Niewiarygodnie szczęśliwi 13

Z samego rana obudził mnie nagły dźwięk w pobliżu.
- Co jest ? – zapytałam, próbując przypomnieć sobie gdzie jestem. Często tak mam w nowym miejscu.
- Nic nic, śpij sobie – powiedział Brian, a ja już wiedziałam, że wyczerpał mi się przydział snu na dzisiaj.
- Chodź – powiedziałam do niego wstając i skierowałam się w stronę kuchni – Chyba potrzebujesz coś na kaca.
- Troszeczkę – powiedział cicho, a ja uśmiechnęłam się do niego. To wciąż dla mnie taka nowość, że mam się kim opiekować i o kogo dbać. W ponad miesiąc, staliśmy się dla siebie tacy bliscy, nawet nie myślałam że to takie dobre uczucie. Myśląc sobie o tym jak wiele się pozmieniało, zrobiłam mojemu mężczyźnie alcazelter i znalazłam sok pomidorowy. U mnie to połączenie zawsze się sprawdza na kaca.
- Może zrobię jajecznicę? – oni też pewnie niedługo wstaną.
-Nie wiem Skarbie, jak masz siłę to możesz zrobić – wymamrotał Brian i położył głowę na stole.
-Hej – usłyszałam głoś Julii – Jejku, to chyba najbardziej nieodpowiedzialna rzecz jaką zrobiłam. Spanie u ludzi, których widzę pierwszy raz w życiu.
- No to dość ryzykowne, ale fajnie, że jesteś – uśmiechnęłam się – zjesz jajecznicę?
- Jak to nie problem, to tak – odparła, dyskretnie rozglądając się po kuchni.
- Jak to byłby problem, to bym nie zapytała. Na kaca nic nie potrzebujesz?
- Poproszę – uśmiechnęła się i usiadła obok Briana, w tej samej pozycji co on. Śmiać mi się z nich chciało. Podałam dziewczynie ten sam zestaw na kaca i wyjęłam z lodówki składniki, a z szafki patelnię. Pokroiłam mięso i położyłam na grzejącą się patelnię, poczekałam, aż bekon zrobi się chrupiący, zdjęłam go z patelni i zaczęłam dusić cebulkę. W między czasie, pokroiłam bułki i pomidora oraz wbiłam jajka do szklanki. Gdy cebulka się udusiła dorzuciłam bekon z powrotem, wlałam jajka i przyprawiłam solą, pieprzem i papryką słodką cały czas mieszając.
-A co tak pięknie pachnie? – w kuchni pojawił się David. O dziwo wyglądał dużo lepiej niż Brian i Julii. Nie wiem jak on to zrobił, bo wypił więcej od nich.
- Jajeczniczka. Możesz zrobić coś do picia, skoro się tak świetnie czujesz – zaśmiałam się i wskazałam na resztę towarzystwa – Bo oni nie czuli się na siłach.
- Oni muszą się jeszcze wiele w życiu nauczyć – stwierdził z miną znawcy i wyjął z lodówki sok pomarańczowy.
- Ja się już czuję lepiej – oznajmił Brian z uśmiechem – jakie plany na dzisiaj?
- Dzisiaj wracamy, zapomniałeś? – zapytałam, stawiając jajecznicę na stole. David w tym czasie rozstawił talerze i sztućce
- Pamiętam, ale to dopiero jak wytrzeźwieję do końca za parę godzin. Nie chcesz do tego czasu nic zobaczyć?
- Nie wiem, w sumie możemy pójść na spacer, chyba że David i Julii mają jakiś fajny pomysł?
- Może Billard? – zaproponowała dziewczyna nieśmiało. Zachowywała się trochę inaczej niż wczoraj, ale nie ma się co dziwić. Jest w dość niecodziennej sytuacji.
-Ja bardzo chętnie – poparłam ją, a chłopaki przytaknęli nakładając sobie jedzenia.
- Pycha Kochanie – powiedział Brian i wysłał mi buziaka nad stołem – Ty to jesteś jednak. Cudowna moja malutka.
-Komuś tu zebrało się na czułości – zaśmiał się David. Sam był nieco chłodniejszy dla Julii niż wczoraj. Biorąc pod uwagę okoliczności to naturalne, wytrzeźwiał, jeszcze nie zdążył porozmawiać nawet ze swoją dziewczyną, ma prawo czuć się niezręcznie.
- Kto by pomyślał, że mój facet taki czuły.. no proszę…
- Oj już nie wydziwiaj, przecież zawsze jestem kochany dla ciebie – skomentował z wyrzutem smarując sobie bułkę masłem.
Ja to jednak mam szczęście, że spotkałam go w tym samolocie. Może okoliczności były dziwne, a moje zachowanie niecodzienne, ale mimo wszystko dobrze nam się potoczyła znajomość. Nie wiem tylko jak przetrwamy w związku na odległość. Może nam brakować siebie, bliskości, intymności.

