Początek nowego życia cz. 1

Widziałam jak mijamy kolejne drzewa, samochody, ludzi, domy, a grające radio miało zapełnić tą niezręczną ciszę między nami. Miałam ochotę wyć i krzyczeć ze złości, jednak w pewien sposób rozumiałam postępowanie mojej mamy tylko nie wiedziałam dlaczego nie szuka innego rozwiązania, przecież zawsze jakieś jest. Dla mnie przeprowadzka do ojca i jego nowej rodziny do miasta oddalonego o prawie 250 kilometrów od mojego dotychczasowego miejsca zamieszkania, nie tylko oznaczała zmianę otoczenia, zostawienia swoich przyjaciół, dziadków i mamy, ale także zamieszkanie z zupełnie obcym mi człowiekiem. Nie mam tu na myśli mojego przyrodniego starszego czy też jego mamy, ale mojego własnego ojca, do tej pory nigdy z nim nie rozmawiałam, nie zamieniłam z nim nawet jednego słowa, nawet na oczy nie widziałam, a mam teraz z nim zamieszkać, jeszcze tak daleko od domu?

-Czy to naprawdę jedyne wyjście- pytam mamę, znając jednak odpowiedź.

-Mi też nie jest z tym wszystkim łatwo, jesteś moją córką i jest mi strasznie ciężko, że za złe decyzje które podjęłam w życiu najbardziej ty będziesz cierpieć. Gdybym tylko mogła, zrobiłabym wszystko żebyś została ze mną.

-Nic z tego nie rozumiem, nawet nie wiem dlaczego każesz mi zamieszkać z mężczyzną, którego nawet nie znam.

-Obiecuję, że kiedyś Ci to wszystko wytłumaczę, ale nie teraz. Zobaczysz nie będzie tak źle, wiele razy Ci mówiłam o Antonim, nie jest złym człowiekiem, jestem pewna że szybko złapiecie wspólny język i szybko się zaaklimatyzujesz.

-Nie byłabym tego taka pewna- mamroczę pod nosem i resztę drogi pokonujemy w ciszy.

Gdy po nie całych trzech godzinach samochód zatrzymuje się pod moim nowym domem (który notabene jest ogromny, w porównaniu z mieszkaniem, w którym mieszkałam z mamą, to wygląda jak pałac), czuje nie miły skurcz w brzuchu. Bez słowa wysiadam z samochodu i powoli wyjmuję walizki z bagażnika, gdy wyciągam ostatnią w bramie staję mężczyzna koło pięćdziesiątki, bacznie nam się przyglądając, jednak po chwili odzywa się do nas z uśmiechem:

-W końcu jesteście, myślałem już, że zmieniłaś zdanie Małgorzato- z mamą nic nie odpowiadamy-no nic, chodźcie do środka, kolacja już czeka.

-Ja nie będę wchodzić, czeka mnie jeszcze długa droga powrotna- odzywa się mama- będziemy w stałym kontakcie córeczko, mam nadzieję, że szybko tu Ci się spodoba- przytula mnie lekko i od razu wsiada do samochodu, nawet nie zaczekała aż coś jej odpowiem, co pogłębia moje przygnębienie.

-Chodźmy do środka, przecież nie będziemy stać pod bramą- zwraca się do mnie tata.

Tata jak to dziwnie brzmi, nigdy nie miałam okazji o nikim w takim sposób pomyśleć. W prawdzie mama miała kilku partnerów, jednakże żaden nie zagościł w naszym życiu na tyle długo bym mówiła do niego tato. Ciągnąc za sobą walizki grzecznie niczym mała dziewczynka podążam za mężczyzną i z zaciekawieniem mu się przyglądam. Mimo swojego podeszłego wieku wygląda młodo jeżeli tak można powiedzieć, idealnie dopasowany garnitur, dokładnie przystrzyżone włosy, nienaganna sylwetka, gdybym spotkała go na ulicy w życiu bym nie powiedziała że ma czterdzieści siedem lat.
Wchodząc do środka mam wrażenie, że dom wydaje się jeszcze większy niż z zewnątrz. Z zaciekawieniem zastanawiam się kim jest mój ojciec, że stać go na taką posiadłość. Przez kilka minut stoimy w milczeniu, a ja rozglądam się po rozległym korytarzu.

-Pewnie jesteś głodna, kolacja już czeka w jadalni- przerywa cisze, która wprowadzała nas obojga w zakłopotanie.

-Właściwie, to nie bardzo mam ochotę na jedzenie, jestem strasznie zmęczona.

-Rozumiem, to zaprowadzę Cię do twojego pokoju.

Zabiera ode mnie część bagażu i prowadzi po schodach do pokoju. Otwiera delikatnie drzwi i pod ścianą odkłada walizki.

-Mam nadzieje, że Ci się tu spodoba- gdy się nie odzywam dodaje- nie miałem za wiele czasu na przygotowania.

-Jest okej, całkiem przytulny- przerywam mu, bo czuję że zachowuję się niegrzecznie.

-To może jak już trochę odpoczniesz, zejdziesz na dół i zjemy?

