Początek wiecznego życia cz.24

Przez całą drogę pozostawiałam za sobą trupy. Spijałam krew z każdego, kto wpadł mi w ręce. Nie zwracałam uwagi, na to że się rzucam w oczy. Przecież nie miałabym problemu z wyrwaniem komuś serca, czy spaleniem jego martwego ciała. Cały ten czas panowała mną mroczna strona, lecz gdy tylko spojrzałam w oczy mojej miłości wyrwałam się ze szponów zła. Patrzył na mnie z lekkim niedowierzaniem, oszołomiony jednocześnie z ogromną troską i miłością w oczach. Byłam w stanie tylko się rozpłakać. Błędem było pójście do Charliego od razu. Mogłam doprowadzić się do ładu, przebrać, zmyć z twarzy poczucie winy i bezsilność wobec ogarniającej mnie mocy. Mimo tego, że wszystko ze mnie zeszło na moment, czułam jak krew we mnie wrze a umysł płata mi figle. Walczyłam, walczyłam ile mogłam. Patrzyłam na niego, taka zniszczona, pozbawiona resztek dobra, owładnięta chęcią mordu. Sińce pod oczami stale się powiększały, ciężko było mi odróżnić rzeczywistość od wizji, w których mordowałam mojego ukochanego. Raniłam go, opętana złem. W pewnej chwili organizm się zbuntował, są rzeczy z którymi nie radzi sobie nawet istota mojego pokroju. Osunęłam się na ziemię, jak stary liść opadający z drzewa. Złapał mnie i gdzieś zaniósł. Przebudziłam się z koszmaru, który stale mnie prześladował. Zlałam się potem. Nie wyszłam w pełni ze snu, przed sobą miałam obrazy czynu jakiego chciałam się dopuścić na Charliem.
Zupełnie zapomniałam jak bardzo jest przystojny, zmienił się. Złagodniał przez ten długi okres czasu. Był jakiś nieswój, lecz rozpoznałam w nim tę osobę w której się zakochałam- on pewnie miał z tym lekki problem. Wciąż na mnie patrzył, nie z odrazą lecz głębokim uczuciem, nie wiedział jeszcze jakim potworem jestem. Ledwo kontaktowałam, ale się uśmiechałam. Miałam przed sobą jedyny widok, sprawiający że chcę walczyć o siebie.
Odżyłam, gdy dostałam dwa worki z krwią 0Rh+. Wtedy mogłam zamienić kilka słów z ukochanym.
-Katie, kochana! Co się z tobą dzieje, nie mogę patrzeć jak się męczysz.
-Ja… nie…. - jąkałam się, nie mogąc wykrzesać ani jednego porządnego słowa. Chciałam przyznać się do wszystkiego, czułam że mogłam. Wybaczyłby mi, chyba… Nie potrafiłam.
-Jak się lepiej poczujesz, porozmawiamy- powiedział po czym ucałował mnie w czoło i wyszedł.
Postanowiłam nic nie mówić, ukryć w sobie wszystkie niecne uczynki i żyć dalej. Być z miłością mojego życia i nie przejmować się niczym, to jedyne czego pragnęłam. Przy nim odchodziła ochota na zabijanie, malał nawet głód. Ostatkiem sił, przebrałam się i wyszłam z pokoiku w którym spędziłam kilka dni przykuta do łóżka. Przemierzając budynek, natknęłam się na kilka osób wrogo patrzących się na mnie. Gdy znalazłam Charliego, rzuciłam mu się w ramiona.
-Tak bardzo tęskniłam- powiedziałam obdarzając go namiętnym pocałunkiem.
-Widzę że, się lepiej czujesz. –szczerze się uradował- co się dzieję w Denver? Masz jakieś kłopoty?
-Nie rozmawiajmy o tym, skupmy się na sobie. Nie wrócę do Denver, chce zostać przy tobie, jeśli nie masz nic przeciwko, oczywiście- uśmiechnęłam się, kryjąc w sobie cały ten ból i strach przed nieznanym. Miałam ogromną nadzieję, że moje sekrety nie wyjdą na jaw. –Johnathan nie będzie problemem- dodałam. –Spokojnie możemy uciec w jakiekolwiek miejsce pragniesz.
-Jak to nie będzie problemem?
-Naprawdę Charlie, nie drążmy tematu. Powiedzmy że, poradzę sobie z nim bez problemu- wciąż dusiłam w sobie to, iż oddałam Rose w ręce bezwzględnego Johna.
-To jak? Chętna na poznanie najlepszego czarodzieja na świecie?
-Ach tak, twój podopieczny. Z wielką chęcią.
Do pokoju wszedł niziutki Azjatycki chłopak, prawdopodobnie lat szesnaście. Na jego twarzy jawiło się zaskoczenie, którego powodu nie poznałam, dopóki się nie odezwał.
-Katherina III- Powiedział, kłaniając mi się tak nisko, że prawie upadł. Wysiliłam się na najlepszą grę, na jaką było mnie stać.
-Nie rozumiem o czym ty mówisz? Spoglądałam to na Charliego, to na nowopoznanego chłopka z genialnie zagranym zaskoczeniem, genialnie bo chłopiec spuścił głowę z wyrazem twarzy, jakby źle odpowiedział na pytanie nauczyciela. –Jestem Katie Brown- uśmiechnęłam się z udawaną szczerością.
-Musiałem panią pomylić
-Proszę, mów mi Kate.
-Cześć Kate, jestem Dylan- Chłopiec jakby zapomniał o sytuacji, opowiadając mi o swoim życiu jako czarodziej. Przyznam, nie słuchałam go. Myślami byłam bardzo daleko, obawiałam się, iż więcej osób mnie rozpozna. Przerażona byłam na myśl, że Charlie może się wszystkiego dowiedzieć. Znienawidziłby mnie, a bez niego jestem nikim. Nie mając go u swego boku, w pełni oddałabym się złu.
Wieczorem młody czarownik położył się grzecznie do łóżka, a ja rozmawiałam z Charliem o wszystkim, a jednocześnie o niczym. Jak miło znowu było wymienić choć kilka słów z moim cudownym ukochanym, moją miłością której pozbawiona byłam przez długi okres czasu. Żyłam w jego ramionach do czasu, gdy nie zostałam odnaleziona. Najpierw przez Johna. Spodziewał się, że tu przybędę dlatego chciałam uciec. Charlie natomiast stwierdził, że będzie nam cudownie w Wietnamie.
Na ulicach miast byłam rozpoznawalna, kwestią czasu było, że Charlie się dowie. Na całe szczęście, rzadko wychodził. Spędzał większość czasu z Dylanem.
Atakowano mnie, gdy wychodziłam polować. Powoli zaczęłam panować nad złą stroną mnie, znalazłam w sobie włącznik który aktywowałam tylko w obliczu zagrożenia. Można było powiedzieć, że prowadziłam podwójne życie. W dzień byłam cudowną, dbającą dziewczyną, w nocy zaś zabijałam, aby zapewnić nam bezpieczeństwo. Mijały dni a ja zabijałam coraz więcej, czekałam aż John przyjdzie po mnie osobiście. Pozostawał lecz strach, iż mój brat wraz z Susanne przybędą, aby mnie zgładzić. Czy byłabym zdolna zabić ich świadomie? Nie tak jak Blair. Moja przyszłość wciąż stała pod znakiem zapytania, mimo to cieszyłam się obecnością Charliego jak tylko mogłam.
Dodał/a: voldemortismylife w dniu 21-12-2015 - czytano 825 razy.
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek fantasy fantastyka wampiry miłość voldemortismylife

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Początek wiecznego życia cz.24"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)