***

Godzinę później odświeżeni wyszliśmy z domu i udaliśmy się w stronę baru z bilardem.
- Kiedyś przychodziłam tam ze znajomymi – oznajmiła Julii – fajne miejsce. I mają tam dobre świeże soki. Chyba na nic innego nie mam dzisiaj ochoty.
- Chyba nie byłem tam jeszcze – odparł David, a ja ich obserwowałam. Widać było, że czuli się trochę dziwnie, ale dobrze.
Po chwili doszliśmy do pubu. Było to strasznie nietypowe miejsce. Rano serwowali tam śniadania english breakfast lub pancake oraz świeże soki, wieczorem serwowali Fish & chips i przekąski typu paluszki, orzeszki, chipsy, tosty. Mieli ogromny wybór piwa i whisky oraz mały wybór win i drinków. Podobał mi się ten podział, sprawiał, że do 15 mogli przychodzić na bilard rodziny z dorastającymi dziećmi, a po 15 stali bywalcy takich miejsc.
- Podoba mi się tu – oznajmiłam podchodząc do stołu – Skarbie, tutaj chyba zamawia się przy barze. Zamówiłbyś mi jakiś dobry sok? – zwróciłam się do Briana, a on grzecznie poszedł do baru. Ideał.
- Zamówić ci coś Julie –zapytał David niepewnie – masz ochotę na sok?
-Tak, poproszę truskawkowo-malinowy – uśmiechnęła się, a on poszedł.
Zostałyśmy same. Dobrze się czułam, w towarzystwie dziewczyny, opowiadała mi o swoich małych bratankach i o studiach – dietetyce. Nigdy nie myślałam, że to może być taki ciekawy kierunek.
- Naprawdę, jeżeli chodzi o nadwagę, to niektórzy mają takie genetyczne skłonności do nadwagi i muszą się bardziej starać o dobrą figurę niż inni. Niestety wiele osób nie ma takiej świadomości i ranią innych takim głupim gadaniem – mówiła, widać było, że interesują ją takie tematy.
- Ojej, czyżby nasza kruszynka, nie zawsze była taką kruszynką ? – zażartował David podając jej sok.
- Dzięki – mruknęła rumieniąc się- nie zawsze. Musiałam się polubić ze sportem.
- Pewnie wyglądałaś wtedy uroczo – mrugnął do niej okiem i napił się swojego soku.
- Franny, wziąłem ci smoothie arbuzowo-malinowo-szpinakowego – odezwał się Brian.
- Strach się bać – zaśmiałam się, ale gdy spróbowałam, okazało się, że moje picie jest przepyszne. Oczywiście, każdy musiał spróbować każdego smoothie, bo nasze Janusze interesów specjalnie kupili każdy inny, żeby sobie popróbować.
- Okej Jakie drużyny robimy? – zapytałam – faceci na dziewczyny?
- Ja z tobą, David z Julie – odpowiedział szybko Brian i wymienił się z Davidem spojrzeniami jakby mieli to wcześniej ustalone.
- Okej. My mamy całe zakolorowane, a oni w pasek – powiedziałam tonem znawcy.
- Ok, ale ja zaczynam – powiedziała Julie przekornie.
Julie wzięła kijek, natarła go kredą i strzeliła w ustawione w trójkąt bile. Jedna wpadła pasiasta wpadła do łuzy. Oddała kij Davidowi i teraz on próbował strzelić, ale mu się nie udało. U nas ja zaczęłam, jednak szybko się okazało, że muszę się trochę podszkolić. I tak szło po kolei. W sumie najczęściej trafiali Julie i Brian.
- Coraz lepiej wam idzie – zaśmiała się Julie, ale po chwili przestała się śmiać, bo zauważyła, że na stole zostały tylko 3 bile. Jedna biała, druga czarna, a trzecia pasiasta. Brian strzelił białą w czarną i trafił w łuzę.
- Aa! – wygraliśmy ! – ucieszyłam się i przytuliłam do Briana, a on mnie pocałował – mój mężczyzna taki utalentowany!
- Gratulację – Julie podała nam rękę, a chwilę później David zrobił to samo.
- Musisz mnie chyba trochę pouczyć – David zwrócił się do Julie, a ona z chęcią się zgodziła.
- Dobra, dopijamy i lecimy, bo musimy się spakować i jechać do Bournemouth – powiedział Brian zadowolony z siebie.

