Niewiarygodnie szczęśliwi 15

- Myślałem, że będziesz bardziej zaskoczona – powiedział chłopak, a ja zaczęłam się śmiać.
- Jakbyście przyjechali 20 minut wcześniej, to może bym była, ale już dzisiaj raz taki szok przeżyłam – wyjaśniłam – ale ładnie razem wyglądacie pod kolor. Chociaż może wyglądacie tak ładnie, dlatego, że bardzo się cieszę, że was widzę.
- O jaki kochany cukiereczek malutki – zaśmiała się Julia i złapała mnie za policzki, jak babcia swoją wnuczkę.
-Wariatki – westchnął teatralnie David i poczochrał nam fryzury.
- Jak z dziećmi – podsumowałam i zaprowadziłam ich do salonu.
Z przyjemnością zauważyłam, że w pomieszczeniu ludzie zaczęli się już powoli integrować. Lily z Mattem zeszli i zajęli się wyłożeniem na paterę makowca i ciastek oraz obraniem, krojeniem i ułożeniem na talerzu owoców. Dopiero teraz mogli pomóc, bo wcześniej Matt był w pracy a Lily próbowała jednocześnie zajmować się Michelle i pisać pracę na studia.
***
Powoli impreza zaczęła się rozkręcać. Wszyscy zachwalali spaghetti i inne potrawy. 10 osób grało w scrabble na drużyny. Angie akurat kłóciła się z Michaelem, że ułożył wyraz bez jej zgody, i że nie może tak robić.
-Kotek – tłumaczyła głaszcząc męża po karku – Ty nie możesz się tak zachowywać. Błagałeś mnie, żebym była twoją żoną, a ja się zgodziłam. To znaczy, że musisz się mnie już zawsze słuchać – pocałowała go w nosek jak małe dziecko i zasłoniła przed nim ręką ich litery.
-Ktoś tu chyba kogoś ubezwłasnowolnia – zaśmiałam się klepiąc Michaela po plecach, a on uniósł tylko dłonie do góry, aby okazać swoją bezradność.
- Okej – zgodziła się łaskawie Angie – tym razem możesz mi pomóc.
-No dzięki –odparł sarkastycznie - sama sobie radź z takimi literami. Dwa q, trzy y i dwa e. Co ty losujesz kobieto?- ironizował dla żartów.
-Misiu, musisz mi pomóc. Nie dam rady bez ciebie – dowartościowywała go Angie.
- France – usłyszałam przy uchu – obiecałaś mi taniec.
-Przepraszam – zwróciłam się do osób grających z uśmiechem– obowiązki gospodyni.
- Czy ty mnie traktujesz jako przykry obowiązek ?- zapytał Alex z udawanym smutkiem, a ja zaśmiałam się w odpowiedzi.
- Nigdy! Cały wieczór czekam na nasz taniec!
Chłopak złapał mnie za ręce i zaczął prowadzić mnie w rytmie „Stolen Dance”. Śpiewaliśmy, tańczyliśmy i żartowaliśmy na luzie, zupełnie jak ostatnio. Po chwili naszych wygłupów, dołączyła do nas królowa imprezy, Julia. Tak myślałam, że tak będzie. Kto jak kto, ale ona uwielbia tańczyć ten sposób. W końcu jak się poznałyśmy, urządziłyśmy konkurs na „najlepszą choreografię”. Postanowiliśmy to powtórzyć, ale tym razem definitywnie wygrał Alex. Kręcił biodrami, machał rękami, później odstawił taniec robot… nie kończyły mu się pomysły. My też byłyśmy oczywiście dobre, ale zwycięzca był tylko jeden.
- Gratulacje – chłopak dostał całusy w policzki ode mnie i od Julii w tym samym czasie. Nawet ktoś nam zrobił zdjęcie w tej chwili.
-Dziękuję miłe panie. Musimy to kiedyś powtórzyć – objął nas z uśmiechem, a ja po raz kolejny zostałam oderwana od gości przez dzwonek do drzwi.
