Oskarżona

Gdzieś 3 dni temu przyśniło mi się coś dziwnego. Wstałam totalnie roztrzęsiona tym co wykreował mój umysł w czasie snu. Tak więc przechodzę do jego opisu:
Pamiętam, że nagle zobaczyłam jakiś ludzi. To byli moi przyjaciele, chociaż w realnym życiu ich nie znam. Szliśmy środkiem szerokiej ulicy, jakby autostrady. Była ciemna noc, ale drogę rozświetlały lampy. Od zielonych znaków drogowych(takich podobnych do tych jak w USA) z nazwami miejscowości(pamiętam tylko napis Boston 49 Miles) odbijało się żółte światło ulicznych lamp. Kiedy podniosłam wzrok trochę mnie to oślepiło. Ludzie z którymi byłam, śmiali się i żywo dyskutowali ze sobą. Ktoś złapał mnie za rękę. To był chłopak, jakiś skater zapewne(wnioskuje to po ciuchach i ogólnym wyglądzie). Nie znam go w realu. Powiedział mi, że idziemy polować na duchy i był jakiś taki wesoły. Ja niekoniecznie. Czułam niepokój, ale nie strach. Chciałam zejść z ulicy, ale po bokach były wysokie mury i mogłam iść tylko przed siebie. Szłam z tymi ludźmi i po jakimś czasie włączyłam się do tej "zabawy". Chodziłam z kamerą i szukałam jakiegoś śladu ektoplazmy. W pewnej chwili jakaś dziewczyna doskoczyła do wiszącego nad nią znaku i złapała się rękoma tej rurki. Ja skupiłam jej wzrok na sobie i nagle znalazłam się w innym miejscu. Ci wszyscy ludzie zniknęli. Rozejrzałam się i widziałam angielskie osiedle. Przed dwoma laty byłam u cioci w Consett, w takim małym mieście w UK i ona mieszkała na tym osiedlu, stąd pojawił się w moim śnie. Spojrzałam za siebie i usłyszałam huk. Kiedy odwróciłam głowę przed siebie, zobaczyłam szczątki dużego, pasażerskiego samolotu. Po całym osiedlu waliły się jego szczątki, kabina pilotów płonęła, ale nigdzie nie było ludzi ani ciał. Weszłam do niego i ujrzałam tylko zniszczone siedzenia itp. Pod wpływem podmuchu wiatru, wleciały tu te małe żółte karteczki. Na niektórych było napisane tylko moje imię, a na innych także jakaś uwaga w stosunku do mnie np. Agata(przykładowe imię) to zło. Agata to Szatan. To twoja wina Agata. Zabić Agatę. Agata=Upadły Anioł. Nie wiem czemu były takie napisy, bo nie jestem aż tak zła. Jednak jestem swego rodzaju Ateistką. Tzn. sądzę, że może ten Bóg gdzieś sobie jest, ale tak jak on ma mnie gdzieś, tak ja jego. Podobna sprawa z Szatanem. Nie uznaję jednak Kościoła(jako tą całą instytucję), księży, zakonnic, mszy, modlitw, grzechów, spowiedzi, komunii, chrztu, pokuty itp itd. Po prostu nie toleruję tego i jestem bez wiary w cokolwiek( chociaż mam swoją własną trójcę świętą, ale to muzycy). Wracając do snu, po przeczytaniu tych kartek czułam się nieswojo. Po chwili miałam wizję. Widziałam 3 osoby, które siedzą na swoich miejscach w kabinie i spierają się o coś. Na stoliku mieli papiery itp. Rozmawiali o jakiś sprawach związanych z firmą. Nagle cała kabina spłonęła( przypominało to scenę z "Oszukać przeznaczenie). Wizja znikła, a koło mnie pojawili się ci ludzie, których w niej widziałam. Dwaj mężczyźni i kobieta. Zdziwiłam się, że żyją. Jeden z nich, wziął kilka tych karteczek i przeczytał je. Usłyszałam od nich "To twoja wina. Musisz ponieść karę. Umrzesz tak jak my." Cała trójka znikła, a ja śmiertelnie przerażona uciekłam z wraku, który przypominał ten po katastrofie smoleńskiej. Nie wiem czemu akurat to, bo to zdarzyło się przed rokiem i ja, osoba która nie interesuje się politykami, żywymi czy martwymi, zdążyłam to zdarzenie zapędzić w ciemny róg mojej pamięci.
Biegłam przez to senne miasteczko. Niebo spochmurniało, i zaczął padać deszcz. To było bardzo realistyczne, bo wydawało mi się, że czuje te krople na swojej skórze.
Po długim biegu znalazłam się w lesie. To był las z mojego własnego miasta. Odetchnęłam z ulgą, że jestem w Polsce, daleko od tamtego samolotu. Miałam wrażenie, że tamtego nie było. Po prostu byłam na spacerze z rodziną, a całego tego śledzenia duchów i katastrofy nie pamiętałam. Jedna z moich cioć zawołała mnie. Podbiegłam do niej, a ta uciekła. Potem zawołała mnie kolejna i także uciekła. Kiedy zawołała mnie ostatnia, trzecia ciocia powoli do niej podeszłam. Spytałam co jest grane i nie doczekałam się odpowiedzi. Trzy ciotki znikły. Zostałam tylko ja i moja dwuletnia kuzynka. Mała stała do mnie tyłem i zapatrzyła się w jakiś punkt. Nie ruszała się, więc do niej podeszłam. Zastukałam palcem w jej ramię, ale mała nie zareagowała. Złapałam ją za ramiona i odwróciłam do siebie. Przez całe jej ciało biegła długa i głęboka rana. Wyglądało to tak jakby ktoś ją przeciął nożem na pół, ale wzdłuż. Obie połówki były złączone tylko skórą pleców. Kuzynka nie miała oczu i ze wszystkiego ciekła krew. Po chwili zauważyłam, że obie nogi ma ze sobą zszyte grubą żyłką. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam wydobyć głosu. Czułam jakbym miała coś w gardle. Rozpłakałam się i pędem uciekłam w drugą stronę. Odwróciłam głowę do tyłu i widziałam jak kąciki jej ust, mimo, że te były przepołowione, podnoszą się do góry i wykrzywiają w przebiegłym uśmiechu. Obudziłam się o koło piątej rano i nie mogłam zasnąć. Byłam roztrzęsiona tym widokiem. Ciągle miałam go przed oczami. Wiem, że to tylko sen, ale on był tak realistyczny, że naprawdę chcę zapomnieć o widoku martwej, zmasakrowanej kuzynki.
Dodał/a: Magic_Jewel w dniu 27-07-2011 - czytano 277 razy.
Słowa kluczowe: sen koszmar strach noc śmierć horror Magic_Jewel
Kategoria: Sny - opowiadania senne

Komentarze (1)

Dwieeednia 2012-02-22 16:02:09.

jasne komu wciskasz ten kit za dużo filmów.

OGAR!!!

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Oskarżona"

(pole wymagane)