Nowa

~Luna~
(Poniedziałek)
Weszłam razem z dyrektorem do klasy w mojej nowej szkole. Niedawno się przeprowadziłam i oczywiścię co się z tym wiążę, musiałam zmienić szkołę. Ostatnie dni, w których dowiedziałam się o tym od mojej mamy, były najgorszymi dniami w moim życiu...a z tej całej przeprowadzki miałam tylko jeden plus, a taki, że mój koń-Flicka, moja najlepsza przyjaciółka mogła jechać z nami.
Wracając...stałam na środku klasy z założonymi rękami za plecami. Klasa była dość spora, i uczniòw w tej klasie było o wiele za dużo dla mnie. Starałam się nie patrzeć na nikogo, szczegòlnie nie w oczy. Chciałam mieć ten dzień już za sobą. Wcześniej chodziłam po tej szkole z mamą i obmyślałam plan, gdzie będę chodzić, jak nie zdobędę przyjaciół, ani nawet kolegów.
Nagle z zamyśleń wyrwał mnie wysoki głos dyrektora, który przedstawił mnie dla klasy.
Dyr. - poznajcie swoją nową koleżankę, to jest Luna, będzie od dzisiaj się z wami uczyć, bądźcie dla niej mili!
Dziwnie się czułam stojąc tak na środku, jakby wszystkie spojrzenia świata wędrowały tylko na mnie. I nie myliłam się co do tego. Kiedy podniosłam na chwilę głowę, zauważyłam jak większość dziewczyn spogląda na mnie i za chwilę cicho się śmieje ze swoimi koleżankami z ławki, a chłopaki spoglądali na mnie i za chwilę mówili coś swoim "ziomkom". Zapewne wszyscy rozmawiali o mnie, najwyraźniej. Nagle odezwał się nauczyciel stojący za biurkiem z wesołą miną.
Naucz. - Luna, chciałabyś coś powiedzieć o sobię dla klasy?
Nic nie odpowiedziałam, tylko wzruszyłam ramionami patrząc się na nauczyciela. Niby co miałam powiedzieć...
Dyr. - no, przedstaw się - dyrektor lekko mnie kiwnął bym się obudziła i przedstawiła, ale ja chciałam tylko usiąść do tej głupiej ławki, czy to tak trudno zrozumieć? Ale pomyślałam że jak się nie przedstawię to będę tu stała cały dzień.
Ja - mam na imię Luna, i jestem z małej wioski za Oleckiem, ale teraz przeprowadziłam się do Krakowa i mieszkam w Ochędówce - wiem, moja wioska dziwacznie się nazywa. Powiedziałam co musiałam, i liczyłam na to że nauczuciele dadzą mi spokój, ale myliłam się...
Naucz. - a czym się interesujesz?
Ja - interesuję się... - nagle dostrzegłam pewnego bruneta. Zagapiłam się na niego a on na mnie, wydawał się bardzo miły, i fajny. Po chwili zrozumiałam że stoję jak słup soli, i oderwałam wzrok od chłopaka i mówiłam dalej - ...końmi i zwierzętami.
Usłyszałam że ktoś powiedział głośno "wieśniara" i większość klasy zaczęła się śmiać...czy to aż takie śmieszne że lubię zwierzęta? Bo nierozumiem. Po chwili dyrektor głośno chrząknął i nareszcie kazał mi usiąść. Przez chwilę stałam dalej patrząc się gdzie usiąść, gdy nauczyciel powiedział:
Naucz. - masz wolne miejsce obok Kamila - i wskazał na tego chłopaka, na którego się wcześniej zagapiłam. Posłusznie usiadłam obok Kamila w ławce, ale gdy się rozglądnęłam po klasie zobaczyłam że były całkowicie wolne ławki. Jakbym nie mogła usiąść sama, bo jestem chyba najbardziej nieśmiałą dziewczyną na świecie. Chciałam wypakować książki i wzięłam mój plecak na kolana i zaczęłam w nim szperać, nie wiedziałam jaka jest teraz lekcja. Chciałam zapytać się Kamila, ale on od razu powiedział - teraz geografia - po czym się do mnie uśmiechnął, a ja do niego. Lekcja minęła nawet, nawet. Nauczyciel od gegry jest super, zabawny i miły, czasem było nudno, ale lepiej niż w mojej byłej szkole. Kiedy zadzwonił dzwonek pierwsza wyszłam z klasy i udałam się do biblioteki szkolnej. Było tam najfajniej w całej szkole, ładnie i przytulnie. I mało osób tam chodziło. Szukałam w niej jakiegoś fajnego miejsca, i znalazłam dwa pufy leżące w kącie. Usiadłam na pufie która była w moim ulubionym kolorze - niebieskim, i wyjęłam mój telefon. Napisałam SMSa do mojej mamy, bo była dzisiaj w domu:
Ja - hej mamo, jak tam Flicka?
