Nigdy bym nie pomyślała, że będę to pisać...

Nie wiem po co to piszę, chyba dlatego, że nic innego nie pomogło. Płakanie - starczyło na parę dni, jedzenie - w moim wypadku nie zadziałało ani trochę, mówienie o tym, nie mówienie o tym, myślenie, nie myślenie. Alkohol, fajki, serio nic. Nawet zakupy, a to chyba jest w kodeksie kobiety czy coś.
Niby wszyscy znajomi wspierają, co bardzo szanuję, ale nie czuję się zrozumiana nawet przez jednego z nich. Każdy ocenia i chce poprowadzić sprawę po swojemu. W końcu co się dziwić, nie byli z nim cały ten czas, nie przytulali jego ciepłego ciała, nie całowali jego delikatnych ust.

Też tak macie? Chcecie tylko przewinąć czas trochę wprzód, nie dużo, tyle, żeby przestało już boleć. Tak, też tego chcę. Jestem na prawdę ambitna, mam sporo marzeń, które jestem w stanie zrealizować. Nie dam rady, no nie potrafię tego wszystkiego zrobić myśląc o nim. Nie ma szans. Tak wiem, początki są trudne, przecież minęło jakieś cztery dni, czego się spodziewałaś? Ale perspektywa tego, że to jeszcze trochę potrawa przeraża mnie, BARDZO. To jest mój jedyny strach. Nie boję się ciemności, wysokości, boję się niemocy względem bólu. Boję się jak cholera.

Co gorsze, teraz będzie mi najbardziej doskwierać jego brak, święta, czas miłości, bliskości. Sylwester, nowe początki, zima - chłodne dni idealne do wspólnego oglądania filmów pod kocykiem. Kurwa. Boję się. Trzęsą mi się nogi, wiecie? Te takie niby tiki z nerwów, mam je cały czas. Wiecie co mam jeszcze cały czas? Jego twarz przed oczami jak to mówi. Wstając tego dnia z łóżka nie wiedziałam, że to się stanie, chociaż przyznaję ten dzień był inny, jakby zaplanowany. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale z perspektywy czasu, widzę to. Parę sekund dłużej wybierałam w co się ubiorę, droga z samochodu do szkoły też wydawała się inna. Powietrze chłodniejsze. Jego zachowanie natomiast - dało się wyczuć zerwanie w powietrzu. Nie spojrzał na mnie, nawet przez sekundę. Cały dzień, nie spojrzał mi w oczy. Pocałował mnie szybko, bez większej namiętności. Myślę, że nie planował tego zerwania przez dłuższy czas. Mimo wszystko myślę, że to była decyzja podjęta pod wpływem chwili, uniesienia. Jednak wisiało to w powietrzu. Dokładnie tak jakby los to zaplanował, bez wiedzy żadnego z nas. Nie wiedziałam, nie wiedziałam co się kroi kiedy powiedział zaczekaj chwilę. Wszystko wiedziałam natomiast widząc jego twarz, nie musiał nawet nic mówić. To była ta mina. Właśnie ta, którą zawsze udawał przy małych sprzeczkach, żeby mnie rozbawić. Jedyne czym się różniła ta z przed paru dni od tych co zawsze, było to że zachował tą minę przez dłużej, dużo dłużej.

Jest tyle rzeczy, które chcę mu powiedzieć. Nie, nie są to słowa błagalne, żeby do mnie wrócił. Wiem, że wyjdzie to nam obojgu na dobre, wiem o tym. Chcę tylko, żeby mnie zrozumiał. A może to tylko wymówka. Może tak na prawdę chcę tylko, żeby jego oczy jeszcze raz spojrzały na mnie. Na moje ciało, na moją duszę. Tylko się oszukuję, one i tak nie spojrzą na mnie tak jak kiedyś. Bez winy, bez żalu, z czystą miłością. Bo jego miłość wypaliła się już jakiś czas temu. Co było powodem, dlaczego tak się stało? To była moja wina, jego, czy może po prostu świata?? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.

