Platoniczna miłość
Mijałam go często, zazwyczaj gdy szłam do przyjaciółki. Uśmiechał się do mnie, w końcu zaczął mówic standardowe, pożądane ,,cześc".
Dodam,że jak większośc dziewczyn w moim wieku nie mam o sobie wygórowanego mniemania, wręcz uważam się za brzydką i grubą. Wiem, standard :P Więc, sądziłam, że to po prostu zwykła uprzejmośc. No i pewnie tak było. Nie wiem. W końcu nadszedł ostatni rok przygotowan do bierzmowania. Pojawił się tam, bo nie ,,zaliczył" sakramentu. Znów się do mnie uśmiechał. Zaczęło mnie to intrygowac. Był w moim typie, ładne oczy i usmiech. Parę razy ze sobą rozmawialismy, pośmialiśmy się...
Po jakimś czasie wracałam skądś z koleżanką i spotkałam go z kolegą. Zaproponował bym poszła z nim do domu, to odda mi moje papierosy. Mało romantycznie, ale dla mnie było to coś. Dużo rozmawialiśmy. Potem poszliśmy do mieszkania jego kolegi, gdzie chciał zajarac, ale jako, że zapomniał zapalniczki, ruszyliśmy do sklepu i się rozstaliśmy. Zdarzyło się jeszcze parę razy, że się spotkaliśmy, ale zwykle z jego kumplami i piwem. No cóż, wraz z bierzmowaniem, prawie przestałam go widywac. Zaczęłam tęsknic. Za czym? Sama zadaje sobie to pytanie. Za uśmiechem? Pogawędką? Nie było nic innego. Poważnie zachorowałam. Psychoza. Nie mam pojęcia przez co...Niska samoocena, nieszczęśliwe zakochanie, problemy w domu, nałóg nikotynowy, problemy ze snem, stres związany ze szkołą? Nie wiem, co przeważyło szalę i się na pewno nie dowiem. Miałam mnóstwo myśli, dotąd tak bardzo nierealistycznych, wtedy MIAŁAM WRAŻENIE, a one(WRAŻENIA) były fundamentem w popieprzonej psychice. Myślałam,że mój ojciec jest w sekcie, jedna przyjaciółka należy do alter sekty, druga dołączyła do ojca, a pewną koleżankę zwzywałam od najgorszych, przez moje urojenia. Ale to tylko częśc tego co przeżyłam, o reszcie nie chcę mówic. Na szczęście, to był epizod, ale po nadal czułam się źle. Bardzo schudłam. Posunęłam się nawet do tego, żeby udawac chorobę, bo świat mnie przerastał. Chciałam się zabic. Nie odważyłam się. W końcu wyszłam na prostą. Znów przytyłam, co pogarszało mi nastrój, ale dziękowałam Bogu,że wszystko minęło, zdałam do liceum, mimo, że nie chodziłam do szkoły przez dwa miesiące, aż do zakończenia roku. Poszłam do szkoły średniej tam gdzie chodzi On. Może miałam jakąś nadzieję? Tak, tymbardziej, żę On nie miał dziewczyny i nadal nie ma. Jednak nie rozmawiam z nim, jesteśmy tylko na cześc i to mnie bardzo boli.
Minęło tyle czasu, ja nie zrobię pierwszego kroku, On pewnie nawet nie chcę go wykonac. Słyszałam,że jest nieśmiały. Nie wiem.
Wiem tylko jedno: ból, który czuje jest bardzo ciężki do zniesienia. Muszę byc twarda, poszukac kogoś kto zwróci na mnie uwagę, ale nie potrafię. Prawie co noc płaczę w poduszkę. Może to nie to samo co, gdybym wiedziała, że mnie nie kocha, że mu się nie podobam itd. Ale ta niewiedza doprowadza do szaleństwa. Rani mnie niewidzialny, wyimaginowany, tępy nóż...
Z góry dziękuję za przeczytanie. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam swoim ględzeniem :) Naprawdę dużo kosztowało mnie napisanie tego.
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek choroba ból niewiedza
Kategoria: Chcę się wygadać