Ona nic nie odpisała. Napewno robiła obiad czy coś, ale potem powinna odpisać. W tej szkole wszystkie przerwy były 10-minutowe, nie 5 tak jak w mojej byłej szkole, co mi się podobało bo miałam więcej czasu na pisanie i rysowanie w moich notesach. Wyciągnęłam więc mój piórnik, który był zawsze wypchany mazakami, cienkopisami, długopisami, ołówkami, gumkami a nawet małymi karteczkami, na których rysowałam gdy nudziłam się na lekcji. Otworzyłam go i położyłam obok siebię, i za sekunde wyciągnęłam mój ulubiony niebiesko-fioletowo-biały notes. Zaczęłam w nim sobię rysować Szczerbatka, czyli takiego smoka z mojego ulubionego filmu i bajki. Coraz więcej osób wchodziło do biblioteki i było coraz głośniej, nie mogłam się skupić i co sekunda musiałam sięgać po gumkę do ścierania. Podniosłam na chwilę głowę, i zauważyłam że ten chłopak z którym siedziałam - Kamil chyba, patrzył się na mnie z uśmiechem. Pomachał do mnie, a ja do niego. Nie uśmiechałam się zbytnio, kto by się na moim miejscu uśmiechał, i po chwili wróciłam do rysowania. Ale za chwilę spakowałam się i wyszłam z biblioteki. Udałam się do łazienki, gdy nagle zadzwonił dzwonek i znów musiałam chodzić sama po korytarzu, z klasy do klasy, i tak minął mi cały dzień. Po powrocie do domu robiłam to co zwykle, zajmowałam się moimi zwierzętami, poszłam do mojej ukochanej Flicki i pojechałyśmy sobię na oklep w teren. Gdy wróciliłyśmy, siedziałam z pół godziny w stajni i potem poszłam do domu bo musiałam zrobić jeszcze to i tamto, tańczyłam, ćwiczyłam gimnastyke, rysowałam, śpiewałam, pisałam. Wieczorem zrobiłam sobię herbatę z miodem i cytryną, bo trochę mnie przewiało gdy jeździłam z Flicką. Bez czapki, ani nauszników, a miałam jeszcze spięte włosy i uszy były odsłoniętę. Głupia ja. Po herbacie umyłam zęby i zasnęłam ze słuchawkami na uszach słuchając muzyki.

~Kamil~
Siedziałem w szkolnej ławce i patrzyłem się jak zwykle na wygłupy mojej klasy, gdy tylko nauczyciel od geografii się odwrócił. Nagle do klasy wszedł dyrektor, a za nim zobaczyłem jakąś brunetkę. To pewnie nowa dziewczyna, o której mówili moi koledzy. Wydawała się inna niż wszystkie dziewczyny z mojej klasy. Nie miała na sobię makijażu, ani jakiegoś markowego ubioru. Spodobała mi się, chciałbym ją bliżej poznać. Byłem przekonany, że dziewczyny nie będą dla niej za miłe. Widać było że dziewczyna jest smutna, pewnie dlatego że musiała zmienić szkołę którą bardzo lubiła. Dyrektor po chwili przedstawił dziewczynę, miała na imię Luna. Naprawdę fajne imię, spodobało mi się, tak jak ona sama. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Dyrektor nalegał na nią, żeby się przedstawiła, a potem nauczyciel chciał żeby powiedziała coś o sobię. Widać było że nalegali na nią z dużą presją, ale po minucie się odważyła i powiedziała coś o sobię. Zaczęła mówić czym się interesuję, gdg nagle wokół wszystkich uczniów dostrzegła mnie. Patrzyliśmy sobię w oczy chyba z minutę, gdy ona nagle oderwała się od mojego wzroku i mówiła dalej. Głupio mi było że przeze mnie stała jak jakaś nienormalna, gdy będę miał okazję, przeproszę ją bo dręczyłoby mnie to przez cały dzień. Nagle ktoś zaczął mnie kopać w krzesełko i szeptać do mnie. Szybko się odwróciłem i to był mój kolega z klasy - Marcin. To by było normalnie przestępstwo gdyby nie skomentował tego zagapienia się z Luną.
Marcin - uuu Karmel, to twoja laska? - powiedział z uśmiechem. A Karmel, to ja. Niestety. Kiedyś na klasowych wakacjach gdy stałem na śłońcu, moje włosy zaczęły się błyszczeć i połyskiwać na pomarańczowo i właśnie miały kolor karmelu, więc klasa dała mi przezwisko z Kamila na "Karmel". Dręczyli mnie tym gdy tylko mnie widzieli, i tak już zostało. Przyzwyczaiłem się już do tego.
