OGRODNICZKA cd.

MARZENIA

Po dziwnym pojawieniu się Mrówki Kołomyjki , Ogrodniczka była pełna energii do działania, Wiedziała już jak ma się poruszać w gęstwinie Królewiczych znajomości.
Skakała , biegała z swoim nieodłącznym aparatem fotograficznym , którym utrwalała wegetacje swoich płodów rolnych. po ogrodach i grządkach. Radość i ogromny entuzjazm a zarazem parcie do działania było jak magnez i przyciągało ją do działania. jak nigdy dotąd. Wiedziała , że ma na kogo liczyć, Mrówka Poligamka - tak czarowna, była jej wzorcem i najlepszym kumplem , kumpelą., przyjacielem, przyjaciółką,
W podskokach a właściwie w powietrzu między kolejnym zetknięciami z ziemią ułożyła nawet wierszyk.

Jestem sobie Ogrodniczka
Szukam swego Królewiczka
Latam w necie tu i tam
Nie wiem komu siebie dam.

Jak na razie , kombinuje
A Mróweczka dopinguje
Moja dobra psycholożka
Nie pozwoli dać mi koszka

Trala lala – lala trala
Klaskam dłońmi jak ta lala
Kółko zrobię wśród pietruszek
I na łowy dziś wyrusze.

Wszystkie okoliczne, zwierzaki leśne i polne, te duże i te małe , te kanciaste i koliste były zdumione jej zmianą zachowania. Nie poznawały jej , a przecież dzień w dzień ją spotykały.
Od kiedy Ogrodniczka lubi poezje? A do tego śpiewaną? Stawiały sobie pytanie, przecież zawsze na dźwięk czegoś rymowanego dostawała obsesyjnej gorączki i epilepsji.a podczas takiego ataku nikt nie mógł podejść ani spojrzeć na Ogrodniczkę. Wolała proste rozwiązania .Najlepiej przeliczane na tutejszą walutę. A poezja , przecież to rzecz niewymierna. Po za tym nie cierpiała żadnej dziedziny sztuki no może oprócz teatru, gdzie udawać można wszystko i wszystkich. , choć wyznawała zasadę i trzymała się tego , że do teatru pójdzie nie z byle łachudrą , ale jeśli już to z znającym się na sztuce teatralnej w szczególności prowincjonalnej. Królewiczem

„ Podjechać pod TEATR czarnym rumakiem hmmmmmmmm, schody , schody , schody, wielkie drzwi, holl , fuaje gdzie mogłaby zabłysnąć jak super nowa swoim blaskiem podczas antraktu Ona w pięknej sukni jednego z najwybitniejszych projektantów Giunianienio Dioraniniego .w wysokich szpilkach jak wyrośnięta marcheweczka, Królewicz w swoim smokingu od Dolceanego Gabunianininiego . Oczy innych Ogrodniczek i Królewiczów połykają ich każdy ruch , krok , słowo, Ona płynie razem z Nim jak dopiero co położonym lodzie. Sala pełna widowni, scena , aktorzy aktorki. I co tam treść co tam fabuła , co tam dramat czy komedia , Ona i On . A potem przy wieczornej lampce napoju z świeżych malin przytuleni rozważają i dyskutuja na wielkością sztuki , akcją , grą aktorską , reżyserią , fabuła, wpatrzeni w złote rybki pływające za szklaną taflą akwarium. Królewicz imponuje jej znajomością branży . Wiedza jego przewyższa informacje zawarte w leksykonie www. teatro - plotuś .com. A poźniej znikają w alkowie by oddać się naturze” . Ach marzenia , marzenia.
Pełna optymizmu i pozytywnego nastawienia do życia Ogrodniczka wytypowała dwóch nowych Królewiczów.
Plan zakładał niezależne spotkania z dwoma . Oczywiście nie w tym samym czasie. To by się porobiło. Nawet nie w tym samym dniu, a nuż by się jakiś ukrył i sprawdzał Ogrodniczkę
Randki miały mieć miejsce poza granicami Królestwa , nie ma jak na razie potrzeby by inne Ogrodniczki , a tym bardziej najbliżsi z familii cokolwiek zauważyli. Trzeba dmuchać na zimne.
KAWIARENKI. KAWIARENKI….

