Niewiarygodnie szczęśliwi 12

Posłusznie zrobiłam to o co prosił i wróciłam, siadając obok niego na kanapie.
Chłopak przytulił mnie do siebie, a moje dłonie zaczęły delikatnie gładzić jego plecy pod materiałem koszulki. Zmieniłam pozycję, tak że mogłam go swobodnie pocałować po czym usiadłam mu okrakiem na kolanach. Brian był trochę zaskoczony, bo pierwszy raz wyszłam z inicjatywą czegoś więcej niż delikatny pocałunek i byłam taka namiętna.
Nagle chłopak szybko się spode mnie wydostał i powiedział, że bardzo chce mu się pić i pójdzie zrobić sobie kawy. Myślałam, że nie wytrzymam.. To ja wychodzę z siebie, żeby w końcu doprowadzić do czegoś więcej niż pocałunek, a on ucieka. Dopiero po chwili oprzytomniałam i przypomniałam sobie, że on po prostu nie chce mnie skrzywdzić, tym bardziej, że zawsze mówiłam, że nie jestem gotowa i takie tam.
- Idę wziąć prysznic Skarbie –zawołałam tylko i poszłam do łazienki. Pod prysznicem ogoliłam dokładnie nogi i pachy, oprócz tego nałożyłam sobie peeling, wyszorowałam pumeksem stopy, a gdy wyszłam spod prysznica, wytarłam się i nabalsamowałam ciało, czekoladowym masłem do ciała. Szybko rozczesałam i wysuszyłam włosy, poczym pachnąca wyszłam z łazienki. Z Brianem dosłownie minęłam się w drzwiach. Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, niewiele myśląc rozebrałam się, schowałam piżamę pod poduszkę, a sama wskoczyłam pod kołdrę i zakryłam się nią po uszy. Czas bez chłopaka strasznie mi się durzył tym bardziej, że po naszym ostatnim pocałunku zrobił się trochę dziwny.
Nagle usłyszałam jak drzwi łazienki cicho się otwierają i ostrożnie wychodzi Brian.
- Nie musisz być cicho Skarbie, nie śpię – uśmiechnęłam się do niego.
- Myślałem, że taka zmęczona po całym tygodniu, zaraz zaśniesz. Idę do kuchni po wodę.
-Idź, idź i zaraz wracaj, stęskniłam się za tobą – Jakoś nie był zadowolony jak mu to powiedziałam, ale obstawiam, że jak mnie w końcu przytuli to zmieni zdanie. Gdy przyszedł położył się jak najdalej mnie i odwrócił się do mnie tyłem – Brian no – zdenerwowałam się – co z tobą? Przytulisz mnie w końcu czy nie? Cały tydzień się nie widzieliśmy – Po tych słowach chłopak powoli zbliżył się do mnie i położył rękę na mojej talii.
- Bluzeczka ci się podwinęła – powiedział i sięgnął dłonią w górę, żeby obciągnąć ją w dół. Zdziwił się trochę gdy okazało się, że żadnej bluzeczki nie ma – France co Ty robisz, dobrze wiesz jak ciężko mi się powstrzymywać. Kiedyś się nie powstrzymam, jak słowo daję – uniósł się trochę, ale nie zabrał ręki. Wtedy ja zbliżyłam się do niego i prosto w usta mu wyszeptałam : „To się nie powstrzymuj”
- Skarbie, nie mam gumek – protestował ostatkiem sił, gładząc palcem moją szyję.
- Ja mam – odparłam, a wtedy wszystkie słowa przestały być potrzebne. Wtuliłam się w niego i wpiłam się zachłannie w jego usta. W jednej chwili poczułam jak dłonie chłopaka przemieszczają się od karku , wzdłuż pleców do ud. Po chwili do jego dłoni doszły usta które rozpoczęły wędrówkę od mojej szyi do piersi. Ja w tym czasie przyciskałam do siebie jego głowę, a drugą ręką badałam jego plecy. W pewnym momencie Brian naparł na mnie, tak że leżał na mnie podpierając się na rękach. Ja korzystając ze sposobności zsunęłam z niego bokserki i rękami zaczęłam gładzić jego ciało. Gdy po chwili znowu namiętnie się całowaliśmy, moja ręka uciekła w stronę mojej szafki nocnej po prezerwatywę. Włożyłam ją delikatnie w dłoń Briana i czekałam, aż ją założy. Nagle poczułam w sobie jego penisa. O dziwo nawet nie poczułam bólu czy pieczenia, na co byłam nastawiona, zamiast tego poczułam przyjemność i coś jeszcze czego sama nie potrafię nazwać. Czułam w powietrzu słodki zapach naszego potu, a na sobie jego ciężar i pocałunki Briana. Nagle Brian przyspieszył, a ja starałam się mu dotrzymać tempa, przestałam myśleć o czymkolwiek i po chwili oboje zatrzymaliśmy się i opadliśmy zmęczeni na poduszki.
Pocałowałam go tylko lekko w usta i wtulona w niego zasnęłam.