Udałam się do wyjścia, żeby otworzyć spóźnialskim drzwi. Zobaczyłam Johna i jakieś trzy dziewczyny. Dwie kojarzyłam z urodzin bliźniaków, a jednej nie znałam.
-Hej Franceska – powiedziała do mnie blondynka z niebieskimi oczami – to chyba kuzynka bliźniąt – Ellie – Brian mi powiedział, że mogę wziąć przyjaciółkę, więc jesteśmy. Przyniosłyśmy muf finki czekoladowe i dwa czteroraki piwka – uśmiechnęła się miło. Pamiętam, że polubiłam ją ostatnio.
-Jak dzisiaj nie zejdą, to może jutro na kaca się przydadzą – zaśmiała się jej przyjaciółka.
- Jasne. Super, wejdźcie – zaprosiłam je , poczym zwróciłam się do jej przyjaciółki.- Jak masz na imię?
- Rose. Miło mi. W ogóle dziękuję za zaproszenie – uśmiechnęła się niepewnie, ściskając moją dłoń.
- Nie ma za co. Poznaliście się już? – zapytałam.
- Jeszcze nie było okazji – odezwała się brunetka, którą kojarzyłam z poprzedniej imprezy – Zoe – była chyba kuzynką Matta.
- To są Ellie i Rose – wskazałam na dziewczyny, z którymi już zaczęłam rozmawiać – Ellie jest siostrą cioteczną Briana i Lily – wyjaśniłam z uśmiechem po czym wskazałam na Zoe – to jest Zoe – kuzynka Matta. A to jest John – objęłam lekko chłopaka – Pracujemy razem. John jest barmanem.
Trochę nieporadnie to wyszło. Wszyscy podawali sobie dłonie, ale mieli w rękach alkohol, albo jakąś torbę z jedzonkiem i musieli się trochę nagimnastykować.
- Odgrzać wam spaghetti? Wiedzieliśmy, że się trochę spóźnicie, więc nie czekaliśmy z jedzonkiem. – wyjaśniłam, po czym od razu dodałam – John odgrzeję ci. Na pewno nic nie jadłeś po pracy. A wy dziewczyn? Macie ochotę?
- Ja poproszę – zdecydowała się Ellie, jako jedyna z dziewczyn – Od śniadania nic nie jadłam.
Zaprowadziłam ich do kuchni, ale dziewczyna na chwilę poszła do łazienki, a Zoe i Rose zostały w salonie. Chyba znalazły jakiś wspólny temat.
-Bierz się za którąś – wyszeptałam do chłopaka – Ellie jest super.. i ładna.
- Frannie przestań. Pamiętasz jak ostatnio namawiałaś mnie, żebym zagadał do klientki, a potem przez resztę dnia, musiałem się chować za barem, przed jej facetem – karkiem?
- John, nie możesz żyć przeszłością – próbowałam powiedzieć to poważnie, ale uniesione kąciki moich ust mnie zdradziły.
- Albo jak kiedyś szliśmy do pracy i kazałaś mi zagadać do tej dziewczyny w krótkich włosach? Tej co miała psa… Uciekałem przed nim z 300 metrów sprintem. A to dlatego, że jego pani feministka stwierdziła, że ma dość przedmiotowego traktowania kobiet jako obiekt seksualny. I że jej nie szanuję i nie mam mózgu. I spuściła ze smyczy tego potwora.
- No tak – zaśmiałam się na samo wspomnienie – a powiedziałeś tylko, że bije od niej pozytywna energia i chętnie byś się z nią umówił na kawę.
- Nie śmiej się – zaśmiał się i dokopał mi na żarty – jesteś tak samo beznadziejna jak ona, skoro cię to bawi.
