Przeznaczenie?

Czasami zastanawiam się czy to co robię jest dobre… Czy moje życie jest takie jakie chcę. Mam wrażenie, że robię wszystko, aby uszczęśliwić moją rodzinę, a przy okazji raniąc siebie. Moja podróż jest chyba jakąś pieprzoną pomyłką. Ale to właśnie rodzina jest dla mnie najważniejsza, to ona się liczy, ale… może zacznijmy od początku.
Jestem Diana… tak, tak jak ta Księżna, albo bohaterka DC Comics WonderWoman czyli księżniczka Amazonek, w każdym bądź razie pieprzona błękitna krew. Ale prawda jest taka, że ani moja krew ani moje życie nie jest błękitne… jest cholernie zwyczajne, poukładane i mdłe. I jestem super imprezowiczką – studentką… Kolejna wielka ściema. Czy wy też myśleliście, że na studiach się imprezuje? Bo ja tak. Takie rozczarowanie w takim wieku. Ale to jeszcze nic, liczycie na wielki kampus, przystojniaków na każdym kroku, stołówki, cheerlederki? No to nieźle się zawiedziecie. Nawet koła nie są zbyt ciekawe. No więc podsumowując: zwykła ja, zwykli rodzice, zwykłe rodzeństwo i bardzo zwykła uczelnia. W sumie nie jest źle poza tym, że pierwszy rok oznaczał siedzenie na uczelni od 8 rano do 8 wieczorem i odbębnić po drodze basen. Tak, tak… taka ekscytacja. Ale przejdźmy do konkretów jestem niską (niestety 160 cm) dziewczyną, albo i niższą, ale do wszystkiego co złe się nie przyznaję! Mam niebieskie oczy i jestem brunetką o figurze klepsydry. Nie mam specjalnie dużo kolczyków i nie mam tatuażu. Po prostu ot co. Zwykłość ze mnie bije. Zdecydowanie nie jestem WonderWoman. Studiuję fizjoterapię i planuję ją skończyć… planuję. Mam 2 braci i siostrę. Jeden z moich braci jest BARDZO istotny dla tej opowieści. Mianowicie mój o rok starszy brat Joe, ma kolege… wiem o czym myślicie, i to nie TO… dobra to jest TO. Ale zacznijmy historię sprzed kilku miesięcy…
Jest 7 rano, jestem zmęczona, mam dość…. Taak typowy poranek, aż czujesz, że żyjesz. Czy to nie choroba mówić z samego rana do samej siebie? Cholewka mówcie co chcecie ja nazwę to samotnością. Mycie zębów, czesanie, ubieranie, malowanie załatwione. Czas na pyszne śniadanko i to nie sarkazm. To moja mama… Tak śniadanie dla mnie i mojego brata przygotowuje moja mama przyznaje się bez bicia. Zrozumiecie jak będziecie na studiach.
- Dzień dobry – kulturka i klasa.
- Dzień dobry, dzień dobry. Już myślałam, że zaspałaś - moja mama ma już 47 lat ale dla mnie jest boginią. Najlepszą.
- Nie, dlaczego?
- Zwykle wstajesz wcześniej.
- Wydaje ci się – uśmiechnęłam się do niej.
- Dobry – ooo wstał śpioch.
- Heeeeey brother – nie oceniajcie mnie proszę. Kto choć raz tego nie zaśpiewał niech pierwszy rzuci kamień.
- Heeeey sister - tak to te same geny.
Ale nasza rodzina nie rozgaduje się przy jedzeniu. 10 minut na śniadanie w zupełności nam starcza. Jestem dzisiaj zadowolona chcąc nie chcąc mój brat kończy dzisiaj zajęcia później niż ja, a jedyny problem to to, że mamy jedną książkę do francuskiego. Jako, że muszę się z niej pouczyć na jutro będę musiała go odwiedzić. Szczerze powiedziawszy nigdy nie byłam na jego wydziale. To dla mnie nowość.
To nie jest tak, że próbuję przyspieszyć tą historię ale prawda jest taka, że jak idę bądź jadę na uczelnie to śpiewam a mój talent, hmmm… nie jest dla ludzi którzy w ogóle są w stanie usłyszeć jakiekolwiek dźwięki. Więc przeskoczmy do momentu gdy jestem już na uczelni. Oczywiście dziewczyny już siedzą…
- Heloo
- Siemka/Elo/Cześć/Dzień dobry – głosy których i tak nie będę rozróżniać, w każdym bądź razie one zawsze witają się tak samo.
- Co tam? – standardowe pytanie, a jakże.
- Nudno – Alice. Zawsze taka sama odpowiedź. Chyba popadamy w rutynę. – Uczyłaś się coś?
- Nie – odpowiadam z najprawdziwszą powagą.
- Taaa… liczyłam na taką odpowiedź.
- Cieszę się, że sprostałam twoim oczekiwaniom – roześmiałam się.