Ja - tsa tsa... - odwróciłem się spowrotem do mojej ławki.
Luna powiedziała że lubi zwierzęta, bardzo się ucieszyłem bo zwierzęta były też moim życiem. Nagle jeden z uczniów przezwał ją od wieśniar i klasa zaczęła się śmiać. Szukałem wzrokiem tego debila który to powiedział, lecz nie znalazłem go. Po kilkunastu minutach nauczyciele dali spokój dla dziewczyny i po wyjściu dyrektora, nasz nauczyciel kazał jej usiąść. Rozglądała się po klasie, napewno szukając wolnego miejsca, ale nauczyciel do niej zaraz powiedział że jest wolne miejsce obok mnie. Zarumieniłem się ale zachowałem zimną krew. Korzystając z okacji że tu nie patrzy, poprawiłem szybko swoje włosy i usiadłem prosto, ale nie za prosto, w sam raz. Usiadła obok mnie i rozglądała się po klasie, a ja nie mogłem oderwać od niej wzroku, bardzo mnie zaciekawiła. W końcu pan od geografii zapisywał coś na tablicy, co my musieliśmy pisać w zeszycie. Luna wzięła swój plecak na kolana i grzebała w nim, pewnie szukała książek na lekcje. Ale zorientowałem się że chyba nie wie jaka jest teraz lekcja, więc odezwałem się do niej :
Ja - teraz geografia
Luna - dzięki... - uśmiechnęła się troche i wypakowała książki od geogfrafii. Przez resztę lekcji Luna tylko zmieniała pozycję opierania się na ławce. Raz siedziała normalnie prosto, za chwilę opierając się łokciem czy leżeniem na ławce z nudów. A ja tylko siedziałem oparty o ścianę i patrzyłem się co jakiś czas na nią, i na tablicę. Chciałem się odezwać, ale byśmy się rozgadali i postanowiłem zagadać do niej na przerwie. Nigdy zbytnio nie miałem takich prawdziwych przyjaciół, czy dziewczyny, bo znaczna większość dziewczyn lubiła wysokich, wysportowanych, umięśnionych, szarmanckich i odważnych chłopaków z super fryzem i ubraniem markowym. A mnie jakoś to nie interesowało. Kiedy zadzwonił dzwonek Luna była już spakowana i pierwsza wyszła z klasy. Nagle przypomniało mi się że miałem ją przeprosić za te zagapienie, ale po chwili już nikła mi z oczu w tym tłumie, poszedłem więc do łazienki i spotkałem tam Marcina, Pawła i Maxa z mojej klasy.
Marcin - ooo jest i nasz zakochany chłopak!
Paweł i Max - że co!?
Paweł - stary, zakochałeś się!? - powiedział dość głośno do mnie Paweł, gdy myłem ręce. To był mój dobry przyjaciel z klasy. Nie był taki zakłamany i wredny jak inni chłopacy, i dobrze się z nim dogadywałem. A czy jak się ktoś zagapi z dziewczyną, od razu musiał się zakochać? Nie mógł chcieć się zaprzyjaźnić?
Ja - dajcie spokój debile - zaśmiałem się.
Marcin - tak, tak, widziałem jak się na nią lępisz pół lekcji haha
Max - hahaha!
Ja - pff... - wyszedłem z łazienki i poszłem do szatni, bo zostawiłem swoje słuchawki w bluzie. Nawet nie zauważyłem gdy koledzy poszli za mną i znów zaczepili mnie, tym razem w szatni.
Paweł - Kamil, a znasz ją? - kiedy chodziło o poważniejsze sytuacje, Paweł mówił do mnie normalnie, po imiemiu.
Ja - nie
Marcin - to czego tak się na nią gapiłeś co? Haha
Ja - bo fajna się wydaje, inna od reszty dziewczyn
Max - nasze laski ci nie odpowiadaja? Hahaha, nic dziwnego, żadna by nie chciała takiego wieśniaka hahaha
Paweł - zamknij sie stary - powiedział do Maxa
Max - ale, może Lunka cie pokocha hahaha
Ja - weś, zamknij się debilu - szybszym krokiem wyszliśmy z Pawłem z szatni by zgubić Maxa i Marcina. Szliśmy do biblioteki i mój przyjaciel powiedział do mnie :
Paweł - ej Kamil, a z tą Luną, to serio tak na poważnie?
Ja - niee, no co ty
Paweł - too...co się na nią tak gapiłeś na lekcji?
Ja - stary...po prostu fajna się wydaje
Paweł - ale jako laska, czy raczej koleżanka?
