Sny Anioła 2

Rozdział Drugi
Poznajmy się
Był początek września. Uczęszczałam do UCLA ( University of California, Los Angeles ). Zaczynałam 4 rok studiów medycznych. Do szkoły przybyłam jak zwykle kilka minut za wcześnie. Zaparkowałam swój samochód, który nazywam Iskierką na parkingu tuż obok jakiegoś wielkiego Volkswagena. Jezu, jak moja Iskierka śmiesznie wygląda wobec takiego olbrzyma. Taki mały, czarny Smart cabrio obok takiej furgonetki. Odgarnęłam głupie myśli. Chwyciłam za plecak leżący na siedzeniu pasażera, zarzuciłam go sobie na plecy i powędrowałam szukać sali wykładowej nr 29. Od parkingu do drzwi wejściowych uniwersytetu dzielił mnie tylko ( a może aż?) wielki park. Był strasznie upalny dzień. Nie wybiła jeszcze 8 rano, a już dostrzegłam osoby, które opalają się na kocu. Zapowiada się miły dzień. Nawet się nie rozejrzałam, a weszłam do budynku i znalazłam salę nr 29. Zdjęłam plecak z pleców i położyłam go na parapecie, by znaleźć w nim telefon. Kiedy trzymałam go w dłoni i zobaczyłam która jest godzina, ktoś szturchnął mnie i komórka wylądowała na dnie plecaka. Odwróciłam się by zobaczyć „winnego”. Ujrzałam wtedy mojego przyjaciela, Toma.
- Hejka Vievien. – Powiedział radośnie, przy czym szeroko się uśmiechnął. Tom zawsze mnie przerażał. Miał może z 2 metry wysokości, co przy moim wzroście 1,60 m zawsze budziło strach. Blond włosy jak zwykle zrobił na żel, a niebieskie oczy miał wpatrzone w moją twarz.
- Cześć wielkoludzie, jak tam?- Powiedziałam jak gdyby od niechcenia.
- A nijak krasnoludku, za 5 min zacznie się wykład. – Uśmiechnął się łobuzersko.- A co u ciebie?
- Ja dzisiaj gdzieś sobie pojadę z Peterem, wiesz, weekend się zaczyna.- Odpowiedziałam uciesznie. Zmarszczył czoło. – Coś nie tak? – spytałam.

- Zastanawiam się... Jak taka dziewczyna jak ty nie wykorzystuje tego co ma.- Wybąkał. Zdziwiło mnie to pytanie. Co miał na myśli?

- Nie rozumiem. – Odparłam

- Jesteś piękną dziewczyną, masz zielone oczy, czarne włosy , masz strasznie bladą skórę i jesteś chuda jak patyk...

- Co ma do rzeczy fakt, jak wyglądam? Nie ogarniam ciebie! Mów po ludzku!- wtrąciłam się Tomowi.

- Chodzi o to, że masz jednego chłopaka od 6 lat, teraz już męża od 4 lat, a czuję, że nie bawisz się swoim życiem. Nie chodzisz na dyskoteki, nie zmieniasz facetów jak rękawiczki.- Wyjąkał.

- Tom, przyjaźnimy się od dziecka i wiesz przecież, że od małego nie lubiłam bali i dyskotek, a po co mi dużo facetów, jak tylko jednego kocham?.

- Ale... – Próbował coś powiedzieć, lecz znowu mu przerwałam.

