Prawdę mówiąc, chyba tylko z nim mogłam pogadać o wszystkim. To znaczy… jeżeli chodzi o chłopaków, bo wiadomo, nikt, nigdy nie zastąpi mi Kini. Jeżeli już jestem w temacie dziewczyn… poszukałam wzrokiem Aśkę, a kiedy już ją zobaczyłam mimowolnie wywróciłam oczami. Piosenka szybka a ona z Zaynem tańczą w objęciach. Wkurzali mnie dzisiaj, oboje, zachowywali się jakby Perrie wcale nie istniała. Ale kurde istnieję! już ja sobie pogadam z tym pewnym siebie przystojniaczkiem.
- Drink gotowy dla pięknej Pani.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos kelnera który postawił przede mną drink. Wyglądał ciekawie- parasoleczka, zielono-czerwony… spróbujemy. Chwyciłam kieliszek i upiłam łyczka. Nie przypominał smakiem wódki co od razu przyprawiło mnie o westchnięcie z ulgi. Nienawidziłam wódki. Przypominał raczej soczek ale dało się wyczuć alkohol. Zdecydowanie mi smakował. Kiwałam się w rytm piosenki pijąc mojego drinka oraz spoglądając na towarzystwo. Nawet nie zauważyłam kiedy przysiadł się do mnie chłopak. Spojrzałam na niego. O cholerka. Urodą to on nie grzeszył… czy ja w swoim życiu muszę spotykać samych przystojniaków? to moje przekleństwo czy szczęście? Chyba przyciągnęłam jego wzrok bo on również na mnie spojrzał.
- Spotykam dzisiaj same ślicznotki.
Że co?! co on czyta mi w myślach? Uśmiechnęłam się nieco zakłopotana.
- No widzisz, ja samych przystojniaków.
Koleś nie spuszczał ze mnie wzroku. Po chwili dało się zauważyć jak wyciąga do mnie dłoń.
- Kuba jestem.
Uścisnęłam opaloną, silną dłoń. Skinęłam delikatnie głowa. Teraz wypada powiedzieć swoje imię, no nie? chrząknęłam nie chcąc aby mój głos zabrzmiał nie tak jak powinien. Nie chciałam spieprzyć tej znajomości.
- Miło mi Kuba, Ania jestem.
- Długo pijesz tego drinka…
Wzdrygnęłam się. Obok mnie stał Niall i wyglądał na trochę zdezorientowanego. Zrobiło mi się go szkoda, dobra, może i ten obok jest niezłym ciachem który szczerze mówiąc przypomina mi Zayna, ALE, Niall to Niall, nie mam najmniejszej ochoty ponownie sprawiać mu przykrość.
- Niall! właśnie miałam kończyć drinka i wracać do niebie. Nieźle szalałeś na parkiecie.
Roześmiałam się a następnie dopiłam do końca drinka i wstałam. Zerknęłam przelotnie na przystojniaczka.
- Miło było Kuba.
Uśmiechnęłam się delikatnie po czym chwyciłam dłoń Nialla i pomknęłam z nim na parkiet. Tańczyliśmy długo a ja wpadłam na pewien pomysł.
- Poczekaj chwilkę okej? za momencik wracam.
- Idziesz do tego chłopaka?…
Przez moment nie zrozumiałam o co mu chodzi. Dopiero kiedy skinął głową w stronę Kuby roześmiałam się.
- Przestań, koleś mnie nie interesuję. Poczekaj tu na mnie.
Pomknęłam do DJ najszybciej jak umiałam w tych moim szpilkach.
- Cześć kochaniutki, mam małą prośbę…
Wyszeptałam mu na ucho o co mi konkretnie chodziło. On tylko skinął głową a ja uszczęśliwiona cmoknęłam go w poliko. Nieźle zaskoczyłam gościa ale nie wydawał się wkurzony. Z promiennym uśmiechem wróciłam od Horana chwytając jego obie rączki i kiwając się w rytm piosenki. Kiedy się skończyła z głośników poleciała inna nuta… patrzyłam na chłopaka zagryzając wargi i nie mogąc doczekać się jego reakcji. On spojrzał na mnie i wybuchnął śmiechem.
- ROCK ME! powinni tu byś pozostali… super!
Nagle obok nas pojawił się Zayn z Aśką.
- To twoja sprawka Anka? genialnie!
Spojrzałam na Zayna. Uśmiechnęłam się wymuszenie, tak łatwo Ci nie pójdzie kochany. Polubiłam Pezz. Uwiesiłam się na szyi Nialla tańcząc w rytm piosenki. Nadszedł czas refrenu a ja głośno wykrzyknęłam.
- Fuck me!
Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z przekręcenia moich słów. Zaczerwieniłam się ale moje towarzystwo tylko wybuchnęło śmiechem. Nialler nawet z szerokim uśmiechem podniósł dwa kciuki. Poczochrałam jego czuprynkę ciesząc się, że mogę być przy nich sobą. Kiedy rozkręciłam się na dobre poczułam czyjąś dłoń oplatającą moją talię.
- Odbijany.
Już chciałam nawrzeszczeć na tego który oderwał mnie od Nialla, kiedy zdałam sobie sprawę, że ten ktoś to Harry! Byli to wszyscy! wszyscy chłopacy łącznie z Kinią! tego się nie spodziewałam. Cmoknęłam nosek Hazzy pozwalając aby ze mną zatańczył. Nadszedł refren a ja razem z Haroldem wyśpiewaliśmy:
- Fuck me! Ooooooł, Fuck me!
On też tak śpiewał! Wybuchnęłam śmiechem przytulając się do niego. Za to przy Harrym mogłam być zboczona do woli, każdy z nich dawał mi cząstkę siebie. Każdy… mój wzrok mimowolnie spoczął na Louisie tańczącym z Kinią. On również na mnie spojrzał a ja szybko odwróciłam wzrok. Cholera… nawet nie chcę mi się o tym wszystkim myśleć. Dzisiaj mam się bawić, nie płakać! „Rock me” skończyło się a chłopcy zrobili smutne miny myśląc, że to koniec. Patrzyłam na wszystkich z szerokim uśmiechem kiedy dało się usłyszeć początek „I would”.
- Zamówiłam cały album.
Wszyscy przybili piątki i uściskali mnie. Tak, tak, wszyscy… Lou też. Zrobili niezłe przedstawienie, każdy śpiewał swoje solówki a ja z tym co śpiewał musiałam tańczyć. Niezła gra, tylko, że w „I would” najwięcej śpiewa Louis… A co tam, bawimy się. Przyciągnął mnie do siebie a ja wyszczerzyłam się w jego kierunku. On śpiewał patrząc na mnie. Byłam w niebie. Dzisiaj mogę sobie trochę pomarzyć… wyobrazić, że jestem jego dziewczyną, nie zaszkodzi mi. Pod koniec jego solówki cmoknęłam jego policzek i poleciałam do następnego z chłopców. Bawiliśmy się tak przy piosenkach z nowego albumu: „Take me home” do 3. Każdego z nas ogarnęło zmęczenie a mnie to chyba szczególnie. Zasypiałam kiedy wychodziliśmy z klubu. W samochodzie zasnęłam przytulając się do Nialla. Nawet nie wiedziałam, że naprzeciwko siedzi Lou i strasznie chciałby znaleźć się na miejscu Horana. Z pewnością gdybym się dowiedziała szybko wskoczyłam na kolana Tomlinsona. Teraz nie miałam do tego głowy… spałam twardym snem. Dojechaliśmy pod hotel. Niall wziął mnie na ręce. Podszedł do niego Lou trochę zakłopotany.
- Mógłbym ja zanieść ją do pokoju? wszyscy jesteście zmęczeni a ja jeszcze mam dużo energii, Niall, nie krępuj się.
Horan ani trochę nie chciał mnie puścić, ale w końcu odpuścił pod naciskiem Louisa. Wziął mnie na ręce. Podczas gdy wszedł do mojego pokoju i położył mnie na łóżku ja się obudziłam. Mrugnęłam parę razy oczami.
- Lou?
- Śpij aniołku…
Nie wierzyłam w to co słyszę. Ale byłam ledwo przytomna… zamknęłam z powrotem oczy i zasnęłam.Louis jeszcze długo siedział przy mnie i patrzył się na mnie. Gdybym wiedziała co on czuję… co dzieję się z jego sercem… jakie ma dylematy… wszystko byłoby znacznie łatwiejsze. Chłopak nawet nie spostrzegł jak bardzo jest zmęczony, oczy mu się zamknęły a sam zasnął lądując obok mnie na łóżku.
Nadszedł ranek.
- Aaaa…
Ziewnęłam cicho budząc się i mrużąc oczy. Byłam świeżo wypoczęta, gotowa na nowy dzień. Pewnie wszystko byłoby tak jak zwykle gdyby nie to, że zauważyłam nogi. Potem spojrzałam w bok i ujrzałam anielski widok. Śpiący Louis… zaraz, alarm! Louis? u Ciebie w łóżku? fuck! co się wczoraj stało? przestraszona już miałam go budzić kiedy do pokoju wparowała Kinia…
- Anka jak myś…
Przystanęła w drzwiach spoglądając na łóżku i na Louiego leżącego tam.
- Co on tu robi?
- Ja… nie wiem.
Byłam kompletnie zdezorientowana, przestraszona. Między nami do czegoś doszło? przecież Lou nic nie pił! nie mógłby… boże.
- Anka… spokojnie! nie patrz na niego tak jakbyś miała zaraz go obudzić i spytać czy być może się nie pieprzyliście wczoraj.
Szczerość Kini nie znała granic… mimo wszystko roześmiałam się.
- W takim razie co ten anioł robi w moim łóżku?
- Ciii… budzi się. Ja znikam, on Ci wszystko wytłumaczy.
Przesłała mi buziaka i już jej nie było. Spoglądałam na Lou czekając aż całkowicie się obudzi.
- Gdzie… przecież… Anka?!
Przez moment sam wyglądał na przerażona lecz po chwili pacnął się w czoło.
- No tak… nie patrz tak na mnie. Do niczego między nami nie doszło. Wczoraj po prostu zaniosłem Cię do pokoju… usnęłaś w samochodzie i… posiedziałem chwilę przy Tobie, widocznie przysnęło mi się.
Odetchnęłam z ulgą uspokajając się… zaraz! kolejny alarm! siedział przy mnie?! po co?! Mimo burzy w mojej głowie uśmiechnęłam się lekko.
- Idę wziąć prysznic, spotkamy się na dole co?
- Jasne, przepraszam jeszcze raz… po prostu…
- Lou, daj spokój.
Zakłopotany aniołek wyszedł z pokoju. Wzięłam prysznic, ubrałam się, umalowałam, uczesałam i… byłam gotowa. Nucąc pod nosem „Kiss you” zeszłam na dół. Możecie wyobrazić sobie moją minę kiedy zobaczyłam stojącego w drzwiach Kubę z klubu. On tylko spojrzał na mnie i wyszczerzył się.
- Wiedziałem, że Cię tu znajdę.
- Skąd? to znaczy… jak to wiedziałeś?
- Poznałem tych 5 gwiazdorów, a w telewizji szumiało, że dwie dziewczyny wygrały z nimi pobyt w hotelu.
- A no tak… po co przyszedłeś?
- Nie mogłem o tobie zapomnieć.
Podszedł bliżej i pogłaskał mnie policzku. Odepchnęłam jego dłoń. W tej chwili na holu pojawił się Liam. Przystanął widząc mnie i tego chłopaka.
- Anka, co to za jeden?
- To…
- … przyjaciel.
Dokończył za mnie. Zgromiłam go wzrokiem.
- Co? nie prawda! jesteś ledwie znajomym!
- Anka… on coś Ci zrobił?
Liam podszedł bliżej podciągając rękawy. Liam był w stanie dać Kubie w mordę za mnie? Tego się nie spodziewałam. Szybkim tempem zaciągnęłam Payenowi rękawy.
- Nie, nie… on i tak już idzie. Prawda?
- Co to za przystojniaczek?
Podeszła do nas Aśka uśmiechając się do Kuby. Kuba od razu się nią zainteresował a Aśka wyciągnęła go na taras. Odetchnęłam z ulgą. Przyjdzie mi jej podziękować. Ale najpierw…
- Dzięki Liam, pewnie gdyby nie Ty, nadal bym to ciągnęła.
- Wydaję mi się jakbym znał kolesia…
- Poznaliśmy się wczoraj w klubie. Przelotna pogawędka a on już zaczął mnie szukać. Ale cóż… Aśka prędzej pozwoli mu się omamić.
Roześmiał się zaciągając mnie do stołówki. To co zauważyłam jako pierwsze, to kłótnie Lou i Elki w rogu. Zaraz! 3 alarm! oni się kłócą?! ale… o co?! Usiadłam przy stole robiąc sobie kanapki a jednocześnie cały czas dyskretnie ich obserwując. W końcu Lou z całych sił uderzył w stół po czym wyszedł ze stołówki a Elka ze łzami w oczach pobiegła za nim. Moja kanapka spadła na podłogę, znieruchomiałam, tak jak wszyscy. Wyszłam ze stołówki, czułam się w obowiązku dowiedzenia się o co chodzi. A jeżeli to przeze mnie? Eleanor nie widziałam nigdy, za to Lou siedział przy basenie. Wolnym krokiem podeszłam do niego.
Rozdział 16.
• Napisane 20 Listopad 2012 o 16:15

- Ściągnąłeś po mnie siedzenie przy basenie, kiedy mam złe samopoczucie?
Lou spojrzał na mnie rozbieganym wzrokiem.
- Nie mam ochoty na żarty. Chcę być sam.
Zagryzłam delikatnie wargę. Na pewno nie zostawię go sama, ale przecież nie chcę, żeby potem się na mnie wściekał.
- Dobra… mówisz, że chcesz zostać sam. Okej, bez problemu. Ale jesteś tego pewien? nie chcesz pogadać?
- Nie z Tobą. To wszystko przez Ciebie!
Louis wykrzyknął mi to prosto w twarz. Zamurowało mnie, kompletnie mnie zamurowało. Oczy powoli robiły mi się szklane, na pewno po takim czymś się przed nim nie rozkleję. Wstałam i w szybkim tempie szłam w stronę hotelu. Zauważyłam Liama który stał dosyć blisko nas i na pewno słyszał wybuch Louisa. Spojrzał na mnie, ja na niego, cholera, nie mogłam powstrzymać płaczu. Teraz Payne to widział, widział jak płaczę. Przystanęłam na chwilę ale zaraz po minutce weszłam do hotelu. Zdążyłam tylko zauważyć jak Liam idzie w stronę Louiego. Po drodze minęłam roześmianych chłopaków, którzy widząc mnie znieruchomieli. Wchodząc do windy słyszałam jeszcze głos Nialla.
- Anka?! Anka, poczekaj!
Wskoczyłby do windy gdyby nie to, że drzwi się zamknęły. Za późno. Jak Lou mógł to powiedzieć?! jak mógł tak mnie upokorzyć?! dobrze wiedział jak bardzo go kocham, jak bardzo mi na nim zależy… a jednak powiedział to, nie da się tego cofnąć. Otarłam łzy zmierzając do pokoju. Spojrzałam przez okno. Miałam widok akurat na basen… Liam stał z Louisem naprzeciwko siebie. Było widać, że się kłócą. Obok nich stała pozostała trójka i spoglądała na Louisa. Teraz przeze mnie będzie miał przerąbane? moje rozmyślania przerwał widok którego się nie spodziewałam. Niall walnął z pięści Louiemu w oko. CHOLERA! alarm, alarm, piiiiiiiiiii! Harry z Kingą odciągali Nialla, żeby nie zrobił mu coś więcej. To nie tak miało wyglądać… rzuciłam się na łóżku i wybuchnęłam nową salwą płaczu. Byłam wściekła a jednocześnie smutna. To bolało, może miało boleć? Po 30 minutach wylewania łez, postanowiłam się otrząsnąć i pójść pod prysznic. Wciąż miałam przed oczami scenę jak krzyczał mi to w twarz. Zagryzałam wtedy wargi powstrzymując łzy. Pozwoliłam aby zimne strumienie wody otrzeźwiały moje ciało. Zaraz potem puściłam gorące, parzyły, miały parzyć… kąpałam się dobrą godzinkę. Mogłam śmiało powiedzieć, że byłam czysta. Jak aniołeczek. Wytarłam moje ciało ręcznikiem a następnie owinęłam się nim. Kiedy weszłam do sypialni. Czekała tam na mnie Aśka. Zdziwiło mnie to.
- Co tu robisz?
- Anka… ja wiem co się stało, może…
Opadłam obok niej wzdychając.
- A jest ktoś, kto nie wie o tym zdarzeniu? nie oszukujmy się Asia…
W odpowiedzi usłyszałam westchnienie. Po chwili poczułam jak mnie obejmuję aby po chwili mocno mnie przytulić. Właśnie tego potrzebowałam, odwzajemniłam uścisk. Kurczę, obiecałam sobie, że już nie będę płakać. Ale teraz było to tak koszmarnie trudne… łzy same, bez mojej zgody, spłynęły po policzkach. Aśka ocierała je jednocześnie kołysząc mnie delikatnie… jak dziecko. Ale to pomagało, naprawdę. Nagle poderwałam się popchnięta nagłą stanowczością.
- Nie będę cały dzień siedzieć w pokoju tylko dlatego, że Lou powiedział… to co powiedział. Poczekasz aż się ubiorę? zejdziemy razem na dół.
- Jasne, poczekam tyle ile trzeba.
Uśmiechnęła się do mnie. Może nie była taka zła? zjawiła się wtedy kiedy naprawdę potrzebowałam obecności kogoś, kto mnie pocieszy, przytuli… ona to zrobiła. Zyskała w moich oczach. Ubrałam się, zakładając krótkie, dżinsowe spodenki i zwykły, biały top. Było strasznie ciepło, a sukienki nie miałam zamiaru zakładać. Narzuciłam tylko naszyjnik, założyłam kolczyki, parę bransoletek, które swobodnie latały mi po ręce i tyle, jeżeli chodzi o ozdoby. Makijaż się jeszcze nie zmył. Odkąd wleciałam z Louisem to basenu, maluję się tylko wodoodpornymi kosmetykami. Wolę być ostrożna. Włosy wysuszyłam oraz rozczesałam. Zostawiłam je rozpuszczone, taką lubiłam siebie najbardziej. Zresztą nie tylko ja… pamiętam, jak na początku mojej znajomości z 1D, Harry powiedział do mnie: „Wiesz co? byłoby naprawdę świetnie, jakbyś rozpuściła te włosy… jestem przekonany, że będziesz wyglądała o wiele lepiej, niż teraz, w kitce.” Było szczere, ale skuteczne. Sama bardzo polubiłam mieć włosy puszczone luzem. Aśka czekała już przy drzwiach, kiedy ruszyłam w stronę drzwi.
- Gotowa? spotkamy tam wszystkich Anka, możliwe, że Lou również.
- Wiem. Mogę iść.
Wyszłyśmy razem z pokoju i zamiast windą, zeszłyśmy po schodach na sam dół. Na korytarzu stali chłopacy a Harry przykładał lód do podbitego oka Louisa. Zauważyli mnie, a ja wpatrywałam się tylko w Lou. Serce ścisnęło mi się na widok Louiego który krzywi się pod wpływem bólu. Puściłam rękę Aśki i szybkim ruchem podeszłam do Harryego.
- Daj mi to. Robisz to nie tak jak potrzeba.
Wyszarpnęłam z jego rąk woreczek z lodem.
- Ania, ja…
Lou zaczął coś do mnie mówić ale uciszyłam go przyłożeniem lodu do jego oka.
- Nie gadaj nic.
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak chłodno to zabrzmiało. Wykonałam parę dobrych ruchów po czym oddałam lód Louisowi.
- Nie ma sensu, żeby ktokolwiek z nas stał przy Tobie i Ci go trzymał. Równie dobrze możesz robić to sam. Nie ma w tym żadnej filozofii.
On posłusznie chwycił woreczek z lodem.
- Możemy pogadać Anka?
- Tak.
Po prostu to powiedziałam, to nie było nawet dlatego, że go kocham. Po prostu… ja sama odczuwałam potrzeby porozmawiania z nim. Chciałam wiedzieć, dlaczego uważa, że to przeze mnie. Co takiego zrobiłam? Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu.
- Nie musisz tego robić…
To był Niall. Odwróciłam się do niego i z delikatnym uśmiechem pogłaskałam go po poliku.
- Kochany jesteś, wiesz? ale poradzę sobie… tak poza tym, to podbicie mu oka nie było najrozsądniejszym postępkiem. Nic tym nie zdziałałeś.
- Ja wiem, ale… to co powiedział, nie mogłem się powstrzymać.
- Ojej, Niall…
Powiedziałam tylko po czym dałam znak Louiemu abyśmy wyszli na taras. Posłusznie podreptał za mną. Usiedliśmy przy stoliku, na przeciwko siebie. Wpatrywałam się w jego sinika i nie czułam żadnej satysfakcji. Kurczę, było mi go szkoda, to logiczne? sama nie wiedziałam.
- Przepraszam Cię. Bardzo, bardzo Cię przepraszam Aniu. Byłem wtedy wściekły, nie wiedziałem co mówię. To wypłynęło samo z moich ust, ale to nie tak.
- A jak?
- To nie przez Ciebie. El… ona… ona po prostu przespała się z innym.
Zatkało mnie. CO?! El?! Zdradziła Louisa?! Alarm,alarm,cholera alarm! to nie pasuję.
- Co ty gadasz Louis?!
Zaczynałam być wściekła, nie wierzyłam. Mimo, że jej nie lubiłam, to było widać, że go kocha. Prawie tak bardzo jak ja.
- Nie utrudniaj mi tego Ania…
A więc to jednak prawda. Skoro chłopak pokroju Louisa zaciska pięści i oczy robią mu się szklane, to musi być prawda. Nigdy jeszcze nie widziałam płaczącego Louiego, dzisiaj miałam okazję tego doświadczyć. Zrobiło mi się go szkoda… to oczywiste, że nie wiedział co gada. Też bym w takich okolicznościach gadała same bzdury. Wstałam i podeszłam do niego. Przytuliłam jego głowę do mojego brzucha po czym delikatnie głaskałam jego włosy.
- Kurde, nie płacz… wiesz, jakie to obciachowe?
Ukucnęłam i objęłam swoimi dłońmi jego twarz a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmieszek. Chyba pomogło bo chłopak zaraz otarł łzy.
- Lou… nie wiem co Ci powiedzieć, strasznie, strasznie mi przykro. Dobra, przyznam, nigdy nie lubiłam twojej dziewczyny, ale nie pragnęłam waszego rozstania. Ważne było dla mnie to, że…, że Ty jesteś szczęśliwy.
Podniósł na mnie wzrok. Zawstydzona spuściłam głowę.
- Ania, ja wiem, może to co powiem będzie strasznie obciachowe, ale… mogłabyś mnie przytulić?
Nie wierzyłam w to co słyszę. Tomlinson chciał abym go przytuliła? nie przesłyszałam się? kurczę. Skinęłam głową a on wstał i podszedł do mnie. Kiedy przede mną stanął ja od razu go przytuliłam. Jego twarz wylądowała na moim ramieniu, mógł czuć mój puls. Rozwarte dłonie przyciskał do moich pleców co było spowodowane kolejnym wybuchem płaczu.
- Płacz…
Gładziłam go po plecach mocno go do siebie przytulając. Jeszcze nigdy się tak nie przytuliliśmy, to był pierwszy i zapewne ostatni raz. Moje serce biło jak oszalałe, tak strasznie go kochałam. Miałam ochotę podnieść tą jego zapłakaną twarz i pocałować napuchnięte, czerwone usta. Tymczasem gładziłam i klepałam go plecach. Nie odsuwał się ode mnie. Na taras wyszła czwórka chłopaków z Kinią i Aśka. Widząc co się dzieję przeszli obok nas nie odzywając się. Jedynie Niall odwrócił się zerkając na nas ale zaraz poszedł za pozostałymi. Zraniłam go, z pewnością znowu go zraniłam. Ale nie kochałam Nialla, dobra, kochałam go, ale jak najlepszego przyjaciela. Był kochany, jednak chłopakiem którego kocham ponad wszystko, dla którego zrobiłabym wszystko, był Louis. Nie mogłam nic na to poradzić. Kiedy się ode mnie odsunął wpatrywał się w moje oczy. Serce krajało mi się. Widziałam jego zapłakane oczy, był w kompletnym nieogarze. Cholera, tak strasznie go kochałam.
- Lou… wiem, że to może nietypowa propozycja, ale może wybierzemy się na basen?
- Na basen? nie…
- Nie daj się prosić. Jeżeli nie chcesz być ze mną sam, to możemy zabrać Kinie z Hazzą. Proszę, zrób to dla mnie.
Stałam na przeciwko niego opierając się o balustradę. Wydawał się niezdecydowany ale w końcu uśmiechnął się lekko.
- Idę po kąpielówki, ręcznik i takie tam… możemy iść sami ale możemy iść z Kinią i Hazzą. Ale co z moim okiem?
Roześmiał się, pierwszy raz dzisiaj usłyszałam jego śmiech. Niezmiernie mnie to cieszyło.
- Już ja znam triki, które to zatuszują.
Pokręcił delikatnie głową. Umówiliśmy się, że kiedy zabierze wszystko co potrzebne pójdzie do mnie a ja zrobię mu makijaż. Taki tuszujący. Akurat spakowałam wszystko czego potrzebowałam, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Wejdź!
Krzyknęłam i zaraz w drzwiach stanął Lou.
- Siadaj tu.
Wskazałam na krzesło obok mojej toaletki. Usiadł bez żadnego sprzeciwiania. Zaraz zabrałam się do pracy, pudrując, dając trochę cieni… efekt był widoczny. Siniaka prawie nie było widać.
- Masz gwarancję, że Ci się to w wodzie nie zmyję.
Tomlinson spojrzał w lustro a następnie na mnie.
- Jak Ty to zrobiłaś?! marchewko najukochańsza!
Mówił tak wtedy, kiedy ktoś inny powiedziałby „Matuniu najukochańsza”. Wyrażał swoje zdziwienie. Roześmiałam się, zawsze wywoływał mój śmiech kiedy wspomniał o marchewce. Po chwili byliśmy już w drodze na basen a ja dzwoniłam do Kini.
- Nie odbiera. Jak zwykle… mądrala.
Zadzwoniłam do Harryego a on odebrał natychmiast.
- Anka? co się stało?
- Nic się nie stało, jest gdzieś tam może Kinia?
- No tak jest, jesteśmy razem w stołówce.
- To zbierajcie się i czekamy na was z Lou na basenie. Zabawimy się troszkę.
- Z Lou? ale… ał!Nie musisz mnie tak mocno walić Kinia! dobra, zaraz będziemy.
Rozłączyłam się ze śmiechem, Kinia zawsze i wszędzie była skłonna aby kogoś uderzyć. O jeju.. doszliśmy z Louisem na miejsce. Każde z nas rozeszło się do przebieralni. Jednak kiedy wyszłam ze swojej zderzyłam się z dziewczyną.
- Hej! Możesz uważać?!
- No przecież… hej, to Ty!
- Danielle?
- Taaak, była dziewczyna Liama… fajnie Cię widzieć.
Rozmawiałyśmy dobry kwadrans. Fajna dziewczyna. Zaprosiłam ją do wspólnej zabawy ale okazało się, że ma towarzystwo… nie było za miło, kiedy zobaczyłam, z kim przyszła na basen.



