Niepoprawny książę XXIII

Światło, a nie cień

56. Sophie
Nie mogła nie powiedzieć, że te potajemne treningi dowartościowywały ją w duchu, oraz dodawały pewności siebie. Rozluźniały, a jednocześnie poprawiały humor.
Jechała do pracy w dość dobrym nastroju, wykonała swoją rutynę dnia, tak, jak wcześniej. Kawy wylądowały w odpowiednich dłoniach, a nawet wyszła wraz z Marcelem na papierosa.
- W końcu, moja dziecina szczęśliwa - stwierdził, obejmując brunetkę wesoło, na co uśmiechnęła się wypuszczając dym. Na ramionach miała założony płaszcz, który właśnie poprawił jej, jak opiekuńczy ojciec - Nie mogę doczekać sie wesela, szefowo - powiedział entuzjastycznie.
- Ohh, nie rozpędzaj się tak, Marcel - rozweseliła się - Ale masz rację nie sądziłam, że to możliwe, że będę kiedykolwiek, tak szczęśliwa. - przyznała wzdychając.
- To widać po tobie - spoważniał nieco starszy blondyn - Nawet, jeśli dyrektor jest dość...
- Zbyt poważny, oficjalny, sztywny, gburowaty, surowy?. - dokończyła żartobliwie. Kiwnął głową rozchmurzony, a następnie pożałowała swoich słów, gdyż drzwi otworzyły się, a w nich ukazała się dobrze znana twarz.
- Marcel, tobie mogę powiedzieć, przepraszam, jeśli bywałem oschły, a Sophie... Jeszcze, z tobą, rozliczę się - wypowiedział poważnym tonem. Dołączył również do nich chwytając za swój nałóg.
- Nie ma problemu, dyrektorze - uśmiechnął się nieco speszony.
- I możesz mówić do mnie po imieniu - powiedział, co pozostałych zaskoczyło. Brunetka uśmiechnęła się, a następnie zakryła dłońmi roześmianą buzię, czując się przyłapana na gorącym uczynku..
- Powodzenia - szepnął do dziewczyny i wszedł do środka Australijczyk.
- Więc, takie masz zdanie, o dyrektorze?. - zapytał marszcząc brwi, podchodząc bliżej, podczas jej cofania się do tyłu. Stłumił w sobie śmiech, gdy natknęła się plecami o drzwi, to świadczyło, że koniec jej tej zabawnej ucieczki.
- Ale, tylko, o dyrektorze - odparła, jakoś broniąc się. Przegryzła dolną wargę, na co przejechał palcem po niej zachwycony. Uśmiechnął się lekko, W pracy starał zachowywać się, tak profesjonalnie, bynajmniej przy całym zespole. Zresztą bez powodu nie uczyła go trochę zabawy.
- I co mam teraz począć, z panienką?.
- Chyba nie chce mi, pan Jeffey, dawać jakiejkolwiek kary?. - zapytała zafascynowana jego twarzą. Pokręcił głową przecząco, oraz zatopił się znów w jej błękitnych tęczówkach, które błyszczały wielkim uczuciem.
- Masz szczęście, że to ty - założył jej włosa za ucho.
- Powinniśmy wracać do pracy - upomniała, gdy dzieliły ich zaledwie milimetry.
- Jeszcze przerwa nie skończyła się - zapewnił, przygaszając papierosa, a ona temu przyglądała się
- Miałeś to rzucić - mruknęła, wracając na niego wzrokiem.
- A ty, będziesz to robić?. - zapytał drwiąco, dotykając jej policzka.
- Raz na miesiąc, ledwo trzy, a nie kilka razy dziennie - odrzekła łagodnie i zdecydowanie, na co roześmiał się.
- Okay - skinął głową.
- Okay?. - upewniła się zaskoczona.
- Też zejdę do jednego, pod warunkiem, że dasz wreszcie pocałować się - zaszantażował ją w dość ładny sposób. Zarumieniła się delikatnie i ponownie ukazała ten ładny uśmiech. Wtopił z wyczuciem palce w jej włosy.
- Nie mogę doczekać się, panie Jeffey - szepnęła przed jego ustami, układając swoje dłonie na jego ramionach, Ich usta w końcu odnalazły się. Przyparł ją delikatnie do drzwi, w tak zimny dzień, ta metoda rozgrzania była idealna. Pozwolił jej zaczerpnąć powietrza, ale tylko na chwile, by znów móc nią nasycić się. Popatrzyli na siebie czule, a następnie wybuchli gromkim, radosnym śmiechem czując się, jak para gówniarzy.
