Przyjaźń. cz.5

- Ja jestem Maciek. Miło mi. Może jakoś się zakolegujemy? - oznajmił Maciek. Pomyślała sobie, czemu nie. W końcu była wolna. Bartek i tak miał dziewczynę i nawet się nią nie interesował, więc ona też nie zamierzała się tym jakoś specjalnie przejmować...
-Ok, to co chcesz wiedzieć? -
- Nie, no to może ja zacznę, będzie lepiej. Mam na imię Maciek, mam 21 lat. Lubię grać w siatkówkę. Bardzo lubię podróżować, lecz mój zawód mi za bardzo na to nie pozwala. No a teraz Ty.-
- No dobra, jestem Marlena mam 16 lat, również lubię grać w siatkówkę, a z podróży właśnie wróciłam.-
- O! A gdzie byłaś?-
- W Stanach Zjednoczonych. -
- Ale fajnie, ale nie za młoda jesteś?- zapytał z niedowierzaniem.
- Młoda czy nie. Po prostu musiałam. Problemy mnie do tego zmusiły... - podczas myślenia uroniła jej się maleńka łza.
- Oj nie płacz, nie wiedziałem, że to aż taki poważny powód. Przepraszam.- przytulił ją. Ona czuła się strasznie bezpieczna w jego ramionach. Jakby miała jakąś tarczę ochronną wokół siebie.
- Wiesz czuję, że mogę Ci zaufać... Chcesz posłuchać? Chcesz
posłuchać mojej dennej historyjki o mojej głupiej szczeniackiej
miłości?- zapytałam go, po prostu zapytałam go. Zaufałam mu, po mimo,
że znałam go tylko niecałą godzinę.
- Postaram się Ci pomóc. Może jak mi opowiesz, ulży Ci? - odpowiedział
skromnie. W sumie taka odpowiedz mi się podobała.
- Więc tak, przyjaźniłam się z Bartkiem od dziecka, ale on zaczął mi
dawać żmudne nadzieje, pokazywał różne gesty. No po prostu się
zakochałam. Ale on mnie wyłącznie olał. Jasne było mu pewnie mnie
żal. Ale i tak, i tak wyjechałam. Nie pożegnałam się z nim. Napisałam
mu wyłącznie list. Opisałam mu tam wszystko. Wszystko co leżało mi na
sercu. Wiedział kiedy wyjeżdżam... Wiedział, z którego lotniska
wylatuje mój samolot. Lecz on. On jednak nie przyszedł. Nie mogę go
teraz traktować jak przyjaciela. rozumiem, że nie chciał mnie ranić,
ale mógł chociaż się pożegnać... Nie wymagałam zbyt wiele. A wczoraj
wróciłam po 6 miesiącach. Umówiliśmy się w kawiarni na dzisiaj.
Przyniósł mi żółtą różę... Chciał mi kogoś przedstawić. Wiesz
kogo? Jego dziewczynę. Nie było to miłe uczucie. Widząc ich, gdy się
całują przytulają. Rozumieją się bez słów... Widzisz ja nikogo
takiego nie mam. Nikogo... Mam tylko swoją przyjaciółkę Sandrę... Ale
to nie to samo co chłopak... - wyżaliłam mu się. Musiałam taka już
jestem... Trudno ewentualnie mnie wyśmieję. Podczas mojego monologu
zaczęłam płakać. A Maciek. Maciek mnie po prostu przytulił. Chyba
zrozumiał. Zrozumiał co chciałam mu powiedzieć. To takie fajne uczucie
wygadać się osobie, która to zrozumie.
- Powiem Ci szczerze, że ja się nigdy tak nie zakochałem.-
Dodał/a: CiociaKlaudia w dniu 23-01-2012 - czytano 382 razy.
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek miłość podróż przyjaźń CiociaKlaudia
Kategoria: Miłosne
Inne historie i opowiadania w kategorii Miłosne

Komentarze (4)

gosiaczekdnia 2012-01-25 10:51:21.

Słodko się robi , pisz dalej ;D

Milena ;Ddnia 2012-01-25 19:59:50.

pisz troche dłuższe te opowaidania bo są naprawde fajne

mariola ;Ddnia 2012-01-25 22:01:23.

ciekawe to:)

iguśdnia 2012-01-25 22:03:22.

no robi się coraz fajniejsze tylko błagam pisz dłuższe części ;D

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Przyjaźń. cz.5"

(pole wymagane)