Smutna historia o miłości

Hej. Mam 14 lat i mimo mojego młodego wieku już cierpię. Moja historia jest dość długa. Trwa już ona 4 lata. Płaczę nocami i nie tylko. Zamknęłam się w sobie. Już nikomu nic nie mówię. Pomimo bólu po prostu nie potrafię. Mam coś w rodzaju aleksytymii. Moje życie było dość dobre do czasu.
W 5 klasie zaczęło się od zdrady przyjaciółki. Robiła wszystko by mnie upokorzyć. Później wszystkie moje przyjaciółki się ode mnie odwróciły. Całe wakacje przesiedziałam w domu. Płakałam za każdym razem gdy najlepsza przyjaciółka wychodziła po tym jak poopowiadała mi co dzisiaj robiła i zastanawiałam się dlaczego przychodzi tu i mi to wszystko opowiada, a nie mogę spędzić tego czasu z nią.
One miały przyjaciela z zagranicy oraz stąd, polaka. Znałam tylko jednego ponieważ miałam okazje go spotkać. Nadszedł sylwester. Zostałam sama. Oni się spotkali. Wciąż pamiętam dzień kiedy siedziałam u niej, a ona zbierała się do wyjścia. Sylwester minął do tej pory go wspominają, a ja za każdym razem czuje mocny ucisk obok serca. Byłam na skraju załamania. Miałam już najgorsze myśli. Tej nocy powiedziałam sobie dość. Zaczęły się kłótnie z najlepsza przyjaciółką. MNÓSTWO! Wciąż płakałam. Osiągnęłam cel. Zaczęłam spędzać wszystkie historie razem z nimi ale wciąż nie było dobrze. Wciąż czułam się samotna i byłam zamknięta w sobie.
Nikomu nie mówiłam nigdy co czuje i jak cierpię. Nadeszły wakacje i.. od tej pory moje życie przepełnia tyko i wyłącznie jeszcze większe cierpienie. Przyjaciel przyjechał z zagranicy. Poznaliśmy się. Drugi, polak zachowywał się wobec mnie dziwnie mimo że kiedyś tego nie było. Znów ucieczka jak zwykły tchórz do domu i płacz. Z dnia na dzień było coraz lepiej i zaczynał zachowywać się w porządku. Spędzałam z nimi czas było dobrze. Ale w pewnym momencie zakochałam się. Zakochałam się w naszym zagranicznym przyjacielu. Próbowałam wszystkiego aby być obok. Robiłam wszystko aby mnie zauważył. Zdaje sobie sprawę z tego że nie jestem piękna ale mimo wszystko potrafili ranić.
Pewnego dni postanowiliśmy zagrać w prawda czy wyzwanie. Gra zaczęła się rozkręcać. Miałam go pocałować. Motyle zaczęły "buzować" w brzuchu. Ale tylko ten jeden dzień był piękny.
Okazało się że zakochał się mojej najlepszej przyjaciółce. Cały świat się zawalił. Ten sam scenariusz. Ucieczka i płacz. Ile razy widziałam go pijanego tyle razy całował ją, a ja ledwie powstrzymywałam płacz. Wiele razy gdy się denerwował ranił. Wtedy szukałam wymówki i uciekałam. Płakałam długo. Wielki przygniatający ból.
Cały czas się z nimi widywałam mimo okropnego cierpienia nie potrafiłam odejść. Tyle marzeń z nim, które wiedziałam że nigdy się nie spełnią.
Kiedyś nie wytrzymałam. Były to moje urodziny. Mimo że nie są razem po prostu leżeli i się całowali. Nie miałam drogi ucieczki. Łzy same zaczęły płynąc. Zauważyli to chodzili i przytulali. Ale ja nie chciałam aby oni mnie pocieszali!! ja chciałam go! Podszedł do mnie. Powiedział że nie ważne co zrobił przeprasza. Mimo że zrobiło mi się lżej to wiedziałam że tak samo jak ja on nie zmieni swoich uczuć. Dalej będzie ją kochać a ja go...
Przytulił mnie a ja w tym uścisku chciałam trwać wieczność. Nie wiem ile to trwało ale na pewno za krótko. W końcu się odsunął delikatnie. Musieliśmy iść. Ja zostałam z nim reszta poszła a my mieliśmy dołączyć. Dalej płakałam i próbowałam mu się zwierzyć. Ale... nie potrafiłam jak jakaś cholerna klątwa. Usta same nie chciały tego wypowiedzieć.
On chciał już iść. Nie powiedziałam mu tego ze ja nie chce. Poszliśmy. Takie rzeczy działy się cały czas. On ją całował gdy byli pijani... A ja siedziałam i tłumiłam łzy. Odkryłam że najlepszym sposobem cichego szlochu jest przygryzanie kciuka. Boli ale nie tak bardzo jak ten wewnętrzny ból. Tyle razy to widziałam.
Rozmawiałam z nią. Ona zawsze mówi mi o swoich problemach. Powiedziała że go trochę lubi co mnie zmiażdżyło. Ale że nie może z nim być. Nie wiedziałam jak postąpić. Ona nie wie że go kocham. Nikt nie wie.
Tak minęły wakacje. On musiał wyjechać. Zostałam w cierpieniu. Coraz bliżej święta, a on ma znów przyjechać. Boję się jak zareaguje. Mam nadzieje że bardziej niż dotychczas nie będę cierpieć...
Jeżeli uzbiera się trochę komentarzy po tym jak przyjedzie będę pisać. A nawet jak nie to pewnie też. Tylko w ten sposób daje małe ukojenie bólu. I tak nie daje rady komuś tego powiedzieć.
Dodał/a: Aguss w dniu 18-11-2011 - czytano 1837 razy.
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek miłość przyjaźń smutek życie ból cierpienie Aguss
Kategoria: Smutne historie