Dalej się śmiałam, przyglądając koledze. Nie wiedziałam czemu był sam. Miał świetne poczucie humoru i był bezpośredni i bezkonfliktowy. Zawsze umiał mnie pocieszyć, albo rozweselić gdy miałam doła. Był też wysoki i wysportowany, miał przystojną twarz i włosy – zdecydowanie atrakcyjny fizycznie. Chyba po prostu nie był wystarczająco pewien siebie. Odczułam to trochę na początku naszej znajomości. Dopiero po tygodniu zaczął żartować i więcej ze mną gadać. Aż sama czułam się niepewnie.
- John.. do trzech razy sztuka! – puściłam mu oczko i wręczyłam talerz z odgrzanym spaghetti i z sałatką.
- Jak ładnie pachnie – zachwyciła się Ellie wchodząc do kuchni, a ja podałam jej talerz z jedzonkiem. – Smacznego John – powiedziała przed spróbowaniem, a on podziękował jej uśmiechem. Potem dziewczyna zaczęła mruczeć jak kot ze smakiem – Pycha France. Musisz koniecznie dać mi przepis. Kocham jedzenie, zjem to i idę do salonu próbować innych rzeczy – zachwalała mnie.
- Jesteś taka kochana. Aż miło gotować dla takich osób jak ty.
- Po prostu kocham jeść dobre jedzenie– wzruszyła ramionami z pełną buzią, a John patrzył na nią jak zaczarowany. Chyba pierwszy raz spotkał się z tym, że kobieta tak bezpośrednie o tym mówi.
- To widzę, że sporo nas łączy – zaśmiałam się – chcecie coś do picia? Mamy rum, wino, whisky. Chyba nawet wódka się znajdzie – zaproponowałam z uśmiechem.
- Masz ochotę na drinka?
„TAK!” - krzyknęłam w myślach – „do boju John”. Wydawał się dziwnie wyluzowany jak na niego. Wiedział, że ma możliwość zaimponowania jej. Był świetnym barmanem.
- Jasne – uśmiechnęła się – zdam się na twój gust.
- Ty sobie jedz, a ja się tym zajmę – odstawił talerz do zmywarki, wziął czystą szklankę i poszedł po coś do salonu. Gdy wrócił, szklanka była w połowie pełna – Mogę się czuć jak u siebie? – zapytał mnie z uśmiechem, a ja się zgodziłam.
Chłopak panoszył się po kuchni, po kolei szukając deski, lodu, limonki, mięty, cukru brązowego i wody gazowanej. Po kolei, rozkruszył lód, wsypał do długiej szklanki razem z cukrem trzcinowym, limonką i miętą. Na koniec zalał to wodą gazowaną i rumem, który przyniósł z salonu. Udekorował malinami, borówkami i listkami mięty. Klasyczne Mohito, wyglądało super, a ja zazdrościłam Ellie.
- Piękne – Zarumieniła się, gdy wręczył jej drinka – aż szkoda pić.
- Coś ty – zaśmiał się cicho – zawsze mogę zrobić ci drugiego.
-Pyszny – zamruczała znowu. Śmieszny nawyk – Idziemy do salonu?
- Chcesz zobaczyć co jeszcze jest do jedzenia? – zapytał w żartach John, a Ellie się roześmiała.
- Nie, chcę z tobą zatańczyć – pociągnęła go za rękę do salonu, a John wydawał się być nieco zbity z tropu. Ja na moment zostałam sama w salonie. Usiadłam na blacie i sączyłam białe wino. Słyszałam, że akurat leciała piosenka „Officialy a fool” w wykonaniu Emilii Mitiku. Może kiedyś to będzie ich piosenka. Dość spokojna i wolna jak na pierwszy taniec. Szkoda, że nie będzie mnie tu, a wszystko będzie toczyć się dalej. Chciałabym mieć z nimi wszystkimi kontakt.
- Tu jesteś – usłyszałam męski głos w pomieszczeniu. To Antoine zbliżył się i stanął obok mnie opierając się o lodówkę – co tak sama siedzisz?
- Nie wiem, jakoś tak, zostałam – wyjaśniłam bez ładu – myślę o powrocie.
