Samobójcy i Misie

Samobójcy i Misie.

Stara, umierająca kobieta zaczęła pewnego dnia zastanawiać się jakby tu skrócić swoją agonię. W takim stanie człowiek nie wrzeszczy jedynie dlatego, że jest już na takie wrzaski za stary i jej nie wypada, za dużo widziała, z konia też spadła, więc jakoś … nie wypada. Zawsze można wbić pozostałe kły w jakąś poduszkę i buczeć z cicha jak budzik przy akompaniamencie „Freedom” Vanessy May. Kostucha też nie słucha, wstrętny twór – jak złodziej albo w ogóle. A ksiądz pisze, że Bóg nigdy nie dopuszcza na człowieka cierpienia ponad jego siły.

– Chyba mnie, Boże drogi, przeceniłeś – westchnęła. – A jeśli moc w słabości się doskonali, to już Level ponad Supermana… i mistrza komandosów wszech. – Zaciągnęła się papierosem – Bóg wybaczy nałóg, nie ma znieczulenia, nie ma morfiny, nie ma nic, chociaż trochę nikotyny ( w ciągu kilku sekund wywołuje impulsy przyjemności w mózgu, mniej boli choć jak cholera).

Starucha odpaliła niemrawego laptopa starej jak starucha daty i poczęła szperać w sieci.
Z reklamówką na głowie – niezłe, ale musieliby zapłacić za reklamę, oczywiście rodzinie, przynajmniej na ciuchy żałobne, trumnę i parę innych spraw by było, za darmo – nie. Reklamówka odpada, nie , nie zapłacą, jasne jak jaśniejsze. Babcia – czyjaś – tak zrobiła. Ona by mogła z autorską, na przykład markerem śmignąć z IRY „Bierz mnie…” albo Chylińskiej „Ja nie widzę, że…”. Niestety to już jest łamanie prawa autorskiego, za co grozi kara przeniesiona zapewne na rodzinę a miały być zyski. Choć raz pomyśl, myśl idiotko myśl!

Dalej się zabijają bo: chłopak mnie rzucił, kobieta odeszła, mam długi, jestem gruba i nikt mnie nie lubi. Daj Boże te problemy (można i wszystkie na raz) zamiast śmiertelnej choroby która wnętrzności wyrywa aż wymiotujesz z bólu i mdlejesz. Sen jest piękny, albo śpiąc nie czujesz albo czujesz inaczej, nawet jeśli czujesz to w momencie przebudzenia dowiadujesz się – o zgrozo – że nie czułaś, a w pokoju już siedzą i czekają mili goście: rozpacz, beznadzieja, opuszczenie, pogarda, nienawiść, agonia i klepsydra. Daj Boże ani tych ich problemów ani jej męczarni. Na dodatek puchnie, jak ten z beczki w filmie „Imię Róży”. Zatem skakać – nikt nie zauważy, że „zgrubła” a jakby widzieli, że puchnie byłby jeszcze jeden problem, chociaż tak naprawdę kobieta ma się podobać sobie. Prawda. Szczera prawda, sobie przede wszystkim. Spojrzała przed siebie
– Ciastka i herbata dla Państwa czy pijemy wódkę? Miło widzieć, zawsze ktoś się odezwie, cisza jest najgorsza. Cisza jest najlepsza. To co, szampan? Nowy dzień, narzekam bo narzekam, ale ostatniego z dni ostatnich będę ten dzień błogosławić, jaki ładny cacuszek-racuszek, całkiem przyjemny i bezchmurny. No – to siup prosto w stary nieumalowany dziób! – Wbiła kły w kawałek szlafroka.

Dalej sobie radzą: żyły czy tętnice, sznury, prochy, skoki różnorakie, zamarzanie. Doradzają życie – gupim–zgoda, mądrzy nie pytają tylko walą kulę w łeb. Najpierw jednak trzeba tą kulę zdobyć. Dla bogatych albo z przydziału. Nasennych – nie dostaniesz, zastrzyku również, cała reszta boli jak cholera i najczęściej prowadzi do kalectwa. Tego umierający już kaleka nie zniesie. Chłopak się wiesza przy internetowej widowni, inny czy inna również nagrywa, młodzi… babsko znowu zapaliło papierosa. Setki, grube, mocne, para buch i neurony w ruch, chwila ulgi. Kurcze, żeby tak nikt nie widział i nie słyszał i nie wiedział. Williams, ten miał fart, udało mu się zanim.
Najgorzej z rodziną. W takim stanie człowiek już nie daje rady dalej grać, nie ma siły kiwnąć palcem, jak tu mówić ja też wierzę. W nic nie wierzy. Umieranie to umieranie jaka by to nie była choroba albo inne klejnoty. Młody chłopak, czemu on do cholery się zabił? Czemu ci ludzie się zabijają, podeszliby lepiej i zapytali personel hospicjum: co to jest ból, co to jest cierpienie, a dziadka i babcię co to jest życie. Mało miłosierne słowa, zabijają się ci co się zabijają, reszta szuka kochanki – niezłe.
Tak więc, jakkolwiek i gdziekolwiek by nie sprawdzać – zawsze boli i to bardzo, wyjątek stanowi o regule. Prze śmiercią – tuż, tuż, chwilę, chwilunię malutką zanim obwieści swoje przybycie trzymasz w garści swoje życie – wróbel czy kanarek, albo i kanarka nie było za to była kukułka, życie właśnie takie jakie jest. Ludzie, co tam, co za różnica, widzisz wszystko co (…), oczy szczęśliwe lub oczy czarne co zależy również od pogody ducha. Paskudna, samotna starucha wbiła zęby w poduszkę i pomyślała, że za kilka godzin uda się jakoś na tym dozwolonym proszku którego przedawkować nie warto usnąć i przez kilka godzin… jutro pomyśli, że ten dzień był całkiem przyjemny, miły i radosny.
Dodał/a: Misia w dniu 23-12-2014 - czytano 2463 razy.
Słowa kluczowe: samobójstwo śmierć tragedia cierpienie Misia

Komentarze (3)

Nikusia dnia 2016-05-11 18:57:38.

Boże kochany, jaki bełkot -.- treści nie ocenę, bo w ogóle nie da się jej zrozumieć.

trankadnia 2016-05-31 17:22:00.

nom fakt nie da się czytać

Nikusiadnia 2017-04-20 15:21:10.

Nic nie zrozumiałam

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Samobójcy i Misie"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)