Komentarze (6)

Samotna dnia 2011-11-30 20:16:56.

Wiesz co ci powiem ze tez tak miałam tylko ze ja pojechałam gdzie i ten chłopak miał dziewczny i tez nie wiedziam jak mu to powiedziec . Miałam doła i wg pisaliśmy i wg i mówiłam mu ze mam doła ale wymyslałam cos zeby mu tego nie powiedziec . i zerwał z dziewczyna ale ja powiedziałam ze nie moge z nim byc bo nie chodze z chłopakami sw przyjaciółek i nikt nie wiedział o tym tylko ze on se jakieś historie wymyslał i wg trzymaj sie :***

Dinkadnia 2012-02-26 23:09:41.

Rozumiem Twój ból. Czytając to czułam coś takiego jakbym czytała swoją historię. Też tak miałam, a raczej mam i problemy cały czas mnie doganiają, przytłaczają, to straszne i cholernie boli.

spangeboobdnia 2012-02-27 20:05:23.

Masakra ..
Współczuję Ci ..
To co przeżywasz musi być straszne ; (( !

Blondiidnia 2012-04-16 01:09:57.

Wiem co czujesz.Przez 2 lata byłam zakochana w takim Adamie.Liczył się dla mnie tylko on i nikt więcej.Pewnego dnia zaczoł chodzić z taka Kinga moja kumpelą.Gdy sie dowiedziałam myślalam że pęknie mi serce.Przez głowę przechodziły mi coraz gorsze myśli.Później powiedziałam mojej przyjaciółce że go kocham.A ona poszła do niego i mu wszystko powiedziała.Na drugi dzień przyszłam do niego na kladke.On odrazu spytał się mnie czy to prawda.Powiedziałam że tak.Później przez jakiś czas pisaliśmy o moich uczuciach do niego.On napisał że mu przykro ale nigdy ze mną nie będzi.Poczułam się jeszcze gorzej.Wybiegłam z jego kladki.Poszłam na chwilę do domu.Weszłam, wzięłam żyletke i wyszłam z domu.Poszłam w miejsce gdzie go poznałam.I bez wachania zrobiłam pierwsze ciebie.Łzy leciały mi po policzkach.Myslałam o nim i o niej.Ciełam się na żyłach dalej i dalej coraz głębiej.Chciałam wtedy umrzeć.Wróciłam na ulice na której mieszkam.W jednej rece miałam żyletke a w druga ręką mi krwawiła.Moja przyjaciółka od razu domyśliła sie że sie ciełam.Pobiegła do domu po wodę utlenionią i badarz.Przemyła mi to i zawiązała bandarz.Parę miesięcy później byłam z chłopakiem, który miał oprócz mnie 2 dziewczyny.I znowu sie załamałam.Ale dalej nie przestałam kochać Adama.Po pół roku jakoś sie stało, że zostaliśmy przyjaciółmi.I zaczoł mi robić nadzieję.I kiedy myślałam, że już do niej nie wróci.To znowu zaczęli być razem.W końcu stwierdziłam NIE.!NIE BĘDĘ PRZEZ NIEGO JUŻ WIĘCEJ CIERPIEĆ.!I próbowałam się w nim od kochać.Było trudno ale się udało.I jestem z tego dumna.Teraz po roku cięcia sie bardzo tego żaluje.Gdyby się dało cofnać czas to bym tego nie zrobiła.Teraz jestem z jego bratem.I wkońcu wiem że mnie ktoś kocha a ja go.I że moja miłość była obok mnie.Przysłowie mówi,,tego kwiatu jest pół światu''.DASZ RADĘ ALE MUSISZ W TO WIERZYĆ!!!

BabyDoll1385dnia 2012-04-28 22:31:04.

Mialam podobnie... musisz porozmawiac ze swoja przyjaciulka o tym co do niego czujesz... to najlepsze rozwiazanie :/ ...ale trzymaj sie ;) napewno sie "odkochasz" z czasem ...

iloskernokadnia 2012-05-08 16:09:51.

Dasz Rade wiesz mam podobna sytułacje ;D . cała sie pociełam jak ta jebnie ta ale hujw to ;d

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Smutna historia o miłości"

(pole wymagane)