Weszła do swojego biura, chciała jeszcze oszacować straty z drugiego hotelu. Mimo, że tym zajął sie Logan, to był bardzo tajemniczy i najwyraźniej nie chciał chyba jej tym wszystkim zamartwiać. Nim zorientowała się poczuła dłoń na ramieniu. Jej ciało spięło się. Przełknęła ślinę, do jej głowy zakradały się, tylko mroczne myśli.
Wiedziała, co ma robić, po chwili chwyciła za obcą rękę i tak, jak zapamiętała wykręciła w ten sposób, jak nauczył ją przyjaciel. Gdy odwróciła się pokonała swojego nauczyciela. Uśmiechnęła się zadowolona.
- Udało mi sie!. - zawołała puszczając go. Skinął głową z aprobatą już wyprostowany. Najwidoczniej wykonał teraz mały test, który zdała. Podskakiwała zabawnie radując się ze swojego postępu. Wiedział, że będzie dość trudno nauczyć tego wszystkiego, tak delikatną dziewczynę, ale musiał przyznać, że rezultaty były świetne. Uśmiechnął się lekko i z zaskoczenia chwycił dziewczynę za szyję przyciskając ją do ściany. Nie ukrywała przerażenia i szoku. Na uczucie braku swobody, ożywiły się w niej przykre wspomnienia, które sparaliżowało ją całą. Może wcale nie była gotowa. Była tak beznadziejna, nie miała szans.
- Walcz, Sophie - w końcu usłyszała głos, próbujący dać jej cień otuchy. Spojrzała na kolegę, który dość mocno przetrzymywał, ale nie dusił. Druga jej ręka również była zablokowana. Siły, które jej zostały pozostawiła próbie wydostania się z tego uścisku.
- Nie dam rady - wydusiła piszcząc. Nie miała tyle siły, kogo ona oszukiwała?.
- Dasz!.
Drgnęła na uniesiony głos, a następnie jej szamotanie nasiliło się, tak, jak jego blokada.
- Nie... Dam... Rady - mamrotała. Przymknęła oczy i w tej chwili zaskakująca i błyskotliwa żaróweczka zagościła nad jej głową. Bez namysłu uniosła kolano w górę trafiając w męski czuły punkt. Zamierzony efekt był osiągnięty, mężczyzna zgiął się w pół z wielkim grymasem na twarzy.
- Kurr…Ww... - powtrzymał się tłumiąc w sobie ból.
- Przepraszam. Rany, Cam - zaczęła żałować tego, ale tylko to przychodziło jej do głowy.
- Miałaś się bronić i obroniłaś się - mówił z trudem. Pomogła mu wyprostować się - Tylko tamtego nie oszczędzaj, aż tak z tym kopnięciem - zadrwił w końcu rozchmurzony, na co uśmiechnęła się wzdychając.
- Nie chciałam cię zranić, Emily, by mnie zabiła - złapała się za głowę.
- Więc, lepiej niech nie wie - puścił do niej oczko - I mam nadzieję, że wciąż będę mógł mieć z nią dzieci - powiedział wypuszczając powietrze z ust w końcu czując ulgą. Kiwnęła głową ze współczuciem - Pamiętaj, że po tym nie będziesz miała zbyt wiele czasu na ucieczkę - popatrzył na nią ostrzegając. Zrozumiała to poprzez ponowny ruch przytakujący.
- Dlatego jeszcze poćwiczymy od tyłu - zapewnił, ruszając do drzwi.
- Na prawdę dziękuję ci, Cam! - zawołała jeszcze na chwile przed wyjściem
- Możesz na mnie liczyć - uśmiechnął się - Emily w pracy?. - zapytał, na co roześmiała się. .
- Powinna być na dole - odparła, na co wyszedł, jakby nigdy nic.
Usiadła wyczerpana na krześle, łokcie oparła o blat i przetrzymała głowę przed upadnięciem. Ciężko westchnęła analizując, co właśnie wydarzyło się, miał racje jeszcze chyba wiele jej brakowało, ale, czy zdąży to opanować, gdy nadejdzie czas?. Czy w ogóle nadejdzie jakiś czas?.