-Nie musicie na mnie czekać. Mogę zjeść sama.

-Chciałbym z Tobą chwilę porozmawiać więc poczekam.

-Dobra- odzywam się gdy już jest za drzwiami.

Gdy zostaje sama siadam na skraju dużego łóżka i z zaciekawieniem rozglądam się po całym pokoju. Mimo szarych ścian w pomieszczeniu jest jasno i przejrzyście naprzeciwko łóżka wisi telewizor, a obok niego znajdują się drzwi, jedne prowadzą do przestronnej i nowoczesnej łazienki, z kolei za drugimi przeszklonymi znajduję się pusta garderoba, obok łóżka znajduję się stolik nocny i biurko nad którym wiszą puste półki. Przez kilka kolejnych minut chodzę po pokoju analizując każdy jego kąt i zastanawiam się czy zejść na dół czy udać że śpię i odwlec poznanie nowej rodzinki w czasie, co wydaje mi się bez sensu, bo i tak mnie to nie minie, a im szybciej to się stanie, tym prędzej będę mogła się w spokoju zaszyć. Jeszcze kilka chwil analizuje wszystkie za i przeciw, i ostatecznie decyduję się zejść na dół. Ostrożnie otworzyłam drzwi, zupełnie tak jakbym się bała, że mogę na kogoś wpaść. Po rozejrzeniu się po całym korytarzu i upewnieniu, że na pewno nikogo nie napotkam, schodzę powoli na dół i kieruje się w stronę (jak później zdążyłam się zorientować) salonu. Staję w progu pomieszczenia, nie bardzo wiedząc czy aby na pewno powinnam wejść, widzę tatę siedzącego na kanapie naprzeciw telewizora.

-Jesteśmy sami?-pytam nie ruszając się z miejsca.

-Tak, Bartek, to znaczy twój brat wyszedł gdzieś z kolegami i pewnie jak zawsze wróci późno-odwraca się w moją stronę- zgłodniałaś?- twierdząco kiwam głową- w takim razie chodźmy do kuchni, zaraz odgrzeje nam coś.

-A gdzie twoja żona?-pytam z zaciekawieniem, gdy siedzimy już przy stole.

-Nie żyję- milczę nie bardzo wiedząc co mam powiedzieć- kilka lat temu zginęła w wypadku samochodowym- dodaje mimo iż o nic go nie pytałam. Przez chwilę jemy w ciszy, bo o czym rozmawiać z osobą, której się nie zna mimo więzów krwi.- Jak tam z twoją szkoła?

-Dobrze, nauczyciele w poprzedniej szkole wystawili mi już oceny, dlatego bez problemu mogłam się tu przenieść.

-W takim razie nie widzę potrzeby żebyś musiała przez te dwa ostatnie tygodnie przed wakacjami chodzić do szkoły, ale jeżeli chcesz iść poznać swoją klasę, to nie ma problemu. Wytłumaczę Ci jak dojechać, w który autobus wsiąść.

-Myślę, że dodatkowe dwa tygodnie wolnego mi nie zaszkodzą, a wręcz przeciwnie pozwolą odpocząć i odnaleźć się w zaistniałej sytuacji- delikatnie się uśmiecham.

-Nie mniej matce za złe tej całej sytuacji, ale naprawdę to był najlepszy wybór dla Ciebie.

-Najlepszy? Z skąd wiecie co jest dla mnie najlepsze? Skoro były inne opcje trzeba było pozwolić mi wybrać i samej zadecydować co jest dla mnie dobre, a co złe.- Nieźle już zdenerwowana kłamstwem mamy wstaje od stołu i tylko na odchodne rzucam- jestem zmęczona pójdę się położyć.

Po zamknięciu drzwi od pokoju rzucam się na łóżko i wybucham płaczem. Nie mogę się uspokoić przez długi czas, aż w końcu zasypiam. Budzi mnie w środku nocy trzaśnięcie drzwiami i czyjś ciężki chód po piętrze, na początku jestem trochę zdezorientowana, bo nie do końca wiem gdzie się znajduje, ale już po chwili sobie przypominam, leniwie się przeciągam i wstaje tylko po to by wyjąć z torby jakieś ciuchy do spania.
Następnego dnia budzę się dopiero po dziesiątej szybko ubieram się i schodzę na dół bo jestem potwornie głodna, poprzedniego dnia mało co zjadłam.

-O to ty jesteś tą nową sprzątaczką?-słyszę po wejściu do kuchni.

-Bartek!- karci ojciec wysokiego, niebieskookiego blondyna, siedzącego przy stole- To jest Agnieszka, twoja siostra- wskazuje na mnie- Aga ten chłopak z niewyparzonym językiem, to właśnie Bartek mój syn.

Stoję chwilę zdezorientowana w wejściu, ale czując że łzy napływają mi do oczu odwracam się na pięcie i biegnę do pokoju. Przez chwilę jeszcze słyszę ich rozmowę:

-Bartek do cholery! Prosiłem Cię żebyś był miły.

-A co ja niby takiego zrobiłem? Nie moja wina, że wygląda jak sprzątaczka. Przepraszam nawet sprzątaczki pracujące u nas chodzą lepiej ubrane niż ona.