***

- Dziękuję za ten wyjazd – powiedziałam do Briana w drodze powrotnej – fajnie było.
- Lepiej niż z Lily w Kornwalii ? – zażartował zadziornie łapiąc mnie za rękę.
-Inaczej.. – Lily nie musiałam ciągnąć pijanej o 2 w nocy do domu – zripostowałam, a on roześmiał się szczerze.
- Przynajmniej się ze mną nie nudziłaś.
- Nigdy się z tobą nie nudzę – pokazałam mu język pogłaśniając radio – Love, love me do, You know I love You… - śpiewaliśmy zgodnie – so pleaeaease.. love me doo! – Z nim nawet takie głupoty są cudowne. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego. Zaczęłam poważnie zastanawiać się nad studiowaniem w Anglii. W końcu już wcześniej brałam to pod uwagę. Angielski znam, a jeżeli od początku będę miała wprowadzane pojęcia psychologiczne po angielsku, to będzie mi łatwiej. Z drugiej strony jestem bardzo zżyta z rodziną i kocham mój kraj. Nie wiem co powinnam zrobić. Moje rozmyślania przerwał nagły smród – co jest? Przejeżdżamy obok jakiegoś wysypiska? – Brian zaczerwienił się i otworzył okno – widzę, że nasz związek wchodzi na wyższy etap.
- Ojejku.. tobie się nie zdarza? – naburmuszył się jak dziecko –Doszedłem do wniosku, że nasz związek musi się szybko rozwijać bo jesteśmy pod presją czasu do twojego wyjazdu – wyjaśnił logicznie, a ja nie mogłam uwierzyć, że ten człowiek ma odpowiedź na wszystko. Nie podjęłam dyskusji i z takimi przemyśleniami zasnęłam.
Obudziłam się dopiero pod moim miejscem zakwaterowania. Brian zaparkował, wziął naszą torbę i poszliśmy do mojego pokoju. Gdy tylko zamknął drzwi i odstawił torbę, zbliżył się do mnie i zaczął mnie delikatnie całować.
- Teraz już codziennie będziemy się tak do siebie dobierać? – wymruczałam w jego usta między pocałunkami.
- Zawsze – jego dłonie gładziły moje plecy, a po chwili przeniosły się do przodu, aby rozpiąć guziki mojej sukienki – chcę się tobą nasycić - muskał ustami moją szyję i dekolt, palcami rozpinał mój biustonosz. Przejęłam inicjatywę i sama zaczęłam go rozbierać, najpierw koszulkę, a potem szorty. Gdy to zrobiłam, przylgnęliśmy do siebie. Oboje byliśmy w samych majtkach. Lubię dotyk jego skóry na mojej, lubię wtulać głowę w jego szyję, lubię jego usta i dłonie na moim ciele, jego czułość i stanowczość. Brian złapał mnie za pośladki, a ja objęłam go nogami w pasie, przeniósł mnie i położył na łóżku. Leżałam niecierpliwie ściągając najpierw swoją bieliznę, a potem jego.
- Proszę, nie przedłużaj tego – wyszeptałam przyciągając jego głowę do swojej i całując go w usta.