Rozdział 17.
• Napisane 23 Listopad 2012 o 15:52

Obok niej stanął Kuba we własnej osobie. Uśmiechnął się do mnie tym swoim zabójczym uśmiechem a we mnie obudziła się chęć strzelenia mu w papę. Danielle to nie jest jakaś tania suczka którą można poderwać, przelecieć a potem zostawić!
- Jak miło Cię widzieć Aniu.
Danielle spojrzała na niego a następnie na mnie.
- Ty wy się znacie?
Skinęłam delikatnie głową nie odrywając od niego wzroku. Nie był to wzrok przyjazny, wręcz przeciwnie, strasznie chłodny. Taki miał być.
- Poznaliśmy się w klubie, Kuba przyszedł tam z takimi trzema dziewczynami.
- Trzema… co?
Dziewczyna wydawała się zdezorientowana a Kuba patrzył a to na mnie a to na Danielle.
- Co ty pieprzysz Anka, prz…
- Kuba, może będzie lepiej jak pójdziesz. Ja… być może zadzwonię do Ciebie.
Oczywiście to Dan mu przerwała a ja usatysfakcjonowana skrzyżowałam ramiona i posłałam Kubie uśmiech.
- Miło było Cię spotkać Kubuś.
Chłopak wkurzył się nie na żarty. Tego się nie spodziewałam… podszedł do mnie i przycisnął mnie do ściany. Serce zabiło mi mocniej. Jego pięść poszybowała w górę i wylądowała na moim policzku. Zabolało… osunęłam się na podłogę starając się nie stracić przytomności. Przeszywał mnie ból… słyszałam krzyk Danielle, obraźliwe słowa Kuby, to wszystko było takie… obraz mi się powoli zamazywał aż w końcu odpłynęłam.
- Anka! Anka, do cholery obudź się! nie rób mi tego dziewczyno!
Otworzyłam delikatnie oczy lecz zaraz ponownie je zamknęłam.
- Zgaście do światło!
To była Kinia. Tymczasem czułam jak ktoś głaszcze mnie po głowie i mówi do mnie. Znałam ten głos… to był Louis.
- Co z nią jest? Ania, kochana, obudź się! nie możesz nam tego robić!
Tym razem to był Harry, poczułam na policzkach jego zimne dłonie (które zresztą zawsze były zimne, tak jak moje). Powoli otworzyłam oczy. Było mi lepiej choć czułam straszny ból na policzku.
- Czy on… on tu jest?
- Kto? kto Ci to zrobił?! Tylko nam powiedz a Kolesia zmiecie z Ziemi.
Znowu Harry.
- Lou… Louis.
Nie miałam siły mówić, ale przekaz mi jednoznaczny. Natychmiast zobaczyłam zarys postaci która się nade mną nachyla.
- Jestem tu. Aniu, co on Ci zrobił? Co ten dupek Ci zrobił?
- Moje policzko… boli.
- Męska dziwka! Mogłem się od razu domyślić, uderzył ją z całej siły! cholerny dupek.
- Kinia?
- Słonko jestem tu, co ty wyrabiasz?
Przytuliła mnie do siebie. Powoli dochodziłam do siebie jednak ból nie ustępował.
- Kinia, weź ją do szatni, niech się ubierze. Z zabawy już nici. Ja… zajmę się Louisem. Dzisiaj miał zły dzień, Elka, potem Niall, teraz Anka… widać, że chłopa to przerosło.
Słowa Harryego słyszałam wyraźnie. Nie chciałam, żeby Louis mnie zostawiał. Chciałam go mieć przy sobie. Ale to zrozumiałe, przecież nie mógł iść ze mną do szatni. Poczułam jak ktoś mnie podnosi, następnie uwiesiłam się na Kini jak jakaś marionetka.
- Zostaw mnie Harry, zostanę tu. Długo nie będą się ubierać, pojadę z nią do szpitala… nie zostawię ją teraz rozumiesz?! nie!
Krzyki, nie krzyczcie, błagam… już po chwili znajdowałam się sam na sam z Kinią w szatni. Wracałam do siebie.
- Puść mnie już Kinia, dam radę.
Usiadłam na ławeczce i chwilę pooddychałam, głęboko.
- To był Kuba. Ten z klubu, wiesz który…
- On?! to niech wie, że ma przerąbane, chłopacy się wkurzyli a Louis to już zupełnie wyszedł z siebie. Niall jeszcze nie wie… on, dostałby świra, cholernie Cię kocha.
Podniosłam na nią wzrok. Liczyło się tylko to, że Louis się przejął. Musi mu na mnie zależeć… w moim sercu pojawiła się nowa nadzieja. Wiedziałam, że żmudna ale jednak nie mogłam powstrzymać się uchwycenia jej. Powoli się przebierałam. Nie przejmowałam się, że była tu Kinia. Byłyśmy dziewczynami, czego miałam się wstydzić? zresztą to nie pierwszy raz jak widzimy się w bieliźnie, czy bez. Jesteśmy przyjaciółkami, obie uważamy, że nie ma się czego wstydzić. W końcu ubrałam się, o wiele lepiej. Przedtem było mi zimno, teraz przynajmniej jest mi ciepło. Stanęłam przed lustrem i pisnęłam.
- Co ten dupek zrobił z moją twarzą?!
Kinia stanęła obok mnie.
- Nie jest źle… masz tylko ogromnego siniaka na policzku. Zęba Ci nie wybił, naprawdę nie jest źle Anka.
- Idiota. Damski bokser… jeszcze tego pożałuję. Masz ze sobą jakieś kosmetyki?
Przyjaciółka wyciągnęła z torebki cały zestaw. Poprawiłam mój ale najwięcej zużyłam pudru, siniak nie był już tak bardzo widoczny. Wyglądałam lepiej, chociaż widać było jego zarys… był ogromy i ogromnie bolał. Kinia spakowała mi moje rzeczy i je wzięła, uparła się, że ja nie mogę się przemęczać. Zachowywała się jakbym dostała w kręgosłup, a nie po prostu, w policzko. Z westchnieniem w końcu ustąpiłam. Kiedy wyszłyśmy z szatni chłopacy poderwali się z ławki. O boże, przełknęłam ślinę widząc Louisa. Faktycznie nie wyglądał za najlepiej. Zaraz, zaraz… on płakał?! nie… to pewnie z wtedy, z tarasu, niemożliwe żeby się aż tak przejął moim upadkiem. Widząc mnie od razu do mnie podbiegł.
- Już okej?
- Lou… tak, jest w porządku. To znaczy, poliko boli ale tak to jest okej.
- Dupek, znam go?
- Ty… nie, nie znasz go.
Musiałam skłamać. Mimo, że nienawidziłam Kuby z całych moich sił to chłopak mógłby nie przeżyć gdyby taka piątka mięśniaków go odwiedziła.
- Pobił Cię tak bez przyczyny?! O nie, na pewno nie ustąpię dopóki go nie znajdę, dupek myśli, że muszę się upiecze, to…
- Lou, zastopuj. Możemy o nim nie gadać? tak w ogóle, przepraszam Cię… miałeś się zrelaksować a tymczasem przeze mnie Ci się to nie uda.
- A nie gadaj bzdur, dzisiaj na kolację są marchewki.
Po raz pierwszy się uśmiechnął, jednak z moich ust wydobył się śmiech. Ał! Od razu musiałam przybrać poważną minę, wystarczyło, że się uśmiechnęłam, a tym bardziej zaśmiałam a moje poliko już dawało o sobie znać. Wyszliśmy z budynku a Harry od razu zakomunikował nam, że jedziemy do szpitala. Przystanęłam.
- Co? Powariowaliście? Po co od razu do szpitala? to zwykły siniak, przejdzie.
- O nie słońce, to nie jest zwykły siniak. Lekarz musi Cię obejrzeć.
- Kinia, mogłabyś przemówić swojemu chłopakowi do rozumu? bo chyba nie kontaktuję, nigdzie nie jadę!
- JEDZIESZ.
Odpowiedzieli wszyscy jednocześnie.
- I wy przeciwko mnie?…
Westchnęłam i z miną przegranej wsiadłam do samochodu. Pod szpital podjechaliśmy szybko, ponieważ Harry pędził jakby mi wody odeszły… głupek. Tak jak się spodziewałam, nie było to nic wielkiego. Lekarz tylko powiedział abym się jak najmniej uśmiechała i śmiała. Fajna diagnoza prawda? cierpienie czas zacząć… najlepsze było to, że jak Louisowi przypadkowo udało się mnie rozbawić, szybko krzyczał abym się nie śmiała. Wtedy jeszcze bardziej chciało mi się śmiać. Dojechaliśmy w końcu pod hotel. Kiedy wysiadłam z samochodu Harryego zobaczyłam Kube. Stał sobie najnormalniej na świecie pod drzwiami gadając z Niallem. Kinia widząc go puściła torby i podeszła do niego. Chłopcy nie rozumieli.
- Dlaczego tak się wkurzyła? o kurde, Kinia stój, czemu nie jesteś taka wojownicza w łóżku?!
Harry podbiegł do niej odciągając jej ściśnięte pięści od twarzy Kuba.
- Co on Ci zrobił dziewczyno?!
- Co mi zrobił?! To ten dupek sprawił, że Anka teraz tak cierpi!
Uścisk Harryego zelżał.
- Zaraz… chcesz powiedzieć, że to on…
Nie zdołałam zatrzymać Lou, pobiegł tak szybko, a ja tylko myślałam już z której komórki zadzwonić po pogotowie i modliłam się aby reszta chłopaków nie wyszła. Bum, bum, Harry z Louisem byli go a Kinia im pomagała. Sytuacja krytyczna, nie wiedziałam co robić. Louis walił najmocniej a ja byłam zrozpaczona.
- Przestańcie! no przestańcie!
Tymi krzykami przywołałam chyba chłopaków. Wyszli na taras i zaskoczeni widokiem bijących się chłopaków spojrzeli na mnie. Niall otworzył usta.
- Ania… co Ci się stało?
- Niall… nie, wy…
- Bydlaku, jakim prawem ją uderzyłeś?! myślałeś, że Ci się upiecze?!
Tekst Harryego wystarczył, żeby pozostałej trójce chłopaków zadrżały podbródki i żeby rzucili się na Kubę. Teraz byłam już załamana…
- Idioci! wszyscy!
Płacząc pobiegłam przed siebie. Swoim wybuchem zwróciłam uwagę wszystkich, jednak nikt za mną nie pobiegł. Nie, bo ważniejsze było przejmowanie się tym dupkiem! Siedziałam na ławce w parku i płakałam. To moi przyjaciele, wszyscy…. dlaczego zawiedli mnie? nawet Kinia… jak mogła tak postąpić? to ona wywołała tą całą awanturę, byłam wściekła… na nich wszystkich.
- Zdrowo jest od czasu do czasu popłakać, ale nie przesadzajmy.
Obok mnie usiadł chłopak. Podniosłam na niego wzrok. Nie miałam ochoty na jakikolwiek rodzaj pogaduszek, chciałam być sama.
- Anka… co Ty tu robisz i co Ci się stało?
Skąd ten koleś znał moje imię i co go obchodzi co tu robię? Patrzyłam na chłopaka i myślałam, dzięki czemu płacz powoli ustępował.
- Skąd Ty znasz moje imię?
- Serio mnie nie poznajesz? Wakacje, spotkanie na skejcie…
- Kuba! gdzie Ty podziałeś Olka?! Kurczę, jak ja Cię dawno nie widziałam.
- Cóż, Ty i ta twoja koleżanka Kinia totalnie nas olałyście.
- Nie, to znaczy… sory.
Uśmiechnęłam się a zaraz potem syknęłam czując ból. Dotknęłam dłonią mojego polika delikatnie je gładząc.
- Kto Ci to zrobił?
- Nie… może Ty też pobiegniesz i się na niego rzucisz? w sumie to zabawne, bo też taki jeden Kuba. Macie takie same imiona.
- Pierwszy raz się za to wstydzę… dupek. Ale o czym Ty mówisz? kto się na niego rzucił?
- Cała 6 moich przyjaciół.
- Sporo ich… ale… ile w tej szóstce przyjaciół jest chłopaków?
- Pięciu.
Wydawał się zaskoczony.
- Dobra, nie powinienem być zaskoczony, w końcu jesteś bardzo ładna.
- Nie, słuchaj… kojarzysz może zespół One Direction?
- No tak, ta piątka… piątka chłopaków! To oni?
- Dokładnie, ja i Kinia wygrałyśmy pobyt z nimi na całe wakacje tu, w hotelu.
- To już rozumiem… i już staliście się przyjaciółmi?
- Tak wyszło.
Uśmiechnął się i skinął głową. W sumie to fajnie, że go spotkałam, wtedy wydawał się upierdliwym kolesiem a teraz byłam wdzięczna losowi, że go spotkałam i, że rozmawiamy. Zapewne gdyby się nagle do mnie nie dosiadł to nadal bym ryczała.
- Może powinnaś do nich wrócić co? Choćby, żeby zadzwonić po karetkę dla tego Kuby… co prawda, należy mu się teraz wszystko co najgorsze ale jednak…
Teraz go przytuliłam. Chłopak aż zaniemówił. Zawstydzona odsunęłam się od niego.
- Przepraszam ale po prostu cieszę się, że wreszcie ktoś myśli tak jak ja. Dobra, pójdę, ale pod warunkiem, że pójdziesz ze mną. Co Ty na to?
- Jasne, mogę iść.
Wstaliśmy i powoli szliśmy w stronę hotelu. Doszliśmy na miejsce a tam karetka stała już pod hotelem i wnosiła zmasakrowanego Kubę do karetki. Byłam przerażona. Poczułam czyjeś ramię obejmujące mnie. To był Kuba. Obok nas pojawiła się cała szóstka spoglądając na mnie i na Kubę. Kinia była zszokowana widząc go tutaj.
- Ania, kto to jest?…
Zapytał Zayn, wszyscy spoglądali na mnie z oczekiwaniem.
- Nie teraz. Nie odzywajcie się do mnie, ja… cholernie mnie zawiedliście.
Czując, że zaraz znowu zacznę ryczeć pobiegłam do hotelu za mną Kuba.
- Anka! Proszę… Anka!
Usłyszałam cichy głosik Nialla, był taki załamany… jednak nie mogłam, on również mnie zawiódł.
- Kuba, przepraszam ale… teraz naprawdę chcę zostać sama. Spotkamy się kiedy indziej dobra? jak sytuacja się trochę uspokoi… dzięki za wszystko.
- Nie ma sprawy, odezwę się, w końcu nadal mam twój numer. Narazie.
Kiedy tylko poszedł ja obrzuciłam moim przyjaciół jednym spojrzeniem. Wszyscy byli zasmuceni, a Niall płakał. Serce mi pękało widząc to. Nie mogłam jednak nic zrobić, wchodząc do hotelu minęłam jeszcze Aśkę. Ta mnie zatrzymała.
- Anka… wszystko okej?
- Tak… przepraszam, muszę… iść.
Minęłam zdezorientowaną dziewczynę i kiedy tylko dotarłam windą na swoje piętro weszłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko zaciskając w pięściach kołdrę. Chciało mi się krzyczeć. To bolało, na wszystkich tak strasznie mi zależy… Louisa kocham. Ale co im strzeliło do głowy, żeby robić takie głupstwo? zachowali się jak dzieci! Nawet Kinia! zmęczona tym całym dniem zasnęłam.



Rozdział 18.
• Napisane 27 Listopad 2012 o 16:55

Obudziłam się bardzo wcześnie, ponieważ niechciane promyki słońca wdarły mi się przez zasłony. Otwierając oczy od razu zamknęłam je ponownie nie mogąc wytrzymać tego światła. Zapowiadał się fajny dzień… pod względem pogody. Wstałam naciągając koszulę. Nie miałam najmniejszej ochoty schodzić na dół, do moich „przyjaciół”. Nie wiedziałam co o tym sądzisz, tak strasznie mnie zawiedli, nie miałam pojęcia, że mogą się posunąć do takiego czegoś. Serce bolało mnie szczególnie na myśl o tym, że Kinia też się do nich zalicza. Znałyśmy się praktycznie od 1 klasy podstawówki, były fochy, i te krótsze i… te dłuższe, potem zgoda i tak w kółko, ale przyjaźnimy się do cholery, nadal się przyjaźnimy! Chcąc nie chcąc musiałam się powoli ogarnąć i zejść na śniadanie. Ubrałam zwiewną sukienkę która odsłaniała mi trochę uda, i która miała dość duży dekolt, dawno jej nie miałam… nie pozwolę, żeby leżała tak bezczynnie w szafie. Przypomniały mi się słowa Kuby, kiedy to z Kinią poznałyśmy jego i Olka. „W tej sukience Ci do twarzy…”, uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Kuba… co on robi w Londynie? nie znałam jeszcze odpowiedzi na to pytanie ale obiecałam sobie, że ją zdobędę. Założyłam do tego balerinki, włosy wyjątkowo związałam w koczek puszczając grzywkę luzem. Makijaż zrobiłam troszeczkę mocniejszy, może nie jak na imprezę, ale nie był on delikatny. Taki… średni. Po przejściu przez poranną toaletę stwierdziłam, że wyglądam dobrze. Zresztą dla kogo miałam się stroić? nie powinno mnie to obchodzić… ale obchodzi. W głębi duszy nadal bardzo ich wszystkich kochałam, ale nie potrafiłam bym teraz zejść i uśmiechnąć się do nich bez cienia smutku. Biorąc głęboki wdech wyszłam z pokoju po czym zjechałam windą na dół. Kiedy weszłam do stołówki zapanowała cisza… wszystkie oczy skierowały się na mnie a ja starając się nie spojrzeć na nikogo usiadłam przy oknie a następnie zaczęłam robić sobie kanapki. Po zjedzeniu kanapek (w dość dusznej atmosferze) nalałam sobie cappuccina, ktoś tu o mnie pamiętał… nie często się zdarza, żeby było moje ulubione- orzechowe. Nie dałam po sobie poznać jak bardzo mi to pochlebia. Właściwie byłam już po śniadaniu, wstałam i miałam wyjść kiedy usłyszałam z tyłu głos, był to głos Harryego.
- Ania… może usiądziesz z nami jeszcze na chwilkę?
Nie odwracałam się, nie wiedziałam co teraz zrobić. Następnie usłyszałam drugi głos, tym razem rozpoznałam Kinie.
- Proszę, chcielibyśmy z Tobą porozmawiać…
Zagryzłam delikatnie dolną wargę. Czując jak oczy zachodzą mi mgłą i czując, że zaraz się poryczę pokręciłam tylko zrezygnowana głową po czym stanowczo wyszłam ze stołówki ze spuszczoną głową. Nie wyszłam na taras, jak to miałam w zwyczaju rano, pomknęłam do swojego pokoju niczym strzała, tylko tam „czułam się bezpieczna”… może przesadzam? już sama nie wiedziałam. Stoją obok okna i obserwując taras oraz okolice basenu zauważyłam jak cała grupka moich przyjaciół wychodzi i siada przy stoliku. Mój wzrok wpadł na Nialla, jaki on był… inny. Koszula niedbale zapięta, twarz jakaś blada… to nie był ten sam Niall, czy to… to przeze mnie? przełknęłam ślinę. Naprawdę tak bardzo mnie kochał i tak bardzo się tym przejął? Spojrzałam na Louisa. On też nie był za bardzo w sosie, kiedy uśmiechał się do kogoś robił to sztucznie, było widać. E tam… na pewno nadal przeżywa zdradę Eleanor. Zlustrowałam wzrokiem każdego, po kolei. Nie chciało mi się w to wierzyć, ale wszyscy wyglądali na smutnych, nawet Liam. Rozmawiali, zawzięcie. Nie mogłam na nich patrzeć, usiadłam na łóżku i podparłam głowę rękami. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, czyżbym kogoś pominęła? byli tam wszyscy oprócz… Otworzyłam drzwi, a w nich pojawiła się Aśka. Powitała mnie niepewnym uśmiechem.
- Cześć Aniu, słuchaj… wiem, że nie jesteś w sosie ale może miałabyś ochotę na spacerek? wyjdziemy na dwór, pogadamy trochę.
- Aśka… ja… nie mam za bardzo ochoty.
- Oj no proszę, przecież nie zabiją Cię. Ominiemy ich i po sprawie.
Po chwili wahania zgodziłam się. Wyszłam z Aśką zamykając drzwi a następnie obie zjechałyśmy windą na dół. Aśka trzymała moją rękę kiedy wychodziła ze mną na taras. Już miałam spuścić głowę aby na nikogo z nich nie patrzeć, kiedy Aśka przystanęła, obok nich.
- Aniu… spójrz na nas.
Louis, ten jego głos… podniosłam wzrok i spojrzałam na nich, na każdego. Louis zaczął przemawiać.
- Wiemy, że bardzo Cię uraziliśmy, że może nie spodziewałaś się tego po nas, ale… my tego nie zrobiliśmy umyślnie! Dobrze wiesz, jak bardzo jesteś dla nas ważna, stałaś się dla nas bardzo ważna. A po tej kłótni… każdy z nas nie jest sobą. Po tej sprawie z El, jestem w stanie pogadać tylko z Tobą, tylko po twoim pocieszaniu jestem w stanie naprawdę poczuć się lepiej, trochę głupio przyznać, ale nie spałem połowę nocy, myślę, że nie tylko ja. Marchewki w mojej mini lodówce są nietknięte, a to już nie jest normalne…
Tu każdy uśmiechnął się delikatnie, nawet ja.
- … Kinia, to twoja przyjaciółka, każdy z nas widzi jak cierpi, płakała bardzo długo, jesteś dla niej strasznie ważna, powinnaś o tym wiedzieć. Dziewczyna uciekła z płaczem po tym jak po akcji z Kubą tak się na nas skarżyłaś. Bardzo to przeżywa, jak każdy z nas. Harry też nie jest w najlepszym nastroju, wspierają się nawzajem z Kinią jak potrafią ale to nie jest takie proste. Koleś nawet nie ułożył dzisiaj włosów, było mu to obojętne, aż strach pomyśleć co by było gdyby pokłócili się z Kinią… już teraz jest strasznie markotny. Liam powiedział dzisiaj do nas, że nie spodziewał się. Wiesz o tym, że on ufał Ci najmniej, że podejrzewał, że jesteś z nami tylko dla szpanu, żeby potem pochwalić się koleżankom, ale zrozumiał… zrozumiał swój błąd Anka! Jego to też boli, chciałby Ci wynagrodzić to wszystko, jesteś jego przyjaciółką, mówię Ci o tym bo może tego nie wiedziałaś, może myślałaś, że Liam ma Cię gdzieś, że nadal chowa do Ciebie urazę, ale jemu też na Tobie strasznie zależy, no i Niall… muszę tu coś mówić? nie poznajemy chłopaka, odzywa się półsłówkami, najchętniej w ogóle by nie wychodził z pokoju! Wyciągnęliśmy go dzisiaj siłą. Ma sińce pod oczami… jak dla mnie to on w ogóle nie spał. Popatrz tylko na niego, no spójrz! poznajesz go? To jest nasz Niall? Zayn nie przejrzał się dzisiaj w lusterku! Nie nałożył żelu, Ty go widzisz? przecież ja tego chłopaka nie poznaję! Gadał dzisiaj z Perrie, i choć laska starała się jak mogła, żeby na jego twarzy pojawił się uśmiech to nieskutecznie, miałem wrażenie, że to Ciebie kocha nie ją, bez urazy Zayn.
Mój wzrok powędrował na twarz Nialla, ten podniósł wzrok i spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem. Czułam ból… przepełniał mnie całą.
- … I choć gadam tu jak jakiś najęty, to mam nadzieję, że to pomoże! Bo ja już nie wiem, jak teraz zostawisz nas z kwitkiem i pójdziesz z powrotem do pokoju to obiecuję, że rozwalę Ci go kombajnem. Kochamy Cię, rozumiesz to?
Teraz nikt nie odrywał ode mnie wzroku. Każdy patrzył na mnie. Zacisnęłam dłonie, oczy mi się delikatnie zaszkliły… wypadało coś powiedzieć.
- Ja… ja też was kocham, tylko po prostu… to mnie bolało, cholernie bolało.
Powiedziałam cicho patrząc na każdego z nich. Liam wziął głęboki oddech.
- Rozumiem. Ja Cię rozumiem. Ale przestań już… nawet nie masz pojęcia jakie to jest dla nas wszystkich męczące.
Zagryzłam delikatnie wargę. Rozczuliłam się strasznie…
- Przepraszam, nie wiedziałam, że jesteś dla was tak ważna. Proszę was, nie smućcie się już tak, bo ja sama jestem smutna. A teraz… mogę was przytulić?
Na każdej twarzy pojawił się uśmiech a ja podeszłam do każdego i przytuliłam go mocno. Pierwszy był Zayn, podeszłam do niego i poczochrałam jego oklapłe włosy. Ten uśmiechnął się do mnie i przygarnął mnie do siebie mocno mnie przytulając. Poklepałam go po pleckach. Podeszłam do Louisa a ten z szerokim uśmiechem przytulił mnie mocno do siebie i cmoknął w czoło. Jak ja kocham jak on tak muska mnie w czoło… serce samo biję jak oszalałe. Pstryknęłam go w nos i klepnęłam w tyłek a on tylko się roześmiał. Następny był Liam, którego z kolei sama, pierwsza przytuliłam.
- Nie wiedziałam, że jestem twoją przyjaciółką.
- Jesteś, i może nie od dawna… ale zrozumiałem swój błąd, jesteś naprawdę bardzo dobrą przyjaciółką słonko.
Uśmiechnęłam się wzruszona mocno przyciskając dłonie do jego plecków. Kochany Daddy… nawet nie wie jak mnie tym uszczęśliwił. Kiedy przyszła kolej na Kinie, ta rzuciła się na mnie oplatając ręce w okół mojej szyi.
- Ty debilko, nie rób takich numerów! czułam się goła bez Ciebie u boku!
Roześmiałam się słysząc jej słowa.
- Dobra, dobra… przynajmniej wiem, że Harry Ci całkiem oczu nie przysłonił i że ja również się dla Ciebie liczę.
- A myślałaś, że nie?! Mam Cię kopnąć w dupe?!
Ze śmiechem przytuliłam się do niej mocno i odeszłam. Harry… stanęłam przed nim z wesołym uśmiechem.
- I co ja mam teraz zrobić?
- Przytulić mnie?
Uśmiechnęłam się słodko a on wziął mnie w swoje ramiona i mocno mnie przytulił. Czułam jak przyciska swoje duże, męskie dłonie do moich pleców. Trochę bolało, ale co tam. Miło było. Musnęłam soczyście jego poliko i podeszłam do Nialla. Tu było gorzej… chłopak wyglądał masakrycznie, wydawałoby się, że jest chory. Miał naprawdę duże sińce pod oczami, oczy przysłonięte mgłą… nie mogłam kontynuować swoich myśli bo koleś z westchnięciem przycisnął mnie do siebie. Kochany Niall… wzruszyłam się. Oplotłam ręce w okół jego szyi i przycisnęłam głowę do jego klatki piersiowej, słyszałam jak mocno i szybko biję jego serce. Tego się nie spodziewałam, wziął mnie na ręce i ze śmiechem zaczął się obracać.
- Niall, wariacie, puszczaj mnie!
- Serio?
Zrobił smutną minkę a ja uśmiechnęłam się.
- Dobra, może nie.
Ze śmiechem pozwoliłam aby mnie obracał i mocno obejmował. Kiedy w końcu stanęłam już na twardym gruncie poczochrałam jego włosy i zapięłam mu dobrze koszulę.
- Idź się trochę ogarnij słoneczko co?
Obok mnie nagle pojawił się Harry.
- Serio? myślę, że przydałoby się to nam wszystkim, na każdym zostały odciski cierpienia.
Uśmiechnęłam się trochę skrępowana, to przeze mnie… kurczę. Liam został ponieważ nie był tak bardzo nieogarnięty, cierpiał najmniej? uśmiechnęłam się w myślach i obiecałam, że poprawę z nim relację. Aśka również została.
- Gniewasz się, że użyłam takiego pretekstu aby Cię wyciągnąć z pokoju?
- Zwariowałaś? gdyby nie Ty, ciągle trwalibyśmy w tej beznadziejnej kłótni. Właściwie powinnam Ci podziękować mała.
Podeszłam do niej i musnęłam jej oba polika. Ta uśmiechnęła się uszczęśliwiona. Liam spoglądał na nas obie z delikatnym uśmieszkiem błądzącym na jego twarzy. Jako, że Aśka była z nim w bardzo dobrych stosunkach, pod wpływem nagłej radości usiadła mu na kolanach uśmiechając się od ucha do ucha.
- Co Ty robisz?!
Wykrzyknął zbulwersowany Liam. Odepchnął ją i z gwałtownością wstał. Patrzyłam na tą scenkę zszokowana, co mu się stało? Szedł już w kierunku basenu a ja podbiegłam do zrozpaczonej Aśki.
- Nie przejmuj się, ma zły dzień.
Pobiegłam szybko za Liamem z trudem go doganiając.
- Czekaj! Liam, czekaj no!
W końcu dobiegłam do niego sapiąc.
- Mogę wiedzieć o co chodzi?
- A o co ma chodzić?
- Payne, ona tylko usiadła Ci na kolanach, nie zaciągnęła do łóżka i nie przywiązała kajdankami. To naprawdę nie było nic takiego.
- Ja wiem, ale… nie zrozumiesz.
Usiadł przy basenie wyglądając na zdruzgotanego. Faktycznie, jak narazie nic nie rozumiałam. Przyklapnęłam obok niego rwąc źdźbła trawy.
- To może mi wytłumaczyć? zaufaj mi… zacznijmy od czegoś nasze poznawanie się.
Liam spojrzał na mnie niezdecydowanie. W końcu spuścił wzrok.
- Aśka… ona nie jest dla mnie zwyczajną koleżanką. Nie powinienem, nie widzę w tym żadnego sensu ale… zakochałem się w niej.
Dobra, mówcie co chcecie, ale teraz gdybym nie siedziała wpadłabym do tego basenu. Chyba jeszcze nigdy nie przeżyłam większego szoku.
- Słucham?! Zakochałeś się w Aśce?!
- Mówiłem, że nie zrozumiesz!
Już miał wstawać, więc szybko chwyciłam mocno jego rękę.
- Nawet nie waż mi się odchodzić! Po prostu… to jest dla mnie szokiem. Ale to nie znaczy, że nie rozumiem! Aśka przecież jest urodziwa, nie widzę nic dziwnego w tym, że jakiś chłopak się w niej zakochał. Ale w takim razie dlaczego zepchnąłeś ją ze swoich kolan no i to co powiedziałeś…”Nie powinienem, nie widzę w tym żadnego sensu.” Dlaczego?
- Jak to? Przecież Aśka nie jest taka jak Ty, czy Kinga… dobrze wiemy, że nie jest nawet materiałem na przyjaciółkę.
- Źle o niej myślisz, a się w niej zakochałeś?
- Nie chciałem tego! Nadal jestem na siebie zły, nie chcę jej tak bardzo kochać rozumiesz?!
Westchnęłam. Nie wiedziałam co myśleć. Ale wiedziałam jedno… Asia musi się o tym dowiedzieć. Być może Liam by tego nie chciał, ale to nie jest sprawa którą można tak po prostu zostawić. Trzeba to rozwiązać, a ja jako dobra przyjaciółka, pomogę im, obojgu.
- Posiedź tu sobie, pomyśl… ja… mam coś do załatwienia.
Uśmiechnęłam się ciepło do Liama po czym wstałam i ruszyłam w kierunku hotelu. Zauważyłam kątem oka Danielle. Co ona tu robi?! Odmachałam jej, kiedy zauważyłam, że ona macha do mnie. Z totalnie beznadziejną miną spojrzałam na Liama, który również wydawał się zaskoczony. Dobra… nie mam tu nic do roboty. Ruszamy do Aśki.



