Randka z wampirem cz.11

W pewnym momencie życia, przychodzi czas kiedy zadajesz sobie pytanie o sens własnego istnienia. Po co? I dlaczego?- Tego nie wiedziałam.- Nie wiedziałam, ale za wszelką cenę musiałam poznać. Co było ze mną nie tak, że zarówno śmierć jak i wampiry ciągnęło do mnie, jak ćmy do światła? Nie wiedziałam kim był Logan, więc nadałam mu przydomek "Śmierć". Zdawało mi się to jak najbardziej adekwatne. Było w nim coś, czego się bałam. Czułam chłód bijący z jego wnętrza. To wszystko wydawało mi się niebywale dziwne. Leżałam na łóżku, całkowicie pozbawiona chęci wyjścia. Nagle coś gwałtownie dostało się do mojego pokoju przez otwarte okno i z hukiem uderzyło w szafę. Może to dziwne, ale byłam tak pochłonięta myślami, że wcale nie zwróciłam na to uwagi. Nawet nie oderwałam wzroku od sufitu. Wiedziałam po prostu, że to Garry.
- Co się stało?! Gdzie on jest?!
- Spóźniłeś się... Gdyby chciał, już dawno by mnie zabił.
- O co tu do cholery chodzi, wiesz kim był?!
- Można tak powiedzieć. To chłopak z mojej szkoły. Jest podobny do was, ale... Nie, właściwie to nie jest.
Garry spojrzał na mnie z troską w oczach.
- Nie zabił cię, dlaczego?
- Sądzę, że albo czegoś ode mnie chce, albo się ze mną bawi. Zamęczy mnie i zaczeka aż sama poproszę, by mnie zabił?
- Nawet tak nie mów... Wiktoria... Przepraszam, że się spóźniłem.- Powiedział zakłopotany.
- Czy Fabian się o mnie martwi?
Nie odpowiedział. Spojrzałam więc na niego, a on natychmiast odwrócił wzrok, jak gdyby zmieszany tym pytaniem.
- Sądzę że tak. Nie wiem gdzie się podział, zniknął i nie daje znaku życia. Może jego też coś męczy?
- Myślałam, że szuka tego kto próbuje mnie zabić...
- Tak było... Wrócił tylko na chwilę, żeby zregenerować siły. Wiem, że ma na ciebie oko i nie pozwoli by cokolwiek ci się stało.
Zaśmiałam się gorzko. Odkąd Fabian wyruszył na poszukiwania, nie widziałam go ani razu, a teraz dowiedziałam się że jakiś czas temu wrócił i od tamtego czasu słuch o nim zaginął.
- Więc nie wiecie gdzie jest, ani co robi?
- Nie...
Westchnęłam i znów zawiesiłam wzrok w suficie, śledząc oczami falującą pajęczynę. Czułam, że tracę siły.
- A więc odszedł? W porządku, nie potrzebuję go.
- Wiktoria! On nigdy by cię nie zostawił, znam go!
Usiadłam na łóżku i posłałam mu krzywe spojrzenie.
- Do prawdy? Więc powiedz mi gdzie jest i dlaczego zniknął? Nie wiesz tego, prawda?
- Powiedz mi co wiesz o tym kolesiu, a zajmę się tym.
- Nazywa się Logan. Jest... Jak ciemny tunel... Bez światła, otacza go mrok. Patrząc mu w oczy, widzę jedynie pustkę. Kiedy na mnie patrzy, zaczynam mimowolnie się trząść, a dzisiaj... Po raz pierwszy pokazał mi mrok, który chowam...
- Odwaliło ci, czy co? Mówisz jak Stephenie Meyer!- Wycedził.
Zamilkłam. Przez to co powiedziałam, chyba właśnie coś sobie uświadomiłam.
- Mógłbyś mnie zostawić? Muszę zająć się lekcjami.
- Może byś tak w końcu się zdecydowała...?!
- Wiem, że cię naraziłam, ale teraz nie czuję się najlepiej. Chciałabym zostać sama.
Wampir westchnął, po czym wstał z mojego łóżka i spojrzał na mnie z nieco większym spokojem.
- Jeśli Fabian wróci, skontaktuję się z tobą.