***

- Wiesz Skarbie, bałam się, ze seks wszystko zniszczy, że Ty dasz sobie spokój, że będzie priorytetem w związku, ale tak nie jest. Jest tak jak było, ale pojawiła się taka cudowna intymność i bliskość – zwierzyłam się Brianowi. Leżeliśmy nadzy w moim łóżku, Brian oparł głowę na moich piersiach, a ja delikatnie głaskałam jego włosy – Chociaż nie wiem, może za wcześnie to oceniłam.
- Cieszę się, że tak mówisz, bo sam zauważyłem tą zmianę i zastanawiałem się czy ty też ją widzisz.
- Jasne, że widzę – mruknęłam – a te twoje smrodki, to już w ogóle najwyższy etap bliskości.
- Oj już się ze mnie nie nabijaj – ugryzł mnie lekko w pierś, a ja zaśmiałam się cicho – powiedz mi lepiej coś czego o tobie nie wiem.
- Hmm…- zastanowiłam się przez chwilę – jak byłam mała, myślałam, że gołąbki – taką polską potrawę – robi się z prawdziwych gołębi…
-Dawaj coś mocniejszego – podpuszczał mnie, gładząc mój brzuch.
- Kiedyś wyszłam po pracy z nowo poznanym chłopakiem do kina i zasnęłam na początku filmu z otwartą buzią.
- Kiedyś, koleżanka zaprosiła mnie na randkę na sztukę w której grała główną rolę. Zasnąłem w połowie, a ona zapytała mnie co myślę o zakończeniu i jak mi się podobało jak grała i co mogłaby według mnie zmienić. Potem zabrałem ją na burgery, okazało się, że jest wegetarianką i kiedyś mi o tym wspomniała. Nie umówiliśmy się więcej.
- Wygrałeś.
- Niestety.
Leżeliśmy tak sobie i przekomarzaliśmy się. W tle leciała muzyka Eda Sheerana. Brian przyniósł mi lody i jedliśmy je sobie, prosto z opakowania. Opowiadaliśmy sobie o dzieciństwie, o naszym rodzeństwie i rodzinie. W pewnym momencie Brian zaczął opowiadać o swoich przypałach w wieku 13-18 lat. W niektóre historie kompletnie nie mogłam uwierzyć. Kiedyś założył się z kumplem, że stanie w płetwach, bokserkach i masce płetwonurka pod Big Benem i będzie pozował do zdjęć z turystami. Na ziemi położył sobie czepek na monety i stał bez ruchu, pozując dopiero po otrzymaniu pieniędzy. Twierdzi, że do tej pory ma gdzieś zdjęcie z tego zakładu.
- I co wygrałeś? – zaciekawiłam się.
- Pięć funtów i to, że na zakończenie szkoły, pocałował naszą sześćdziesięcioletnią wychowawczynię w usta.
- Tylko tyle? – byłam w szoku – Nisko się cenisz.
Chłopak nie odpowiedział, zmienił pozycję, przytulił mnie, pocałował mnie w skroń i zasnął, a ja chwilę po nim.

***

-Wstawaj Kiciuś, zaraz muszę jechać na zajęcia – pocałowałam Briana na dzień dobry – Na stole stoi kawa i sałatka dla ciebie. Ja idę się umyć.
- Okej, nie zamykaj się – zaspany wyszedł z łóżka i skierował się w stronę stołu. Wypił połowę kawy i poszedł za mną do łazienki.
To był cudowny początek dnia.