Rozdział 19.
• Napisane 29 Listopad 2012 o 16:34

Schodek po schodku, szłam do pokoju Aśki. Stojąc przed drzwiami poczułam, że mam wątpliwości czy dobrze robię… to pewnie nie spodoba się Liamowi, ale przecież muszę! On jej tego nigdy nie powie, tylko cały czas będzie się pukał w głowie, jaki to on jest głupi, że zakochał się w Aśce, bezsensu. Zapukałam do drzwi biorąc głęboki wdech. Aśka otworzyła mi natychmiast i przywitała mnie zdziwionym uśmiechem.
- Fajnie, że wpadłaś… wejdziesz?
- Tak, tak wejdę. Musimy pogadać.
Weszłam do jej pokoju uświadamiając sobie, że jestem tu po raz pierwszy. Nigdy jeszcze nie odwiedziłam jej, u niej. Trochę zakłopotana spojrzałam na nią.
-, Co tak stoisz? Usiądź, skoro mówisz, że musimy pogadać to słucham.
Wyszczerzyła się do mnie dosyć bezczelnie. Jeżeli chcecie wiedzieć, czy mnie to zdziwiło, to nie, zdążyłam się przyzwyczaić do natury mojej koleżaneczki. Usiadłam na skraju łóżka zakładając nogę na nogę i spoglądając na nią. Trzeba jakoś zacząć…
- Hehe, Liam nieźle się zdziwił jak tak skoczyłaś na jego kolana, co?
Starałam się jakoś rozwinąć ten, przecież nie wykrzyknę od razu, że ją kocha. Aśka spoglądała na mnie jakby właśnie siedziała przed nią jakaś psychiczna dzieweczka.
- No tak, ale nadal tego nie rozumiem, to taki… przyjacielski gest nie musiał od razu Payne’usiek robić takiej afery.
Wywróciła oczami, po czym chwyciła pilniczek zaczynając piłować swoje paznokcie. Już miałam coś powiedzieć, kiedy ona podniosła wzroki i nie pozwoliła mi.
-, Czemu tak to wspominasz? Słuchaj, wpadłaś do mojego pokoju i siedzisz sobie teraz na moim łóżku gadając o tym jak zdziwiłam Liama, tym, że usiadłam na jego kolanach… możesz przestać robić ze mnie idiotki i przejść do sedna sprawy?
Teraz naprawdę się zdziwiłam, albo jest bystra albo to ja jestem faktycznie jakaś psychiczna. Odgarnęłam grzywkę szykując się na przemówienie.
- Jest taka sprawa… przypominasz sobie, co nastąpiło po tak jak Cię tak odepchnął no nie? Poszedł w stronę basenu a ja pobiegłam za nim. Porozmawiałam z nim trochę i… dobra, nie będę owijać w bawełnę, on się w Tobie zakochał Aśka.
Spodziewałam się różnych reakcji, ale tej, która nastąpiła zdecydowanie nie. Wybuchnęła śmiechem, bez żadnych ogródek. Spoglądała na mnie i łapała się za brzuch, a ja tylko patrzyłam na nią nie wiedząc, co robić. Dziewczyna śmiała się jakbym powiedziała jej jakiś świetny żart a sprawa była dosyć poważna. Asia złapała oddech i spojrzała na mnie.
- Co ty pieprzysz dziewczyno? A może powinnam spytać raczej, w co grasz? Może coś planujesz? Chcesz nas zeswatać? Słuchaj nie oszukuj się mała, ani ja nie jestem nim zainteresowana ani on mną, i nie kituj mnie, że coś do mnie czuję!
Wstała podchodząc do mnie a następnie przemawiając do mnie jak nauczycielka.
- Tyle, że to prawda, uwierz on…
- Możesz przestać?! Nie myślałam, że w taki dzień będziesz jeszcze w stanie kłamać! Tego się po tobie nie spodziewałam słodziutka, jesteś lepsza ode mnie… a taka starałam się dziś być dla Ciebie miła, nawet cholera sprowadziłam Cię na dół, aby ta cała gromada serdecznie Cię przeprosiła, chociaż szczerze? Uważam, że nie mają, za co, to TY niepotrzebnie robiłaś wielką aferę o nic!
Moje tętno znacznie mi podskoczyło. Nie chciałam się z nią kłócić, nawet nie spodziewałam się takiego przebiegu tej rozmowy a teraz po prostu mnie wkurzyła. Wstałam i bez słowa ruszyłam ku drzwiom. Już miałam wyjść, kiedy Aśka chwyciła mnie za ramię.
- Tak poza tym, to nawet gdyby Daddy coś do mnie czuł, to nie jestem zainteresowana, podoba mi się inny z tej całej piąteczki. To ten jeden znaczy dla mnie tyle, co dla Ciebie Louis.
Stanęłam jak wryta. Przesłyszałam się?! Odwróciłam się napięcie.
-, Co Ty gadasz?! „Tyle, co dla Ciebie Louis”?! Że co?!
- Przestań świrować, to widać Anka i nie być jeszcze głupsza, gadając mi teraz, że to nieprawda, dobra?
Oddychałam szybko, moja twarz była czerwona, byłam wściekał. Wyszłam z jej pokoju trzaskając drzwiami. Usiadłam na ławeczce, przy windzie czekając aż emocje opadną, nie mogłam teraz wyjść tak do moich przyjaciół, nie chciałam znowu się z nimi kłócić. Zaczynałam się uspokajać i studiować uważnie jej słowa… „To ten jeden znaczy dla mnie tyle, co dla Ciebie Louis.”… to znaczy, że Aśka się zakochała w jednym z chłopców. Nie może to być Louis, bo sytuacja zupełnie inaczej by wyglądała. Ciekawiło mnie strasznie, który to. Moje rozmyślenia przerwała mi Kinia, która akurat przechodziła i mnie zauważyła.
- Hej! Co Ty tutaj tak siedzisz i rozmyślasz, co?
Usiadła obok mnie, po czym klepnęła mnie lekko w kolano. Była w dobrym humorze… i wyglądała znacznie lepiej, niż wtedy, przed tą całą akcją.
- A tak sobie siedzę, jak już powiedziałaś, rozmyślam. Co tam słychać na dole?
- Właśnie! Miałam przyjść po Ciebie, bo chłopacy chcą zagrać w nogę… zaprosili do gry mnie, Ciebie i Aśkę, miałam po was przyjść. Będzie genialnie!
Uśmiechnęłam się, rzeczywiście zapowiadało się ciekawie, będę miała okazję wyżyć się na Aśce. Dobra, dobra, nie jestem taka.
- No okej, tylko, że ja w tej sukience raczej sobie nie pogram, lekki zamach i chłopcy będą mieli okazję podziwiać moje majtki.
- Myślę, że Niall nie będzie smutny z tego powodu…
Roześmiała się a ja szepnęłam ją w ramię również nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
- Poczekaj, Ty idź po Aśkę a ja idę się przebrać w coś bardziej sportowego.
Moja przyjaciółka skinęła głową na znak, że się zgadza a następnie wstała i pomknęła w stronę pokoju Asi. Ja w tym czasie poszłam do siebie, a kiedy już znalazłam się w pokoju otworzyłam szafę. Pamiętam, że kupiłam tu jakieś sportowe ciuszki, gdzie one są…o! mam was! Wyciągnęłam krótkie, hawajskie spodenki oraz czarny, zwykły top. Buty przebrałam na trampki i byłam gotowa. Wychodząc byłam przygotowana na to, że mój koczek w trakcie gry ulegnie zniszczeniu, ale nie przejmowałam się tym. Ojejej, znowu poczułam to uczucie satysfakcji z powodu wodoodpornych kosmetyków, co z tego, że się spocę i tak makijaż będzie bez zarzutu. Wybiegłam na dwór, gdzie wszyscy byli już przygotowani.
- 30 minut?! Co Ty robiłaś?!
Zayn wybuchnął na mój widok. Uśmiechnęłam się do niego słodko.
- Szukałam tych spodenek i topu, no sorry, to pierwsza gra w te wakacje.
Już miał coś powiedzieć, jednak Niall go wyprzedził.
- Dobra, dobra, ważne, że ubrałaś się jak trzeba. Aśka na początku przyszła tak jak była, w spódniczce, bluzeczce z naszyjnikami… musieliśmy ją wygonić.
Zerknęłam na Aśkę, która zaczerwieniła się i spuściła głowę. Może to w Niallu się zakochała?! Nie no, błagam… zaraz, co Ty myślisz? Przecież, nie będziesz go cały czas trzymać przy sobie, pragniesz jego szczęścia! Podzieliliśmy się na drużyny. Wypadło na to, że ja byłam w drużynie z Kinią, Harrym i Liamem. Pozostała czwórka uśmiechała się do nas złowieszczo.
- Już my wam dokopiemy!
Wykrzyknął Louis, po czym puścił do mnie oczko. Zarumieniłam się, ale szybko odegnałam rumieńce widząc jak rozpoczyna się gra. Harry coś do nas szeptał, ale nic z tego nie rozumiałam, ponieważ byłam urzeczona wyglądem Louisa. Miał wygodny, ale dopasowany strój.. Wyglądał idealnie, jak zawsze.
- Ej Anka!
Kinia mnie szturchnęła a ją potrząsając głową rozejrzałam się. Gra się zaczęła. Zayn kopnął piłkę a ja rzuciłam się na nią jakby to był Lou, bum! Kopnęłam. Dobra, więcej nie będę porównywać Louisa do piłki… jego bym nie kopnęła, haha. Jaka ja jestem mądra, że kopnęłam piłkę prosto do Nialla, pzeciwnika! Harry wybuchnął śmiechem i uniósł dwa kciuki szczerząc się do mnie.
- Spadaj!
Przez chwilę udawałam obrażoną, ale nie miałam na to zbyt wiele czasu, ponieważpiłka leciała wprost na mnie. Wyciągnęłam nogę i kopnęłam ją tym razem w stronę Kini, ta przyjęła i rozglądając się (Louis stał na bramce i to właśnie w niego celowała, a ten uśmiechał się do niej słodko) odwzajemniła uśmiech, po czym kopnęła jak najmocniej umiała w stronę bramki. Harry, jako, że stał blisko dobił piłkę i…. GOL! Panowie i Panie, nasza drużyna zdobyła gola! Zayn przez chwilę okazał swój zawód, ale to nie trwało długo, bo spojrzał na Kinie i powiedział:
- Brawo Stylesowa, miałaś farta.
Kinia za to pokazała mu język i rzuciła się w ramiona, Hazzy, ten objął ją i pocałował w usta wydając przy tym charakterystyczny dźwięk „muaaaaa”. Podbiegli do mnie i Liam zaraz po tym i przybili z nami piątki. Gra trwała jeszcze długo a my bawiliśmy się znakomicie, w końcu wyszło na to, że wygrała drużyna przeciwna. Cóż, i tak było genialnie! Byłam cholernie zmęczona, kiedy dobili do 5 goli opadłam na trawę i podniosłam t-shirt odsłaniając mój opalony brzuch. Nawet nie zdążyłam zamknąć oczu, gdy nagle Louis usiadł na mnie okrakiem i zaczął łaskotać.
- Aaaaaaaaaa! Tomlinson, dostaniesz w dupe!
Krzyczałam starając się wyswobodzić. Tymczasem chłopacy załapali pomysł Lou i każdy nawzajem zaczął się łaskotać. Sprytna ja, chwyciłam jego ręce i starając się je utrzymać spoglądałam na niego z zawziętą miną.
- Skarbie, naprawdę myślisz, że utrzymasz moje silne ręce tymi swoimi słabiutkimi?
Miał skubaniec rację, nie mogłam tak długo. Z ulgą przyjęłam fakt, że kiedy już wydostał swoje ręce z moich zszedł ze mnie i położył się obok.
- I tak dostaniesz w dupe!
Oparłam się na łokciu nadal leżąc i spoglądając na niego. Wszyscy się powoli zbierali, tylko my zostaliśmy.
- A ja tam bym wolał buziaka.
Wyszczerzył się do mnie a następnie wstał i pomknął do hotelu zostawiając mnie osłupiałą, samą. Buziaka? Ale gdzie?….




• Napisane w kategorii:
o Bez kategorii
Rozdział 20.
• Napisane 30 Listopad 2012 o 19:36

Otrząsając się ze zdziwienia, jakie wywołały u mnie słowa Lou wstałam, otrzepałam nogi i poszłam do hotelu, bo jako jedyna jeszcze w nim nie byłam. Wparowałam do stołówki, gdzie aktualnie wszyscy pili wodę, dyszeli jak psy. Ze śmiechem również chwyciłam butelkę wody i nalałam ją sobie do szklanki. Popiłam łyczka a zaraz potem piłam bez odetchnięcia. Pustą szklankę odłożyłam na stół.
- Aniusia się zmęczyła? Trzeba było sobie jeszcze poleżeć na trawce!
Harry podszedł do mnie i od tyłu zaczął mnie łaskotać. Pisnęłam.
- Hazza, idioto, puść mnie albo…
- Albo, co?
- Albo chwycę tą kształtną butelkę, którą mam na wyciągnięcie ręki i wyleję całą wodę na twoje pięknie ułożone włoski!
Zrezygnowany puścił mnie i skrzyżował ramiona patrząc na mnie „spode łba”. Z uśmiechem stanęłam na paluszkach, po czym cmoknęłam go w czoło.
- Nadal się gniewamy Haroldzie?
Ten wyszczerzony pokręcił głową a następnie wrócił do swojej ukochanej Kini, która zajadała krakersy. Objął ją od tyłu i szepnął jej coś na uszko a ona zarumieniona, roześmiana skinęła głową. Oboje wyszli ze stołówki kierując się w stronę windy. Patrzyłam na tą sytuację śmiejąc się w głos, co nie zostało niezauważone, wszyscy jednocześnie spojrzeli w tym samym kierunku i zauważając Harry’ego i Kinie również wybuchnęli śmiechem.
- Tylko mi tam cicho dzieciaki!
Krzyknął Lou a Kinia tylko wywaliła do niego język, po czym winda się zamknęła.
- Odezwał się…
Mruknęłam cicho, ale chyba niewystarczająco.
- Przepraszam, mówiłaś coś?
Lou podszedł do mnie z pytaniem wypisanym na twarzy.
- Ja? Nie, przesłyszałeś się Tomlinson, daj mi spokój, idę z powrotem na trawę.
Już miałam odejść, kiedy poczułam silny uścisk dłoni, odwróciłam się i stanęłam naprzeciwko Louisa, strasznie blisko. Impulsem odskoczyłam o jeden krok w tył.
-, Czego chcesz?
Uśmiechnęłam się, od Lou najładniej jak umiałam.
- Wiesz, głuchy to ja jeszcze nie jestem, mówiłaś coś!
- Dobra… powiedziałam: „Odezwał się”. Jakiś problem?
-, Dlaczego twierdzisz, że ja jestem głośno?
Z trudem powstrzymywałam się od śmiechu, miał taką zamyśloną i jakby… przestraszoną minę.
- Powiedzmy, że Cię kiedyś słyszałam.
Dało się zauważyć jego wzdrygnięcie.
- Słucham?
Już nie mogłam dłużej wytrzymać, roześmiałam się na cały regulator.
- Żartowałam marchewo!
Klepnęłam go w brzuch, po czym ze śmiechem uciekłam z powrotem na dwór. Wiedziałam, że za mną biegnie i bawiło mnie to. Stanęłam naprzeciwko basenu będąc w sytuacji bez wyjścia. Louis się zbliżał a ja nie miałam pola ucieczki. Szybko zdjęłam trampki i skoczyłam do basenu. Lou zaraz za mną.
- Tak mnie podpuszczać?! O nie!
- A właśnie, Ty masz jeszcze zaległy kop w dupe Boo Bear!
Dopłynął do mnie i chwycił mnie w talii zaciągając pod wodę, ja cały czas ironicznie się uśmiechając zgodziłam się na to. Moje kosmyki włosów z koczka rozbiegły się na wszystkie strony a włosy Lou poszybowały w górę, wyglądał tak śmiesznie, że nie mogłam nie roześmiać się. Czując jak woda wpływa mi do ust wypłynęłam na powietrze i wzięłam głęboki wdech. Chłopak wypłynął zaraz po mnie, podpłynął do mnie i próbował ściągnąć mi spodenki a ja zszokowana a jednocześnie rozbawiona tą sytuacją nie dawałam za wygraną wymachując rękami, aby dotrzeć do jego tyłka, kiedy już to zrobiłam klepnęłam go z całej siły.
- AŁŁŁŁŁŁŁŁ!
Wykrzyknął, po czym zaczął się po nim masować, znowu śmiałam się jak idiotka.
- Bolało Kotuniu? Miało boleć!
Wykrzyknęłam wywalając język. W tej samej chwili usłyszałam jakieś krzyki a następnie na teren hotelu wbiegł tłum nastolatek. Przeraziłam się, Lou też nie wyglądał najlepiej.
- Louis! O boże, to Louis Tomlinson!
Piski, krzyki… zatkałam uszy starając się nie zwariować. Wyszliśmy z basenu a ja szybko do niego podeszłam trochę przerażona tym wszystkim. Ten chwycił moją dłoń dla otuchy i uśmiechnął się w stronę dziewczyn.
- Hello! How are you?
Kolejne piski, byłam przerażona… serio, też bym się tak zachowywała? Zwabieni krzykiem moi i Louisa przyjaciele wybiegli na dwór, dało się zauważyć też Aśkę. Wszyscy byli mega zdziwieni, i nie wiedzieli za bardzo, co robić. Harry trochę nieogarnięty zapinał koszulę a Kinia poprawiała ramiączka. Mimo powagi sytuacji nie mogłam powstrzymać się od mrugnięcie do nich. Odpowiedzieli mi delikatnym uśmiechem, widocznie nie mieli humoru do pogaduszek. Lou podpisywał już autografy i rozmawiał z dziewczynami a ja stałam obok niego jakbym przeszkadzała… w pewnej chwili usłyszałam pytanie:
- Lou! To twoja nowa dziewczyna? Co się stało z Eleonor?!
Przełknęłam ślinę, cholera, to schodziło na złą stronę. Louis wydawał się zmieszany.
- Ania to nie moja dziewczyna, to moja przyjaciółka. Eleonor… rozstaliśmy się, bardzo mi przykro.
Nasi przyjaciele byli coraz bliżej, teraz fanki rzuciły się na pozostałych chłopaków. Przerażona tym wszystkim wycofywałam się powoli do dziewczyn stojących nadal na tarasie. Tomlinson zauważył, co chcę zrobić.
- Anka, czekaj, gdzie Ty idziesz?
- Ty… podpisuj autografy, rozmawiaj, należy się to im, ja pójdę do dziewczyn.
Uśmiechnęłam się do niego a następnie pomknęłam do dziewczyn. Stojąc obok nich skrzywiłam się.
- Cholera, nie powinnam, ale… idźcie sobie fanki!
- Dokładnie… directionerki, directionerkami, ale przerwały mi i Harry’mu… e… fajną zabawę.
Z Aśką równocześnie się roześmiałyśmy, zerknęłam na nią, miała dziwny wyraz twarzy, jakby nie bardzo podobały jej się słowa Kini… straszna myśl przeszła mi przez głowę, to chyba nie Harry?! Tak w ogóle nie byłyśmy chyba pokłócone, co nie zmienia faktu, że nadal miałam żal do niej… Przyglądałyśmy się temu zamieszaniu, chłopacy podchodzili do tego wszystkie z dystansem, chociaż tylko Tomlinson był mokry, ale… co tam. Reporterzy gromadzili się, robili fotki… dziennikarze zadawali pytanie, o Jezus, masakra. Mogłam się założyć, że jutro w necie będzie fotka jak Harry zapina koszulę a Kinia poprawia ramiączko, na pewno to uchwycili! Ale będzie podnieta! Na samą myśl uśmiechnęłam się. O kurde… przecież mi i Louisowi też robili zdjęcia, już mu współczułam… pewnie napiszą jakieś bzdury, że ma nową dziewczynę, spójrzmy prawdzie w oczy… do tego nigdy nie dojdzie. Czekałyśmy dobre 4 godziny zanim to wszystko się rozeszło, wtedy chłopcy podeszli do nas. Było już późno, jakaś 21.
- Kurde… jestem wykończony.
Wyszeptał Niall siadając na krześle. Popchnięta nagłym ruchem stanęłam za nim i zaczęłam rozmasowywać mu kark, widziałam, że często musiał się nachylać, czy klękać… na pewno go bolało. Zaskoczyło go to trochę, ale nie protestował, zamknął oczy i relaksował się. Lou spojrzał na mnie przelotnie a następnie usiadł na krześle rozkładając się wygodnie. Pozostali chłopacy też usiedli. Kinia usiadła Harry’emu na kolanach i cmoknęła go w poliko, po czym pogłaskała go delikatnie po nim. Liam w tym czasie spoglądał na Aśkę, która stała przy balustradzie spoglądając na Harry’ego. To musi być on. Cholera, to było błędne koło! Pokręciłam głową krzywiąc się, w tym samym momencie nieco za mocno przycisnęłam palce na karku Nialla…
- Ałł!
- Przepraszam…
Powiedziałam cicho starając się drugi raz nie popełnić tego błędu. Uśmiechałam się delikatnie do wszystkich. Spojrzałam na Lou, ten siedział… wyglądał na przybitego, przymknął oczy. Tak bardzo chciałabym teraz podejść do niego na luzie, tak jak Kinia usiąść mu na kolanach i przytulić go do siebie, tak po prostu, jak… dziewczyna. Ta, mogłam pomarzyć, zawsze będzie ją kochał, mimo świństwa, jakie mu wyrządziła.
- Dzięki Anka, już jest okej. Słuchaj… może pójdziesz ze mną do pokoju? Pogadamy trochę, porobimy coś.
- Już jest późno…
Niall zaskoczył mnie swoją propozycją, nie mogliśmy spędzić czasu ze wszystkimi? Wszystkie oczy były teraz zwrócone na nas, Lou uważnie się nam przyglądał.
- Dobra jak nie…
- Nie no okej, możemy iść.
Nie chciałam znowu sprawić mu przykrość, na pewno nie. On z promiennym uśmiechem wstał i pożegnał się z wszystkimi. Zrobiłam to samo.
- Ej! Czy czasem nie mogłabym teraz powiedzieć to samo, co Lou powiedział mi i Harryemu, gdy szliśmy na górę?!
Zatrzymaliśmy się z Niallem.
- No chyba nie.
Louis spojrzał na nią uśmiechając się do niej lekko. Nie mogłam odczytać jego wzroku, ale Kinia, na którą się patrzył wyglądała na zdziwioną, co takiego było w jego spojrzeniu? Nie wiedziałam, szłam już po schodach razem, z Niallem od jego pokoju. Ciekawe, o co tak naprawdę chodziło.