***

- Wstawaj śpiochu – usłyszałam ciche mruknięcie przy uchu i poczułam buziaka na szyi. Natychmiast odwróciłam się przodem w kierunku głosu i przyciągnęłam głowę Briana do siebie całując go lekko w usta.
- Heej – wyszeptałam z uśmiechem po czym zauważyłam że na łóżku oprócz nas leży taca z gorącą czekoladą i z tostami z dżemem – zrobiłeś nam śniadanie do łóżka ? –zachwyciłam się – Jesteś taki słodki. Mój mężczyzna. – gadałam jak głupia, ale było mi tak błogo i czułam się taka zadowolona, że nic nie mogło popsuć mi humoru i rozwalić moich różowych okularów.
- Ty też jesteś słodka – wychrypiał seksownie, po czym dodał – szczególnie wtedy gdy tak seksownie jęczysz jak dzisiaj w nocy.
- Jęczałam?
- Hmm – rozmarzył się – Jeszcze trochę i doprowadzę Cię do takiego stanu, że będziesz krzyczeć z rozkoszy a nie jęczeć.
- Nie mogę się doczekać – usiadłam, podciągając kołdrę pod pachy, aby nic nie było widać. Wiem to głupie, skoro i tak mnie pieścił i dotykał, ale jednak wtedy nic nie widział, a moje ciało nie jest doskonałe.
- Podobało ci się?
- Tak, w końcu byłeś szczęśliwy.
- Zrobiłaś to tylko dlatego żeby mnie uszczęśliwić – przyjrzał mi się zaniepokojony uważnie - Nie chciałaś tego?
- Oczywiście, że chciałam, ale gdybym nie była pewna, że też tego chcesz to pewnie bym jeszcze zwlekała z tą decyzją.
- Wiesz, że może być jeszcze lepiej – zapytał kończąc jeść Tosta.
- Nie podobało ci się? – zaniepokoiłam się.
- Bardzo mi się podobało, ale musimy jeszcze poćwiczyć, poznać lepiej nasze ciała, poznać to co lubimy, a czego nie. Chciałbym, żebyś ty też miała orgazm.
- No przecież doszłam – zirytowałam się i spojrzałam na niego spod byka.
-Doszłaś?
-Tak, doszłam. Tylko byłeś taki wyposzczony, że nawet tego nie zauważyłeś. Ale skoro nalegasz to możemy poćwiczyć… - zaczęłam przyciągając go do siebie. Na reakcje nie musiałam długo czekać. Po chwili Brian wyrwał mi kołdrę i zaczął przyglądać się mojemu ciału. Wiedziałam, że ten moment musiał kiedyś nadejść, ale tak dziwnie się czułam. Bałam się, ze coś mu się nie spodoba.
- Jesteś piękna – poczułam jego usta na moich i jego dłonie na mojej pupie.

***


- Fran, wstawaj w tej chwili! Nie po to przyjechaliśmy do Londynu, żeby zaspokajać twoje gromadzone przez 18 lat rządze. Potrenujemy jak wrócimy do domu, teraz marsz na London Eye – Brian od 15 minut próbował mnie bezskutecznie wyciągnąć z łóżka. Tak strasznie nie chciało mi się wstawać. W pewnej chwili zrozumiał chyba, że to nic nie daje. Szybko ściągnął ze mnie kołdrę i nagą zaniósł mnie do łazienki, wsadził pod prysznic i puścił zimną wodę. 1:0 Brian.