- Pewnie jest wam ciężko z myślą, że za tydzień wracasz do Włoch? – zapytał przyglądając mi się uważnie.
- Nie wiem, mało o tym gadamy z Brianem. To znaczy, niby wiemy, że niedługo wylatuję. Mówimy, że dalej będziemy razem, że będziemy się spotykać, ale ja nie wiem czy Brian ma jakiś pomysł na to – wygadałam się, patrząc na swoje stopy.
- Na pewno coś wymyśli – uśmiechnął się chłopak – bardzo mu na tobie zależy. To widać.
- Wiem, ale boję się, że po prostu zobaczy, że beze mnie też może być fajnie. Wiesz o co chodzi? – zapytałam.
-Chyba dokładnie wiem co czujesz –przytaknął – ja z Ester, będziemy mieli trochę bliżej, ale też nie mam gwarancji, że tak nie poczuje.
- Jesteś z Ester?
- Nie wiedziałaś?
- Nie – zaprzeczyłam niepewna co robić.
-Co jest? – zapytał widząc moją minę.- Wiesz o czymś o czym ja nie wiem, prawda?
- To znaczy, nie wiem. Wiem, że tydzień przed twoim przyjazdem kręciła z Danielem. Kompletnie się nie spodziewałam. Ostatnio wszystko działo się tak szybko, że dawno nie rozmawiałam z nią sam na sam. Nie wiem co się stało – wytłumaczyłam zdezorientowana.
- Tak mi się wydawało, że jest między nimi jakieś napięcie – przytaknął zmartwiony – może po imprezie jej o to zapytam.
- Tak chyba będzie najlepiej.
- Martwisz się czymś jeszcze? – troszczył się o mnie.
- Po prostu, chcę niemożliwego. Żyć w dwóch miejscach na raz. Będzie mi brakowało tych wszystkich ludzi. Szkoda, że tylko jedną taką imprezę zrobiliśmy z Brianem. Nie wiem czy czujesz jak tutaj jest luźno? Ludzie się nie znają, ale dogadują się. Dobrze się bawią.
- Czuję to. Jest tu tak ciepło i bez spiny. Przywiązałaś się do tego miejsca, wcale się nie dziwię. Zawarłaś najwięcej bliskich relacji z różnych środowisk, ale wiesz co? Ciesz się tym teraz. Nie ma sensu tracić czasu na myślenie, zamiast korzystać ze swoich ostatnich dni tutaj. Chodź na karaoke – zaproponował.
-Cieszę się, że to Ty tu przyszedłeś – wyznałam – dałeś mi się wygadać, zrozumiałeś, ale nie roztkliwiasz się nade mną. To dobrze- dopiłam wino, zeskoczyłam z blatu i pozwoliłam Antoine`owi, żeby wziął mnie pod rękę.

Wyszliśmy z kuchni i skierowaliśmy się do sprzętu karaoke. Akurat nikt go nie używał, więc chłopak od razu wybrał piosenkę „Itsy Bitsy”. Podał mi mikrofon, a drugi zostawił dla siebie. Zaczęliśmy śpiewać, podobało mi się, Antoine miał przyjemny, niski głos, francuski akcent i czysto śpiewał. Z moim tylko trochę wyższym głosem, tworzyliśmy niezły duet. Podczas naszego wykonania, prawie wszyscy zaczęli tańczyć, a gdy skończyliśmy bili nam brawo. To było bardzo miłe. Zaraz po nas do mikrofonu dorwała się Amy i zaczęła śpiewać i tańczyć wokół Eddiego. Piosenkę wybrała do tego świetną: „Yes sir, I can boogie”
Mister, your eyes are full of hesitation
Sure makes me Wonder
If You know what you`re looping for
Baby I wanna keep my reputation
I`m a sensation
You try me one, You`ll Beg for more, oh
To było bardzo odważne z jej strony, ale widocznie Eddie dał jej do zrozumienia, że mu się podoba. Kołysała biodrami, tak jak o tym śpiewała w piosence i uśmiechała się do mojego szefa, a Eddie nie bardzo wiedział co ma robić. W pewnym momencie po prostu też zaczął tańczyć, niczym John Travolta w Grease. Przez moment czułam się jak w musicalu. Tym bardziej, że pozostali goście zaczęli pstrykać palcami do rytmu, a Angie z Michaelem zaczęli tańczyć podobnie do pary, która zainicjowała sytuację. Przy takim obrocie zdarzeń nie mogłam się powstrzymać. Wzięłam Briana za rękę i zaczęłam ich naśladować. Po chwili już wszyscy tańczyli. Jedni gorzej, inni lepiej, ale wszyscy w podobnym stylu. Czułam się cudownie i wiedziałam, że inni też świetnie się bawią.