Rozdział 21.
• Napisane 4 Grudzień 2012 o 15:50

Szłam za Niallem krok po kroczku, choć nie wiedziałam, do czego to zmierza. Kiedy już weszliśmy do jego pokoju rozsiadłam się wygodnie na łóżku. W pokojach chłopców i Kini czułam się jak u siebie, nie czułam żadnego ograniczenia, mogłam robić, co tylko chcę. Skakać po łóżku, zrzucać wszystko z szafek (tylko, że wtedy nieźle by mi się oberwało) i wszystko, co tylko moja dusza sobie zażyczy. Spojrzałam na Horanka z uśmiechem.
- Masz jakąś sprawę, czy tak tylko potrzebujesz towarzystwa?
Zapytałam wesoło kładąc się na łóżku, oczywiście najpierw ściągając moje trampki. Zdążyłam wyschnąć po basenie, zresztą miałam na to okropnie dużo czasu… teraz tylko czułam się trochę nieświeżo, marzyłam o kąpieli w wannie, nie pod prysznicem, ale w wannie, ah… Niall oczywiście musiał mi przerwać moje rozmyślenia.
- Właściwie, to i to i to… sprawa jest taka, że musimy coś ustalić moja słodka…
Usiadł obok mnie, tak, dokładnie, usiadł nie położył się. Nie spuszczałam z niego wzroku, chociaż miałam taką ochotę… chyba domyślałam się, do czego zmierza.
- A więc? O co chodzi?
- Nie udawaj, że nie wiesz… jesteś dla mnie okropnie ważna, nawet nie wiesz, jaki byłem zrozpaczony, kiedy tak strasznie się na nas obraziłaś. Uwierz mi, mówienie o moich uczuciach jest dla mnie strasznie trudne… zawsze mnie to krępowało…, ale to nie może się tak dłużej ciągnąć, ja wiem, że Louis jest dla Ciebie wszystkim, że zakochałaś się w nim. To widać.
Przełknęłam ślinę. Kusiło mnie zapytać „Naprawdę widać?” Ale to nie było miejsce i czas na takie pytania. Wzięłam głęboki wdech i tym razem usiadłam. Czułam się dziwnie leżąc w takiej sytuacji.
- Niall, ja nie potrafię powiedzieć, czy umiem mówić o swoich uczuciach, jeszcze nigdy nie miałam okazji… to znaczy, nigdy jeszcze nie miałam chłopaka, i pogodziłam się z tym, że raczej nie będę go mieć. Moje życie cholernie się zmieniło, od kiedy jestem tu z wami, One Direction, w hotelu… zaprzyjaźniłam się z wami, staliście dla mnie niczym rodzina, zresztą tak było nawet, zanim was poznałam w rzeczywistości. Nie będę tu się zbytnio rozgadywać o tym, co było, bo teraźniejszość jest ważniejsza no nie? Nie odpowiadaj. Nigdy nie chciałam Cię zranić, jesteś dla mnie cholernie ważny, ale jak mówiłeś, Louis po prostu… sprawił, że moje serce zabiło szybciej, ja na to nie potrafię nic poradzić.
Wczuwałam się w sytuację, wiedziałam, że jest poważnie, bałam się teraz nawet uśmiechnąć, żeby, Niall nie pomyślał, że to, co się dzieję, nie ma dla mnie znaczenia. Chłopak skurczył się w sobie, było widać… nie mogłam się powstrzymać, musiałam go przytulić, tak z całych sił. Głaskałam go po włosach a on obejmował mnie. Oboje siedzieliśmy po turecku.
-, Czyli… nigdy nie będę miał szansę być dla Ciebie tak ważny jak Louis?
Oczy mi się zaszkliły, wiedziałam, że to, co teraz powiem zrani go do reszty.
- Niall… po prostu…
- Nic już nie mów. Dowiedziałem się tego, czego chciałem. Możesz teraz wyjść?
Odsunął się ode mnie. Nie mogłam już powstrzymać łez, które naturalnie spływały mi po policzkach… to wszystko mnie przerastało. Serce bolało mnie cholernie, tak bardzo chciałabym mu teraz powiedzieć, że to nie zmienia faktu, że jest dla mnie bardzo ważny! Że odrzucanie mnie, strasznie mnie boli! Zamiast tego spojrzałam na niego ostatni raz i wyszłam z jego pokoju. Szłam niczym w transie w stronę swojego. Nie przestawałam płakać, dlaczego on mi to robi? Niall… mój kochany Horanek. Usłyszałam nucenie piosenki, a po chwili przede mną pojawił się Liam.
- Ania?
Stanął jak wmurowany. Spojrzałam na niego i bez słowa przytuliłam się do niego. Potrzebowałam teraz bliskości, ciepła. Objął mnie.
- No już, ciiii… powiedz mi, co się stało?
Na moment odsunął mnie od siebie i spojrzał mi w oczy. Te jego oczy… były takie duże, tak hipnotyzowały. Nie dziwiłam się Danielle, ten chłopak, gdyby chciał mógłby sprawdzić, że serce nie jednej dziewczyny zabiłoby mocniej.
- Ja już nie mogę! Nie chcę ciągle ranić Nialla, to mnie też boli! Nie tylko jego! Shit, to nie moja wina, że nie kocham jego tylko, Lou!
Czułam, że ciało Liama nieruchomieje.
- Co, co?! Kochasz Louisa?
- To też nie ma znaczenia… może najlepiej będzie jak stąd wyjadę, wtedy wszystkim ulżę.
Wyrwałam się z jego objęć, po czym pomknęłam do swojego pokoju jak strzała. Wyskoczyłam z ciuchów, żeby wskoczyć do wanny. Ciepła woda otulała moje ciało… relaksowałam się. Czułam, że wszelkie nerwy ulatniają się, czułam się już lepiej… miałam ochotę wstać i każdego przytulić. Budziła się we mnie miłość do nich wszystkich. Kiedy już wyszłam wytarłam się powoli ręcznikiem i założyłam moją koszulę. Położyłam się do łóżka, zasnęłam.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Zaspana i nieogarnięta, wstałam, założyłam szlafrok a następnie podeszłam do drzwi, aby po chwili je otworzyć. W drzwiach stała zrozpaczona Kinia. Szybko oprzytomniałam.
-, Czemu Ty płaczesz?! Kinia, co jest?
Na myśl od razu nasunął mi się Harry. Coś jej zrobił? Nie, to niemożliwe…
- Ta suczka, ona, dobierała się do niego, rozumiesz?! Normalnie, przy mnie… Jezu, mam ochotę ją udusić!
- Zaraz, zaraz…, o kim Ty mówisz? Kto, do kogo?
- Jak to? Aśka do mojego Hazzy.
Wpadła do mojego pokoju chodząc w kółko. Powoli to ogarniałam… Asia dobierała się do Harryego? Przez chwilę nie mogłam wyjść z szoku. Kinia musiała porządnie mną potrząsnąć.
- Musisz mi pomóc, rozumiesz? Nie pozwolę, żeby owijała sobie mojego Harolda wokół palca!
- Kinia, uspokój się… po pierwsze, on Cię kocha, po drugie, naprawdę daję się owinąć wokół palca?
Oddychała głęboko patrząc na mnie.
- Nie, on… on był tak samo zszokowany jak ja, Aśka trochę sobie popiła, podeszła na niego na oczach wszystkich i normalnie wyznała mu miłość, potem zaczęła go przytulać… zepchnęła mnie z jego kolan rozumiesz?!
- O kurde… To, co? Schodzimy na dół nie? Jest tam pewnie niezłe zamieszanie?
- Najpierw się ubierz, ja postaram się w tym czasie uspokoić.
Przyznałam jej rację. Wyciągnęłam z szafy moje białe, krótkie spodenki oraz top z nadrukiem „C’mon, C’mon Baybe!” Potem już w łazience zakładam na siebie bieliznę a następnie ciuchy. Powoli, powoli i ogarnęłam się do porządku. Mogłam śmiało schodzić do ludzi. Wyszłam z łazienki biorąc nadal trochę nieogarniętą Kinie za rękę, i wychodząc z nią z mojego pokoju. Weszłyśmy do windy a tam postarałam się ułożyć jej włosy, które były poplątane… czyżby wyżywała się na nich? Winda dojechała na sam parter, z ja z moją przyjaciółką wyszłam z niej. Wyszłyśmy na taras, gdzie byli wszyscy. Tak, Aśka też. Milczeli, nikt się do nikogo nie odzywał, każdy tylko zerkał na siebie. Kiedy wkroczyłyśmy, wszystkie spojrzenia skierowały się na nas. Harold siedział najbliżej drzwi, chwycił drugą rękę Kini spoglądając na nią smutnym wzrokiem.
- Kinia, proszę…
- Nie teraz Harry.
Oddaliła się na drugą część tarasu a ja tylko posłałam mu ciepłe spojrzenie.
- Aśka, Harry, mogę was prosić na chwilę?
Niall spoglądał na mnie, ale kiedy ja również na niego spojrzałam szybko odwrócił wzrok. Przypominając sobie sytuacje z wczoraj zagryzłam wargę. Teraz nie było na to czasu, są ważniejsze sprawy. Nie pozwolę, aby moi najbliżsi cierpieli. Oboje wstali i poszli za mną w stronę basenu. Każdy najdalej od siebie jak tylko można.
-, Co wy wyrabiacie, co? Co Ty Aśka do cholery wyrabiasz?
Stanęłam naprzeciwko ich, patrząc na nas można by stwierdzić, że ja jestem mamą a ta dwójka moimi dziećmi, narozrabiali, i muszą ponieść karę.
- No słucham? Ktoś mi coś powie?
Aśka podniosła na mnie wzrok.
- Nie mogłam tak dłużej, Harry jest dla mnie ważny, co, miałam to ukrywać tylko ze względu na nią?
Zauważyłam jak Styles zaciska pięści patrząc w trawę.
-, Ale on kocha ją. Nie możesz tego uszanować?
Kurde, czy ta sprawa musi być tak podobna do sprawy mojej, Nialla i Louisa? No tak… aż tak bardzo podobna nie jest, w końcu Harry i Kinia się kochają, ja kocham Louisa, on mnie nie. Ogarnij! Nie myśl o swoich sprawach!
- Asia… wiem jak to jest z tą nieodwzajemnioną miłością, i nie chcę Cię ranić, ale ja nic do Ciebie nie czuję. Kinga jest dla mnie najważniejsza.
Słuchałam Harryego, w końcu podniósł głowę i odważył się przemówić. Chociaż jego pięści nadal pozostawały zaciśnięte. Nie wtrącałam się, teraz kolej na Aśkę. Dalej, mów coś. Ta spojrzała na mnie.
- Mogłabyś zostawić nas samych?
Natychmiast się zarumieniłam. No tak, przecież jak to wygląda, to jest ich sprawa, nie mam prawa się wtrącać. Zerknęłam jeszcze tylko na Hazze a ten skinął głową, znak, że zgadza się z jej prośbą. Ze spuszczoną głową odeszłam z powrotem do pozostałej piątki moich przyjaciół. Kinia spojrzała na mnie szklanymi oczami. Podeszłam do niej i przytuliłam ją od tyłu kładąc podbródek na jej ramieniu.
- I jak tam mała? Już lepiej?
- Rozmawiają..
- Tak rozmawiają, tak będzie najlepiej, uwierz mała. Nadal jesteś Stylesową!
Na jej twarzy pojawił się delikatny grymas, co bardzo mnie ucieszyło. Chłopcy dłużej nie wytrzymali. Pierwszy odezwał się Louis.
- Jak ona mogła im to zrobić?! Nie wiem, co bym zrobił lasce, która tak po prostu wtargnęłaby w mój i mojej dziewczyny związek.
Na jego twarzy przez moment pojawił się smutek… nadal ją kocha.
- Louis, to nie jest tak, że…
Teraz wkroczył Zayn.
- Ja pierdziele, przecież w życiu nie widziałem bardziej zakochanej pary od Kini i Hazzy, a Aśka tak po prostu rzuciła się Harryego…
- Zayn…
Niall nie wytrzymał.
- Szanuję miłość, wiem, jakie to ogromne uczucie, i mów, co chcesz, ale Aśka postąpiła chamsko!
Przełknęłam ślinę, jego wzrok… nie odzywałam się nawet, tylko spojrzałam na Liama oczekując aż on coś powie.
- Rozumiem ją…
Teraz zdziwił wszystkich. Dobra, oprócz mnie. On ją kocha, kurde, zawsze będzie ją rozumiał.
- Jak to ją rozumiesz?!
Wybuchnął Louis. Nie miałam ochoty wtargnąć w ich sprzeczki, patrzyłam tylko, na Liama… on też nie miał dobrze, dla niego też to musi być okropnie bolesne, przecież on ją kocha. Poczułam jakiś dotyk, okazała się, że to Kinia chwyta moją dłoń.
- Wracają…
Spojrzałam w stronę basenu, faktycznie, Harry i Aśka szli w naszym kierunku. Nawet chłopcy zamilkli widząc, że się zbliżają. Stanęli przed nami. Pierwsza odezwała się Aśka, która patrzyła na Kingę.
- Kinga, nie wiem, co mam Ci powiedzieć… strasznie Cię przepraszam, wiem o tym, że okropnie Cię zraniłam. Wtargnęłam w wasz związek niczym głupia…
Harry nie spuszczał wzroku z Kini, w jego wzroku można było dostrzec bezgraniczną miłość. Koleś okropnie ją kochał, to było takie urocze. Jego oczy błyszczały, gdy na nią patrzył, a teraz na dodatek były przepełnione smutkiem. Zrobiło mi się ich żal… nie zasługują na to. Moja przyjaciółka nie odzywała się, Aśka po wzięciu wdechu kontynuowała.
- Obiecuję, że już nigdy więcej nie zburzę tego, co jest między wami, tego szczęścia… nie wiem, co mam jeszcze powiedzieć, wiem, że zrobiłam źle, strasznie mi wstyd…
- I dobrze.
Wymknęło się z ust Lou, a ja zmroziłam go wzrokiem. Nie powinno się teraz im przerywać. Wiedziałam, że Tomlinson jest wściekły, w końcu Harry to jego najlepszy przyjaciel, widząc go smutnego czuję pewnie to samo, co ja w stosunku do Kini, ale mimo wszystko… chłopak spuścił głową pod wpływem mojego wzroku. O dziwo, Kinia się odezwała.
- Jest okej, doceniam, że przeprosiłaś.
Po tych słowach odwróciła się tyłem do nich i patrzyła przed siebie, dałam dyskretny znak, aby wszyscy się zmyli, Harry i Kinia powinni być teraz sami. Zrozumieli, wszyscy poszliśmy do hotelu. Tylko ja nie mogąc się powstrzymać, stałam przy oknie i spoglądałam na nich. Styles podszedł do niej kładąc rękę na jej ramieniu, ona natomiast płakała. Strąciła tą rękę i pobiegła w kierunku basenu. Hazza nie potrafił już się powstrzymać, zapłakał jak małe dziecko. Usiadł pod balustradą i schował głowę w ramionach jak gdyby chciał się odsunąć od wszystkich. Patrzyłam na to czując, jak u mnie również szklą się oczy. Tymczasem Louis zbliżał się w moim kierunku.




Rozdział 22.
• Napisane 7 Grudzień 2012 o 16:44

Wzdrygnęłam się, kiedy usłyszałam głos Louisa.
- I co? Jak sprawa stoi?
Stanął obok mnie spoglądając przez okno. Wyglądał tak uroczo… dobrze, już, nie ma, co się teraz skupiać na twojej nieodwzajemnionej miłości.
- Nie za wesoło, jak widzisz, Harry ryczy a Kinia uciekła…
- Cholera… dobra, zrobimy tak, ja pójdę do Hazzy a Ty idź do Kingi, przecież przez tą smarkulę nie mogą się rozstać.
Skinęłam głową a następnie razem z Lou wyszłam na taras. Harry nawet nie podniósł na nas wzroku, chociaż mogłabym się założyć, że wyczuł naszą obecność. Przez chwilę stałam i spoglądałam na niego ze smutkiem, po czym pomknęłam w stronę basenu, do Kini. Nie mogąc się powstrzymać, obróciłam się w czasie drogi i zauważyłam jak Lou obejmuję Harolda, to było takie urocze… uśmiechnęłam się delikatnie. Nawet nie zorientowałam się, kiedy stałam już przy basenie a obok mnie Kinga patrzyła smutnie przed siebie.
- Mała, co Ty robisz, co?…
Szturchnęłam ją lekko starając się ją rozweselić.
- Anka, po co Ty tu przyszłaś? Akurat teraz chciałam być sama. Cholerna Aśka.
Chwyciłam jej dłoń splatając nasze palce.
- Kinia… serio chcesz teraz rozpoczynać spór z Harrym, o coś, co właściwie nie jest ani trochę jego winą? Bo uświadom mnie, jeżeli jest coś, o co miałabyś prawo się na niego gniewać.
Moja przyjaciółka spuściła głowę. Zagryzła delikatnie dolną wargę. Tą cechę miałyśmy wspólną, obie, kiedy się denerwowałyśmy zagryzałyśmy wargi.
- Nie… to nie tak, ale… czuję się tak dziwnie. Jakbym nie była już jego dziewczyną.
- Ty Ciołku, przecież mówiłam Ci, że nadal jesteś Stylesową! Mam Ci to w kółko powtarzać, dopóki nie zrozumiesz? Harry teraz płaczę jak to dziecko a Ty stroisz jakieś fochy… porąbało Cię?
Należał jej się ochrzan, porządny ochrzan. To naprawdę nie była ani trochę wina Hazzy, potrzebował teraz jej wsparcia, na pewno chciał, aby go przytuliła, była przy nim a ona zostawiła go. Tak po prostu. Nie poznawałam mojej Kini. Podniosła na mnie wzrok.
- Tak myślisz? Może faktycznie przesadzam, ale… to było silniejsze ode mnie, ona wszystko zepsuła. Myślisz, że będzie między mną a Harrym tak jak dawniej?
- Na pewno! Przecież wy ani trochę nie zawiniliście, to nie była wina Hazzy, że Aśka się w nim zakochała, jest po prostu za uroczy.
Stylesowa roześmiała się cicho, powoli wracał jej humor. Chwyciła moją drugą rękę, stanęła przede mną i patrzyła mi w oczy.
- Dzięki Ci Anka, zawsze doprowadzasz mnie do porządku, a teraz… lecę do niego!
Dostałam szybkiego buziaka w poliko i już jej nie było. Roześmiałam się, wariatka. Z daleka widziałam jak odgania Louisa a sama obejmuję Hazzę. O Jezu, chłopak podniósł głowę…, jaki on zapłakany, a jak się ucieszył… tak się wzruszyłam, że aż mi samej poleciały łezki. Nigdy nie widziałam bardziej wzruszającej scenki. Lou również stał przy nich i patrzył na to wszystko z uśmiechem na twarzy, ale… smutnym uśmiechem. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały szybko odwróciłam wzrok. Ten jednak podszedł do mnie.
-, Co Ci jest malutka?
Uśmiechnął się jednym z tych swoich zabójczych uśmiechów, po czym stanął obok mnie tak, blisko, że stykaliśmy się ramionami. Przez moje ciało przeszły dreszcze, jego bliskość zawsze tak na mnie działała.
-, Co ma być? Nic mi nie jest.
Patrzyłam przed siebie. To było takie szybkie, chwycił mój podbródek i skierował w stronę swojej twarzy. Kciukiem otarł mi łzy, które spływały mi po twarzy. Czułam się jakby czas stanął, nic się nie liczyło, tylko to, że nasze twarzy były tak blisko, a Louis gładził moją twarz. Potem… zabrał dłoń, i było jak przedtem, chociaż nie… mi teraz biło tak szybko serce, że myślałam, że mi wyskoczy, serio, to było wspaniałe.
- Jak to nic Ci nie jest? A te łzy? Powiesz mi, co się stało?
W końcu się roześmiałam.
- Nic się nie stało, tylko po prostu ta parka strasznie mnie wzruszyła. Chciałabym, żeby mnie kiedyś też ktoś kochał tak mocno jak oni siebie kochają.
Wypaliłam, jednak po chwili zdałam sobie sprawę jak to musiało zabrzmieć… zagryzłam delikatnie wargę bojąc się, jak Tomlinson zareaguje.
- Tak już jest…
Zamarłam. Zaraz, zaraz, co to znaczy?
- Niall kocha Cię ponad wszystko.
- Aa…
Westchnęłam. Jezus, na co ty właściwie liczyłaś? Że wyzna Ci teraz miłość? Przecież dla niego nadal liczy się tylko El. Stalibyśmy jeszcze tak długo, gdyby nie to, że podbiegł do nas Niall.
- Sory, że przeszkadzam, ale widzieliście może gdzieś Aśkę?
Nie miej takiej zbolałej miny, Horan… ciągle czułam się przy nim niezręcznie, ta rozmowa u niego w pokoju sprawiła, że nasze relację stały się nieco skomplikowane… czy kiedykolwiek będziemy w stanie się jeszcze wygłupiać jak kiedyś? Lou na mnie zerknął, a widząc, że nie odpowiadam pokręcił głową.
- Nie, nie widzieliśmy.
- Kurczę, gadałem z nią i… dziewczyna jest bezradna, naprawdę żałuję. To nie jej wina, że zakochała się w Harrym.
Nie wierzyłam. Jeszcze przed chwilą obwiniał ją o to, że niszczy ich miłość a teraz ją broni?! Co jest? Tommo również wydawał się zaskoczony. Teraz wypadałoby się odezwać.
- Emm… być może masz rację. A właściwie, dlaczego jej szukasz, jeśli można wiedzieć?
- Chciałem ją zabrać na spacer, dla rozluźnienia.
Zamurowało mnie. Właśnie w tym momencie podeszła do nas Asia ze smutną miną.
- Niall.. Szukałeś mnie?
- Asia! Tak, tak! Chodź, zabieram Cię na spacer.
Ona nieco zaskoczona poszła za nim. Louis otrzeźwiał pierwszy.
- Zmienny jest ten Horan… dobra, idę z powrotem do hotelu, idziesz ze mną?
Skinęłam głową, po czym podreptałam za nim. Na tarasie siedział Harry, a na jego kolanach Kinia przytulająca się do niego. Uśmiechnęłam się do nich, kiedy byłam już przy drzwiach.
- Anka!
To Harry. Spojrzałam na niego z pytającą miną.
- Dzięki…
Puścił do mnie oczko a ja uśmiechnęłam się jeszcze promienniej, widząc ich takich szczęśliwych, nie potrzebowałam nic więcej. Zauważyłam, że na korytarzu Liam rozmawiał przez telefon. Musiał być to ktoś, kogo dobrze nie znał, ponieważ zwracał się do niego „Proszę Pana”. Usiadłam na ławeczce i wzięłam ze stolika obok jakieś czasopismo zaczynając je przeglądać. Louis i tak poszedł do swojego pokoju. Liam się rozłączył a ja udawałam, że wcale nie interesuję mnie, o czym rozmawiał, tylko, że to czasopismo jest niezwykle interesujące. On podbiegł do mnie i chwycił mnie w pasie podnosząc do góry.
- Liam, porąbało Cię?!
Piszczałam, w czasie, gdy on obracał mnie w powietrzu.
- Mamy koncert! Kurde, strasznie dawno nie było żadnego koncertu… a tymczasem, bam! Jest! 14 sierpień, to już za 2 tygodnie!
Właśnie… już niedługo kończą się wakacje. Nie wyobrażam sobie tego, miałabym się z nimi rozstać? Nie… poryczę się jak dziecko. Tymczasem Daddy postawił mnie na ziemi.
- Idę przekazać chłopakom, ale nie chcę mi się iść na górę do Louiego… może byś poszła?
Uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo. Roześmiał się, czyżby miał w planach swatanie nas? Ouuuu, trudna misja misiu. Zgodziłam się a następnie powędrowałam w stronę windy. Nacisnęłam 4, nasz pan mieszkał najwyżej. Winda dojechała a ja wyszłam z niej. Praktycznie nie musiałam długo iść, miał pokój tuż przy windzie. Zapukałam 3 razy. Nie otwierał… no, co jest? Zapukałam 4, 5, 6 raz i nadal nic… cholera, Tomlinson, przecież szedłeś to swojego pokoju! Już miałam iść, ale on w końcu otworzył. O fuck… zacisnęłam mocno szczękę, aby mi nie opadła. Był w samym ręczniku, mówcie, co chcecie, ale to coś zupełnie innego, niż widzieć go w spodenkach. Moje serce stanęło, a ja nie mogłam nic wykrztusić.
- Ania? O co chodzi?
Oderwałam wzrok od jego torsu i podniosłam wzrok na jego twarz. Boże, boże, boże…, po co ty tu przyszłaś?! Aha!
- Mam dobrą wiadomość…
Przerwał mi.
- … wejdź, nie byłaś jeszcze u mnie.
Szłam za nim gapiąc się na jego gołe plecy, mamusiu… żebym się tylko na niego nie rzuciła. On usiadł na łóżku a ja stałam jak ten słup.
-, Co to za dobra wiadomość?
-, Co? Aha.. Em, macie koncert! 14.
Wyraźnie się zdziwił.
- Tak? To extra! Nie spodziewałem się!
Wzruszyłam ramionami nadal się uśmiechając. Czułam się niezręcznie.
- Miałem Ci coś pokazać! Chodź tu obok mnie!
Nie byłoby w tym nic takiego, gdyby tego nie mówił, podczas gdy rozkładał się na jednej stronie swojego łóżka, on się położył! Chciał żebym położyła się obok niego? Podczas gdy on jest w samym ręczniku? Na pewno wie, co robi? To groźne Tomlinson… niepewnie ułożyłam się obok niego mając na wyciągnięcie ręki jego całe ciało. O mamusiu. Schylił się, aby wyciągnąć coś z szafki nocnej. Plecy… ręka mnie swędziła no. Usta też. Odwrócił się gwałtownie w moją stronę a w rękach trzymał znaną teraz wszystkim czapeczkę z uszami. Była ona biała a uszka, i buźkę miała czarną. Założył mi ją od razu na głowę. Swoje obie dłonie położył na moich polikach tarmosząc je jakbym była dzieciakiem.
- Wyglądasz przesłodko! Wiedziałem, że będzie Ci pasować!
Uśmiechnęłam się delikatnie. Prawdę mówiąc nie miałam zamiaru jej kupować, ale… od niego przyjmę wszystko! Roześmiałam się.
- Dziękuję.
A co tam, przybliżyłam się do niego i cmoknęłam w poliko a on uśmiechnął się promiennie.
- Chyba będę częściej kupować Ci prezenty. Ała… plecy mnie bolą po tym szumie wtedy przed hotelem.
Skrzywił się. Momencik… czy on… to znaczy…
- Zrobiłabyś mi masaż?
AAAAAAAAAAAAAAAA!!!! Położył się na brzuchu. Przypominam, był w samym ręczniku. Patrzyłam na jego plecy wyciągając ręce… mamusiu, mamusiu.