Po chwili zniknął bez śladu. Miałam może trochę więcej siły, więc zebrałam się z łóżka i zaczęłam się ubierać. Słońce powoli zachodziło, tworząc na niebie lekko zaróżowione pasma chmur, zmieszane z szarością błękitu i pomarańczową poświatą pochodzącą od słońca. Kiedy skończyłam wiązać buty, bez słowa wyszłam na zewnątrz. Podążałam chodnikiem, idąc przed siebie zupełnie bez celu w kierunku zachodzącego słońca. Mijały mnie samochody i autobusy, które też pewnie kierowały się w jakieś miejsca. Każdy dokądś zmierzał, z wyjątkiem mnie. Nie wiedziałam dokąd prowadzi droga którą się kieruję, być może do końca. Wszytko było takie niepewne. Zeszłam na chwilę na ziemię, opuszczając świat pełen refleksji który powstał w mojej głowie i rozejrzałam się, nie wiedząc w którą stronę skręcić. Przeszłam przez ulicę, obierając za cel sklep, w którym najpewniej sprzedawca sprzeda mi papierosy bez pytania o dowód. Miałam rację. Jakiś czas później postanowiłam odpalić pierwszego papierosa, jednak okazało się że moja zapalniczka nie ma już gazu. Czy tego dnia stanie się coś jeszcze?!- Powiedziałam na głos do siebie.- Nagle poczułam coś dziwnego. Wiatr rozwiał moje włosy, wzbudziło się we mnie jakieś dziwne uczucie. Powoli się odwróciłam, zauważając stojący za mną żółty samochód, z zapalonymi światłami. To było dziwne miejsce na taki postój, zwłaszcza że w pobliżu niczego nie było. Przez chwilę pomyślałam, że może to ktoś z moich znajomych albo rodziny, ale widziałam ten samochód pierwszy raz na oczy, nie byłam też pewna czy ktoś rozpoznałby mnie z takiej odległości. Odwróciłam się tak spokojnie jak tylko potrafiłam i ruszyłam dalej, wyłączając muzykę. Nasłuchiwałam samochodu, lekko przyśpieszając. Samochód ruszył. Znów się odwróciłam. Pojazd zatrzymał się nieco bliżej mnie, z tej odległości mogłam zauważyć krzywą gębę faceta i jego dwóch kumpli którzy patrzyli na mnie, śmiejąc się z czegoś. Byłam w kiepskim położeniu, nie mogłam skręcić w żadną z uliczek, ponieważ przechodziłam właśnie przez most. Ich spojrzenia nie wskazywały na nic dobrego, odwróciłam się i już po chwili zaczęłam biec. Auto ruszyło doganiając mnie z łatwością, poczułam gwałtowne szarpnięcie. Nie miałam najmniejszych szans wyrwać się z uścisku dwóch facetów, którzy wyszli z tyłu pojazdu. Krzyczałam, szarpałam się próbując kopać i bić pięściami jednak nie zdało się to na nic. Mężczyzna który kierował pojazdem, wyszedł z samochodu, następnie zgasił papierosa butem i otworzył bagażnik. Zapamiętałam jego twarz, pełną niewielkich tatuaży, słaby zarost i krótko ostrzyżona fryzura. Posłał mi dziwny uśmiech, następnie powiedział coś w obcym języku do pozostałych mężczyzn, którzy związali mi ręce i wrzucili do bagażnika...