To trafia tak nagle w środku dnia. Zwykle jest dobrze, mówię sobie, że tak miało być, widzę przed oczami te wszystkie kłótnie i rozczarowania. Momenty jak mnie obrażał i nie doceniał. Jak bardzo się mną nie interesował, szczególnie na koniec. A przede wszystkim to jakim był dzieckiem, jak musiałam go wychowywać i podpowiadać, w jaki sposób powinien dbać o kobietę. Mówiłam mu to wszystko, a on i tak z tego nie skorzystał, całkowicie mnie olał. Chociaż nie raz płakałam mu w rękaw, że sytuacja między nami nie daje mi spać po nocach, on i tak robił to samo. Mówił, że rozumie, że się zmieni, że postara, ale to był wielki kawałek kupy.

Zdarzają się jednak dni, godziny, sekundy, w których nie mogę przestać myśleć o tym jak było nam dobrze. O tym jak bardzo mnie kochał i ja jego, bo tak było, na prawdę się kochaliśmy. Tylko że to już było, minęło. O tym jak zabierał mnie w nowe miejsca, dawał kochane prezenty. Nienawidziłam prezentów, przynajmniej tak mu mówiłam. Prawda jest taka, że nie cierpiałam myśli, że wydaje na mnie pieniądze, ale kochałam to, że obdarowywał mnie miłością poprzez te prezenty. Dla niego to był sposób wyrażania uczuć i to właśnie kochałam. Myślę o tym, jak chwalił się mną przed swoimi znajomymi, przed rodziną, to na prawdę mnie podbudowało. Jak mówił mi, że jestem jedyną osobą, dla której wstaje z łóżka. Jak nie mógł wytrzymać dwóch dni bez ujrzenia mojej twarzy. Jak po godzinie nie odbierania telefonu obdzwaniał wszystkich moich znajomych i bliskich, bo się martwił, po prostu się martwił. To było na prawdę kochane. A także wszystkie momenty, w których przełożył miłość do mnie ponad swoją dumę, swoją męskość.

Nigdy bym nie pomyślała, że będę to pisać...
Że to się właśnie tak skończy, 40 sekundową rozmową w aucie.

Kiedy patrzysz na najbliższą Tobie osobę, której ufałeś bezgranicznie, którą kochałeś ponad wszystko i nagle słyszysz kilka słów i na Twoich oczach jego twarz zmienia się w twarz kogoś obcego, nieznajomego. Osoba, której wpadałeś w ramiona przy każdym spotkaniu, ledwo mówi Ci cześć na korytarzu. I trzymasz się nadziei, że to tylko zły sen, jedna z tych wielu kłótni, żart, prima aprilis. Ale on nie odzywa się dużej niż zawsze. I to jest moment, w którym zaczynasz się zastanawiać - czy to w ogóle była miłość? Czy powiedział by Ci z taką łatwością to koniec jeśli by Cię kochał? Czy to była miłość, jeśli ściany Twojego pokoju częściej słyszały płacz niż śmiech?

Ustały prezenty, ustały miłe słowa, ustały jakiekolwiek słowa, telefony, sms-y. A ty ciągle wpatrujesz się w ostatnie wyrazy facebookowej rozmowy, odtwarzasz ostatnie wypowiedziane do niego słowa. A co boli najmocniej. Wszystkie rzeczy, o których nawet nie pamiętasz.
Nie pamiętam naszego ostatniego pocałunku, nie pamiętam ostatniego razu kiedy powiedział mi Kocham Cię, a ja odpowiedziałam mu tym samym. Bo prawda jest taka, że robiąc te rzeczy nie myślimy, że przeżywamy je po raz ostatni. Myślimy, że będzie tego więcej. Ale tak nie jest. Bierze nas to z zaskoczenia, ale może to lepiej? Bo jak powiedzieć bez złamania głosu Kocham Cię po raz ostatni? Jak pocałować, wiedząc, że nigdy nie dotkniesz już jego ust. Jak się pożegnać wiedząc, że to już koniec?
Dodał/a: Elfie w dniu 6-12-2016 - czytano 638 razy.
Słowa kluczowe: miłość rozstanie chłopak dziewczyna życie smutek koniec Elfie

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Nigdy bym nie pomyślała, że będę to pisać..."

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)