***

Dzień w szkole minął mi całkiem przyjemnie. Po zajęciach zrobiłam zakupy, potem obiad, a następnie poszłam do pracy. Eddy i Amy jak zwykle sobie flirtowali. Ja nie wiem, kiedy któreś z nich zdecyduje się zrobić coś w kierunku tej drugiej osoby. No, ale niestety nie mogę im rządzić. Powoli do baru podchodziło coraz więcej osób, dzisiaj ja byłam na barze i ledwo się wyrabiałam z zamówieniami. Na szczęście, gdy Eddy zauważył jaka jest sytuacja, od razu stanął za barem żeby mi pomóc. Uwijaliśmy się tak do północy, był poniedziałek więc ludzie nie siedzieli zbyt długo. O 12.15 wszystko było już posprzątane, a Briana nadal nie było.
- Podrzucę Was do domów, to pewnie blisko – Eddy nie chciał słyszeć odmowy. Najpierw odwiózł mnie, a potem Amy. W samochodzie wysłałam SMS-a Brianowi, że nie musi po mnie przyjeżdżać, bo Eddy nas podrzuca. Ucieszyłam się, że nie będę musiała robić Brianowi problemu, bo sama widzę, że od naszego pierwszego spotkania, schudł i dostał cieni pod oczami. To pewnie ze zmęczenia.
On też niewiele śpi. Na szczęście nie chodzi do szkoły, ale i tak dużo pracuje, zajmuje się Michelle, odbiera mnie w nocy i spędza czas ze mną.
Tej nocy jakoś nie mogłam sobie znaleźć miejsca sama w łóżku. Z pół godziny kręciłam się z boku na bok aż w końcu zasnęłam. Śniły mi się jakieś koszmary, cmentarze, ciemność. W końcu o 5.00 się obudziłam i nie chciałam już spać… Zrobiłam sobie zielonej herbaty na uspokojenie, spojrzałam na facebooka i skype, a potem na telefon. Miałam kilka nieodebranych połączeń od mamy i 3 od Paoli – mojej siostry. Czułam, że stało się coś złego. Nie zwracając uwagi na to, że jest tak wcześnie, zadzwoniłam do mamy.
- Halo, mama co się dzieje?
- Cześć kochanie, jak dobrze, że oddzwoniłaś, martwiłam się o ciebie – usłyszałam, że drgał jej głos.
- Mamo, do mnie wszystko okej, ale wiem, że nie dzwoniłabyś do mnie o tej porze bez powodu. Co się dzieje?
- Carlos miał wypadek samochodowy. Trochę spanikowałam jak był na Sali operacyjnej, Paola nie odbierała, tata nie odbierał, a ja tak bardzo nie chciałam czekać sama na lekarzy w tym korytarzu. Więc zadzwoniłam do ciebie, żeby poczuć się trochę lepiej.
-Już wiadomo co z nim?
- Tak, jest już po operacji, stan stabilny, miał wstrząs mózgu, złamaną nogę i dużą ranę otwartą, ale teraz jest okej, przewieźli go na oddział. Wyjdzie z tego.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam, szczęście w nieszczęściu, że nic śmiertelnego. Do tej pory ostatnio było zbyt dobrze, żeby prawdziwie. Usiadłam skulona pod ścianą z telefonem przy uchu. Nie wiedziałam co robić.
- Przyjechać ? – usłyszałam swój głos.
- Nie – jest lepiej, tata i Paola właśnie tu jadą. Wiesz najbardziej mnie denerwuje to, że Carlos jechał tak jak powinien, a samochód, który spowodował wypadek, prowadził pijany człowiek – mama płakała w słuchawkę, a ja czułam bezradność, bo nawet nie miałam jak jej pomóc przez tą odległość – Ale nie martw się, zadzwoniłam bo spanikowałam, nie powinnam była cię budzić i tym obciążać.
-Nieprawda mamo, dobrze zrobiłaś – zaprzeczyłam szybko.
- Dziękuję Kochanie, ale rozłączę się już, bo muszę powiedzieć tacie i twojej siostrze co i jak.
- Okej, jak tylko się czegoś nowego dowiesz to mnie informuj – zdążyłam tylko powiedzieć przed zakończeniem połączenia. Kompletnie nie spodziewałam się takiej informacji.
***
Dodał/a: Madi w dniu 4-10-2017 - czytano 1145 razy.
Słowa kluczowe: londyn miłość madi zakochani wycieczka Anglia Madi

Komentarze (3)

kdnia 2017-10-18 21:26:44.

Swietna historia. Ciekawi mnie dalszy rozwoj akcji. Przeczyalam wszystkie opowiadania za jednym zamachem. Czekam na kolejna cz.

liladnia 2017-10-18 21:33:29.

świetne czekam na kolejną część

Alidnia 2017-12-29 01:33:53.

Wspaniałe opowiadanie. Czekam na kolejną część😘

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Niewiarygodnie szczęśliwi 13"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)