***
57. Logan
Ostatnio specjalnie z synem obejrzał jej ulubioną bajkę dla przypomnienia. W końcu mógł się na niej odegrać zadowolony po przez ostatnie dni. Zawstydzona i roześmiana uciekała przed jego drwinami do łazienki, gdy na docinki puszczał romantyczną piosenkę z tego filmu.
Ostatni dzień w tygodniu i mieli weekend tylko dla siebie, chociaż jemu zostało, trochę do zrobienia. Chwyciła go za rękę na co popatrzył na nią zaskoczony. Uśmiechnęła się tylko nieśmiało, na co i on uniósł kąciki do góry. Czasami nie mógł oswoić się okazywać uczucia swoje w miejscach publicznych, ale dla niej był zdolny do wszystkiego. Splótł ich palce i poprowadził do wyjścia.
- Sophie!. - zawołała, a z twarzy dziewczyny można było odczytać, że jest po prostu roztrzęsiona. Za nim podeszli do niej, ona już w podskokach była obok nich - Dzwoniłam, ale widocznie wyszliście już z biur... Nie wiem, nawet kiedy to stało się widocznie, jak poszłam na lunch, ale to dosłownie pięć minut - zaczęła tłumaczyć się z zakłopotaniem.
- Sara, co się stało?. - próbował ją uspokoić Logan. Miała obawę w oczach, ale w końcu otworzyła usta wypowiadając.
- Drzwi.
Spojrzeli na drzwi, na których widniał niewielki napis Sophie Hetfield i przy jej nazwisku ciemnym sprayem został wymalowane słowo ,,DZIWKA. Przełknął ślinę, tego było już za wiele. Warknął na siebie w myślach. Wiedział, że powinien, o wiele więcej zrobić. Cole Cervantes, był dobry w ukrywaniu. Ten mężczyzna mógł kamuflować się, jak chciał, wystarczył inny ubiór, by zniknąć w tłumie.
- Znowu - usłyszał jej przygnębiony głos. Popatrzył na nią czule. Znęcano się psychicznie nad jego dziewczyną. Wystarczająco była już zlękniona, choć ostatnio zauważył w niej poprawę. Przetarł swoją twarz rozgniewany. Starał się opanować.
- Sophie, on wszystko za to zapłaci - rzekł do niej. Westchnęła ciężko.
- A co, jeśli nie?. - zapytała zmartwiona.
- Dopilnuję tego - wyszeptał nad jej głową, gdy wbiła się w jego ciało - I jutro będą wstawione nowe drzwi - dodał dla otuchy. Uśmiechnęła się słabo.
- I tak będzie robił to dalej - powiedziała z przytłumionym głosem, gdyż miała twarz wtopioną w jego płaszcz.
- I w końcu zostanie przyłapany na tym i odsiedzi za każdą krzywdę, jaką ci wyrządził - pocieszył ją poruszony stanem emocjonalnym brunetki. Skinęła głową i spojrzała ku górze. Była światłem, a nie cieniem, nie mógł pozwolić, by ten mrok ją sponiewierał.
- I tak w sumie brakuje na tych drzwiach jeszcze czegoś - chrząknęła nieco ożywiona.
- To znaczy?. - zaciekawił się zdumiony jej zmianą.
- Twojego nazwiska - wytłumaczyła. Już dawno, o tym myślała, jednak wcześniej miała pewne obawy. Rozluźnił się czując przyjemne ciepło w sercu. Ucałował ją w czoło z ogromnym uczuciem.
- Może poczekajmy, z jakimkolwiek nazwiskiem - szepnął rozchmurzony. Jej uniesione brwi zdziwienia, domagały się rozjaśnienia - W końcu ty, też będziesz Jeffey - wyjaśnił jej, gładząc ją delikatnie po policzku. Uniosła lekko kąciki ust do góry, które go zadowoliły.
- Wszystko już zaplanowałeś?. - burknęła.
- Tak, jak ty - kiwnął głową przytakująco z rozbrajającym uśmiechem, na co zaśmiała się lekko.
- Kocham cię - wyznała, przyjrzał się jej uważnie.
- Ja ciebie też kocham, Sophie - odrzekł szczerze, po czym opuścili tamto miejsce odpychając nieprzyjemne uczucia, gdzieś w kąt.

***CDN***
Dodał/a: An Caroline w dniu 19-06-2019 - czytano 66 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Niepoprawny książę XXIII"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)