Ja - koleżanka, a z czasem przyjaciółka. Pasuje? - byliśmy coraz bliżej biblioteki do której miałem się udać - dobra stary, zgadamy się potem
Paweł - no, elo - uściskaliśmy sobię ręcę i ja skręciłem i weszłem do mojej ulubionej biblioteki. Wiedziałem jaką książkę chcę wypożyczyć, więc nie szukałem jej długo. Wziąłem ją z półki i ustałem na końcu kolejki uczniów, którzy też coś wypożyczali. Rozglądałem się po bibliotece, i w moim ulubionym miejscu - kącie biblioteki zobaczyłem Lunę. Mazała coś w notesie w skupieniu. Nagle podniosła głowę i spojrzała się na mnie, gdy do niej się uśmiechnąłem, i po chwili pomachałem do niej, ona tylko mi odmachała i wróciła niestety bez uśmiechu do rysowania. Na serio mnie zaciekawiła, jakby miała jakąś tajemnicę czy coś, chciałem ją bliżej poznać, jednak żeby zagadać tak po prostu, byłem zbyt nieśmiały. Poczekam aż się chociaż zakolegójemy, i...i potem samo się okaże. Zamyśliłem się o Lunie, i nawet nie zauważyłem kiedy kolejka przede mną się skończyła. Podeszłem szybko do biurka bibliolekarki i kiedy bibliotekarka stęplowała moją książke, spojrzałem się w strone Luny, lecz już jej tam nie było. Leżały tylko dwie puste pufy. Zasmuciłem się. Pani bibliotekarka podała mi książkę gdy nagle zadzwonił dzwonek.
Ja - dziękuje - powiedziałem z uśmiechem do pani i poszłem szybko na lekcje. Przez reszte dnia nie widziałem się z Luną na przerwach, nawet nie widziałem jej więcej w bibliotece, a chodziłem tam na każdej przerwie. Nie siedziałem też z Luną na innych lekcjach, bo mieliśmy je oczywiście w innych salach i tam były albo pojedyńcze ławki, albo Luna siadała czasem z jakąś dziewczyną, bo nauczyciele chcieli, by nie siedziała sama. I po tym dniu wróciłem do domu, robiłem to co codziennie, zajmowałem się zwierzętami, poszłem do mojego konia - Bruno, i pojeździłem trochę z nim. Razem z rodzicami mieliśmy 3 konie, mojego ulubionego Bruna, Shadowa, i klacz Genaję. Byłem w stajni z godzinę, i potem wróciłem do domu. Zjadłem kolację, lekcję, trochę poćwiczyłem sobię z nudów, umyłem zęby i poszłem do łóżka ze słuchawkami na uszach i modliłem się, by znów z nimi nie zasnąć.
Wstałem rano, i zrobiłem rutynne, poranne czynności. Zostało mi jeszcze trochę czasu do szkoły, więc poszłem do stajni. Gdy wyszedłem z domu, od razu zrobiło mi się zimno, był koniec września, szła jesień, i zima. Nie cierpiałem tych pór roku. Ale zimę i lubiłem, i nie. Uwielbiałem śnieg, ale pod koniec zimy zawsze jest deszczowo, mokro, wszędzie na ulicach czy chodnikach jest ciapa i nie da się żyć. Wszedłem szybciej do stajni i zapaliłem światło, a konie natychmiast się obudziły i wstały z ziemi. Podeszłem do Bruna, pogłaskałem go i dałem marchewkę którą wziąłem z domu. Dałem dla wszystkich koni paszę i wodę, i poszedłem już do domu żeby zbierać się do szkoły, i ciągle myślałem o Lunie...

~Luna~
(Wtorek)
Obudziłam się rano jak to zwykle o 05:34 czy coś, i przeleżałam tak w łóżku do 06:30. Musiałam wstać wcześniej, bo nikogo nie było w domu(nienawidziłam takich dni), mama pracowała od wczesnego rana i nie mogła mi zrobić śniadania itd, więc musiałam wstawać wcześniej. A najlepiej właśnie o 06:30, bo jeśli wstanę później to zawsze z czymś się spieszę. No więc wstałam, odłączyłam słuchawki od telefonu, z którymi zasnęłam i poszłam umyć zęby. Potem się ubrałam co zajęło mi 5 minut i zjadłam śniadanie itd. Musiałam jeszcze zrobic dla siebię wysokiego kucyka, jak co dzień i znów do tej szkoły jak do więzienia.
Dodał/a: Wilczka w dniu 30-04-2017 - czytano 1155 razy.
Słowa kluczowe: przyjaźń miłość czy rodzina Wilczka

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Nowa"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)