Robiło mi się duszno, nie mogłam się poruszyć. Starałam się odwrócić, by krew do mojej ręki znów zaczęła napływać, ale było to trudne kiedy miałam ograniczone ruchy. Miałam cholernie przesrane i myśl że powinnam zachować spokój była trochę irracjonalna. Moje nogi również zdrętwiały, właściwie dopiero się obudziłam. Pierwszy raz od tak dawna zemdlałam ze strachu. Słyszałam rozmowę mężczyzn, którzy głośno się śmiali i najwidoczniej coś pili. Ze środka dobiegał też odgłos ciężkiej muzyki. Nie wiedziałam jak długo byłam nieprzytomna i jak długo byliśmy w drodze, może nawet byłam już dawno za granicą. Czułam że tracę siły, a łzy zaczynają napływać mi do oczu. Wolałam już chyba zginąć w swoim domu. Dlaczego śmierć tak bardzo się o mnie upominała? Nie mogłam nic zrobić, węzły na moich rękach były zaciśnięte zbyt mocno. Nie mogłam nawet ruszać palcami. Zacisnęłam pięści resztkami sił odwracając się na bok. Jechaliśmy teraz po dziurawej, wyboistej drodze co było trudne do zniesienia, gdyż obijałam się o wszystko a przez wstrząsy robiło mi się niedobrze. Zamknęłam oczy, nadal z zaciśniętymi zębami przeklinając wszystko. Przysięgałam sobie, że zrobiłabym wszystko byle tylko móc się teraz zemścić.
- Wszystko?- Odpowiedział głos w mojej głowie.
Otworzyłam oczy. Czy tylko się przesłyszałam? Głos zdawał się być realny, jednak postradałabym zmysły wierząc że był ze mną ktoś jeszcze. Nie wiem czemu, odpowiedziałam.
- Wszystko.
Nagle moje serce zaczęło uderzać jak dzwon. W mojej głowie rozbrzmiał grobowy śmiech, przypominający echo. Spojrzałam na swoje stopy, których przez ciemność nawet nie dostrzegałam. Jedyne co zauważyłam to czerwone ślepia, które nie mogły należeć do człowieka. To nie był mój wymysł, ani sen. Poczułam dotyk, zimne jak lód szpony zaczęły przesuwać się od mojej kostki w górę. Czerwone ślepia zdradzały radość. Płonęła w nich tajemnicza żądza, to coś się zbliżało, jednak tym razem się nie bałam. Chciałam jedynie wrócić do domu. Poczułam że "to" znajdowało się tuż nad moją twarzą i dzieliły nas od siebie zaledwie sekundy. Zdradzał go zimny oddech i ten nieludzki cień który dostrzegłam gdy moje oczy zaczęły się przyzwyczajać do mroku. Nagle odwróciłam wzrok, słysząc przeraźliwy wrzask faceta, dobiegający z przodu pojazdu. Nie znałam angielskiego, ale jeden z nich krzyknął chyba że zauważył kogoś na drodze. Po chwili wrzaski się wzmogły, a samochód gwałtownie skręcił po czym w coś uderzył z taką siłą, że walnęłam całym ciężarem w blachę. Wzięłam głęboki oddech, powoli się odwracając. W tym czasie coś wylądowało na masce samochodu. Jeden mężczyzna był chyba nieprzytomny, ponieważ pozostali stale wymawiali jego imię. Po chwili zaczęli się głośno kłócić. Usłyszałam za swoją głową nieprzyjemny odgłos zarysowanej blachy, jakby ktoś przejeżdżał długimi paznokciami po tablicy. W samochodzie zapadła cisza. Słyszałam tylko bicie własnego serca. Nagle coś z gwałtowną siłą wyrwało drzwi samochodu, wrzaski które słyszałam wcześniej były niczym w porównaniu do tych obecnie. Oprócz tego słyszałam dźwięki łamanych kości, krwi która lała się po szybach, aż w końcu cisza... Leżałam w bezruchu, obawiając się że to coś mogło usłyszeć nawet bicie mojego serca, czy przełykanie śliny, albo kiedy moje ciało drżało poruszając przy tym drobnymi rzeczami które oprócz mnie znajdowały się jeszcze w bagażniku i na które zostałam wrzucona. Usłyszałam kroki, po chwili ktoś zatrzymał się tuż przed bagażnikiem. Leżałam odwrócona tyłem i do tego nadal byłam związana, nie miałam więc żadnej przewagi. Nagle usłyszałam dźwięk unoszących się drzwi bagażnika, a po moich plecach przeszedł zimny dreszcz spowodowany chłodnym powietrzem. Znów zrobiło mi się ciemno przed oczami...
