Public friendship cz. 8

Gdy dziewczyna odzyskała przytomność poczuła, że ktoś ją niesie. Otworzyła oczy i zobaczyła Marcina.
- Co ty robisz? I co się stało?
- Wracałem od Sary i zauważyłem kogoś na mostku i zgadnij kogo. - uśmiechnął się. Kasia próbowała stanąć na ziemi, ale Marcin mocno ją trzymał.
- Puść mnie. - poprosiła. - Mogę przecież iść sama.
- I tu się mylisz. Przewrócisz się.
- Jesteś kochany, ale serio nie trzeba. Możesz mnie postawić. - powiedziała. Nagle poczuła silny ból w skroni i dotknęła pulsującego miejsca. Kiedy spojrzała na rękę, zobaczyła, że jest splamiona krwią. - O Boże...
- Co jest? - spytał i zobaczył krew na jej dłoni. - Kaśka, coś ty zrobiła?!
- Nie wiem, nie pamiętam...
- Siadaj. - powiedział i posadził dziewczynę na ławce. Obok lewej brwi miała rozcięcie, nie wyglądało na szczęście groźnie. - Idziemy do szpitala.
- Nie ma potrzeby, dam sobie radę...
- Nie ma dyskusji, idziemy do szpitala. - przerwał jej. - Nie chcę ochoty oberwać od Dawida, że cię zostawiłem i to w takim stanie. Wyglądasz jakbyś się naćpała!
- Nic nie brałam! - zapewniła.
- Wiem przecież. - odparł, chwycił ją w pasie i skierował się do szpitala. W poczekalni czekali około 15 minut. Kiedy dziewczyna w końcu została przyjęta, weszła z Maćkiem do sali i usiadła na kozetce.
- A więc powiedzcie mi co się stało. - powiedział lekarz. Był już dość starym człowiekiem, jednak wciąż było po nim widać werwę i chęć do pracy.
- Nie pamiętam za bardzo... Siedziałam na ławce, poczułam mocny ból w skroni i zemdlałam. Obudziłam się dopiero... kiedy? - spytała Maćka.
- Jakoś dwie godziny później. - dokończył.
- Brałaś coś? Piłaś, nie wiem, może ktoś ci coś dosypał? - spytał lekarz.
- Nic.
- Pokaż mi tą twoją łepetynę. - wymamrotał i uśmiechnął się pod nosem. Obejrzał dokładnie rozcięcie na głowie, oczyścił ranę, posmarował maścią przyspieszającą gojenie i przykleił opatrunek.
- Więc tak. Masz jutro przyjść na zmianę opatrunku, może ropieć, więc oczyszczę ci ranę jeszcze raz. Najwyraźniej ktoś cię uderzył, stąd brak przytomności i rozcięcie. Możecie już iść.
- Dziękujemy. - odpowiedział Maciek, chwycił Kasię za rękę i pociągnął w stronę wyjścia. Kiedy wyszli na zewnątrz chłopak zadeklarował się odprowadzić ją do domu. Kiedy dotarli pod jej drzwi dziewczyna uśmiechnęła się.
- Dziękuję ci za wszystko, jesteś kochany. - powiedziała i przytuliła go.
- Nie ma za co. Nawet nie miałem wyjścia, nie przeżyłbym zemsty twojego chłopaka. - wyszczerzył się.
- Oj przestań. - roześmiała się, przytuliła go jeszcze raz i weszła do domu.