***

Jest godzina 12. A my dopiero dojechaliśmy do Tower Bridge. Brian szybko poprosił kogoś o zrobienie nam zdjęcia na tle wierzy i potem opowiedział mi historię tego miejsca, oprowadził i pojechaliśmy do muzeum historii naturalnej.
Wyszłam z niego z bardzo mieszanymi uczuciami. Z jednej strony byłam pod wrażeniem tylu
niesamowitych pamiątek historycznych w jednym miejscu a z drugiej, większość z tych rzeczy były skradzione z innych państw.

***
-Jak ci się podobało – Siedzieliśmy z Brianem nad Tamizą i jedliśmy kupione buritto.
- Super, tylko mam bardzo mieszane uczucia co do muzeum. Ale jemy pyszne jedzonko i to w cudownym miejscu i bardzo mi się tu podoba.
-Ty to zawsze o jednym – zaśmiał się i pocałował mnie w czoło – co robimy wieczorem?
- Chodźmy gdzieś potańczyć. Może David też z nami pójdzie. Fajnie by było. Tylko musisz mu powiedzieć o tej jego dziewczynie – odparłam i przysunęłam się bliżej niego – Jest 19 więc musielibyśmy wrócić do domu, przebrać się więc w najlepszym wypadku wrócilibyśmy do miasta o 22.
- Może nie musimy wracać, akurat jesteś w takim stroju, że wszędzie cię w puszczą. Mnie zresztą też. Zadzwonię do Davida, tylko nie wiem czy mogę mu powiedzieć przez telefon o tym.
- Przez telefon lepiej nie poruszać takich tematów. Powiedzmy mu jak przyjdzie.
-Zepsujemy mu całą zabawę.
-Ja bym wolała się dowiedzieć jak najszybciej.
Po chwili Brian wyjął telefon i zadzwonił do Davida. Umówiliśmy się o 20 na Oxford street. Zastanawiałam się jak delikatnie uświadomić go kim jest jego dziewczyna. Po chwili jednak doszłam do wniosku, że to Brian powinien się zastanowić bo od lepiej go zna ode mnie oraz potrafi być taktowny kiedy trzeba. Niestety po chwili musieliśmy iść na metro. Podróż byłą dość krótka, nadal byłam pod wrażeniem ludzi tutaj. Można było zobaczyć tyle wytatuowanych , wykolczykowanych wyróżniających się osób.
Na miejscu byliśmy punktualnie, tak samo zresztą jak David. Chłopak był sam, dlatego też wymyśliłam, że szybko pójdę gdzieś do łazienki, żeby Brian mógł z nim spokojnie pogadać.
Zostawiłam ich samych na 15 minut a sama w tym czasie poprawiłam makijaż. Gdy wróciłam, David nie wyglądał na szczęśliwego.
- To co? Idziemy się upić? – Zapytałam patrząc na kuzyna mojego chłopaka.
- Chodźmy.