Obudziłam się, nie byłam pewna czy wciąż żyję. Słyszałam za to kroki i szelest liści. Wydawało mi się, że umarłam. Jednak chyba nie miałam racji tym razem. Otworzyłam oczy, dostrzegając przed sobą niewyraźny obraz. Po chwili stał się ostry, na tyle że zauważyłam kontury drzew. Z jakiegoś powodu byłam w lesie, ale nie wiedziałam dlaczego. Wszystko docierało do mnie niezwykle wolno. Nagle poczułam że ktoś mnie niesie. Odwróciłam się, chcąc spojrzeć obcemu w oczy.
- To byłeś ty?
Odpowiedziała mi cisza.
- Uratowałeś mnie, choć sam próbowałeś mnie zabić?
Logan zatrzymał się, po czym skierował na mnie lśniące czerwienią oczy. Przyglądał mi się badawczo, bez większych emocji. Nie byłam pewna, czy nie zmieni za chwilę zdania, więc zaczęłam się wyrywać aby mnie puścił. Kiedy to zrobił, co prawda ciężko było mi ustać na nogach, ale nie chciałam dawać mu satysfakcji. Wtedy przypomniałam sobie o porywaczach, następnie robiąc kilka kroków zaczęłam się potykać i przewracać. Staliśmy na jakimś wzgórzu, z którego dobrze widać było dym pochodzący od płonącego pojazdu. Zamarłam. Kiedy znów się odwróciłam Logan stał w bezruchu, nadal utrzymując to samo, beznamiętne spojrzenie pełne braku emocji.
- Dlaczego?!
- Pytasz dlaczego cię uratowałem? Przecież sama tego chciałaś.
Zamyśliłam się, po chwili przypomniało mi się jak bardzo chciałam zemsty na swoich porywaczach oraz tego, że dałabym wszystko za powrót do domu.
- Kim jesteś do cholery?!
- A jak sądzisz?
- Jesteś śmiercią?
Po raz pierwszy usłyszałam jego śmiech, łudząco podobny do tego który wcześniej rozbrzmiał w mojej głowie.
- Można tak powiedzieć.
- Czego ode mnie chcesz?! Najpierw chcesz mnie zabić, a potem mnie ratujesz?! Co z wami wszystkimi jest nie tak?!
- Twoje pytania zaczynają działać mi na nerwy.
Czułam, że nie mogłam dać teraz za wygraną. Miałam go w garści i nie mogłam tego odpuścić.
- Nie możesz być człowiekiem, nie jesteś też wampirem. To, że mnie znalazłeś i wyczytałeś moje myśli... Chcę wiedzieć!
Znów spojrzał na mnie chłodnym spojrzeniem, jednocześnie pełnym powagi i wyższości. Zerwał się wiatr, a on w mgnieniu oka zniknął mi z pola widzenia. Poczułam za to, że stoi tuż za mną.
- Jestem demonem.- Szepnął mi do ucha.
Nie odpowiedziałam. Nie dlatego że się bałam, po prostu nie wiedziałam co powiedzieć.
- Chcesz więc mojej duszy?
- Chcę Ciebie.
Stałam jak słup spoglądając na drzewa, jednocześnie wsłuchując się w piekielne wrzaski które gdzieś tam unosiły się za jego plecami. A to wszystko dopiero początek...
Dodał/a: Aga.B w dniu 1-11-2018 - czytano 78 razy.
Słowa kluczowe: Randka z wampirem cz.11 Aga.B miłosne wampiry fantasy Aga.B

Komentarze (2)

Lolqdnia 2018-11-08 22:11:07.

Jakie to jest genialne... Nie przerywaj błagam cie!!!

Nataliadnia 2018-11-08 22:11:36.

Cud!!! Mega szok.. Pisz pisz pisz!!!

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Randka z wampirem cz.11"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)