Kolejny raz zamykam się w pokoju by móc w spokoju płakać. Mimowolnie podchodzę do lustra znajdującego się w garderobie, chwilę tak się sobie przyglądam, w odbiciu widzę mizerną dziewczynę, z niedbale związanymi włosami, koszuli którą założyłam, brakowało dwóch guzików, a na znoszonych już spodniach widać przetarcia, jeszcze chwila, a zamiast przetarć pojawią się dziury. Bacznie patrząc na siebie stwierdzam że miał rację mówiąc, że wyglądam gorzej niż sprzątaczka (oczywiście nie uwłaczają nikomu, bo dla mnie każdy jest sobie równy i bardzo szanuje osoby pracujące jako pomoc domowa, bo to bardzo ciężka praca) wcale tutaj nie pasuje. Bartek i ojciec obaj zadbani ubrani w nowe, drogie, markowe, ciuchy. A ja? Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio wzięłam ciepłą kąpiel, odkąd odłączyli nam dopływ ciepłej wody, unikałam łazienki jak ognia, by nie musieć wchodzić pod lodowaty strumień prysznicu.
Po godzinie słyszę pukanie do drzwi.

-Proszę- mówię, ocierając łzy.

-Przepraszam Cię za niego. Bartek to dobry chłopak po prostu..

-Po prostu tu nie pasuje co?- nie daje dokończyć.

-To nie tak, żyłaś z mamą na innym poziomie niż my.

-To dlatego można mnie poniżać i upokarzać?!-prawie już krzyczę.

-Tego nie powiedziałem. Masz rację źle postąpił i na pewno poniesie konsekwencje swojego zachowania i będzie musiał Cię przeprosić.

-Obędzie się- mamrocze pod nosem.

-Jak wiesz będziesz tutaj dłużej mieszkać, że nie jest to chwilowa sytuacja. Dlatego tak samo możesz korzystać ze wszystkiego to jak Bartek, więc jeżeli chcesz możemy wybrać się na zakupy i możesz sobie kupić parę nowych rzeczy.

-Przyznaj od razu, że to wszystko żebym Wam więcej wstydu nie przynosiła.

-Nie, uznaj to za rekompensatę tych wszystkich lat, kiedy mnie nie było przy Tobie.

-Phi-prycham zdenerwowana.

Próbuję mnie przekonać, że się mnie nie wstydzą i powinnam skorzystać jego propozycji. Wybieram numer do mamy by o wszystkim opowiedzieć, mimo wściekłości na nią jest jedyną osobą, której mogę się teraz wygadać, poza dwiema moim przyjaciółkami. I jakie jest moje zdziwienie gdy podczas rozmowy z nią ona sama mnie namawia żebym skorzystała z propozycji ojca i kupiła sobie parę nowych ciuszków. Ostatecznie zgadzam się na wypad do galerii, nie dlatego, że oni chcieli tylko po prostu mi się należy, po tych prawie osiemnastu latach.
Krążąc od sklepu do sklepu, gdzie w każdym byłam zmuszana zarówno przez ojca jak i ekspedientki do kupienia chociaż jednej rzeczy, czułam się strasznie nie komfortowo i nieswojo. I to nie dlatego, że każdy patrzył na mnie dziwnym wzrokiem, i nie przez panującą ciszę pomiędzy mną a ojcem, tylko dlatego, że nie przywykłam do chodzenia po takich sklepach i wydawania ponad stu złotych na zwykłe spodnie, a o cenach butów nie wspomnę. Po godzinach katorgi zakupów, wracamy do domu. Po powrocie obiecałam tacie rozmowę żeby się lepiej poznać się lepiej poznać, ale jak zobaczyłam, że Bartek jest w domu, zręcznie się wymigałam i poszłam do siebie. Aby zająć się czymś i nie myśleć o mało dyskretnych radach ojca, o tym iż powinnam nosić mniej zniszczone ciuchy i bardziej dbać o siebie postanowiła w końcu się rozpakować. Na półkach znajdujących się nad biurkiem jak i zarówno obok niego porozkładałam swoją kolekcję kryminałów i romansideł, w garderobie nowe ciuchy ułożyłam starannie, a swoje stare rzeczy wyspałam by wybrać z nich tylko ,,lepsze” ciuchy, a resztę z powrotem spakowałam w torby i schowałam na dnie. Po uprzątnięciu wszystkiego zdecydowałam się na długo i odprężającą kąpiel. Leżąc w wannie czułam lekki głód, ale obawiając się spotkania ze sowim nowym bratem postanowiłam już nie wychodzić do pokoju. Po dokładnym wysuszeniu włosów, położyłam się na łóżku. Mimo że nie czułam zmęczenia bardzo szybko zasnęłam.
Dodał/a: Asia w dniu 17-06-2018 - czytano 668 razy.
Słowa kluczowe: nowa rodzina nowe przyjaźnie pierwsza miłość nieoczekiwany zwrot akcji miłość zakochanie problemy kłopoty Asia

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Początek nowego życia cz. 1"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)