Kilkanaście dni później
- Cześć skarbie, stęskniłem się za tobą. - powiedział Dawid, uśmiechając się do ekranu. Prawie codziennie rozmawiali razem na Skype.
- Ja za tobą też.
- Misiaku wiesz już kiedy możesz do mnie przyjechać? - spytał.
- Jutro. - uśmiechnęła się figlarnie.
- O kurwa, nie wierzę! - wykrzyknął. - Kasia, serio?
- Mhm, już niedługo się zobaczymy.
- Nie mogę się doczekać. - wyszczerzył się. - Sprawdzić ci godziny pociągów?
- Jakbyś mógł...
- Pewnie, już sprawdzam. - rzucił i wyszukał stronę PKP. - Masz jutro, o 8.50 i bilet kosztuje 42 zł bez miejscówki.
- Okej, to weź mi kup, ja ci jutro oddam kasę.
- Dobra, ale nie musisz. Już.
- Dzięki kochany. Jutro o tej porze będę dojeżdżać do Krakowa. - uśmiechnęła się i podeszła do szafy, by wybrać rzeczy do spakowania.
- Będę czekać. - powiedział i patrzył jak dziewczyna wkłada ubrania i kosmetyki do torby. - Więcej się nie da?
- Oj daj spokój i tak mało biorę.
- No nie denerwuj się, wiem przecież.
Kasia zmieściła się do swojego szkolnego plecaka. Wzięła 3 bluzki z krótkim rękawem, 2 z długim i 2 na ramiączkach. Do tego bluzę, 2 pary krótkich spodenek, jedne długie jeansy i te, które założy jutro. Spakowała jeszcze bieliznę i kosmetyczkę oraz oczywiście dokumenty. Następnie pożegnała się z Dawidem i wyciągnęła mamę na miasto. Przy okazji wybrała trochę kasy z bankomatu i rozmieniła na mniejszy nominał, żeby móc pochować ją w różnych miejscach, zabezpieczając przed ewentualną stratą całej sumy. Bardzo cieszyła się, że pojedzie do chłopaka, tęskniła za nim. Za tym, że zawsze ją rozumiał, że był kimś więcej, niż przyjacielem, bratem, że potrafił ją pocieszyć, rozbawić, zmusić do refleksji, rozpalić, czy opanować. Za kilka dni mijały 3 miesiące, jak już są razem. Pomimo tylu ciężkich chwil, nie żałowała, że pozwoliła starym uczuciom odrodzić się na nowo.
Następnego dnia wstała dopiero o 7.30. Trochę zaniepokojona wstała szybko, ubrała się i poszła zjeść śniadanie. O 8.00 wyszła z domu, a musiała przecież jeszcze odebrać bilet i dotrzeć na dworzec. Na miejscu ujrzała ogromną kolejkę do kasy. Zrezygnowana stanęła na samym końcu. Przed nią stała grupa młodych ludzi, ewidentnie jadących na jakiś zlot albo koncert. Czas mijał a kolejka się nie zmniejszała. Po 20 minutach otworzono kolejne dwie kasy. Wszyscy rzucili się do następnych okienek. Kilka osób chciało się wrócić, ale ludzie rozłożyli się mniej więcej po równo. Kiedy dziewczyna wreszcie doczekała się swojej kolejki, nie była zaskoczona, że tak wolno wszystko szło.
- Czego? - spytała opryskliwie kobieta za szybką.
- Odebrać bilet do Krakowa.
- Kod.
- 7452, Kasia Mazur.
- Zaraz ślicznotko, przecież się nie rozdwoję. - burknęła. Dziewczyna zaczynała tracić cierpliwość.
- Kasia Mazur?
- Tak.
- Masz i nie wracaj więcej. - rzuciła i podała bilet przez szparkę pod ladą.
Kaśka wbiegła na peron w tym samym momencie, kiedy pociąg wtoczył się na stację. Szybko podbiegła do drzwi i o mały włos nie wpadłaby na tory, gdyby nie miły konduktor, który w ostatniej chwili przytrzymał ją za ramię.
- Dziękuję. - rzuciła zawstydzona i weszła do przedziału.
Zaskoczyły ją pustki, więc korzystając z wolnych miejsc usiadła przy oknie i rzuciła plecak na półkę nad jej głową. Obok niej usiedli młodzi ludzie, ci sami, co stali z nią w kolejce. Dziewczyna zignorowała ich, włożyła słuchawki do uszu i zamknęła oczy. Obudziła się 4 godziny później, około 40 km od Krakowa. „Niewiele już zostało” pomyślała i uśmiechnęła się na samą myśl, że już za pół godziny zobaczy Dawida.
- Hej. - usłyszała obok siebie. Kiedy odwróciła głowę zobaczyła młodego chłopaka, jednego z tych, co siedzieli obok.
- Hej. - uśmiechnęła się i z powrotem wsadziła słuchawkę do ucha, a właściwie, to miała taki zamiar.