- Ale nie rozmawiajmy już na ten głupi temat, dobrze?- Miało to zabrzmieć jak pytanie, lecz nie udało się. Wyszło jak rozkaz.
Stał nieruchomo trzymając w ręce książki. Nie wiedziałam co robić, więc przyglądałam się sobie. Dopiero teraz zauważyłam jak się ubrałam. Zawsze ubieram coś szybko, nie patrząc jak wyglądam. Założyłam na siebie niebieską, gładką bluzkę z lekkim dekoltem typu V. Jasne dżinsy do kolan i najzwyklejsze trampki. Moje długie włosy związałam w kucyka sięgającego do pasa. Nigdy się nie maluję, bo po co mi to? Ciszę przerwał profesor Smith, zapraszając moją grupę do sali. Po wszystkich wykładach z chemii, biologii, fizyki i matematyki wybiła oczekiwana szesnasta! Zbiegłam po schodach i powędrowałam przez park do Iskierki. Stanęłam wryta przed miejscem parkingowym gdzie moje autko stało. Nie było małego Smarta, ani Volkswagena. Poczułam jak miękną mi kolana. Z tyłu usłyszałam dźwięk klaksonu i odruchowo odwróciłam się. Zobaczyłam jak Peter siedzi w swoim żółtym Lamborghini i śmieje się ze mnie. Poczerwieniałam. Podeszłam do niego wściekła. Nachyliłam się na nim, a on pośpiesznie wychylił się by dać mi buziaka, ale odsunęłam się od niego. Zmarszczył czoło, ale zrozumiał o co mi chodzi.
- Vivien, Iskierka jest w naszym garażu – Powiedział i się uśmiechnął. Zalała mnie fala ulgi. Obeszłam samochód i usiadłam na miejscu pasażera.
- Teraz mogę dać buziaka. – Powiedziałam i cmoknęłam go. Zaśmiał się. – Ale, wiesz co Peter? Nie musiałeś robić zamieszania przez przyjechanie po mnie Lamborghini na dodatek cabrio.- Powiedziałam. Przechodni zatrzymywali się, by zobaczyć nasz samochód, czego ja po prostu nienawidziłam! Nie lubiłam być w centrum uwagi!
- Wiesz, że mam słabość do szybkich samochodów.- Odpowiedział i obdarzył mnie łobuzerskim uśmieszkiem. To akurat było szczerą prawdą. On kocha szybką jazdę.
- Wiem, wiem... – Wybąkałam. – Hej, a miałeś skończyć o 17:00! – Wyskoczyłam z oskarżeniem.
- Tak, miałem, ale mój ojciec puścił mnie troszkę wcześniej- Spojrzał na mnie i znowu się uśmiechnął, po czym znowu patrzył na drogę. Zobaczyłam jak jego dłonie kurczowo trzymają się kierownicy. Peter był niezwykły. Miał dziwną do opisania karnację. Nie był biały ani czarny. Nie był też mulatem, miał jaśniejszą cerę. Jakby lekko opaloną. Włosy i oczy miał tego samego koloru, czarnego jak heban. Fryzurę typu „biznesmena”. Był wysportowany, przy czym oczywiście szczupły. Zauważyłam, że jedziemy w innym kierunku niż do domu. Oprócz plaży ciągnął się teraz las.
- Peter, gdzie jedziemy?- Zapytałam lekko zaniepokojona.
- Zobaczysz- Powiedział i pogłaskał mnie po dłoni. – Boisz się?- Zapytał się mnie znienacka. Przypomniałam sobie sceny z horroru w którym morderca tak właśnie postępował ze swoimi ofiarami. Ale nie! To nie pasowałoby do Petera! Spojrzałam przestraszona na swojego męża. Jego twarz nie wyjawiała żadnych emocji. Zahamował. Otworzył drzwiczki od swojej strony i wysiadł. Byliśmy na jakieś polanie w środku lasu!
- Wysiadaj- powiedział srogo. Teraz to się bałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Pospiesznie zrobiłam to co mi kazał. Podszedł do bagażnika. Otworzył go i znowu się mnie zapytał:
- Boisz się?
- Troszkę- skłamałam. Bałam się totalnie. Parsknął śmiechem, po czym wyjął z bagażnika dwie wielkie torby i powiesił je sobie na ramię.
- Ach, skarbie, nie ma czego! Tylko chciałem zobaczyć twoją minę! – Mówił ciągle się śmiejąc. Wzięłam głęboki wdech by się nie wydrzeć na niego.
- Aaa w tych torbach jest broń by mnie rozwalić? – Zapytałam łagodnie. Chciałam się z niego po naigrywać. Zrobił poważną minę i podszedł do mnie. Pogłaskał mnie po policzku.
- Kochanie, ja bym nigdy, przenigdy tobie krzywdy nie zrobił- powiedział czule- A w torbach są ubrania- Oznajmił. Ubrania? Ale po co? Zdziwiłam się. Zobaczył moją minę i odpowiedział mi na pytanie, zanim je zadałam.
- Krótki wyjazd na weekend. Tam- Wskazał ręką naprzeciwko nas w gąszcz iglastych drzew- Tam jest nasz mały domek letniskowy. Znieruchomiałam. Domek letniskowy? W środku lasu?! Ja nigdy nie lubiłam lasu!
- Chodź – Wziął mnie za rękę, pocałował w usta i pobiegł ciągnąc mnie w stronę domku.
Dodał/a: Adusieq w dniu 6-02-2012 - czytano 258 razy.
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek miłość smutek Adusieq
Kategoria: Miłosne

Komentarze (4)

noxdnia 2012-02-08 09:48:43.

pisz dalej ;) ciekawie się zapowiada ,mam nadzieję ,że się rozkręci ,pozdrawiam :) zapraszam do mojego opowiadania ***IMMORTALIS***

Bristolxddnia 2012-02-08 10:54:00.

pisz dalej, świetnie się zapowiada;D

Dominikadnia 2012-02-08 16:10:50.

UWIELBIAM TWOJE HISTORYJKI:*****

Marikadnia 2012-02-09 17:05:09.

świetnie piszesz ciekawe kiedy ciąg dalszy:D

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Sny Anioła 2"

(pole wymagane)