Gdy piosenka dobiegła końca wszyscy mężczyźni, pocałowali w dłoń, swoje partnerki od tańca, a partnerki dygnęły. Nie zrobili tego w tym samym czasie, ale wyglądało jakby to było wcześniej ustalone. A to po prostu konformizm.

Chwilę później wszyscy wrócili do swoich zajęć, a Ellie przyniosła Twistera. Nie wiem skąd go wytrzasnęła, widocznie kiedyś spędzała w tym domu mnóstwo czasu. Od razu podszedł do niej John, a za nim Rose i Alex. Zauważyłam, że dobrze dogadywali się we czwórkę.
-Będę wam wymyślać gdzie macie kłaść ręce i nogi –zgłosiłam się na ochotnika z entuzjazmem.
- Czy profesjonalna sesja zdjęciowa jest w pakiecie? – zażartowała Rose, patrząc na aparat, który zgarnęłam po drodze do nich.
-Czytasz w moich myślach – mrugnęłam do niej okiem – gotowi?
- Unieśli kciuki w gorę, a ja zaczęłam wymyślać. Nigdy nie używałam do gry tej strzałki losującej. Za to zawsze, powoli wykończałam zawodników. Najpierw odpadli Ellie i John. Dziewczyna zawaliła się na niego, więc odpadli oboje. Z kolei Alex był całkiem dobry. Rose z reszta tak samo. Każde chciało wygrać.
- Może, żeby was zmotywować, wymyślmy jakąś nagrodę dla zwycięzcy – zaproponowałam z uśmiechem, a Alexowi zaświeciły się oczy – masarz od przegranego!
Oboje przystali na moją propozycję i zaczęli walczyć jeszcze bardziej zaciekle. Do momentu gdy Alex pośliznął się i upadł.
- Proszę państwa- zaczął John głosem prezentera telewizyjnego. Stanął obok Rose i uniósł jej rękę do góry – mamy mistrzynię naszych igrzysk!
„Co za trafne określenie twistera” – pomyślałam sarkastycznie rozbawiona.
- Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali, pchali mnie do przodu w trudnych momentach i byli ze mną, przez ten cały czas gdy przygotowywałam się do igrzysk. Dzięki! - Ukłoniła się i roześmiała, a Alex ucałował ją w dłoń w ramach uznania – Nie mogę się doczekać kiedy odbiorę nagrodę – powiedziała nieśmiało do chłopaka.
Alex uśmiechnął się tylko i zaczął składać grę. Chyba nie za bardzo wiedział co powiedzieć.
Nie mogłam się jednak im dłużej przyglądać bo John porwał mnie do tańca. Chyba też będzie za mną tęsknił. Dlatego zamiast poznać lepiej Ellie, poświęca czas mi. W ogóle całą imprezę byłam bardzo rozchwytywana, każdy chciał spędzić, ze mną trochę czasu i się pożegnać. Po Johnie, tańczyłam z Adamem, potem z Mattem , a na końcu z Davidem. Dziękował mi, że poznałam go z Julią. Powiedział, że się zakumplowali, podoba mu się, ale trochę ciężko mu zaufać, po poprzednim związku. W sumie wcale mu się nie dziwię. Czasem jak ktoś się raz sparzy, to później trudno mu się przełamać, to normalne. Miałam jednak przeczucie, że z czasem to minie i im się poukłada.