- Nie ładnie. - powiedział i wyrwał jej z ręki kabel. - Kuba jestem.
- Kasia, ale oddaj mi słuchawki, jestem zmęczona.
- Spałaś 4 godziny.
- Mało. Oddawaj.
- Nie zapoznasz się z nami?
- Hej jestem Kasia. - powiedziała trochę głośniej i pomachała im ręką. - Możesz już mi to oddać?
- Zadziorna. - wyszczerzył się. - Dokąd jedziesz?
- Do Krakowa.
- Wiem, ale do kogo?
- Do chłopaka.
- Uuu, czy ty chcesz mnie spławić?
- Może, ale to akurat jest prawdą.
- Tęskniłaś, co?
- Strasznie. - przyznała. - Ale chwila, dlaczego ja się tobie zwierzam?!
- Jezu, uspokój się dziewczyno.
- Sorry, trochę jestem przewrażliwiona.
- Spoko, to może zacznijmy od nowa. - uśmiechnął się i wyciągną do niej rękę.
- Kasia.
- Kuba. - powiedział i potrząsnął dłonią dziewczyny. Zaczęli rozmawiać o wszystkim i o niczym i tak zleciało im te pół godziny.
Dawid czekał na dziewczynę na dworcu. Ciągle, gdy tylko przyjeżdżał jakiś pociąg miał nadzieję, że to właśnie ten. Za którymś razem nawet nie spojrzał w stronę nadjeżdżającej maszyny. Stał i czytał jakieś ogłoszenia na tablicy, lecz kiedy usłyszał komunikat „Pociąg ze Stargardu Szczecińskiego stoi na torze 3, peron 2.” odwrócił się. W jednej chwili cały widok zasłoniła mu burza rudo- brązowych włosów, już wiedział, że to ta, na którą czeka tutaj od godziny.
- Tęskniłam... Tak bardzo. - wyłkała wtulając się w jego ramiona.
- Hej, maluchu nie płacz. - uśmiechnął się i wciągną głęboko w nozdrza zapach jej włosów i skóry, który tak uwielbiał. Kasia lekko odchyliła głowę i spojrzała mu w oczy, czuła, jak chłopak gładzi ją po plecach i powoli przyciąga do siebie za podbródek. Delikatnie otulił jej wargi swoimi ustami. Chłopak poczuł jak dreszcz przechodzi po całym jego ciele, brakowało mu jej bliskości. Pochłaniał łapczywie jej spojrzenie, jakby zaraz miała wsiąść do pociągu i odjechać na zawsze.
- Chodź, pewnie jesteś głodna. - powiedział cicho przerywając milczenie.
- Nie jestem.
- Nie ma dyskusji, idziemy. - pociągnął ją za rękę w stronę wyjścia. Poszli do małej kawiarenki, tuż obok parku. Dawid zamówił im herbatę z cytryną a Kaśce dodatkowo ciastko z truskawkami.
- Co robiłeś cały ten czas beze mnie? Pewnie się wyszalałeś, ile dziewczyn wyrwałeś?
- Tysiące. - uśmiechnął się szelmowsko. - Lecą na mnie.
- Świnia. - dziewczyna odwzajemniła uśmiech i delikatnie cmoknęła chłopaka w policzek. Otoczył ją ramieniem i oparł brodę o jej głowę.
- Wiesz, że cię kocham? - spytał i spojrzał na Kasię.
- Mhm, wiem. - szepnęła i przytuliła się do niego wsłuchując się w rytm jego serca. - Ale serio, co robiłeś? Wszystko okej?
- Nie, ciężko mi było bez ciebie. Poza tym nie znoszę ojca i tej jego lasencji. Jeśli nie miałbym z góry postawionej perspektywy gnoja, który zostawił mamę samą to może bym go lubił. Jego narzeczona jest całkiem spoko, ale próbuje mi zastąpić matkę. Szczerze? Myślałem, że przez te dwa tygodnie szlak mnie trafi.
- Już nie denerwuj się. - powiedziała spokojnie i od razu poczuła, jak się rozluźnia. - Chodź, pójdziemy do ciebie i zrobię ci masaż, okej?
- Cały czas mnie zaskakujesz, zawsze wiesz, czego mi trzeba. - uśmiechnął się, pocałował delikatnie dziewczynę i poszedł zapłacić. Wyszli z kawiarenki trzymając się za ręce i skierowali się w stronę mieszkania ojca chłopaka. Dawid wziął od Kaśki plecak i zarzucił sobie na plecy. Kiedy dotarli na miejsce, w drzwiach stała brunetka średniego wzrostu, wyższa trochę od Kasi. Miała może 35 lat i była bardzo ładna i szczupła.
- Witaj, ty pewnie jesteś Kasia, prawda? Ja jestem Monika, cieszę się, że wreszcie cię poznałam. - uśmiechnęła się.
- Dzień dobry, mi również miło panią poznać. - dziewczyna odwzajemniła uśmiech i uścisnęła brunetce dłoń.
- Błagam, nie mów do mnie „pani”, wystarczy Monika.