Rozdział 23.
• Napisane 10 Grudzień 2012 o 14:49

Ten rozdział dedykuję… KORNELII/STYLESOWEJ/KINI. Za to, że… piszę takie fantastyczne rozprawki? hahaha, mniejsza, masz już no!
Dotknęłam moimi dłońmi jego plecy przesuwając je powoli a to w górę a to w dół… Louis drżał a ja nie wiedziałam, o co mu chodzi. Czyżby mój dotyk robił na nim jakieś wrażenie? Nie, to akurat niemożliwe. W końcu nie wytrzymałam.
-, Co się tak trzęsiesz?!
Wykrzyknęłam „oburzona” a on wybuchnął śmiechem.
-, Bo masz strasznie zimne dłonie, ale kontynuuj, jest bardzo fajnie…
Teraz to mi się chciało śmiać, ja sobie wyobrażam niewiadomo co a okazuję się, że mam po prostu zimne dłonie. Idiotka, idiotka… Jak już jesteśmy w temacie trzęsienia się, to ja ledwo się powstrzymywałam, przecież cholera jasna, raczej nie tylko ja zareagowałabym szokiem gdyby Louis Tomlinson poprosił mnie o zrobienie mu masażu. Tak właśnie było. Masowałam go, on myślał, że mnie wręcz to nudzi a ja byłam w niebie. Moje gałki oczne ciągle były w ruchu, prześlizgiwały się po jego ciele… chciałabym, aby ta chwila trwała wiecznie. Dodatkowo miałam spore rumieńce na ryjku, a więc modliłam się w duchu, aby nie przyszło mu do głowy spojrzeć na mnie. Skupiłam się na jego plecach. Przyciskałam dłonie, tam gdzie było trzeba, a zwalniałam uścisk wtedy, kiedy byłoby to nieprzyjemne… można by było pomyśleć, że jestem specjalistą od masażu, hahaha. Jednak albo Tommo świetnie udawał, albo faktycznie było mu dobrze. Masaż trwał dobre pół godziny.
- Jestem jak nowo narodzony… dzięki wielkie.
Co?! Już?! Ale, ale… nie! Nie możesz na mnie spojrzeć!
Lou się podnosił a ja machałam dłońmi przed twarzą, robiłam wszystko, aby tylko przestało mi być tak ciepło. Ojjj, było mi wręcz gorąco. Stało się, spojrzał na mnie. Na jego twarzy pojawił się szeroki a zarazem ciepły uśmiech.
-, Na co czekasz? Chcę Ci się odwdzięczyć.
W pierwszej chwili nie zrozumiałam, o co mu chodzi. Kiedy wreszcie dotarło do mnie, w jaki sposób chcę się odwdzięczyć zamarłam.
- Chcesz mi zrobić masaż?…
Powiedziałam cicho, mając nadzieję, że zaprzeczy. On jednak skinął głową będąc widocznie zadowolonym z tego pomysłu. Cholera, cholera, co teraz?
-, Ale jak?…
- Wstydzisz się ściągnąć bluzkę przede mną? Anka, daj spokój, widziałem Cię już nieraz w stroju kąpielowym, więc teraz nie będzie to dla mnie nowością.
Nic nie mówiłam. Byłam ciekawa, co będzie dalej.
- Dobra, skoro tak bardzo się wstydzisz, to zrobimy tak. Ja się odwrócę, Ty ściągniesz bluzkę i od razu położysz się na brzuchu dobra? Wtedy nie będę miał możliwości zobaczenia przodu, bo myślę, że tego tak się obawiasz.
Zarumieniłam się. Zagryzłam delikatnie dolną wargę, ale w końcu się zgodziłam. Lou odwrócił się a ja szybkim ruchem ściągnęłam bluzkę, po czym położyłam się na brzuchu.
- No dobra, już.
Wyczułam, że Louis się obrócił. Nie byłam w stanie go widzieć. Wzdrygnęłam się, kiedy poczułam jak szybkim, sprawnym ruchem odpiął mój stanik. Moje ręce bardziej przylgnęły do ciała, miał widzieć tylko moje plecy, nic więcej. Położył swoje dłonie na moich plecach a ja nie mogłam się powstrzymać od cichutkiego jęknięcia. Czułam, jak jego dłonie zamierają na moich plecach.
- Wszystko okej?
Zapytał Tomlinson. Nie, nie jest okej! Właśnie doprowadzasz mnie do szału idioto! Tak było, miałam ochotę podnieść się i przytulić do niego, pragnęłam teraz jego bliskości! Zamiast tego powiedziałam tylko cicho:
- Jest okej.
Wrócił do masażu a ja rozpływałam się pod wpływem jego dotyku. Nagle usłyszałam jakieś pukanie a już po chwili zobaczyłam buty Harryego i Kini. O boże! Chwyciłam szybko moją bluzkę i zasłaniając nią mój przód podniosłam się. Parka patrzyła na nas najpierw zszokowana a potem oboje wybuchnęli śmiechem.
- My… nie chcieliśmy przeszkadzać! Nie wiedzieliśmy, że urządzacie sobie zabawę. Louis, co Ci mówiłem?! Gdzie Ty masz mózg człowieku? Zapomniałeś o świeczkach!
Co Harry pieprzy? Jakie świeczki? Kinia tarzała się ze śmiechu.
- Nie spodziewałam się… nasza krew! Przybij pjonę Harold!
Harry przybił pjonę Stylesowej a ja czułam, że jestem cała czerwona.
- To nie tak…
Powiedziałam cicho, ale poczułam jak Tommo mnie szturcha.
- Możecie z łaski swojej wyjść?
Wybałuszyłam oczy. Wyganiał ich? Ale… o nie, tego nie można kontynuować. Byłam megastycznie zawstydzona, wstałam wciąż trzymając bluzkę na moim przodzie i wycofywałam się do wyjścia.
- Słońce, gdzie Ty idziesz?
Kinia patrzyła na mnie pytająco. Bez słowa i ze spuszczoną głową wychodziłam z pokoju. AUU! Nagle poczułam mocny ból w głowie, zderzyłam się…, ale, z kim! Eleonor! O Jezus Maria! Jeszcze tego brakowało! Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem a następnie spojrzała na Louisa.
- Nie traciłeś czasu!
Lou energicznie wstał z łóżka.
-, Co Cię to obchodzi?! Po co tu przyszłaś? Zostawiłaś swojego kochasia samego?
Dopiero teraz zauważyłam jak Harry na nią zimno patrzy. Nie wiem jak ona, ale ja pod wpływem tego spojrzenia wycofywałabym się natychmiast. El miała łzy a jednocześnie wciekłość w oczach.
- Przecież wiesz, że to nic nie znaczyło! Kocham Cię idioto!
- Wynoś się.
Powiedział spokojnie odwracając wzrok i zaciskając pięści. To było za wiele, przecież on miał łzy w oczach! Złość wzbierała się we mnie od momentu, kiedy tylko ją zobaczyłam, ale teraz wybuchnęła.
- Nie słyszałaś?! Wynoś się stąd!
Kinia widząc, co chcę zrobić zapięła mi szybko stanik a ja naciągnęłam na siebie bluzkę. Podeszłam do El, aby ją wypchnąć z pokoju.
- A Ty, co? Myślisz, że Lou coś do Ciebie czuję? On nadal mnie kocha.
Stałam przed nią nie mogąc wydusić z siebie ani jednego słowa. Usłyszałam głos Harryego.
- Eleonor, wyjdź. Natychmiast.
- … Myślisz, że skoro Cię masował to znaczysz dla niego coś więcej niż przyjaciółka? Jesteś naiwna… jak Ty to tam miałaś? Ania?
Kinia stanęła obok mnie.
- Jeżeli natychmiast stąd nie wyjdziesz wypchniemy Cię siłą, uwierz.
- … Nie jesteś jego warta, jesteś niczym mała, bezużyteczna suczka.
Już od dawna miałam łzy w oczach. Jej słowa raniły. Louis chwycił mocno jej nadgarstki patrząc na nią tak jakby miał zamiar coś jej zrobić. El skrzywiła się, to zapewne bolało. Widać było jak jego mięśnie napinają się, kiedy trzymał jej nadgarstki.
- Idź stąd! Nie miałaś prawa jej obrażać! Nie miałaś prawa tu przychodzić! Wiesz, co? Zapomnę o Tobie szybciej niż myślisz, teraz to wiem. WYNOŚ SIĘ!
Ałł… moje uszy… krzyknął tak głośno. El wycofała się w końcu. Stałam ze spuszczoną głową i zaciśniętymi pięściami, chciało mi się płakać. Poczułam jak Lou kładzie dłonie na moich ramionach.
- Ania? Proszę Cię, spójrz na mnie…
Miałam dość, nie będę się przed niczym opierać. Przylgnęłam do jego nagiej klaty kładąc swoje dłonie na jego plecach. Nie odsunął się, przytulił mnie mocno, ale czule. Harry i Kinia widząc to wycofali się. Jednak, kiedy wychodzili poczułam jak oboje głaszczą mnie delikatnie, lub puszczają oczko w ramach otuchy. Byliśmy teraz sami. Nie mogliśmy się jednak cieszyć długo tą samotnością. Przez korytarz przeszedł Niall ze śmiejącą się Aśką. Widząc nas zatrzymali się a Niall znieruchomiał. Odsunęłam się odruchowo od Tomlinsona.
- My…
- Aśka spotkamy się potem. Cześć.
Niall szybko się wycofał znikając za ścianą. Aśka spojrzała na mnie.
- Porozmawiam z nim. Anka, nie bój się, porozmawiam z nim! Trzymajcie się.
Zdziwiła mnie ta łagodność w jej głosie, żadnych złośliwości, nic, kompletnie.
- Kurde..
Powiedziałam cicho. Louis chwycił moją dłoń.
- Nie przejmuj się, widać tylko jak bardzo Cię kocha, a też nie ma być o co zazdrosny.
Wzdrygnęłam się. Tak sądzisz? Nawet nie wiesz jak mnie to zabolało.
- Louis, będę się zbierać, to znaczy… idę do siebie, pa.
- No cześć mała, dzięki za masaż!
- Ta… też dziękuję.
Wycofałam się czując jak w oczach zbierają mi się łzy. Nie minęły nawet pół godziny podczas tego wszystkiego się stało. Było tego tak dużo… najpierw masaż, potem Kinia z Harrym, Eleonor a na końcu Niall z Aśką… Jezu, mam dość. Zjechałam windą na sam dół, po czym wyszłam na taras. Tam spotkałam Aśkę.
- Anka! Usiądziesz tu obok mnie?
Z niechęcią usiadłam.
- Rozmawiałam z Niallem… to po prostu jest dla niego trudne, kocha Cię a Ty tak mocno przytulałaś się z Lou… on dodatkowo był w samym ręczniku, Niall zrozumiał to opacznie..
- Opacznie? Czyli? CO?! Serio, myślał, że ja i Louis…, że…
Aśka przytaknęła głową.
- Cholera.
Zagryzłam delikatnie dolną wargę. Podniosłam wzrok na dziewczynę.
- Aśka… mogę Cię o coś zapytać?
- Tak?
- Czy Ty… to znaczy… tak nagle zbliżyłaś się z Niallem…
- Anka! Nie myśl tak dużo, to Ci szkodzi! Nie mam żadnych zamiarów, co do Nialla, po prostu cieszę się, bo on jedyny, oprócz Ciebie nie odwrócił się do mnie plecami po tym incydencie z Kinią i… Harrym.
Dało się usłyszeć miłość, gdy wymawiała jego imię. Oj koleżanko, mylisz się, Liam również Cię rozumiał… a tak w ogóle, musisz jak najszybciej zapomnieć o Hazzie… wystawiłam twarz do słońca pozwalając, aby zrobiło mi się od niego gorąco.
- … Wiem też, jakie macie o mnie teraz zdanie. Nie zaprzeczam, postąpiłam okropnie, ale to było takie… odruchowe. Kocham go i to chyba jasne, że ciągnie mnie do niego.
- Ja pierniczę Aśka, ja też kocham Louisa, ale staram się opanować.
Spojrzała na mnie z ironicznym uśmiechem. No tak, jeszcze przed chwilą byłam przytulona do jego nagiej klaty, jak to musiało zabrzmieć…
- Nie patrz na mnie. Nawet nie masz pojęcia jak ten gest mnie ucieszył….
- Nie dziwię Ci się. Anka, chcę żebyś wiedziała, że trzymam kciuki za Ciebie i Lou. Naprawdę chciałabym, aby się wam ułożyło.
Ta nagła zmiana Aśka z diablicy na aniołka wciąż mnie dziwiła. Dziwnie mi się nawet z nią rozmawiało bez żadnych jej docinek, czy czegoś w tym stylu.
- Cześć dziewczyny!
Kogo tu jeszcze diabli niesie? Podniosłam wzrok i zobaczyłam… Danielle! Kurczaczek, to naprawdę ona. Uśmiechnęłam się promienie.
- Dan, cześć! Jak miło Cię widzieć!
Podeszłam do niej i cmoknęłam ją w oba policzki, ona mnie również.
- Eee… jest może Liam?
- Liam? LIAM?!
Wykrzyknęłam uradowana. To znaczy, że coś się między nimi z powrotem kręci? O JEZU! Dobra… teraz pewnie wyszłam na idiotkę. Zaczerwieniona skinęłam delikatnie głową.
- Tak, tak jest! W stołówce, leć.
Danielle spojrzała na mnie dziwnie, ale zaraz się uśmiechnęła i poszła do środka. Podskoczyłam do góry piszcząc i szczerząc się jak jakaś psychiczna.
- Aniu… wszystko okej?
Aśka wyglądała jakby się o mnie zmartwiła.
- Jak najbardziej! Jeeeeju, czuję się jak nowo narodzona! Chodź ze mną do basenu, już!
-, Co? Anka, co Ty… nie! Zostaw mnie!
Było już za późno, ciągnęłam Aśkę za rękę wprost do wody… wskoczyłyśmy obie. Ja uradowana i Aśka, zażenowana. Dzień mogę zaliczyć do… średnich. Wiedziałam jednak, że jutro będzie o wiele lepiej. Szykował się wielki dzień.



Rozdział 24.
• Napisane 14 Grudzień 2012 o 16:45

Ten rozdział dedykuję… VICTORII/KURCZACZKOWI. Za to, że zawsze mi komentuje rozdziały, piszę fantastyczne rozprawki, co prawda dopiero dwie ale mam nadzieję, że już będą ciągle… uwielbiam takie długie komentarze, no i ogólnie za to, że polubiłam ją strasznie mimo, że dobrze się nie znamy. ;o Masz kurczaczku! 3

Po wyjściu z basenu wraz z troszkę zdenerwowaną Aśką, skierowałam się do hotelu. Było już późno a mi się chciało spać… byłam zmęczona. Aśka tuptała obok mnie, co chwilę się rozglądając czy aby przypadkiem ktoś nas nie widzi. Całkiem wyszło mi z głowy, że nie wszyscy używają wodoodpornych kosmetyków, jak ja. Dziewczynie rozmazał się cały makijaż, wyglądała… okropnie.
- Już się tak nie rozglądaj, wszyscy już siedzą u siebie w pokojach!
Ze śmiechem zwróciłam się do niej. Ona za to pacnęłam mnie dłonią w brzuch.
- Nie odzywaj się do mnie Ty… idiotko!
Wykrzyknęła z uśmiechem, nie miało mnie to obrazić, tylko pokazać jak jest zdenerwowana. Nadal się śmiejąc weszłam razem z nią do windy.
-, Na którym ty piętrze mieszkasz? Zawsze mi wychodzi z głowy.
Zmarszczyłam brwi spoglądając pytająco na Asie.
- 3, Ty 5 no nie?
Skinęłam głową. Wcisnęłam trójkę. Nuciłam sobie cicho pod nosem „Kiss You”, nawet się ruszając w rytm. Moja koleżanka zerkała na mnie z dziwną miną. Winda stanęła.
- Nie patrz się już tak no, tylko idź… spać. Hahaha, dobranoc.
- Dobranoc, a i Anka… dzięki za dzisiaj, poczułam się naprawdę lubiana.
Cmoknęła mnie w poliko uśmiechając się przy tym delikatnie. Teraz mnie wzruszyła no, kurczaczek.
- Weź, bo się zarumienię, idź już, serio.
Aśka wyszła, winda się zamknęła. Hmmm, może nie jest taka zła? Dzisiaj nawet fajnie się z nią bawiłam, prawie tak fajnie jak z Kinią. W końcu winda się zatrzymała a ja wyszłam z niej od razu kierując się do swojego pokoju. Na tym piętrze mieszkał również Niall więc czułam się troszkę niekomfortowo. Bałam się, że wyskoczy z pokoju i będziemy tak stać naprzeciwko siebie nic nie mówiąc. Otrząsnęłam się i szybko wskoczyłam do pokoju zamykając za sobą drzwi.
- Aaaa…
Ziewnęłam. W łazience szybko pozbyłam się ciuchów i wskoczyłam pod prysznic. Nie chciało mi się napuszczać wody do wanny, czekać… chciałam jak najszybciej wylądować w moim cieplutkim łóżeczku i zasnąć. Umyłam się szybko, ale dokładnie. Wytarłam się, założyłam koszulę nocną no i… byłam prawie gotowa. Został jeszcze makijaż do zmycia. Chwyciłam wacik, po czym nalałam na niego troszkę płyty do demakijażu. Zabrałam się do roboty trąc i trąc… w końcu wszystko było ładnie zmyte. Z zadowolonym uśmiechem wskoczyłam pod kołdrę. Zasnęłam momentalnie.
- Królewno wstawaj!
- Długo jeszcze? Ile można ją budzić? Musimy się zabrać do roboty!
Spokojny głos Louisa a następnie spanikowany głos Harryego… otworzyłam oczy mrużąc je delikatnie.
- No! Obudziła się! Dzień doberek.
Twarz Louisa zbliżyła się do mojej a ja obudziłam się natychmiastowo, ale on tylko cmoknął mnie w nosek. No tak.
- Cześć… zaraz, zaraz…
Wracał mi logiczny tok myślenia.
-, Co wy do cholery robicie w moim pokoju nad ranem?!
Spojrzałam zdenerwowana na Lou a następnie na Hazze. Hazza zareagował pierwszy.
- To Ty nie wiesz?! Przecież Kinia ma dzisiaj urodziny!
Wyszczerzyłam oczy. Jezu, jezuniu, FAKTYCZNIE!
- Kurde, czemu mi od razu tak nie powiedzieliście?!
Wyskoczyłam z łóżka zapominając o tym, że mam strasznie cieniutką i krótką koszulę nocną. Wzrok Louisa prześlizgnął się po moim ciele. Harry się uśmiechnął.
- Laska to Ty jesteś, trzeba przyznać.
- Masz szczęście, że nie ma tu Kini. Zazdrosna potrafi zdziałać szystko, koszmar… uwierzcie mi, przeżyłam to.
Chłopcy się roześmiali a ja podbiegłam do mojej szafy otwierając ją i szukając czegoś stosownego. Za eleganckie, za sportowe… jest! To będzie idealne! Zwykłe niebieskie rurki, biała bluzka z napisem „1D” i na to niebieskie, dość eleganckie bolerko tego samego odcieniu niebieskiego, co rurki. Biorąc to wskoczyłam do łazienki. Ubrałam się szybciutko. Makijaż też zrobiłam ekspresowo. Najgorzej było z włosami, strasznie poplątane… usłyszałam pukanie do drzwi.
- Można wejść? A dobra, co tam, najwyżej moje oczy ucieszą się na piękny widok.
Do łazienki wkroczył Tommo a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Przykro mi, ubrałam się już dawno.
- Ślicznie wyglądasz.
Podszedł do mnie od tyłu i szepnął mu do ucha. Co mu dzisiaj? Zachowuję się tak… inaczej, jakbym… była jego dziewczyną. Boże, masz urojenia dziewczyno. Rozczesywałam włosy starając się nie wyrwać ich za dużo.
- Mogę to ja zrobić?
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Chcesz mi rozczesać włosy?
-, Czemu nie?
Ze śmiechem podałam mu szczotką zgadzając się. Zdziwiłam się czując, że targa tą szczotką strasznie a mnie wcale nie boli, dodatkowo z tego, co widziałam nie powyrywał mi połowy włosów. Jaka była przeszłość Tomlinsona? Był fryzjerem? Na tą myśl uśmiechnęłam się szeroko. Lou to zauważył.
-, Co Cię tak rozbawiło?
- Wyobraziłam sobie Ciebie w roli fryzjera.
Teraz i on się roześmiał. W końcu oddał mi szczotkę, a moje włosy były idealnie ułożone.
- Dziękuję.
On nadstawił policzek. Uniosłam jedną brew. Czy coś mnie jeszcze dzisiaj zdziwi? Cmoknęłam go delikatnie w poliko widząc jak na jego twarzy pojawia się piękny, delikatny uśmiech. Potrafił sprawić, że odlatywałam jednym uśmiechem… jak to nie jest miłość, to już nie wiem. Wyszłam z nim do Harryego, który patrzył na nas roześmiany.
-, Co Ci jest Styles?
Usiadłam obok niego na moim łóżku rzucając mu podejrzanie spojrzenie.
-, Co Wy tam tak długo robiliście?
Cały Harry. Chwyciłam poduszkę i walnęłam go nią porządnie. Ten mi oddał, ale Lou szybko nas uspokoił.
- Chłopaki z Aśką czekają na nas na dole, zbieramy się! Trzeba przygotować przyjęcie- niespodziankę, na zabawę będzie czas potem!
Miał rację. Wyszliśmy wszyscy z mojego pokoju kierując się po schodach na dół. Nie chciało nam się czekać na windę a potem jeszcze jechać nią tak powoli, że masakra. Faktycznie, na dole byli wszyscy oprócz Kini. O kurczę, Danielle i Perrie! Przywitałam je buziakiem w poliko. Liam nie spuszczał wzroku z Dan, to było takie słodkie. Za to Zayn ciągle zaczepiał Pezz denerwując ją tym strasznie. Praktycznie wszystko było już przygotowane, ale…. Shit!
-, Ale ja nie mam prezentu!
Wykrzyknęłam. Wszyscy spojrzeli na mnie z uśmiechem. Odezwał się Niall…
- Spokojnie, Kinia dostanie od nas wszystkich jeden prezent. Samochód.
Usta same mi się otworzyły.
- Serio? Kupiliście jej samochód?
Roześmiałam się głośno, strasznie głośno.
- Przepraszam was, ale… to jest po prostu zabawne, bo Kinia mi niedawno mówiła, że musi sobie kupić jakąś fajną bryczkę.
Wszyscy westchnęli z ulga. Chyba ich przestraszyłam tym śmiechem, może pomyśleli sobie, że już ma samochód? Rozejrzałam się dookoła. Na całych dwóch stołach, połączonych ze sobą, było jedzenia oraz picie. Na środku oczywiście stał tort a na nim napis „Sto lat Kinia!”, z uśmiechem przyjęłam fakt, że pod spodem było małymi literkami dodane „I jeszcze więcej z Hazzą!”. Harry stał przy drzwiach a nagle podskoczył jak oparzony.
- Idzie! Na pozycję ludzie!
Wszyscy stanęli w okół oczekując jej nadejścia. Dziewczyna stanęła w drzwiach a wszyscy wspólnie wykrzyknęli:
- Wszystkiego najlepszego! Niespodzianka!
Zaczęliśmy śpiewać „Sto lat” po… polsku. Tak! Nie miałam nawet pojęcia o tym, że Liam nauczył wszystkich śpiewać po polsku. No bez kitu, Daddy poszperał w Internecie i znalazł.. a teraz wszyscy ładnie, rytmicznie śpiewaliśmy. Kinia była strasznie wzruszona, uściskała nas wszystkich a kiedy doszła do Hazzy złożyła mu długiego, namiętnego buziaka. Z lekka zarumieniona zerknęłam na Lou, ten również na mnie patrzył. Zdziwiona tym faktem odwróciłam wzrok. Co jest do jasnej marchewki?! Co mu dzisiaj? Zabraliśmy się za jedzenie, świętowanie… wszyscy świetnie się bawiliśmy. Wstałam.
- Proszę o chwilkę uwagi! Chciałam tylko ogłosić, że… Kiniu, z okazji takiego święta zabieram Cię dzisiaj na zakupy!
Zerknęłam na Aśkę. Kiepska sprawa… nie wiedziałam, co robić. Kinia mnie wybawiła.
- Super! Dziewczyny, idziecie z nami?
Zwróciła się wszystkich dziewczyn, łącznie z Aśką! Nie wierzyłam, już wszystko okej? Nie obraziła się na nią? Niech będzie i tak. Nagle wstał Zayn.
- To sobie obgadacie potem, a teraz… tańce!
Wszyscy przyjęli to z uśmiechem na twarzy a ja szybko chwyciłam płytę „Take me home”, która leżała na stole, po czym włożyłam ją do odtwarzacza. Poleciała pierwsze nutki LWWY. Zauważyłam, jak Harold wyciąga Kinie do tańca, Liam niepewnie idzie w stronę Danielle, Zayn już tańczy z Pezz, Aśka wariuję na parkiecie z Niallem, a ja? No tak, to było do przewidzenia. Już miałam iść do stolika, kiedy nagle poczułam czyjąś dłoń chwytającą moją.
- Można prosić?
Louis! O Jezus, tylko się nie zarumień. Skinęłam delikatnie głową, w tym czasie zaczęło się Littre Things. Musi być akurat ta piosenka? Zawstydzona podążyłam za nim na parkiet. Przeszliśmy obok Liama i Dan a teraz szturchnął mnie delikatnie.
- Masz go w garści dziewczyno, nie latał tak nawet za El.
On się roześmiał, a ja zszokowałam. Co? Jak to „Masz go w garści”? No chyba nie, to jest po prostu… przyjacielski taniec. Tyle. Tommo w końcu przystanął i objął mnie w pasie przyciągając do siebie. Mamusiu, znowu ta bliskość… nie wytrzymam tego psychicznie. Niepewnie położyłam mu dłoń na ramieniu a głowę przysunęłam na jego drugie ramię. Czułam jego oddech… był tak strasznie blisko. Przez moje ciało przechodziły dreszcze, kiedy jego dłoń delikatnie przesunęła się chociażby o milimetr na moich plecach. Rozpoczęła się solówka Harryego a ja przypomniałam sobie jak Niall śpiewał swoją patrząc mi w oczy. Przełknęłam ślinę, aby nie uronić ani jednej łezki. Przecież on i tak teraz tańczył z Aśką i wyglądał na szczęśliwego. Spojrzałam na niego, on patrzył na mnie. Dostrzegłam pustkę w jego oczach, ale też nie mogłam się przypatrzeć, ponieważ on szybko odwrócił wzrok. Cholera. Czas na Nialla… najbardziej romantyczna solówka w całej piosence. Albo faktycznie miałam urojenia, albo Louis przysunął się do mnie jeszcze bardziej. Cały czas miałam gęsią skórkę. Przymknęłam oczy odważając się w końcu położyć głowę na jego ramieniu. Poczułam, że zadrżał. To możliwe? Wszystko mi się już mieszało.
- … Ej gołąbki, piosenka już dawno zmieniła się na szybką a wy kolebiecie się jakbyście za chwilę mieli zasnąć! Nie lepiej abyście poszli do pokoju?
Kinia mrugnęła do nas porozumiewawczo a na mojej twarzy pojawiły się rumieńce. Louis też chyba się troszkę speszył.
- A wy jeszcze tutaj? Znając wasz temperament, myślałam, że już dawno gruchacie sobie w pokoju.
Odcięłam się uśmiechając się do nich złośliwie. Cała nasza czwórka wybuchnęła śmiechem. Impreza powoli mijała, a podczas niej, co chwilę zadziwiały mnie gesty Tomlinsona, a to, nagle objął mnie od tyłu, a to mrugnął do mnie… było ich tyle, że nie w sposób zliczyć. Nie wiedziałam czy mam się cieszyć czy martwić. Wkrótce wszyscy się rozeszli a ja z Kinią ruszyłam na taras. Widok, który zobaczyłyśmy na korytarzu wstrząsnął nami do reszty… Na ławeczce siedział Liam, a na jego kolanach siedziała Danielle. Oboje całowali się z zamkniętymi oczami, nawet nas nie zauważyli. Popchnęłam Kinie szybko w stronę drzwi nie chcąc tez, aby nas spostrzegli. Na dworze pisnęłyśmy głośno przytulając się i ciesząc jak skończone idiotki.
- Oni do siebie wrócili! Jezus, to chyba najlepszy prezent na moje urodziny!
Wykrzyknęła, Kinia z rumieńcami wesołości na twarzy.
- Masz urodziny? Ooo to chyba dobrze trafiłem.
Znałam ten głos… Obróciłam się w stronę bramy wjazdowej. Kuba… stanęłam zszokowana. Wypuścili go już ze szpitala? Siniak pod okiem… nie wyglądał za dobrze. Czułam satysfakcję.
-, Co Ty tu robisz?
Odparłam zdenerwowana.
-, Czemu taka zmartwiona? Nie cieszysz się?
- Nie masz tu, czego szukać.
Chłopak podchodził coraz bliżej a my z Kinią oddalałyśmy się coraz dalej… Nagle z hotelu wyszedł roześmiany Harry wraz z Louisem i Niallem. No już nie mogli się lepiej dopasować… cholera. Zauważając, co się dzieję podeszli do nas szybkim krokiem. Chłopcy stanęli przed nami tak, że z Kinią mogłyśmy, co najwyżej podziwiać ich tyłki, nic więcej nie widziałyśmy.
- Jak śmiesz tu przychodzić?
Odezwał się Harry a w jego głosie brzmiała nutka wściekłości.
-, Co Ty chcesz? Chciałem odwiedzić moją kochaną przyjaciółkę.
Przełknęłam ślinę. Miał na myśli mnie. Tym razem odezwał się Louis.
- Trzymaj się od niej z daleka. Wypieprzaj stąd koleś, jeżeli nie chcesz, aby znowu coś Ci się przypadkowo stało.
Mogłabym przysiąc, że teraz uśmiechnął się ironicznie. Taki był już Lou. Nie mogłam tak dłużej stać z tyłu, przepchnęłam się do przodu stając tym razem przed chłopakami, blisko Kuby.
- Masz jakiś interes do mnie?
- Ania…
Cichy, zmartwiony głos Nialla. Nie teraz słodziaku.
- Możemy się przejść?
- Nigdy.
Obok mnie stanął Louis ściskając moją dłoń. Nie uszło to uwadze Kuby.
- Hmmm, nowa parka? Urocze.
- Nie twój interes, Louis proszę… on mi nic nie zrobi.
- Nie puszczę Cię z nim samą.
- Ja też nie.
Po mojej drugiej stronie stanął Niall.
- Również nie mam takiego zamiaru.
Pojawił się Harry.
- Ja jestem w każdej chwili gotowa ponownie mu przywalić.
Z szerokim uśmiechem Kinia położyła głowę na moim ramieniu. Cała ona, damski bokser.
- Zaufajcie mi.
Zwróciłam się do nich wszystkich błagalnie, w międzyczasie próbując wyswobodzić moją dłoń z uścisku Tomlinsona. Udało się, widziałam jak patrzą na mnie niepewnie kiedy odchodziłam w towarzystwie Kuby. Wkrótce zniknęliśmy im z pola widzenia a ja odwróciłam się do niego.
-, O co chodzi?
- Wyglądasz dziś wyjątkowo ślicznie.
Przyciągnął mnie do siebie.
- Zostaw mnie!
Próbowałam się wyswobodzić z jego uścisku, na nic jednak były moje starania… byłam całkowicie bezradna a ten cham dobierał się do mojego paska od spodni. Nie wiedziałam co robić.