Każda z dziewczyn jest inna ale szanujemy się i za to powinnyśmy dostać lajka na fejsie. Bum bum bum.
Tak napradę mamy dzisiaj tylko ćwiczenia z kobietą która mnie uwielbia. Tak, tak nie przesadzam ona mnie uwielbia. Jako jedna z niewielu na tej uczelni. „Patologie społeczne” ćwiczenia sala 14B. To jeden z niewielu przedmiotów w których wale taką ściemę i wszystko jest zaakceptowane. Teraz zastanawiam się czy to dobrze czy źle. W każdym bądź razie zero starania, wymyślasz, bredzisz jak potłuczona ale dostajesz 5. Gdyby wykładowcą nie była kobieta która ma męża i dzieci mogła bym pomyśleć, że ona na mnie leci. Ale to dobrze może coś wynio…
- Identyfikator – mruczy Eva.
- Co?
- Załóż cholerny identyfikator. Ma być komisja.
- Cholercia – no i jesteśmy w dupie. Wielkiej i czarnej… żartuję, wszystkie komisje wyglądają tak samo tylko musisz więcej udawać.
Ćwiczenia trwają 5 godzin lekcyjnych także trochę się wysiedziałyśmy… a i komisji nie było. Pani dyrektor była bardzo zajęta, BARDZO. Dla mnie to lepiej i tak jestem w plecy z czasem i myśleniem.
- Gdzie idziesz? – zapytała niespodziewanie Alice.
- A co? Będziesz tęsknić?
- Pewnie.
- Idę do Joe’go – mruknęłam znudzona – po książkę do francuskiego.
- Kto by pomyślał, że na studiach będą potrzebne takie książki – roześmiała się.
- Nawet mi nie mów – stwierdziłam załamana.
- Dobra to ja lecę na mieszkanie. Zdzwonimy się.
- No na razie, na gazie – przyzwyczajenie prosto od mojego brata. Durne pożegnanie. Jestem szczęśliwa bo na wydział mojego brata mam 5 minut drogi. I jako, że już prawie jestem w budynku dzwonię do niego.
- No, hej gdzie jesteś?
-Hej. Jestem przed salą 345. Jak wchodzisz głównym wejściem na prawo, do windy na 3 piętro i jak wyjdziesz z windy to w lewo – zajebiście. Nic nie zrozumiałam – Czaisz?
-Taaa… - bardzo.
- Ja siedzę na kanapie z chłopakami.
- no okej, okej – rozłączyłam się. Mój mózg lepiej pracuje gdy nie słyszę jego głosu. Winda, winda, winda. JEST! No i bam. Znalazłam. Proszę o oklaski dla tej damy. 3 piętro i jest! I teraz na prawo, nie cholercia na lewo. Znalazłam GO. Brat idiota.
- Nooo… - podeszłam do nich. A jako, żenie jestem aż tak towarzyska jak mogę się wydawać nie odwracam wzroku od mojego brata. Ale chwila albo jestem Carycą Rosji albo ktoś mnie perfidnie tyka. Dobra, spokojnie, luz. Czas na maskę zołzy.
- Co ty robisz? – mina oznaczająca ”źle odpowiesz będziesz martwy”? Jest. Wzrok szatana? Jest. Podniesiona brew? Jest. Jego ręka na moim identyfikatorze? Jest. Chwila! Stop!
- Chciałem tylko zobaczyć – mówi pokazując identyfikator. No nieźle. Pomyślał i powiedział a ja zamiast myśleć to zrobiłam. Brawo dziewczyno, brawo. Chcecie wiedzieć co się stało? Właśnie uderzyłam go ciężką książką do francuskiego prosto w głowę. Brawo, brawo. Idiotka. Nawet nie jest brzydki a ja… cholera. Zero mózgu dziewczyno. No to co? Czas spadać… Zwijaj się zwijaj!
Szybko schowałam książkę i uciekam. To nie było dobre zagranie. Nie znam kolesia a go pobiłam to bardzo źle zaczęta znajomość, koniec fanfarów. Już więcej go nie spotkam. Tak, postanowione. Czas wracać do mojego kochanego domu. Dosyć dnia. A czeka mnie jeszcze zapewne rozmowa z Alice. Czy ja chodź raz nie mogę zachować się jak normalna kobieta?!
Dodał/a: pani0duze0em w dniu 31-08-2017 - czytano 1287 razy.
Słowa kluczowe: Studentka przypadek zderzenie dwa swiaty pani0duze0em

Komentarze (2)

Koradnia 2017-09-05 20:19:36.

Będzie jeszcze następna część? Bo mi się nawet spodobała😊

NATAdnia 2017-09-27 00:07:38.

Bardzo podoba mi się styl jest inny ale w dobrym tego słowa znaczeniu ;) Czekam na kolejną część mam nadzieję, że będzie szybko :)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Przeznaczenie?"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)