- Dobrze. Dzień dobry. - zwróciła się do właśnie wyglądającego z kuchni ojca Dawida.
- O witaj Kasiu, jak się masz?
- Dobrze, dziękuję.
- Mam nadzieję, że podróż minęła ci bez problemów, prawda? - upewnił się.
- Tak, tak. - uśmiechnęła się trochę speszona nagłym zainteresowaniem.
- Dobra, zapoznanie skończone, idziemy do mnie. - pociągnął dziewczynę za rękę i zmierzył ojca wzrokiem. Kiedy weszli już do jego pokoju, Kaśka zdjęła bluzę i została w czarnej bluzce na ramiączkach z dość dużym dekoltem i właśnie dlatego nosiła ją tylko pod bluzę. Chłopak uśmiechnął się, zdjął bluzkę i położył się na łóżku.
- Gdzie masz jakiś balsam czy olejek?
- Nie wiem, spytaj się Moniki.
- Zaraz wracam. - rzuciła i wyszła z pokoju. Monika siedziała w kuchni i piła herbatę.
- Przepraszam, czy mogłabyś mi pożyczyć jakiś balsam, czy olejek do masażu?
- Jasne, jest w łazience, a co, Dawid znowu się denerwuje?
- Co to znaczy znowu...? - zdziwiła się.
- Ciągle chodzi spięty, przybity i łatwo się wkurza, ale może tobie powie, co go trapi.
„Chyba jednak trudno będzie się dowiedzieć o co mu chodzi” pomyślała i poszła do łazienki po balsam.
- Ciągle chodzisz spięty, przybity i łatwo się wkurzasz? Dawid, co ty tworzysz?
- Nie masz pojęcia jak ciężko mi było, więc nie oceniaj! - chłopak wybuchł, jak na potwierdzenie słów Moniki. Kaśka zaniemówiła.
- Dawid, uspokój się kochanie. - przemówiła po chwili miękkim głosem i położyła mu rękę na ramieniu, ale on wzdrygnął się jak tylko go dotknęła.
- Daj mi spokój, wszyscy twierdzą, że nie licząc rozwodu rodziców to w moim życiu jest idealnie. - burknął i położył się na brzuchu.
- Wiem, czasami psuję ci szyki, ale to dlatego, że cię kocham misiu. Możesz mi powiedzieć, co się stało? - powiedziała zmartwiona.
- Dajcie mi wszyscy spokój.
- Dawid, kochanie, chcesz, żebym wyjechała? Bo mi wystarczy, że powiesz, że chcesz i pojadę, bylebyś się dobrze czuł.
- Nie, nie o to chodzi.
- To o co? Słuchaj, ja się serio o ciebie martwię.
- Myślisz, że mi jest łatwo patrzeć jak ojciec jest szczęśliwy z Moniką i jednocześnie wiedzieć, że mama nadal go kocha? Co za gnój...
- Nie mów tak, tylko się denerwujesz, nie warto. - szepnęła i zaczęła delikatnie masować jego nagie ramiona. Po chwili poczuła, że spięte mięśnie rozluźniają się pod wpływem ruchów jej rąk. Uśmiechnęła się i nałożyła sobie na rękę trochę olejku i zaczęła go wcierać w skórę chłopaka. Zamknął oczy, a dziewczyna usiadła mu na plecach i pochyliła się nad jego uchem.
- Lepiej? - spytała cicho.
- Tak, dzięki. - mruknął. Kasia wiedziała, że nie ma ochoty jeszcze rozmawiać, więc nie naciskała na niego. Wykonywała rękoma okrężne ruchy gładząc jego szyję i plecy, co wyraźnie sprawiało mu przyjemność.
- Wiesz co? Przepraszam, nie mam za co być na ciebie zły, a właśnie na tobie się wyżyłem. - szepnął.
- Nic się nie stało, w końcu od tego jestem, prawda? - uśmiechnęła się.
- Nie żartuj sobie, to było chamskie z mojej strony.
- Nie przejmuj się teraz tym, tylko się odpręż, a ja zajmę się resztą... - uśmiechnęła się i pocałowała go w szyję.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Hej kochani, znów muszę wam podziękować za wszystkie opinie, komentujcie dalej, to dla mnie ważne 3
Następną częś dodam w ciągu kilku kolejnych dni, mam wenę XD
Piszcie, czy się podoba, dziękuję wam za to, że czytacie, notluckyme ♥
Dodał/a: notluckyme w dniu 4-03-2013 - czytano 2935 razy.
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek przyjaźń miłość ból rozłąka zaufanie notluckyme

Komentarze (3)

himciodnia 2013-03-09 13:04:37.

ZEJEBIOCHA PISZ DALEJ!!!

Pauladnia 2013-03-14 08:39:54.

Świetne =D

chomikdnia 2013-03-15 21:55:26.

no, extra

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Public friendship cz. 8"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)