Rozdział 25.
• Napisane 21 Grudzień 2012 o 16:41

Ten rozdział dedykuję… WERCE/DIANIE/HORANOWEJ/AŚCE. Za to, że czyta moje rozdziały, komentuję tak, że od razu się szczerze do monitora, za to, że tak jej zależy na tym, aby w końcu stała się dobra… Haha, tak, moja Werka to nasza Asia z opowiadania! I za to, że ogólnie przy mnie jest, masz. :*

- Ania! Obudź się, spójrz na mnie!
Otworzyłam delikatnie oczy czując się wyczerpana, dookoła mnie było mnóstwo ludzi a ja nawet nie wiedziałam, co się stało.
- Obudziła się!
Zobaczyłam Louisa, który pojawił się jakby znikąd i który teraz gładził mnie po włosach. Możliwe, że z tego wszystkiego miałam przewidzenia, ale widziałam łzy w jego oczach.
- Co się dzieję?…
Wydukałam chcąc się dowiedzieć, dlaczego tyle ludzi nade mną lata i dlaczego ja sama nie jestem w stanie wstać własnymi siłami. Natychmiast poczułam jak jakieś silne ręce chwytają mnie w pasie, przerzucając moją rękę przez jego ramię i podnoszą mnie. To był Liam. Nareszcie widziałam wszystko wyraźnie. Moment…
- Jezus Maria, co się stało Niallowi?!
Wykrzyknęłam czując jak łzy zbierają mi się w oczach. Chłopak leżał na ławce będąc nieprzytomny. Szybko do niego podbiegłam siadając obok.
- Stracił przytomność, kiedy… kiedy zobaczył Cię w o wiele gorszym stanie niż teraz… gdybym ja tylko dorwał tego drania… nie odpuścimy mu, obiecujemy!
Patrzyłam na Harryego nie rozumiejąc, co do mnie mówi.
- Słucham? Mnie w gorszym stanie? Jakiego drania?
Wszyscy spojrzeli po sobie, byli widocznie zdziwieni, że nie pamiętam…, czego? Kinia podeszła do mnie i mocno przytuliła. W jej oczach również widziałam łzy.
- Kinia, wytłumaczysz mi, co tu chodzi? Ał…
W tym momencie poczułam silny ból w drogach intymnych. Zgięłam się w pół zagryzając wargi. Kinia w tym momencie wybuchnęła głośnym, donośnym płaczem.
- Aniu… on… Kuba…
Nagle coś zaświtało mi w głowie. Spacer, Kuba, obmacywanie… o boże!
- Czy on… on mnie zgwałcił?
Wszyscy spuścili głowy, a kiedy spojrzałam na Louisa ten zaciskał pięści. Czułam, że zbiera się we mnie złość i smutek, Louis do cholery, podejdź tu… tak bardzo cię potrzebuje. On jednak odszedł wciąż zaciskając pięści i wpatrując się w zimie. Patrzyłam w ślad za nim czując, że zaraz się rozpłacze. Harry stanął obok mnie obejmując mnie ramieniem.
- On to bardzo przeżył Ania… sądzi, że to jego wina. Zrozum.
Spojrzałam na chłopaka marszcząc brwi.
- Jego wina?! Ale przecież to… bzdura! Totalna bzdura!
- Słuchaj czy Ty… czujesz się na tyle dobrze na ile można… to znaczy, czy…
- Już Harry, spokojnie. Tak, pójdę za nim, nie chcę o tym myślec, nie chcę myśleć, co mogło się stać… błagam was do cholery, zajmijcie się Niallem! Nic nie może mu się stać!
Podeszłam jeszcze ostatni raz do blondynka, pogłaskałam go po policzku, po czym cmoknęłam w czoło. Bardzo chciałam przy nim zostać, ale musiałam porozmawiać z Louisem, to była konieczność. Odeszłam. Kiedy znalazłam się poza zasięgiem wzroku moich przyjaciół nie mogłam się powstrzymać… poszłam do publicznego wc, a tam ściągnęłam z siebie każdy ciuszek. Czułam się brudna, szalenie brudna! Spojrzałam na swoje ciało szukając jakiś oznak po tym co się stało. Krew… przełknęłam ślinę. Cham, pożałuję tego! To było postanowienie. Szybko założyłam na siebie z powrotem ciuchy a następnie wyszłam, szukając Lou. Najchętniej pobiegłabym do hotelu, a tam z kolei pod prysznic ale… musiałam z nim pogadać, o czym zreszta już wspomniałam. Nie przejmowałam się tym jak wyglądam, być może miałam potargane włosy, rozmazany makijaż… ale liczyło się to, że był przy mnie, że… się przejął. Zobaczyłam go siedzącego na ławce i chowającego twarz w dłoniach. Ten widok bolał, przecież ja go kochałam! Nie może przeze mnie płakać! To już drugi raz, cholera. Nie pozwolę mu płakać. Jak już to ze szczęścia. Usiadłam obok niego i przytuliłam się do jego pleców. Miałam nadzieję, że w końcu podniesie się i obejmę mnie ramieniem, naprawdę go potrzebowałam.
- Mogłem postawić na swoim, nie puścić się, wiedziałem…
- Louis! Nie gadaj bzdur, to nie jest twoja wina! Tak czy inaczej poszłabym!
Wreszcie podniósł głowę. Był cały zapłakany, boże. Serce ścisnęło mi się, czułam, że dłużej nie wytrzymam. Jego usta były takie kuszące… nie! Nie możesz.
- Nie rozumiesz, że on Cię zgwałcił?! Ten dupek, tępa szmata, męska dziwka, on Cię zhańbił! Nie podaruję mu tego.
Zacisnęłam oczy. Te słowa bolały… spuściłam głowę czując, że zacznę płakać. Poczułam dłoń Louisa na swoim ramieniu, a po chwili już opierałam głowę na jego klacie. Przytulił mnie do siebie mocno, opierając głowę na moich plecach.
- Przepraszam, przepraszam…, jaki ja jestem żałosny… nie dość, że pozwoliłem Ci z nim iść to dodatkowo teraz tak bardzo Cię zraniłem.
Powoli odzyskiwałam panowanie nad sobą, w objęciach Tomlinsona znikał cały świat, nic się nie liczyło. Miałam ochotę siedzieć tak wieczność, nie odrywać się od niego. On jednak sam się odsunął a ja miałam wrażenie, że przeskoczyłam z Lata do Zimy. Nagle zrobiło mi się zimno, choć przed chwilą aż za gorąco.
- Proszę Cię… wracajmy do hotelu. Muszę wziąć prysznic.
Skinął głową a ja wstałam i wyciągnęłam do niego rękę. Oboje potrzebowaliśmy opieki. Opieki siebie nawzajem. Szliśmy a on trzymał moją rękę, i choć nasze palce nie były splecione, i tak czułam, że latam. Wkrótce doszliśmy do hotelu.
- Idź już.. ja… posiedzę tu na tarasie.
Pobiegłam do mojego pokoju, gdzie szybko ściągnęłam z siebie ciuchy. Prysznic tak kusił, weszłam do niego, puszczając od razu wodę. Myłam się dobre dwie godziny, gdyby nie to, że moja skóra zaczynała się marszczyć, siedziałabym jeszcze dłużej. Wytarłam się ręcznikiem a następnie owinęłam. Nie miałam zamiaru nigdzie teraz wychodzić, ale musiałam… musiałam zrobić jedno. Chwyciłam swój telefon, po czym wybrałam numer do Kini. Odebrała.
-, Co z Niallem?
Zadałam jedno, konkretne pytanie.
- Nic poważnego… już się ocknął, piję teraz wodę. Niedługo wrócimy do hotelu. Pytał o Ciebie, Aniu… dobrze by było jakbyś z nim porozmawiała, to znaczy, jak nie czujesz się na siłach…
- … Porozmawiam z nim jak tylko przyjedziecie.
Teraz nie liczyłam się ja, liczył się tylko on. Kochał mnie tak mocno, a ja nie mogłam mu się odwdzięczyć. Przeżywał wszystko, co związane ze mną, tak bardzo chciałabym zakochać się w nim, nie w Louisie, u którego i tak nie mam najmniejszych szans. Założyłam świeżą sukienkę, a przede wszystkim, świeżą bieliznę. Tamta już znajdowała się w koszu, kojarzyła mi się z najgorszym. Z rozpuszczonymi włosami zeszłam na dół na taras, gdzie siedział Tommo. Kiedy mnie zobaczył, spojrzał na mnie niepewnie.
- Niedługo przyjadą… będę musiała porozmawiać z Niallem.
-, Czyli z nim wszystko okej?
- Tak, to był tylko szok… porządny szok.
Usiadłam obok niego. Lou spuścił głowę wzdychając.
- Koleś bardzo Cię kocha.
Patrzyłam przed siebie starając się nie myśleć o tym, co się dzisiaj działo.
- Kocha mnie, a ja nie mogę nic mu dać oprócz przyjaźni… to jest okropne.
Spojrzałam na niego, a on szybko uciekł wzrokiem. Przez chwilę dostrzegłam w jego oczach coś na kształt… radości pomieszanej ze smutkiem? Nie mogłam jednoznacznie stwierdzić. Uliczka się otworzyła.
- Idę.
Zwróciłam się od Lou, a ten nawet się nie odezwał. Podbiegłam do Nialla, przytulając go mocno.
- Wiesz jak mnie wystraszyłeś?
- To nic w porównaniu do tego, co ja poczułem, jak zobaczyłem Cię… zabiję go, zabiję drania.
- Spokojnie Niall… możemy pogadać?
- Tak, jak najbardziej.
Poszliśmy w stronę basenu, podczas gdy inni podeszli do Louisa, siadając przy stole. My tymczasem usiedliśmy naprzeciwko siebie, na trawie. Miałam zamiar zacząć, ale okazało się, że Horan strasznie się niecierpliwił.
- Nie powinienem tak Cię omijać… jesteś dla mnie ważna, i raczej będziesz bardzo długo, nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak Ty, ale… to nie twoja wina, że mnie nie kochasz. To nie twoja wina, że kochasz Louisa. Powinienem życzyć wam szczęścia, bo widać, że coś się między wami kręci….
- Nieprawda.
Nie mogłam się powstrzymać od tej uwagi, nic się między nami nie kręciło.
- Jesteś ślepa Ania… w każdym razie, przepraszam za moje zachowanie, czy…
Dłużej już tak nie mogłam, po prostu przybliżyłam się do niego i mocno go przytuliłam.
- Nic już nie mów, wszystko jest okej. Jesteś dla mnie bardzo ważny aniołeczku, i choć raczej nigdy nie będziemy nikim więcej niż przyjaciółmi, to musisz wiedzieć, że jesteś dla mnie bardzo, bardzo ważny. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła.
Musnęłam delikatnie jego poliko. On się zarumienił, jak zwykle uroczy… w pewnym momencie podniósł na mnie wzrokiem i bez żadnych ogródek zapytał:
- Jak myślisz, miałbym szansę u Aśki?
Zamurowało mnie. Jeszcze przed chwilą mówił, że raczej długo będę dla niego ważna, a teraz pyta czy ma szansę u Aśki? Chłopak chyba zrozumiał, o co mi chodzi, bo od razu zaczął się tłumaczyć.
- To nie jest tak, że jak się dowiedziałem, że nie mam u Ciebie szans, to już startuję do innej, po prostu to fajna dziewczyna, a ja… nie chciałbym wiecznie cierpieć.
- Też tego nie chcę! Na pewno masz u niej szanse Horan!
Poczochrałam jego czuprynkę a on niepewnie się roześmiał. Już po chwili uśmiechnięci wróciliśmy do naszych przyjaciół. Aśka wstała energicznie z krzesła i mocno mnie przytuliła. Teraz to mnie zaskoczyła, kurczę.
- Asia, już… okej….
- Tak się martwiłam! Możesz być pewna, że mu nie odpuścimy! Prawda ludzie?
Zwróciła się do pozostałych ludzi a oni stanowczo skinęli głowami.
- To miłe, ale… jak widzicie, jestem tu, cała, i mimo, że troszkę poturbowana, to staram się o tym zapomnieć. Proszę, ułatwcie mi to. Tak w ogóle… chyba czas w końcu pokazać naszej solenizantce jej samochód, co?
Wszyscy sprawiali wrażenie jakby obudzili się ze snu, oprócz Harryego, który pewnie cały czas o tym myślał.
- Racja! Wstajemy, wstajemy a Ty księżniczko…
Hazza wstał i stanął naprzeciwko Kini. Jednym ruchem podniósł ją z krzesła, i trzymając ją na rękach szedł już w kierunku samochodu, którego jak na razie nie było widać. Uśmiechnęłam się, jacy oni się słodcy. W końcu doszliśmy na miejscu. Harold postawił Kinie na ziemi, a ona urzeczona wpatrywała się w samochód.
- Ojeju…, jakie cudo! Dziękuję, aaaaaaa! Dziękuję wam skarby!
Jeszcze raz wszystkich przytuliła. Patrzyłam na Harryego i starałam się powstrzymać śmiech. Kinia dzisiaj bardzo ładnie wyglądała, można powiedzieć, że seksownie a wzrok Hazzy cały czas prześlizgiwał się po jej ciele. Przyciągnęłam jego wzrok i mrugnęłam do niego, dając mu znak, że wie, co ma robić. Ten uśmiechnął się do mnie szeroko, po czym dało się zauważyć, jak unosi kciuk.
- A teraz możecie się rozejść… musimy zrobić z Kinią chrzest samochodu.
Podszedł do niej i objął ją w pasie. Teraz już nie mogłam wytrzymać, wybuchnęłam śmiechem, po mnie cała reszta. Aśka troszkę sztucznie, ale… starała się, to jest ważne.
- Zbieramy się, zbieramy drodzy państwo…
Poganiałam ich cały czas się śmiejąc. Usłyszałam jeszcze Louisa.
- A masz świeczki mądralo?!
- O to się nie martw, nie jestem takim niezdarom jak Ty!
Odpowiedź Hazzy nadeszła natychmiastowo. Zarumieniona, udałam, że nie usłyszałam tej wymiany zdań. Chciałam się jeszcze przejść po parku, już miałam wyjść z poza terenu hotelu, kiedy nagle poczułam silny uścisk dłoni.
- Gdzie się wybierasz?
To był Louis.
- Na spacer.
- Nigdzie nie pójdziesz sama, nawet o tym nie myśl. Teraz już Cię nigdzie nie puszczę samej.
-, Ale Lou… no dobra, to w takim razie pójdziesz ze mną?
- Z wielką przyjemnością droga Pani.
Tym razem już nie trzymaliśmy się za ręce, ale oboje czuliśmy potrzebę bliskości. Ja na pewno, a czy Lou… mogłam się tylko domyślać. Kiedy przechodziliśmy obok naszego płotu od hotelu, w pewnym momencie usłyszeliśmy jęki, stęki… Louis przystanął najpierw, rozglądając się czujnie, jednak po chwili, kiedy zobaczył moje rumieńce na policzkach, zrozumiał, jakie jest źródło tych jęków.
- Wstydzę się za nich… mogliby się trochę opanować, nie przystoi, żeby taka duma słuchała takich dźwięków, chodź już…
Pociągnął mnie za rękę, a ja posłusznie podreptałam za nim, czując jak żartobliwie brzmiały jego słowa. Mimo, że byliśmy już na terenie parku, on nadal nie puszczał mojej dłoni. Nie powiem, że mi się to nie podobało… wręcz przeciwnie.
- A właśnie, nie było okazji Cię poinformować… już jutro jedziemy do Niemiec, tam gdzie mamy mieć ten koncert. Jednak będzie szybciej, a właściwie, to za 4 dni…
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Za 4 dni? Ale przecież miał być dopiero 14 sierpnia.
- No tak, ale plany się zmieniały… do jasnej marchewki, mi to też nie pasuję.
Roześmiałam się, słysząc określenie „jasna marchewka”. Zawsze mnie to bawiło.
-, Z czego się śmiejesz mądralo, co? Chcesz oberwać?
Połaskotał mnie a ja z piskiem starałam się wyrwać z jego ramion. On mnie jednak nie puszczał.
- Louis! Idio… Marchewko, puść mnie!
Śmiałam się w niebogłosy, on tylko się uśmiechał.
-, Co mam… zrobić…, co?
Wykrzykiwałam pojedyncze słówka, kiedy tylko miałam okazję. Nienawidziłam łaskotek.
- Buziak?
Uniosłam brwi.
-, W poliko oczywiście.
Tommo sprostował, a ja dałam mu znak, że się zgadzam. Puścił mnie.
- Jesteś głupi!
Tupnęłam nogą, robiąc obrażoną minę, ale jednocześnie chciało mi się śmiać.
-, Co mi obiecałaś?
Wywróciłam oczami a następnie zbliżyłam się do niego i stawając na palcach złożyłam mu na poliku całusa. Uśmiechnął się usatysfakcjonowany.
- Nie będę mył tego polika.
Roześmiałam się, po czym poczochrałam jego włosy. On przerzucił mnie przez ramię, i znowu byłam uwięziona.
- Ojjj, teraz Ci się dostanie.
- Lou…, co Ty masz zamiar zrobić?
Przestraszyłam się, bo zauważyłam blisko nas fotannę. A Tomlinson spokojnie zmierzał ku niej.
- Nie waż się…



