Ręka przyjaźni

Tego popołudnia była okropna pogoda. Nie chciało się żyć. To wszystko było jakieś pokręcone i wogóle... Ja, chora na raka, nie mogłam wychodzić na dwór, a co do tego w taką pogodę. Chodziłam do szkoły, ale rano jest chłodno i przyjemnie, a po szesnastej robi się jeszcze chłodniej, dlatego mogłam wychodzić i przejść się te parę kroków.
Szkoła? Istna tragedia. Okrucieństwo. Każdy się ze mnie śmieje, bo noszę perukę, albo jestem łysa. Czy oni nie potrafią zrozumieć, że jestem chora i ze mnie się nie śmiać?
Pewnego dnia do szkoły doszła jakaś Wiktoria. Gdy ją zobaczyłam szczęka mi opadła. Wiktoria była niewidoma i bez jednej ręki. Już widziałam reakcje innych, które wyglądały tak samo w realu, jak w mojej wyobraźni. Śmiali się i wytykali palcami.
Podeszłam do niej i zaglądałam ją. Po co ma się przejmować, chociaż nie wyglądała na przejętą. Z racji tego, że mnie nie widziała, dałam jej się podotykać. Opowiedziałam jej o mojej chorobie, o tym, że po chemioterapii nie mam włosów, że się ze mnie wszyscy śmieją, itd.
Ona mi powiedziała coś ważnego:
- Liluś, przecież opinia innych nie powinna cię przejmować, ważne jest to co masz w środku, a oni tego nie widzą.
Wróciłam do domu z uśmiechem, co zaskoczyło mamę. Zapytała się, co mi tak wesoło, a ja jej odpowiedziałam:
- Czuję więź między nową, niewiadomą Wiktorią bez ręki. Wiem, żeby nazwać to przyjaźnią, trzeba razem przetrwać najgorsze momenty, ale ja to czuję. To ona mi pomogła, powiedziała coś ważnego...
I poszłam odrobić lekcje.
Dodał/a: Kwiatek w dniu 4-11-2018 - czytano 251 razy.
Słowa kluczowe: Wika przyjaźń więź radość szkoła nowotwór Kwiatek

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Ręka przyjaźni"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)