Chwilę później wyszłam na chwilę przed dom, od strony ulicy. Musiałam trochę odetchnąć świeżym powietrzem. Usiadłam sobie na schodkach i popijałam wino. W końcu znalazłam na to czas. Siedząc tak, zorientowałam się, że nie byłam jedyną osobą z imprezy, która wpadła na ten pomysł. Już chciałam wstać i wrócić do domu, ale usłyszałam coś co mnie zatrzymało.
- Musisz mnie tak karać, cały czas? Wiem, że zachowałem się nie w porządku, ale nie udawaj, że coś do niego czujesz, bo w ten sposób najbardziej krzywdzisz jego, a nie mnie. To znaczy mnie też, ale jego bardziej.
- Po pierwsze nie jestem z nim tobie na złość. Po drugi, jakoś tobie nie przyszło do głowy, że mnie krzywdzisz, jak całowałeś się z tamtą wywłoką – drugie zdanie udowodniło, że pierwsze nie było prawdziwe.
Nagle drzwi wejściowe powoli się otworzyły, a po chwili cicho zamknęły. Po chwili ujrzałam czarne buty Antoin`a i poczułam, że siada obok mnie. Spojrzałam na jego twarz i zrozumiałam, że on wie, że coś jest na rzeczy. Pewnie zobaczył coś przez okno. Ze schodków nie było ich dobrze widać, więc Antoine polegał przede wszystkim na tym co słyszał.
- Nieważne, że zanim cokolwiek między nami zaszło – krzyknęła dziewczyna - Widywaliśmy się przez dwa tygodnie dzień w dzień, rozmawialiśmy o wszystkim. Kupiłeś mi drinka i kazałeś czekać aż wrócisz z toalety. Długo cię nie było, martwiłam się. Poszłam cię szukać i cię znalazłam. W objęciach jakiejś zdziry. Jak miałam się czuć? Zajebiście? – Słychać było, że zaczęła płakać. Oboje z Antoine`m wiedzieliśmy, że jakby to nie miało znaczenia, to by nie płakała. Położyłam chłopakowi dłoń na ręce, w ramach wsparcia.
-Nie! Nie zajebiście! Zrobiłem źle. Nie wiem co się stało. Miałem straszny ból głowy, jeszcze dopiłem szybko drinka i poszedłem do łazienki, żeby odetchnąć od tego hałasu. Później pamiętam tylko jak wylewasz na mnie drinka i odchodzisz, a ja zostaję z nią w loży.
- Naprawdę?
(...)
~~~*~~~
Hej! Dziękuję za komentarz! Ciężko mieć stałych czytelników, jeżeli pisze się tak nieregularnie jak ja. zaczęłam pisać to opowiadanie 4,5 roku temu. Mam tylko jedną prośbę do osoby, która napisała pierwszy (na chwilę obecną jedyny) komentarz pod ostatnim postem. Zmień Nick! Jesteś bardzo ważna, bo doceniasz. Nie przechodzisz obojętnie, komentujesz. To bardzo ważne. Nie myśl tak o sobie ;) Pozdrawiam, Madi
Dodał/a: Madi w dniu 22-01-2018 - czytano 561 razy.
Słowa kluczowe: impreza zakochani muzyka karaoke taniec Madi

Komentarze (3)

*KtośWażny*dnia 2018-01-25 17:46:02.

Ogromnie się cieszę że powróciłaś do tego wspaniałego opowiadania❤❤

Wydradnia 2018-01-27 04:46:40.

Czyli będę druga Osoba bardzo mi się podoba to opowiadania pisz DALEJ JESTEM NA TAK !!!

xjullitaxdnia 2018-04-26 07:22:01.

Pisz dalej proszę!! Nie mogę się doczekać kolejnej części

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Niewiarygodnie szczęśliwi 15"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)