Rozdział 26.
• Napisane 22 Grudzień 2012 o 15:46

Ten rozdział dedykuję wszystkim moim czytelniczkom! Dziękuję wam za to, że jesteście ze mną! 3
Na nic zdały się moje protesty, już po chwili leżałam w fontannie, a konkretnie w wodzie. Spojrzałam na Tomlinsona, który stał obok i śmiał się jak opętany.
- Lepiej uciekaj!
Byłam strasznie zła, ale jednocześnie ta sytuacja mnie bawiła. Kiedy tylko wyskoczyłam z fontanny podbiegłam do Lou, ale nie zdążyłam go chwycić, bo on zaczął uciekać, nie przestając się śmiać. PSTRYK! Obróciłam się i co zobaczyłam? Reporterzy robią nam zdjęcia! O boże, ale przecież… jak ja wyglądam?! Spojrzałam na Louisa wzrokiem, który mówił sam za siebie „chodź tu, żarty się skończyły.”. Lou szybko do mnie podbiegł a minę nie miał radosną.
- Proszę odejść! Zero prywatności, wszędzie musicie nas dopaść! Dowidzenia!
Odganiał reporterów a ja stałam jak ten słup, będąc strasznie skrępowana.
- Louis! Znalazłeś sobie nową dziewczynę?
- Już zapomniałeś o Eleonor?
Pytania sypały się niczym grad… wiedziałam, na co stać Lou, jak go zaraz nie odciągnę, to będzie źle. Chwyciłam jego dłoń i stanowczo pociągnęłam. Poszedł za mną posłusznie a ja po chwili zaczęłam biec, czując, że reporterzy ciągle idą w ślad za nami. Wkrótce ich zgubiliśmy. Zerknęłam na chłopaka.
- Lou… tak mi przykro, nie mają ani trochę wyczucia.
On jednak spojrzał na mnie jakbym powiedziała coś dziwnego.
-, Ale, o co ci chodzi? No tak, przeszkodzili nam… a! Chodzi Ci o Eleonor tak? Spokojnie słońce, to już przeszłość.
Mrugnął do mnie. Byłam zszokowana, patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszałam. Tommo roześmiał się tym swoim zabójczym śmiechem.
- Nie patrz się na mnie tak, jakbyś zobaczyła ducha! Czemu to Cię tak dziwi?
- To znaczy… Em…, dlaczego tak nagle o niej zapomniałeś?
- A co? Miałem wciąż cierpieć z jej powodu? To nie była moja wina, to była wyłącznie jej wina! A ja nie mogłem i przede wszystkim nie chciałem wciąż się męczyć kochając ją.
Skinęłam głową. Wzrok spuściłam na ziemię. Może to oznacza, że… może jest dla nas jakaś szansa? Nie, nie rób sobie żadnych nadziei idiotko! Nagle zawiał wiatr a mnie przeszły dreszcze. No tak, byłam cała mokra, a pogoda powoli się psuła.
- Zimno Ci? Jaki ze mnie tępak, chodź, idziemy już do hotelu.
Byłam niespokojna przez całą drogę do hotelu, jaki był tego powód? Chłopak cały czas obejmował mnie ramieniem, jako, że było mi zimno. To chyba logiczne, że kiedy mnie obejmował, nie było mi zimno, wręcz przeciwnie. Zayn właśnie wyszedł z toalety, kiedy my wkroczyliśmy do hotelu. Widząc nas uśmiechnął się. Zaraz jednak zmarszczył brwi.
-, Dlaczego ona jest mokra?
Jego podejrzliwy wzrok doprowadził mnie do śmiechu. Malik, oj Malik…
- A dlaczego Ty jesteś przystojny? Nie interesuj się!
Pstryknęłam go w nos uśmiechając się szeroko, po czym podreptałam do windy. Odwróciłam się jeszcze, aby sprawdzić, co z Lou. Ten uśmiechnął się.
- Idę pogadać z Harrym, trochę ostatnio przegina, ani się obejrzymy a Kinia będzie w ciąży.
Uśmiechnął się, ale było widać, że był tym faktycznie zaniepokojony. Nie mogłam go rozgryźć, raz klasyczny Bad Boy, a raz opiekuńczy, niczym Liam. Miał wyczucie chłopak. Zayn widząc, że Lou idzie do Harryego zatrzymał go.
-, Ale on jeszcze nie wrócił… to znaczy… nie wrócili.
Wybuchnęłam śmiechem. No przepraszam, ale nie mogłam. Chłopcy spojrzeli na mnie a następnie również się roześmiali.
- Jak długo można?
- Powiem Ci tyle stary, od zawsze współczułem twoim i Hazzy dziewczynom, jeżeli chodzi o te sprawy, laski naprawdę muszą mieć mocne nerwy.
Teraz to zwijałam się ze śmiechu, musiałam aż usiąść na ławce. Tommo zgromił go wzrokiem a Malik posłusznie wyszedł na taras zostawiając nas samych.
- Nie słuchaj go, on… nie zna się!
Ja jednak nadal się śmiałam.
- No wiesz, wśród directionerek Ty i Harry jesteście największymi zbokami, więc… to znaczy… macie, że tak powiem, największe możliwości.
Odważyłam się to powiedzieć, ponieważ aktualnie byłam w stanie głupawki. Zapewne, gdyby nie to, nie wydusiłabym z siebie tych słów, a jak już by się tak stało, to byłabym czerwona jak burak. Tymczasem nadal się śmiałam, czując, że aż zaczęłam płakać. Lou patrzył na mnie takim zdziwionym wzrokiem… nie ułatwiał mi tego!
- Serio? Kurde… wpadka?
Oparłam głowę na kolanach.
- Przestań! Przestań mnie rozśmieszać!
Rozkazałam mu starając się na stanowczy ton głosu. On poczochrał mi włosy i poszedł na taras, a ja w końcu się opanowałam. Otarłam łzy. Z windy za to, wyszli całkiem uśmiechnięci Liam wraz z Danielle.
- Cześć gołąbki!
Przywitałam się, cmokając Dan w poliko. Widziałam ją dzisiaj po raz pierwszy.
- Siema, Ania? Czemu Ty jesteś mokra?
Liam zmarszczył brwi. A no tak, całkiem o tym zapomniałam. Już miałam myśleć nad sensowną odpowiedzia, jednak, na całe szczęście okazało się, że pytanie Liama, było pytaniem retorycznym, niewymagającym odpowiedzi.
- Leć szybko się przebrać, bo będziesz chora!
- Daddy, daj spokój. Bawcie się dobrze.
Mrugnęłam do nich, po czym weszłam do windy. Już po chwili byłam w swoim pokoju. Cieszyłam się, że wszyscy zachowują się tak, jakby ta cała sytuacja ze mną i… z Kubą nie miała miejsca. Byłam pewna, że jak chłopak tu przyjdzie, to raczej już nie odejdzie. Będzie miał przerąbane, i tym razem nawet ja się nie uspokoję. Czułam obrzydzenie. Ale był jeden plus, musiałam czuć się tak źle, że zemdlałam. Przynajmniej niczego nie pamiętałam. To był ten plus. Wyciągnęłam torbę i zaczęłam się pakować na wyjazd do Niemiec. Jechaliśmy tam na 2 tygodnie, to też nie było, co brać tyle ciuchów. Zapakowałam, więc te, które uznałam za niezbędne. Było już późno, a my mieliśmy wyjechać rano. Koncert zbliżał się dużymi krokami, ojjj dużymi. Dzisiaj pozwoliłam sobie na kąpiel w wannie, chciałam się zrelaksować przed podróżą. Wychodząc z niej wysmarowałam się kremem, i dopiero po tym zabiegu narzuciłam na siebie koszulę nocną. Czułam się idealnie. Przechodząc obok lustra, stanęłam naprzeciwko. Patrzyłam sobie w oczy. Musiałam przyznać, że przez te wakacje wyładniałam, naprawdę. Może to zasługa chłopców? Dali mi tyle pozytywnej energii. Nie wyobrażałam sobie końca wakacji, rozstania z nimi… nie, już! Nie możesz o tym myśleć. Położyłam się do łóżka. Zasnęłam.
- Lou idź stąd! Nie, Ty jej nie obudzisz! I co, znowu będziesz się gapić tak jakbyś chciał ją zjeść? Ja ją obudzę, spadaj!
- Ona się budzi, weź się zamknij z łaski swojej…
Faktycznie, budziłam się. Cholera, znowu pobudka, taka niechciana… Harry? HARRY?! Przez chwilę, będąc jeszcze nieświadoma, przestraszyłam się, że wylądowałam w nim łóżku. Już chciałam wpadać w panikę, kiedy nagle zorientowałam się, co i jak.
- O Jezu… już?
- Tak, wstawaj mała.
- Harold, odpieprz się.
Naciągnęłam na siebie kołdrę i zamknęłam oczy.
- Dobra Lou, tylko Ty będziesz w stanie ją obudzić.
Czemu ja latam? Czemu wiruję? Otworzyłam oczy, uśmiech Louisa… spojrzałam w dół. Kurde! Koleś trzymał mnie na rękach i lulał jak małe dziecko! Na szczęście chwycił mnie z kołdrą.
- Tomlinson, natychmiast postaw mnie na ziemi.
Powiedziałam stanowczo. On ze smutną minką posłuchał mnie. Z westchnieniem odrzuciłam kołdrę i podeszłam do mojej szafy.
- Nie gap się.
Stałam tyłem, ale doskonale czułam jego wzrok.
- Pf..
.”Powiedział” to cicho, ale dało się usłyszeć. Uśmiechnęłam się tylko, i wyciągnęłam z szafy komplet, który naszykowałam na dzisiaj. Wygodne krótkie, dżinsowe spodenki oraz t-shirt z napisem „Przyjaciółka One Direction.” Nie ma to jak szpan w końcu. Chłopacy roześmiali się, widząc tą bluzkę. Ubrałam się szybko, makijaż i włosy równie szybko ogarnęłam. Byłam gotowa.
- Ja wezmę torbę, złaź już.
- Proszę Państwa, nowa odsłona Louisa Tomlinsona, gentelman!
Roześmiałam się a on tylko pacnął mnie w ramię. Posłusznie jednak zeszłam na dół do reszty. Przywitałam się z każdym buziakiem.
- Nie Harry, Ty nie dostaniesz.
Chłopak zrobił smutną minę, ale Kinia uciszyła go jednym, namiętnym całusem w usta. Od razu się rozchmurzył. Po 15 minutach siedzieliśmy już w pamiętnej limuzynie.
- Jeeeju Kinia, pamiętasz to, jak jechałyśmy z tymi idiotami po raz pierwszy? Byłyśmy takie zachwycone… pf…
- Pamiętam. I czym tu się zachwycać? Tacy pośredni.
Grałyśmy dobrze swoje role. Chłopacy po chwili od razu zaczęli nas łaskotać a my wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Żartowałyśmy! Jesteście idealni! Cholera, cholerne ideały!
Wykrzyknęłam a oni usatysfakcjonowani puścili nas. Hazza zaciągnął do siebie Kinie, a ona przylgnęła do niego rozpromieniona. Aśka tymczasem siedziała w kącie wyraźnie zmieszana. Biedna, tak być nie może. Usiadłam obok niej.
- Co tam? Wyspałaś się?
- Szczerze? Nie… po tym jak mnie Niall oblał wodą?
Obrzuciła Horana czułym spojrzeniem a mi usta same się otworzyły.
- Aśka czy między tobą a Niallem…
-, Co? Nie! On mnie tylko obudził, nic między nami nie było głupku.
Obie się roześmiałyśmy.
- Powodzenia mała.
Puściłam do niej oczko a ona tylko zarumieniona jeszcze raz spojrzała na Nialla. Chłopcy zaczęli grać w butelkę.
- Anka, Aśka! Chodźcie tu!
- W butelkę? O nie, w życiu mnie do tego nie namówicie.
Usiadłam obok.
- Aniu…
Louis uśmiechnął się do mnie słodko i zamrugał oczkami. Cholera, ten to wie jak mnie przekonać. Z westchnieniem usiadłam obok Kini.
-, Na co gramy?
- Zadania i pytania.
Harry zakręcił butelką. Wypadło na Louisa.
- Zadanie!
Powiedział zdecydowanie. Szeroki uśmiech Harryego troszkę mnie przestraszył… Kinia mu coś szepnęła na ucho a on zachichotał. Zaczynałam się bać w imieniu Lou.
- Pocałuj Anie.
Krótkie, dwa słowa a potrafią doprowadzić człowieka do zawału. Wpatrywałam się w Hazze zszokowana. On chyba nie mówi poważnie? Zerknęłam na Tomma, a on wydawał się tak samo zdziwiony jak ja.


Rozdział 27.
• Napisane 23 Grudzień 2012 o 20:35

Ten rozdział dedykuję… Oluss, za co? NIE WIEM. Wredota oskarżyła mnie o picie piw! Hahahahha, za to Cię polubiłam bejbe. masz już. :* Dzięki za to, że komentujesz mi każdy rozdział!
- Hahaha, śmieszne, a prawdziwe zadanie?
Musiałam o to zapytać. Chciałam, żeby teraz wszyscy się roześmiali a Harry faktycznie dał Louisowi inne zadanie. Wszyscy jednak wyglądali na zdziwionych oprócz Harryego i Kini, którzy uśmiechali się „od ucha do ucha”.
- To jest prawdziwe zadanie. To, co Louis wykonujesz, czy chcesz karne, przymusowe zadanie?
- Wykonuję.
Odpowiedział stanowczo Lou. Ja byłam w stanie przed-zawalnym. Nie byłam w stanie wydusić ani jednego słowa. Louis zbliżył się do mnie i przez chwilę jego twarz była tylko blisko mojej. Patrzyliśmy sobie w oczy. Po chwili jego usta musnęły moje, to było szybkie. Nie był to żaden namiętny pocałunek, zwykłe muśnięcie, jakim obdarzają siebie nieraz przyjaciółki. Ja jednak czułam to tak wyraźnie, to było takie… z pewnością wyszłam teraz na idiotkę, ale patrzyłam przed siebie, będąc niczym w stanie hipnozy. Poczułam lekkie szturchnięcie w bok. To Aśka. Pokręciłam głową i spojrzałam na wszystkich po kolei. Reakcję były różne. Kinia zrobiła obrażoną minę i skrzyżowała ramiona, Harry, który siedział obok niej, robił praktycznie… to samo. Co, do Nialla, który siedział z kolei, obok Hazzy, wydawał się on… zdziwiony? Mogłabym przysiąść, że był w takim samym stanie, co ja przed chwilą. Idziemy dalej… Zayn uśmiechał się wesoło unosząc brwi, też wyglądał na zdziwionego. Liam patrzył na mnie jakby chciał mi przekazać „Nie trzeba było przytrzymać te jego usta?!”. Louis… miał spuszczoną głową i był zarumieniony, jejku! Naprawdę był zarumieniony! No i na końcu Asia, która zagryzała wargę i spoglądała na Nialla, jakby ta sytuacja przed chwilą nie zrobiła na niej żadnego wrażenia. Jednak to ona uratowała mnie przed kompletną kompromitacją, wybudziła mnie z „letargu”. Teraz zrobię dla niej wszystko. Pierwszy odezwał się Zayn.
- Louis, kręcisz!
Lou podniósł głowę i zakręcił butelką. Wypadło na Liama.
- Pytanie czy zadanie Payne?
- Hmm… pytanie.
- No dobra, czy między Tobą a Danielle wszystko okej?
Na twarzy Liama pojawił się szeroki uśmiech, a w jego pojawił się błysk. Kochał ją całym sercem, to było widać.
- Tak, nigdy lepiej nie było.
Liam zakręcił butelką, cholera, cholera! Nie, tylko nie ja. Spojrzałam na Liama wzrokiem „Tylko spróbuj coś wykręcić, a łeb Ci ukręcę!”.
- Pytanie.
Powiedziałam stanowczo. Bałam się, co by mnie czekało przy zadaniu.
- Pamiętaj, że musisz odpowiedzieć szczerze. Czy jest ktoś, kogo kochasz?
Shit. Przy najbliższej okazji ukręcę mu łeb, masz to załatwione Payne. Spuściłam głowę, możecie mnie uznać teraz za szarą myszkę, ale nie byłam w stanie patrzeć na nikogo przy odpowiedzi.
- Tak…
-, Co? Nie słyszałem.
- Tak…
- Mów głośniej.
- TAK!
Wykrzyknęłam. Chyba aż za głośno. Nawet nie śmiałam spojrzeć na Tomlinsona, bałam się, jak on na to zareagował. Zakręciłam butelką chcąc jak najszybciej się rozluźnić. Wypadło na Harryego. Na mojej twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Pożałujesz Styles.
- Pytanie czy zadanie?
Zapytałam grzecznie, a przy okazji słodko.
- Zadanie słońce.
Cholera, teraz akurat wolałabym pytanie. Myślę, myślę. Jakie zadanie byłoby w stanie go zawstydzić? Tak samo jak mnie? Kurde, Hazza to twarda sztuka. Zaraz, zaraz…. Jest jednak coś.
- Przedstaw sytuację przed waszym pierwszym razem z Kinią. Jak się zaczęło?
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Niedosłownie, tylko, podkreślam TYLKO Harry się nie roześmiał. Kinia śmiała się jak gdyby nigdy nic. Pamiętałam dobrze tą sytuację przed pokojem Kini, z pewnością wtedy był ich pierwszy raz. Będę wiedziała, jak skłamią. Oboje wstali i zaczęli się całować. Harry objął Kingę w pasie kładąc ręce na jej pośladkach a Kinie zacisnęła dłonie na jego plecach. Po chwili dało się usłyszeć cichy szept Kini.
- Chcę Cię mieć teraz, u mnie w pokoju….
Oboje udali, że wchodzę do pokoju. Wszyscy dosłownie pokładali się ze śmiechu, tym razem również Harry. Sytuacja się rozluźniła. Graliśmy w butelkę długo, ale jedno zapamiętam. Sytuację, kiedy butelka wypadła na Nialla, który wybrał pytanie a zadać je miała Aśka. Zapytała wtedy:
- Czy nadal czujesz coś do… dziewczyny, do której coś czujesz?
Tak, chodziło o mnie. Zarumieniona wtedy odwróciłam wzrok. Niall odpowiedział stanowczo, jednym słowem.
- Nie.
Spojrzałam wtedy na niego zaskoczona. Jezuniu drogi, serio? Miałam ochotę odetchnąć z ulgą, ale to by go uraziło, a tego nie chciałam. Zamiast tego uśmiechnęłam się tylko dyskretnie w jego stronę a on odpowiedział mi tym samym. Wkrótce gra się skończyła a wszyscy usiedli na fotelach. Zaczynało mi się nudzić.
- Daleko jeszcze?…
Liam podniósł nos zza komórki.
- 2 godziny Aniu.
Wywróciłam oczami. Czemu wszyscy muszą mówić do mnie „Aniu”? Nienawidziłam tego. Wolałam jak mówili po prostu „Anka”. Ale to w końcu Daddy. Louis podszedł do mnie i usiadł, obok co wprawiło mnie w stan zmieszania.
- Zaczynamy się nudzić, co?
Uśmiechnął się delikatnie. Mamusiu, jak on bosko wyglądał.
-No tak… nie da się ukryć.
Odpowiedziałam cicho mając ochotę schować się pod ten fotel.
- Ania, słuchaj… to zadanie… nie chciałem Cię skrępować.
Skrępować? Co on pieprzy? Przecież ja byłam w niebie!
- Spokojnie, to było tylko muśnięcie ust prawda? Nie ma, co panikować.
Uśmiechnęłam się ciepło w jego stronę. To, że wszystko gotowało się we mnie w środku było przeciwieństwem tego, co na zewnątrz. Chciałam załagodzić sytuację i czuć się przy nim swobodnie. To Louis, no hello! Nie chciałam być przy tym głupku skrępowana. Wyraźnie przyniosło mu to ulgę.
- To, co zrobimy aby zabić ten czas?
- Całujmy się.
Odpowiedziałam odruchowo, ale tym razem z żartobliwą nutką. Tomlinson od razu pojął, o co chodzi i roześmiał się głośno. Uff, wszystko wracało do normy. Nim zdążyłam coś powiedzieć, on podniósł mnie i posadził na swoich kolanach. Hola, hola, co Ty robisz koleś? Chcesz żebym umarła na twoich kolanach?
- Mmmmm kochanie, nawet nie wiesz jak na mnie działasz.
Mówił to w żartach, ale mi serce biło tak szybko, że miałam wrażenie, iż zaraz mi wyskoczy. śmiechnęłam się, starając się przy okazji wczuć w rolę.
- Ja na Ciebie? Chyba Ty na mnie… moja marcheweczka.
Chwyciłam jego oba poliki, po czym potarmosiłam je jak u małego dziecka. Tommo na to zmarszczył brwi. Wiedziałam, co mnie czeka, starałam się wyrwać z jego objęć, ale nic z tego. Już za chwilę mnie łaskotał, a ja wiłam się jak ta głupia i piszczałam. Usłyszałam głos Styles.
-, Co do cholery? Ktoś kogoś gwałci czy co?
Obudził się właśnie z drzemki. Znieruchomiałam. Wspomnienia powróciły natychmiast.
- Louis, przestań.
Powiedziałam spokojnie, ale takim tonem, że nie śmiał odmówić. Zrozumiał, o co chodzi. Spojrzał, na Harryego, i mogłabym przysiąść, (choć nie widziałam), że to spojrzenie nie było przyjazne.
- Ja pierdziele, co ja gadam… Anka, ej, przepraszam.
Już po chwili klęczał przede mną i chwycił moje dłonie.
-, Jaki ze mnie idiota. Powiedziałem to odruchowo, zrozum… ej…, ale nie płacz. Shit!
Łzy zebrały się odruchowo w moich oczach. Nie miałam na to wpływu.
- Idź do Kini.
Lou stanowczo odepchnął Hazze a sam usiadł obok mnie i objął. Wtuliłam się w jego klatę, czując się bezpieczna. Naprawdę czułam się przy nim bezpieczna. Powoli się uspokajałam a mój oddech wracał do normy.
- Louis, zostaw nas na chwilę same.
Usłyszałam głos Kingi. Po chwili siedziała obok mnie i również mnie obejmowała. To nie było to same, ale też miłe.
- Słońce Ty moje… już wszystko okej? Harryemu porządnie się dostało, kara na seks przez miesiąc.
Mrugnęła do mnie a ja mimo wszystko roześmiałam się. Wracałam do siebie.
- Musimy pogadać mała.
Zmarszczyłam brwi. O co mogło jej chodzić?
- Śmiesz twierdzić, że Tomlinson do Ciebie nic nie czuję?
- Tak, nic do mnie nie czuję.
-, Ale Ty jesteś jednak ślepa Anka! Ogarnij wreszcie! Koleś od Ciebie oczu nie odrywa, a przy waszym pocałunku był czerwony, ale wniebowzięty! Ty myślisz, że on tak po prostu się od Ciebie odsunął? Harry go w tyłek klepnął, co przywołało go do rzeczywistości.
Otworzyłam szeroko oczy.
- Czekaj, czekaj… to znaczy, że… gdyby nie Harry, to ten pocałunek byłby inny? Ale przecież Harryemu na tym zależało, żeby…
Nic nie chciało mi się poskładać w mojej głowie. Moja przyjaciółka skinęła głową, żeby potem mi odpowiedzieć.
- Zrobił do odruchowo. Potem żałował, uwierz mi. Ale on Cię kocha Aniu, Louis naprawdę Cię kocha.
- Nie, nie wierzę.
Spojrzałam przed siebie zaczynając mieć mętlik w głowie. To jest przecież niemożliwe. Czas minął tak szybko, że ani się obejrzałam a nasza limuzyna stanęła. Mieliśmy wysiadać. Ja zrobiłam to bardzo chętnie, ponieważ miałam już dość siedzenia w tej limuzynie. Byłam podekscytowana. Podeszłam do bagażnika, chcąc wziąć torbę. Ale jej tam nie było.
- Mojej torby nie ma! Ukradli mi torbę!
- Nie panikuj, tu jest.
Spojrzałam na Lou, a ten trzymał ją i uśmiechał się przy tym, tym swoim olśniewającym uśmiechem. Odetchnęłam z ulgą a następnie podeszłam do niego.
- Nie musisz mi brać torby gentelmanie.
Roześmialiśmy się, przypominając sobie scenkę z mojego pokoju. No cóż. Po chwili byliśmy już w luksusowym hotelu, który był znacznie lepszy od naszego. Cholerka, 7 gwiazdek. To nawet wykracza poza maksimum 5. 9.00 Tysiaków za noc. Powariowali? Ale no tak, wszystko nam fundują. Prawie wszystko było ze złota… rozglądałam się z otwartą paszczą. Nie mogłam uwierzyć. Nagle do moich uszu dotarł donośny krzyk. Odwróciłam się i…
- JEZUS MARIA, KINIA!
Z impetem puściłam walizki, rzucając się biegiem.
69 wizyt dzisiaj… HAZZA NIE MASZ CO ROBIĆ, TYLKO WCHODZIĆ NA MÓJ BLOG?! Ja pierdziele… XD Podglądasz jeden. No więc tak, dodałam ten rozdział, ale… nie jestem z niego zadowolona -,- mogłam napisać go lepiej, cóż, wczoraj miałam widocznie lepszą wenę. Co wy sądzicie? piszcie miśki. :* Tymczasem, jutro wyjeżdżam na świeta, wracam w środę a więc… chciałam wam życzyć wesołych świąt, abyście pamiętały w nie o urodzinach mojego męża, żebyście pod choinkę miały jak najlepszy prezent, chociaż wiadomo, że każda z nas chciałaby zobaczyć pod choinką tych 5 głupków… oj. :* Żebyście jadły duuuuużo marchewek, przeglądały się duuuużo w lustrze, przefarbowały się na blond, kupiły sobie żółwia i miały spotkanie 69! Albo chociaż sen 69! I MERRY CHRISTMAS KOCHANE MOJE! ♥
Ten rozdział dedykuję… Oluss, za co? NIE WIEM. Wredota oskarżyła mnie o picie piw! Hahahahha, za to Cię polubiłam bejbe. masz już. :* Dzięki za to, że komentujesz mi każdy rozdział!
- Hahaha, śmieszne, a prawdziwe zadanie?
Musiałam o to zapytać. Chciałam, żeby teraz wszyscy się roześmiali a Harry faktycznie dał Louisowi inne zadanie. Wszyscy jednak wyglądali na zdziwionych oprócz Harryego i Kini, którzy uśmiechali się „od ucha do ucha”.
- To jest prawdziwe zadanie. To, co Louis wykonujesz, czy chcesz karne, przymusowe zadanie?
- Wykonuję.
Odpowiedział stanowczo Lou. Ja byłam w stanie przed-zawalnym. Nie byłam w stanie wydusić ani jednego słowa. Louis zbliżył się do mnie i przez chwilę jego twarz była tylko blisko mojej. Patrzyliśmy sobie w oczy. Po chwili jego usta musnęły moje, to było szybkie. Nie był to żaden namiętny pocałunek, zwykłe muśnięcie, jakim obdarzają siebie nieraz przyjaciółki. Ja jednak czułam to tak wyraźnie, to było takie… z pewnością wyszłam teraz na idiotkę, ale patrzyłam przed siebie, będąc niczym w stanie hipnozy. Poczułam lekkie szturchnięcie w bok. To Aśka. Pokręciłam głową i spojrzałam na wszystkich po kolei. Reakcję były różne. Kinia zrobiła obrażoną minę i skrzyżowała ramiona, Harry, który siedział obok niej, robił praktycznie… to samo. Co, do Nialla, który siedział z kolei, obok Hazzy, wydawał się on… zdziwiony? Mogłabym przysiąść, że był w takim samym stanie, co ja przed chwilą. Idziemy dalej… Zayn uśmiechał się wesoło unosząc brwi, też wyglądał na zdziwionego. Liam patrzył na mnie jakby chciał mi przekazać „Nie trzeba było przytrzymać te jego usta?!”. Louis… miał spuszczoną głową i był zarumieniony, jejku! Naprawdę był zarumieniony! No i na końcu Asia, która zagryzała wargę i spoglądała na Nialla, jakby ta sytuacja przed chwilą nie zrobiła na niej żadnego wrażenia. Jednak to ona uratowała mnie przed kompletną kompromitacją, wybudziła mnie z „letargu”. Teraz zrobię dla niej wszystko. Pierwszy odezwał się Zayn.
- Louis, kręcisz!
Lou podniósł głowę i zakręcił butelką. Wypadło na Liama.
- Pytanie czy zadanie Payne?
- Hmm… pytanie.
- No dobra, czy między Tobą a Danielle wszystko okej?
Na twarzy Liama pojawił się szeroki uśmiech, a w jego pojawił się błysk. Kochał ją całym sercem, to było widać.
- Tak, nigdy lepiej nie było.
Liam zakręcił butelką, cholera, cholera! Nie, tylko nie ja. Spojrzałam na Liama wzrokiem „Tylko spróbuj coś wykręcić, a łeb Ci ukręcę!”.
- Pytanie.
Powiedziałam stanowczo. Bałam się, co by mnie czekało przy zadaniu.
- Pamiętaj, że musisz odpowiedzieć szczerze. Czy jest ktoś, kogo kochasz?
Shit. Przy najbliższej okazji ukręcę mu łeb, masz to załatwione Payne. Spuściłam głowę, możecie mnie uznać teraz za szarą myszkę, ale nie byłam w stanie patrzeć na nikogo przy odpowiedzi.
- Tak…
-, Co? Nie słyszałem.
- Tak…
- Mów głośniej.
- TAK!
Wykrzyknęłam. Chyba aż za głośno. Nawet nie śmiałam spojrzeć na Tomlinsona, bałam się, jak on na to zareagował. Zakręciłam butelką chcąc jak najszybciej się rozluźnić. Wypadło na Harryego. Na mojej twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Pożałujesz Styles.
- Pytanie czy zadanie?
Zapytałam grzecznie, a przy okazji słodko.
- Zadanie słońce.
Cholera, teraz akurat wolałabym pytanie. Myślę, myślę. Jakie zadanie byłoby w stanie go zawstydzić? Tak samo jak mnie? Kurde, Hazza to twarda sztuka. Zaraz, zaraz…. Jest jednak coś.
- Przedstaw sytuację przed waszym pierwszym razem z Kinią. Jak się zaczęło?
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Niedosłownie, tylko, podkreślam TYLKO Harry się nie roześmiał. Kinia śmiała się jak gdyby nigdy nic. Pamiętałam dobrze tą sytuację przed pokojem Kini, z pewnością wtedy był ich pierwszy raz. Będę wiedziała, jak skłamią. Oboje wstali i zaczęli się całować. Harry objął Kingę w pasie kładąc ręce na jej pośladkach a Kinie zacisnęła dłonie na jego plecach. Po chwili dało się usłyszeć cichy szept Kini.
- Chcę Cię mieć teraz, u mnie w pokoju….
Oboje udali, że wchodzę do pokoju. Wszyscy dosłownie pokładali się ze śmiechu, tym razem również Harry. Sytuacja się rozluźniła. Graliśmy w butelkę długo, ale jedno zapamiętam. Sytuację, kiedy butelka wypadła na Nialla, który wybrał pytanie a zadać je miała Aśka. Zapytała wtedy:
- Czy nadal czujesz coś do… dziewczyny, do której coś czujesz?
Tak, chodziło o mnie. Zarumieniona wtedy odwróciłam wzrok. Niall odpowiedział stanowczo, jednym słowem.
- Nie.
Spojrzałam wtedy na niego zaskoczona. Jezuniu drogi, serio? Miałam ochotę odetchnąć z ulgą, ale to by go uraziło, a tego nie chciałam. Zamiast tego uśmiechnęłam się tylko dyskretnie w jego stronę a on odpowiedział mi tym samym. Wkrótce gra się skończyła a wszyscy usiedli na fotelach. Zaczynało mi się nudzić.
- Daleko jeszcze?…
Liam podniósł nos zza komórki.
- 2 godziny Aniu.
Wywróciłam oczami. Czemu wszyscy muszą mówić do mnie „Aniu”? Nienawidziłam tego. Wolałam jak mówili po prostu „Anka”. Ale to w końcu Daddy. Louis podszedł do mnie i usiadł, obok co wprawiło mnie w stan zmieszania.
- Zaczynamy się nudzić, co?
Uśmiechnął się delikatnie. Mamusiu, jak on bosko wyglądał.
-No tak… nie da się ukryć.
Odpowiedziałam cicho mając ochotę schować się pod ten fotel.
- Ania, słuchaj… to zadanie… nie chciałem Cię skrępować.
Skrępować? Co on pieprzy? Przecież ja byłam w niebie!
- Spokojnie, to było tylko muśnięcie ust prawda? Nie ma, co panikować.
Uśmiechnęłam się ciepło w jego stronę. To, że wszystko gotowało się we mnie w środku było przeciwieństwem tego, co na zewnątrz. Chciałam załagodzić sytuację i czuć się przy nim swobodnie. To Louis, no hello! Nie chciałam być przy tym głupku skrępowana. Wyraźnie przyniosło mu to ulgę.
- To, co zrobimy aby zabić ten czas?
- Całujmy się.
Odpowiedziałam odruchowo, ale tym razem z żartobliwą nutką. Tomlinson od razu pojął, o co chodzi i roześmiał się głośno. Uff, wszystko wracało do normy. Nim zdążyłam coś powiedzieć, on podniósł mnie i posadził na swoich kolanach. Hola, hola, co Ty robisz koleś? Chcesz żebym umarła na twoich kolanach?
- Mmmmm kochanie, nawet nie wiesz jak na mnie działasz.
Mówił to w żartach, ale mi serce biło tak szybko, że miałam wrażenie, iż zaraz mi wyskoczy. śmiechnęłam się, starając się przy okazji wczuć w rolę.
- Ja na Ciebie? Chyba Ty na mnie… moja marcheweczka.
Chwyciłam jego oba poliki, po czym potarmosiłam je jak u małego dziecka. Tommo na to zmarszczył brwi. Wiedziałam, co mnie czeka, starałam się wyrwać z jego objęć, ale nic z tego. Już za chwilę mnie łaskotał, a ja wiłam się jak ta głupia i piszczałam. Usłyszałam głos Styles.
-, Co do cholery? Ktoś kogoś gwałci czy co?
Obudził się właśnie z drzemki. Znieruchomiałam. Wspomnienia powróciły natychmiast.
- Louis, przestań.
Powiedziałam spokojnie, ale takim tonem, że nie śmiał odmówić. Zrozumiał, o co chodzi. Spojrzał, na Harryego, i mogłabym przysiąść, (choć nie widziałam), że to spojrzenie nie było przyjazne.
- Ja pierdziele, co ja gadam… Anka, ej, przepraszam.
Już po chwili klęczał przede mną i chwycił moje dłonie.
-, Jaki ze mnie idiota. Powiedziałem to odruchowo, zrozum… ej…, ale nie płacz. Shit!
Łzy zebrały się odruchowo w moich oczach. Nie miałam na to wpływu.
- Idź do Kini.
Lou stanowczo odepchnął Hazze a sam usiadł obok mnie i objął. Wtuliłam się w jego klatę, czując się bezpieczna. Naprawdę czułam się przy nim bezpieczna. Powoli się uspokajałam a mój oddech wracał do normy.
- Louis, zostaw nas na chwilę same.
Usłyszałam głos Kingi. Po chwili siedziała obok mnie i również mnie obejmowała. To nie było to same, ale też miłe.
- Słońce Ty moje… już wszystko okej? Harryemu porządnie się dostało, kara na seks przez miesiąc.
Mrugnęła do mnie a ja mimo wszystko roześmiałam się. Wracałam do siebie.
- Musimy pogadać mała.
Zmarszczyłam brwi. O co mogło jej chodzić?
- Śmiesz twierdzić, że Tomlinson do Ciebie nic nie czuję?
- Tak, nic do mnie nie czuję.
-, Ale Ty jesteś jednak ślepa Anka! Ogarnij wreszcie! Koleś od Ciebie oczu nie odrywa, a przy waszym pocałunku był czerwony, ale wniebowzięty! Ty myślisz, że on tak po prostu się od Ciebie odsunął? Harry go w tyłek klepnął, co przywołało go do rzeczywistości.
Otworzyłam szeroko oczy.
- Czekaj, czekaj… to znaczy, że… gdyby nie Harry, to ten pocałunek byłby inny? Ale przecież Harryemu na tym zależało, żeby…
Nic nie chciało mi się poskładać w mojej głowie. Moja przyjaciółka skinęła głową, żeby potem mi odpowiedzieć.
- Zrobił do odruchowo. Potem żałował, uwierz mi. Ale on Cię kocha Aniu, Louis naprawdę Cię kocha.
- Nie, nie wierzę.
Spojrzałam przed siebie zaczynając mieć mętlik w głowie. To jest przecież niemożliwe. Czas minął tak szybko, że ani się obejrzałam a nasza limuzyna stanęła. Mieliśmy wysiadać. Ja zrobiłam to bardzo chętnie, ponieważ miałam już dość siedzenia w tej limuzynie. Byłam podekscytowana. Podeszłam do bagażnika, chcąc wziąć torbę. Ale jej tam nie było.
- Mojej torby nie ma! Ukradli mi torbę!
- Nie panikuj, tu jest.
Spojrzałam na Lou, a ten trzymał ją i uśmiechał się przy tym, tym swoim olśniewającym uśmiechem. Odetchnęłam z ulgą a następnie podeszłam do niego.
- Nie musisz mi brać torby gentelmanie.
Roześmialiśmy się, przypominając sobie scenkę z mojego pokoju. No cóż. Po chwili byliśmy już w luksusowym hotelu, który był znacznie lepszy od naszego. Cholerka, 7 gwiazdek. To nawet wykracza poza maksimum 5. 9.00 Tysiaków za noc. Powariowali? Ale no tak, wszystko nam fundują. Prawie wszystko było ze złota… rozglądałam się z otwartą paszczą. Nie mogłam uwierzyć. Nagle do moich uszu dotarł donośny krzyk. Odwróciłam się i…
- JEZUS MARIA, KINIA!
Z impetem puściłam walizki, rzucając się biegiem.



