O tym jak spotkałem mojego anioła stróża !

Pewnego ostatniego dnia nauki przed przerwa świąteczna , postanowiliśmy z kumplami zakończyć ten dzień w barze przy kilku piwkach (wiem ze nie wypada ale powiedzmy ze to była taka mała barbórka) i tak się tez stało....
A na takim spotkaniu to wiadomo , wiec nie będę przybliżał ;p Bar ten znajdował się w Toruniu , jedyny mój transport do domu (Pobiedziska) to autobus na którego oczywiście się spóźniłem... wiec lekko zakręcony wsiadłem w inny który jechał do Inowrocławia w którym widziałem jakaś nadzieje na powrót do domu. Wszystko było dobrze do momentu jak nie wiadomo z jakiego powodu wysiadłem bez swojego bagażu w zupełnie obcej miejscowości zdała od cywilizacji... po chwili ocknąłem się "co ja tu robię" "jak sobie poradzę" (dodam ze było ciemno , a na dworze panował mroź) . Pierwsza myśl : "Kościół" , wiec udałem się w jego poszukiwaniu . Po pewnym czasie dotarłem do niego lecz był zamknięty , postanowiłem znaleźć plebanie , po paru negatywnych próbach dotarłem pod jej drzwi , ku mojemu zdziwieniu nikt nie otwierał ;( po pewnym czasie podjechał samochód wysiadł ksiądz i rzekł : "kim jesteś? , co tu robisz?" , opowiedziałem mu co się stało , i poprosiłem o pomoc , otworzenie kościoła... lecz on nie był zbyt sympatyczny i zagroził policja . Podziękowałem mu i ruszyłem w dalsza drogę , przy okazji 5 min poświeciłem modlitwie...
Idę , idę załamany , nagle podjeżdża ten ksiądz i mówi ze jednak chce mi pomoc i tak uczynił podwiózł mnie do Inowrocławia i ofiarował mi pieniądze na bilety do Gniezna , oczywiście bardzo ucieszony skorzystałem . Na miejscu podziękowałem i uradowany wsiadłem w autobus do Gniezna ;)
Dojechawszy na miejsce zjadłem wymarzone cieple danie i kupiłem zapas na drogę , bylem bardzo zadowolony ze nareszcie wsiadam w autobus do mojego domu ;) ale tu dopiero zaczął się problem....
Godzina ok. 19 . dzwoni mama "gdzie tak długo jesteś ?" odpowiadam : "w drodze" Godz. 21 , znów dzwoni mama i rozmowa ta sama ! na to ona dodaje ze zdenerwowaniem : "przecież do nas się tak długo nie jedzie" . A ja odrazy zorientowałem się ze mi się zasnęło i zamiast wysiąść u siebie w miejscowości pojechałem za daleko i dojechałem do Poznania... i tu zaczęły się jaja ! :P gdyż : 1.Nie znam miasta , 2. Jest zimno i późno , 3.Nie mam nic na koncie i pada mi bateria . 4.$$$$BRAK.
Jedyny ratunek to znów kościół (ale tym razem odpuściłem to sobie :)) , postanowiłem iść.... idę , i idę z nadzieja w sercu , aż tu nagle po ok. godzinie marszu w dużym mrozie : ZATRZYMUJE SIĘ PIĘKNY BIAŁY LŚNIĄCY BUS , KIEROWCA TEZ BARDZO SYMPATYCZNY , WYSŁUCHAŁ MNIE , DAJE ZADZWONIĆ I POWIEDZIAŁ ZE MI POMOŻE CAŁKIEM BEZINTERESOWNIE PONIEWAŻ ZNA TEN SAM BÓL !!! od razu nabrałem chęci , wysadził mnie na stacji paliw z której miał mnie odebrać ktoś z rodziny.... (i tak podroż która zwykle zajmy wala mi 1.5h tym razem zajęła 9h ) Wszystko z jego pomocy , myślę ze czuwał cały czas i to dzięki niemu sobie poradziłem i nadal żyje ;D dzięki za wysłuchanie i wiedzcie ze jednak ktoś tam zawsze nad wami czuwa bez względu na to jakimi jesteście ludźmi !

To wydarzyło się naprawdę , Polecam i proszę o komentarze :
Dodał/a: Bartosz w dniu 31-12-2011 - czytano 2266 razy.
Słowa kluczowe: anioł stróż przygoda śmieszne prawdziwe Bartosz
Kategoria: Inne
Zobacz inne



Komentarze (2)

karolinadnia 2012-10-30 08:44:48.

piekne,chcialabym kiedys spotkac swojego anila stroza,z Bogiem.

Eureasdnia 2013-05-15 19:58:13.

Też bardzo bym chciała. To musiało byc przyjemne uczucie?

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "O tym jak spotkałem mojego anioła stróża !"

(pole wymagane)