Zanim Ogrodniczka ustaliła terminy spotkań , dokładnie sprawdziła możliwości swojego ogrodniczego kalendarzyka połączonego z kalendarzykiem naturalnych płodów rolnych. A nóż, widelec.
W grę wchodziła sobota i niedziela bajkowego czasu. Jeden królewicz miał zapewnić atrakcje sobotniego popołudnia , a drugi niedzielnego .
Wymiana korespondencji z adoratorami trwała nierównomiernie. Jeden bidulek zanim na tyle zainteresował i skłonił Ogrodniczkę do randki musiał się sporo czasu namęczyć. Najważniejsze ,że zdążył wymienić swojego rumaka na czarnego .Co prawda rocznik nieco niedoskonały ale wyszedł z założenia ,że może z rumakami jak z winem. Drugi bardziej prostolinijny poświecił znacznie mniej czasu . A i rumaka miał mniej zdezelowanego. Ale i tak to warunki dyktowała Ogrodniczka. Żeby było jasne.
Podniecona najbliższym weekendem już kilka dni wcześniej zamówiła wizytę u wybitnej stołecznej kosmetyczki i solarystki Kunegundy Sommer. Nie zapomniała również o swoich blond warkoczykowych włosach. Tutejszy mistrz fryzjerstwa warkoczykowego Teofil Ondulacki w sposób wręcz katalogowy przygotował nowy węzeł i supełki.
Lubił biedną Ogrodniczkę więc nawet zrezygnował ze swojego wysokiego honorarium. przekazując część wynagrodzenia na nawozy dla Ogrodniczki.
Sobota zapowiadała się całkiem całkiem . Już w piątek Ogrodniczka przygotowała sobie odpowiedni strój, wcale nie ogrodniczy a całą noc wymyślała dialogi i tematy rozmowy wstępnej.
Zastanawiała się długo gdzie z Królewiczem nr dwa się spotkać. Na pewno w grę nie wchodziły miejsca zbyt bliskie jej królestwu. Więc zdecydowała się zorganizować schadzkę na neutralnym terenie Królewicza Poziomki, pewna iż tamten nie pojawi się przypadkiem. Zresztą pod latarnią najciemniej.
Aby dotrzeć na miejsce i nie wzbudzać większej sensacji. postanowiła zgodnie z protokołem dyplomatycznym się spóźnić. Zresztą protokół wszedł jej w krew. Królewicz nr dwa podjechał swoim czarnym wytrawnym rumakiem ,wyhamował niemalże na witrynie skromnej kawiarenki w luksusowym zajeździe. Miejsce to zresztą stało się później stałym punktem Ogrodniczkowej fascynacji schadzek Czuła sentyment. Podobnie jak maleńka stacja kolejowa gdzie Ogrodniczka zapraszała swoich potencjalnych Królewiczów. Ale ta część nastąpi później. Więc nie wyprzedzajmy faktów. Bajki tego nie lubią. . Ubrany w czarną marynarkę z naszytymi kieszeniami, białą wykrochmaloną koszulę z krawatem w kwitnące buraczki ( dla wzbudzenia zainteresowania, że niby się zna się na branży ……..) z bukietem świeżo zerwanych po drodze w rowie melioracyjnym hortensji w sposób dystyngowany zapadł się kawiarniany fotel , zamówił kawę zbożową gdyż dbał o kondycje i czekał niecierpliwie zerkając na busolę .
Ogrodniczka nie w ciemię bita już wcześniej dokonała obserwacji ukryta za przepięknym żywopłotem z modrego jaśminu .
- na zdjęciu był inny. Ale ok. niech będzie - akceptuje. . Rumaka ma ,poruszą się jak łyżwiarz co prawda nie figurowy a hokejowy . .Nauczy się nowej techniki . Zresztą jutro kolejna schadzka. Jakby co.
Minęło z pół godziny czasu tamtejszego , Ogrodniczka wypięła pierś , nabrała powietrza, zamachnęła warkoczykami i wkroczyła klasyczną łyżwą do sali kawowej tutejszego zajazdu.
Dodał/a: ogrodniczka w dniu 24-03-2014 - czytano 1859 razy.
Słowa kluczowe: śmieszne życie ogrodniczka

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "OGRODNICZKA cd."

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)