Najnowsze notki
Rozdział 28.
• Napisane 30 Grudzień 2012 o 12:00

Hmm, ten rozdział dedykuję wszystkim zakochanym dziewczynom… 3
- Biegnijcie za nim!
Dobiegłam do Kini najszybciej jak tylko umiałam, ale okazało się, że nie wystarczająco szybko. Koleś zdążył już chwycić jej torebkę i uciec „gdzie pieprz rośnie”. Co prawda Zayn już za nim pobiegł, a poza tym dało się zauważyć jak Harry, wściekły również ruszył w pogoń za złodziejem, ale Kinia była roztrzęsiona. Hmm, w sumie to nie umiałam rozstrzygnąć czy była roztrzęsiona, czy wściekła. Przytuliłam ją a ona mnie odepchnęła. No dobra, tego się nie spodziewałam.
- Jak temu bydlakowi uda się uciec to wyjdę z siebie! Ja tam miałam wszystkie ważne rzeczy, dokumenty, komórkę, tablet… ja sobie bez tego wszystkiego nie poradzę!
- Kinia, rozumiem, ale spokojnie… przecież chłopcy już za nim pobiegli, a wiesz jak oni potrafią szybko biec, na pewno już go złapali i zabrali mu twoją torebkę.
Poklepałam ją lekko po plecach w ramach otuchy. Tymczasem Liam, Louis i Niall spoglądali na nas trochę zmieszani. Pierwszy odezwał się Niall.
- Ania ma rację Kinia, bez obaw…
Następny był Liam.
- Jakby, co to możemy to śmiało zgłosić na policję.
Oj Daddy… no i na końcu wreszcie odezwał się Lou.
- Może ja też pobiegnę?
Mimo powagi sytuacji wszyscy się roześmiali. Podeszłam do niego bliżej z uśmiechem na twarzy.
- Doceniamy twoje starania, ale wiesz… mimo tego, że bardzo szybko biegasz nie zdążyłbyś ich teraz dogonić.
Louis teraz również się uśmiechnął. Dobrze wiedział, że mam rację. Podeszła do nas Pani, która chciała nasze podpisy i inne ważne rzeczy. Nie mieliśmy do tego głowy, jednak to było obowiązkowe. Akurat, kiedy mieliśmy przejść do obgadania posiłków zjawili się Harry z Zaynem. Harry trzymał w dłoni torebkę Kini. Uśmiechnęłam się, wiedziałam, że tak będzie. Kinia, czym prędzej rzuciła się do, Hazzy, aby go uściskać.
- Harry, mój bohaterze…
Szczerząc się, Harold objął mocno swoją dziewczynę. Po chwili jednak udało się usłyszeć cichy szept.
- Właściwie to ja dobiegłem już po fakcie… to zasługa Zayna.
Wybuchnęłam śmiechem. Kinga poczochrała czuprynkę Hazzy, a następnie podeszła do Zayna i mocno go uściskała.
- Dzięki wielkie Malik.
Nawet cmoknęła go w poliko. Nie mogąc się powstrzymać zerknęłam na Stylesa. Zazdrośnik patrzył na nich z grymasem uśmiechu na twarzy. W końcu wszystko dobrze się poukładało i po załatwieniu wszystkich formalności mogliśmy udać się do swoich pokoi. Okazało się, że wszyscy mamy pokoje na jednym piętrze, więc nie będzie takiego latania jak „u nas”. Wchodząc do mojego pokoju z zachwytu puściłam torby. Było tu niczym w willi, wiem, wiem, o moim byłym pokoju, w tamtym hotelu mówiłam to samo, ale… tu naprawdę było niczym w willi, tam trochę przesadziłam, haha. Na łóżku leżała ładnie ułożona biała pościel, obok były szafki nocne a na nich lampki, panele były jasne, a drzwi na balkon o framugach ze złota. Przez dobrą, długą chwilę nie mogłam dojść do siebie. Chodziłam od pokoju do pokoju, od łazienki do kuchni i tylko rozdziawiałam buzię. Było idealnie. Pewnie jeszcze długo znajdowałabym się w takim stanie, gdyby nie to, że usłyszałam dzwonek do drzwi. Nawet dzwonek tu był, Cholerka. Otworzyłam je a do mojego pokoju wpadła Kinia wraz z Hazzą.
- Rozumiesz, że udało nam się dostać wspólny pokój?! Jejku!
„Ćwierkotała” radosna Kinga. Hazza również wydawał się zachwycony. O Jezu, a ja mam pokój tuż obok nich… jęknęłam.
- Tylko błagam was, jak coś, to postarajcie się zachować w miarę cicho.
Spojrzałam na nich z błagalnym wyrazem twarzy a oni zrobili niepewnie miny, aby po chwili wybuchnąć śmiechem.
- Postaramy się.
Zapewnił mnie Harry. Siedzieliśmy tak sobie, popijając herbatkę i gadając. Poczułam skurcz w żołądku, kiedy sobie pomyślałam, że już niedługo będę musiała się rozstać z Hazzą i całą resztą. Kinia chyba umyślnie starała się o tym nie myśleć, sprawiała wrażenie najszczęśliwszej osoby na kuli ziemskiej. Wkrótce poszli a ja zostałam sama w pokoju.
4 DNI PÓŹNIEJ.
- Spóźnimy się! Ja wam to gwarantuję!
- Słuchaj skarbie, koncert nie zając, nie ucieknie.
Starałam się uspokoić Zayna. Wszyscy sprintem zjedliśmy kolację, aby mieć siły na zabawę. Chłopcy szczególnie musieli się dobrze posilić, bo przecież to ich czekał największy wysiłek. Kiedy już wszyscy byliśmy przygotowani, wsiedliśmy do naszej limuzyny. Podczas drogi na koncert śmialiśmy się i przedstawialiśmy wizje fanek. Pewnie będą się chciały na nich rzucić. Pamiętam szczególnie tekst Louisa, który zwracał się do Hazzy.
- Stary, to Niemki, szczególnie rozhisteryzowane.
Potem długo się śmialiśmy. W końcu dojechaliśmy na miejsce, gdzie wysiedliśmy z samochodu. Kurde, duże to… Biegiem poszliśmy za kulisy, gdzie czekali już na chłopców styliści od fryzur, makijażu, ciuchów… było ich mnóstwo. Mi, Kini i Aśce kazali usiąść na sofie i nie przeszkadzać. Posłusznie usiadłyśmy.
- Boże, pierwszy koncert 1D, na którym jestem.
Roześmiałam się. Aśka mi zawtórowała. Obie dzisiaj wydawały się takie… tajemnicze? Byłam pewna, że wiedzą coś, o czym ja nie wiem.
- No dobra, koniec. O co chodzi?
Spojrzałam na nie. Zrobiły zdziwione miny.
- Wiem, że coś tu nie gra. Zachowujecie się dzisiaj wszyscy jakbyście mieli coś przede mną do ukrycia. Wy ciągle coś między sobą szepcecie i śmiejecie się, a jak pytam, co was tak rozśmieszyło to odpowiadania zgodnie „nic”. Harry ciągle rechocze na boku, Liam uśmiecha się częściej niż zwykle, i daję nam większą porcję wykładów, Zayn przeglądając się w lusterku nie zwraca na siebie uwagi, bo od razu wybucha śmiechem, Niall uśmiecha się ukradkiem, a kiedy na niego spojrzę od razu odwraca wzrok i się śmieję a Lou… Lou dzisiaj nie jest sobą. Normalnie śmiałby się cały dzień, a dzisiaj jest jakby nieobecny duchem. O co tu do cholery chodzi?!
Dziewczyny wpatrywały się we mnie z szerokimi uśmiechami.
- Aniuś, wszystkiego się w końcu dowiesz.
Mrugnęła do mnie Asia. Wściekła odwróciłam się od nich i zaczęłam obserwować chłopców. Nagle wpadł jakiś facet.
- Dalej, chodźcie już!
Ja wraz z Kinią i Aśką pobiegłyśmy do pierwszego rzędu dla vipów, a chłopcy biorąc głębokie oddechy kierowali się ku scenie. O KURDE! Ile ich tu było, tysiące! Z dziewczynami stanęłam zaraz przy scenie. Kiedy chłopcy wkroczyli na scenę rozległy się piski, krzyki i poklaskiwania. Miałam nadzieję, że nie ogłuchnę. Po krótkim przywitaniu 1D zaczęło śpiewać „Kiss You”. Hazza ciągle z błyszczącymi oczami spoglądał na Kinie i wskazywał na nią a ta rumieniła się pod wpływem wzroku dziewczyn. Zdążyły poznać wybrankę Stylesa. Reakcję były różne, jedne były zadowolone drugie wściekle. Zazdrosne dzieciaki. Bawiłam się znakomicie, a szczerze mówiąc, przez ten koncert bardzo zbliżyłam się z Asią. Okazała się naprawdę fajna, niczym Kinia. Wszystkie trzy machając rękami dopingowałyśmy chłopakom. Koncert dobiegał końca a dziewczyny sprawiały wrażenie zdenerwowanych. Zmrużyłam oczy. Coś tu śmierdzi, zdecydowanie. Zdziwiłam się. Zayn i Liam oddalili się w tył. Z przodu stał Lou, Harry i Niall. Louis z Niallem wydawali się nieco zdenerwowani za to Harry szczerzył się do dziewczyn i był totalnie wyluzowany. Zaczął mówić.
- Końcówkę koncertu chcielibyśmy przeznaczyć na nieco miłości.
Teraz rozległy się piski. Zerknęłam na Kinie i Aśkę. Kinia uśmiechała się rozpromieniona a Aśka zagryzała wargę zdenerwowana. Mi serce waliło młotem. Co tu robi Lou? Czy… no tak, teraz trzeba się rozglądać za Eleonor. Czemu nic nie powiedział mi o tym, że do siebie wrócili? To było stanowczo nie fair!
- … na widowni znajduję się moja dziewczyna, Kinga. Jest ona polką, którą bardzo kocham. Poznaliśmy się dzięki konkursowi, który odbył się u niej i u Ani, jej przyjaciółki, szkole. Spędziliśmy razem całe wakacje i jeszcze trochę nam zostało. Kiniu, mogę Cię tu prosić?
Spojrzał na nią z poważnym wyrazem twarzy. Wyciągnął rękę a Kinga chwytając ją, weszła na scenę. Czułam jak oczy robią mi się szklane. To było takie piękne… Kinia nie powstrzymując łez wtuliła się w Hazze który objął ją ramieniem.
- Poprosiłbym oklaski dla mojej idealnej dziewczyny! Kocham Cię Kinga, pamiętaj o tym.
Chwycił ją w talii, uniósł do góry a na końcu pocałował w usta.
- Jeeeju…. Weź mnie Aśka uszczypnij. Oni razem stanowczo za ładnie wyglądają.
Asia była w tym samym stanie, co ja, niczym przed telewizorem, jakbyśmy oglądali romansidło. Przydałyby się chusteczki. Harry jednak nie skończył.
- Teraz pozwolę moim kolegom na trochę słów. Reflektory zwróciły się na Nialla a ten spuścił głowę zażenowany. Jeju, jaki on był teraz słodki.
- Kolej na mnie… dziewczyną, która mi zawróciła w głowie, jest Asia. To ta dziewczyna, która stoi obok tej płaczącej. Proszę, chodź tu do mnie.
Asia, która wydawała się być w totalnym szoku weszła na scenę. Niall teraz stanął naprzeciwko niej i chwytając jej obie dłonie patrzył jej w oczy.
-, Mimo, że wszyscy uważali, że nie można na Ciebie liczyć, jak widzisz, znalazł się jeden głupek, który w Ciebie wierzył. Wierzył, że gdzieś tam jesteś czuła, delikatna i… nie, śliczna zawsze byłaś. Nie patrz tak na mnie, proszę. Musisz wiedzieć o tym, że Cię kocham. Ja wiem, to był bardzo krótki czas, ale zdążyłaś mnie owinąć wokół palca. Nie płacz…
Aśka znalazła się w rozsypce, łzy leciały jej strumieniami a ona wtuliła się energicznie w Horana. Boże, Boże słodki to za dużo. Zaraz mi się makijaż rozmaże. Zaraz, mam wodoodporne kosmetyki, jest okej. Westchnęłam z ulgą. Cieszyłam się strasznie ze szczęścia dziewczyn. Widziałam, jak Nialler obejmuję ją w pasie i przyciska do siebie. Po chwili jego usta nieśmiało odnajdują jej i całują się. Zamknęli nawet oczy. Boże, jak oni ślicznie razem wyglądają. Uśmiechnęłam się wzruszona. Odeszli w tył. Został sam Lou. Dobra, nie ma tu dla mnie miejsca, to będzie dla mnie za dużo, nie będę w stanie patrzeć na całującego się Lou z Eleonor. Najgorsze jest to, że mnie okłamał! Przerwałam swoje myśli, aby go posłuchać.
- Cześć.. hm, no cześć.
Dziewczyny w większości roześmiały się. Kurczę, jaki on jest skrępowany… no tak.
- … Przyszedł i czas na mnie. Specjalnie zostawili mnie na koniec wiecie? Uważają moją historię, i historię… tej dziewczyny za najbardziej romantyczną. Znaleźli się znawcy od siedmiu boleści.
Nic tu po mnie. Powoli wycofywałam się za kulisy.
- … Nie, Ania, czekaj!
Odwróciłam się zaskoczona. Przystanęłam. Po co ja mu tutaj?
- Nie możesz teraz odejść. Jak już, to dobrze by było jakbyś weszła na scenę. Możesz się zdziwić, a może o tym wiedziałaś, ale to Ty jesteś tą dziewczyną, która sprawiła, że stojąc, miałem wrażenie, że unoszę się w powietrzu.
Stałam niczym słup patrząc na niego. Łzy już dawno zdążyły mi uschnąć a ja mrugałam oczami, nie wierząc. To się nie działo naprawdę, nie, to niemożliwe.
- Anka, chodź tu do mnie…
Przełykając ślinę weszłam na scenę. Stałam jednak przy samej jej rogu, daleko od Lou. Nie mogłam uwierzyć. Tomlinson podszedł, więc bliżej mnie, cholera, dużo bliżej. Patrzył mi w oczy, a ja nie wiedziałam, co robić. To, że byłam czerwona, to wiedziałam, ale… cała się trzęsłam.
- Kochanie…
O Jezu, co on powiedział?
- … Jesteś dla mnie wszystkim. To Ty sprawiłaś, że po stracie Eleonor świat nabrał kolorów. Jesteś takim moim aniołkiem wiesz? Spadłaś jakby z nieba przewracając cały mój świat do góry nogami. Kocham Cię, kocham Cię, KOCHAM ANIE!
Wykrzyknął na cały głos. A ja tak stałam i patrzyłam na niego. Łzy już dawno spływały po moich policzkach a ja sama trzęsłam się jak galareta. Marzyłam o tym cały czas, zdążyłam pogodzić się z tym, że nie mam u niego szans…
- Mówisz poważnie?
Zdołałam wykrztusić. Lou skinął głową uśmiechając się tym uśmiechem, który doprowadzał mnie do szaleństwa. Tyle razy marzyłam o tych ustach… Jezu! Przylgnęłam swoimi ustami do jego ust. Świat zniknął. Nie liczyło się nic. Nie liczyły się te dziewczyny na widowni, nikt. Zarzuciłam ręce na jego ramiona, ale nie zamknęłam oczy. Chciałam wszystko dokładnie widzieć. Jego wyraz twarzy. Chłopak również miał otwarte oczy, kiedy mnie całował. Były… pełne miłości, naprawdę. W końcu „odlepiłam” usta od jego ust. Oddychałam głęboko.
- Ja też Cię kocham, strasznie…
Powiedziałam cicho.
-, Co mówisz?
Zapytał Tomlinson z figlarnym uśmieszkiem na twarzy. Wszystko wracało do normy. Walnęłam go lekko w klatę. Odwróciłam się do dziewczyn na widowni.
- Kocham tego idiote obok mnie! Louis Tomlinson to facet, który był w stanie jednym dotknięciem sprawić, że się trzęsłam się niczym galareta!
Wykrzyknęłam a po sali rozległ się śmiech. Totalny wybuch śmiechu. Lou również się śmiał. Objął mnie w talii podniósł do góry obejmując mnie swoimi silnymi rękami. Jego mięśnie napięły się, kiedy mnie podniósł. Wkrótce wycofał się. Scena była pusta, a my poszliśmy za kulisy. Spojrzałam na moich przyjaciół, nie, nie wierzę. Wszyscy, naprawdę wszyscy płakali. Chłopcy też. O ja Cię pierniczę. Roześmiałam się.
- Zaraz zemdleję…
Dziewczyny rzuciły się z piskiem do mnie i wszystkie trzy złączyłyśmy się w jednym, czułym uścisku. Moje dwie, głupie wariatki.
Dodał/a: Jesica w dniu 5-01-2013 - czytano 1818 razy.
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek miłość szczęśliwa miłość Jesica
Kategoria: One Direction
Zobacz inne



Komentarze (9)

Alannadnia 2013-01-07 17:28:03.

Świetne. :D Serio, nie dopatrzyłam się błędów. Podoba mi się to że nie dzieliłaś tego na części jak większość. Genialne ♥ Mam nadzieje że napiszesz coś jeszcze.
Pozdro.

Emilka.dnia 2013-01-08 15:32:24.

Fajne,fajne :D przyczytalam je, zamiast uczyc sie na test z biologi :3

KitKatdnia 2013-01-08 17:44:38.

O.O Więcej się nie dało.. Dużo do czytania..Ale na Prawde mi się podoba.. napisałaś się ;D Pisz Inne Historie

Natalka.dnia 2013-01-16 21:54:09.

To było najlepsze opowiadanie jakie kiedykolwiek czytałam ! *.* . Kocham to opowiadanie

nicolednia 2013-01-21 21:33:34.

Wreszcie.! Wiesz jak dlugo czekalam na cos takiego.?? :D. Genialne. Jestem pod zachwytem... zastanawia mnire tylko czy ta historia zdarzyla sie na serio.?? Bo nawet tak to wyglada :D w niektorych czesciach tutaj nawetcprawie plakalam i czytalam to prawie 2,3 godz z przerwami :D. Rewelacyjna historia :). BRAWOO...!!!! :D czekam na wiecej,misiu ;> :*

andziaa ; *dnia 2013-01-23 17:36:46.

OMG ... ale rewelacja,dziewczyno . ! Zakochalam sie w tym opowiadaniu ,, po prostu bosko Bosko BOSKOO .... : D Jestes geniaaalnaa ty misiaczku ; **. Powiem tak samo dokladnie jak Nicole . Kochaam cie w prost : * . Nie to , zebym byla lesbijka czy cos ale moglabym cie uwazac trooszke za moja przyjaciolke .. : DD . Looovciam Cie , Pysiaczkuu :* : * . Duuzyy Cmookk : )

Zakochana w Mikusiudnia 2013-01-23 20:18:14.

Jejuuuu:) Totalny geniusz literacki Kocham to opowiadanie

Jadnia 2013-01-27 22:06:09.

Zakochałam się

Gupie dnia 2014-01-10 14:23:05.

Bu bu bu bu bu

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "spełnienie marzeń "

(pole wymagane)