***

Pół godziny później siedzieliśmy w jakimś folkowym pubie pijąc Whisky. Godzinę później chłopaki robili to samo. Trzy godziny później też. Ja miałam dość. Nie lubię Whisky. Chciałam potańczyć. Wiedziałam, że będę jedyną trzeźwą w drodze do domu. Poszłam więc na parkiet i zaczęłam tańczyć. Na szczęście nie byłam jedyną samotną osobą na parkiecie. Zaraz obok mnie znalazła się jakaś inna dziewczyna i sobie tańczyłyśmy razem, Chwilę później dosłownie szalałyśmy. Dostałyśmy „mini głupawki”. To było prawie jak konkurs kto wymyśli głupszy ruch taneczny. Po pół godzinie takiej zabawy zmęczona zaprosiłam ją do naszego stolika.
-Chłopaki, to moja nowa koleżanka do parkietu – oznajmiłam z ogromnym uśmiechem.
-Jestem Julie, miło mi.
- Jestem David, napijesz się czegoś? - oho… dopiero co płakał przez tamtą, a już nową wyrywa.
- Teqile Sunrise poproszę, jeśli to nie będzie problem – uśmiechnęła się uroczo.
-Oczywiście, że nie- odparł i chwiejąc się wstał z siedzenia
- Eej, a mi kazaliście pić Whisky ze względu na solidarność bractwa – oburzyłam się na żarty
- Tak France, ale teraz nie mamy powodu do smutku – spojrzał na mnie pijackim spokojnym wzrokiem i mało stabilnym krokiem udał się do baru po drinka.
-Hahaah, ale się wstawił – zaśmiałam się i spojrzałam na Briana.
- Hahaha no, co za głupek – podłapał Brian i chcąc upić resztki Whisky z lodem, za bardzo przechylił szklankę i kostki lodu mu wpadły za koszulkę – Co jest..? – zdezorientowany próbował zlokalizować źródło zimna, szło mu opornie.
- Haha widzę, że nie tylko on – ucałowałam go delikatnie w kącik ust i zaczęłam rozmawiać z Julie. Niestety długo nasza rozmowa nie potrwało ponieważ po chwili wrócił David. O dziwo nawet nic nie narozlewał. Był bardzo pijany, ale widziałam że bardzo starał się zrobić na niej dobre wrażenie. Spojrzałam na mojego chłopaka, który spał z głową opartą na rękach na stole. Jak zaśnie mocno to już go nie przeniosę.
-David, przepraszam, że przerywam, ale chyba powinniśmy już lecieć, bo jak Brian mocno zaśnie to go nie doprowadzę do domu.
-To zaczekaj, Julie wypije drinka i przeniesiemy się do mnie – uśmiechnął się i spojrzał na nią – Co Ty na to?
Dziewczyna przechyliła szklankę z drinkiem, wypiła wszystko na hejnał i z uśmiechem odparła – Możemy iść.
Szybko ubrałam się w bluzę po czym obudziłam Briana. Prawie nic nie kontaktował. Zarzuciłam sobie jego rękę na ramię i udałam się z nim do wyjścia. David sam ledwo chodził więc jedną dłonią złapał za rękę Julie a drugą niósł moją torebkę, żeby mnie trochę odciążyć. Chociaż tyle dobrze. Cudem dociągnęłam go do metro i pomogłam mu wyjść gdy musieliśmy wysiadać. Było mi strasznie ciężko więc posadziłam go na chwilę na ławce i poklepałam go dłonią w policzek, żeby się przebudził. Gdy to nic nie dawało, wyjęłam z torby wodę i wylałam sporo na jego twarz.
- Co jest…? – wkurzył się, ale gdy mnie zobaczył jego wyraz twarzy od razu złagodniał.
- Chodź Skarbie, wracamy do domu. Nie dam rady cię dalej ciągnąć – powiedziałam i pomogłam mu wstać.
-Jasne kochanie – był taki bezproblemowy i grzeczny po alkoholu, że aż mnie to rozczuliło. Nie mogłam jednak się wzruszać nad pijanym w trzy dupy chłopakiem. Zawiesiłam sobie jego rękę na bark i już przytomny chłopak lekko tylko się na mnie opierał.
-Wiesz, Skarbie, bardzo cię kocham – powiedział nagle, a mi serce zaczęło bić szybciej – Jesteś taka dobra, nie zostawiłaś mnie w tym pubie, zajmujesz się moją siostrzenicą, pomagasz rodzinie, zawsze mnie wspierasz. Nie chcę, żebyś wyjeżdżała. Jesteś moim aniołkiem – pocałował mnie w czoło i dalej szedł spokojnie.
-Też cię kocham – to było takie oczywiste i właściwe co powiedziałam, ale mimo wszystko tak właśnie czułam. Nie wiedziałam co więcej powinnam dodać – a teraz skup się, wchodzimy na schody.
Po 10 minutach ciężkiego wysiłku, wprowadziłam go na drugie piętro i weszliśmy do mieszkania. Położyłam go na łóżku, a sama poszłam do łazienki się umyć.
Dodał/a: madi w dniu 8-02-2016 - czytano 766 razy.
Słowa kluczowe: miłość Londyn zakochańce madi

Komentarze (2)

Cukierpuderdnia 2016-02-11 19:53:38.

Cieszę się, że wróciłaś, bo sporo czasu Cię nie było :/ :) I tak przy okazji super opowiadanie i czekam z niecierpliwością na następne :D Życzę Ci duuuużo weny :) i proszę nie zostawiaj już nas :D

KochanaJulciś5463dnia 2016-02-11 21:31:33.

6 godzin... tyle czasu zajęło mi przeczytanie tego opowiadania. I nie żałuję. Świetne jest. Genialne. Nic dodać, nic ująć. Idealo

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Niewiarygodnie szczęśliwi 12"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)